Bazar na Olimpii — 100% warszawski smaczek Afryki

Olimpijskie mydło, powidło i święte obrazki; fot. Karolina Marcinkowska
Mało utrzymało się takich miejsc w Warszawie. Ciężko dziś o autentyczność, spontaniczne spotkania, ludzi z własnym życiem wypisanym na twarzy. W niewielu miejscach (a w Warszawie tym bardziej) zachowała się sztuka targowania się, przekomarzania, wspólnego spędzania czasu. Na bazarze mającym miejsce co niedzielę wokół stadionu Olimpia, wir staroświeckich komplementów to norma. Zachowanie bywalców Olimpii przypomina mi niemalże afrykańskie „stosunki zaczepne”, a różnorodność doznań i bogactwo towarów – bazary kontynentu bliskiemu mojemu sercu.
Na Olimpii można znaleźć wszystko, spotkać piękne postaci tzw. „Olimpijczyków”, a niedziela bez Olimpii to dla mnie – ale i dla wielu innych „bazaro-uzależnionych”- niedziela stracona. Szczególnie jeśli żywioł afrykańskich targowisk nie jest pod ręką!
OLIMPIA to nazwa stadionu, który w niedzielę przeradza się w huczący bazar tzw. „mydła i powidła”. Jak nie wiesz, gdzie go szukać w wielkiej Warszawie– znajdź żyrafę (!) zespawaną z rur i złomu, stojącą za stacją benzynową, na rogu ul.Górczewskiej i Al. Prymasa Tysiąclecia i przejdź przez stoiska z ubraniami, owocami, warzywami, skręć w prawo i podążaj w stronę zadrzewionego placyku.
Czytaj całość »
Kategorie: EtnoWarszawaTagi: Afryka, bazar, handel, Olimpia, Warszawa
Piesek, który nie szczeka — rozwiązanie Etnokunkursu
Otwieracz do coli, wyszczerbiony grzebień, a może przyrząd do usuwania zębów? Otóż nie! Przedmiot, o który pytałam tydzień temu, to piesek do butów, czyli urządzenie służące do ściągania obuwia z cholewami. Konkurs z przyczyn technicznych zakończył się przed czasem, ale mimo to udało się wyłonić zwycięzcę, którym okazał się Marcin. Jako pierwszy wziął udział w etnokonkursie i od razu udzielił prawidłowej odpowiedzi. Marcin wygrał podwójny bilet do Etnokina, a dodatkowo zgodził się odwiedzić nas w muzeum.
Jak to działa?
W ostatni dzień astronomicznego lata, na dziedzińcu muzeum spotkaliśmy się z naszym zwycięzcą, który zareagował entuzjastycznie na pomysł zaprezentowania działania pieska. Dzięki uprzejmości Pana Stanisława Ruda dostaliśmy odpowiedni but i piesek po latach został ponownie użyty.
Tak wygląda zastosowanie muzealnego pieska. Wszystkim których zainteresowało to sympatyczne urządzenie przedstawiam kilka ciekawostek, które udało mi się znaleźć na jego temat.
Czytaj całość »
Kategorie: muzeumTagi: eksponaty, konkurs, magazyny, piesek, zbiory
Etnokonkurs — Zgadnij, co to?
Niedostępne dla zwiedzających zakamarki muzeum kryją w sobie wiele tajemnic… Przepastne, ciche magazyny z tysiącem eksponatów to tylko dowód na to, że budynek na Kredytowej pomieścił pod swym dachem cały świat. Podczas niedawnej wizyty w jednym z magazynów znalazłam intrygujący, choć na pierwszy rzut oka niepozorny, przedmiot. Szybko przekonałam się, że - jak to często bywa — pozory mylą.
Okazało się, że eksponat nie dość, że ma bardzo ciekawe zastosowanie, sympatyczną nazwę, to w dodatku… zrobił karierę w telewizji. Tak, tak… Kilkadziesiąt lat temu wystąpił w telewizyjnym quizie, sprawiając uczestnikom zapytanym „co to?” nie lada kłopot. Postanowiłam więc po latach wydobyć go z magazynu i ponownie zapytać „co to jest?”
Czytaj całość »
Kategorie: muzeumTagi: eksponaty, magazyny, zbiory
Stara ława
Ławę znalazłem pośród sterty drewnianych odpadów, które miały nam służyć jako opał na zimę. Po oczyszczeniu okazało się, że na jednym końcu brakuje dwóch nóg. Mój teść powiedział, że już od kilku dziesięcioleci nikt nie używał tego przedwojennego, prostego wiejskiego mebla. Wręby na grubej desce wyraźnie wskazują, że ten i ów gość w domu dziadków próbował na drewnie swojego kozika czy może nawet noża.
Siedzieli pospołu domownicy: Kowalewscy z Wróblewskimi. Siadywali sąsiedzi ze wsi: Ruppel, Krüger, Bucholz, Werner, Marchwart z Kromnowa i inni niemieccy osadnicy, żyjący od pokoleń w Piaskach Duchownych. Polacy i Niemcy dzielili niełatwą dolę koegzystencji we wsi położonej między korytem Wisły a Puszczą Kampinoską.
Odnaleziony mebel postanowiłem odnowić i nareperować. Nie wiem, czy mi się to uda, bo cieśla ze mnie marny, ale na pewno podejmę próbę.
Pamięć o Olędrach
Podobnie jak w przypadku ławy, spróbuję odrestaurować coś jeszcze. Chciałbym przywrócić pamięć o naszych dawnych olęderskich sąsiadach, o których we wsi mało kto już pamięta.O tym właśnie będą moje wpisy na blogu. To opowieść o ludziach, z którymi łączą mnie: jedno miejsce na ziemi, zapał do pracy i konfesja ewangelicka; różnią: narodowość, język, kultura i tradycja.
