Beta

Bądź na bieżąco - RSS

A jednak kwitnie — parę słów o teatrze ludowym

9 kwietnia 2010 |

"Ballada o Alwerni", TL Tradycja z Okleśnej, fot. K. Matuszewska

Bal­lada o Alwerni”, TL Tra­dy­cja z Okle­śnej, fot. K. Matuszewska

W tym tek­ście pra­gnę­ła­bym napi­sać co nieco o teatrze, który trak­to­wany jest przez media na tyle po maco­szemu, że można mieć poważne wąt­pli­wo­ści nie tylko co do jego kwit­nie­nia, ale nawet co do wege­ta­cji. Nie­słusz­nie. Teatr wiejski/ludowy/amatorski — jakby go nie nazy­wać — bo o nim będzie tu mowa, czuje się cał­kiem nieźle.

20 i 21 marca w Czar­nym Dunajcu odbyły się Prze­pa­trzo­winy Teatrów Regio­nal­nych Mało­pol­ski. Jest to pierw­szy etap eli­mi­na­cji do kon­kursu o wyż­szej ran­dze — Regio­nal­nych Sej­mi­ków Wiej­skich Zespo­łów Teatral­nych, któ­rych w Pol­sce jest pięć, a ich zwień­cze­niem jest ogól­no­pol­ski Mię­dzy­wo­je­wódzki Sej­mik, w któ­rym biorą udział zwy­cięzcy z poprzed­niego etapu.

Wybie­ra­ły­śmy się z kole­żanką z War­szawy do Czar­nego Dunajca nie mając zie­lo­nego poję­cia, jak może wyglą­dać taki kon­kurs — cho­ciaż udało mi się dostać pro­gram, nie wie­dzia­łam nawet, gdzie Prze­pa­trzo­winy mają się odby­wać. Kiedy wysia­dły­śmy z auto­busu przy rynku, który wyglą­dał dosyć ponuro, pró­bo­wa­ły­śmy odna­leźć jakiś pla­kat z infor­ma­cją o loka­li­za­cji imprezy. Z tablicy infor­ma­cyj­nej dowie­dzia­ły­śmy się o nie­mal wszyst­kich dys­ko­te­kach w oko­licy na prze­strzeni ostat­niego roku, nie­stety, o Prze­pa­trzo­wi­nach nic a nic. Zacze­piony miesz­ka­niec wyra­ził podej­rze­nie, jakoby mogłyby odby­wać się w remi­zie, w któ­rej z tego, co pamięta, jesz­cze 20 lat temu był dom kul­tury… może jesz­cze jest?

Szczę­śli­wie był. Odna­la­zły­śmy wła­ściwą salę i mogły­śmy sku­pić się na sztuce.  Po paru minu­tach jej trwa­nia zaczę­łam roz­glą­dać się po widowni i dopiero wtedy prze­ży­łam praw­dziwy szok. Oprócz trzy­oso­bo­wej komi­sji oce­nia­ją­cej spek­ta­kle, kame­rzy­sty, foto­grafa, kon­fe­ran­sjerki i orga­ni­za­torki Prze­pa­trzo­win oraz kil­korga dzieci ze szkoły, któ­rej ucznio­wie wła­śnie byli na sce­nie, widzami nie­za­leż­nymi były­śmy tylko my!

"Mazepa", AZT Niecieczanie z Niecieczy, fot. K. Matuszewska

Mazepa”, AZT Nie­cie­cza­nie z Nie­cie­czy, fot. K. Matuszewska

Teatr wiej­ski zatem kwit­nie, tylko widow­nia nie za bar­dzo. Żywię nadzieję, że gdyby posta­rano się o jakąś pro­mo­cję imprezy, napi­sano wię­cej niż  malutką notatkę w „Tygo­dniku Pod­ha­lań­skim” na początku marca,  a zamiast dwóch czy trzech nie­wiel­kich pla­ka­tów spryt­nie ukry­tych przed cie­kaw­skich wzro­kiem, zna­la­zło się ich nieco wię­cej, także w Zako­pa­nem, gdzie o każ­dej porze roku są jacyś tury­ści, może przy­by­łoby kilku widzów, nie­ko­niecz­nie będą­cych krew­nymi i zna­jo­mymi akto­rów i reży­se­rów sztuk.

Jeżeli już mowa o przed­sta­wie­niach: było ich osiem, a to, co naj­bar­dziej rzu­ciło mi się w oczy, to ich ogromna róż­no­rod­ność. Były zatem sztuki pisane przez człon­ków zespołu, sztuka Wandy Czu­ber­na­to­wej, a nawet Mazepa Sło­wac­kiego, spek­ta­kle obrzę­dowe i nie­obrzę­dowe, w stro­jach „ludo­wych” i kostiu­mach z epoki, a nawet ogromne przed­się­wzię­cie (pier­wot­nie ple­ne­rowe), do któ­rego sce­no­gra­fia mon­to­wana była bli­sko godzinę.

Poziom sztuk był nie­równy, zda­rzyły się sztuki bar­dzo dopra­co­wane, dow­cipne, pomy­słowe, w nie­któ­rych było widać, jak wiele pracy wło­żyli w nie uczest­nicy, inne wypa­dły słabo. Nie­kiedy naj­więk­szy pro­blem dla akto­rów ( i  dla widzów także) sta­no­wiła nie­zna­jo­mość tek­stu. Obja­wiało się to nie­sko­or­dy­no­wa­nym drep­ta­niem w oko­li­cach kur­tyny, zza któ­rej nie­szczę­śli­wie wysta­wał kawa­łek sce­na­riu­sza trzy­ma­nego przez suflera.  Nie będę ukry­wać, że dużo stra­ciła na tym gra zapo­mi­nal­skiego aktora.

