Magazyny egzotyczne, czyli cały świat w jednym miejscu
Trudno zmieścić cały świat w jednym miejscu, choć jest to możliwe. W czeluściach podziemnych magazynów Państwowego Muzeum Etnograficznego, gdzie tylko nieliczni mają wstęp (jako wolontariusz mam szczęście do tych „nielicznych” się zaliczać), kryją się zbiory niezwykłych przedmiotów z całego świata, skromnie nazywane „egzotycznymi” lub „pozaeuropejskimi”. Ich różnorodność jest wprost oszałamiająca, a łączna liczba sięga prawie 22 tys. eksponatów, każdy z własną unikalną historią zaklętą w drewnie, kości, metalu, skórze, tkaninie…
Burzliwa historia zbiorów
Dawne zbiory muzeum istniejącego od końca XIX w. zostały całkowicie zniszczone i zagrabione w czasie II wojny światowej, tak więc praktycznie wszystkie przedmioty znajdujące się w nim obecnie mają rodowód powojenny, co nie oznacza, że wszystkie pochodzą z XX wieku. Wiele z nich zostało pozyskanych w czasie przejmowania ocalałych zbiorów na Ziemiach Odzyskanych, także Muzeum Narodowe w latach 50. przekazało PME część swoich zbiorów etnograficznych. Ogromny wkład w pielęgnację kultury materialnej z całego świata mieli etnografowie-badacze i etnografowie-pasjonaci obdarowujący muzeum pamiątkami ze swoich dalekich podróży, by wspomnieć tylko o dr Wacławie Korabiewiczu (bogata kolekcja przedmiotów afrykańskich), Aleksandrze i Cyprianie Kosińskich (ponad 180 afrykańskich dzieł sztuki), Józefie Siemiradzkim (różne rejony Ameryki Południowej) czy dr Marcelim Łukowiczu (110 przedmiotów z Nowej Gwinei i Australii). Obecnie magazyny mają się dobrze i prezentują się naprawdę okazale, choć pracownicy nieśmiało narzekają na brak miejsca na nowe zbiory i sugerują zwiększenie ich powierzchni.
Ex Africa semper aliquid novi
Wycieczkę po magazynach rozpoczynamy od magazynu afrykańskiego, największego i najlepiej wyposażonego. Już na wstępie w oczy rzuca się duża kolekcja broni, wśród której nader efektownie prezentuje się zbiór tarcz wojennych i ceremonialnych. Są wśród nich tarcze masajskie wykonane ze skóry bawolej i pokryte czerwono-czarnymi wzorami o ściśle określonej symbolice. Obok nich wiszą i inne, m.in. należące do wojowniczych Zulusów, drewniane, plecione, a także… skorupy żółwi, których znaczenie militarne było raczej znikome, nie były zresztą wykorzystywane do obrony ze względu na swoją kruchość i znaczną masę. W tym samym pomieszczeniu znajduje się także pokaźna liczba dzid, włóczni, łuków, strzał, pałek i wszelkiego rodzaju afrykańskich instrumentów przemocy bezpośredniej sąsiadujących z innymi instrumentami, tyle że muzycznymi, wśród których króluje ogromny balafon pochodzący prawdopodobnie z Wybrzeża Kości Słoniowej. Ciekawe połączenie — wojna i muzyka.
Złoty stołek, fetysze i sandały z opony
Do najcenniejszych i subiektywnie najciekawszych przedmiotów zgromadzonych w magazynie afrykańskim zaliczają się przede wszystkim ceremonialny wodzowski „złoty stołek” Aszantów pochodzący z północnej Ghany, będący insygnium władzy i jednym z najważniejszych przedmiotów w tej kulturze. Oprócz tego unikatem w skali polskiego muzealnictwa są etiopskie manuskrypty i krzyże koptyjskie, pochodzące prawdopodobnie z XVIII wieku, a przywiezione przez wspomnianego wcześniej dr Korabiewicza. Niesamowite wrażenie robią drewniane rzeźby, wśród których znajdują się fetysze pochodzące z Konga, a także tzw. maski hełmowe Mapiko ludu Makonde z Mozambiku. Zaskakuje zbiór kilkunastu przedmiotów, głównie zabawek i prostych narzędzi codziennych wykonanych ręcznie z surowców wtórnych, takich jak sandały z kawałka opony, kubek ze starej puszki, dziecięcy samochodzik, szmaciana lalka. Ogromnej ilości innych przedmiotów — instrumentów, rzeźb, ozdób, narzędzi – nie sposób chociaż wymienić, pozostaje mieć nadzieję, że niektóre z nich ujrzą kiedyś światło dzienne jako eksponaty.
