Beta

Bądź na bieżąco - RSS

Elektrofolk, czyli mieszanie źródeł i smaczków

27 lutego 2010 |

HAWOK, GO ROCK 2009.11.14 Sta­lowa Wola, fot. Basia Bud­niak; www.myspace.combudniakbasia

Hawok to powstały w 2009 roku zespół wyko­nu­jący muzykę elek­tro­folk, jak sami opi­sują swój styl. Pro­jekt zro­dził się w  Sta­lo­wej Woli, „gdzie wiej­skość od zawsze prze­nika się z miej­sko­ścią, przy­roda z prze­my­słem, las z hutą, kul­tura lesiocka z drob­no­miesz­czań­ską”, co potwier­dzam, ponie­waż sama pocho­dzę z tego mia­sta. Zespół two­rzą Anna i Roger Chru­ściel, Adam Kraw­czyk i Mariusz Dul. Pomimo krót­kiej dzia­łal­no­ści mogą już pochwa­lić się takimi osią­gnię­ciami jak udział w finale GO Rocka (ogól­no­pol­ski festi­wal dla mło­dych zespo­łów, Sta­lowa Wola) i otrzy­ma­niem naj­wyż­szej nagrody na XIX Festi­walu Muzyki Ludo­wej „Miko­łajki Fol­kowe” w Lubli­nie. O swo­ich inspi­ra­cjach i o muzyce folk opo­wie­dzieli mi Ania (woka­listka zespołu) i Roger (gra na lirze kor­bo­wej oraz cym­ba­łach rzeszowskich).

K: Witam Was.
A i R: Witamy. Cię.
K: Dzi­siaj roz­ma­wiam z Anią i Roge­rem, mogę powie­dzieć zało­ży­cie­lami, czy człon­kami zespołu Hawok?
A: Roger jest zało­ży­cie­lem.
R: Współ.
K: I oprócz Was grają jesz­cze…?
R: Mariusz – na per­ku­sji i na sam­ple­rze oraz Adam na klar­ne­cie i akor­de­onie. No i wła­śnie ja razem z Mariu­szem to zaczę­li­śmy.
K: Ale to nie jest Wasz pierw­szy pro­jekt?
A: Ani nasz, ani chło­pa­ków. Oni [Mariusz i Adam – przyp. K.S.] byli w Ziemi Kanaan. Grali reg­gae, czyli bar­dziej folk jamaj­ski. My z kolei byli­śmy w zespole Mbi Ye Nzapa. To był zespół..
R: …bęb­niar­ski.
A: Bęb­niar­ski, bębny afry­kań­skie, instru­menty z róż­nych zakąt­ków świata.
K: A teraz, zespół Hawok powstał w…
A: Na początku roku…
R:.. 2009.
K: Dawa­li­ście wcze­śniej kon­certy przed wystę­pem na GO Rocku?
A: [śmiech]
R: Nie. Występ na Go Rock, na kwa­li­fi­ka­cjach, to był nasz pierw­szy występ.
Drugi to był finał Go Rocka, trzeci na Miko­łaj­kach Fol­ko­wych, a czwarty to też Miko­łajki – finał.
K: No to super debiut! Gra­tu­luję Wam szcze­gól­nie GO Rocka, bo jako jedyny zespół fol­kowy dosta­li­ście się do finału. W sumie GO Rock z zało­że­nia ma być festi­wa­lem roc­ko­wym, spraw­dzi­łam całą listę zespo­łów, ponad 270, które się zgło­siły. Pra­wie wszyst­kie to tylko rock,  metal, znów rock, rock pro­gre­sywny, inne gatunki któ­rych nie znam…
A: …alter­na­tywne. Tak, a my byli­śmy egzo­tycz­nym akcen­tem na GO Rocku. [śmiech]
R: Po pro­stu nagra­li­śmy mate­riał i stwier­dzi­li­śmy, że gdzieś to musimy wysłać. Pierw­sza rzecz, naj­bli­żej,  Sta­lowa Wola, no to…
A: I udało się.
K: No i prze­szli­ście dalej.
