Wampirzyca, strzygi i pijani wieśniacy (ralacja z LARP-u „W zaświatach Muzeum” 18.04.09)

Wampiry, strzygi i spółka… fot. J. Sielski
Jakaś siła wygania mnie z grobu
W poszukiwaniu dóbr, od których jestem odłączona,
Bym nadal kochała utraconego męża
Bym piła krew z jego serca.
Goethe, Narzeczona z Koryntu (1797)
Wiara w to, że zmarli powracają i nękają żywych, ginie w mroku dziejów. Myśl ta przybrała dzięki wyobraźni ludzkiej różne kształty. Powracający z zaświatów rzadko mają dobre intencje.
Wampiry opisywane są jako prawdziwe żywe trupy atakujące nocą, krwiopijcy bojący się czosnku. Wyobrażenia na temat wampirów opierają się na starych tradycjach i wierzeniach, o których można się było dowiedzieć między innymi 18 kwietnia w Warszawskim Muzeum Etnograficznym.
na pozór zwyczajny mostek
Jadąc ze znajomymi na LARP’a „W z zaświatach muzeum”, miałam mieszane uczucia. Liczyłam jednak na to, że zabawa będzie udana (w końcu głównie dla niej ściągnęłam znajomych z Poznania) i nie zawiodłam się.
Zaczęło się od zwiedzania i opowieści. Poznaliśmy rytuał, jaki odprawiano w czasie pochówku zmarłego. Dowiedzieliśmy się wielu niezbędnych — jak się później okazało — informacji potrzebnych w dalszej rozgrywce. Wszystko zostało nam dokładnie i - co najważniejsze - ciekawie opowiedziane.

Początek drogi w zaświaty, fot. J. Sielski
Nie wierzyłem stojąc nad brzegiem rzeki,
Która była szeroka i rwista, że przejdę ten most,
Spleciony z cienkiej, kruchej trzciny powiązanej łykiem.
Szedłem lekko jak motyl i ciężko jak słoń,
Szedłem pewnie jak tancerz i chwiejnie jak ślepiec.
Nie wierzyłem, że przejdę ten most, i gdy stoję już na drugim brzegu,
Nie wierzę, że go przeszedłem.
Staff, Most
Niegroźne z pozoru przejście przez mostek przeniosło nas w zaświaty, gdzie spotkaliśmy bardzo miłego Duszka, co nie zmieniło faktu, że strzygi czaiły się na każdym kroku, dyrektor muzeum ześwirował na punkcie starych rumuńskich pieśni, nie wspominając o golemie, który nas naprawdę zaskoczył.
na szczęście mieliśmy czosnek
Dekoracje, stroje oraz odgrywanie wszystkich postaci, które spotykaliśmy na swej drodze, wykonane były bardzo dobrze. Chwilami naprawdę zapominało się, że to tylko zabawa, co potęgowało klimat i emocje podczas dalszej wędrówki w nieznane. Wystarczyło powiązać wszystkie zdobyte informacje, pokombinować trochę, zdobyć niezbędne przedmioty i podążać dalej. Może właśnie dlatego wszystko wydawało mi się zbyt proste, co nie zmienia faktu, że kilkakrotnie naprawdę było ciężko (walka w ciemnych korytarzu z czwórką przeciwników, czy też podczas końcowego starcia z wiedźmami). Na szczęście mieliśmy dużo czosnku, który miał bardzo dużą moc odstraszającą.
Plusem niewątpliwie jest fakt, że całość była dobrze przemyślana. Brakowało mi natomiast nutki intrygi. Czegoś niewiadomego, co czai się za rogiem i nie od razu dokładnie poznane przeszkadza czasami oraz niepokoi podróżników, po czym atakuje w najmniej niespodziewanym momencie. Przydałoby się również trochę więcej muzyki.
Podsumowując: zabawa bardzo udana, a przemyślane i świetnie odegrane „efekty specjalne” uczyniły ją ciekawą i wartą zapamiętania.
Małgorzata Wróbel
Autorka była uczestniczką fabularnej gry na żywo (LARP) „W zaświatach Muzeum”. Od 10 lat interesuje się RPG. Pochodzi z Grodziska Wielkopolskiego, obecnie mieszka i pracuje w Warszawie.