Nie tylko bumerangi
Drugim co do liczby zbiorów pomieszczeniem jest magazyn australijski, który poza przedmiotami pochodzącymi z kontynentu posiada także okazy z Oceanii – Polinezji, Melanezji, Mikronezji. Ponad 2 tys. z nich pochodzi z przejętych po wojnie zbiorów niemieckiego Instytutu Antropologicznego z Wrocławia, który na kartach historii zapisał się niechlubną współpracą z hitlerowskim zbrodniarzem, dr Josephem Mengele. Pomijając ten epizod, Instytut posiadał duże zbiory etnograficzne właśnie z obszaru Australii i Oceanii, których najciekawsze okazy można aktualnie podziwiać jako eksponaty na wystawie stałej w warszawskim Muzeum Etnograficznym. Nas interesuje jednak to, co znajduje się w samym magazynie, niedostępne dla oczu zwykłych śmiertelników. Ze zbiorów poniemieckich najcenniejsze są malangany – pięknie zdobione figury wyobrażające przodków, pochodzące z Nowej Irlandii, które w liczbie czternastu stanowią unikat w skali kraju. Znaleźć można także rozmaite ozdoby ciała, począwszy od imponujących napierśników z Nowej Gwinei zdobionych muszelkami i szablami własnoręcznie upolowanej dzikiej świni (co stanowiło o męstwie i prestiżu wojownika), poprzez różnorodne bransoletki, ozdoby czoła, ozdobne grzebienie, na wdowich naszyjnikach żałobnych skończywszy.
Paczka wysłana do „najwłaściwszego muzeum”
Muzeum wiele zawdzięcza dr Marcelemu Łukowiczowi, który na przełomie XIX i XX wieku przez 30 lat pracował wśród Aborygenów jako lekarz i otrzymywał od nich wiele pięknych przedmiotów jako podziękowanie za swoją pracę. Swoją kolekcję 115 przedmiotów wysłał do Polski z niejasnym podpisem: ”do najwłaściwszego muzeum”, przez co trafiła ona najpierw do Muzeum Narodowego, a następnie została przekazana Muzeum Etnograficznemu. Wśród należących do niej przedmiotów wyróżniają się piękne, drewniane misy ceremonialne Ku ze wschodniej
Nowej Gwinei oraz czuringi, czyli charakterystyczne drewniane instrumenty ofiarowywane młodym chłopcom aborygeńskim w czasie inicjacji, pokryte rycinami symbolizującymi drogi przodków. Przedmioty te stanowiły tabu dla kobiet i niewtajemniczonych, a przebywanie w pobliżu mężczyzny wydobywającego dźwięki za pomocą swojej czuringi (poprzez przymocowanie jej do sznurka i machanie dookoła „ósemki” czuringa wydaje specyficzny, świszczący dźwięk), zgodnie z wierzeniami, mogło skończyć się tragicznie. Zupełnie odrębna historia dotyczy bumerangów, pozyskanych zarówno ze zbiorów poniemieckich, jak i od Łukowicza. Są wśród nich ogromne bumerangi ceremonialne, pokryte rycinami i specjalną glinką w kolorze ochry, te służące do walki wręcz (tzw. łabędzie szyje, w kształcie litery L), te służące do polowania na ptaki i ryby (wilgotny i zalesiony rejon Queensland), a także zabawki, które służyły do treningu i jako jedyne spośród wszystkich innych wracały do rzucającego.
Czy rentgen to sztuka?
W ramach przekazu rządu australijskiego w 1978 roku pozyskano kolejne 110 przedmiotów, a były to głównie malowidła na korze eukaliptusa pochodzące z Ziemi Arnhem – tzw. obrazy rentgenowskie (przedstawiające zwierzęta łącznie z ich organami wewnętrznymi) a także niesamowite obrazy kropkowe, nazywane „obrazami-tekstami”. W istocie stanowią one formę zaszyfrowanej opowieści o przodkach lub mapy świętego dla Aborygenów miejsca, gdzie wszystkie informacje są przekazywane za pomocą różnokolorowych kropek. Jeden z najnowszych nabytków muzealnych to właśnie taki obraz, wykonany w latach 90. przez Kassidi Tjapaljarri, wyobrażający świętą Górę Allan.
Kierunek Azja i Ameryka
W kolejnych trzech pomieszczeniach przechowywane są zbiory pochodzące z Azji i Ameryki, a także broń z całego świata. Są one zdecydowanie skromniejsze niż te opisane wcześniej. Jako miłośnik Dalekiego Wschodu z pewnym zdziwieniem przyjąłem fakt, że z tak płodnego i bogatego kulturowo obszaru świata jest stosunkowo niewiele przedmiotów. A są wśród nich stroje ceremonialne, bogato zdobione, i codzienne z Chin, Korei, Indii, jest także kilka wspaniałych, starych kimon japońskich. Praktycznie nie ma zbiorów pochodzących z Syberii, bowiem spłonęły one w pożarze w czasie wojny i nie udało się ich już odtworzyć. Uwagę przykuwają mongolskie maski, lalki z jawajskiego teatru cieni oraz misternie zdobione, w całości ręcznie wykonane chińskie wycinanki, w co aż trudno uwierzyć, biorąc pod uwagę złożoność wzorów.