A i R: No i prze­szli­śmy dalej.
A: Jury i publicz­ność jed­no­gło­śnie prze­pchnęła nas do finału, orga­ni­za­to­rzy mówili, że w tym roku bar­dziej sta­wiali na GO
R: … niż na Rock. [śmiech]
K: A może po pro­stu jest coś takiego, że łączy się muzyka roc­kowa z tą muzyką fol­kową. Znam wiele takich osób, które słu­chają metalu, cięż­kich melo­dii, ale rów­no­cze­śnie słu­chają folku.
A: Na pewno tak. Ludzie słu­chają róż­nej muzyki, są tacy, któ­rzy chcą słu­chać samego metalu albo samego rocka, popu, czy samego folku. Ale myślę, że to zależy też od doj­rza­ło­ści i gustu muzycz­nego. Bo jeżeli ktoś słu­cha i rocka, i folku, i jakichś tam róż­nych, innych gatun­ków, to po pro­stu widać, że jest doj­rzały i poszu­ku­jący. Bar­dzo czę­sto wła­śnie to, co jest w folku faj­nego, jest wyko­rzy­sty­wane w meta­lo­wej muzyce, czy w rocku. Np. rytmy, melo­die wygry­wane przez flety, przez melo­dyjne instru­menty. To brzmi faj­nie i cie­ka­wie.
R: Każdy lubi melo­die, nawet ktoś, kto słu­cha moc­nej muzyki. I jeśli to jest prze­ka­zane z  jakimś faj­nym pomy­słem i jakąś ener­gią, to wielu ludziom się to podoba.
A: Zresztą też jest taka ten­den­cja, że ogól­nie folk­lor i muzyka ludowa, koja­rzy się z… no… „wie­śniac­twem”…
R: …takim obraź­li­wym „wie­śniac­twem”, chał­turą…
A: … tak, bo tak to się nie­stety ludziom koja­rzy, tzn. naszym rodzi­com może bar­dziej, bo przez komunę to było wszystko… uni­żane. Muzyka ludowa przez różne akcje w latach PRL-u, przy­naj­mniej według naszej wie­dzy, była wpi­sy­wana w gor­szą kate­go­rię.
R: I wszystko było takie „obnu­cone”, wszystko zaczęli robić nutami. Muzykę spon­ta­niczną zaczęli  wkła­dać w nuty i orkie­stra wyko­ny­wała muzykę ludową, kie­dyś fajną i żywio­łową. To się tro­chę pomie­szało, nie?
A: To tak jak np. ktoś sły­szy Mazow­sze. Oni wyko­nują ludową muzykę, ale „chó­ral­nie”, ładnie, bez tra­dy­cyj­nej barwy głosu. Uwa­żam, że gdyby ktoś usły­szał ten sam utwór w wyko­na­niu babci na wsi, to wyszedłby o wiele cie­ka­wiej. Tacy mło­dzi ludzie jak my, zresztą nie tylko mło­dzi, ludzie, któ­rzy lubią i kochają naszą pol­ską kul­turę, pró­bują prze­my­cać w muzyce pol­ski folk­lor. Przy­naj­mniej my tak robimy. Folk jest dla mnie prze­two­rzoną muzyką ludową, sta­ramy się ją prze­my­cić razem z elek­tro­niką, żeby inni otwo­rzyli się na nią. Myślę, że kogoś, kto lubi beaty, sam­plery czy jakieś elek­tro­niczne gadżety muzyczne zain­try­guje dodana do nich ludowa nuta. Zoba­czy, że jest w tym coś cie­ka­wego, że ludowa muzyka to nie tylko bab­cie, które śpie­wają przy pło­cie, czy zespoły pie­śni i tańca. Cho­dzi o to, żeby prze­ka­zać tę ener­gię, która sie­dzi w utwo­rach ludo­wych w spo­sób nie­sza­blo­nowy.
K: Wy swoją muzykę nazwa­li­ście elek­tro­folk. Zasta­na­wiam się jakie cechy musi mieć muzyka,  żeby była folk, a nie jed­nak cał­kiem elek­tro. Bar­dziej cho­dzi o tek­sty? O melo­dyj­ność?