Z wyboru ja i żona jesteśmy ze wsi, to dziwi naszych przyjaciół i znajomych. Z wolnego wyboru ja sam opowiadam się jako Olęder – dziedzic luterańskiej tradycji, olęderskiego etosu pracy, osoba otwarta na radość życia i na drugiego człowieka.
Postanowiłem naprawić starą ławę. Jest duża, więc zmieścimy się na niej razem z żoną i naszymi kotami. Ustawimy ją przed domem i będziemy wspólnie drwić z historii, która przepędziła Olędrów z Mazowsza, może po to, by razem z nami na drewnianej ławie mogły usiąść cienie Oskara i Michała Kügerów, Katarzyny Ruppel czy Emmy Marchwart. Znajdzie się miejsce i ciepło dla starych Olędrów w domu Polaków i Olędrów zarazem.
Tagi: meble, Olędrzy, pamięć, tożsamość, wieś
Muzeum! Pojedynek na wiertarki.
Przez kilka lat wynajmowałam z przyjaciółkami mieszkanie na Mokotowie. Było dosyć duże (w porównaniu z pokojem w akademiku każde wydawałoby się duże), ale i lokatorek było też niemało, raczej jasne, ale też obskurne, mebli miało co niemiara, ale robiłyśmy wszystko, by je choć odrobinę upiększyć, zaklejając plakatami, komiksami czy wycinkami z gazet. Skrzętnie notowałyśmy też swoje „złote myśli” i naklejałyśmy je na szafki kuchenne. W centralnym miejscu wisiało hasło Aliny: „Są takie dni, kiedy nawet kobieta kobiety nie zrozumie…”, które było dla nas synonimem „mam wszystkiego dość”. I pomimo tego, że już dawno ukończyłyśmy studia i wyprowadziłyśmy się ze studenckiego mieszkania, to zdanie wraca do mnie co jakiś czas. I w dalszym ciągu SĄ TAKIE DNI.
Mało tego, są takie tygodnie, kiedy każdy dzień zdaje się być niekończącym się poniedziałkiem. Są też takie czwartki, w które się nie wierzy, że weekend kiedykolwiek nastąpi. Kiedy się marzy tylko o tym, aby „wsiąść do pociągu byle jakiego”, a już jadąc tym pociągiem, wyrzucić przez okno telefon komórkowy do Wisły. Taki właśnie był ubiegły tydzień.
Czytaj całość »
Kategorie: "z życia działu", muzeumTagi: Etnokino, film, magazyny, remont
Jakie są ostatnie słowa hakera przed śmiercią? Log out!

Muzeum zhakowane? Czujemy się zaszczyceni.
W czwartek cieszyliśmy się, że coraz więcej osób odwiedza naszego bloga. W piątek blog przestał działać. Co w takiej chwili robi muzealnik? Dzwoni do innego muzealnika i spanikowany mówi do słuchawki: „blog nie działa”. Ten odpowiada: „o, nie!” Pierwszy muzealnik mówi: „wiesz, o co może chodzić?” Zapada chwila milczenia. Po chwili krótkie, acz wymowne „nie wiem”.
Zaprzyjaźniony programista Paweł rzucił okiem i postawił diagnozę: próba włamania. Innymi słowy, sprawa hakerów. Nieco naiwnie próbowałam się dowiedzieć, po co ktokolwiek miałby się włamywać do naszego bloga, w ogóle jak to możliwe, że ktoś spędza całe godziny tylko po to, by zepsuć czyjąś pracę? Tym razem znowu zapadło milczenie. Po chwili Paweł powiedział: „dla zabawy”. Pośmiejmy się więc razem!
Czytaj całość »
Kategorie: muzeum, wystawyTagi: dowcipy, hakerzy, informatycy, Japonia, wystawy
Historia pewnej głowy
Państwowe Muzeum Etnograficzne w Warszawie to nie tylko eleganckie ekspozycje, atrakcyjna kawiarnia, wykłady czy odczyty. Pod tą uporządkowaną powierzchnią kryje się znacznie więcej. Jak już mogliście wyczytać na naszym blogu, w podziemiach tego gmachu mieszczą się magazyny. Wchodząc tam zstępujemy w świat chaosu. Odrzuconych, nie pasujących do żadnej całości elementów, części składowych potencjalnych wystaw. W ogromnych szufladach, na rozłożystych półkach znajdziemy przedmioty z całego świata — naczynia, zabawki, fragmenty strojów, instrumenty muzyczne , broń. Gdy spacerowałam pomiędzy regałami, czułam się nieco zagubiona. Te artefakty nie tworzyły żadnej narracji, były dla mnie obce, odległe, zagadkowe.Kusiło mnie, żeby je choć trochę sobie przybliżyć. Największe emocje wzbudził we mnie bardzo niepokojący eksponat. Coś co nie mieściło się w żadnych, bliskich mi systemach klasyfikacji. Była to ludzka głowa. Głowa — trofeum, maoryskiego … no właśnie kogo? Wodza? Notabla? O tym świadczyłyby eleganckie tatuaże symetrycznie wyrysowane po jego twarzy. Ale gdy zainteresowałam się tą sprawą, okazało się, że odpowiedź na tę zagadkę nie jest wcale tak prosta do ustalenia.
…
Czytaj całość »
Kategorie: muzeum, wystawyTagi: Australia i Ocenia, eksponaty, magazyny, maorysi, tatuaże, wolontariat, zbiory














