Karpaccy gospodarze: demony i wilki (część I)

Transylwania, fot. Michał Kruszona
Kiedy zamieszkujący tereny dzisiejszej Rumunii Dakowie ubierali wilcze skóry, udając się do karpackich lasów, aby odbyć męską inicjację na wojownika i myśliwego, wiara w wilkołactwo była oczywistością. Przez rok spędzony w samotności, nie mogąc zostać przez nikogo zauważonymi, żyli młodzi ludzie z grabieży, stając się mężczyznami. Jedli wszystko, co w niegościnnych górskich ostępach wpadło im w ręce. Bywało, że było to ludzkie mięso. Osiągali stan furii — wojownika, gotowego na wszystko w walce o przetrwanie własne i swojego plemienia.
natura wilkołaka
Niejeden z nich pozostawał w lesie na zawsze, alienując się ze społeczeństwa, z biegiem kolejnych lat zapominał ludzkiego języka i sposobów znormalizowanego komunikowania społecznego. Kim zatem był taki osobnik jeśli nie wilkołakiem – efektem cofnięcia się ewolucyjnego zegara, który od tysięcy lat cywilizowania się ludzkiego gatunku, tykał bezustannie? W przypadku człowieka – wilka, zegar ewolucji cofnął się, wbrew naturze, co najmniej o kilka minut.
Ważny jest tu aspekt, mimo wszystko, ziemskiej natury wilkołaka, niewiele mającego wspólnego z pozaziemskim – piekielnym demonem, chyba, że uznamy, iż pod postacią wilka mogą pojawiać się tylko zmarli, czego jednak zakładać bym nie radził. Co bowiem uczynimy z rytualnym ludożerstwem, które może w prosty sposób prowadzić do likantropii, czyli wilkołactwa, zdefiniowanego jako choroba psychiczna? Wilkołactwo ma wcale bogatą literaturę. W Polsce w sposób wyczerpujący podszedł do tematu Leszek Paweł Słupecki w książce „Wojownicy i wilkołaki”.(Warszawa 1994).
wilczyca karmiąca niemowlęta
Mieszanie krwi i rodowodów, wilczego i ludzkiego, było w kulturze romańskiej wszechobecne od samego jej zarania. To przecież kapitolińska wilczyca wykarmiła Romulusa i Remusa, dając jednemu z synów westalki Rei (zresztą bratobójcy), zgwałconej przez boga Marsa, szanse na powstanie miasta, które przerodziło się w imperium. Cóż to za niewinna legenda o początkach miasta! Mamy w niej gwałt, wilcze mleko i bratobójstwo. Jedną z prowincji, owego od zarania dalekiego od niewinności, imperium stała się, z biegiem czasu, karpacka Dacja. Do dziś w wielu rumuńskich miastach, i to w ich centralnych punktach, widzimy wizerunki wilczycy karmiącej dwoje niemowląt – tak jest na przykład w Targu Muresz .
Już Herodot, nie bez racji zwany ojcem historiografii, pisał o Neurach, ludziach zamieszkałych nad Morzem Czarnym: „Ci Neurowie wydają się być czarodziejami. Opowiadają bowiem Scytowie i zamieszkali w Scytii Hellenowie, że stale, raz do roku, każdy z Neurów na kilka dni staje się wilkiem, a potem znowu przybiera dawną postać. Ja w prawdzie w te ich baśnie nie wierzę, nie mniej tak oni utrzymują i na to przysięgają.” Dalej pisze Herodot o Androfagach, plemieniu według niego najdzikszym, nie uznającym prawa naturalnego, ani żadnego innego, wcale nie wykluczone, że to ci sami Neurowie. Androfagowie bowiem to, po polsku, po prostu ludożercy.