R:W zasa­dzie to o jedno i o dru­gie. Korzy­stamy raczej z tra­dy­cyj­nych tek­stów…
A:… czę­ściowo piszemy też swoje.
R: Melo­die też… Czę­ściowo wymy­ślamy sami, żeby to jakoś faj­nie brzmiało, a część powstaje na pod­sta­wie melo­dii ludo­wych, tra­dy­cyj­nych. Folk to wła­śnie instru­menty i melo­die, no i stroje, i to co mamy w gło­wie. Jeśli lira kor­bowa gra melo­dię, która przy­po­mina melo­dię ludową albo jest na pod­sta­wie melo­dii ludo­wej, no to robi już swój fol­kowy kli­mat. A elek­tro, to wia­domo. Mariusz używa padów i linia basów jest pusz­czona już elek­tro­nicz­nie, więc robimy  ją wcze­śniej, głów­nie Adam z Mariu­szem. W trak­cie gra­nia Mariusz też cza­sem dogrywa jakieś swoje dziwne dźwięki.
A: Bo folk zna­czy co innego niż folk­lor, prawda? Folk­lor to jest po pro­stu stricte tra­dy­cyjny strój, tra­dy­cyjna melo­dia, tra­dy­cyjny rytm, który jest w melo­dii.
R: Przy­kład naszych Laso­wia­ków. Niby też folk­lor, ale już taki bar­dziej poukła­dany, umiej­sco­wiony, dla ludzi z mia­sta, żeby sobie zoba­czyli jak to pięk­nie było na wsi.
A: A tak naprawdę to prze­cież tak nie było.
R: Wszy­scy wystro­jeni, nie­ważne, że te dziew­czyny mają wszyst­kie rodzaje stro­jów na sobie.  Dowie­dzie­li­śmy się, że hafty laso­wiac­kie na koszu­lach, a bar­dziej ich kolory, coś ozna­czały:   czer­wony to panienka, brą­zowy to kobieta zamężna, ale jesz­cze w miarę młoda, a czarne hafty to stare kobiety. Nato­miast nasze dziew­czyny wystę­pują we wszyst­kich kolo­rach, żeby poka­zać ludziom jakie to było barwne i piękne, nie bawią się w kon­krety. No i pano­wie, i panie grają z nut…
K: To się chyba nie zda­rzało na pol­skiej wsi. [śmiech]
A: No nie. [śmiech]
R: Praw­dziwy folk­lor to są ludzie. Ostat­nio np. zna­leź­li­śmy taką panią z Grę­bowa, chcemy do niej jechać. Jej mąż był muzy­kan­tem, grał, był też lut­ni­kiem, robił instru­menty. A ta pani z kolei malo­wała, pisała wier­sze, pio­senki ludowe. I to jest wła­śnie folk­lor żywy i praw­dziwy. Zespoły pie­śni i tańca to jest folk­lor prze­two­rzony dla ludzi z mia­sta.
A: Folk­lor jest inspi­ra­cją.
R: My się inspi­ru­jemy folk­lo­rem tra­dy­cyj­nym.
A: Ale włą­czamy tam swoje rytmy, włą­czamy swoje instru­men­ta­rium, włą­czamy wła­sne inter­pre­ta­cje.
R: Można robić prak­tycz­nie wszystko.
A: Tak, mie­sza się też z róż­nymi sty­lami. Myślę, że naj­wię­cej o defi­ni­cji folku jest na stro­nie Orkie­stry św. Miko­łaja, oni w zasa­dzie są jed­nymi z pre­kur­so­rów muzyki fol­ko­wej w Pol­sce.
K: Nie­dawno odbyły się „Miko­łajki Fol­kowe”, czyli naj­więk­sza, fol­kowa, mię­dzy­na­ro­dowa impreza w Pol­sce, na któ­rej dosta­li­ście naj­wyż­szą nagrodę. W uza­sad­nie­niu wyczy­ta­łam, że otrzy­ma­li­ście ją za inno­wa­cyj­ność, za twór­czość i za wyko­rzy­sta­nie sta­rego instru­men­ta­rium w nowej odsło­nie. Chcia­ła­bym Was o nie pod­py­tać. Czy wie­cie, ile macie instru­men­tów?
