Muzeum! Pojedynek na wiertarki.
Przez kilka lat wynajmowałam z przyjaciółkami mieszkanie na Mokotowie. Było dosyć duże (w porównaniu z pokojem w akademiku każde wydawałoby się duże), ale i lokatorek było też niemało, raczej jasne, ale też obskurne, mebli miało co niemiara, ale robiłyśmy wszystko, by je choć odrobinę upiększyć, zaklejając plakatami, komiksami czy wycinkami z gazet. Skrzętnie notowałyśmy też swoje „złote myśli” i naklejałyśmy je na szafki kuchenne. W centralnym miejscu wisiało hasło Aliny: „Są takie dni, kiedy nawet kobieta kobiety nie zrozumie…”, które było dla nas synonimem „mam wszystkiego dość”. I pomimo tego, że już dawno ukończyłyśmy studia i wyprowadziłyśmy się ze studenckiego mieszkania, to zdanie wraca do mnie co jakiś czas. I w dalszym ciągu SĄ TAKIE DNI.
Mało tego, są takie tygodnie, kiedy każdy dzień zdaje się być niekończącym się poniedziałkiem. Są też takie czwartki, w które się nie wierzy, że weekend kiedykolwiek nastąpi. Kiedy się marzy tylko o tym, aby „wsiąść do pociągu byle jakiego”, a już jadąc tym pociągiem, wyrzucić przez okno telefon komórkowy do Wisły. Taki właśnie był ubiegły tydzień.
R jak… (rozrywka? radość? rozum?) R E M O N T
Muzealne ekspozycje wprawdzie działają i zwiedzających z dnia na dzień przybywa, ale wystarczy wejść przez drzwi oznakowane tabliczką „Nieupoważnionym wstęp wzbroniony” i znaleźć się w innej rzeczywistości. Na Kredytowej 1 nastała era remontów. Pewnie każdy, kto kiedykolwiek robił remont we własnym domu, wie, jak choćby zwyczajne przemalowanie ścian może skomplikować życie. Co dopiero w instytucji (w której nota bene spędza się większą część dnia), mieszczącej się w zabytkowym kilkupiętrowym budynku.
Rękawice i fartuchy
Zerknęłam ostatnio do Magazynu Tkanin, a tam jak w mrowisku: zabytkowe ubrania są pakowane do wielkich pudeł, tkaniny zdejmowane z
dużych żelaznych wałków. Zajrzałam na poddasze do Archiwum. Usłyszałam tylko: „Pani Ewo, przenosimy się! Są może jacyś wolontariusze, którzy chcieliby założyć rękawice i białe fartuchy i nam w tym pomóc?”. Tuż obok mieści się Dział Konserwacji (uwielbiam tam zaglądać z tego względu, że na stołach zawsze mają jakieś fascynujące przedmioty z muzealnych kolekcji, których nigdy wcześniej nie widziałam). Tam również Wielkie Przenosiny. Chyba wszyscy pracownicy mieli już szansę oswoić się z dźwiękiem telefonu przenikającego się z głosem wiertarki. Zabieganie, stres, narzekanie, niepewność — na każdym piętrze, w każdym pokoju. Brrr.
W zakładowym kinie
W czwartek po kolejnym dniu pracy pełnym narzekań schodziłam po muzealnych schodach (winda w takie dni oczywiście nie działa, bo nieszczęścia muszą chodzić stadami), czując, że każdy stopień jest tym ostatnim. W holu zorientowałam się, że w „Etnokinie” za chwilę rozpocznie się pokaz filmu „Gucza! Pojedynek na trąbki” Dusana Milicy. Zostałam. Zarzuciłam nogi na krzesło i przypomniałam słowa koleżanki: „dobrze jest mieć takie zakładowe kino”. Oj, dobrze. Film był o miłości i o muzyce, a dokładnie o grze na trąbce. Akcja toczyła się na tle najsłynniejszego festiwalu trębaczy w miejscowości Gucza. Mówi się o tym, że gdy chłopak tam zagra, staje się mężczyzną. Polakom gra na trąbce może się kojarzyć z Hejnałem Mariackim, na Bałkanach trąbka jednak potrafi sprawić, że będziesz się śmiał, irytował, płakał, kochał i tańczył.
„Są takie dni, kiedy nawet kobieta kobiety nie zrozumie…”
Muszę przyznać, że dzień zakończony w kinie na muzycznym filmie sprawił, że zapomniałam o stu telefonach, które tego dnia wykonałam i o stu,
które odebrałam. Zapomniałam o rusztowaniach, drabinach, wiertarkach i kartonach. Remont się kiedyś skończy (a nasze magazyny i biura będą najbardziej nowoczesne na świecie, zobaczycie!), a winda zacznie działać. Muzyka rzeczywiście łagodzi obyczaje. Myślę, że dyrekcja — w ramach podtrzymania ducha w pracownikach – powinna na czas remontów sprowadzić do muzeum „Golec Uorkiestrę”. Moglibyśmy wtedy codzienne przed rozpoczęciem pracy razem śpiewać: „Tu na razie jest ściernisko, ale będzie San Francisko”. Może wtedy rzadziej byłyby „TAKIE DNI”.
Kategorie: "z życia działu", muzeum










13 września 2009 o godz. 11:26
wrrrrrr
13 września 2009 o godz. 11:36
Czyżby powyższy komentarz napisała wiertarka?
14 września 2009 o godz. 18:36
BEDE W MUZEUM PEWNIE 11 CZY 12 PAZDZIERNIKA.
14 września 2009 o godz. 18:41
Polecam niedzielę 11 października, jako że 12 jest poniedziałkiem, a w poniedziałki muzeum jest zamknięte.