Beta

Bądź na bieżąco - RSS

Tajemnice Druzów — białe brody, pomarańczowe ciastka i opowieści o kosmicznym Umyśle

4 marca 2010 |

Foto­gra­fie mędr­ców ‘uqqāl i kolory Dru­zow, fot. K. Marcinkowska

Zie­lony, złoty i czer­wony: barwy pach­nące spo­koj­nym reg­gae i słoń­cem Etio­pii. Mocne, inten­sywne, życio­dajne. Mie­wają zaska­ku­jące wcie­le­nia – jak w przy­padku poma­rań­czo­wego, słod­kiego ciastka knafe. Ale bywają też pokrze­pia­jące, szcze­gól­nie gdy pora­nek desz­czowy, mgli­sty. Wtedy można go spę­dzić z kolo­rami w gło­wie, w przy­tul­nej cukierni znaj­du­ją­cej się gdzieś w górach Kar­mel, na połu­dnio­wym wscho­dzie od mia­sta Haifa.

Nie­bie­ski, głę­boki jak morze, jak niebo bez­kre­sne, jak tuare­ski szal towa­rzy­szący mi zawsze w moich podró­żach. Chroni twa­rze wędrow­ców przed pia­skiem i złym spoj­rze­niem, a mnie być może przed odna­le­zie­niem się w sza­ro­ści. Jesz­cze biały, kolor naj­wyż­szej cnoty, czy­sto­ści duszy i ciała. I dłu­giej brody uśmiech­nię­tego starca ze zdję­cia wiszą­cego nad barem, pod­pi­sa­nego: „Welcome to the Druze vil­lage, Daliat El Carmel”.

I tak, w jed­nej z wielu cukierni w tym małym mia­steczku przy­tu­lo­nym rów­no­cze­śnie do gór i szosy, w opa­rach szi­szy i z boskim, nie­po­wta­rzal­nym sma­kiem knafe w gębie, roz­my­ślam sobie o kolo­rach i tajem­ni­cach Dru­zów. Te pięć kolo­rów zdobi ich flagę i pię­cio­ra­mienną gwiazdę – sym­bol reli­gii i dzie­dzic­twa kul­tu­ro­wego tej grupy narodowo-religijnej.

Barwy, smaki, kli­maty pobu­dza­jące do wiecz­nie powra­ca­ją­cych w mojej gło­wie pytań zwią­za­nych z Izra­elem — kra­jem, który wie­lo­ścią swo­ich zaga­dek, para­dok­sów i sprzecz­no­ści przy­ciąga mnie już kolejny raz.

Dru­zyj­ska dusza a masowy popyt na ogól­no­świa­towe pamiątki

Pięć barw sym­bo­li­zu­ją­cych pod­sta­wowe zasady moralne oraz pro­fe­tów reli­gii Dru­zów, to na pierw­szy rzut oka jedyne auten­tyczne odzwier­cie­dle­nie tego, co można zoba­czyć w wio­skach zamiesz­ka­nych przez tą spo­łecz­ność. Mówi się o wio­skach i do wio­sek podą­żają też tłum­nie wyciecz­ko­wi­cze izra­el­scy i inni cie­kaw­scy /do któ­rych ja się też zaliczam/ marzący o odsło­nię­ciu cho­ciażby rąbka tajem­nicy z życia owia­nych legendą Druzów.

Jedna z nie­praw­do­po­dob­nych cukierni dru­zyj­skich w Daliat El Car­mel, fot. K. Marcinkowska

Do Daliat El Car­mel oraz pobli­skiej Isfiya można z łatwo­ścią doje­chać jed­nym z wielu sza­lo­nych busików-szerutów z Haify. Ciężko sobie teraz wyobra­zić, że około 400 lat temu, w okre­sie osie­dle­nia się Dru­zów przy­by­łych tu z pół­noc­nej Syrii, wzgó­rza Golan były  nie­za­miesz­kałe, dzi­kie, wessane przez góry.

Osady te nie mają wiele wspól­nego z wio­skami: Daliat El Car­mel to ciąg skle­pi­ków z pamiąt­kami i kawia­re­nek umiesz­czo­nych wzdłuż szosy głów­nej, w pięk­nym — choć stłam­szo­nym nieco przez wszech­obecny har­mi­der i tan­detę — kra­jo­bra­zie gór­skim. A mię­dzy sza­licz­kami, obraz­kami i naszyj­ni­kami, pocho­dzą­cymi chyba z każ­dego zakątka globu tylko nie z samego Daliat, miga biel bród dru­zyj­skich sprzedawców.

W samym Izra­elu Dru­zo­wie sta­no­wią jedną z wielu mniej­szo­ści wyzna­nio­wych i etnicz­nych -  liczy sobie ona około 110 tysięcy człon­ków zamiesz­ku­ją­cych przede wszyst­kim w pół­noc­nej czę­ści Izra­ela, na tere­nach pro­win­cji gali­lej­skiej i wzgó­rzach Golan.

