Beta

Bądź na bieżąco - RSS

Magazyny egzotyczne, czyli cały świat w jednym miejscu

26 czerwca 2009 |
Głowa -trofeum wojenne - eksponam wzbudzający duże emocje.

Głowa –tro­feum wojenne — eks­po­nat wzbu­dza­jący duże emo­cje (ze zbio­rów PME)

Trudno zmie­ścić cały świat w jed­nym miej­scu, choć jest to moż­liwe. W cze­lu­ściach pod­ziem­nych maga­zy­nów Pań­stwo­wego Muzeum Etno­gra­ficz­nego, gdzie tylko nie­liczni mają wstęp (jako wolon­ta­riusz mam szczę­ście do tych „nie­licz­nych” się zali­czać), kryją się zbiory nie­zwy­kłych przed­mio­tów z całego świata, skrom­nie nazy­wane „egzo­tycz­nymi” lub „poza­eu­ro­pej­skimi”. Ich róż­no­rod­ność jest wprost osza­ła­mia­jąca, a łączna liczba sięga pra­wie 22 tys. eks­po­na­tów, każdy z wła­sną uni­kalną histo­rią zaklętą w drew­nie, kości, metalu, skó­rze, tkaninie…

Burz­liwa histo­ria zbiorów

Dawne zbiory muzeum ist­nie­ją­cego od końca XIX w. zostały cał­ko­wi­cie znisz­czone i zagra­bione w cza­sie II wojny świa­to­wej, tak więc prak­tycz­nie wszyst­kie przed­mioty znaj­du­jące się w nim obec­nie mają rodo­wód powo­jenny, co nie ozna­cza, że wszyst­kie pocho­dzą z XX wieku. Wiele z nich zostało pozy­ska­nych w cza­sie przej­mo­wa­nia oca­la­łych zbio­rów na Zie­miach Odzy­ska­nych, także Muzeum Naro­dowe w latach 50. prze­ka­zało PME część swo­ich zbio­rów etno­gra­ficz­nych. Ogromny wkład w pie­lę­gna­cję kul­tury mate­rial­nej z całego świata mieli etnografowie-badacze i etnografowie-pasjonaci obda­ro­wu­jący muzeum pamiąt­kami ze swo­ich dale­kich podróży, by wspo­mnieć tylko o dr Wacła­wie Kora­bie­wi­czu (bogata kolek­cja przed­mio­tów afry­kań­skich), Alek­san­drze i Cypria­nie Kosiń­skich (ponad 180 afry­kań­skich dzieł sztuki), Józe­fie Sie­mi­radz­kim (różne rejony Ame­ryki Połu­dnio­wej) czy dr Mar­ce­lim Łuko­wi­czu (110 przed­mio­tów z Nowej Gwi­nei i Austra­lii). Obec­nie maga­zyny mają się dobrze i pre­zen­tują się naprawdę oka­zale, choć pra­cow­nicy nie­śmiało narze­kają na brak miej­sca na nowe zbiory i suge­rują zwięk­sze­nie ich powierzchni.

Ex Africa sem­per ali­quid novi

Włócznie w magazynie afrykańskim, fot. J. Sielski

Włócz­nie w maga­zy­nie afry­kań­skim, fot. J. Sielski

Wycieczkę po maga­zy­nach roz­po­czy­namy od maga­zynu afry­kań­skiego, naj­więk­szego i naj­le­piej wypo­sa­żo­nego. Już na wstę­pie w oczy rzuca się duża kolek­cja broni, wśród któ­rej nader efek­tow­nie pre­zen­tuje się zbiór tarcz wojen­nych i cere­mo­nial­nych. Są wśród nich tar­cze masaj­skie wyko­nane ze skóry bawo­lej i pokryte czerwono-czarnymi wzo­rami o ściśle okre­ślo­nej sym­bo­lice. Obok nich wiszą i inne, m.in. nale­żące do wojow­ni­czych Zulu­sów, drew­niane, ple­cione, a także… sko­rupy żółwi, któ­rych zna­cze­nie mili­tarne było raczej zni­kome, nie były zresztą wyko­rzy­sty­wane do obrony ze względu na swoją kru­chość i znaczną masę. W tym samym pomiesz­cze­niu znaj­duje się także pokaźna liczba dzid, włóczni, łuków, strzał, pałek i wszel­kiego rodzaju afry­kań­skich instru­men­tów prze­mocy bez­po­śred­niej sąsia­du­ją­cych z innymi instru­men­tami, tyle że muzycz­nymi, wśród któ­rych kró­luje ogromny bala­fon pocho­dzący praw­do­po­dob­nie z Wybrzeża Kości Sło­nio­wej. Cie­kawe połą­cze­nie — wojna i muzyka.

