Elektrofolk, czyli mieszanie źródeł i smaczków
Hawok to powstały w 2009 roku zespół wykonujący muzykę elektrofolk, jak sami opisują swój styl. Projekt zrodził się w Stalowej Woli, „gdzie wiejskość od zawsze przenika się z miejskością, przyroda z przemysłem, las z hutą, kultura lesiocka z drobnomieszczańską”, co potwierdzam, ponieważ sama pochodzę z tego miasta. Zespół tworzą Anna i Roger Chruściel, Adam Krawczyk i Mariusz Dul. Pomimo krótkiej działalności mogą już pochwalić się takimi osiągnięciami jak udział w finale GO Rocka (ogólnopolski festiwal dla młodych zespołów, Stalowa Wola) i otrzymaniem najwyższej nagrody na XIX Festiwalu Muzyki Ludowej „Mikołajki Folkowe” w Lublinie. O swoich inspiracjach i o muzyce folk opowiedzieli mi Ania (wokalistka zespołu) i Roger (gra na lirze korbowej oraz cymbałach rzeszowskich).
K: Witam Was.
A i R: Witamy. Cię.
K: Dzisiaj rozmawiam z Anią i Rogerem, mogę powiedzieć założycielami, czy członkami zespołu Hawok?
A: Roger jest założycielem.
R: Współ.
K: I oprócz Was grają jeszcze…?
R: Mariusz – na perkusji i na samplerze oraz Adam na klarnecie i akordeonie. No i właśnie ja razem z Mariuszem to zaczęliśmy.
K: Ale to nie jest Wasz pierwszy projekt?
A: Ani nasz, ani chłopaków. Oni [Mariusz i Adam – przyp. K.S.] byli w Ziemi Kanaan. Grali reggae, czyli bardziej folk jamajski. My z kolei byliśmy w zespole Mbi Ye Nzapa. To był zespół..
R: …bębniarski.
A: Bębniarski, bębny afrykańskie, instrumenty z różnych zakątków świata.
K: A teraz, zespół Hawok powstał w…
A: Na początku roku…
R:.. 2009.
K: Dawaliście wcześniej koncerty przed występem na GO Rocku?
A: [śmiech]
R: Nie. Występ na Go Rock, na kwalifikacjach, to był nasz pierwszy występ.
Drugi to był finał Go Rocka, trzeci na Mikołajkach Folkowych, a czwarty to też Mikołajki – finał.
K: No to super debiut! Gratuluję Wam szczególnie GO Rocka, bo jako jedyny zespół folkowy dostaliście się do finału. W sumie GO Rock z założenia ma być festiwalem rockowym, sprawdziłam całą listę zespołów, ponad 270, które się zgłosiły. Prawie wszystkie to tylko rock, metal, znów rock, rock progresywny, inne gatunki których nie znam…
A: …alternatywne. Tak, a my byliśmy egzotycznym akcentem na GO Rocku. [śmiech]
R: Po prostu nagraliśmy materiał i stwierdziliśmy, że gdzieś to musimy wysłać. Pierwsza rzecz, najbliżej, Stalowa Wola, no to…
A: I udało się.
K: No i przeszliście dalej.
A i R: No i przeszliśmy dalej.
A: Jury i publiczność jednogłośnie przepchnęła nas do finału, organizatorzy mówili, że w tym roku bardziej stawiali na GO…
R: … niż na Rock. [śmiech]
K: A może po prostu jest coś takiego, że łączy się muzyka rockowa z tą muzyką folkową. Znam wiele takich osób, które słuchają metalu, ciężkich melodii, ale równocześnie słuchają folku.
A: Na pewno tak. Ludzie słuchają różnej muzyki, są tacy, którzy chcą słuchać samego metalu albo samego rocka, popu, czy samego folku. Ale myślę, że to zależy też od dojrzałości i gustu muzycznego. Bo jeżeli ktoś słucha i rocka, i folku, i jakichś tam różnych, innych gatunków, to po prostu widać, że jest dojrzały i poszukujący. Bardzo często właśnie to, co jest w folku fajnego, jest wykorzystywane w metalowej muzyce, czy w rocku. Np. rytmy, melodie wygrywane przez flety, przez melodyjne instrumenty. To brzmi fajnie i ciekawie.
R: Każdy lubi melodie, nawet ktoś, kto słucha mocnej muzyki. I jeśli to jest przekazane z jakimś fajnym pomysłem i jakąś energią, to wielu ludziom się to podoba.
