Skanseny.net
Wywiad z Anną Czyżewską prezeską Stowarzyszenia „Pracownia Etnograficzna”, koordynatorką projektu„Polskie skanseny w internecie”.
Wywiad przeprowadziła Agata Pietrzyk
A.P.: Jak narodził się pomysł na projekt?
A.C.: Pomysł na stronę „skanseny.net” narodził się jesienią 2008 roku. Wynikał przede wszystkim z braku strony internetowej, która prezentowałaby wszystkie muzea na wolnym powietrzu. Mam tu na myśli oczywiście największe muzea w Polsce, ale także liczne inicjatywy społeczne i prywatne, które prezentowane byłyby w sposób ciekawy, spójny, a zarazem też merytoryczny oraz użyteczny. Chcieliśmy stworzyć stronę, która zawierałaby ciekawe opisy muzeów, takie które zachęcają do wizyty, użyteczne i jasno przedstawione informacje praktyczne, oraz zdjęcia, które posiadałyby merytoryczne opisy. Na stronach internetowych brakowało nam też „TEGO CZEGOŚ”.
Oczywiście każde muzeum posiada swoją stronę. Stowarzyszenie Muzeów na Wolnym Powietrzu, organizacja skupiająca muzealników także prowadzi własną stronę, ale jest ona skierowana do wąskiego grona odbiorców związanych zawodowo z pracą w tego typu placówkach. Oprócz tego istnieją serwisy stworzone przez portale turystyczne lub strony tworzone przez pasjonatów. Ale dla nas, etnografów i etnografek, te strony były nie wystarczające. Postanowiliśmy więc zrobić coś nowego, co wypełniłoby tę lukę.
A.P.: Co to jest „to coś”?
Co to jest „to coś”? W pierwszej połowie lat osiemdziesiątych Towarzystwo Przyjaciół Wsi Markowa, z okazji sześćsetlecia swojej lokacji zainicjowało powstanie lokalnego mini-muzeum. Dziś Muzeum Wsi Markowa ma siedem w pełni wyposażonych obiektów, w tym chałupę przysłupową — typowy dla Markowej i jak twierdzą mieszkańcy wyjątkowy w okolicy, przykład konstrukcji architektonicznej. W internecie nie było informacji o tym, że muzeum prowadzą 70-latkowie, których fascynuje Markowa i którzy są dumni ze swojego XIV-wiecznego saksońskiego pochodzenia. Nie było też informacji, że oni mają bogate archiwum fotograficzne dokumentujące historie teatru amatorskiego, który działa w Markowej nieprzerwanie od stu lat, oraz że posiadają przedwojenną spuściznę fotograficzną Józefa Ulmy, mieszkańca Markowej, który wraz żoną i dziećmi został rozstrzelany w czasie II wojny światowej za ukrywanie miejscowych Żydów. Właśnie dlatego warto tam pojechać. Nie tylko dlatego, że są tam dwa wiatraki, dwie chałupy i remiza. Ale z powodu historii, która rozgrywa się także wokół muzeum.
A.P.: Co jeszcze był dla Was ważne kiedy tworzyliście formułę portalu?
Gdy tworzyliśmy portal, chcieliśmy, aby muzea pojawiły się w internecie w nowej, zachęcającej do odwiedzin formie, zachęcającej także przez swoją użyteczność. Najważniejsza była dla nas mapa, na której dokładnie zaznaczone byłyby wszystkie muzea. Poza tym potrzebne były też praktyczne informacje o tym jak tam dotrzeć, kiedy muzeum jest otwarte, jakie są ceny biletów itp. Te informacje są na poszczególnych stronach muzeów, ale nie ma ich w jednym, łatwo odnajdywalnym miejscu.
Równie ważna była dla nas baza fotograficzna. W internecie nie ma miejsca, gdzie można znaleźć zdjęcia zbiorów muzealnych opatrzone merytorycznym opisem. W dodatku chodziło nam o takie zdjęcia, które można wykorzystywać nie naruszając prawa autorskiego. Chcieliśmy, by student czy studentka szukający ilustracji do pracy zaliczeniowej mógł łatwo ją znaleźć i bez zbędnych opłat, a co ważniejsze, legalnie ją wykorzystać. Ostatecznie powstała kolekcja licząca ponad 2 500 zdjęć udostępnionych na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Na tych samych warunkach 3.0 Polska License.
A.P.: Jaki miał być w założeniu idealny odbiorca portalu?
A.C.: Taki jak my (śmiech). „Skanseny.net” powstawały w taki sposób, abyśmy my wchodząc na taką stronę czuli, że zaspokaja ona nasze oczekiwania. To jest najlepszy klucz do robienia stron internetowych. Znajdują się więc tam informacje zarówno dla turystów (bo etnografowie i etnografki także uprawiają turystykę), szukających miejsca, w którym ciekawie można spędzić czas, dla studentów etnologii, kulturoznawstwa, architektury, historii szukających materiałów ikonograficznych dotyczących architektury, dla wykładowców, dla muzealników, i dla osób, które po prostu interesują się polską kulturą, historią, muzealnictwem, folklorem.
A.P. Na waszej stronie nie ma raczej elementów diagnostycznych, brak artykułów, które byłyby refleksją nad polskim muzealnictwem na wolnym powietrzu?
