Beta

Bądź na bieżąco - RSS

Pluszowy miś na kryzys

24 listopada 2009 |
Misie, fot. Łukasz Degórski

Misie, fot. Łukasz Degórski

Jutro obcho­dzimy Dzień Plu­szo­wego Misia. Pro­po­nuję więc na jakiś czas zapo­mnieć o sza­le­ją­cej za oknem świń­skiej gry­pie, o cią­głym pod­su­mo­wy­wa­niu rzą­dów Donalda Tuska i o tar­czy anty­ra­kie­to­wej i zająć się mniej kon­tro­wer­syj­nym i bar­dziej plu­szo­wym tematem.

Dzieci lubią misie, misie lubią dzieci?

Kilka dni temu zadzwo­niła do mnie dzien­ni­karka z pisma o donio­słym tytule

Twoje impe­rium”. Zbie­rała mate­riał do arty­kułu o plu­szo­wych misiach. Popro­siła, abym wytłu­ma­czyła czy­tel­nicz­kom pisma, dla­czego zabawka ta jest ponad­cza­sowa i dla­czego bawiły się nią nasze bab­cie, bawimy się my i będą się bawić nasze dzieci? Ja jestem jed­nak prze­ko­nana, że nie wszyst­kie nasze bab­cie miały swo­jego misia.

Na początku był Roosvelt

Dzi­siaj rze­czy­wi­ście może nam się wyda­wać, że plu­szowy niedź­wia­dek jest

Theodor Roosvelt na polowaniu, rys. Clifford Berryman

The­odor Roosvelt na polo­wa­niu, rys. Clif­ford Berryman

wyjąt­kowy i że już w raju Kain i Abel się do niego tulili. Nie jest to jed­nak zgodne z prawdą.  Pierw­sze wzmianki o pro­duk­cji tej zabawki pocho­dzą z Nie­miec z końca XIX wieku. Jed­nakże praw­dziwy mit powstał w 1902 roku w Sta­nach Zjed­no­czo­nych. Pre­zy­dent The­odor Roosvelt pod­czas polo­wa­nia sprze­ci­wił się zabi­ciu małego niedź­wiadka. Tak jak teraz w Pol­sce przed wybo­rami z bil­bor­dów spo­glą­dają na nas poli­tycy, czule przy­tu­la­jący małe dzieci, tak te sto lat temu czy­tel­nicy ame­ry­kań­skich gazet widzieli rysu­nek pre­zy­denta z małym bez­bron­nym misiem. Obra­zek zapewne roz­czu­la­jący! Stał się on ponoć inspi­ra­cją dla twór­ców zaba­wek, któ­rzy masowo zaczęli pro­du­ko­wać plu­szowe misie. A im bar­dziej misie były roz­chwy­ty­wane jak świeże bułeczki, tym wię­cej ich rodza­jów poja­wiało się na rynku.

W Pol­sce w tam­tym okre­sie jedy­nie dzieci z zamoż­nych domów mogły się cie­szyć taką zabawką, czę­sto spro­wa­dzaną zza gra­nicy. Cza­sami na zdję­ciach rodzin zie­miań­skich możemy zoba­czyć dziew­czynki lub chłop­ców tulą­cych się do tego pluszaka.

Miś con­tra niedźwiedź

Na wsi pol­skiej takiego misia nie znano. Trzeba pamię­tać, że chłop­skie dzieci

Współczesny miś o imieniu Kropek, fot. Ryszard Wołkanowski

Współ­cze­sny miś o imie­niu Kro­pek, fot. Ryszard Wołkanowski

nie miały w ogóle zbyt wiele zaba­wek. Czę­sto robiły je same – z kory, trawy czy liści. Przy­tu­lanki rów­nież były szyte z tego, co zna­le­ziono w domu: ze skraw­ków mate­ria­łów, nici i szma­tek. Cza­sami dziad­ko­wie stru­gali swoim wnu­kom drew­niane zwie­rzęta. Były to zwie­rzęta głów­nie gospo­dar­skie, takie jak konie, krowy lub kury. Niedź­wiedź był nato­miast  zwie­rzę­ciem dzi­kim, nie­bez­piecz­nym, miesz­ka­ją­cym w knie­jach. Naj­praw­do­po­dob­niej nasi pra­pra­dziad­ko­wie miast przy­tu­lić się do niego, woleli pójść na polowanie.

Ulu­bie­niec mas

Miś taki, jakiego go znamy, zro­bił karierę w XX wieku. W dużej mie­rze przy­czy­niły się do tego bajki i kre­skówki o sym­pa­tycz­nych misiach (Kubuś Pucha­tek, Miś Usza­tek, Kolar­gol, Miś Yogi czy cho­ciażby zupeł­nie młody Miś Boguś). Boha­ter tych utwo­rów nie jest już groź­nym niedź­wie­dziem, któ­rym można stra­szyć dzieci. Współ­cze­sny miś jest dobry, cie­pły, miękki, więc
wzbu­dza nasze zaufa­nie i zachęca do powie­rze­nia mu naj­więk­szych tajem­nic. Jest też duży i silny, więc jest z nim bez­piecz­nie. Ide­alny przy­ja­ciel nie tylko dla dzieci ! Można mu  opo­wie­dzieć o zra­nio­nym sercu i nie­do­brym sze­fie. W dzie­ciń­stwie się do niego tuli­li­śmy i za nim tęsk­ni­li­śmy, ale warto zwró­cić uwagę na to, że w życiu doro­słym do uko­cha­nej osoby też czę­sto mówimy… „Misiu”. Lubi­cie to?

Jako pierw­szy głos w dys­ku­sji niech zabie­rze Tomasz Szwed.

Kategorie: eksponaty, Tradycja

Przeczytaj koniecznie również:

9 komentarzy do “Pluszowy miś na kryzys”

  1. malgoska napisał/a:

    Witaj Ewo !
    bar­dzo mily,cieply,powiedzialabym, ze nawet wzru­sza­jacy tekst.Gdyby maskotki mogly czy­tac — bylyby Ci wdzieczne. A Kro­pek jest cudowny :)


  2. Ewa Wołkanowska napisał/a:

    Ech, Kro­pek aż się zarumienił…


  3. Marta napisał/a:

    Wydaje mi się, że aku­rat Abel i Kain nie mogli się niczym bawić w raju…


  4. Ewa Wołkanowska napisał/a:

    Dla­czego?


  5. Marta napisał/a:

    Ponie­waż przy­szli na świat, dopiero po tym, jak ich rodzi­ców wygnano z raju.


  6. Ewa Wołkanowska napisał/a:

    Rze­czy­wi­ście! :) Dzię­kuję za uwagę.
    p.s. ale może jed­nak nocą prze­ła­zili do raju przez dziurę w żywo­pło­cie i hasali aż do bia­łego rana…


  7. Marta napisał/a:

    Nie­zły pomysł. Tylko nie wiem, czy chło­paki prze­ła­żące przez „dziurę w pło­cie” tuli­łyby się do misia. Cho­ciaż, kto wie, może tak potajemnie?


  8. Ewa Wołkanowska napisał/a:

    A może Adam, jak się pokłó­cił z Ewą, to też zwie­rzał się misiowi?


  9. Marta napisał/a:

    Nie ma to jak „brudne misie czy­stych rela­cji” i ta nostal­gia za rajem utraconym :)


Napisz komentarz