R: Pry­wat­nie? W domu?
K: Tak.
R: Kilka gitar, lira, cym­bały…
A: …skrzypce, flety.
R: Powiedzmy, że 10 spraw­nych, na któ­rych gramy, jest. [śmiech]
A: Mamy też pełno grze­cho­tek i instru­men­tów per­ku­syj­nych, bębny, tam­bu­ryn…
K: Jak kolek­cjo­nu­je­cie instru­menty?
A: Alle­gro!
R: Nie mamy prze­cież dużo z Alle­gro. Po cym­bały to poje­cha­li­śmy w oko­lice Leżaj­ska. Gdzie to było dokład­nie?
A: Bia­ło­brzegi. Do pana Woj­tyny.
R: Już Pogó­rze, więc tam jest dużo ludzi, któ­rzy grają…
A: …na cym­ba­łach rze­szow­skich…
R: …które tam są jesz­cze bar­dzo roz­po­wszech­nione. Nasze cym­bały nie były robione na zamó­wie­nie, ten pan po pro­stu cza­sami robi instru­menty. Nasze np. były zro­bione dwa lata przed tym, jak je kupi­li­śmy.
A: Poje­cha­li­śmy, miał aku­rat dwie pary do sprze­da­nia.
R: Jedne chciał sobie zosta­wić, bo musi na czymś grać, a dru­gie wzię­li­śmy my. Ten pan ma tam też basy tra­dy­cyjne i takie tam. A lirę kor­bową to też żeśmy zna­leźli…
A: Zna­leź­li­śmy infor­ma­cję w Inter­ne­cie, że jest ktoś taki jak Sta­ni­sław Wyży­kow­ski, który robi liry kor­bowe i wie­dzie­li­śmy, że robi je w miarę tanio i ponoć naj­trwa­lej.
R: Są pan­cerne. [śmiech]
K: Pamię­tam, że roz­ma­wia­li­śmy kie­dyś i mówi­li­ście, że ten pan usil­nie szuka następcy, bo nie chce, żeby ten fach się gdzieś zapo­dział.
A: Tak, tak dokład­nie.
R: Ten pan w ogóle jest nie­sa­mo­wity, otwarty, wielu ludzi nauczył już lut­nic­twa. Można by do niego jeź­dzić i być jego uczniem, tylko trzeba mieć jakieś tam swoje zdol­no­ści. Jemu zależy na tym, żeby to nie zgi­nęło, wszyst­kim się dzieli. Jak go pod­py­ty­wa­łem, co i jak…
A: …to nic nie ukry­wał.
R: Nie robi tajem­nic z niczego, mówi wszystko jak robi, można się go o wszystko dopy­tać.
A: Co się rzadko teraz zda­rza.
R: Jak tylko się zna temat i wie się o co cho­dzi, to można zro­bić wszystko, bo ten pan wytłu­ma­czy każdą jedną rzecz, nawet ile warstw lakieru, kiedy klej i jak kleić, i jak długo.
A: Nawet coś tam da za darmo jesz­cze.
R: To jest wspa­niałe, co ten pan robi. No, a reszta instru­men­tów to co? Powoli, powoli…
A: Po skle­pach, z domu…
R: Tu szwa­gier kupił Ani flet, bo wie­dział, że ona lubi, tu bębny z Gre­cji i z Włoch od zna­jo­mych. Gitary ze sklepu, jedna to jakaś nagroda, nawet chyba dla scholi [Ania i Roger dzia­łają w scholi mło­dzie­żo­wej przy klasz­to­rze – przyp. K.S.], tylko że się już roz­sy­pała. [śmiech]
K: A orien­tu­je­cie się, czy wielu jest takich wytwór­ców instru­men­tów w Pol­sce? Jak myśli­cie, czy ten fach nie zagi­nie?