A: Zresztą też jest taka tendencja, że ogólnie folklor i muzyka ludowa, kojarzy się z… no… „wieśniactwem”…
R: …takim obraźliwym „wieśniactwem”, chałturą…
A: … tak, bo tak to się niestety ludziom kojarzy, tzn. naszym rodzicom może bardziej, bo przez komunę to było wszystko… uniżane. Muzyka ludowa przez różne akcje w latach PRL-u, przynajmniej według naszej wiedzy, była wpisywana w gorszą kategorię.
R: I wszystko było takie „obnucone”, wszystko zaczęli robić nutami. Muzykę spontaniczną zaczęli wkładać w nuty i orkiestra wykonywała muzykę ludową, kiedyś fajną i żywiołową. To się trochę pomieszało, nie?
A: To tak jak np. ktoś słyszy Mazowsze. Oni wykonują ludową muzykę, ale „chóralnie”, ładnie, bez tradycyjnej barwy głosu. Uważam, że gdyby ktoś usłyszał ten sam utwór w wykonaniu babci na wsi, to wyszedłby o wiele ciekawiej. Tacy młodzi ludzie jak my, zresztą nie tylko młodzi, ludzie, którzy lubią i kochają naszą polską kulturę, próbują przemycać w muzyce polski folklor. Przynajmniej my tak robimy. Folk jest dla mnie przetworzoną muzyką ludową, staramy się ją przemycić razem z elektroniką, żeby inni otworzyli się na nią. Myślę, że kogoś, kto lubi beaty, samplery czy jakieś elektroniczne gadżety muzyczne zaintryguje dodana do nich ludowa nuta. Zobaczy, że jest w tym coś ciekawego, że ludowa muzyka to nie tylko babcie, które śpiewają przy płocie, czy zespoły pieśni i tańca. Chodzi o to, żeby przekazać tę energię, która siedzi w utworach ludowych w sposób nieszablonowy.
K: Wy swoją muzykę nazwaliście elektrofolk. Zastanawiam się jakie cechy musi mieć muzyka, żeby była folk, a nie jednak całkiem elektro. Bardziej chodzi o teksty? O melodyjność?
R:W zasadzie to o jedno i o drugie. Korzystamy raczej z tradycyjnych tekstów…
A:… częściowo piszemy też swoje.
R: Melodie też… Częściowo wymyślamy sami, żeby to jakoś fajnie brzmiało, a część powstaje na podstawie melodii ludowych, tradycyjnych. Folk to właśnie instrumenty i melodie, no i stroje, i to co mamy w głowie. Jeśli lira korbowa gra melodię, która przypomina melodię ludową albo jest na podstawie melodii ludowej, no to robi już swój folkowy klimat. A elektro, to wiadomo. Mariusz używa padów i linia basów jest puszczona już elektronicznie, więc robimy ją wcześniej, głównie Adam z Mariuszem. W trakcie grania Mariusz też czasem dogrywa jakieś swoje dziwne dźwięki.
A: Bo folk znaczy co innego niż folklor, prawda? Folklor to jest po prostu stricte tradycyjny strój, tradycyjna melodia, tradycyjny rytm, który jest w melodii.
R: Przykład naszych Lasowiaków. Niby też folklor, ale już taki bardziej poukładany, umiejscowiony, dla ludzi z miasta, żeby sobie zobaczyli jak to pięknie było na wsi.
A: A tak naprawdę to przecież tak nie było.
R: Wszyscy wystrojeni, nieważne, że te dziewczyny mają wszystkie rodzaje strojów na sobie. Dowiedzieliśmy się, że hafty lasowiackie na koszulach, a bardziej ich kolory, coś oznaczały: czerwony to panienka, brązowy to kobieta zamężna, ale jeszcze w miarę młoda, a czarne hafty to stare kobiety. Natomiast nasze dziewczyny występują we wszystkich kolorach, żeby pokazać ludziom jakie to było barwne i piękne, nie bawią się w konkrety. No i panowie, i panie grają z nut…
K: To się chyba nie zdarzało na polskiej wsi. [śmiech]
A: No nie. [śmiech]
R: Prawdziwy folklor to są ludzie. Ostatnio np. znaleźliśmy taką panią z Grębowa, chcemy do niej jechać. Jej mąż był muzykantem, grał, był też lutnikiem, robił instrumenty. A ta pani z kolei malowała, pisała wiersze, piosenki ludowe. I to jest właśnie folklor żywy i prawdziwy. Zespoły pieśni i tańca to jest folklor przetworzony dla ludzi z miasta.
