Beta

Bądź na bieżąco - RSS

Inspirująca tradycja. Noc w Państwowym Muzeum Etnograficznym

19 czerwca 2009 |
Feszyn na ludowo, fot. Krystyna Wodecka

Feszyn na ludowo, fot. Kry­styna Wodecka

16 maja 2009 roku miała miej­sce Noc Muzeów.  Tema­tem prze­wod­nim tego­rocz­nej imprezy w Pań­stwo­wym Muzeum Etno­gra­ficz­nym była tra­dy­cja w połą­cze­niu z inspi­ra­cją. Odwie­dziło nas około 7000 osób!

Bar­dziej niż tra­dy­cję kocham…

Spe­cjal­nie na tę oka­zję do naszego muzeum zapro­szeni zostali liczni arty­ści i wyko­nawcy, któ­rzy sta­no­wili atrak­cję wie­czoru. Przez całą noc zwie­dza­ją­cym towa­rzy­szyła tema­tycz­nie zwią­zana z wysta­wami muzyka, filmy, pokazy mody oraz wiele innych atrak­cji, w któ­rych każdy oso­bi­ście mógł wziąć udział. Przy­po­mnijmy sobie zatem wyda­rze­nia tej wyjąt­ko­wej i nie­po­wta­rzal­nej nocy.

.

.

.

Solo na bala­fo­nie — Gwi­don Cybulski

Gra w zespole „Gada­jąca Tykwa”, w trio „Wiel­błądy”, współ­pra­cuje ze sto­wa­rzy­sze­niem „Stud­nia O”, a także z Teatrem Muzycz­nym „Roma”.

Balo­fon to instru­ment pocho­dzący z Afryki Zachod­niej. Jego cechą cha­rak­te­ry­styczną są wiszące owoce tykwy (słu­żące jako pudełka rezo­nan­sowe) umiesz­czone pod desecz­kami, w które się ude­rza. Gwi­don Cybul­ski jest muzy­kiem mul­tiin­stru­men­ta­li­stą gra­ją­cym mię­dzy innymi na ngoni, gita­rze, did­ge­ri­doo, har­mo­nij­kach ust­nych, djembe, kon­gach oraz  balo­fo­nie. Swoje umie­jęt­no­ści zapre­zen­to­wał wszyst­kim w sali, w któ­rej mie­ści się wystawa stała poświę­cona Afryce.

Gwidon Cybulski, fot. Krystyna Wodecka

Gwi­don Cybul­ski, fot. Kry­styna Wodecka

Urze­kło mnie cudowne brzmie­nie balo­fonu i natu­ralna ener­gia z niego pły­nąca. Zaczą­łem grać. Moją inspi­ra­cją jest muzyka afry­kań­ska, hin­du­skie melo­die oraz pol­skie rytmy. Two­rzę wła­sne melo­die, gram na balo­fo­nie muzykę świata. Zawsze fascy­no­wała mnie natu­ralna Afryka, nie prze­two­rzona, dla­tego wła­śnie balo­fon jest moją ostat­nią miło­ścią. Jego czy­ste dźwięki zbli­żają mnie do afry­kań­skiej kul­tury. Pod­czas kon­cer­tów sta­ram się naśla­do­wać języki ple­mion afry­kań­skich, nie znam ich – cho­dzi o stwo­rze­nie nie­po­wta­rzal­nego kli­matu. Pierw­szy raz gra­łem cał­ko­wi­cie sam pod­czas Nocy Muzeów. Jeżeli cho­dzi o dzi­siej­sze wyda­rze­nia w muzeum, uwa­żam, że jest to bar­dzo tra­fiony pomysł. Na każ­dym pię­trze jest wystawa doty­cząca innej kul­tury, dla­tego muzyczne nawią­za­nie do każ­dej z nich jest cie­kawą kon­cep­cją. Zespoły, któ­rych kon­certy odby­wają się dzi­siaj, świet­nie dopeł­niają muzeum etno­gra­ficzne. Moim zda­niem bar­dzo udana impreza.  Gwi­don Cybulski