Złoty sto­łek,  fety­sze i san­dały z opony

Do naj­cen­niej­szych i subiek­tyw­nie naj­cie­kaw­szych przed­mio­tów zgro­ma­dzo­nych w maga­zy­nie afry­kań­skim zali­czają się przede wszyst­kim cere­mo­nialny wodzow­ski „złoty sto­łek” Aszan­tów pocho­dzący z pół­noc­nej Ghany, będący insy­gnium wła­dzy i jed­nym z naj­waż­niej­szych przed­mio­tów w tej kul­tu­rze. Oprócz tego uni­ka­tem w skali pol­skiego muze­al­nic­twa są etiop­skie manu­skrypty i krzyże kop­tyj­skie, pocho­dzące praw­do­po­dob­nie z XVIII wieku, a przy­wie­zione przez wspo­mnia­nego wcze­śniej dr Kora­bie­wi­cza. Nie­sa­mo­wite wra­że­nie robią drew­niane rzeźby, wśród któ­rych znaj­dują się fety­sze pocho­dzące z Konga, a także tzw. maski heł­mowe Mapiko ludu Makonde z Mozam­biku. Zaska­kuje zbiór kil­ku­na­stu przed­mio­tów, głów­nie zaba­wek i pro­stych narzę­dzi codzien­nych wyko­na­nych ręcz­nie z surow­ców wtór­nych, takich jak san­dały z kawałka opony, kubek ze sta­rej puszki, dzie­cięcy samo­cho­dzik, szma­ciana lalka. Ogrom­nej ilo­ści innych przed­mio­tów — instru­men­tów, rzeźb, ozdób, narzę­dzi – nie spo­sób cho­ciaż wymie­nić, pozo­staje mieć nadzieję, że nie­które z nich ujrzą kie­dyś świa­tło dzienne jako eksponaty.

Nie tylko bumerangi

Autralijski obraz kropkowy (ze zbiorów PME)

Autra­lij­ski obraz krop­kowy (ze zbio­rów PME)

Dru­gim co do liczby zbio­rów pomiesz­cze­niem jest maga­zyn austra­lij­ski, który poza przed­mio­tami pocho­dzą­cymi z kon­ty­nentu posiada także okazy z Oce­anii – Poli­ne­zji, Mela­ne­zji, Mikro­ne­zji. Ponad 2 tys. z nich pocho­dzi z prze­ję­tych po woj­nie zbio­rów nie­miec­kiego Insty­tutu Antro­po­lo­gicz­nego z Wro­cła­wia, który na kar­tach histo­rii zapi­sał się nie­chlubną współ­pracą z hitle­row­skim zbrod­nia­rzem, dr Jose­phem Men­gele. Pomi­ja­jąc ten epi­zod, Insty­tut posia­dał duże zbiory etno­gra­ficzne wła­śnie z obszaru Austra­lii i Oce­anii, któ­rych naj­cie­kaw­sze okazy można aktu­al­nie podzi­wiać jako eks­po­naty na wysta­wie sta­łej w war­szaw­skim Muzeum Etno­gra­ficz­nym. Nas inte­re­suje jed­nak to, co znaj­duje się w samym maga­zy­nie, nie­do­stępne dla oczu zwy­kłych śmier­tel­ni­ków. Ze zbio­rów ponie­miec­kich naj­cen­niej­sze są malan­gany – pięk­nie zdo­bione figury wyobra­ża­jące przod­ków, pocho­dzące z Nowej Irlan­dii, które w licz­bie czter­na­stu sta­no­wią uni­kat w skali kraju. Zna­leźć można także roz­ma­ite ozdoby ciała, począw­szy od impo­nu­ją­cych napier­śni­ków z Nowej Gwi­nei zdo­bio­nych muszel­kami i sza­blami wła­sno­ręcz­nie upo­lo­wa­nej dzi­kiej świni (co sta­no­wiło o męstwie i pre­stiżu wojow­nika), poprzez róż­no­rodne bran­so­letki, ozdoby czoła, ozdobne grze­bie­nie, na wdo­wich naszyj­ni­kach żałob­nych skończywszy.

