Beta

Bądź na bieżąco - RSS

Muzeum! Pojedynek na wiertarki.

13 września 2009 |
Fragment filmu "Gucza! Pojedynek na trąbki" granego od czasu do czasu w "Etnokinie".

Frag­ment filmu „Gucza! Poje­dy­nek na trąbki” gra­nego od czasu do czasu w „Etnokinie”.

Przez kilka lat wynaj­mo­wa­łam z przy­ja­ciół­kami miesz­ka­nie na Moko­to­wie. Było dosyć duże (w porów­na­niu z poko­jem w aka­de­miku każde wyda­wa­łoby się duże), ale i loka­to­rek było też nie­mało, raczej jasne, ale też obskurne, mebli miało co nie­miara, ale robi­ły­śmy wszystko, by je choć odro­binę upięk­szyć, zakle­ja­jąc pla­ka­tami, komik­sami czy wycin­kami z gazet. Skrzęt­nie noto­wa­ły­śmy też swoje „złote myśli” i nakle­ja­ły­śmy je na szafki kuchenne. W cen­tral­nym miej­scu wisiało hasło Aliny: „Są takie dni, kiedy nawet kobieta kobiety nie zro­zu­mie…”, które było dla nas syno­ni­mem „mam wszyst­kiego dość”.  I pomimo tego, że już dawno ukoń­czy­ły­śmy stu­dia i wypro­wa­dzi­ły­śmy się ze stu­denc­kiego miesz­ka­nia, to zda­nie wraca do mnie co jakiś czas. I w dal­szym ciągu SĄ TAKIE DNI.
Mało tego, są takie tygo­dnie, kiedy każdy dzień zdaje się być nie­koń­czą­cym się ponie­dział­kiem. Są też takie czwartki,  w które się nie wie­rzy, że week­end kie­dy­kol­wiek nastąpi. Kiedy się marzy tylko o tym, aby „wsiąść do pociągu byle jakiego”, a już jadąc tym pocią­giem, wyrzu­cić przez okno tele­fon komór­kowy do Wisły. Taki wła­śnie był ubie­gły tydzień.

R jak… (roz­rywka? radość? rozum?) R E M O N T

Muze­alne eks­po­zy­cje wpraw­dzie dzia­łają i zwie­dza­ją­cych z dnia na dzień przy­bywa, ale wystar­czy wejść przez drzwi ozna­ko­wane tabliczką „Nie­upo­waż­nio­nym wstęp wzbro­niony” i zna­leźć się w innej rze­czy­wi­sto­ści. Na Kre­dy­to­wej 1 nastała era remon­tów. Pew­nie każdy, kto kie­dy­kol­wiek robił remont we wła­snym domu, wie, jak choćby zwy­czajne prze­ma­lo­wa­nie ścian może skom­pli­ko­wać życie. Co dopiero w insty­tu­cji (w któ­rej nota bene spę­dza się więk­szą część dnia), miesz­czą­cej się w zabyt­ko­wym kil­ku­pię­tro­wym budynku.

Ręka­wice i fartuchy

Zer­k­nę­łam ostat­nio do Maga­zynu Tka­nin, a tam jak w mro­wi­sku: zabyt­kowe ubra­nia są pako­wane do wiel­kich pudeł, tka­niny zdej­mo­wane z

Magazyn Tkanik w trakcie przeprowadzki, fot. Jacek Sielski

Maga­zyn Tka­nin w trak­cie prze­pro­wadzki, fot. Jacek Sielski

dużych żela­znych wał­ków. Zaj­rza­łam na pod­da­sze do Archi­wum. Usły­sza­łam tylko: „Pani Ewo, prze­no­simy się! Są może jacyś wolon­ta­riu­sze, któ­rzy chcie­liby zało­żyć ręka­wice i białe far­tu­chy i nam w tym pomóc?”.  Tuż obok mie­ści się Dział Kon­ser­wa­cji (uwiel­biam tam zaglą­dać z tego względu, że na sto­łach zawsze mają jakieś fascy­nu­jące przed­mioty z muze­al­nych kolek­cji, któ­rych nigdy wcze­śniej nie widzia­łam). Tam rów­nież Wiel­kie Prze­no­siny. Chyba wszy­scy pra­cow­nicy mieli już szansę oswoić  się z dźwię­kiem tele­fonu prze­ni­ka­ją­cego się z gło­sem wier­tarki. Zabie­ga­nie, stres, narze­ka­nie, nie­pew­ność — na każ­dym pię­trze, w każ­dym pokoju. Brrr.

