Shire, albo raj … leniuchów
Mazowiecki krajobraz; fot. Paweł Matwiejczuk
Pachnący ciepły chleb z prawdziwym wiejskim masłem, ser Gouda, jaja od zielononóżki, smakowity szczupak w panierce z tłuczonych włoskich orzechów i sum w galarecie. Soczysty wołowy stek, buraczki na ciepło i sznaps na trawienie. Na deser świeże owoce prosto z sadu: gruszki, jabłka, śliwki, do tego miseczka wybornej marmolady z cukrowych buraków z dodatkiem dyni. Ogromny kufel zimnego, niepasteryzowanego piwa i fajka nabita pachnącym wiśnią tytoniem. Położyć się pod wierzbą i patrzeć w niebo, po którym wiatr pędzi kłębiaste baranki chmur.
Obfitość jedzenia i napitku, lenistwo – bo przecież nie odpoczynek – to raj, o którym mógł marzyć każdy mazurski (tu: mazowiecki) chłop, bez różnicy na etniczną czy konfesyjną przynależność.
Sitz im Leben
Położenie olęderskiej wsi między korytem Wisły a ścianą drzew Puszczy Kampinoskiej szybko weryfikowało ludzką skłonność do marzeń o obfitości i dobrobycie, które miałyby przyjść bez ciężkiej pracy. Życie nad rzeką, której wody regularnie zalewały tereny wiejskie z domami i zabudowaniami, nanosząc na pola, w zależności od pory roku, zabójczą krę lub żyzny muł, był nie lada sztuką. Umiejętna koegzystencja człowieka z przyrodą wymagała od olęderskich mieszkańców inteligencji, odwagi, hartu ducha i mrówczej pracowitości. Środowisko życia surowo weryfikowało wewnętrzne nastawienie człowieka. Leń i marzyciel klepał biedę, której zwykle towarzyszył wszędobylski bałagan.
Olęder – pojęcie techniczne
Początkowo Olędrami nazywano osadników wyznania mennonickiego, którzy przybywali na Mazowsze z Flandrii i Holandii od XVII do końca XVIII w. Na przełomie XVIII i XIX wieku wraz z osadnictwem fryderycjańskim rozpoczęło się stopniowe przemieszanie osadników. Szybko zaczęli przeważać liczebnie Niemcy wyznania luterańskiego. Słowo Olęder stało się terminem określającym przybysza, który podejmował określony sposób życia w specyficznym – nadrzecznym środowisku. Olędrzy byli wolnymi chłopami, którzy zajmowali się osuszaniem bagien,
Byki; fot. Paweł Matwiejczuk
karczowaniem nadrzecznych lasów i zarośli, sypaniem wałów i grobli. Osadnicy kopali kanały, rowy i stawy (doskonale spełniające funkcje zbiorników retencyjnych). Uprawiali zboże: jęczmień, owies, pszenicę oraz ziemniaki i buraki. Trudnili się hodowlą koni, bydła rasowego i popularnych dziś kurek zielononóżek. Sadzili drzewa owocowe, wyplatali kosze, a owoce i wyroby z wikliny ekspediowali do Warszawy statkami, które regularnie pływały wówczas po Wiśle.
A zatem Olęder to człowiek pracowity, z odwagą i inteligencją stawiający czoła przeciwnościom losu i kaprysom natury. To symbol hartu ducha przyprawionego szczyptą karności. To człowiek, który poprzez wysiłek i pracę zmierzał do celu, jakim był względny dobrobyt i pomyślność gospodarza i całej jego rodziny. Olęder to jednak nie self made man, bynajmniej nie uczestnik wiejskiego wyścigu szczurów. To osoba otwarta na innych, czego wyrazem była pomoc niesiona potrzebującym. Olęder to człowiek stuprocentowo praktyczny, a zarazem nie pozbawiony estetycznej wrażliwości i pociągu do radości życia.
Cnota … synonim obciachu??
Aktualny wpis o Olędrach ukazuje osadników jako ludzi odznaczających się pewnymi zaletami: pracowitością, stałością, wytrwałością. Ten i inne zespoły moralnych sprawności etyka nazywa cnotą. Obraz byłby ubrązowiony i polukrowany, gdyby nie złożona rzeczywistość ludzkiej egzystencji. Wszędzie, na wsi i w mieście znajdzie się leniuch, egoista czy zły człowiek. Jednak zagrożenie ze strony rzeki i poczucie sąsiedzkiej wspólnoty wobec żywiołu eliminowało z lokalnej społeczności jednostki leniwe czy egoistów, spychając ich na margines wiejskiej gromady.
Ogromie jestem ciekaw czym dla Was jest cnota? Zapraszam do dyskusji na ten temat!!
Kategoria: Bez kategorii




Październik 7th, 2009 at 12:27
Wydaje mi się, że obecnie słowo “cnota” jest rzadko używane. Nie powie się przecież: “Poznałem wspaniałego człowieka. Jest taki cnotliwy!” – brzmi niezręcznie, prawda?
Październik 7th, 2009 at 17:15
Choć też trzeba zaznaczyć, że ma się dobrze w dyskursie kościelnym.
Październik 9th, 2009 at 11:17
Cnota pozostaje dokładnie tym, czym była od zawsze, teraz jedynie występuje bardziej incognito