„zaczął wyć i uciekł do lasu…”
W samym Rzymie też bywało ciekawie. Oddajmy głos, udającemu się na spotkanie z kochanką Nicerosowi, bogatemu wyzwoleńcowi, którego słowa zapisane przez Petroniusza, zacytuję za książką Leszka Słupeckiego:
„Przypadkiem pan pojechał do Kapui, by załatwić różne sprawunki. Skorzystałem z tej sposobności i namówiłem jednego z gości, który mieszkał u nas, by towarzyszył mi do piątego milowego kamienia. Był to żołnierz silny jak diabeł (…). Wyruszamy o pianiu kura, księżyc świecił jak słońce w południe. Wchodzimy między grobowce, mój człek bierze się ku Stelom, ja idę nucąc i liczę stele. Gdym się znów obejrzał za towarzyszem, on rozbiera się i kładzie wszystkie szaty przy gościńcu. Zaparło mi dech, stałem jak martwy. Lecz on oblał je wkoło moczem i zmienił się natychmiast w wilka. Nie myślcie, że żartuję, nie ma tak wielkiego majątku, bym dlań skłamał (…). Gdy zmienił się w wilka zaczął wyć i uciekł do lasu. Zrazu nie wiedziałem gdzie jestem, potem poszedłem aby zabrać jego szaty; ale one skamieniały. Kto by bardziej zmartwiał ze strachu niż ja? Tedy wyjąłem miecz i przez całą drogę siekłem powietrze, póki nie dopadłem zagrody swej przyjaciółki. Wszedłem jak widmo, o mało nie wyzionąłem duszy, pot ciekł mi strumieniami po krzyżu, oczy martwe, z trudem ochłonąłem. Moja Melisa dziwiła się, że przybywam tak późno i rzekła: –Gdybyś był przyszedł wcześniej, byłbyś nam przynajmniej pomógł; bo wilk wpadł na dziedziniec, rzucił się na całą trzodę i jak rzeźnik puścił jej krew; ale nie zakpił z nas choć uciekł, bo parobek nasz przebił mu szyję dzidą-. Usłyszawszy to, nie mogłem już zamknąć oka, lecz, że już jasny był dzień, biegłem jak okradziony szynkarz, wprost do domu naszego Gajusza i gdym przybiegł w to miejsce, gdzie suknie zmieniły się w kamień, znalazłem tylko krew. Gdym jednak wrócił do domu, mój żołnierz leżał w łóżku jak wół, a lekarz owiązywał mu szyję. Wtedy poznałem, że jest on wilkołakiem i nie mogłem zjeść z nim ani kęsa chleba, choćbyś mnie zabił (…). Jeśli kłamię, niech mnie pokarzą wasze duchy opiekuńcze”
Rumunia a Imperium Romanum
Specjalnie przytoczyłem tą starożytną, rzymską opowieść, wszak Rumuni niezwykle chętnie podkreślają swe związki historyczne z Imperium Romanum i łączącą ich z Rzymem historyczną ciągłość, czemu nie możemy zaprzeczyć choćby w sferze języka, mniej czy bardziej, ale jednak bliskiego łacinie. Skoro tak, to i kulturowo powinni być sobie bliscy. Choć zdawać sobie trzeba sprawę, że zarówno oni, jak i współcześni mieszkańcy Italii to w większej części potomkowie plemion barbarzyńskich.
Zostawmy jednak Rzym i wybierzmy się w podróż do Jass, wspomnę tylko, że odbył takową markiz d’Urfe, a opisał ją, w genialnym opowiadaniu grozy, „Rodzina Wilkołaka” Aleksy Tołstoj, niech ta wzmianka służy za zachętę do jego przeczytania.
Michał Kruszona
Kolejne dwie części artykułu „Karpaccy gospodarze: demony i wilki” zostaną zamieszczone na blogu w przeciągu miesiąca.
Autor jest historykiem, antropologiem kultury. Pracował w szkole, w redakcji gazety, w domu pomocy społecznej, obecnie jest dyrektorem Muzeum — Zamku Górków w Szamotułach. Od lat zafascynowany Rumunią! Dwa lata temu wydał książkę „Rumunia. Podróże w poszukiwaniu Diabła” (Zysk i S-ka). Na promocję książki i spotkanie z Panem Michałem Kruszoną zapraszamy 20 kwietnia na godzinę 18.00 do Państwowego Muzeum Etnograficznego. Spotkanie odbędzie się w ramach cyklu „Palcem po mapie — Rumunia” .
Kategorie: wampiry, wydarzenia