W zakła­do­wym kinie

W czwar­tek po kolej­nym dniu pracy peł­nym narze­kań scho­dzi­łam po muze­al­nych scho­dach (winda w takie dni oczy­wi­ście nie działa, bo nie­szczę­ścia muszą cho­dzić sta­dami), czu­jąc, że każdy sto­pień jest tym ostat­nim. W holu  zorien­to­wa­łam się, że w „Etno­ki­nie” za chwilę roz­pocz­nie się pokaz filmu „Gucza! Poje­dy­nek na trąbki” Dusana Milicy. Zosta­łam. Zarzu­ci­łam nogi na krze­sło i przy­po­mnia­łam słowa kole­żanki: „dobrze jest mieć takie zakła­dowe kino”. Oj, dobrze. Film był o miło­ści i o muzyce, a dokład­nie o grze na trąbce. Akcja toczyła się na tle naj­słyn­niej­szego festi­walu trę­ba­czy w miej­sco­wo­ści Gucza. Mówi się o tym, że gdy chło­pak tam zagra, staje się męż­czy­zną. Pola­kom gra na trąbce może się koja­rzyć z Hej­na­łem Mariac­kim, na Bał­ka­nach trąbka jed­nak potrafi spra­wić, że będziesz się śmiał, iry­to­wał, pła­kał, kochał i tańczył.

Są takie dni, kiedy nawet kobieta kobiety nie zrozumie…”

Muszę przy­znać, że dzień zakoń­czony w kinie na muzycz­nym fil­mie spra­wił, że zapo­mnia­łam o stu tele­fo­nach, które tego dnia wyko­na­łam i o stu,

Pierwsze nowe magazyny! Ciąg dalszy nastąpi. fot. Jacek Sielski

Pierw­sze nowe maga­zyny! Ciąg dal­szy nastąpi. fot. Jacek Sielski

które ode­bra­łam. Zapo­mnia­łam o rusz­to­wa­niach, dra­bi­nach, wier­tar­kach i kar­to­nach. Remont się kie­dyś skoń­czy (a nasze maga­zyny i biura będą naj­bar­dziej nowo­cze­sne na świe­cie, zoba­czy­cie!), a winda zacznie dzia­łać. Muzyka rze­czy­wi­ście łago­dzi oby­czaje. Myślę, że dyrek­cja  — w ramach pod­trzy­ma­nia ducha w pra­cow­ni­kach – powinna na czas remon­tów spro­wa­dzić do muzeum „Golec Uor­kie­strę”. Mogli­by­śmy wtedy codzienne przed roz­po­czę­ciem pracy razem śpie­wać: „Tu na razie jest ścier­ni­sko, ale będzie San Fran­ci­sko”. Może wtedy rza­dziej byłyby „TAKIE DNI”.

Kategorie: "z życia działu", muzeum

Przeczytaj koniecznie również:

4 komentarze do “Muzeum! Pojedynek na wiertarki.”

  1. ...... napisał/a:

    wrrrrrr


  2. Ewa Wołkanowska napisał/a:

    Czyżby powyż­szy komen­tarz napi­sała wiertarka?


  3. RYCHA napisał/a:

    BEDEMUZEUM PEWNIE 11 CZY 12 PAZDZIERNIKA.


  4. Ewa Wołkanowska napisał/a:

    Pole­cam nie­dzielę 11 paź­dzier­nika, jako że 12 jest ponie­dział­kiem, a w ponie­działki muzeum jest zamknięte.


Napisz komentarz