Jaką jest pani Madonną? Czyli o bezsenności w muzeum…
Tradycyjnie już nocne marki z całej Warszawy ściągały w połowie maja na Kredytową, by aktywnie zwalczać… hmm no właśnie co? Sen czy bezsenność? Kto w sobotnią, majową noc i dlaczego odwiedzał warszawskie muzea? Czego w nich szukał?
.….….
Punktualnie o 19 otwieramy ciężkie drzwi Muzeum Etnograficznego. Do holu wchodzą pierwsi goście. Jedni jeszcze lekko onieśmieleni, nie wiedzą czego spodziewać się w środku. Inni już mocno zabiegani – budynek naszego muzeum jest pierwszym z długiej listy instytucji kulturalnych, które zamierzają w ciągu jednej nocy odwiedzić. Zdarzają się też zahartowani w muzealnych bojach bywalcy. Ci wiedzą dokładnie czego oczekują, zgodnie z własnymi zainteresowaniami, po dokładnym przestudiowaniu programu całej Nocy Muzeów, mają gotowy, przemyślany plan poruszania się po mieście. Przychodzą więc na konkretne wydarzenia lub z zainteresowaniem, niezmordowanie buszują po jednym, ulubionym muzeum przez całą noc.
W tym roku Noc Muzeów przebiega na Kredytowej pod hasłem „Bezsenności w muzeum”. Wszystkie imprezy dodatkowe, mające uatrakcyjnić ten wyjątkowy wieczór, krążą wokół tematu snu i bezsenności. Pod zagadkowymi tytułami kryją się sposoby na bezsenność: koncerty kołysanek i ballad, tradycyjne opowieści snute do snu przez opowiadaczy ze Studni O, filmowe bajki na dobranoc ze studia filmowego Semafor; ludowe recepty na dobry, spokojny sen rozdawane przez ożywione na jedną noc rzeźby z galerii Polskiej Sztuki Ludowej. Wreszcie wspólne z muzealnymi gośćmi tworzenie współczesnego sennika i poszukiwanie najbardziej skutecznych sposobów na zapewnienie pogodnych snów – tzw. „dekoder snów” w holu na ostatnim piętrze.
Wszystko zostało podporządkowane jednemu celowi — zapewnić muzealnym gościom jak najwięcej, jak najskuteczniejszych recept na bezsenne noce. A przecież nocna wizyta w muzeum też jest pewnego rodzaju sposobem na bezsenną noc… I tylko od muzeum zależy, czy stanie się tabletką nasenną czy wręcz przeciwnie, pomoże aktywie zwalczać sen przez ciekawie zaaranżowane wystawy i nowatorskie podejście do tematów, popularne wśród widzów eventy – koncerty, interakcyjne wystawy angażujące nie tylko wzrok i słuch zwiedzających, ale zapraszające do wspólnego działania w przestrzeni muzealnej. Tylko, czy tego naprawdę oczekują widzowie? Co pragną zwalczyć nasi zwiedzający? Sen czy bezsenność?
– Chyba sen, skoro jesteśmy tu o północy? – odpowiada wyraźnie zmęczona już zwiedzaniem blondynka — Wpadłyśmy tylko na chwilę, a krążymy po wystawach od ponad godziny, bo ciągle znajdujemy coś ciekawego: tu grają, tam śpiewają, w sali kinowej obejrzałyśmy z koleżanką ciekawe animacje. I tylko ciągle nie wiem, co i dlaczego mi się śni. A ja mam dużo dziwnych snów — już i latałam i śnili mi się ludzie rozsypujący się w piasek. W senniku nie potrafię jednak odnaleźć ich znaczenia – żali się rozglądając ciekawie po tłumnie odwiedzanej wystawie „Zwykłe niezwykłe: fascynujące kolekcje”.
– Trzeba szukać wyjaśnień pojedynczych elementów ze snu – podpowiada koleżanka – sprawdź hasła człowiek, piasek, latanie.
