Beta

Bądź na bieżąco - RSS

Karpaccy gospodarze: demony i wilki (część I)

16 kwietnia 2009 |
Transylwania, fot. Michał Kruszona

Tran­syl­wa­nia, fot. Michał Kruszona

Kiedy zamiesz­ku­jący tereny dzi­siej­szej Rumu­nii Dako­wie ubie­rali wil­cze skóry, uda­jąc się do kar­pac­kich lasów, aby odbyć męską ini­cja­cję na wojow­nika i myśli­wego, wiara w wil­ko­łac­two była  oczy­wi­sto­ścią. Przez rok spę­dzony w samot­no­ści, nie mogąc zostać przez nikogo zauwa­żo­nymi, żyli mło­dzi ludzie z gra­bieży, sta­jąc się męż­czy­znami. Jedli wszystko, co w nie­go­ścin­nych gór­skich ostę­pach wpa­dło im w ręce. Bywało, że było to ludz­kie mięso. Osią­gali stan furii — wojow­nika, goto­wego na wszystko w walce o prze­trwa­nie wła­sne i swo­jego ple­mie­nia.
natura wil­ko­łaka
Nie­je­den z nich pozo­sta­wał w lesie na zawsze, alie­nu­jąc się ze spo­łe­czeń­stwa, z bie­giem kolej­nych lat zapo­mi­nał ludz­kiego języka i spo­so­bów znor­ma­li­zo­wa­nego komu­ni­ko­wa­nia spo­łecz­nego. Kim zatem był taki osob­nik jeśli nie wil­ko­ła­kiem – efek­tem cof­nię­cia się ewo­lu­cyj­nego zegara, który od tysięcy lat cywi­li­zo­wa­nia się ludz­kiego gatunku, tykał bez­u­stan­nie? W przy­padku czło­wieka – wilka, zegar ewo­lu­cji cof­nął się, wbrew natu­rze, co naj­mniej o kilka minut.

Ważny jest tu aspekt, mimo wszystko, ziem­skiej natury wil­ko­łaka, nie­wiele mają­cego wspól­nego z poza­ziem­skim – pie­kiel­nym demo­nem, chyba, że uznamy, iż pod posta­cią wilka mogą poja­wiać się tylko zmarli, czego jed­nak zakła­dać bym nie radził. Co bowiem uczy­nimy z rytu­al­nym ludo­żer­stwem, które może w pro­sty spo­sób pro­wa­dzić do likan­tro­pii, czyli wil­ko­łac­twa, zde­fi­nio­wa­nego jako cho­roba psy­chiczna? Wil­ko­łac­two ma wcale bogatą lite­ra­turę. W Pol­sce w spo­sób wyczer­pu­jący pod­szedł do tematu Leszek Paweł Słu­pecki w książce „Wojow­nicy i wilkołaki”.(Warszawa 1994).

wil­czyca kar­miąca niemowlęta

Mie­sza­nie krwi i rodo­wo­dów, wil­czego i ludz­kiego, było w kul­tu­rze romań­skiej wszech­obecne od samego jej zara­nia. To prze­cież kapi­to­liń­ska wil­czyca wykar­miła Romu­lusa i Remusa,  dając jed­nemu z  synów westalki Rei (zresztą bra­to­bójcy), zgwał­co­nej przez boga  Marsa, szanse na powsta­nie mia­sta, które prze­ro­dziło się w impe­rium. Cóż to za nie­winna legenda o począt­kach mia­sta! Mamy w niej gwałt, wil­cze mleko i bra­to­bój­stwo.   Jedną z  pro­win­cji, owego od zara­nia dale­kiego od nie­win­no­ści, impe­rium stała się, z bie­giem czasu, kar­packa Dacja. Do dziś w wielu rumuń­skich mia­stach, i to w ich cen­tral­nych punk­tach, widzimy wize­runki wil­czycy kar­mią­cej dwoje nie­mow­ląt – tak jest na przy­kład w Targu Muresz .

Już Hero­dot, nie bez racji zwany ojcem histo­rio­gra­fii, pisał o Neu­rach, ludziach zamiesz­ka­łych nad Morzem Czar­nym: „Ci Neu­ro­wie wydają się być cza­ro­dzie­jami.  Opo­wia­dają bowiem Scy­to­wie i zamiesz­kali w Scy­tii Hel­le­no­wie, że stale, raz do roku, każdy z Neu­rów na kilka dni staje się wil­kiem, a potem znowu przy­biera dawną postać. Ja w praw­dzie w te ich baśnie nie wie­rzę, nie mniej tak oni utrzy­mują i na to przy­się­gają.” Dalej pisze Hero­dot o Andro­fa­gach, ple­mie­niu według niego naj­dzik­szym, nie uzna­ją­cym prawa natu­ral­nego, ani żadnego innego, wcale nie wyklu­czone, że to ci sami Neu­ro­wie. Andro­fa­go­wie bowiem to, po pol­sku, po pro­stu ludożercy.

zaczął wyć i uciekł do lasu…”

