Beta

Bądź na bieżąco - RSS

Dumanie o „Dumce”

6 marca 2010 |

Warsz­ta­towa flet­nia pana, fot. A. Pietrzyk

Maciej Rychły zaser­wo­wał nam w poprzedni week­end przy oka­zji warsz­ta­tów gry muzyki Cho­pina na „egzo­tycz­nych” pisz­czał­kach sporą, smaczną i cie­ka­wie przy­braną por­cję pie­śni z Cho­pina po ukra­iń­sku. Taką tro­chę kuch­nię fusion, choć można by się kłó­cić, że Pol­ska i Ukra­ina to to samo danie, tylko ina­czej przy­pra­wione. My, jako uczest­nicy warsz­ta­tów, mie­li­śmy tego dowieść.

W eks­pe­ry­men­tal­nej kuchni lidera Kwar­tetu Jorgi mogli­śmy spró­bo­wać „Dumki” Cho­pina w dwóch posta­ciach: długo wysma­żaną i „wła­sno­gło­sowo” wyśpie­waną wer­sję po ukra­iń­sku oraz podaną na sto­sie kawioru i polaną mdłym sosem wer­sję „salo­nową”. I co się okazało?

Po pierw­sze, „Dumka” Cho­pina zaśpie­wana po ukra­iń­sku nie różni się od ludo­wych pie­śni ukra­iń­skich. Jest kozak, jest dieł­czyna, jest miłość, tęsk­nota i żal. Maciej Rychły prze­ko­nał mnie do swo­jej tezy, że w pie­śniach i nok­tur­nach Cho­pina sie­dzi ukra­iń­ska dusza, jej „muzyka nocy”, muzyka ludzi. Sie­dzą w nich stepy, łany zboża i ludowe zaśpiewki, zasły­szane od kobiet wra­ca­ją­cych z pól. Im czło­wiek młod­szy, tym wię­cej, szyb­ciej i trwa­lej pochła­nia („czym sko­rupka za młodu…”). Widocz­nie ukra­iń­skie, ste­powe bodźce musiały wro­snąć w 20-letniego wów­czas Cho­pina i pozo­stać (świa­do­mie bądź nie­świa­do­mie) w jego muzycz­nej wraż­li­wo­ści na stałe. Wer­sja „salo­nowa” zdaje się odci­nać od wsi grubą gra­nicą polsko-ukraińską, ale kto miał szczę­ście być na warsz­ta­tach, zdał sobie sprawę, że wcale tak być nie musi.

I po dru­gie: fascy­na­cja dźwię­kami i manierą Ukra­iny sie­dzi rów­nież w nas, poko­le­niu prze­łomu wie­ków XXXXI. Wciąż ciężko mi uwie­rzyć, że nasz mały eks­pe­ry­ment nie był usta­wiony, ale wiara w to, że nie był, jest bar­dzo budu­jąca. Bo oto zgro­ma­dziła się grupa ok. 30 przy­pad­ko­wych osób z jedy­nym wspól­nym mia­now­ni­kiem: „muzyka” i na pyta­nia Macieja: „Kto zaśpiewa coś o Kozaku? Kto zna ukra­iń­ski? Kto nam to prze­tłu­ma­czy? Kto zain­to­nuje pieśń?” od razu zna­la­zły się chętne osoby. Pozo­staje się tylko zasta­na­wiać (i dumać) nad powo­dami takiej fascy­na­cji Wscho­dem, ale to temat na osoby tekst (książki, kom­pen­dia etc.).

Jedno jest pewne: Cho­pin podany w ukra­iń­skim sosie wła­snym bar­dzo wszyst­kim sma­ko­wał. Mam nadzieję, że taka uczta z oka­zji jego 200 uro­dzin jemu rów­nież by się spodo­bała. A może dziś, w zame­ry­ka­ni­zo­wa­nym świe­cie MTV, wolałby, żeby­śmy wymru­czeli mu „Happy Bir­th­day Mr. Cho­pin” w stylu Mari­lyn Mon­roe? Jak dla mnie, wer­sję tę można zali­czyć do prawdopodobnych.

Cho­pi­now­ska dumka, fot. A. Pietrzyk

A morał z tej histo­rii jest taki oto: nie żyjemy w próżni, wszystko odbija na nas swoje piętno i myślimy w ramach tego, co nas ota­cza. Lub, wra­ca­jąc do meta­fory kuli­nar­nej, jeste­śmy tym, co jemy.

Kategorie: muzeum, muzyka, Tradycja, wydarzenia

Przeczytaj koniecznie również:

1 komentarz do “Dumanie o „Dumce””

  1. KKE napisał/a:

    Dobor fot. jest ten­den­cyjny, bo beze mnie, a w pt. tez spie­wa­lem i flet­nie stru­ga­lem, a tylko w sob. po fil­mach nie moglem zostac na spiewy do radia w niedz., co Maciej puscil. O takich www­pi­sach z wyda­rzen z muzyka w PME ogla­szaj­cie linki na Muzy­kanta. Cze­tyr­din! (czyli dzis Tuwa)
    Karol „Karol” Ejgenberg


Napisz komentarz