John Enemuo, fot. Jacek Sielski
John Ene­muo, fot. Jacek Sielski

Nige­ryj­ska muzyka ludu Igbo — John Enemuo

W Pol­sce od 2007 roku  pro­wa­dzi Afry­kań­skie Przed­się­wzię­cie Artystyczno-Edukacyjne Aka-Chukwu zaj­mu­jące się pro­pa­go­wa­niem tra­dy­cyj­nej kul­tury afry­kań­skiej poprzez warsz­taty, pokazy i koncerty.

Dźwięki bęb­nów Johna Ene­muo – nige­ryj­skiego muzyka –  prze­nio­sły wszyst­kich w rodzinne strony arty­sty.  John zapre­zen­to­wał nam tra­dy­cyjną muzykę swo­jego ludu  Igbo, gdzie bębny są jed­nym z głów­nych instru­men­tów nada­ją­cych puls pie­śniom. Muzyka w kul­tu­rze Igbo jest bar­dzo ważna. Ludzie śpie­wają, grają o każ­dej porze dnia i nocy, pod­czas wesel, pogrze­bów, maska­rad. John gra od dziecka. Tra­dy­cja w jego rodzi­nie była i jest obecna cały czas. Muzyka jest jed­nym z głów­nych ele­men­tów codzien­no­ści. Od naj­młod­szych lat  brał udział w muzycz­nych cere­mo­niach i obrzę­dach.  Swoim talen­tem i muzycz­nymi zdol­no­ściami dzieli się z innymi ludźmi, aby także i oni mogli cał­ko­wi­cie oddać się muzyce, która w ser­cach każ­dego jest swo­istą inspi­ra­cją do dzia­ła­nia. Dla­tego też pro­wa­dzi warsz­taty, na które przy­cho­dzi coraz wię­cej osób. Pod­czas występu muzyka spo­tka­ły­śmy wiele osób zafa­scy­no­wa­nych jego grą. Nie­któ­rzy pytali arty­stę o moż­li­wość uczest­ni­cze­nia w warsz­ta­tach. Bajeczne brzmie­nie bęb­nów z całą pew­no­ścią pozo­stało w sercu tych, któ­rzy mieli oka­zję je usły­szeć. Żona Johna jest etno­gra­fem i pocho­dzi z Pol­ski. Podzie­liła się z nami swo­imi spo­strze­że­niami doty­czą­cymi muzeum.

Pomysł połą­cze­nia kon­cer­tów z wysta­wami jest piękny. Bar­dzo mi się podoba. Bra­kuje mi jed­nak moż­li­wo­ści uży­wa­nia tego, co jest. Jeżeli są to instru­menty, chcia­ła­bym, żeby można było pograć. Jeżeli jakieś tra­dy­cyjne stroje, żeby można było przy­mie­rzyć. Zoba­czyć, jak coś się robi, a także zro­bić coś samemu. Mieć żywy kon­takt z tym, co jest przed­sta­wione na wysta­wach. Móc się nie­jako ziden­ty­fi­ko­wać w więk­szy spo­sób z kul­turą i tra­dy­cją. Kata­rzyna Enemuo

Kapela de Latourów z Milanówka, fot. Krystyna Wodecka
Kapela de Lato­urów z Mila­nówka, fot. Kry­styna Wodecka

Kapela de Lato­urów z Milanówka

Kata­rzyna, Daniel, Fra­nek de Latour

Kapela gra od 1998 roku. W 1999 roku Kata­rzyna i Daniel de Latour zdo­byli wyróż­nie­nie na Festi­walu Nowa Tra­dy­cja i od tego czasu cią­gle muzy­kują na potań­ców­kach, kon­cer­tach, warsz­ta­tach i impre­zach szkolnych.