A co na to tradycyjne metody odczytywania snów, kultywowane przez wieki przez nasze babcie? W poszukiwaniu odpowiedzi udaję się na ostatnie piętro, do „dekodera snów”. Tu również mimo otulającej zwiedzających jak puch bieli ścian i zwiewnych zasłon, na których umieszczono cytaty z senników i poetyckie wizje snów, mimo ustawionej pod ścianą wygodnej kanapy z miękkimi poduchami – atmosfera nijak nie sprzyja spokojnemu zasypianiu. Nieustannie kłębią się chętni, pragnący lepiej poznać siebie i motywy swojego postępowania zapisane w snach, gdyż jak już twierdzili starożytni: „zazwyczaj owe błąkające się widzenia senne głównie tych spraw dotyczą, o których się za dnia myślało” (Herodot, Dzieje). To tu można szukać ludowych, literackich i naukowych wskazówek do odczytania swoich snów.
Ale nie tylko! W umieszczonych na słupach poszewkach na poduszki kryją się kartki z niedokończonymi zdaniami: „Najlepiej śni mi się gdy…”, „Nie rozumiem snu,w którym …”, „Wyśniło mi się, że…”, „Miałem koszmar, że…”. Obok na stolikach sterty mazaków zachęcają nocnych marków do zwierzeń nie tylko z najpiękniejszych snów, ale też snów niezrozumiałych, dziwnych i koszmarnych. Z godziny na godzinę przybywa wyznań i sennych opowieści. Gdy brakuje miejsca na słupach, kartki rozpełzają się po całej przestrzeni – zapełniając wszystkie ściany od góry do dołu, nachodząc na siebie i wzajemnie się przenikając. A gdy brakuje samoprzylepnej taśmy, którą można przymocować wyznanie, w ruch idą elementy zastane – wystające ze ścian gwoździe (pozostałość po czasowych wystawach galerii) a nawet… gumy do żucia. Stopniowo tworzy się oniryczny obraz muzealnych gości. Jak sen – pełen sprzeczności („…chcę uciec przed tym co mnie goni, a im bardziej chcę uciec tym wolniej biegnę”), surrealizmu („nie rozumiem snu, w którym podnosi mnie kogut”), niespodziewanych zwrotów akcji („…sen, w którym żona mówi – teraz moja kolej!”), absurdalnego humoru („wyśniło mi się, że w ostatnim etapie pewnego konkursu, kazano mi pogrupować kabanosy. Ten o smaku lawendy trafił do grupy kabanosów kwiatowych”).
Tymczasem, za przepierzeniem, w Galerii Polskiej Sztuki Ludowej, ustawione na podwyższeniach, wśród drewnianych ludowych świątków, niepodzielnie królują żywe rzeźby. Modelki ucharakteryzowane przez studentów Wyższej Szkoły Artystycznej i Aktywnego Studium Plastycznego na polskie Madonny, zarówno te najbardziej znane, słynące cudami wizerunki Czarnej Madonny i Matki Boskiej Ostrobramskiej, jak i bliskie sercom mieszkańców stolicy Madonny z warszawskich kapliczek, zacierają granice między tradycją a współczesnością, snem a jawą, rzeczywistością a prawami bezsennej nocy w muzeum, podczas której wszystko może się zdarzyć — rzeźba ożywa, żaba z aborygeńskiej bajki zagraża swoim apetytem światu, a w sali kinowej, w filmowej opowieści, po zamknięciu sklepu przybrane w kwiatowe stroje szpulki drutu rozpoczynają bal… I znów wszystko, co dzieje się w majową nocą w muzeum przypomina sen, ale ten dobry, przyjemny nad którym, zgodnie z ludowymi wierzeniami czuwała Matka Boska.
Według naszych przodków bowiem, modlitwa do Maryi odżegnywała koszmary i zwalczała bezsenność, zapewniając „skołatanej głowie” i zmęczonemu całodniowym wysiłkiem ciału zdrowy sen. Dlatego też u stóp żywych rzeźb w galerii leżą sterty recept na bezsenność.