A: Folklor jest inspiracją.
R: My się inspirujemy folklorem tradycyjnym.
A: Ale włączamy tam swoje rytmy, włączamy swoje instrumentarium, włączamy własne interpretacje.
R: Można robić praktycznie wszystko.
A: Tak, miesza się też z różnymi stylami. Myślę, że najwięcej o definicji folku jest na stronie Orkiestry św. Mikołaja, oni w zasadzie są jednymi z
prekursorów muzyki folkowej w Polsce.
K: Niedawno odbyły się „Mikołajki Folkowe”, czyli największa, folkowa, międzynarodowa impreza w Polsce, na której dostaliście najwyższą nagrodę. W uzasadnieniu wyczytałam, że otrzymaliście ją za innowacyjność, za twórczość i za wykorzystanie starego instrumentarium w nowej odsłonie. Chciałabym Was o nie podpytać. Czy wiecie, ile macie instrumentów?
R: Prywatnie? W domu?
K: Tak.
R: Kilka gitar, lira, cymbały…
A: …skrzypce, flety.
R: Powiedzmy, że 10 sprawnych, na których gramy, jest. [śmiech]
A: Mamy też pełno grzechotek i instrumentów perkusyjnych, bębny, tamburyn…
K: Jak kolekcjonujecie instrumenty?
A: Allegro!
R: Nie mamy przecież dużo z Allegro. Po cymbały to pojechaliśmy w okolice Leżajska. Gdzie to było dokładnie?
A: Białobrzegi. Do pana Wojtyny.
R: Już Pogórze, więc tam jest dużo ludzi, którzy grają…
A: …na cymbałach rzeszowskich…
R: …które tam są jeszcze bardzo rozpowszechnione. Nasze cymbały nie były robione na zamówienie, ten pan po prostu czasami robi instrumenty. Nasze np. były zrobione dwa lata przed tym, jak je kupiliśmy.
A: Pojechaliśmy, miał akurat dwie pary do sprzedania.
R: Jedne chciał sobie zostawić, bo musi na czymś grać, a drugie wzięliśmy my. Ten pan ma tam też basy tradycyjne i takie tam. A lirę korbową to też żeśmy znaleźli…
A: Znaleźliśmy informację w Internecie, że jest ktoś taki jak Stanisław Wyżykowski, który robi liry korbowe i wiedzieliśmy, że robi je w miarę tanio i ponoć najtrwalej.
R: Są pancerne. [śmiech]
K: Pamiętam, że rozmawialiśmy kiedyś i mówiliście, że ten pan usilnie szuka następcy, bo nie chce, żeby ten fach się gdzieś zapodział.
A: Tak, tak dokładnie.
R: Ten pan w ogóle jest niesamowity, otwarty, wielu ludzi nauczył już lutnictwa. Można by do niego jeździć i być jego uczniem, tylko trzeba mieć jakieś tam swoje zdolności. Jemu zależy na tym, żeby to nie zginęło, wszystkim się dzieli. Jak go podpytywałem, co i jak…
A: …to nic nie ukrywał.
R: Nie robi tajemnic z niczego, mówi wszystko jak robi, można się go o wszystko dopytać.
A: Co się rzadko teraz zdarza.
R: Jak tylko się zna temat i wie się o co chodzi, to można zrobić wszystko, bo ten pan wytłumaczy każdą jedną rzecz, nawet ile warstw lakieru, kiedy klej i jak kleić, i jak długo.
A: Nawet coś tam da za darmo jeszcze.
R: To jest wspaniałe, co ten pan robi. No, a reszta instrumentów to co? Powoli, powoli…
A: Po sklepach, z domu…
R: Tu szwagier kupił Ani flet, bo wiedział, że ona lubi, tu bębny z Grecji i z Włoch od znajomych. Gitary ze sklepu, jedna to jakaś nagroda, nawet chyba dla scholi [Ania i Roger działają w scholi młodzieżowej przy klasztorze – przyp. K.S.], tylko że się już rozsypała. [śmiech]
K: A orientujecie się, czy wielu jest takich wytwórców instrumentów w Polsce? Jak myślicie, czy ten fach nie zaginie?