Gramy utwory bez­po­śred­nio wzięte ze wsi (polki, mazurki, obe­rki, kuja­wiaki). Auten­tyczne melo­die, nie prze­twa­rzane, takie jakie są w ory­gi­nale. Dużo podró­żo­wa­li­śmy po wsiach i mia­stecz­kach, ucząc się tam od ludzi róż­nych cie­ka­wych melo­dii. Zarówno ja jak i mąż od dziecka mie­li­śmy kon­takt z muzyką. I tak już zostało. Muzyka nas połą­czyła i jest cały czas obecna w naszym życiu. Od samego początku muzy­ko­wa­li­śmy razem.  Szczę­ściem jest dla nas, że nasz syn Fra­nek się do nas przy­łą­czył i jest tym zain­te­re­so­wany. Mate­riały i utwory zbie­ramy od ludzi miesz­ka­ją­cych na wsi. Mąż jest pla­sty­kiem, ja nato­miast muzy­kiem kla­sycz­nym.  Wyko­ny­wa­nie muzyki ludo­wej jest naszym hobby. Robimy to z zami­ło­wa­nia i z praw­dziwą przy­jem­no­ścią. Tra­dy­cja towa­rzy­szy nam w życiu codzien­nym. Wyra­żamy ją mię­dzy innymi przez muzykę, którą pozna­jemy przez ludzi i jeste­śmy im za to bar­dzo wdzięczni. W muzeum bar­dzo nam się podoba. Cie­kawe wydaje mi się połą­cze­nie wystaw z kon­cer­tami. Kata­rzyna de Latour

Dikanda, fot. Krystyna Wodecka
Dikanda, fot. Kry­styna Wodecka

Dikanda — Ener­ge­tyczna podróż po muzyce świata

Ania Wit­czak — śpiew, akor­deon, Kasia Dziu­bak — skrzypce, śpiew, Daniel Kacz­mar­czyk – bębny, Piotr Rej­dak – gitara, Grze­gorz Kol­brecki – kontrabas.

Grupa, któ­rej kon­cert odbył się pod­czas tego­rocz­nej Nocy Muzeów w Pań­stwo­wym Muzeum Etno­gra­ficz­nym, powstała w 1997 roku. Nazwa zespołu w jed­nym z afry­kań­skich dia­lek­tów ozna­cza rodzinę. Człon­ko­wie grupy żyją i kon­cer­tują jak rodzina, a miłość do tra­dy­cji inspi­ro­wana kul­turą orientu oraz folk­lo­rem bał­kań­skim (mace­doń­skim i cygań­skim)  pozwo­liły im stwo­rzyć nie­zwy­kle ory­gi­nalne brzmie­nie i wła­sny, nie­po­wta­rzalny styl. Zaraz po kon­cer­cie mia­ły­śmy oka­zję poroz­ma­wiać z Anią Wit­czak – woka­listką zespołu. Był to pierw­szy występ grupy pod­czas Nocy Muzeów. Ani podo­bał się pomysł połą­cze­nia wystaw muze­al­nych z muzyką i koncertami.

Bar­dzo fajni ludzi, pozy­tywna ener­gia. Cie­szy nas, że ludzie odbie­rają naszą muzykę w piękny spo­sób, że wzru­sza ich ona tak samo jak nas. Muzyka jest dla nas drogą, którą podą­żamy przez całe życie. Trudno jest ode­rwać kon­cer­to­wa­nie od życia codzien­nego. Codzien­ność prze­plata się z pracą. Mnie samej pieśń towa­rzy­szy wszę­dzie, nawet w naj­gor­szych chwi­lach śpie­wam, słu­cham. Muzyka jest ze mną, odkąd pamię­tam. Mam dużą wraż­li­wość na dźwięk. Cie­szy mnie to i sta­ram się dzie­lić z innymi darem, jakim jest śpie­wa­nie, a który jest całym moim życiem. Myślę, że każdy z Dikandy ma podobne odczu­cia. Muzyka jest dla nas bar­dzo ważna i sta­ramy się prze­ka­zać ludziom jak naj­wię­cej pozy­tyw­nej ener­gii pły­ną­cej z naszych kon­cer­tów.  Ania Wit­czak