Na Ora­wie dobrze”, OGT im. E. Kowal­czyka z Lip­nicy Wiel­kiej na Ora­wie, fot. K. Matuszewska

Te spek­ta­kle, które z zało­że­nia miały być ludowe, sta­no­wiły zde­cy­do­waną więk­szość tego­rocz­nego reper­tu­aru Prze­pa­trzo­win. Akto­rzy bar­dzo ładnie pre­zen­to­wali się w stro­jach regio­nal­nych, które w więk­szo­ści przy­pad­ków miały nie­wiele wspól­nego z codzienną współ­cze­sną ludo­wo­ścią. W życiu jesz­cze nie widzia­łam górala w tak śnie­żno­bia­łych por­t­kach, jak na czar­no­du­na­jec­kiej sce­nie, nawet na corocz­nym Festi­walu Ziem Gór­skich biel spodni jest raczej złamana.

Waż­nym atry­bu­tem sztuk ludo­wych było mówie­nie gwarą. Nada­wało spe­cy­ficzny kli­mat i czę­sto było bar­dzo efek­towne. Z wyjąt­kiem tych momen­tów, kiedy było widać, że mówie­nie gwarą spra­wia akto­rowi dużo więk­szy pro­blem niż widzowi zro­zu­mie­nie jego wypo­wie­dzi.  Gwarą mówiła też pani kon­fe­ran­sjerka, która — ubrana w piękny strój góral­ski — spra­wiała, że impreza nabie­rała wręcz fami­lij­nego charakteru.

Jury z entu­zja­zmem przyj­mo­wało  „etno­gra­ficz­ność” sztuk pre­zen­to­wa­nych na Prze­pa­trzo­wi­nach, o czym naj­do­bit­niej  świad­czą wyniki kon­kursu. Pre­fe­ro­wana „ludo­wość” miała — nie­stety — wię­cej wspól­nego z cepe­liadą, niż z rze­czy­wi­sto­ścią.  Szkoda, że w komi­sji zna­la­zło się troje akto­rów i reży­se­rów, będą­cych jed­no­cze­śnie instruk­to­rami, wykła­dow­cami czy sce­no­gra­fami, a zabra­kło cho­ciaż jed­nego etno­grafa. Poza oce­nia­niem sztuk według kry­te­riów teatru zawo­do­wego (gra aktor­ska, sce­no­gra­fia, ruch sce­niczny) przy­dałby się może jakiś kom­pe­tentny głos zwią­zany z samą regio­nal­no­ścią, która jest nawet w nazwie Przepatrzowin.

"Uroki", Grupa Obrzędowa KGW z Męciny, fot. E. Skokowska

Uroki”, Grupa Obrzę­dowa KGW z Męciny, fot. E. Skokowska

Jed­nakże, jakby nie było, pomimo wszyst­kich trud­no­ści, teatr wiej­ski kwit­nie, czego naj­lep­szym dowo­dem jest osiem mało­pol­skich zespo­łów teatral­nych, które pre­zen­to­wały w Czar­nym Dunajcu swoje przed­sta­wie­nia. I dopóki zespo­łom tym zwy­czaj­nie chce się wysta­wiać sztuki, nawet przed widow­nią, któ­rej pra­wie nie ma, jak miało to miej­sce w Czar­nym Dunajcu, to zna­czy, że trzy­mają się one mocno. Pyta­nie, co zro­bić, żeby zakwi­tła publiczność?

Kategorie: badania terenowe, Tradycja, wydarzenia

Przeczytaj koniecznie również:

2 komentarze do “A jednak kwitnie — parę słów o teatrze ludowym”

  1. m|A|m napisał/a:

    faj­nie ze sa jesz­cze takie imprezy szkoda tylko ze nikt sie tym nie inte­re­suje na szer­sza skale. odpo­wied­nia reklama pew­nie by w tym pomo­gla, tak jak slusz­nie zauwazylas.

    takie imprezy poka­zuja ze zeby czer­pac radosc z teatru nie trzeba wcale kon­czyc szkoly aktor­skiej czy innych pier­dol tylko moze nad tym pra­co­wac kazdy nie­za­le­znie od tego czym zaj­muje sie na codzien a w dodatku daje to mozli­wosc ludziom two­rza­cym taki teatr poka­za­nia tego co dla nich wazne. roz­nych tra­dy­cji, zwy­cza­jow itp ktore chcie­liby zacho­wac albo po pro­stu zapre­zen­to­wac i sie nimi podzielic.

    a wra­ca­jac do reklamy to nie rozu­miem pomy­slo­daw­cow i orga­ni­za­to­row. skoro zadaja sobie trud zeby robic te festi­wale, w dodatku na roz­nych szcze­blach, to dla­czego nie zajma sie porzad­nie roz­re­kla­mo­wa­niem calej imprezy? prze­ciez z tego moga uzy­skac fun­du­sze na cho­cia­zby kolejny festi­wal czy np zapro­sic kogos z zagra­nicy czy cos tam.

    Pozdra­wiam


  2. Ela Skokowska napisał/a:

    No naj­więk­sza prze­szkodą w rekla­mo­wa­niu takich imprez są finanse. Prze­cież na takie rze­czy trzeba wręcz wyrwać jakieś fun­du­sze z gminy czy z woje­wódz­twa, które spe­cjal­nie nie kwa­pią się do finan­so­wa­nia festi­wali teatralnych,bo nikt o nich nie wie. I to jest błędne koło — nikt nie wie o Prze­pa­trzo­wi­nach, więc nie ma dużych szans na uzy­ska­nie pie­nię­dzy, zatem nie ma pie­nię­dzy na reklamę… itd. Tu trzeba by było nagle, z roku na rok, zmie­nić zasadę orga­ni­za­cji takiej imprezy.


Napisz komentarz