Beta

Bądź na bieżąco - RSS

Krasnoludki w odwrocie? Reportaż z „krasnalskiego zagłębia”

29 października 2009 |

Kra­snal ogro­dowy, fot. A. Broda

Wczo­raj (28 paź­dzier­nika) zakoń­czyła się sesja o kra­sno­lud­kach. My posta­wi­ły­śmy na prze­kaz fil­mowy, połą­czony z naszym komen­ta­rzem – repor­taż etno­gra­ficzny z kra­iny kra­sno­lud­ków. Opo­wieść o wizy­cie w Nowej Soli. A było tak:

Jak na repor­te­rów przy­stało wyjeż­dżamy ran­kiem o 5.30, z kamerą, mikro­fo­nem i dwoma apa­ra­tami – my dwie niżej pod­pi­sane, ope­ra­tor, dźwię­ko­wiec i reży­ser w jed­nej oso­bie – Łukasz Rosiń­ski oraz nasz kie­rowca – pan Mariusz Horoś.

Jedziemy do Nowej Soli, o któ­rej chyba wszy­scy w Pol­sce wie­dzą, że sły­nie z pro­duk­cji figur kra­snali (i nie tylko). Chcemy dotrzeć do miej­sca, skąd roz­lały się one sze­roką falą po całej Pol­sce i naszych zachod­nich sąsia­dach. Jak to z kra­sno­lud­kiem bywało? Czemu to tutaj wła­śnie powstało praw­dzi­wie baj­kowe zagłę­bie? Aby zna­leźć odpo­wiedź na te pyta­nia trzeba poko­nać ponad 400 kilo­me­trów. Gdyby nie Auto­strada, nie mie­li­by­śmy szans na dotar­cie do Nowej Soli przed zmro­kiem. Już przy wjeź­dzie na drogę kra­jową S3 w kie­runku Zie­lo­nej Góry roz­po­czy­namy baczne obser­wa­cje. Są! Na licz­nych przy­droż­nych sto­iskach kłę­bo­wi­sko kolo­ro­wych postaci: dzi­kie i udo­mo­wione zwie­rzęta, antyczne rzeźby, posta­cie z bajek… roz­ma­itość. W cen­trum han­dlo­wego cha­osu – „nasze” kra­snale. Ale pędzimy dalej do źródła, czyli pro­du­cen­tów ogro­do­wych figur, licząc, że zdra­dzą nam tajem­nice krasnoludków…

Kra­snal Soluś z Nowej Soli, fot. A. Broda

Soluś z Księgi Rekor­dów Guinnesa

Nowa Sól – do czasu wojny trzy­dzie­sto­let­niej osada żyjąca z oczysz­cza­nia soli. To już tak odle­gła prze­szłość, że poza nazwą miej­sco­wo­ści nic sol­nego tu nie oca­lało. Wię­cej śladów pozo­sta­wił dzie­więt­na­sto­wieczny prze­mysł włó­kien­ni­czy i ciężki – w zabu­do­wa­niach nie­czyn­nych fabryk i hut mają dziś swoje sie­dziby pry­watne przed­się­bior­stwa. Także te zaj­mu­jące się wyro­bem i dys­try­bu­cją „deko­ra­cyj­nych figur ogrodowych”.

A my na przed­mie­ściach Nowej Soli szu­kamy kra­snali. Wypa­tru­jemy ich wszę­dzie przez siatki ogro­dzeń i ponad pło­tami, ale, co dziwne, nie naty­kamy się na żadnych patro­nów tutej­szych domostw. Czyżby w Kró­le­stwie Gip­so­wego Kra­snala, mekce wiel­bi­cieli deko­ra­cyj­nego kiczu, gar­dzono tym pro­duk­tem i odma­wiano mu miej­sca w przy­do­mo­wych ogródkach?…

Na szczę­ście jest w Nowej Soli, tu przy wjeź­dzie do mia­sta, miej­sce któ­rego prze­oczyć nie spo­sób. Park Kra­snala a w nim gigan­tyczny kra­sno­lu­dek Soluś, praw­dziwy mega-krasnal z atry­bu­tami przy­po­mi­na­ją­cymi zamierz­chłe czasy w histo­rii miej­sco­wo­ści – kubłem soli i szu­flą. Soluś ma cer­ty­fi­kat z Księgi Guin­nesa dla naj­więk­szego kra­snala na świe­cie (wys. 5,41 m). Jego o cały metr niż­szy krewny stoi na polu gol­fo­wym w sta­nie Nowy Jork. W Parku Kra­snala Soluś nie jest samot­ni­kiem — pra­wie pół godziny zaj­muje nam obej­rze­nie wszyst­kich mega­stwo­rzeń, jakie tu zgro­ma­dzono: kaczek, krów, słoni, żyraf… Samych kra­sno­lud­ków jest jed­nak nie­wiele, zgru­po­wano je w bocz­nej alejce, przy chatce wokół Kró­lewny Śnie­żki. W parku oprócz nas jest kilku zwie­dza­ją­cych. Robią sobie zdję­cia na tle wiel­kiego byka…

