Białe kozaczki i Tinky Winky, czyli muzeum od zewnątrz

fot. Katarzyna Zań
Listopad to miesiąc wyjątkowo okrutny dla wszystkich miłośników długich spacerów. Dudniący o parapet deszcz, błoto na ulicach i hulający wiatr skutecznie zniechęcają do dalekich marszrut. Zamiast tego bliższy sercu okazuje się być zestaw: kapcie, fotel i herbata. Proponuję jednak krótki spacer. Bez wychodzenia z domu. Będzie to wirtualna wędrówka z przymrużeniem oka. Trasa: ulica Mazowiecka i Kredytowa. Może pojawić się pytanie: CO można oglądać przechadzając się wzdłuż muzealnych murów? Okazuje się, że bardzo wiele…
Nieco historii…
Budynek, w którym mieści się Państwowe Muzeum Etnograficzne, miał dosyć burzliwe losy. Zaprojektowany został w połowie XIX wieku przez wybitnych architektów Józefa Góreckiego i Henryka Marconiego. Początkowo był siedzibą Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego. Niestety podczas wojny budynek został zburzony i odbudowano go dopiero w latach 70. Wtedy też stał się siedzibą Państwowego Muzeum Etnograficznego. Okazały neorenesansowy gmach ma status zabytku i przenosi echa renesansu z dalekich Włoch do centrum Warszawy. Dziś spojrzę na niego z zupełnie innej strony, śledząc to, co na muzeum się znajduje, a nie zostało uwzględnione w projekcie architekta. Chodzi mianowicie o wszelkiego rodzaju twórczość tych, którzy potraktowali mur jak sztalugę czy ostatnią stronę w zeszycie…
Idąc od strony Placu Dąbrowskiego w pierwszej kolejności natkniemy się na ziejący rozpaczą napis:
.
.
.
.
.
.
.
.
Kto był autorem tych słów? Może nabazgrał to załamany turysta, który chciał odwiedzić muzeum w poniedziałek, nieświadom, że tego dnia jest nieczynne (tylko skąd miał kredę?). A może napis jest autorstwa licealisty (co wyjaśniałoby użycie kredy), który wracał z lekcji polskiego natchniony poezją i miejsce to wydało mu się idealne, aby zacytować wieszcza. Tego nie wiadomo. Pewne jest jednak, że napis widnieje na budynku od dłuższego czasu i nie straszne mu deszcze i burze.
O tym, że slang młodzieżowy się zmienia, wiemy wszyscy. Często przysłuchując się rozmowie gimnazjalistów, mamy wrażenie, że mówią jakimś niezrozumiałym kodem. Udało mi się jednak dotrzeć do informacji, co oznacza sformułowanie:
. I ponoć oznacza „Podobała mi się ostatnia wystawa w Państwowym Muzeum Etnograficznym”.
Okazuje się, że muzeum ma swoje małe ZOO. Tworzą je przedstawiciele różnych środowisk:



Każdy, kto nie zdążył zobaczyć wystawy „Wampiry, strzygi i spółka”, ma okazję zobaczyć minę, jaką miało wielu, którzy tę wystawę widzieli. Wyglądała ona mniej więcej tak:

.
.
.
.
.
.
.
Przechodząc obok bramy zauważymy wpisaną na cokole kolumny literę, która jest dowodem na to, że na muzeum tworzą również miłośnicy piłki nożnej.
.

.
.
.
.
.
.
.
.
.
Budynek zaatakował również miłośnik secesyjnych bohomazów.
.
.
.
.
.
.
.
Pamiętacie Hatifnatów, bohaterów bajki o Muminkach? Na Muzeum osiadł jeden z nich!
.
.
.
.
.
.
.
.
Pojawił się też Tinky Winky z torebką:
.
.
.
.
.
.
.
Nie zabrakło tu miejsca i dla wielkich zdobywców, takich jak pan Wiesław.

.
.
.
.
.
.
.
.
Oprócz tego na muzeum pojawiły się praktyczne wskazówki:

.
.
.
.
.
.
Umieszczony na Mazowieckiej napis wskazuje gdzie skręcić, aby do muzeum trafić.Ten natomiast radzący trzykrotnie skręcić w lewo, pokieruje nas już prosto do muzealnej klubokawiarni Bilỳ Koniček.
.
![]()
.
.
Muzeum jest miejscem, gdzie często występują zespoły muzyczne z całego świata. Zespół Ambasadores, co prawda nie miał jeszcze takiej okazji, ale za to na muzeum pojawiło się już jego logo

.
.
.
.
.
.
A teraz prawdziwy muzealny hit! Białe kozaczki!

.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
Dostępne rownież w wersji czarnej.
Co by o nich nie mówić, to na taką pogodę jak znalazł!
Alternatywna księga gości
Tak wyglądają „kwiatki” z muzealnej fasady. Wszyscy, którzy są miłośnikami wyrażania ekspresji w taki sposób, powinni mieć na uwadze, że budynek na Kredytowej jest zabytkiem chronionym prawem, po którym mazać nie wypada. Jednak nie ma co się smucić. Jest bowiem okazja, aby zostawić trwały wpis, który być może kiedyś zobaczą nasi wnukowie! Wystarczy tylko skorzystać z Księgi Gości umieszczanej w muzeum przy każdej wystawie. Powierzchnia A4 może nie jest tak imponująca jak zewnętrzne mury gmachu, ale powinna wystarczyć do wyrażenia swych najgłębszych uczuć żywionych do muzeum.
Kategorie: EtnoWarszawa, muzeum












8 listopada 2009 o godz. 20:03
Hahah Kaśku, dobre :D
9 listopada 2009 o godz. 21:41
Też chcę żeby mnie zapamiętano dzięki tfórczości na murze!!!