R: Ja uwa­żam, że nie zagi­nie. Przy­kład liry kor­bo­wej – pan Wyży­kow­ski nauczył już wielu. Jeden chło­pak jest naj­bar­dziej znany, też z jego oko­lic, spod Brzo­zowa – Sta­ni­sław Nogaj. Ten gość jest młody i na pod­sta­wie tego, co pan Wyży­kow­ski wymy­ślił, tak tro­chę uno­wo­cze­śnia te instru­menty. Jego liry są bar­dzo prak­tyczne i nie­które mają nowo­cze­sne, cza­sem kosmiczne kształty. Można sobie sta­nąć z taką lirą na sce­nie razem z meta­lową kapelą i nie będzie się tak bar­dzo wyróż­niać od gitar elek­trycz­nych. Ale oczy­wi­ście to jest tylko jeden z jego uczniów, nie wiemy co się dzieje z resztą. Pan Wyży­kow­ski robi też cym­bały.
A: Zresztą, czego on nie robi! Zbu­do­wał kon­tra­bas takich roz­mia­rów, że żeby na nim zagrać, musiał wejść na sto­łek. [śmiech]
K: A cho­dziło mu o jakiś spe­cjalny dźwięk, czy tak sobie po pro­stu wyma­rzył, żeby mieć naj­więk­szy?
R: Nie, to jest nor­mal­nie wg roz­mia­rów stan­dar­do­wych, tylko że ten naj­więk­szy, skala 4:4. Tylko, że ze względu na niski wzrost, pan Wyży­kow­ski musiał poma­gać sobie sto­łecz­kiem.
A: Ale robi jesz­cze fajny instru­ment, który sam wymy­ślił – skrzyp­co­la­ski.
R: Nor­mal­nie można uży­wać tego jako laskę, którą można się pod­pie­rać…  Ale na górze jest gryf stro­jony, otwiera się pude­łeczko, w środku jest smy­czek, wszystko ele­gancko.
K:Geniusz !
A: Podobno naj­wię­cej sprze­daje ich do Włoch.
R: Poza tym, kiedy mie­li­śmy jesz­cze inny pro­jekt – Gra­nice, to wystą­pi­li­śmy na kon­kur­sie cym­ba­li­stów w Rze­szo­wie. Stwier­dzi­li­śmy, że jak mamy cym­bały, to poje­dziemy, cho­ciaż utwory były cał­ko­wi­cie nie z tego świata. [śmiech] Było tam mnó­stwo cym­ba­li­stów, więk­szość z woj. pod­kar­pac­kiego i byli też ludzie, któ­rzy cym­bały robią, więc myślę, że to nie zanik­nie. Sam chciał­bym się tym zająć.
K: A co cię powstrzy­muje?
R: Trzeba mieć swój warsz­tat, z mate­ria­łami nie byłoby pro­blemu, dla chcą­cego nic trud­nego. Wia­domo też, że przy­dałby się dobry wkład finan­sowy na począ­tek, żeby kupić porządne narzę­dzia, kon­kretne od razu, a nie uczyć się na sklejce, bo nic z tego nie wyj­dzie [Nie tak do końca – Roger zro­bił pierw­szą lirę kor­bową ze skrzynki po cytry­nach i dzia­łała! – przyp. K.S.].
K: Z tego co spraw­dza­łam, to w kon­kur­sie Miko­łaj­ko­wym brały udział młode zespoły, naj­czę­ściej z 2007/09 roku. Nie macie takiego wra­że­nia, że teraz nurt folku się bar­dziej roz­wija w Pol­sce? Jak myśli­cie, dla­czego ludzie chcą teraz słu­chać takiej muzyki?
