Beta

Bądź na bieżąco - RSS

Shire, albo raj … leniuchów

5 października 2009 |

Mazowiecki krajobraz; fot. Paweł Matwiejczuk

Mazo­wiecki kra­jo­braz; fot. Paweł Matwiejczuk

Pach­nący cie­pły chleb z praw­dzi­wym wiej­skim masłem, ser Gouda, jaja od zie­lo­no­nóżki, sma­ko­wity szczu­pak w panierce z tłu­czo­nych wło­skich orze­chów i sum w gala­re­cie. Soczy­sty wołowy stek, buraczki na cie­pło i sznaps na tra­wie­nie. Na deser świeże owoce pro­sto z sadu: gruszki, jabłka, śliwki, do tego miseczka wybor­nej mar­mo­lady z cukro­wych bura­ków z dodat­kiem dyni. Ogromny kufel zim­nego, nie­pa­ste­ry­zo­wa­nego piwa i fajka nabita pach­ną­cym wiśnią tyto­niem. Poło­żyć się pod wierzbą i patrzeć w niebo, po któ­rym wiatr pędzi kłę­bia­ste baranki chmur.

Obfi­tość jedze­nia i napitku, leni­stwo — bo prze­cież nie odpo­czy­nek — to raj, o któ­rym mógł marzyć każdy mazur­ski (tu: mazo­wiecki) chłop, bez róż­nicy na etniczną czy kon­fe­syjną przynależność.

Sitz im Leben

Poło­że­nie olę­der­skiej wsi mię­dzy kory­tem Wisły a ścianą drzew Pusz­czy Kam­pi­no­skiej szybko wery­fi­ko­wało ludzką skłon­ność do marzeń o obfi­to­ści i dobro­by­cie, które mia­łyby przyjść bez cięż­kiej pracy. Życie nad rzeką, któ­rej wody regu­lar­nie zale­wały tereny wiej­skie z domami i zabu­do­wa­niami, nano­sząc na pola, w zależ­no­ści od pory roku, zabój­czą krę lub żyzny muł, był nie lada sztuką. Umie­jętna koeg­zy­sten­cja czło­wieka z przy­rodą wyma­gała od olę­der­skich miesz­kań­ców inte­li­gen­cji, odwagi, hartu ducha i mrów­czej pra­co­wi­to­ści. Środo­wi­sko życia surowo wery­fi­ko­wało wewnętrzne nasta­wie­nie czło­wieka. Leń i marzy­ciel kle­pał biedę, któ­rej zwy­kle towa­rzy­szył wszę­do­byl­ski bałagan.

Olę­der — poję­cie tech­niczne

Począt­kowo Olę­drami nazy­wano osad­ni­ków wyzna­nia men­no­nic­kiego, któ­rzy przy­by­wali na Mazow­sze z Flan­drii i Holan­dii od XVII do końca XVIII w. Na prze­ło­mie XVIIIXIX wieku wraz z osad­nic­twem fry­de­ry­cjań­skim roz­po­częło się stop­niowe prze­mie­sza­nie osad­ni­ków. Szybko zaczęli prze­wa­żać liczeb­nie Niemcy wyzna­nia lute­rań­skiego. Słowo Olę­der stało się ter­mi­nem okre­śla­ją­cym przy­by­sza, który podej­mo­wał okre­ślony spo­sób życia w spe­cy­ficz­nym – nad­rzecz­nym środo­wi­sku. Olę­drzy byli wol­nymi chło­pami, któ­rzy zaj­mo­wali się osu­sza­niem bagien,

Byki; fot. Paweł Matwiejczuk

Byki; fot. Paweł Matwiejczuk

kar­czo­wa­niem nad­rzecz­nych lasów i zaro­śli, sypa­niem wałów i gro­bli. Osad­nicy kopali kanały, rowy i stawy (dosko­nale speł­nia­jące funk­cje zbior­ni­ków reten­cyj­nych). Upra­wiali zboże: jęcz­mień, owies, psze­nicę oraz ziem­niaki i buraki. Trud­nili się hodowlą koni, bydła raso­wego i popu­lar­nych dziś kurek zie­lo­no­nó­żek. Sadzili drzewa owo­cowe, wypla­tali kosze, a owoce i wyroby z wikliny eks­pe­dio­wali do War­szawy stat­kami, które regu­lar­nie pły­wały wów­czas po Wiśle.

