Beta

Bądź na bieżąco - RSS

Dzyń, dzyń! / Puk, puk!

3 czerwca 2010 |
Sieci znaczeń, fot. P. Strojnowski

Sieci zna­czeń, fot. P. Strojnowski

- Dzień dobry pani, ja jestem stu­dentką i robię tutaj takie bada­nia, bo ja będę pisała pracę o B.

- Wejdź, kochana, wejdź.

[kawa/herbata, a może i cia­steczka; dyktafon]

–A skąd ty przy­je­cha­łaś tutaj, moje dziecko?

- Z Warszawy.

- Aż z War­szawy, no, no. I co mówi­łaś, że studiujesz?

- Etno­lo­gię.

- Etno­lo­gię… a to nie o owa­dach jest?

- Nie, nie. To jest taka nauka o kulturze.

- I wy tak bada­cie spo­łe­czeń­stwo, tak? To taka socjo­lo­gia, tak?

- No nie, nie do końca.  Bo my tak badamy ludzi no… poje­dyn­czo, rozu­mie pani. To się nazywa też antropologią.

- A to nie są ci, co to jakieś czaszki tam oglą­dają? Czy­ta­łam taki arty­kuł ostat­nio w „Focu­sie”, ja to lubię takie cie­ka­wostki, wiesz. Że wła­śnie poje­chali arche­olo­dzy tam na jakieś wyko­pa­li­ska gdzieś do Afryki i tam tacy antro­po­lo­dzy wła­śnie zna­leźli jakieś kości i czaszkę, i z tego się dowie­dzą, z jakich to jest cza­sów, co tam wyko­pali. Ale to ja nie wiem, dla­czego wy tutaj w B. coś bada­cie. U nas nic takiego to nie będzie…

- No nie, bo to jest antro­po­lo­gia fizyczna, my się tym nie zaj­mu­jemy. No… my tak po pro­stu cho­dzimy po domach i roz­ma­wiamy z ludźmi o róż­nych rze­czach. Jeżeli nas wpusz­czą, oczywiście.

- Wiesz, jak ty byś cho­dziła nie jedna, tylko z kimś, to bym pew­nie nie puściła, bo to wiesz, te Jehowy ostat­nio tak cho­dzą i oni zawsze po dwoje cho­dzą. I też chcą roz­ma­wiać. Wiesz, przy­cho­dzą, naj­czę­ściej to chło­pak i dziew­czyna, grzeczni bar­dzo, nie powiem, i mówią, że  chcie­liby razem Biblię poczy­tać i poroz­ma­wiać. Ja to nigdy nie pusz­czam, mój mąż nie­bosz­czyk ich bar­dzo nie lubił. Zawsze im mówił, że Biblię to on może sobie sam poczy­tać albo w kościele. No, ale jak patrzę teraz przez juda­sza, że taka dziew­czynka stoi, sama jesz­cze, więc może nie Jehowa, to pomy­śla­łam: otwo­rzę, co mi tam. Oni teraz zbu­do­wali ten swój kościół, czy tam świą­ty­nię, ja nie wiem, tak to nazy­wają,  tutaj w B., nie­da­leko przy torach, dla­tego coraz czę­ściej cho­dzą. Zwłasz­cza w tych budyn­kach, bo tu bli­sko mają. Sły­sza­łam od sąsiadki, że…


Raz, dwa, trzy, etnograf patrzy! Fot. P. Strojnowski

Raz, dwa, trzy, etno­graf patrzy! Fot. P. Strojnowski

Myślę, że każdy etno­graf prze­żył w tere­nie takie chwile, kiedy miał ochotę walić głową w ścianę albo prze­ciw­nie:  wyprzeć się niczym św. Piotr  i stwier­dzić, że owszem, jest socjo­lo­giem, a potem cze­kać na pio­run, który spad­nie z nieba,  aby go pokarać.

Kry­zys zwią­zany z toż­sa­mo­ścią naszej dys­cy­pliny trwa już od pew­nego czasu. Ma swoje dobre strony: mamy dużą swo­bodę wyboru tema­tów badaw­czych, włą­cza­jąc w to wycieczki na tereny daw­niej uzna­wane za socjo­lo­giczne, kul­tu­ro­znaw­cze, psy­cho­lo­giczne czy wręcz medyczne. Inna sprawa, że dzie­dziny te też się spe­cjal­nie wza­jem­nie nie ogra­ni­czają, pro­wa­dząc eks­pan­sję w głąb naszych — rdzen­nie prze­cież etno­gra­ficz­nych — ziem.