Figury ogro­dowe, fot. A. Broda

India­nie i nie­trzeźwy woźnica

Tra­fiamy do wytwór­ców kra­snali. Grze­gorz Nowak z Beto­pla­stu, to nasz pierw­szy kon­takt – a jed­no­cze­śnie jeden z pierw­szych pro­du­cen­tów nowo­sol­skich kra­snali. Pre­zen­tuje swe wyroby w dużej szklarni oraz na podwórku, wprost na tra­wie. Jak się póź­niej dowiemy, inni – więksi – mówią o nim „pro­du­cent podwór­kowy”. Obok kla­sycz­nych Matek Boskich i oczy­wi­ście kra­snali, znaj­du­jemy tu sze­reg zaska­ku­ją­cych inno­wa­cji, este­tycz­nie dys­ku­syj­nych – jak np. głowy Indian na bawo­lich czasz­kach czy pijany woź­nica (pier­wo­wzo­rem jest sam pro­du­cent) z dwu­kon­nym zaprzę­giem, wio­zący na targ świnię – podobno hit sezonu. Oferta Beto­pla­stu obej­muje także wzory „tylko dla doro­słych”, w tym nie­skrom­nie obna­ża­jące się kra­snale, zwane piesz­czo­tli­wie przez wła­ści­ciela „zbe­reź­ni­kami”… Obo­wią­zu­jący dotąd wize­ru­nek nie­win­nego kra­sno­ludka z koszycz­kiem jabłek w dło­niach czy mar­chewką w ręku, został w ten spo­sób bru­tal­nie przełamany.

Pra­cow­nik kolej­nej firmy, Mar­cin Wala­sek, chwali się, że to jego zakład wyko­nał na zle­ce­nie mia­sta nowo­sol­skiego Solu­sia, a inne swoje wyroby wyeks­por­to­wał z suk­ce­sem do wielu miejsc na świe­cie – Oskara do Hol­ly­wood, krowy na Cow­pa­rade, maskotka na Euro­ba­sket 2005… Kra­snale – owszem, są pro­du­ko­wane, ale sta­no­wią nie­wielką tylko część oferty Mal­polu. Mar­cin Wala­sek pod­kre­śla to z naciskiem…

Głowa India­nina, fot. A. Broda

Trze­cim naszym roz­mówcą jest Patryk Patora z naj­więk­szej w Nowej Soli firmy Rosłon. Roz­miar przed­się­bior­stwa znaj­duje swe odzwier­cie­dle­nie w ele­ganc­kim wystroju wnętrz biura, znacz­nie odbie­ga­ją­cym od pozo­sta­łych miesz­czą­cych się w tym samym poprze­my­sło­wym kom­plek­sie, po daw­nej fabryce nici „Odra”. Pan Patryk opro­wa­dza nas po fir­mie, pre­zen­tu­jąc maga­zyn naj­róż­no­rod­niej­szych figur we wszyst­kich moż­li­wych roz­mia­rach. Oferta firmy jest impo­nu­jąca – ponad 1600 wzo­rów, two­rzo­nych obec­nie głów­nie na potrzeby reklamy. Kra­snale giną przy­tło­czone potęż­nymi żubrami od „Żubra”, sło­niami, stwo­rzo­nymi do pro­mo­cji poznań­skiego ZOO, końmi z wyści­gów w Nör­dlin­gen i Mannheim…i tak dalej, i tak dalej. Poczciwe kra­sno­ludki to tylko 5, 10 % pro­duk­cji firmy. Ale co ważne – Rosłon ma praw­dzi­wie „muze­al­ni­cze” podej­ście do swej pracy, co po pro­stu musimy doce­nić. Wszyst­kie formy są kata­lo­go­wane i skrzęt­nie prze­cho­wy­wane w maga­zy­nie. Część nie­sprze­da­nych egzem­pla­rzy jest pozo­sta­wiana „na pamiątkę”, dzięki czemu klient może nie tylko obej­rzeć ale nawet dotknąć wyroby firmy. Brawo! Zwłasz­cza, że w Nowej Soli ma powstać muzeum kra­snala. Na razie jeden z pierw­szych kra­snali zna­lazł swoje miej­sce w miej­sco­wym Muzeum Miejskim.

Kra­sno­lu­dek płci żeńskiej, Nowa Sól, fot. A. Broda

Kra­sno­ludki z fiberglassu

Wszyst­kie firmy w Nowej Soli zaczy­nały od wyrobu kra­sno­lud­ków z gipsu, póź­niej prze­sta­wiono się na bar­dziej trwałe sztuczne two­rzywa i biały beton. Obec­nie kró­luje tzw. fiber­glass, lami­nat wyko­rzy­sty­wany także np. przy pro­duk­cji łodzi… Co do kra­snali to część firm porzu­ciła ich pro­duk­cję, jako nie­opła­calną, na rzecz innych arty­ku­łów deko­ra­cyj­nych. Pozo­stały tylko nazwy, jak choćby Kras­bud – dziś pro­du­cent popierś, kolumn i świeczników.

