Beta

Bądź na bieżąco - RSS

Muzea w stronę nowego

10 stycznia 2010 |

Lep­sze Muzeum — wizja uczest­ni­ków warsz­ta­tów Język eks­po­zy­cji, fot. E. Wołkanowska

Pamię­tam, jak dawno, dawno temu, zdaje się, że jesz­cze w pod­sta­wówce, była zima podobna do tej teraz. Przy­pusz­czam, że musiał być to mimo wszystko jakiś sezon ogór­kowy, ponie­waż nauczy­ciele, zamiast męczyć w gma­chu szkoły, wypro­wa­dzili nas na wycieczkę. Do Muzeum Etno­gra­ficz­nego.
I tutaj w zasa­dzie koń­czy się dokład­ność tego wspo­mnie­nia. Podej­rze­wam, że oglą­da­li­śmy stroje ludowe i jakieś narzę­dzia, ale tego nie pamię­tam. Mam jakieś mętne wra­że­nie takiego spe­cy­ficz­nego zaku­rze­nia i gablot. Przy­pusz­czam, że mogli­śmy nudzić się niczym mopsy – Muzeum nie zro­biło na nas więk­szego wra­że­nia. Bar­dziej chyba poru­szył mnie ten obfity śnieg na zewnątrz i gruby weł­niany swe­te­rek, w który mnie ubrano, ponie­waż obie te rze­czy pamię­tam doskonale.

Muzeum Etno­gra­ficzne u progu 2010 roku to zupeł­nie co innego. Dys­po­nuje kawiar­nią, księ­gar­nią, kinem. Urzą­dza roz­ma­ite imprezy, kon­certy, warsz­taty. Ogra­ni­cza gabloty i sta­wia na bar­dziej obra­zowe spo­soby przed­sta­wia­nia. Na przy­kład na wysta­wie sta­łej doty­czą­cej Afryki biżu­te­ria, strój i narzę­dzia są pre­zen­to­wane na spe­cjal­nym mane­ki­nie, wyglą­da­ją­cym jak żywy. Być może dzięki temu dzieci szkolne nie budują sobie wizji Afryki jako kon­ty­nentu zaga­blo­to­wa­nego. W ogóle zda­wać by się mogło, że zadzi­wia­jąco duża fre­kwen­cja na warsz­ta­tach dla dzieci i rodzi­ców, tłumy na wer­ni­sa­żach i kon­cer­tach oraz innych impre­zach są wystar­cza­ją­cym dowo­dem na to, że bycie w Muzeum jest obec­nie naj­bar­dziej popu­larną formą rozrywki.

Kon­cert ElBi­chio w Muzeum, fot. E. Chomicka

No wła­śnie, “bycie w muzeum”. Muzeum chce przy­cią­gnąć widzów — funk­cję popu­la­ry­za­tor­ską peł­nią m.in. filmy, muzyka i tar­tinki. Imprezy rze­czy­wi­ście speł­niają swoją rolę — na nie­które kon­certy, a już szcze­gól­nie na Noc Muzeów, ścią­gają tłumy. Pomimo tego, że Muzeum stara się dziś two­rzyć wystawy inte­rak­tywne, mul­ti­me­dialne i na wszel­kie spo­soby zadzi­wia­jące zwie­dza­ją­cych, to jed­nak na co dzień nie sztur­mują oni eks­po­zy­cji.  Na wysta­wie „Zako­chany Cho­pin. Inspi­ra­cje mazo­wiec­kie” możemy nie tylko obej­rzeć eks­po­naty, ale też posłu­chać fono­gra­mów, a wystawa szo­pek kra­kow­skich nie tylko pre­zen­tuje te minia­tu­rowe budowle — są też nagra­nia (np. szopki przy­go­to­wa­nej przez akto­rów teatru „Guli­wer”) oraz moż­li­wość uło­że­nia wła­snej kolo­ro­wej szopki.