A: Dla­tego, że… Taka jest moja teo­ria, może jest mylna, ale ja patrzę po swoim doświad­cze­niu, że ludzie, szcze­gól­nie mło­dzi, na nowo odkry­wają muzykę ludową, ale „sprze­daną” jako folk.  Nasi rodzice i star­sze poko­le­nie jest nasta­wione na „nie”. A mło­dzi ludzie szu­kają, w muzyce ludo­wej jest nie­sa­mo­wita ener­gia. Ja się zara­zi­łam tą ener­gią, zara­zi­łam się tą rado­ścią, melo­dyj­no­ścią. Ogól­nie muzyka ludowa jest cie­kawa, rów­nież pol­ska, bo tak naprawdę naj­wię­cej osób zaraża się muzyką ludową Irlan­dii. U nas też od tego zaczęła się fascy­na­cja. Tak w ogóle to słu­chało się metalu, rocka i nagle ktoś przy­niósł płytę zespołu pol­skiego Bore­ash…
R: …on już nie ist­nieje.
A: …wyko­nu­ją­cego folk irlandzki, nas to zain­te­re­so­wało, zaczę­li­śmy szu­kać. Tak zna­leź­li­śmy Kapelę ze Wsi War­szawa, Orkie­strę św. Miko­łaja, Żywio­łaka i wiele innych zespo­łów, a także Vil­lage Kol­lek­tive, któ­rzy łączą folk z elek­tro­niką. Tak się zaczęła fascy­na­cja. I ludzie też tak robią. Po pro­stu szu­kają, szu­kają, szu­kają i docie­rają do muzyki pol­skiej, muzyki tra­dy­cyj­nej, ludo­wej. Ale mło­dym ludziom trzeba ją „sprze­dać”. Ja pry­wat­nie wolę posłu­chać muzyki fol­ko­wej w wyko­na­niu KzWW, gdzie dodają wła­sne rytmy, wła­sne aran­ża­cje, cie­kawe instru­men­ta­rium, gdzie to wszystko jest owiane lekką nutą tajem­ni­czo­ści. Myślę, że ta muzyka staje się dla nie­któ­rych przy­stępna, gdy muzycy dodają cie­kawy instru­ment, rytm, np. raga.
R: Dodaje się rytmy, które są modne, dla­tego to będzie się podo­bać. Rytmy orien­talne – taniec brzu­cha tań­czy teraz pół świata…
A: Ludzie teraz lubią mie­szać różne style.
R: To jest  to co Tre­bu­nie Tutki zro­bili z Jamaj­czy­kami, o to cho­dzi, o mie­sza­nie.
Tre­bu­nie to był na początku tra­dy­cyjny zespół gra­jący tylko muzykę góral­ską. Ostat­nio nawet czy­ta­łem o nich i ktoś stwier­dził, że w tym przej­ściu od tra­dy­cyj­nej kapeli góral­skiej do tego, co robią teraz, tak naprawdę nic nie stra­cili z tej ludo­wo­ści, że to jest wciąż ten sam praw­dziwy prze­kaz, tylko na więk­szą skalę.
A: Przez takie mie­sza­nie sty­lów na kon­cert przyjdą ludzie słu­cha­jący np. i reg­gae, i folku. I w tym momen­cie ludzie się zara­żają, są zafa­scy­no­wani. I czło­wiek, który słu­chał tylko reg­gae zaczyna słu­chać muzyki góral­skiej, ludo­wej.
R: Ale też my jako zespół chcemy robić coś świe­żego, coś faj­nego, dobrze się przy tym bawić. Dla­tego mie­sza się style, żeby ludzie też to ode­brali jako coś nowego i cie­ka­wego.
K: Cały czas pod­kre­śla­cie, że jeste­ście ze Sta­lo­wej Woli i że to mia­sto ukształ­to­wało waszą muzykę.
R: To, co robimy, nie jest wtedy puste.
A: To jest takie nasze… opar­cie. Dla­czego mie­szamy w ten spo­sób? Bo wła­śnie Sta­lowa jest wymie­szana.
R: Mariusz ma tutaj swój duży udział, on długo myślał nad tym pro­jek­tem. To jemu takie pomie­sza­nie strasz­nie się spodo­bało i on był napę­dem wszyst­kiego. Jak tak sobie mówimy o róż­nych zespo­łach, inspi­ra­cjach, to zare­kla­mujmy może Pawła Gie­larka ze Sta­lo­wej Woli. Gdy zaczę­li­śmy brzę­czeć pierw­sze dźwięki, poszli­śmy do niego i roz­ma­wia­li­śmy o róż­nych dziw­nych brzmie­niach, któ­rych używa, jak on to robi, itd. Teraz Mariusz też z tego korzy­sta, na kom­pu­te­rze robi się całe brzmie­nie i linię melo­dyczną. Aku­rat za linie melo­dyczne w cało­ści odpo­wiada Adam, on ma do tego głowę, póź­niej Mariusz nad tym sie­dzi i robi brzmie­nia, i dodaje np. rże­nie konia albo gada­nie sta­rej baby gwarą.
