a jednak egzotyka…
Fundacja Pałac w Korczewie (Korczew n/Bugiem, woj. mazowieckie) zwróciła się do Muzeum z prośbą o zorganizowanie wystawy edukacyjnej. Idąc jednym z moich ulubionych tropów pokazywania ładnych etnograficznych oczywistości, pomyślałam o prezentacji Huculszczyzny.
Huculszczyzna…
Zainteresowanie Huculszczyzną ma wiele odsłon. Jako piękna kraina na połoninach, budzi ona wspomnienia szczególnie wśród tych, którzy wywodzą się z Kresów oraz tych, którzy jeździli tam na letniska i do zdrojowisk. Antropolodzy natomiast na przykładzie Huculszczyzny mogą badać i opisywać zjawisko fascynacji ludowością i mityzację ludu. Wyroby huculskiego rękodzieła przykuwają uwagę: kolorowe, o misternej ornamentyce, ciekawych motywach. Z kolei fascynacja wielu artystów przełożyła się na liczne dzieła o tematyce huculskiej (grafika, malarstwo, literatura), przykładem może być chociażby przypomniana ostatnio przez Muzeum Narodowe Zofia Stryjeńska, która w swojej twórczości również inspirowała się stylem huculskim.
Dla etnografa Huculszczyzna jest tematem „powszednim”, zatem mój pomysł wystawy huculskiej nie uzurpuje sobie prawa do szczególnej oryginalności, niejedną wystawę o Huculszczyźnie już zrealizowano. Pochodzę z niedalekich Korczewowi Siedlec, więc postanowiłam sprawdzić, co w tamtych okolicach wie się o Huculszczyźnie. I tu — wstyd przyznać — u nikogo z zapytanych przeze mnie krewnych i znajomych pojęcie Huculszczyzna nie budziło żadnych skojarzeń. Niejednemu Wyspy Kanaryjskie i „prawdziwie egzotyczne” Tajlandia, Chiny, Wietnam, Malediwy (to zasłyszane przeze mnie kierunki wyjazdów mieszkańców Siedlec) są niewątpliwie bliższe niż oddalona o 150 km od granicy polsko-ukraińskiej Huculszczyzna. Tytuł mojej wystawy przygotowanej dla Fundacji — „Huculszczyzna — bliska egzotyka” — może wydać się naiwny, myślę jednak, że dla wielu Huculszczyzna okaże się właśnie egzotyką, egzotyką na wyciągnięcie ręki.
Mówiąc Kresy, myślimy: Litwa, Polesie, Pokucie, Huculszczyzna… Wszyscy powinni znać, oczywistość — myślą etnografowie. Jednak antropolog (etnograf) nieustannie się dziwi, odkrywając zdziwienie ludzi zapytanych o rzecz „oczywistą” — „nieoczywistą”.
Małgorzata Jaszczołt











1 maja 2010 o godz. 06:28
Pani przez przypadek trafiła do „sztuki materialnej|, a ja przez przypadek weszłam tutaj… i nie mogłam się oprzeć, żeby do nie napisać. Nawet nie wiem, czy to moje pisanie dotrze do Pani… Huculszczyzną interesuję się od wielu lat i mimo, że chciałam ją porzucić, obrażałam się na nią już parę razy, to jakoś ciągle do mnie wraca. Chyba też mnie polubiła. Taka niespełniona miłość… nie mogę od lat tam pojechać… Pani pytała w okolicy Siedlec o Huculszczyznę — ja pytałam szerzej, pytałam i pytam w różnych okolicach i w różnych środowiskach i napotykam różne odpowiedzi. Starsi zwykle wiedzą i … mówią o niej jak o .… Zakopanem! Młodsi już gorzej. Niestety Huculszczyzna pozostała poza granicami Polski i nie jest często wspominana w mediach. Trochę z sarkazmem myślę, że nie było tam mordów tak słynnych jak na Wołyniu, nie opisał jej Sienkiewicz, a tylko Vincenz. Vincenz, który zbyt trudno pisał, żeby Na Wysokiej Połoninie weszło do lektur szkolnych. A z drugiej strony teraz Huculszczyzna jest na Ukrainie i włącza się cała „machina narodowościowa”. Ukraińcy nie za bardzo chcą pamiętać, że „wy znajetie? Tu była Polsza…” — słyszałam to niemal od każdej osoby z którą rozmawiałam, gdy zaraz po otwarciu granic pojechałam na Huculszczyznę — ok. 20 lat temu.
Dość wspominków. Muszę zabierać się za moje hobby, bo zaraz dzieci wstaną, staruszki się obudzą i koniec przyjemnej wycieczki na Huculszczyznę. Oni tego nie rozumieją… Pozdrawiam. K