Spotkanie z golemem, fot. J. Sielski








24 kwietnia 2009 o godz. 12:43
W LARPIE uczestniczyłam w ostatniej z grup. Ogólne wrażenie: pozytywne. Zwłaszcza w scenach walki, kiedy panował ogólny bałagan i rosło napięcie.
Czego mi brakowało? Jak już napisała autorka artykułu intrygi. Brakowało mi zdrajcy w grupie. Kogoś, kto dostał rolę, która ma nam uprzykrzyć życia. Poza tym brakowało mi zagmatwania fabuły. Przedmiotów, które znajduje się gdzieś po drodze i które niekoniecznie są potrzebne. Albo chodzenia z miejsca na miejsce. (wrócić gdzieś, jakiemuś npcowi donieść coś i dopiero móc iść dalej).
Ogólnie to mi się podobało, choć preferuję larpy, w których każdy ma własną rolę i historię, która kształtuje charakter postaci.
Ciekawostki z naszego larpa: O mało co nie zostałam sprzedana wieśniakom w trakcie gry w kości :P Ponad to wykończyłam główną strzygę. W sumie szkoda mi było siostry po fachu :D Przyznam, że słysząc swoje imię, jako imię jednej z wampirzyc (na początku jeden z NPCów wspomniał coś o Weronice, zdrajczyni) poczułam niesamowitą potrzebę tą zdrajczynią zostać. Więcej takich wątków i zabawa na pewno będzie ciekawsza!
A.. i szkoda mi, że zdjęcia zamieszczone są tylko z jednej (dwóch?) grupy. Fotograf siedział przy nas w krypcie caluteńki czas, a tu nic… :( Szkoda
24 kwietnia 2009 o godz. 18:07
Kilka zdjęć jest jeszcze tutaj: http://picasaweb.google.com/piotr.labenz/WZaswiatachMuzeum?authkey=Gv1sRgCM3LhJCvtNzdaQ#
a tu urywek filmowy: http://www.youtube.com/watch?v=ps_J_nJ18SM&feature=channel_page
Co do liniowości, prostoty i braku zróżnicowania postaci – takie poniekąd było założenie. Wynikało ono stąd, że LARP był otwarty dla wszystkich (również zupełnie niedoświadczonych uczestników) i eksperymentalny (pierwszy raz w Muzeum). Po więcej komplikacji i swobody zapraszamy na razie na Fantazjadę – a w przyszłości, kto wie… ;-)
W każdym razie – cieszę się, że się podobało.
28 kwietnia 2009 o godz. 17:07
Zabawa bardzo fajna, może bardziej ze względu na miejsce, niż na sama rozgrywkę, aczkolwiek rozumiem, iż fabuła była stworzona z myślą o początkujących graczach :)
Co do przedmiotów nikomu niepotrzebnych:
Zabraliśmy ze sobą spory kamień (gdzieś w okolicach golema), który cały czas taszczyliśmy ze sobą, zaś próbując użyć go do przykrycia trumny wampirzycy, odkryliśmy, że nic sobie z niego nie zrobiła, pomimo naszych wielokrotnie powtarzanych informacji, skutkiem czego kamerdulec wylądował na podłodze, tuz obok stopy kolegi :)
Na stoliku obok golema, na półeczce pod blatem, znajdowało się dziwne coś. Z wyglądu przypominało mi świecę szybkiej podróży w metalowym etui (vide film „Gwiezdny Pył”), która to zabrałem z nadzieją na niesamowite efekty. Jak się okazało, było to najprawdopodobniej mazidło golema, co poznałem po nowym kolorze spodni i rąk :P
Ergo, można było znaleźć niepotrzebne przedmioty, trzeba było tylko dobrze szukać :D
Z drugiej strony, muszę zdecydowanie potępić wampirzycę — mówiła ciągle „no chodź, no chodź”, po czym schowała się do trumny. Jednoosobowej…
Więcej zdjęć!
29 kwietnia 2009 o godz. 19:07
Na pewno czekał na nas, żebyśmy go stamtąd wynieśli :)
z innej beczki — zamieścicie coś na zasadzie solucji — np. jak zgodnie z Waszymi założeniami miała przebiegać rozgrywka? Każda grupa zrobiła pewnie coś w sposób niestandardowy, fajnie byłoby móc to sobie porównać. Poza tym, przynajmniej ja, mam nadal pewne wątpliwości — choćby po co była trzecia trumna? Dla dziewczynki z maskotką przed gabinetem dyrektora?
1 maja 2009 o godz. 20:43
Tak, kamień nas zaskoczył…
Solucji nie będziemy publikować, bo wprawdzie fabuła była siłą rzeczy liniowa, to nie zakładaliśmy jednego wzorcowego sposobu wykonania zadań. Raczej udostępniliśmy różne do tego narzędzia i od graczy zależało, z których i jak skorzystają.
Trzecia trumna była pusta, bo „kiedyś dawno temu leżał w niej inny wampir, ale go odwrócono i obrócił się w proch”, a w trumnie został tylko kołek, którym go odwracano, a który mógł pomóc i w odwracaniu Vioricy. (Jeśli kołka nie znaleźliście, to znaczy, że podwędziła go poprzednia grupa. ;-))