Nie­stety, nie udało nam się dotrzeć do pierw­szego pro­du­centa kra­snali, więc nie usta­li­li­śmy jak wyglą­dał pro­to­pla­sta. Wiemy tyle, że kra­sno­ludki zeszły na drugi plan, gdyż takie są reguły rynku. A to prze­cież one uchro­niły przed eko­no­miczną zapa­ścią Nową Sól, po upadku dużych przed­się­biorstw w latach 90. XX w. Jak się oka­zało nie tylko ura­to­wały, ale też spra­wiły, że wyspe­cja­li­zo­wane w pro­duk­cji figur firmy z Nowej Soli odno­szą obec­nie gospo­dar­cze suk­cesy. Stąd kra­snal stał się sym­bo­lem przed­się­bior­czo­ści nowosolan.

Czyżby kra­sno­ludki rze­czy­wi­ście były w odwro­cie? Panie, pano­wie – kupujmy kra­snale! Nie pozwólmy im odejść w zapo­mnie­nie. My grubo po pół­nocy wra­camy – w każ­dym razie – z kra­sna­lami, które mają nad nami czu­wać na pod­czas sesji. Na pewno jed­nak wró­cimy do Nowej Soli, kon­ty­nu­ować bada­nia nad kra­sno­lud­ko­wym rodem. Jeden dzień na dotar­cie do histo­rii nowo­sol­skich kra­snali to wszak znacz­nie za mało…

Epi­log

Dwa kra­snale, które przy­je­chały z nami z Nowej Soli wystą­piły na „kra­sno­lud­ko­wej” sesji. Chyba zro­biły duże wrażenie…Musimy więc przy­znać, że potra­fią być „źródeł­kiem radości”…

Anita Broda, Mał­go­rzata Jaszczołt

Kategorie: "z życia działu", wydarzenia

Przeczytaj koniecznie również:

4 komentarze do “Krasnoludki w odwrocie? Reportaż z „krasnalskiego zagłębia””

  1. Asia napisał/a:

    Nie ma jesz­cze komen­ta­rza?
    Jako prawie-nowosolanka (a przy­naj­mniej uro­dzona w Nowej Soli) nie mogę sobie tego odmó­wić :)
    Czy auto­rzy dotarli także do infor­ma­cji, że nowo­sol­skie kra­snale są eks­por­to­wane także do Austra­lii? U nas wzgar­dzone, tam podobno nie­dawno były hitem. Zasta­na­wia­jące jest to, że w sze­ro­kim świe­cie mia­sto jest znane głów­nie z kra­snali. Za to na miej­scu ludzie owszem, wie­dzą o kra­sna­lach, ale nikt się jakoś tym nie szczyci i nie pod­kre­śla swego kra­sna­lo­wego rodo­wodu. W samej Nowej Soli Nowa Sól raczej nie jest mia­stem kra­snali.
    Cie­ka­wie tak poczy­tać o swoim mie­ście z punktu widze­nia osoby z zewnątrz :)


  2. johny-max napisał/a:

    A ja sie nie zgodze…


  3. Anita Broda napisał/a:

    Asiu, kra­snale z Nowej Soli są wszę­dzie, więc na pewno są rów­nież w Austra­lii. Zasięg oddzia­ły­wa­nia tego ośrodka pro­duk­cji ogro­do­wych figur jest naprawdę pora­ża­jący…
    Dzię­ku­jemy za komen­tarz nowo­so­lanki — cze­ka­li­śmy na takie głosy!
    PS. Prze­pra­szamy za spóź­nioną reak­cję i pro­simy o zro­zu­mie­nie. Wystawa — otwar­cie 17 grudnia…:-)

    johny-max, roz­wiń swoją wypowiedź!

    Pozdro­wie­nia dla wszystkich.


  4. Małgorzata Jaszczołt napisał/a:

    Były­śmy, spraw­dzi­ły­śmy… Z prze­pro­wa­dzo­nych roz­mów można wnio­sko­wać, że firmy pro­du­ku­jące figury ogro­dowe i rekla­mowe w świe­cie błysz­czą a wła­dze mia­sta kon­se­kwent­nie dokła­dają sta­rań, by Nowa Sól zasły­nęła z tej pro­duk­cji. Środo­wi­sko pro­du­cen­tów wywarło wyraź­nie piętno na naszej wizy­cie, więc były­śmy bar­dzo cie­kawe jak spraw wygląda z per­spek­tywy nowo­sol­skiej spo­łecz­no­ści. Cze­kamy na kolejne głosy.
    Z naszej mini­sondy wynika rów­nież, iż jeśli ktoś — na dru­gim krańcu kraju — z czymś Nową Sól koja­rzy — to wła­śnie z pro­du­ko­wa­nymi tam figu­rami. A więc w kra­sna­lach nadzieja…


Napisz komentarz