Dacha-Bracha, fot. Krystyna Wodecka

Dacha-Bracha, fot. Kry­styna Wodecka

Dacha-Bracha — Etno-chaos z Ukrainy

Nina Hore­necka, Iryna Kowa­lenko, Ołer­san­dra Har­bu­zowa, Ołena Cybul­ska (wszyst­kie nale­żące do grupy fol­ko­wej Kra­łyci, kier. art. Iwan Syniel­ni­kow), a także Marko Hałanewycz.

Świat powstał z Cha­osu, muzyka zro­dziła się z duszy ludu. Etno i chaos dały począ­tek muzyce, którą wyko­nuje zespół z Ukra­iny. Słowa two­rzące nazwę zespołu pocho­dzą z języka sta­ro­ukra­iń­skiego i dosłow­nie ozna­czają dawać i brać. Instru­menty, na jakich grają arty­ści to indyj­skie tabla, gong bud­dyj­ski, wio­lon­czela, mara­kasy, rosyj­skie tresz­czotki. Kon­cert zgro­ma­dził liczną publicz­ność, która dosko­nale bawiła się w rytm ukra­iń­skiej muzyki folkowej.

Kino nieme ma głos!

Pokaz fil­mów etno­gra­ficz­nych oraz Kino nocne „Tradycja-nowoczesność – nie­bez­pieczne związki”

Nie zabra­kło także cze­goś dla miło­śni­ków sta­rego kina. W muzeum można było obej­rzeć archi­walne filmy etno­gra­ficzne, które prze­nio­sły nas w świat ludo­wych rze­miosł oraz obrzę­dów zare­je­stro­wa­nych bez uży­cia dźwięku, zatrzy­ma­nych jedy­nie w for­mie obrazu fil­mo­wego. Archiwalnym

Zakochani na tle baobabu, fot. Jacek Sielski

Zako­chani na tle baobabu, fot. Jacek Sielski

fil­mom towa­rzy­szyła współ­cze­sna muzyka fol­kowa dopeł­nia­jąca obrazy. Nato­miast po pół­nocy, kiedy kon­certy dobie­gły końca, w sali kino­wej roz­po­czął się nocny seans fil­mów o róż­nej tema­tyce nawią­zu­ją­cej do kul­tur z róż­nych stron świata.

Legendy z trupomarketu

Michał Mali­now­ski (opo­wieść), Maria Pomia­now­ska (muzyka)

Odraza, wstręt, ohyda – te oraz inne odczu­cia towa­rzy­szyły pod­czas spo­tka­nia z Micha­łem Mali­now­skimMarią Pomia­now­ską, któ­rzy w fascy­nu­jący spo­sób przed­sta­wili legendy grozy w sali znaj­du­ją­cej się nie­opo­dal wystawy „Wam­piry, strzygi i spółka”. Cała opo­wieść opie­rała się na tra­dy­cyj­nych poda­niach ludo­wych o zmo­rach, strzy­gach, wam­pi­rach i innych maka­brycz­nych posta­ciach z całego świata. Michał Mali­now­ski swoją opo­wie­ścią w uni­kalny spo­sób prze­niósł słu­cha­czy na tereny daw­nego cmen­ta­rzy­ska nie­da­leko mia­sta, gdzie miał poja­wić się nowy Super­mar­ket. Godzina stra­chu i prze­ra­że­nia, a wszystko opra­wione muzyką w wyko­na­niu Marii Pomia­now­skiej! Arty­ści w cie­kawy spo­sób połą­czyli opo­wieść grozy z muzyką, która potę­go­wała atmos­ferę strachu.

