Niedoseksualność badacza w doświadczeniu z gruzińskimi Wajnachami
Jedną z inspiracji do napisania tego tekstu było pewne doświadczenie: zetknięcie z szowinizmem w wydaniu kobiecym podczas rekrutacji do firmy, wykorzystującej w swej pracy metody etnograficzne. Potencjalne pracodawczynie prezentowały monolityczny konstrukt teoretyczny zwany „kobiecym punktem widzenia”, podkreślały, że mężczyźni mają niewystarczającą wrażliwość oraz niedostateczny zmysł obserwacyjny (w wyniku czego „ulatuje” im wiedza kontekstualna), aż na koniec zakomunikowały, że w firmie tej pracują wyłącznie kobiety; mężczyźni nie są zatrudniani ze względu na złe z nimi doświadczenia.
Na styku emocjonalno-intelektualnych konsekwencji tego zdarzenia zrodziła się we mnie potrzeba mówienia o wizerunkach męskości, która w moim odczuciu jest równie immanentna, jak potrzeba mówienia o kobiecości. Wobec powyższego, niniejszy artykuł jest próbą zmierzenia się z jednym z problemów płciowości, jakim jest trudność z zaklasyfikowaniem seksualności badacza przez przedstawicieli środowiska lokalnego. Z problemem tym zderzyłem się podczas prowadzonych przeze mnie badań etnograficznych.
Badania realizowałem we wrześniu 2008 roku. Przez pierwszych dziesięć dni byłem jedynym studentem w Pankisi, co pozwoliło mi na bardziej indywidualne i głębsze interakcje z lokalną społecznością. Muzułmańscy Kistowie, będący potomkami przesiedlających się od XIX wieku Wajnachów (Czeczenów i Inguszy z Kaukazu Północnego), zamieszkują wąwóz Pankisi w północno-wschodniej Gruzji. Choć funkcjonują na „pograniczu” kultur gruzińskiej i wajnachskiej, wciąż bardzo silnie podtrzymują dziedzictwo czeczeńsko-inguskie. Aby odnieść się do konsekwencji interakcji, dotykających innych modeli męskości, warto w tym miejscu przedstawić najistotniejsze wartości, wpływające na obraz męskości konstruowany przez pankiskich Kistów. Potrzeba ta jest tym większa, że w wyobrażeniach potocznych na temat islamu roi się od obrazów „zniewolonych” kobiet, rzadko natomiast mówi się o samych mężczyznach.
W kulturze wajnachskiej istnieje względnie jednolity dyskurs i wizerunek płci kulturowej. Należy zauważyć, że w wajnachskim kontekście kulturowym ideologią dominującą wydaje się być „supermęskość”. Ważną rolę w wizerunku kistyńskiego „męskiego” mężczyzny odgrywa kategoria wolności, a w podtrzymywaniu jej kultu istotą jest postawa tzw. „dżygita”, określająca prawdziwego mężczyznę na Kaukazie. Historycznie nazwa ta odwołuje się do jeżdżących konno, odważnych górali. Obecnie określenie kogoś mianem „dżygita” jest komplementem, słowo to jest synonimem męskości, siły i odwagi. Jednak równocześnie ma nieco pejoratywne znaczenie, opisując również porywczego i bezlitosnego rozbójnika. Z tym wiąże się także etos wajnachskiego bohatera narodowego („abreka”), walczącego o wolność i sprawiedliwość, broniącego biednych ludzi. Wiąże się to z niebywale istotną dla mężczyzny rolą siły i sprawności fizycznej.

Na muzułmańskich cmentarzach w Pankisi często można spotkać się z wyobrażeniami zasłużonych, prawdziwie męskich Kistów, które mają przypominać o tradycyjnych wartościach, fot. K. Czerwińska
W życiu społeczno-rodzinnym Kistów obowiązuje prawo zwyczajowe, tzw. „adaty”, warunkujące ściśle określoną etykietę, której złamanie jest nie do pomyślenia. Na ich mocy dominującą rolę w społeczeństwie pełnią najstarsi mężczyźni, którzy sprawują całkowitą kontrolę nad młodszymi członkami, zobowiązanymi do podporządkowania i okazywania im na każdym kroku estymy. Z drugiej strony znaczna część młodych Kistów, zainspirowana tendencją „oczyszczania” islamu z kaukaskich „naleciałości”, zwraca się w kierunku ortodoksyjnego islamskiego ruchu religijno-politycznego, tzw. „wahhabizmu” i praw szariatu. Daleki jestem od uznania konsekwencji tego faktu dla kistyńskich kobiet za zniewolenie, prawdą jednak jest, że zmienia to dotychczasowy model relacji w rodzinie kształtowany przez wajnachsko-gruzińską tradycję. Przedefiniowaniu ulega tym samym rola mężczyzny oraz wyobrażenia na jego temat z uwagi na tendencję do bardziej ścisłego interpretowania litery Koranu oraz silne inspiracje kulturą arabską.