R: Ja uważam, że nie zaginie. Przykład liry korbowej – pan Wyżykowski nauczył już wielu. Jeden chłopak jest najbardziej znany, też z jego okolic, spod Brzozowa – Stanisław Nogaj. Ten gość jest młody i na podstawie tego, co pan Wyżykowski wymyślił, tak trochę unowocześnia te instrumenty. Jego liry są bardzo praktyczne i niektóre mają nowoczesne, czasem kosmiczne kształty. Można sobie stanąć z taką lirą na scenie razem z metalową kapelą i nie będzie się tak bardzo wyróżniać od gitar elektrycznych. Ale oczywiście to jest tylko jeden z jego uczniów, nie wiemy co się dzieje z resztą. Pan Wyżykowski robi też cymbały.
A: Zresztą, czego on nie robi! Zbudował kontrabas takich rozmiarów, że żeby na nim zagrać, musiał wejść na stołek. [śmiech]
K: A chodziło mu o jakiś specjalny dźwięk, czy tak sobie po prostu wymarzył, żeby mieć największy?
R: Nie, to jest normalnie wg rozmiarów standardowych, tylko że ten największy, skala 4:4. Tylko, że ze względu na niski wzrost, pan Wyżykowski musiał pomagać sobie stołeczkiem.
A: Ale robi jeszcze fajny instrument, który sam wymyślił – skrzypcolaski.
R: Normalnie można używać tego jako laskę, którą można się podpierać… Ale na górze jest gryf strojony, otwiera się pudełeczko, w środku jest smyczek, wszystko elegancko.
K:Geniusz !
A: Podobno najwięcej sprzedaje ich do Włoch.
R: Poza tym, kiedy mieliśmy jeszcze inny projekt – Granice, to wystąpiliśmy na konkursie cymbalistów w Rzeszowie. Stwierdziliśmy, że jak mamy cymbały, to pojedziemy, chociaż utwory były całkowicie nie z tego świata. [śmiech] Było tam mnóstwo cymbalistów, większość z woj. podkarpackiego i byli też ludzie, którzy cymbały robią, więc myślę, że to nie zaniknie. Sam chciałbym się tym zająć.
K: A co cię powstrzymuje?
R: Trzeba mieć swój warsztat, z materiałami nie byłoby problemu, dla chcącego nic trudnego. Wiadomo też, że przydałby się dobry wkład finansowy na początek, żeby kupić porządne narzędzia, konkretne od razu, a nie uczyć się na sklejce, bo nic z tego nie wyjdzie [Nie tak do końca – Roger zrobił pierwszą lirę korbową ze skrzynki po cytrynach i działała! – przyp. K.S.].
K: Z tego co sprawdzałam, to w konkursie Mikołajkowym brały udział młode zespoły, najczęściej z 2007/09 roku. Nie macie takiego wrażenia, że teraz nurt folku się bardziej rozwija w Polsce? Jak myślicie, dlaczego ludzie chcą teraz słuchać takiej muzyki?
A: Dlatego, że… Taka jest moja teoria, może jest mylna, ale ja patrzę po swoim doświadczeniu, że ludzie, szczególnie młodzi, na nowo odkrywają muzykę ludową, ale „sprzedaną” jako folk. Nasi rodzice i starsze pokolenie jest nastawione na „nie”. A młodzi ludzie szukają, w muzyce ludowej jest niesamowita energia. Ja się zaraziłam tą energią, zaraziłam się tą radością, melodyjnością. Ogólnie muzyka ludowa jest ciekawa, również polska, bo tak naprawdę najwięcej osób zaraża się muzyką ludową Irlandii. U nas też od tego zaczęła się fascynacja. Tak w ogóle to słuchało się metalu, rocka i nagle ktoś przyniósł płytę zespołu polskiego Boreash…
R: …on już nie istnieje.
A: …wykonującego folk irlandzki, nas to zainteresowało, zaczęliśmy szukać. Tak znaleźliśmy Kapelę ze Wsi Warszawa, Orkiestrę św. Mikołaja, Żywiołaka i wiele innych zespołów, a także Village Kollektive, którzy łączą folk z elektroniką. Tak się zaczęła fascynacja. I ludzie też tak robią. Po prostu szukają, szukają, szukają i docierają do muzyki polskiej, muzyki tradycyjnej, ludowej. Ale młodym ludziom trzeba ją „sprzedać”. Ja prywatnie wolę posłuchać muzyki folkowej w wykonaniu KzWW, gdzie dodają własne rytmy, własne aranżacje, ciekawe instrumentarium, gdzie to wszystko jest owiane lekką nutą tajemniczości. Myślę, że ta muzyka staje się dla niektórych przystępna, gdy muzycy dodają ciekawy instrument, rytm, np. raga.