Wizualizacje podczas koncerty Dacha-Brachy, fot. Jacek Sielski

Wizu­ali­za­cje pod­czas kon­certu Dacha-Brachy, fot. Jacek Sielski

Wizu­ali­za­cje: Cine­Ma­Nual

Spe­cjalne pro­jek­cje aktywne autor­stwa Krzysz­tofa Owczarka

W muzeum można było mię­dzy innymi zoba­czyć powsta­jące na żywo wizu­ali­za­cje ana­lo­gowe w postaci ani­ma­cji slaj­dów autor­stwa Krzysz­tofa  Owczarka. Obrazy widoczne na ekra­nie prze­nio­sły widzów w inne, abs­trak­cyjne światy — światy liczb, magicz­nych sym­boli, liter, rysun­ków i wzo­rów. Wszystko to ide­al­nie zsyn­chro­ni­zo­wane z muzyką two­rzyło nie­po­wta­rzalny i magiczny kli­mat oraz skła­niało do reflek­sji nad samą muzyką i jej miej­scem w życiu każ­dego człowieka.

Feszyn na ludowo, fot. Krystyna Wodecka

Feszyn na ludowo, fot. Kry­styna Wodecka

Feszyn i Wizaż na ludowo

Pokaz mody inspi­ro­wany folklorem

Jedną z głów­nych atrak­cji wie­czoru z całą pew­no­ścią był pokaz mody inspi­ro­wany moty­wami ludo­wymi. Nie­sa­mo­witą kolek­cję kolo­ro­wych stro­jów oraz cha­rak­te­ry­za­cję spe­cjal­nie dla nas przy­go­to­wali stu­denci Wydziału Cha­rak­te­ry­za­cji Aktyw­nego Stu­dium Pla­stycz­nego Tech­nik Teatralno-FilmowychWyż­szej Szkoły Arty­stycz­nej. Był to pierw­szy udział mło­dych arty­stów w folk­lo­ry­stycz­nym poka­zie mody. „Do wzię­cia udziału w poka­zie skło­niła mnie przede wszyst­kim cie­ka­wość, moż­li­wość two­rze­nia, a także chęć nowych wyzwań” – wyznała nam jedna z mode­lek – „Moja sukienka wyko­nana została z papieru i koronki. To zdu­mie­wa­jące, że z tak pro­stych rze­czy można stwo­rzyć dzieło sztuki”. Dziew­czyna miała racje, jej ory­gi­nal­nego stroju pra­gnął dotknąć każdy, a sto­jący nie­opo­dal pan podzie­lił się z nami swoją reflek­sją: „Przed­sta­wiona tutaj moda, która nawią­zuje do tra­dy­cji ludo­wej,  jest odpo­wied­nia do potrzeb ludzi w cza­sie kry­zysu, ponie­waż można two­rzyć fajne rze­czy z każ­dego rodzaju mate­riału nie­wiel­kim kosz­tem”. Zdu­mione traf­no­ścią jego słów posta­no­wi­ły­śmy poroz­ma­wiać na ten temat z jedną z projektantek.

Feszyn na ludowo, fot. Krystyna Wodecka

Feszyn na ludowo, fot. Kry­styna Wodecka

Inspi­ra­cją dla mnie stały się koronki i kora­liki oraz tra­dy­cyjne ludowe stroje noszone przez kobiety. Mate­ria­łami przeze mnie uży­tymi był papier, tka­niny oraz koronki. Pod­czas two­rze­nia kre­acji mia­łam pełną dowol­ność we wszyst­kim. Jestem zado­wo­lona z efek­tów mojej pracy.  Połą­cze­nie ludo­wych moty­wów ze współ­cze­snymi kro­jami pozwo­liło uzy­skać praw­dzi­wie arty­styczne, pełne uroku kre­acje pre­zen­to­wane przez całą noc.