Paczka wysłana do „naj­wła­ściw­szego muzeum”

Muzeum wiele zawdzię­cza dr Mar­ce­lemu Łuko­wi­czowi, który na prze­ło­mie XIXXX wieku przez 30 lat pra­co­wał wśród Abo­ry­ge­nów jako lekarz i otrzy­my­wał od nich wiele pięk­nych przed­mio­tów jako podzię­ko­wa­nie za swoją pracę. Swoją kolek­cję 115 przed­mio­tów wysłał do Pol­ski z nie­ja­snym pod­pi­sem: ”do naj­wła­ściw­szego muzeum”, przez co tra­fiła ona naj­pierw do Muzeum Naro­do­wego, a następ­nie została prze­ka­zana Muzeum Etno­gra­ficz­nemu. Wśród nale­żą­cych do niej przed­mio­tów wyróż­niają się piękne, drew­niane misy cere­mo­nialne Ku ze wschodniej

Figurka moai (ze zbiorów PME)

Figurka moai (ze zbio­rów PME)

Nowej Gwi­nei oraz czu­ringi, czyli cha­rak­te­ry­styczne drew­niane instru­menty ofia­ro­wy­wane mło­dym chłop­com abo­ry­geń­skim w cza­sie ini­cja­cji, pokryte ryci­nami sym­bo­li­zu­ją­cymi drogi przod­ków. Przed­mioty te sta­no­wiły tabu dla kobiet i nie­wta­jem­ni­czo­nych, a prze­by­wa­nie w pobliżu męż­czy­zny wydo­by­wa­ją­cego dźwięki za pomocą swo­jej czu­ringi (poprzez przy­mo­co­wa­nie jej do sznurka i macha­nie dookoła „ósemki” czu­ringa wydaje spe­cy­ficzny, świsz­czący dźwięk), zgod­nie z wie­rze­niami, mogło skoń­czyć się tra­gicz­nie. Zupeł­nie odrębna histo­ria doty­czy bume­ran­gów, pozy­ska­nych zarówno ze zbio­rów ponie­miec­kich, jak i od Łuko­wi­cza. Są wśród nich ogromne bume­rangi cere­mo­nialne, pokryte ryci­nami i spe­cjalną glinką w kolo­rze ochry, te słu­żące do walki wręcz (tzw. łabę­dzie szyje, w kształ­cie litery L), te słu­żące do polo­wa­nia na ptaki i ryby (wil­gotny i zale­siony rejon Queen­sland), a także zabawki, które słu­żyły do tre­ningu i jako jedyne spo­śród wszyst­kich innych wra­cały do rzucającego.

Czy rent­gen to sztuka?