–No tak! Cebula dobra na wszystko – komentuje nowo zdobytą wiedzę o zwalczaniu bezsenności starsza pani, której nieskrywaną radość daje odgadywanie, którym wyobrażeniem spośród tradycyjnych wizerunków jest która modelka. Nie tylko jej! Publiczność żywo reaguje na niecodzienne rzeźby. Przechadzając się po sali niejednokrotnie można usłyszeć westchnienia zwiedzających:
– Ach te madonny! Boskie! –i towarzyszące im dociekliwe pytania – A Pani, którą jest Madonną?
Ludowe wierzenia na zdrowy sen polecały cebulę, herbatę z chmielu i imbiru. Powszechnie wiadomo też, że nic tak nie sprowadzi dobrych snów, jak kołysanka nucona przez bliską osobę. „Ach śpij kochanie, jeśli gwiazdkę z nieba chcesz dostaniesz…” śpiewał swego czasu Adolf Dymsza. A jednak Kapela Braci Dziobaków rozpoczynając o wpół do pierwszej w nocy koncert księżycowy, postanowiła przekornie muzealnych gości rozbudzić, a nie ukołysać do snu. Na początek więc przy akompaniamencie tradycyjnych skrzypiec rozbrzmiewają żywe, wesołe pieśni weselne – –Nie wiem, jak teraz ale kiedyś – tłumaczy takie otwarcie koncertu pomysłodawczyni — wesele było po to, by w przyszłości rodziły się dzieci, którym następnie śpiewano kołysanki… Do kołysanek też dojdziemy – zapewnia.
I faktycznie. Stopniowo nastrój zmienia się, uspokaja, wycisza. Staje bardziej nostalgiczny. Kołyszemy się coraz wolniej, senniej w takt wygrywanych melodii. Ktoś przymyka oczy, ktoś opiera się plecami o towarzysza, ktoś wygodnie rozciąga na podłodze. Naprzeciwko brodaty pan pisze coś zawzięcie na kartce.
– Nastrój jest tak swojski, że gdyby nie to co się tu dzieje, przekimałbym się z chęcią choćby obok, pod tym wigilijnym stołem. Ale nie da się. Oni grają tak fajnie! Inspirują. Napisałem do ich muzyki tekst — opowiada po zakończeniu koncertu. Podobnego zdania jest kobieta w czerwonej bluzce – To muzeum nie usypia, raczej działa jak środek rozbudzający. W żadnym razie nie jest instytucją statyczną, skostniałą. Tu zawsze dużo się dzieje. W ciągu roku są organizowane ciekawe koncerty folkowe, funkcjonuje Etnokino. W Noc Muzeów, zawsze tu jest najciekawszy program. Dziś np.: zachwycił mnie koncert księżycowy zorganizowany w Sali Obrzędów Dorocznych. Doskonale wpisał się swym charakterem, muzyką w otoczenie – chłopską izbę z jednej a postacie kolędników z drugiej strony. Nastąpiła korelacja między dynamiką zespołu a statyką ekspozycji, co dało niesamowity efekt – kończy.
Jak zatem jest z tą bezsennością w muzeum? Muzeum działa jak środek nasenny czy spędza sen z powiek? Może odpowiedź, jedną z wielu, stanowi niesforne wyznanie na ścianie dekodera snów: „Najlepiej śni mi się, gdy jestem zmęczony, np. całonocnym chodzeniem z mamą po muzeach…”.
Kategorie: muzeum, Warszawa, wydarzenia












20 maja 2010 o godz. 16:45
bardzo interesujacy artykul, prosimy o wiecej takich!
20 maja 2010 o godz. 17:05
Nasz wybór dotyczący odwiedzenia muzeum etno tej nocy był trafiony w 100%. Artykuł pięknie oddaje atmosferę panującą w muzeum, dzieki :)
28 maja 2010 o godz. 04:12
Serdecznie dziękujemy za miłe słowa i naturalnie zapraszamy do Muzeum — nie tylko podczas Nocy Muzeów.