Beta

Bądź na bieżąco - RSS

Białe kozaczki i Tinky Winky, czyli muzeum od zewnątrz

8 listopada 2009 |
fot. Katarzyna Zań

fot. Kata­rzyna Zań

Listo­pad to mie­siąc wyjąt­kowo okrutny dla wszyst­kich miło­śni­ków dłu­gich spa­ce­rów. Dud­niący o para­pet deszcz, błoto na uli­cach i hula­jący wiatr sku­tecz­nie znie­chę­cają do dale­kich mar­szrut. Zamiast tego bliż­szy sercu oka­zuje się być zestaw: kap­cie, fotel i her­bata. Pro­po­nuję jed­nak krótki spa­cer. Bez wycho­dze­nia z domu. Będzie to wir­tu­alna wędrówka z przy­mru­że­niem oka. Trasa: ulica Mazo­wiecka i Kre­dy­towa. Może poja­wić się pyta­nie: CO można oglą­dać prze­cha­dza­jąc się wzdłuż muze­al­nych murów? Oka­zuje się, że bar­dzo wiele…

Nieco histo­rii…

Budy­nek, w któ­rym mie­ści się Pań­stwowe Muzeum Etno­gra­ficzne, miał dosyć burz­liwe losy. Zapro­jek­to­wany został w poło­wie XIX wieku przez wybit­nych archi­tek­tów Józefa Górec­kiego i Hen­ryka Mar­co­niego. Począt­kowo był sie­dzibą Towa­rzy­stwa Kre­dy­to­wego Ziem­skiego. Nie­stety pod­czas wojny budy­nek został zbu­rzony i odbu­do­wano go dopiero w latach 70. Wtedy też stał się sie­dzibą Pań­stwo­wego  Muzeum Etno­gra­ficz­nego. Oka­zały neo­re­ne­san­sowy gmach ma sta­tus zabytku i prze­nosi echa rene­sansu z dale­kich Włoch do cen­trum War­szawy.  Dziś spoj­rzę na niego z zupeł­nie innej strony, śledząc to, co na muzeum się znaj­duje, a nie zostało uwzględ­nione w pro­jek­cie archi­tekta. Cho­dzi mia­no­wi­cie o wszel­kiego rodzaju twór­czość tych, któ­rzy potrak­to­wali mur jak szta­lugę czy ostat­nią stronę w zeszycie…

Idąc od strony Placu Dąbrow­skiego w pierw­szej kolej­no­ści natkniemy się na zie­jący roz­pa­czą napis:

fot. Kata­rzyna Zań

.

.

.

.

.

.

.

.

Kto był auto­rem tych słów? Może naba­zgrał to zała­many tury­sta, który chciał odwie­dzić muzeum w ponie­dzia­łek, nie­świa­dom, że tego dnia jest nie­czynne (tylko skąd miał kredę?). A może napis jest autor­stwa lice­ali­sty (co wyja­śnia­łoby uży­cie kredy), który wra­cał z lek­cji pol­skiego natchniony poezją  i miej­sce to wydało mu się ide­alne, aby zacy­to­wać wiesz­cza. Tego nie wia­domo. Pewne jest jed­nak, że napis wid­nieje na budynku od dłuż­szego czasu i nie straszne mu desz­cze i burze.

O tym, że slang mło­dzie­żowy się zmie­nia, wiemy wszy­scy. Czę­sto przy­słu­chu­jąc się roz­mo­wie gim­na­zja­li­stów, mamy wra­że­nie, że mówią jakimś nie­zro­zu­mia­łym kodem. Udało mi się jed­nak dotrzeć do infor­ma­cji, co ozna­cza sformułowanie:

. I ponoć ozna­cza „Podo­bała mi się ostat­nia wystawa w Pań­stwo­wym Muzeum Etnograficznym”.

Oka­zuje się, że muzeum ma swoje małe ZOO. Two­rzą je przed­sta­wi­ciele róż­nych środowisk:

Każdy, kto nie zdą­żył zoba­czyć wystawy „Wam­piry, strzygi i spółka”, ma oka­zję zoba­czyć minę, jaką miało wielu, któ­rzy tę wystawę widzieli. Wyglą­dała ona mniej wię­cej tak:

.

.

.

.

.

.

.

Prze­cho­dząc obok bramy zauwa­żymy wpi­saną na cokole kolumny literę, która jest dowo­dem na to, że na muzeum two­rzą rów­nież miło­śnicy piłki nożnej.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

Budy­nek zaata­ko­wał  rów­nież miło­śnik sece­syj­nych bohomazów.

.

.

.

.

.

.

.

Pamię­ta­cie Hatif­na­tów, boha­te­rów bajki o Mumin­kach? Na Muzeum osiadł jeden z nich!

.

.

.

.

.

.

.

.

Poja­wił się też Tinky Winky z torebką:

.

.

.

.

.

.

.

Nie zabra­kło tu miej­sca i dla wiel­kich zdo­byw­ców, takich jak pan Wiesław.

.

.

.

.

.

.

.

.

Oprócz tego na muzeum poja­wiły się prak­tyczne wskazówki:

.

.

.

.

.

.

Umiesz­czony na Mazo­wiec­kiej napis wska­zuje gdzie skrę­cić, aby do muzeum trafić.Ten nato­miast radzący trzy­krot­nie skrę­cić w lewo, pokie­ruje nas już pro­sto do muze­al­nej klu­bo­ka­wiarni Bilỳ Koniček.

.

.

.

Muzeum jest miej­scem, gdzie czę­sto wystę­pują zespoły muzyczne z całego świata. Zespół Amba­sa­do­res, co prawda nie miał jesz­cze takiej oka­zji, ale za to na muzeum poja­wiło się już jego logo

.

.

.

.

.

.

A teraz praw­dziwy muze­alny hit! Białe kozaczki!

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

Dostępne row­nież w wer­sji czar­nej.
Co by o nich nie mówić, to na taką pogodę jak znalazł!

Alter­na­tywna księga gości

Tak wyglą­dają „kwiatki” z muze­al­nej fasady. Wszy­scy, któ­rzy są miło­śni­kami wyra­ża­nia eks­pre­sji w taki spo­sób, powinni mieć na uwa­dze, że budy­nek na Kre­dy­to­wej jest zabyt­kiem chro­nio­nym pra­wem, po któ­rym mazać nie wypada. Jed­nak nie ma co się smu­cić. Jest bowiem oka­zja, aby zosta­wić trwały wpis, który być może kie­dyś zoba­czą nasi wnu­ko­wie! Wystar­czy tylko sko­rzy­stać z Księgi Gości umiesz­cza­nej w muzeum przy każ­dej wysta­wie. Powierzch­nia A4 może nie jest tak impo­nu­jąca jak zewnętrzne mury gma­chu, ale powinna wystar­czyć do wyra­że­nia swych naj­głęb­szych uczuć żywio­nych do muzeum.

Kategorie: EtnoWarszawa, muzeum

Przeczytaj koniecznie również:

2 komentarze do “Białe kozaczki i Tinky Winky, czyli muzeum od zewnątrz”

  1. Elizz napisał/a:

    Hahah Kaśku, dobre :D


  2. barbarek napisał/a:

    Też chcę żeby mnie zapa­mię­tano dzięki tfór­czo­ści na murze!!!


Napisz komentarz