W ramach prze­kazu rządu austra­lij­skiego w 1978 roku pozy­skano kolejne 110 przed­mio­tów, a były to głów­nie malo­wi­dła na korze euka­lip­tusa pocho­dzące z Ziemi Arn­hem – tzw. obrazy rent­ge­now­skie (przed­sta­wia­jące zwie­rzęta łącznie z ich orga­nami wewnętrz­nymi) a także nie­sa­mo­wite obrazy krop­kowe, nazy­wane „obrazami-tekstami”. W isto­cie sta­no­wią one formę zaszy­fro­wa­nej opo­wie­ści o przod­kach lub mapy świę­tego dla Abo­ry­ge­nów miej­sca, gdzie wszyst­kie infor­ma­cje są prze­ka­zy­wane za pomocą róż­no­ko­lo­ro­wych kro­pek. Jeden z naj­now­szych nabyt­ków muze­al­nych to wła­śnie taki obraz, wyko­nany w latach 90. przez Kas­sidi Tja­pal­jarri, wyobra­ża­jący świętą Górę Allan.

Kie­ru­nek Azja i Ameryka

Budda - król magazynu azjatyckiego, fot. J. Sielski

Budda — król maga­zynu azja­tyc­kiego, fot. J. Sielski

W kolej­nych trzech pomiesz­cze­niach prze­cho­wy­wane są zbiory pocho­dzące z Azji i Ame­ryki, a także broń z całego świata. Są one zde­cy­do­wa­nie skrom­niej­sze niż te opi­sane wcze­śniej. Jako miło­śnik Dale­kiego Wschodu z pew­nym zdzi­wie­niem przy­ją­łem fakt, że z tak płod­nego i boga­tego kul­tu­rowo obszaru świata jest sto­sun­kowo nie­wiele przed­mio­tów. A są wśród nich stroje cere­mo­nialne, bogato zdo­bione, i codzienne z Chin, Korei, Indii, jest także kilka wspa­nia­łych, sta­rych kimon japoń­skich. Prak­tycz­nie nie ma zbio­rów pocho­dzą­cych z Sybe­rii, bowiem spło­nęły one w poża­rze w cza­sie wojny i nie udało się ich już odtwo­rzyć. Uwagę przy­ku­wają mon­gol­skie maski, lalki z jawaj­skiego teatru cieni oraz mister­nie zdo­bione, w cało­ści ręcz­nie wyko­nane chiń­skie wyci­nanki, w co aż trudno uwie­rzyć, bio­rąc pod uwagę zło­żo­ność wzorów.

Wyci­nanka z sier­pem i młotem

Tra­dy­cyjna sztuka nie oparła się indok­try­na­cji, co w zbio­rach muzeum owo­cuje pięk­nymi czer­wo­nymi wyci­nan­kami z sier­pem i mło­tem pośród moty­wów roślin­nych i zwie­rzę­cych. Cie­ka­wie pre­zen­tuje się też figurka uśmiech­nię­tego Buddy umiesz­czona w kar­to­no­wym pudełku.

Autor artykułu fotografujący chińską wycinanke z sierpem i młotem, fot. J. Sielski

Autor arty­kułu foto­gra­fu­jący chiń­ską wyci­nanke z sier­pem i mło­tem, fot. J. Sielski

Zbiory ame­ry­kań­skie rów­nież nie należą do naj­bo­gat­szych, ale jest tu sporo inte­re­su­ją­cych przed­mio­tów. Pocho­dzą one w więk­szo­ści od pol­skich podróż­ni­ków (Józef Sie­mi­radzki, Ame­ryka Połu­dniowa) i pry­wat­nych kolek­cjo­ne­rów, takich jak Michał Gieysz­tor (dorze­cze Ama­zonki) i Kon­stanty Pod­hor­ski (przed­mioty eski­mo­skie, Ala­ska), także rząd Mek­syku i mek­sy­kań­skie Muzeum Kul­tury ofia­ro­wało muzeum część swo­ich zbio­rów – stroje, maski, rzeźby i figurki ceremonialne.

