Beta

Bądź na bieżąco - RSS

W muzeum już straszy

6 kwietnia 2009 |

Zaczęło się. W pią­tek, 3 kwiet­nia o godz. 18.00 w gma­chu Pań­stwo­wego Muzeum Etno­gra­ficz­nego w War­sza­wie została otwarta wystawa o zło­wiesz­czo brzmią­cym tytule „Wam­piry, strzygi i spółka”, która przy­je­chała do War­szawy z rumuń­skiego Muzeum Wsi Banac­kiej w Timi­szo­arze. Jako wolon­ta­riu­sze współ­pra­cu­jący z muzeum posta­no­wi­li­śmy zdać rela­cję z wernisażu.

Prof. Otilia Hedesan z Uniwersytetu Zachodniego w Timiszoarze; fot.Jacek Sielski

Prof. Oti­lia Hede­san (w środku) opo­wiada zebra­nym o strzy­gach; fot.Jacek Sielski

Eks­po­zy­cja mie­ści się w „Sali kie­ra­to­wej”, jed­nak już po prze­kro­cze­niu progu muzeum dało się odczuć jej kli­mat — w holu budynku, gdzie odbyła się część powi­talna dla gości, stały świeczki, słu­żące do odpę­dza­nia ewen­tu­al­nych strzyg mają­cych chęć obej­rzeć wystawę, poja­wiły się też lampki z winem ( a może krwią?…) oraz rumuń­skie wik­tu­ały do naby­cia w muze­al­nej kafejce Bily Koni­cek. Gości powi­tał dyrek­tor Muzeum Etno­gra­ficz­nego, dr Adam Czy­żew­ski, a zaraz póź­niej zostali oni ura­czeni przez p. prof. Oti­lię Hede­san z Uni­wer­sy­tetu Zachod­niego w Timi­szo­arze ludową opo­wie­ścią o tym, jak roz­po­znać strzygę. Dobrze, że nie spo­ty­kamy się tu o pół­nocy, mogłoby być nie­bez­piecz­nie… — zażar­to­wał p. Dorian Bra­nea, dyrek­tor Rumuń­skiego Insty­tutu Kul­tury. W rumuń­skich wie­rze­niach ist­nieją cztery nie­bez­pieczne pory dnia i nocy - uści­śliła prof. Hede­san — pół­noc, połu­dnie, szó­sta rano i szó­sta wie­czo­rem. Czyli teraz. Ale nie ma się czego oba­wiać. Chro­nią nas usta­wione tu świeczki, a w razie czego wystar­czy strzy­dze wbić kołek w serce i koniec.

Nawet najzwyczajniesze przedmioty mają swoje znaczenie i funkcje w obrzędzie pogrzebowym; fot.Jacek Sielski

Nawet naj­zwy­czaj­nie­sze poka­zane na wysta­wie przed­mioty mają swoje zna­cze­nie i funk­cje w obrzę­dzie pogrze­bo­wym; fot.Jacek Sielski

Wystawa

Sama eks­po­zy­cja, uka­zu­jąca wystrój tra­dy­cyj­nej cha­łupy rumuń­skiej wraz z więk­szo­ścią codzien­nych sprzę­tów zaj­muje połowę powierzchni nie­du­żej „Kie­ra­tówki”. Jed­nak myliłby się ten, kto by uznał ją za „zwy­kły skan­sen”. Każdy przed­miot jest szcze­gó­łowo opi­sany pod kątem  ochrony przed duszami zmar­łych powra­ca­ją­cymi, aby nie­po­koić żywych, a bogac­two zna­czeń i rytu­ałów zwią­za­nych ze zwy­kłą szpilką, odwró­coną mio­tłą, krze­słem z antro­po­mor­ficz­nym wize­run­kiem jest wprost zdu­mie­wa­jąca. Poza tym uwagę przy­ku­wają nie­sa­mo­wite maski przed­sta­wia­jące ludzi i demony. W dru­giej czę­ści sali odbyło się spo­tka­nie z prof. Oty­lią Hede­san, pomy­sło­daw­czy­nią wystawy i autorką książki „Sie­dem ese­jów o strzy­gach”, sta­no­wią­cej jej punkt wyj­ścia. Jej opo­wie­ści i komen­ta­rze do pokazu slaj­dów sta­no­wią­cego rodzaj prze­wod­nika po rumuń­skich obrzę­dach pogrze­bo­wych i środ­kach ochrony przed strzy­gami cie­szyły się ogromną popu­lar­no­ścią wśród zwie­dza­ją­cych. Przed­sta­wiono także dwa krót­kie filmy doku­men­talne: „Jodło, jodełko…” Vasile Cretu i Sandu Dra­gosa z 1967 roku oraz współ­cze­sny: „W Tran­syl­wa­nii i na tam­tym świe­cie” Flo­riana Iepana, w cie­kawy spo­sób zesta­wia­jący spoj­rze­nie na rumuń­skie wie­rze­nia zarówno wewnątrz kul­tury, jak i z zewnątrz.