Przejdźmy teraz do problematyczności mojej seksualności dla części Kistów. Problem ten polegał na tym, że podczas prowadzonych badań terenowych odczytywany byłem przez nich niejednoznacznie płciowo, jako osoba nosząca cechy obydwu płci, bądź żadnej z nich. Nie opuszczało mnie przeświadczenie, że czasem umieszczany byłem w świadomości niektórych Kistów gdzieś „po środku”.
Przede wszystkim wiele problemów osobom, z którymi się spotykałem, sprawiały moje długie splecione warkocze. Najczęściej wywoływały one uśmiech na twarzach, czasem również niepohamowany śmiech. Niejednokrotnie pytany byłem o to, czym jest ta materia i do czego służy. Zdarzało się również, że byłem wręcz proszony o ich obcięcie ze względu na to, że są brzydkie, niepoważne, niemęskie i nierówne względem reszty włosów. Po raz kolejny niepewność interpretacyjna, dotycząca mojej osoby, zakradała się z uwagi na posiadanie przeze mnie bródki, będącej czymś pomiędzy dominującymi modelami męskiego zarostu — gęstą i bujną brodą, bądź też całkowitym jej brakiem.
Niekwestionowanie niemęska była nie tylko moja sylwetka, ale również i ubiór. Tutaj należy wspomnieć, że wszelakie przejawy podkreślania i dowartościowywania siły fizycznej przez Kistów rzadko kiedy wykluczały specyfikę mody, określaną niekiedy mianem „metroseksualnej”. Spodnie „bojówki”, górskie buty oraz ciemne podkoszulki nie znajdowały w pełni uzasadnienia w świecie młodych mężczyzn, który podporządkowany był dżinsom i dresowym spodniom oraz bluzom, kolorowym koszulkom w paski, obcisłym koszulom oraz lakierkom i białym adidasom. A wszystkim tym przymiotom towarzyszyły liczne loga niepewnego pochodzenia, pośród których dominowały nazwy takie jak: D&G, Armani, Gucci, czy Adidas.
Brak elegancji i elementów sportowych w moim wyglądzie korespondował z brakiem uprawiania sportów. Czymś niezrozumiałym dla moich jednodniowych znajomych był fakt, że nigdy nie jeździłem konno oraz że nie ćwiczę umiłowanego wśród Wajnachów sportu, zapasów. Problemy sprawiała także moja dieta. Bardzo często powtarzano mi, że mężczyzna potrzebuje dużo energii, by być silnym i móc pracować, a siłę tę zapewniać miało wyłącznie mięso. Ja zaś, zapewne przez to, że go nie jadam, często choruję i marnie wyglądam. Dodatkowo problematycznym było także to, że nie palę tytoniu. Papierosy, będące widocznie przedłużeniem męskości również w Pankisi, nie mogły zaświadczać o jednoznaczności mojego męstwa. Co gorsza, zamiast pracować w polu, być za granicą w celach zarobkowych, czy siedzieć na głównej ulicy, łączącej wsie i palić papierosy, całymi dniami przesiadywałem w domach lub w ogrodach, nieustannie rozmawiając z coraz to innymi ludźmi. W pierwszym domu, w którym mieszkałem, pod jednym dachem żyły wspólnie trzy pokolenia. Z nie w pełni dla mnie jasnych przyczyn, z babcią, synową oraz wnuczką miałem bardzo dobry kontakt, zaś zarówno syn, jak i troje wnuków byli wobec mnie jeśli nie niechętni, to mocno obojętni. Natomiast okoliczni sąsiedzi, moi rówieśnicy płci męskiej, raz spotkani, nigdy nie wyrazili chęci na kolejną konfrontację.