R: Dodaje się rytmy, które są modne, dlatego to będzie się podobać. Rytmy orientalne – taniec brzucha tańczy teraz pół świata…
A: Ludzie teraz lubią mieszać różne style.
R: To jest to co Trebunie Tutki zrobili z Jamajczykami, o to chodzi, o mieszanie.
Trebunie to był na początku tradycyjny zespół grający tylko muzykę góralską. Ostatnio nawet czytałem o nich i ktoś stwierdził, że w tym przejściu od tradycyjnej kapeli góralskiej do tego, co robią teraz, tak naprawdę nic nie stracili z tej ludowości, że to jest wciąż ten sam prawdziwy przekaz, tylko na większą skalę.
A: Przez takie mieszanie stylów na koncert przyjdą ludzie słuchający np. i reggae, i folku. I w tym momencie ludzie się zarażają, są zafascynowani. I człowiek, który słuchał tylko reggae zaczyna słuchać muzyki góralskiej, ludowej.
R: Ale też my jako zespół chcemy robić coś świeżego, coś fajnego, dobrze się przy tym bawić. Dlatego miesza się style, żeby ludzie też to odebrali jako coś nowego i ciekawego.
K: Cały czas podkreślacie, że jesteście ze Stalowej Woli i że to miasto ukształtowało waszą muzykę.
R: To, co robimy, nie jest wtedy puste.
A: To jest takie nasze… oparcie. Dlaczego mieszamy w ten sposób? Bo właśnie Stalowa jest wymieszana.
R: Mariusz ma tutaj swój duży udział, on długo myślał nad tym projektem. To jemu takie pomieszanie strasznie się spodobało i on był napędem wszystkiego. Jak tak sobie mówimy o różnych zespołach, inspiracjach, to zareklamujmy może Pawła Gielarka ze Stalowej Woli. Gdy zaczęliśmy brzęczeć pierwsze dźwięki, poszliśmy do niego i rozmawialiśmy o różnych dziwnych brzmieniach, których używa, jak on to robi, itd. Teraz Mariusz też z tego korzysta, na komputerze robi się całe brzmienie i linię melodyczną. Akurat za linie melodyczne w całości odpowiada Adam, on ma do tego głowę, później Mariusz nad tym siedzi i robi brzmienia, i dodaje np. rżenie konia albo gadanie starej baby gwarą.
A: Takie smaczki.
K: Czy ktoś z waszej czwórki ma wykształcenie muzyczne czy jesteście samoukami?
A: Tylko Adam, uczył się w szkole muzycznej na klarnecie i akordeonie. A reszta samoucy.
K: Ty też, Aniu? Jesteś głównym wokalem w zespole, nie uczyłaś się nigdy śpiewu?
A: Też jestem samoukiem. Staram się śpiewać białym głosem, ale raczej intuicyjnie. Nie wiem, czy robię to dobrze, więc będę chciała skorzystać z warsztatów białego głosu, żeby czegoś tam sobie nie popsuć. Jeśli chodzi o śpiew, to mam duże doświadczenie tutaj w Stalowej Woli, gdzie dużo śpiewam w kościele.
K: A ty Roger? Jaki był twój pierwszy instrument, na którym nauczyłeś się grać?
R: Pierwszy instrument to była gitara, a później perkusja. A potem nie wiem na czym, na bębnach, na djembach…
A:… na basie. Roger jest w ogóle taki multi, bierze instrument, obczaja dźwięk i już jedzie. [śmiech]
K: A gracie z nut, czy tylko ze słuchu?
R: Jeśli znajdziemy melodię w jakiejś książce, melodię ludową, to staramy się według nut ją odtworzyć.
A: Ważne jest to, że jeżeli już sięgamy do melodii jakiejś tradycyjnej, to dobrze, żeby ona była autentyczna, jak najmniej pozmieniana. Mamy np. utwór „Kawalerzy”, to jest utwór kurpiowski, w oryginale „Po cóż żeście kawalerzy przyśli?”, gdzie melodię zachowaliśmy tradycyjną, może za wyjątkiem 2–3 nut, które śpiewamy troszkę inaczej…
R:… i poza tym dodatki aranżacyjne są nasze.