Sami Dru­zo­wie nie uwa­żają się za muzuł­ma­nów, mimo tego, iż ich reli­gia wyro­sła około tysiąca lat temu z egip­skiego isma’ilizmu. Wolą okre­ślać się mia­nem Muwa­hid­dun, czyli wyznaw­ców „reli­gii jedy­no­ści Boga” – ina­czej uni­ta­ria­ni­zmu. Przez wieki orto­dok­syjni muzuł­ma­nie uzna­wali Dru­zów za here­ty­ków – w ich wie­rze widzieli wię­cej wpły­wów chrze­ści­jań­stwa, gno­sty­cy­zmu, zoro­astry­zmu i neo­pla­to­ni­zmu, niż islamu. Choć to wła­śnie zapo­ży­czona z islamu szy­ic­kiego zasada taqiyyi – skry­wa­nia wła­snej reli­gii, jest bodaj naj­bar­dziej cha­rak­te­ry­stycz­nym rysem ich wiary.

Na uli­cach i w knaj­pach oraz oczy­wi­ście w licz­nych skle­pi­kach z pamiąt­kami usi­ło­wa­łam zaga­dać z siwo­bro­dymi, wąsa­tymi panami w bia­łych tur­ba­nach. Odpo­wia­dano mi uśmie­cha­jąc się cza­ru­jąco, że pod­stawą reli­gii Dru­zów jest jej Tajem­ni­czość – tyle powinno mnie zado­wo­lić. I powra­cano do zachwa­la­nia „tra­dy­cyj­nych” fajek z Tur­cji, wypla­ta­nych ręcz­nie dywa­ni­ków z Radża­stanu i pla­sti­ko­wych wiel­błą­dów „made in China”, przy­pi­na­jąc im na chy­bił tra­fił ety­kietkę: „druzyjskie”.

Nie dałam się ogłu­pić – poszu­ki­wa­łam dalej. Za główną ulicą obkle­joną skle­pami widać beto­nową „bramę” z napi­sem: „Welcome to the tra­di­tio­nal druze old Town”.

Duszo wszech­obecna, dru­zyj­ska tajem­nico, gdzie mogę odna­leźć Twoje ślady?

Hin­du­ski Pla­ton żongluje kolo­rami, a mał­żonki szuka w Internecie

A dusza, ema­na­cja jedy­nego Boga, jest według Dru­zów wszę­dzie. Cza­sem ujaw­nia się pod posta­cią ludzką; wybrań­cami byli m.in. Chry­stus, kalif al-Hakim, Moj­żesz, Muham­med. Porów­nuje się ich sym­bo­licz­nie do zasłon twa­rzy zakła­da­nych przez kobiety dru­zyj­skie: za mate­rialną formą ukrywa się Boska ema­na­cja, wielki, kosmiczny Umysł.

Pyszne, poma­rań­czowe ciastko knafe, z serem, pista­cjami i syro­pem róża­nym, pomaga na pewno w roz­my­śla­niach o kolo­rach i losie dru­zyj­skich „wio­sek”… fot. E. Paszkowicz

Poszu­ki­wa­nie jedy­nego Boga jest więc bez­ce­lowe, bo stwo­rzona przez niego świa­tłość, ujaw­nia­jąca się mię­dzy innymi w rozu­mie, sło­wie i innych ema­na­cjach Jedy­nego, two­rzą świat mate­rialny i to, co nas ota­cza. Kto wie, może nawet w tym całym konsumpcyjno-turystycznym cyrku powsta­łym w „wio­sce” Dru­zów prze­myka gdzieś nie­śmiało wędru­jąca, wieczna dusza…

Jeden z bada­czy reli­gii dru­zyj­skiej porów­nał tę dok­trynę do efek­tów zabawy żonglera, który rzu­cał w niebo różne kolo­rowe idee i łapał na prze­mian te, które mu aku­rat wpa­dały do ręki. Teo­ria ema­na­cji Boga pach­nie Pla­to­nem, reguła praw­do­mów­no­ści – Chrze­ści­jań­stwem, zasady żywie­niowe – isla­mem, wędrówka dusz – hin­du­ską wiarą w rein­kar­na­cję. Jedną z bar­dziej fascy­nu­ją­cych idei dru­zyj­skich jest wła­śnie prze­ko­na­nie o rów­no­ści wszyst­kich ludzi, która pocho­dzi z faktu nie­ustan­nego prze­miesz­cza­nia się dusz stwo­rzo­nych przez Boga tylko jeden raz. Gdy ciało umiera, dusza prze­nosi się do kolej­nego „fute­rału”, prze­no­sząc ze sobą wszyst­kie stany ducha i prze­ży­cia poprzed­nich właścicieli.