***
Jakie wnioski wypływają z powyższego tekstu? Na pewno nie to, że autor ma skłonność do strukturalistycznego postrzegania świata na podstawie binarnych opozycji. Na pewno również nie to, że istnieje jeden odcień hegemoniczego wyobrażenia na temat męskości wśród muzułmańskich Kistów. Poza tym, że mówienie na temat męskości w opisywanej przeze mnie społeczności wymaga pogłębionych badań, do czego serdecznie namawiam, to warto jest zwrócić uwagę na problem „badawczej schizofrenii”. Być może bowiem okazuje się, że padłem ironiczną ofiarą własnych nadinterpretacji.










15 marca 2010 o godz. 12:53
Tak jawny seksizm (nagrywac!) kwalifikuje sie do sadu!
17 marca 2010 o godz. 10:08
Dlaczego autor nie podpisał się pod swoim tekstem?
Czyżby niedotożsamość dalej posunięta?
17 marca 2010 o godz. 19:46
Na naszym blogu autor ma prawo nie podpisywać się pod tekstem, jeśli taka jego wola, choćby z powodów niedotożsamościowych, jak i wszelakich innych. Chętnie gościmy interesujące „wpisy gościnne”.
19 maja 2010 o godz. 10:03
Jesteśmy firmą etnograficzną i tak, jak w przykładzie przywołanym we wstępie do tego artykułu, u nas także pracują wyłącznie kobiety. I nie jest tak, że my nie chcemy zatrudniać panów. Wręcz przeciwnie! Bardzo nam ich brakuje. Jednakże na przestrzeni lat wszyscy nasi badacze-mężczyźni się nie sprawdzili. Nie byli aż tak dokładni jak kobiety, nie wykazywali się tak dużą dociekliwością jeżeli chodzi o subtelności i szczegóły, które są kluczowe w naszych badaniach. My naprawdę z chęcią zobaczymy w swoich szeregach badacza, ale pod warunkiem, że będzie tak samo dobry jak nasze badaczki. Wszystkim stawiamy te same wymagania. I przykro nam, że panowie tych wymagań nie spełniają równie często, co kobiety. Nasi badacze to etnolodzy, socjolodzy, psycholodzy czy kulturoznawcy. Wywodzą się z wysoce sfeminizowanych kierunków. My jako firma, która prowadzi badania marketingowe, szukamy perełek, które nadają się do pracy badacza etnograficznego i szansa ich znalezienia wśród mężczyzn jest o wiele mniejsza niż wśród kobiet – właśnie z tego powodu, że w Polsce jest więcej etnologów, socjologów i psychologów kobiet niż mężczyzn. Ale nie zamykamy przed nikim drzwi i z chęcią spotykamy się ze wszystkimi potencjalnymi badaczami – niezależnie od płci.
Pozdrawiamy i zachęcamy panów do podejmowania wyzwań. Może w końcu nasza firma już nie będzie wyłącznie kobieca! :)
Izmałkowa Consulting
19 maja 2010 o godz. 18:30
jednopłciowość to chyba nie jedyny problem tej firmy. Oto co znalazłem w internecie. Ku przestrodze
http://www.gowork.pl/opinie_czytaj,38038,0,0
24 maja 2010 o godz. 21:12
W związku z pojawiającymi się na forach internetowych anonimowymi postami rozpowszechniającymi nieprawdziwe informacje na temat firmy Izmałkowa Consulting, informujemy, że działalność ta nosi znamiona nękania i zniesławienia. Wobec osoby dopuszczającej się naruszenia dóbr osobistych firmy Izmałkowa Consulting podjęte zostały odpowiednie kroki prawne.
26 maja 2010 o godz. 14:58
zgadzam się! ktoś kto wypisuje takie rzeczy powinien sie pod nimi podpisywać. w przeciwnym razie to mało wiarygodne.
26 maja 2010 o godz. 20:24
Czytałam w Gazecie Wyborczej taki tekst o atakach w necie. Laska zniszczyła kolesiowi życie wypisujac na forach, że jest gejem i puszcza sie za kasę. To przerażające, że anonimowość w sieci jest narzędziem przestęstw!!!!
27 maja 2010 o godz. 09:44
Anonimowosc to glowna zaleta internetu, ale jak widac tez niezle zagrozenie.
9 października 2010 o godz. 10:30
Izmalkova consulting — szkoda gadać. wkurza mnie ze uzywa w nazwie etnografii. boli mnie to.