A zatem Olę­der to czło­wiek pra­co­wity, z odwagą i inte­li­gen­cją sta­wia­jący czoła prze­ciw­no­ściom losu i kapry­som natury. To sym­bol hartu ducha przy­pra­wio­nego szczyptą kar­no­ści. To czło­wiek, który poprzez wysi­łek i pracę zmie­rzał do celu, jakim był względny dobro­byt i pomyśl­ność gospo­da­rza i całej jego rodziny. Olę­der to jed­nak nie self made man, bynaj­mniej nie uczest­nik wiej­skiego wyścigu szczu­rów. To osoba otwarta na innych, czego wyra­zem była pomoc nie­siona potrze­bu­ją­cym. Olę­der to czło­wiek stu­pro­cen­towo prak­tyczny, a zara­zem nie pozba­wiony este­tycz­nej wraż­li­wo­ści i pociągu do rado­ści życia.

Cnota … syno­nim obciachu??

Aktu­alny wpis o Olę­drach uka­zuje osad­ni­ków jako ludzi odzna­cza­ją­cych się pew­nymi zale­tami: pra­co­wi­to­ścią, sta­ło­ścią, wytrwa­ło­ścią. Ten i inne zespoły moral­nych spraw­no­ści etyka nazywa cnotą. Obraz byłby ubrą­zo­wiony i polu­kro­wany, gdyby nie zło­żona rze­czy­wi­stość ludz­kiej egzy­sten­cji. Wszę­dzie, na wsi i w mie­ście znaj­dzie się leniuch, ego­ista czy zły czło­wiek. Jed­nak zagro­że­nie ze strony rzeki i poczu­cie sąsiedz­kiej wspól­noty wobec żywiołu eli­mi­no­wało z lokal­nej spo­łecz­no­ści jed­nostki leniwe czy ego­istów, spy­cha­jąc ich na mar­gi­nes wiej­skiej gromady.

Ogro­mie jestem cie­kaw czym dla Was jest cnota? Zapra­szam do dys­ku­sji na ten temat!!

Kategorie: Bez kategorii

Przeczytaj koniecznie również:

4 komentarze do “Shire, albo raj … leniuchów”

  1. Ewa Wołkanowska napisał/a:

    Wydaje mi się, że obec­nie słowo „cnota” jest rzadko uży­wane. Nie powie się prze­cież: „Pozna­łem wspa­nia­łego czło­wieka. Jest taki cno­tliwy!” — brzmi nie­zręcz­nie, prawda?


  2. Ewa Wołkanowska napisał/a:

    Choć też trzeba zazna­czyć, że ma się dobrze w dys­kur­sie kościelnym.


  3. Asia napisał/a:

    Cnota pozo­staje dokład­nie tym, czym była od zawsze, teraz jedy­nie wystę­puje bar­dziej incognito :)


  4. andy napisał/a:

    myślę że, nie wda­jąc się w ety­mo­lo­giczną pole­mikę, uży­wamy dzi­siaj tego ter­minu w innym zna­cze­niu, nato­miast tamto zna­cze­nie to dzi­siej­szy ter­min: fra­jer co widać choćby zimą na osie­dlo­wych par­kin­gach: wspólne odśnie­że­nie kawałka placu trwa­łoby chwilę, przy­nio­słoby cno­tliwe korzy­ści nie­stety pro­ściej pocze­kać i zająć przez kogoś odśnie­żony kawa­łek.
    Trzeba pamię­tać o jesz­cze jed­nym: Olę­drzy mimo że miesz­kali w roz­pro­sze­niu two­rzyli wspól­notę na wielu płasz­czy­znach: wspólne dzieje, praca, reli­gia, czę­sto skom­pli­ko­wane związki rodzinne, i rzecz chyba naj­waż­niej­sza moral­ność ukształ­to­wana już przez nauki Kal­wina, gdzie praca była powin­no­ścią czyli cnotą.
    Tro­chę póżny ten komen­tarz ale może ktoś tu jesz­cze zagląda?


Napisz komentarz