Zgod­nie z tą zasadą Dru­zem nie można się „stać”, można się nim tylko uro­dzić – jest ich około miliona, roz­pro­szo­nych po tere­nach Syrii, Libanu, Jor­da­nii i Izra­ela, a ich dusze wstę­pują do kolej­nych potom­ków dru­zyj­skich z krwi i kości. Nie lada zagwozdką jest dla Druza zna­le­zie­nie part­nera! Tutaj także z pomocą przy­bie­gły wyna­lazki tech­no­lo­gii i cywi­li­za­cji kon­sump­cyj­nej – powstała strona inter­ne­towa „Druz cafe”, która szczyci się łącze­niem dusz dru­zyj­skich i pod­trzy­my­wa­niem zamknię­tego kręgu wcieleń.

Ślady tajem­nicy, ułamki histo­rii, papro­chy tradycji

Nie ma więc wśród Dru­zów potrzeby nawra­ca­nia, prze­ko­ny­wa­nia innych do swo­jej reli­gii, nie ma też cere­mo­nii reli­gij­nych czy ofi­cjal­nej litur­gii, świąt reli­gij­nych, czy obo­wiązku piel­grzymki. Świę­tem jest codzien­ność, modli­twą — praw­do­mów­ność i szcze­rość wobec bliź­nich, wiara w jedy­nego Boga i jego moc.

Wszy­scy ludzie są równi, kobiety mają te same prawa, co męż­czyźni, a sprawy spo­łecz­no­ści oma­wiane są wspól­nie w domach modlitw zwa­nych hil­wah lub pomiesz­cze­niach wydzie­la­nych w domach pry­wat­nych. To tam można dostrzec ślady tego tak sil­nego, choć nie­wi­docz­nego gołym okiem dzie­dzic­twa: sta­ran­nie opra­wione foto­gra­fie mędr­ców ‘uqqāl, gwiazdy o pię­ciu kolo­ro­wych ramio­nach, koszyki i tka­niny wyko­ny­wane jesz­cze do nie­dawna wyłącz­nie przez Druzów…

Bro­da­cze, koszyki i wielka Tajem­nica, fot. K. Marcinkowska

Spo­łecz­no­ści dru­zyj­skie na Bli­skim Wscho­dzie zawsze sta­rały się utrzy­mać swoją neu­tralną postawę w kwe­stiach poli­tycz­nych – w cza­sach pro­tek­to­ratu bry­tyj­skiego na zie­miach Izra­ela, Dru­zo­wie trzy­mali się z dala od kon­fliktu palestyńsko-izraelskiego. Pod­kre­ślali swoją odręb­ność od wyznaw­ców islamu i Ara­bów, zostali uznani przez rząd Izra­ela za odrębną grupę naro­dową i reli­gijną (na podo­bień­stwo Czer­kie­sów i Bedu­inów). Od 1948 wal­czyli u boku Izra­el­czy­ków i – w prze­ci­wień­stwie do Pale­styń­czy­ków – dostali od rządu izra­el­skiego ofi­cjalne pozwo­le­nie na wcie­la­nie się do armii izra­el­skiej i obo­wią­zek odby­wa­nia służby wojskowej.

Jeden ze spo­tka­nych przeze mnie bro­da­czy dru­zyj­skich szczy­cił się kame­le­onową naturą spo­łecz­no­ści Dru­zów na całym świe­cie: „Dru­zo­wie w Izra­elu to Izra­el­czycy, a w Pol­sce to Polacy! Są i u Cie­bie, wyznają swoją tajemną reli­gię w spo­koju i har­mo­nii z innymi, dla­tego może jesz­cze nie wiesz o ich istnieniu!”.

Ciężko mi było uwie­rzyć w ist­nie­nie Dru­zów nawet w ich wła­snej „wio­sce”, zako­pa­nej przez pamiątki z róż­nych stron świata i oblę­żo­nej przez tłumy przy­by­szy, któ­rych wyraź­nie nie zaprzą­tała kwe­stia dru­zyj­ska, jak­kol­wiek tajem­ni­cza czy wyjąt­kowa by ona była…

Warto było zawi­tać do Daliat El Car­mel aby stwier­dzić, że ostał się na pewno „welon” duszy dru­zyj­skiej: sumia­ste wąsy i biały tur­ban. A tajem­ni­czy uśmiech sprze­daw­ców pamią­tek przy­po­mi­nał o tym, że istota, któ­rej poszu­ki­wa­łam, tkwi w ukry­ciu, bo reli­gia Dru­zów jest Tajem­nicą, która bądź co bądź prze­trwała już około tysiąca lat…

Gwiazda dru­zyj­ska

Kategorie: "z życia działu", badania terenowe

Przeczytaj koniecznie również:

Napisz komentarz