A: Dokładnie. Ale staramy się uczyć według nut. Ewentualnie jeśli nie ma nut, to żeby melodię podsłuchać od jakiejś starszej osoby, która zna ją dobrze.
R: No i chcemy się w ogóle nastawić teraz na to, bo okazuje się, że z tymi śpiewnikami to jest różnie. Spisywali je panowie, którzy się tym fascynowali, ale różne są wersje niektórych pieśni. Ktoś to wpisał w nuty i nie wiadomo, czy to jest tak naprawdę do końca wierne. Teksty też się różnią, graliśmy na Mikołajkach i ktoś nam zwrócił uwagę, bo stwierdził, że w oryginalnym tekście ludowym jest jakaś różnica słów. My mieliśmy w książce takie słowa, jakie Ania śpiewała, ale ta osoba stwierdziła, że w oryginalnie są troszkę inne, są bardziej gwarowe.
K: Zresztą to jest tak, że z pokolenia na pokolenie te słowa się zmieniają, prawda?
A: Tak, słowa, melodie również…
R: Właśnie tak jest z niektórymi utworami, które były rozpowszechnione i śpiewane w całej Polsce. I każdy wiadomo: troszkę inaczej je grał, troszkę inaczej śpiewał, więc wszystko się poprzekręcało trochę. Dlatego my chcemy jak najwięcej wyciągnąć.
A: Chcemy docierać do źródeł.
R: Nie jesteśmy w tym pierwsi, to nie jest nic oryginalnego.
A: Chcemy dotrzeć np. do pana Butryna, z którym mamy kontakt, to jest pan z Janowa Lubelskiego, jest muzykiem, który wykonuje muzykę tradycyjną, ludową.
R: On się uczył od starszych ludowych muzyków, nie tylko melodii, ale i techniki grania.
A: Dlatego chcemy dotrzeć do niego, żeby uzyskać melodie, konkretne pieśni, porozmawiać trochę o instrumentach, bo ten pan, co jest bardzo istotne, odtworzył sukę biłgorajską.
R: Tak, akurat nazwał ją kocudzką, ogólnie nazywana jest suką lubelską, ale to to samo. Instrument ten zaginął gdzieś w XIX w., a pan Butryn odtworzył go z opisów i obrazu.
A: Podobnie jak ktoś odtworzył fidel płocką.
R: Fidel wykopali, ale i tak musieli odtworzyć resztę brakującą według rysunków.
K: Ciekawe, czy ten dźwięk jest taki sam jak wtedy…
R: Tego się nie dowiemy. To zależy też jaki był strój strun, ilość strun jest odtworzona, ale strój zrobiony jest domyślnie. Ale myślę, że charakter jest zachowany.
A: Jeśli chodzi o instrumenty smyczkowe, to mieliśmy też doświadczenie skrzypiec w naszym zespole, które skłoniło nas teraz do poszukiwania jakiegoś skrzypacza na stałe. Anna „Sarna” Pankowska zastąpiła ze skrzypcami Adama w finale GO Rocka, a później zagrała z nami podczas eliminacji do Mikołajków Folkowych.
K: Kończąc chciałam Was podpytać o najbliższe plany muzyczne i gdzie Was można usłyszeć?
A: Póki co, w Internecie na stronie http://www.myspace.com/hawok
R: Zaplanowaliśmy zgłaszać się na razie do różnych festiwali folkowych.
A: A koncerty może bliżej lata, bo musimy też trochę powiększyć repertuar koncertowy. I z planów to jeszcze dorobić się własnych koszul lasowiackich, żeby również przez strój pokazywać tutejsze korzenie, przynajmniej elementy, takie mamy plany.
K: No to życzę, żeby te plany się zrealizowały, dziękuję bardzo za rozmowę.
A i R: My również dziękujemy.









28 lutego 2010 o godz. 12:02
POZOSTAJE TYLKO SIĘ CIESZYĆ , ŻE MŁODZI LUDZIE NIE ODCINAJĄ SIĘ OD KORZENI, MAJĄ SZACUNEK DLA LOKALNEJ KULTURY , A W DUSZY GRA IM TA SAMA MUZYKA CO ICH PRZODKOM , TYLKO
W NOWOCZEŚNIEJSZEJ FORMIE. ŻYCZĘ IM POWODZENIA !
28 lutego 2011 o godz. 13:39
interesujacy temat — dzieki!