Eks­po­naty przy­pra­wia­jące o gęsią skórkę

Można tu zna­leźć czarki i rurki słu­żące do zapa­rza­nia yerba mate, tra­dy­cyj­nego napoju indiań­skiego z Ama­zo­nii, a także przy­pra­wia­jące o gęsią skórkę wypre­pa­ro­wane główki ple­mie­nia łowców głów, czyli Indian Jivaro z Ekwa­doru, pocho­dzące z lat 30. XX wieku. Wśród figu­rek można się doszu­kać wyobra­żeń „Świę­tej Śmierci”, czyli pseu­do­chrze­ści­jań­skiego obiektu kultu w Mek­syku.
W maga­zy­nie z bro­nią zde­cy­do­wa­nie domi­nuje biały oręż azja­tycki, w tym kilka ory­gi­nal­nych japoń­skich mie­czy katana i waki­za­shi, nie­stety w złym sta­nie tech­nicz­nym, a także szty­lety kris pocho­dzące z Indo­ne­zji, pałki, maczugi, łuki, strzały i włócz­nie, w tym cere­mo­nialne. Do naj­star­szych przed­mio­tów (XVII-XIX wiek) należą japoń­skie tsuby (okrą­gła część mie­cza pomię­dzy ręko­je­ścią a ostrzem osła­nia­jąca dłoń), są także ele­menty zbroi samu­raj­skiej, w tym hełm w stylu kabuto.
Maga­zyny muzeum to nie­sa­mo­wite miej­sce, gdzie można obco­wać z przed­mio­tami za całego świata i doświad­czać ich histo­rii. A zbiory poza­eu­ro­pej­skie to tylko uła­mek bogac­twa Muzeum Etnograficznego.

Fran­ci­szek Płóciennik

Autor jest wolon­ta­riu­szem w Pań­stwo­wym Muzeum Etnograficznym.

Kategorie: muzeum

Przeczytaj koniecznie również:

4 komentarze do “Magazyny egzotyczne, czyli cały świat w jednym miejscu”

  1. Ciekawy napisał/a:

    Cie­kawi mnie co zade­cy­do­wało, iż głowa maorysa została opi­sana jako tro­feum wojenne, pyta­nie jest zwią­zane z fak­tem iż było rów­nież inne prze­nza­cze­nie takich głów.

    Głowa –tro­feum wojenne — eks­po­nat wzbu­dza­jący duże emo­cje (ze zbio­rów PME)


  2. Franciszek Plociennik napisał/a:

    Zdję­cie ma taki, a nie inny tytuł ze względu na histo­rię tego kon­kret­nego,
    skąd­inąd uni­ka­to­wego, przed­miotu, o któ­rym opo­wia­dali mi pra­cow­nicy PME: p. Robert Dul (Dział Austra­lii i Oce­anii) i p.Teresa Walen­dziak (Dział
    Ame­ryki). Sfo­to­gra­fo­wany eks­po­nat pocho­dzi auten­tycz­nie z wyprawy wojen­nej, stąd pod­pis. W chwili obec­nej nie czuję się na tyle kom­pe­tentny, żeby przy­to­czyć infor­ma­cje o nim bar­dziej szcze­gó­łowo, ale jeśli autor komen­ta­rza jest zain­te­re­so­wany, mogę się o to posta­rać. Pozdra­wiam, FP


  3. Ethnomuseum.pl Blog » Blog Archive » Etnokonkurs – Zgadnij, co to? napisał/a:

    […] ciche maga­zyny z tysią­cem eks­po­na­tów to tylko dowód na to, że  budy­nek na Kre­dy­to­wej pomie­ścił pod swym dachem cały świat. Pod­czas nie­daw­nej wizyty w jed­nym z maga­zy­nów zna­la­złam intry­gu­jący, choć na pierw­szy rzut oka […]


  4. zaniepokojona napisał/a:

    Maorysi wie­rzą, że szczątki ludz­kie powinny spo­cząć w ojczy­stej ziemi. Te Papa Museum roz­po­częło pro­gram repa­try­ja­cji i wiele muzeów na świe­cie oddaje maory­skie szczątki.
    Jak wynika z arty­kułu: http://www.antypody.org/wp-content/uploads/Robert-Dul.-Toi-Moko-trofea-wstydu.pdf pra­cow­nicy Muzeum zdają sobie z tego pro­blemu sprawę. Cie­kawa jestem, czy coś w tym kie­runku dzieje.


Napisz komentarz