Co robi etnolog na Manifie?
Pomijając fakt, że może wyrazić swoje polityczne sympatie lub antypatie (czego powinien się wystrzegać), przede wszystkim przygląda się otaczającej go sytuacji. Czasem, żeby nie czuć się wyobcowanym, zagaduje uczestników. Częściej symuluje uczestnictwo lub rzeczywiście uczestniczy, gra lub współgra. Kiedy dodatkowo ma jeszcze aparat lub kamerę, może sobie pozwolić na komfort cyfrowej dokładności i krótką pamięć… Wydłużając ogniskową, zmniejsza dystans i widzi precyzyjniej.
Rzuca okiem subiektywnego obiektywu na hasła, widniejące na transparentach, przygląda się okolicznościowym sprzedawcom, którzy liczą na łatwy grosz. Dostrzega różne paradoksy i istotny fakt kumulacji marginaliów lub elementów za marginalia (niesłusznie) uważanych; dostrzega świąteczny fakt odwrócenia porządków i niewyczerpaną inwencję w kwestii akuratnych i dowcipnych haseł lub zawołań. Ironia nie jest mu obca, dlatego po każdym postulacie wykrzyczanym z platformy po głowie plącze mu się refren modlitwy powszechnej: „Ciebie prosimy – wysłuchaj nas Panie”.
Nie zapomina jednak, że śmieszność jest w przypadku Manify biczem nie tylko i wyłącznie na politycznych adwersarzy i adresatów określonych komunikatów. Czasem jej niebezpieczna błyskotliwość obraca się przeciwko samym uczestnikom…
A jak się czuje w czasie tego typu wydarzeń? Jako człowiekowi jest mu przykro, że tego rodzaju marsze muszą mieć miejsce. Jako etnolog odczuwa radość, bo bez nich byłby tylko szarym człowiekiem, a nie etnologiem.
Kategorie: EtnoWarszawa, wydarzenia








15 kwietnia 2010 o godz. 21:35
Demonstracje i takie przemarsze to świetne miejsce do obserwacji (no i robienia dokumentacji fotograficznej!) ;)