A: Takie smaczki.
K: Czy ktoś z waszej czwórki ma wykształ­ce­nie muzyczne czy jeste­ście samo­ukami?
A: Tylko Adam, uczył się w szkole muzycz­nej na klar­ne­cie i akor­de­onie. A reszta samo­ucy.
K: Ty też, Aniu? Jesteś głów­nym woka­lem w zespole, nie uczy­łaś się nigdy śpiewu?
A: Też jestem samo­ukiem. Sta­ram się śpie­wać bia­łym gło­sem, ale raczej intu­icyj­nie. Nie wiem, czy robię to dobrze, więc będę chciała sko­rzy­stać z warsz­ta­tów bia­łego głosu, żeby cze­goś tam sobie nie popsuć. Jeśli cho­dzi o śpiew, to mam duże doświad­cze­nie tutaj w Sta­lo­wej Woli, gdzie dużo śpie­wam w kościele.
K: A ty Roger? Jaki był twój pierw­szy instru­ment, na któ­rym nauczy­łeś się grać?
R: Pierw­szy instru­ment to była gitara, a póź­niej per­ku­sja. A potem nie wiem na czym, na bęb­nach, na djem­bach…
A:… na basie. Roger jest w ogóle taki multi, bie­rze instru­ment, obczaja dźwięk i już jedzie. [śmiech]
K: A gra­cie z nut, czy tylko ze słu­chu?
R: Jeśli znaj­dziemy melo­dię w jakiejś książce, melo­dię ludową, to sta­ramy się według nut ją odtwo­rzyć.
A: Ważne jest to, że jeżeli już się­gamy do melo­dii jakiejś tra­dy­cyj­nej,  to dobrze, żeby ona była auten­tyczna, jak naj­mniej pozmie­niana. Mamy np. utwór „Kawa­le­rzy”, to jest utwór kur­piow­ski, w ory­gi­nale „Po cóż żeście kawa­le­rzy przy­śli?”, gdzie melo­dię zacho­wa­li­śmy tra­dy­cyjną, może za wyjąt­kiem 2–3 nut, które śpie­wamy troszkę ina­czej…
R:… i poza tym dodatki aran­ża­cyjne są nasze.
A: Dokład­nie. Ale sta­ramy się uczyć według nut. Ewen­tu­al­nie jeśli nie ma nut, to żeby melo­dię pod­słu­chać od jakiejś star­szej osoby, która zna ją dobrze.
R: No i chcemy się w ogóle nasta­wić teraz na to, bo oka­zuje się, że z tymi śpiew­ni­kami to jest róż­nie. Spi­sy­wali je pano­wie, któ­rzy się tym fascy­no­wali, ale różne są wer­sje nie­któ­rych pie­śni. Ktoś to wpi­sał w nuty i nie wia­domo, czy to jest tak naprawdę do końca wierne. Tek­sty też się róż­nią, gra­li­śmy na Miko­łaj­kach i ktoś nam zwró­cił uwagę, bo stwier­dził, że w ory­gi­nal­nym tek­ście ludo­wym jest jakaś róż­nica słów.  My mie­li­śmy w książce takie słowa, jakie Ania śpie­wała, ale ta osoba stwier­dziła, że w ory­gi­nal­nie są troszkę inne, są bar­dziej gwa­rowe.
K: Zresztą to jest tak, że z poko­le­nia na poko­le­nie te słowa się zmie­niają, prawda?