Swoje waria­cje na temat ludo­wo­ści przed­sta­wiły także młode adeptki sztuki cha­rak­te­ry­za­cji. Artystki jed­no­gło­śnie stwier­dziły, że jest to dla nich nowe wyzwa­nie, a także świetna oka­zja, by nabrać nie­zbęd­nego w tej branży doświad­cze­nia. Jedna zdra­dziła nam rów­nież, że pro­fe­sjo­nalna cha­rak­te­ry­za­cja jed­nej osoby trwa ok. trzech godzin. Nie wystra­szyło to chęt­nych do poma­lo­wa­nia twa­rzy dziew­cząt, które chcąc poczuć się jak praw­dziwe modelki, usta­wiały się w kolejkę i cier­pli­wie cze­kały aż ich policzki pokryją kolo­rowe wzory.

Wycinankarka Wiesława Bogdańska, fot. Krystyna Wodecka

Wyci­nan­karka Wie­sława Bog­dań­ska, fot. Kry­styna Wodecka

Cięta tra­dy­cja

Sztuka wyci­na­nia w wyko­na­niu Wie­sławy Bogdańskiej

Nie mniej pra­co­chłonna oka­zała się sztuka wyci­na­nia w wyko­na­niu twór­czyni ludo­wej Wie­sławy Bog­dań­skiej. O swo­jej pasji powie­działa: „Pocho­dzę z rodziny o ludo­wych tra­dy­cjach. Wzory wyci­na­nek wymy­ślam sama, pomy­sły na nie czer­pię z głowy oraz z przy­rody (np. igiełki drzew, kwiaty, ptaki)” . Histo­ria two­rze­nia wyci­na­nek sięga dawien dawna, kiedy to wyci­nanki peł­niły rolę ele­men­tów zdob­ni­czych i deko­ra­cyj­nych. Tra­dy­cyj­nie wzory na papie­rze wyci­nano noży­cami do strzy­że­nia owiec i za pomocą kleju połą­czo­nego z mąką przy­le­piano do ściany. Obec­nie wyci­nanki są opra­wiane i trak­to­wane jako innego rodzaju deko­ra­cja. Zro­bie­nie małej wyci­nanki, „minia­turki” zabiera pani Wie­sła­wie ok. 15 minut, nato­miast dużej -  1,5 godziny.

Etno­mas­smix – kolek­ty­wizm twór­czy w wie­lo­wąt­ko­wej symbolice

Grupa mas­smix live

Etnomassmix, fot. Jacek Sielski

Etno­mas­smix, fot. Jacek Sielski

Spo­rym zain­te­re­so­wa­niem cie­szył się inte­rak­tywny pro­jekt grupy Mas­smix, powstały z oka­zji wer­ni­sażu wystawy „Etno­ga­dżet. Pamiątka z muzeum”. Wycięte z taśmy samo­przy­lep­nej etno­ele­menty pomy­sło­dawcy przy­kle­ili do ścian, roz­po­czy­na­jąc w ten spo­sób pod­stawę dla swo­jego pro­jektu. Pod­czas Nocy Muzeów zwie­dza­jący mieli oka­zję wcie­lić się w rolę kon­ty­nu­ato­rów dzieła i do nakle­jo­nych na ścia­nie geo­me­trycz­nych wzo­rów doda­wali wła­sne frag­menty etno vlepek.

Zapra­szamy do obej­rze­nia gale­rii zdjęć  »>

Grupa Mas­smix liczy 9 osób, cał­ko­wi­cie nie zwią­za­nych z żadną szkołą arty­styczną. Wszyst­kiego co potra­fią, nauczyli się sami. Nazwa ich grupy ozna­cza mix dla mas lub masowy mix. Jest to grupa streetart’owa, zaj­mu­jąca się pro­jek­to­wa­niem ele­men­tów, które następ­nie nakle­jane są przez ludzi w for­mie vle­pek. Sztuką ulicy inte­re­sują się od 6 lat, w two­rze­nie swo­ich pro­jek­tów chcą anga­żo­wać przy­pad­ko­wych ludzi do wspól­nej pracy, która jest ich pasją i pewną formą ode­rwa­nia się od codzien­no­ści. Ich głowy są pełne nowych pomy­słów – naj­now­szym z nich jest idea stwo­rze­nia rucho­mych rzeźb 3D stwo­rzo­nych np. ze sty­ro­pianu. Jak zapew­niał nas jeden z twór­ców, lubią eks­pe­ry­men­to­wać ze swoją twór­czo­ścią i dawać począ­tek nowym, ory­gi­nal­nym projektom.

