Beta

Bądź na bieżąco - RSS

a jednak egzotyka…

3 kwietnia 2009 |

 Muzeum Pisanki w Kołomyi, fot. J. Bartuszek, 2002 r., ze zbiorów prywatnych autorki

Muzeum Pisanki w Koło­myi, fot. J. Bar­tu­szek, 2002 r., ze zbio­rów pry­wat­nych autorki

Fun­da­cja Pałac w Kor­cze­wie (Kor­czew n/Bugiem, woj. mazo­wiec­kie) zwró­ciła się do Muzeum z prośbą o zor­ga­ni­zo­wa­nie wystawy edu­ka­cyj­nej. Idąc jed­nym z moich ulu­bio­nych tro­pów poka­zy­wa­nia ładnych etno­gra­ficz­nych oczy­wi­sto­ści, pomy­śla­łam o pre­zen­ta­cji Huculszczyzny.

Huculsz­czy­zna…

Zain­te­re­so­wa­nie Huculsz­czy­zną ma wiele odsłon. Jako piękna kra­ina na poło­ni­nach, budzi ona wspo­mnie­nia szcze­gól­nie wśród tych, któ­rzy wywo­dzą się z Kre­sów oraz tych, któ­rzy jeź­dzili tam na let­ni­ska i do zdro­jo­wisk. Antro­po­lo­dzy nato­miast na przy­kła­dzie Huculsz­czy­zny mogą badać i opi­sy­wać zja­wi­sko fascy­na­cji ludo­wo­ścią i mity­za­cję ludu. Wyroby hucul­skiego ręko­dzieła przy­ku­wają uwagę: kolo­rowe, o mister­nej orna­men­tyce, cie­ka­wych moty­wach. Z kolei fascy­na­cja wielu arty­stów prze­ło­żyła się na liczne dzieła o tema­tyce hucul­skiej (gra­fika, malar­stwo, lite­ra­tura), przy­kła­dem może być cho­ciażby przy­po­mniana ostat­nio przez Muzeum Naro­dowe Zofia Stry­jeń­ska, która w swo­jej twór­czo­ści rów­nież inspi­ro­wała się sty­lem huculskim.

Dla etno­grafa Huculsz­czy­zna jest tema­tem „powsze­dnim”, zatem mój pomysł wystawy hucul­skiej nie uzur­puje sobie prawa do szcze­gól­nej ory­gi­nal­no­ści, nie­jedną wystawę o Huculsz­czyź­nie już zre­ali­zo­wano. Pocho­dzę z nie­da­le­kich Kor­cze­wowi Sie­dlec, więc posta­no­wi­łam spraw­dzić, co w tam­tych oko­li­cach wie się o Huculsz­czyź­nie. I tu — wstyd przy­znać — u nikogo z zapy­ta­nych przeze mnie krew­nych i zna­jo­mych poję­cie Huculsz­czy­zna nie budziło żadnych sko­ja­rzeń. Nie­jed­nemu Wyspy Kana­ryj­skie i „praw­dzi­wie egzo­tyczne” Taj­lan­dia, Chiny, Wiet­nam, Male­diwy (to zasły­szane przeze mnie kie­runki wyjaz­dów miesz­kań­ców Sie­dlec) są nie­wąt­pli­wie bliż­sze niż odda­lona o 150 km od gra­nicy polsko-ukraińskiej Huculsz­czy­zna. Tytuł mojej wystawy przy­go­to­wa­nej dla Fun­da­cji — „Huculsz­czy­zna — bli­ska egzo­tyka”  — może wydać się naiwny, myślę jed­nak, że dla wielu Huculsz­czy­zna okaże się wła­śnie egzo­tyką, egzo­tyką na wycią­gnię­cie ręki.

Mówiąc Kresy, myślimy: Litwa, Pole­sie, Poku­cie, Huculsz­czy­zna… Wszy­scy powinni znać, oczy­wi­stość — myślą etno­gra­fo­wie. Jed­nak antro­po­log (etno­graf) nie­ustan­nie się dziwi, odkry­wa­jąc zdzi­wie­nie ludzi zapy­ta­nych o rzecz „oczy­wi­stą” — „nieoczywistą”.

Mał­go­rzata Jaszczołt


Odpust na św. Spasa, fot. Justyna Pyz, 1997 r., Żabie, PME.Arch.I.16900/10

Odpust na św. Spasa, fot. Justyna Pyz, 1997 r., Żabie, PME.Arch.I.16900/10

Odpust na św. Spasa, fot. Justyna Pyz, 1997 r., Żabie, PME.Arch.I.16900/14

Odpust na św. Spasa, fot. Justyna Pyz, 1997 r., Żabie, PME.Arch.I.16900/14



Kategorie: "z życia działu", muzeum, wystawy

Przeczytaj koniecznie również:

1 komentarz do “a jednak egzotyka…”

  1. Katarzyna napisał/a:

    Pani przez przy­pa­dek tra­fiła do „sztuki mate­rial­nej|, a ja przez przy­pa­dek weszłam tutaj… i nie mogłam się oprzeć, żeby do nie napi­sać. Nawet nie wiem, czy to moje pisa­nie dotrze do Pani… Huculsz­czy­zną inte­re­suję się od wielu lat i mimo, że chcia­łam ją porzu­cić, obra­ża­łam się na nią już parę razy, to jakoś cią­gle do mnie wraca. Chyba też mnie polu­biła. Taka nie­speł­niona miłość… nie mogę od lat tam poje­chać… Pani pytała w oko­licy Sie­dlec o Huculsz­czy­znę — ja pyta­łam sze­rzej, pyta­łam i pytam w róż­nych oko­li­cach i w róż­nych środo­wi­skach i napo­ty­kam różne odpo­wie­dzi. Starsi zwy­kle wie­dzą i … mówią o niej jak o .… Zako­pa­nem! Młodsi już gorzej. Nie­stety Huculsz­czy­zna pozo­stała poza gra­ni­cami Pol­ski i nie jest czę­sto wspo­mi­nana w mediach. Tro­chę z sar­ka­zmem myślę, że nie było tam mor­dów tak słyn­nych jak na Woły­niu, nie opi­sał jej Sien­kie­wicz, a tylko Vin­cenz. Vin­cenz, który zbyt trudno pisał, żeby Na Wyso­kiej Poło­ni­nie weszło do lek­tur szkol­nych. A z dru­giej strony teraz Huculsz­czy­zna jest na Ukra­inie i włą­cza się cała „machina naro­do­wo­ściowa”. Ukra­ińcy nie za bar­dzo chcą pamię­tać, że „wy zna­je­tie? Tu była Pol­sza…” — sły­sza­łam to nie­mal od każ­dej osoby z którą roz­ma­wia­łam, gdy zaraz po otwar­ciu gra­nic poje­cha­łam na Huculsz­czy­znę — ok. 20 lat temu.
    Dość wspo­min­ków. Muszę zabie­rać się za moje hobby, bo zaraz dzieci wstaną, sta­ruszki się obu­dzą i koniec przy­jem­nej wycieczki na Huculsz­czy­znę. Oni tego nie rozu­mieją… Pozdra­wiam. K


Napisz komentarz