W samym Rzy­mie też bywało cie­ka­wie. Oddajmy głos, uda­ją­cemu się na spo­tka­nie z kochanką Nice­ro­sowi, boga­temu wyzwo­leń­cowi, któ­rego słowa zapi­sane przez Petro­niu­sza, zacy­tuję za książką Leszka Słu­pec­kiego:
„Przy­pad­kiem pan  poje­chał do Kapui, by zała­twić różne spra­wunki. Sko­rzy­sta­łem z tej spo­sob­no­ści i namó­wi­łem jed­nego z gości, który miesz­kał u nas, by towa­rzy­szył mi do pią­tego milo­wego kamie­nia. Był to żołnierz silny jak dia­beł (…). Wyru­szamy o pia­niu kura, księ­życ świe­cił jak słońce w połu­dnie. Wcho­dzimy mię­dzy gro­bowce, mój człek bie­rze się ku Ste­lom, ja idę nucąc i liczę stele. Gdym się znów obej­rzał za towa­rzy­szem, on roz­biera się i kła­dzie wszyst­kie szaty przy gościńcu. Zaparło mi dech, sta­łem jak mar­twy. Lecz on oblał je wkoło moczem i zmie­nił się natych­miast w wilka. Nie myśl­cie, że żartuję, nie ma tak wiel­kiego majątku, bym dlań skła­mał (…). Gdy zmie­nił się w wilka zaczął wyć i uciekł do lasu. Zrazu nie wie­dzia­łem gdzie jestem, potem posze­dłem aby zabrać jego szaty; ale one ska­mie­niały. Kto by bar­dziej zmar­twiał ze stra­chu niż ja? Tedy wyją­łem miecz i przez całą drogę sie­kłem powie­trze, póki nie dopa­dłem zagrody swej przy­ja­ciółki. Wsze­dłem jak widmo, o mało nie wyzio­ną­łem duszy, pot ciekł mi stru­mie­niami po krzyżu, oczy mar­twe, z tru­dem ochło­ną­łem. Moja Melisa dzi­wiła się, że przy­by­wam tak późno i rze­kła: –Gdy­byś był przy­szedł wcze­śniej, był­byś nam przy­naj­mniej pomógł; bo wilk wpadł na dzie­dzi­niec, rzu­cił się na całą trzodę i jak rzeź­nik puścił jej krew; ale nie zakpił z nas choć uciekł, bo paro­bek nasz prze­bił mu szyję dzidą-. Usły­szaw­szy to, nie mogłem już zamknąć oka, lecz, że już jasny był dzień, bie­głem jak okra­dziony szyn­karz, wprost do domu naszego Gaju­sza i gdym przy­biegł w to miej­sce, gdzie suk­nie zmie­niły się w kamień, zna­la­złem tylko krew. Gdym jed­nak wró­cił do domu, mój żołnierz leżał w łóżku jak wół, a lekarz owią­zy­wał mu szyję. Wtedy pozna­łem, że jest on wil­ko­ła­kiem i nie mogłem zjeść z nim ani kęsa chleba, choć­byś mnie zabił (…). Jeśli kła­mię, niech mnie poka­rzą wasze duchy opiekuńcze”

Rumu­nia a Impe­rium Romanum

Spe­cjal­nie przy­to­czy­łem tą sta­ro­żytną, rzym­ską opo­wieść, wszak Rumuni nie­zwy­kle chęt­nie pod­kre­ślają swe związki histo­ryczne z Impe­rium Roma­num i łączącą ich z Rzy­mem histo­ryczną cią­głość, czemu nie możemy zaprze­czyć choćby w sfe­rze języka, mniej czy bar­dziej, ale jed­nak bli­skiego łaci­nie. Skoro tak, to i kul­tu­rowo powinni być sobie bli­scy. Choć zda­wać sobie trzeba sprawę, że zarówno oni, jak i współ­cze­śni miesz­kańcy Ita­lii to w więk­szej czę­ści potom­ko­wie ple­mion barbarzyńskich.

Zostawmy jed­nak Rzym i wybierzmy się w podróż do Jass, wspo­mnę tylko, że odbył takową mar­kiz d’Urfe, a opi­sał ją, w genial­nym opo­wia­da­niu grozy, „Rodzina Wil­ko­łaka” Aleksy Toł­stoj, niech ta wzmianka służy za zachętę do jego przeczytania.

Michał Kru­szona

Kolejne dwie czę­ści arty­kułu „Kar­paccy gospo­da­rze: demony i wilki” zostaną zamiesz­czone na blogu w prze­ciągu miesiąca.


Autor jest histo­ry­kiem, antro­po­lo­giem kul­tury. Pra­co­wał w szkole, w redak­cji gazety, w domu pomocy spo­łecz­nej, obec­nie jest dyrek­to­rem Muzeum — Zamku Gór­ków w Sza­mo­tu­łach. Od lat zafa­scy­no­wany Rumu­nią!  Dwa lata temu wydał książkę „Rumu­nia. Podróże w poszu­ki­wa­niu Dia­bła” (Zysk i S-ka).  Na pro­mo­cję książki i spo­tka­nie z Panem Micha­łem Kru­szoną zapra­szamy 20 kwiet­nia na godzinę 18.00 do Pań­stwo­wego Muzeum Etno­gra­ficz­nego. Spo­tka­nie odbę­dzie się w ramach cyklu „Pal­cem po mapie — Rumu­nia” .

Kategorie: wampiry, wydarzenia

Przeczytaj koniecznie również:

Napisz komentarz