Recykling tradycji, fot. Jacek Sielski

Recy­kling tra­dy­cji, fot. Jacek Sielski

Recy­kling tradycji

Akcja z pra­niem w tle

Cie­ka­wym pomy­słem i dobrą zabawą dla odwie­dza­ją­cych muzeum etno­gra­ficzne był hap­pe­ning z pra­niem w tle, który w ory­gi­nalny spo­sób pozwo­lił na odświe­że­nie tra­dy­cji, będą­cej dla każ­dego czymś zupeł­nie innym. Uczest­nicy  musieli mię­dzy innymi pisem­nie odpo­wie­dzieć na pyta­nie, czym dla nich jest tra­dy­cja. Kartki z odpo­wie­dziami  zawie­szali za pomocą kla­me­rek na spe­cjal­nie w tym celu roz­wie­szo­nych sznu­rach.  Będąca deko­ra­cją zabyt­kowa pralka „Fra­nia” odzwier­cie­dlała istotę tego pro­jektu, ponie­waż dzięki niej uczest­nicy mogli poczuć się jak w pralni. Auto­rzy pomy­słu w ory­gi­nalny spo­sób zachę­cili ludzi do współ­two­rze­nia eks­po­zy­cji. To kolejny przy­kład inte­rak­tyw­nej zabawy pod­czas Nocy Muzeów, dzięki któ­rej każdy miał szansę pozo­sta­wić po sobie ślad w postaci wyra­że­nia swo­jej myśli, zapi­su­jąc ją na kartce. Cała zabawa skła­niała ludzi do reflek­sji nad istotą tra­dy­cji w życiu codzien­nym każ­dego z nich. Jedną z wielu osób, z któ­rymi mia­ły­śmy oka­zję poroz­ma­wiać, była Pani Alek­san­dra z cór­kami Nata­lią i Agatą.

Recykling tradycji, fot. Jacek Sielski

Recy­kling tra­dy­cji, fot. Jacek Sielski

Bar­dzo im się podo­bało. Świetny pomysł, ponie­waż uwal­nia myśli, a także umoż­li­wia chwi­lowe zatrzy­ma­nie się i zasta­no­wie­nie się nad istotą rodzi­mych tra­dy­cji, o któ­rych nie myślimy na co dzień. Jest to także cie­kawy spo­sób poka­za­nia naszym dzie­ciom ele­men­tów prze­szło­ści, któ­rych nie widziały.

Akcja z pra­niem w tle” cie­szyła się dużym zain­te­re­so­wa­niem gości muzeum, któ­rym tra­dy­cja nie jest obo­jętna. „Chcę napeł­nić tra­dy­cję gło­sem mojego serca, się­ga­jąc do wła­snych korzeni. Uwa­żam, że nasze wła­sne zwy­czaje mogą stać się tra­dy­cją. Dla­tego bar­dzo podoba mi się pomysł świa­do­mego łącze­nia tra­dy­cji ze współ­cze­sno­ścią” — wyznała jedna z uczestniczek.

Sto­isko z płytami

Zain­te­re­so­wani mogli zapo­znać się z ofertą sklepu muzycz­nego, na któ­rego sto­isku pre­zen­to­wana była fol­kowa muzyka z róż­nych stron świata. Naj­więk­szym zain­te­re­so­wa­niem cie­szyły się oczy­wi­ście płyty zespo­łów wystę­pu­ją­cych pod­czas Nocy Muzeów tj. DikandyDacha-Brachy.