Wycinanka z sierpem i młotem
Tradycyjna sztuka nie oparła się indoktrynacji, co w zbiorach muzeum owocuje pięknymi czerwonymi wycinankami z sierpem i młotem pośród motywów roślinnych i zwierzęcych. Ciekawie prezentuje się też figurka uśmiechniętego Buddy umieszczona w kartonowym pudełku.
Zbiory amerykańskie również nie należą do najbogatszych, ale jest tu sporo interesujących przedmiotów. Pochodzą one w większości od polskich podróżników (Józef Siemiradzki, Ameryka Południowa) i prywatnych kolekcjonerów, takich jak Michał Gieysztor (dorzecze Amazonki) i Konstanty Podhorski (przedmioty eskimoskie, Alaska), także rząd Meksyku i meksykańskie Muzeum Kultury ofiarowało muzeum część swoich zbiorów – stroje, maski, rzeźby i figurki ceremonialne.
Eksponaty przyprawiające o gęsią skórkę
Można tu znaleźć czarki i rurki służące do zaparzania yerba mate, tradycyjnego napoju indiańskiego z Amazonii, a także przyprawiające o gęsią skórkę wypreparowane główki plemienia łowców głów, czyli Indian Jivaro z Ekwadoru, pochodzące z lat 30. XX wieku. Wśród figurek można się doszukać wyobrażeń „Świętej Śmierci”, czyli pseudochrześcijańskiego obiektu kultu w Meksyku.
W magazynie z bronią zdecydowanie dominuje biały oręż azjatycki, w tym kilka oryginalnych japońskich mieczy katana i wakizashi, niestety w złym stanie technicznym, a także sztylety kris pochodzące z Indonezji, pałki, maczugi, łuki, strzały i włócznie, w tym ceremonialne. Do najstarszych przedmiotów (XVII-XIX wiek) należą japońskie tsuby (okrągła część miecza pomiędzy rękojeścią a ostrzem osłaniająca dłoń), są także elementy zbroi samurajskiej, w tym hełm w stylu kabuto.
Magazyny muzeum to niesamowite miejsce, gdzie można obcować z przedmiotami za całego świata i doświadczać ich historii. A zbiory pozaeuropejskie to tylko ułamek bogactwa Muzeum Etnograficznego.
Franciszek Płóciennik
Autor jest wolontariuszem w Państwowym Muzeum Etnograficznym.
Kategorie: muzeum













24 lipca 2009 o godz. 21:47
Ciekawi mnie co zadecydowało, iż głowa maorysa została opisana jako trofeum wojenne, pytanie jest związane z faktem iż było również inne przenzaczenie takich głów.
Głowa –trofeum wojenne — eksponat wzbudzający duże emocje (ze zbiorów PME)
3 sierpnia 2009 o godz. 10:15
Zdjęcie ma taki, a nie inny tytuł ze względu na historię tego konkretnego,
skądinąd unikatowego, przedmiotu, o którym opowiadali mi pracownicy PME: p. Robert Dul (Dział Australii i Oceanii) i p.Teresa Walendziak (Dział
Ameryki). Sfotografowany eksponat pochodzi autentycznie z wyprawy wojennej, stąd podpis. W chwili obecnej nie czuję się na tyle kompetentny, żeby przytoczyć informacje o nim bardziej szczegółowo, ale jeśli autor komentarza jest zainteresowany, mogę się o to postarać. Pozdrawiam, FP
19 września 2009 o godz. 09:06
[…] ciche magazyny z tysiącem eksponatów to tylko dowód na to, że budynek na Kredytowej pomieścił pod swym dachem cały świat. Podczas niedawnej wizyty w jednym z magazynów znalazłam intrygujący, choć na pierwszy rzut oka […]
14 stycznia 2011 o godz. 15:26
Maorysi wierzą, że szczątki ludzkie powinny spocząć w ojczystej ziemi. Te Papa Museum rozpoczęło program repatryjacji i wiele muzeów na świecie oddaje maoryskie szczątki.
Jak wynika z artykułu: http://www.antypody.org/wp-content/uploads/Robert-Dul.-Toi-Moko-trofea-wstydu.pdf pracownicy Muzeum zdają sobie z tego problemu sprawę. Ciekawa jestem, czy coś w tym kierunku dzieje.