A: Tak, słowa, melo­die rów­nież…
R: Wła­śnie tak jest z nie­któ­rymi utwo­rami, które były roz­po­wszech­nione i śpie­wane w całej Pol­sce. I każdy wia­domo: troszkę ina­czej je grał, troszkę ina­czej śpie­wał, więc wszystko się poprze­krę­cało tro­chę. Dla­tego my chcemy jak naj­wię­cej wycią­gnąć.
A: Chcemy docie­rać do źródeł.
R: Nie jeste­śmy w tym pierwsi, to nie jest nic ory­gi­nal­nego.
A: Chcemy dotrzeć np. do pana Butryna, z któ­rym mamy kon­takt, to jest pan z Janowa Lubel­skiego, jest muzy­kiem, który wyko­nuje muzykę tra­dy­cyjną, ludową.
R: On się uczył od  star­szych ludo­wych muzy­ków, nie tylko melo­dii, ale i tech­niki gra­nia.
A: Dla­tego chcemy dotrzeć do niego, żeby uzy­skać melo­die, kon­kretne pie­śni, poroz­ma­wiać tro­chę o instru­men­tach, bo ten pan, co jest bar­dzo istotne, odtwo­rzył sukę bił­go­raj­ską.
R: Tak, aku­rat nazwał ją kocudzką, ogól­nie nazy­wana jest suką lubel­ską, ale to to samo. Instru­ment ten zagi­nął gdzieś w XIX w., a pan Butryn odtwo­rzył go z opi­sów i obrazu.
A: Podob­nie jak ktoś odtwo­rzył fidel płocką.
R: Fidel wyko­pali, ale i tak musieli odtwo­rzyć resztę bra­ku­jącą według rysun­ków.
K: Cie­kawe, czy ten dźwięk jest taki sam jak wtedy…
R: Tego się nie dowiemy. To zależy też jaki był strój strun, ilość strun jest odtwo­rzona, ale strój zro­biony jest domyśl­nie. Ale myślę, że cha­rak­ter jest zacho­wany.
A: Jeśli cho­dzi o instru­menty smycz­kowe, to mie­li­śmy też doświad­cze­nie skrzy­piec w naszym zespole, które skło­niło nas teraz do poszu­ki­wa­nia jakie­goś skrzy­pa­cza na stałe. Anna „Sarna” Pan­kow­ska zastą­piła ze skrzyp­cami Adama w finale GO Rocka, a póź­niej zagrała z nami pod­czas eli­mi­na­cji do Miko­łaj­ków Fol­ko­wych.
K: Koń­cząc chcia­łam Was pod­py­tać o naj­bliż­sze plany muzyczne i gdzie Was można usły­szeć?
A: Póki co, w Inter­ne­cie na stro­nie http://www.myspace.com/hawok
R: Zapla­no­wa­li­śmy zgła­szać się na razie do róż­nych festi­wali fol­ko­wych.
A: A kon­certy może bli­żej lata, bo musimy też tro­chę powięk­szyć reper­tuar kon­cer­towy. I z pla­nów to jesz­cze doro­bić się wła­snych koszul laso­wiac­kich, żeby rów­nież przez strój poka­zy­wać tutej­sze korze­nie, przy­naj­mniej ele­menty, takie mamy plany.
K: No to życzę, żeby te plany się zre­ali­zo­wały, dzię­kuję bar­dzo za roz­mowę.
A i R: My rów­nież dziękujemy.

Kategorie: muzyka, Tradycja

Przeczytaj koniecznie również:

2 komentarze do “Elektrofolk, czyli mieszanie źródeł i smaczków”

  1. emeryt napisał/a:

    POZOSTAJE TYLKO SIĘ CIESZYĆ , ŻE MŁODZI LUDZIE NIE ODCINAJĄ SIĘ OD KORZENI, MAJĄ SZACUNEK DLA LOKALNEJ KULTURY , A W DUSZY GRA IM TA SAMA MUZYKA CO ICH PRZODKOM , TYLKO
    W NOWOCZEŚNIEJSZEJ FORMIE. ŻYCZĘ IM POWODZENIA !


  2. Adrian napisał/a:

    inte­re­su­jacy temat — dzieki!


Napisz komentarz