Opi­nie

Konserwatorka Joanna Krasuska ze św. Mikołajem, fot. Krystyna Wodecka

Kon­ser­wa­torka Joanna Kra­su­ska ze św. Miko­ła­jem, fot. Kry­styna Wodecka

Mia­ły­śmy oka­zję poroz­ma­wiać z wie­loma oso­bami, które w tę noc zawi­tały do naszego muzeum. Wiele z nich zja­wiło się tutaj po raz kolejny. Przy­cią­gnęła ich tutaj cie­ka­wość oraz liczne atrak­cje. Noc Muzeów była rów­nież dosko­nałą oka­zją na spo­tka­nie przy­ja­ciół.  Więk­szość osób dowie­działa się o pro­gra­mie muzeum etno­gra­ficz­nego z Inter­netu, z ulo­tek bądź od zna­jo­mych. Odwie­dza­ją­cym spodo­bał się pomysł inte­rak­tyw­nej zabawy (Etno­mas­smix, recy­kling tra­dy­cji), w któ­rej mogli wziąć udział i wyra­zić sie­bie. Ludzie byli zado­wo­leni, że mogą pozo­sta­wić po sobie jakąś pamiątkę w muzeum. Zde­cy­do­wana więk­szość osób chęt­nie anga­żo­wała się w przy­go­to­wane dla nich pro­jekty. Wszyst­kim podo­bała się róż­no­rod­ność atrak­cji przy­go­to­wa­nych na Noc Muzeów. Dla więk­szo­ści osób cie­ka­wym wydał się pomysł łącze­nia wystaw z oprawą muzyczną w wyko­na­niu arty­stów (John Ene­muo, Gwi­don Cybul­ski, Kapela de Lato­urów z Mila­nówka), dużo osób zain­te­re­so­wa­nych było wyci­nan­kami pani Wie­sławy Bog­dań­skiej. Naj­więk­szym zain­te­re­so­wa­niem cie­szyła się wystawa „Wam­piry, strzygi i spółka”, która dla więk­szo­ści odwie­dza­ją­cych peł­niła rolę edu­ka­cyjną, dzięki któ­rej można było poznać rumuń­skie legendy i wie­rze­nia na temat śmierci oraz zapo­znać się z tra­dy­cyj­nym rumuń­skim obrzę­dem pochówku.

Już po wszystkim! Pracownicy i wolontariusze około 3 nad ranem, fot. Krystyna Wodecka

Już po wszyst­kim! Pra­cow­nicy i wolon­ta­riu­sze około 3 nad ranem, fot. Kry­styna Wodecka

Pra­cow­nicy i wolon­ta­riu­sze muzeum sta­rali się by wszystko prze­bie­gało spraw­nie oraz bez­pro­ble­mowo. Szcze­gól­nie pomocny oka­zał się udzie­la­jący ludziom nie­zbęd­nych infor­ma­cji wolon­ta­riusz Fran­ci­szek. Wska­zy­wał drogę, odpo­wia­dał na pyta­nia doty­czące programu.

Naj­czę­ściej ludzie pytają mnie gdzie znaj­duje się dana wystawa, bądź kon­cert. Dużo osób pyta także o wam­piry. Sta­ram się wszyst­kim poma­gać i udzie­lać infor­ma­cji w jak naj­lep­szy sposób.

Tego­roczną Noc Muzeów uwa­żamy za bar­dzo udaną i mamy nadzieję, że inni bawili się rów­nie dobrze jak my.

Anna Skła­da­now­ska, Mał­go­rzata Wróbel


Autorki są wolon­ta­riusz­kami w Pań­stwo­wym Muzeum Etno­gra­ficz­nym w War­sza­wie. Pod­czas Nocy Muzeów 2009 peł­niły rolę muze­al­nych dziennikarek.

Kategorie: muzeum, wydarzenia

Przeczytaj koniecznie również:

Napisz komentarz