Kogo przy­cią­gnęła ta nie­sa­mo­wita wystawa?

Zga­dy­wa­li­śmy zwie­dza­ją­cych o wstępne wra­że­nia z wystawy skon­fron­to­wane z ocze­ki­wa­niami i wyobra­że­niami na jej temat. Podoba mi się ta ini­cja­tywa, na pewno przyjdę zoba­czyć coś wię­cej — twier­dzi Wie­sław Andry­czyk, śpie­wak ope­ret­kowy. Jak sam mówi o sobie, lubi awan­gar­dowe i niszowe przed­się­wzię­cia, szuka cze­goś ory­gi­nal­nego, nie­zwy­kłego, mrocz­nego. W podob­nym tonie wypo­wia­dało się wielu gości, zwłasz­cza tych szcze­gól­nie zain­te­re­so­wa­nych kul­turą ludową Rumu­nii, zna­ją­cych język rumuń­ski, podróż­ni­ków. Wielu z nich już wcze­śniej miało kon­takty z Rumuń­skim Insty­tu­tem Kul­tury i zostało spe­cjal­nie zapro­szo­nych. Jed­nego z nich, stu­denta PR, „etno­grafa z zami­ło­wa­nia”, zain­te­re­so­wa­nego także wize­run­kiem wam­pira w popkul­tu­rze, „Wam­piry…” pobu­dziły do reflek­sji o podo­bień­stwach mię­dzy kul­tu­rami w tej kwe­stii, że „kul­tura jest odpo­wie­dzią na lęk przed śmier­cią”. Jed­nak wystawa nie na wszyst­kich pasjo­na­tach zro­biła wra­że­nie. To jest nic, nic tu nie ma. Do Rumu­nii trzeba poje­chać, żeby tego doświad­czyć — skwi­to­wał eks­po­zy­cję jeden z przy­by­łych, od 10 lat podró­żu­jący po Rumu­nii i zako­chany w jej kul­tu­rze. Pogań­stwo ode­szło już do lamusa, teraz jest tam nor­mal­nie, po chrze­ści­jań­sku — dodał.

Wśród przy­by­łych, oprócz miło­śni­ków ludo­wej kul­tury rumuń­skiej, poja­wiła się także spora grupka dłu­go­wło­sych i ubra­nych na czarno mło­dzień­ców i dziew­cząt. Ci, z któ­rymi udało się poroz­ma­wiać, prak­tycz­nie bez wyjątku inte­re­so­wali się fan­ta­styką, demo­no­lo­gią, ezo­te­ryką i od dawna wycze­ki­wali tej wystawy, inni po pro­stu zoba­czyli na ulicy pla­kat pro­mu­jący wystawę z widocz­nym z daleka słowem-kluczem „Wam­piry” oraz oprawą gra­ficzną para­fra­zu­jącą okładkę jed­nej z płyt heavy­me­ta­lo­wej kapeli Napalm Death, co skło­niło ich do zaj­rze­nia do muzeum. Nie­któ­rzy wycho­dzili wyraź­nie zawie­dzeni — małą liczbą eks­po­na­tów, bra­kiem „grozy, pali, okru­cień­stwa”, spo­dzie­wa­jąc się moc­nych wra­żeń w stylu wize­run­ków Dra­culi „legen­dar­nego”, wysy­sa­ją­cego krew z mło­dych dzie­wic, lub Dra­culi „histo­rycz­nego”, wbi­ja­ją­cego na pale swych wro­gów. W tym kon­tek­ście dla wielu roz­mów­ców szcze­gól­nie atrak­cyjny oka­zał się sam pomysł na pro­mo­cję wystawy oraz bogaty pro­gram imprez towa­rzy­szą­cych, na czele z sesjami gier RPG i poka­zami fil­mów. Eks­po­zy­cja zebrała pozy­tywne opi­nie, jed­nak nie wywo­łała „dresz­czyku emo­cji”. Muzeum Etno­gra­ficzne otrzy­mało wiele pochwał za tak nie­co­dzienną ini­cja­tywę, nie­któ­rzy zwie­dza­jący nawet z pew­nym zawsty­dze­niem przy­zna­wali, że są tu pierw­szy raz „z wła­snej woli” i wyra­żali chęć obej­rze­nia innych wystaw, jeśli tylko zostaną one zapre­zen­to­wane w spo­sób cie­kaw­szy i ory­gi­nal­niej­szy niż te zapa­mię­tane z wycie­czek szkolnych.

Zdję­cia z wernisażu»>

Kata­rzyna Lipińska

Fran­ci­szek Płóciennik

Kategorie: "z życia działu", muzeum, wampiry, wydarzenia, wystawy

Przeczytaj koniecznie również:

Napisz komentarz