Powstają prze­różne pro­jekty wystaw, mają­cych na celu zaan­ga­żo­wać widzów, zachę­cić ich do współ­two­rze­nia wystawy, zapro­po­no­wa­nia cze­goś od sie­bie. Muzeum wycho­dzi do ludzi — orga­ni­zuje LARPy, etno­ba­zary, dys­ku­sje, cykle fil­mowe. Podob­nie czy­nią inne muzea na całym świe­cie. W War­sza­wie mamy nie­dawno powstały przy­kład  „nowego” muzeum — Muzeum Powsta­nia War­szaw­skiego. Cie­szy się ono dużą popu­lar­no­ścią, o czym świad­czą liczne zachwyty nad taką nowo­cze­sną for­mułą muzeum. Są też głosy kry­tyczne, zazwy­czaj doty­czące wyzna­cze­nia gra­nicy pomię­dzy sza­cun­kiem do histo­rii a roz­rywką. Tra­gizm histo­rii Powsta­nia spra­wia, że nie­zwy­kle ważne wydaje się usta­le­nie takiej granicy.

Frag­ment wystawy Zako­chany Cho­pin — inspi­ra­cje mazo­wiec­kie. fot. E. Chomicka

„Etno­gra­fii Nowej” możemy prze­czy­tać bar­dzo inte­re­su­jący arty­kuł prof. Cze­sława Robo­tyc­kiego Czy można współ­cze­śnie two­rzyć muzea etno­gra­ficzne? Tekst przy­wo­łuje arty­kuł Alek­san­dra Jac­kow­skiego z 1993 roku Czy wymy­śli­li­by­śmy dzi­siaj muzea etno­gra­ficzne? Mamy zatem do czy­nie­nia z dys­ku­sją o przy­szło­ści muzeów. Jac­kow­ski postu­luje zmiany, jakie muszą zajść w muze­ach i skan­se­nach, aby mogły sku­tecz­nie peł­nić swoje role w edu­ka­cji spo­łecz­nej („patrio­tycz­nym wycho­wa­niu narodu”). Robo­tycki, uzna­jąc aktu­al­ność tego zagad­nie­nia, kon­fron­tuje je z sytu­acją muzeów 16 lat po publi­ka­cji Jackowskiego.

Zain­spi­ro­waw­szy się tą dys­ku­sją, sama zaczę­łam się zasta­na­wiać nad wizją bliż­szej i dal­szej przy­szło­ści muzeów. Wia­domo, że gabloty już nie wystar­czą. W mul­ti­me­diach, akty­wi­zo­wa­niu widza i podob­nych prak­ty­kach tkwi poten­cjał nowych muzeów. Atrak­cyjne są moż­li­wo­ści wypo­wie­dze­nia widzów na wysta­wie, przy­mie­rze­nia stroju ludo­wego czy samo­dziel­nego wyko­na­nia regio­nal­nej ozdoby cho­in­ko­wej. Poja­wia się jed­nak pyta­nie, czy w dzia­łal­no­ści edu­ka­cyj­nej i w imię speł­nia­nia swo­jej popu­la­ry­za­tor­skiej misji, muzeum powinno iść w stronę roz­rywki? Jeżeli tak, to jak daleko? Czy zabawa wyklu­cza posza­no­wa­nie histo­rii, tra­dy­cji? Jak powinny być roz­ło­żone akcenty na funk­cje edu­ka­cyjne, popu­la­ry­za­tor­skie i roz­ryw­kowe? Czy należy robić z muzeum/skansenu wesołe mia­steczko? A jeżeli już zro­bimy zeń Disney­land, to gdzie jest auten­tycz­ność? Jakie są ocze­ki­wa­nia widzów?

Kategorie: "z życia działu", eksponaty, muzeum, wystawy

Przeczytaj koniecznie również:

1 komentarz do “Muzea w stronę nowego”

  1. m napisał/a:

    Był kie­dyś taki pra­cow­nik muzeum — Piotr Szacki. Pamię­tam go jako kogoś, kto potra­fił opo­wia­dać o tych swo­ich „gablot­kach” i „zaku­rzo­nych zbio­rach” w taki spo­sób, że eks­po­naty zda­wały się ożywać.

    Jeśli muzeum cze­goś potrze­buje, to wła­śnie takich ludzi — fachow­ców z pasją, a nie fasady zło­żo­nej z mod­nych słów (inte­rak­ty­wość, design). Posta­wie­nie na pseu­do­no­wo­cze­sność nie­uchron­nie skoń­czy się mac­do­nal­dy­za­cją w iście pro­win­cjo­nal­nym i folk­lo­ry­stycz­nym stylu.


Napisz komentarz