Kolejną zaletą tego stanu rze­czy jest mno­że­nie się prac teo­re­tycz­nych, obfi­tu­ją­cych w celne meta­fory i zgrabne cytaty, któ­rymi można okra­sić prace dyplo­mowe czy cho­ciaż eseje na zali­cze­nie przedmiotu.

Jed­nak, ogól­nie rzecz ujmu­jąc, korzy­ści z post­mo­der­ni­stycz­nego roz­my­cia koń­czą się tam, gdzie zaczyna się Teren i Prak­tyka. Nie­winne pyta­nie roz­mówcy czy roz­mów­czyni zbija nas z pan­ta­łyku, bo jak tu wytłu­ma­czyć ludziom Clif­forda, Geertza, Rorty’ego i może jesz­cze tro­chę Hastrup. Ha, wytłu­ma­czyć to nie pro­blem, ale zro­bić to zanim się znu­dzą i nas wyrzucą? Cho­ciaż nawet nie zdą­ży­li­śmy zadać tych kilku pytań…

A prze­cież oni mają święte prawo wie­dzieć, czym zaj­mują się ludzie, któ­rzy wypi­jają im kawę i her­batę, wyja­dają obiady, pytają o kolor Lenina i jesz­cze nagry­wają to wszystko cyfro­wym wyna­laz­kiem. A my powin­ni­śmy być w sta­nie wytłu­ma­czyć w jed­nym czy dwóch zda­niach, po co tak naprawdę włó­czymy się po ich Tere­nie. I to wytłu­ma­czyć w taki spo­sób,  żeby nie wyjść na nekro­man­tów, łapa­czy motyli czy — co gor­sza — socjologów.

"A gdzie jest człowiek?", fot. P. Strojnowski

A gdzie jest czło­wiek?”, fot. P. Strojnowski

Z oka­zji jubi­le­uszu 75-lecia Insty­tutu Etno­lo­gii i Antro­po­lo­gii Kul­tu­ro­wej UW mło­dzi etnografowie/etnolodzy/antropolodzy, tro­chę podi­ry­to­wani ist­nie­ją­cym sta­nem rze­czy, posta­no­wili za pomocą spe­cjal­nej wystawy poka­zać, czym w zasa­dzie jest antro­po­lo­gia. Może nie tyle poka­zać, ile raczej zapro­po­no­wać swoją wizję. Albo może… innymi słowy…

Cóż, naj­le­piej będzie, jeśli sami się wybie­rze­cie i zoba­czy­cie, a nawet pogra­cie w spe­cjalną, inte­rak­tywną etno-grę. Bo tak naprawdę, jak mawia Geertz, antro­po­lo­gom zada­wane bywa nie­obce im samym pyta­nie, jak to, co robią, różni się od tego, czym zaj­mują się socjo­lo­dzy, histo­rycy, psy­cho­lo­dzy czy poli­to­lo­dzy. Na to pyta­nie nie ma goto­wej odpo­wie­dzi poza tym, że z całą pew­no­ścią robią to wła­śnie, co robią. (C. Geertz, Zastane świa­tło)

Niniej­szym stu­denci Insty­tutu Etno­lo­gii i Antro­po­lo­gii Kul­tu­ro­wej UW zapra­szają na wystawę „A gdzie jest czło­wiek?”, którą można oglą­dać w Pań­stwo­wym Muzeum Etno­gra­ficz­nym w War­sza­wie od 25 maja do 7 czerwca 2010 roku.

Kategorie: Antropologia kultury, badania terenowe, muzeum, wydarzenia, wystawy

Przeczytaj koniecznie również:

1 komentarz do “Dzyń, dzyń! / Puk, puk!”

  1. Ela Skokowska napisał/a:

    Dla tych, któ­rzy już zaczęli żało­wać nie­obej­rze­nia wystawy miła nie­spo­dzianka: wystawa będzie dostępna dla zwie­dza­ją­cych do 15 czerwca. Zapra­szamy tym serdeczniej!


Napisz komentarz