A.C.: Bo nie taki był cel. „Skanseny.net” powstały po to, by prezentować polskie dziedzictwo kulturowe. Jeżeli chodzi o dalsze losy portalu, to będziemy poszerzać nasze zbiory i bazę zdjęciową, raczej nie będzie tu miejsca dla artykułów diagnostycznych. Taką przestrzeń daje „Biuletyn Stowarzyszenia Muzeów na Wolnym Powietrzu” i inne periodyki. My stawiamy sobie inne cele. Stowarzyszenie „Pracownia Etnograficzna” zdecydowało się na ten projekt po to, by popularyzować polskie muzea na wolnym powietrzu.
A.P. A czy możesz opowiedzieć jaka jest Twoim zdaniem kondycja polskich skansenów jako placówek muzealnych? Co mają do zaoferowania współczesnemu odbiorcy?
A.C: Przygotowując dokumentację do projektu, trafiliśmy do pięćdziesięciu różnych muzeów. Zetknęliśmy się więc ze skrajnie różnymi placówkami. Z jednej strony mamy duże muzea, jak te w Sanoku i Nowym Sączu, które realizują wielomilionowe przedsięwzięcia - budowy miasteczek galicyjskich
Z drugiej strony istnieją też maleńkie muzea z jednym czy dwoma obiektami, za którymi stoi jednak bardzo ciekawa lokalna historia. Choćby Sieradzki Park Etnograficzny. Niewielka ekspozycja, ale jakże ciekawa. Każde muzeum etnograficzne może pochwalić się rzeźbami Szczepana Muchy, wyjątkowego rzeźbiarza ludowego. Nie każde jednak może pochwalić się jego domem i największą kolekcją jego prac. Podobnie jest z Muzeum Kowalstwa, które znajduje się na warszawskim Wilanowie, gdzie pomiędzy PRL-owskimi blokami znajduje się najprawdziwsza, wciąż czynna kuźnia. Ciekawa jest także Zagroda w Nadolu nad Jeziorem Żarnowieckim, którą została założona przez Muzeum w Pucku w pierwszej połowie lat 80tych, kiedy budowano elektrownie w Żarnowcu. Wiadomo było, że budowa elektrowni bardzo mocno wpłynie na krajobraz okolicy, i że miejscowa architektura funkcjonująca tam od 150 lat zostanie wyparta przez coś bardziej nowoczesnego. Muzealnicy zainicjowali powstanie tam placówki, która służyłaby ochronie przykładów lokalnego budownictwa. Początkowo były tam obiekty muzealne in situ. Potem wykupywano i przenoszono oraz rekonstruowano kolejne budynki. Tak powstała lokalna atrakcja turystyczna. Kiedy pada deszcz plażowicze jadą po prostu do Nadola.
Kilka lat temu dyrektor Muzeum w Pucku zainicjował odtworzenie tradycji pielgrzymek odpustowych związanych z dniem Świętej Anny, które w okresie międzywojennym odbywały się na łodziach z Nadola do Żarnowca. Dziś regularnie uczestniczą w nich zarówno mieszkańcy, jak i przybywający na tę okazję goście. W ten sposób Muzeum staje się miejscem, które pomaga odtwarzać lokalną historię i przywracać pamięć o miejscowych tradycjach.
Bardzo ważną role w tworzeniu muzeów odgrywała i odgrywa też oficjalna polityka historyczna. To czy i w jaki sposób rozbudowuje się muzea na wolnym powietrzu, czy dba się o ich przekaz, jakie imprezy się organizuje, zależy też od lokalnej narracji historycznej. Tak jest np. z wspomnianymi rynkami galicyjskimi, czy proporcjami w jakich prezentowany jest dorobek poszczególnych grup etnicznych czy religijnych danego regionu.
A.P.: A jeżeli chodzi o formę prezentacji?
A.C.: Uważam, że skanseny wyprzedzały w pewien sposób nowoczesne muzea, które starają się nie tylko prezentować swoje zbiory, ale przede wszystkim oddziaływują na zmysły. Tak jak robi to Muzeum Powstania Warszawskiego. To skanseny jako pierwsze polegały na działaniu wrażeniowym, działaniu na zmysły, a także na emocje. Są muzea, które co kilka dni zmieniają ekspozycję żeby pachniała w ten sam sposób. Żeby pachniał chleb, wędzone mięso, kiszone ogórki, kominek… Ludzie tego nie dostrzegają, a powinni otworzyć się na to co mamy i docenić to, dostrzec w tym wartość. Osobną kategorią jest możliwość uczestnictwa w obrzędach religijnych odbywających się w muzealnych obiektach sakralnych, które nadal pełnią swoją funkcję. Msza czy nabożeństwo nie jest w żadnym wypadku odgrywaniem rytuału, lecz rzeczywistym, faktycznym uczestnictwem i przeżyciem. Tego nie dają nawet najnowocześniejsze muzea.
A.P. A jak uważasz: czy i jaki sposób skanseny powinny jeszcze animować, ożywiać swoją własną przestrzeń?
Oczywiście! Zawsze jest coś, co można jeszcze zrobić. Niestety obawiam się, że obecna sytuacja jeszcze przez jakiś czas się nie zmieni. Dlaczego? Nie jestem pracowniczką żadnego muzeum, a moje wnioski wypływają jedynie z doświadczenia koordynowania projektu „Polskie skanseny w internecie”, ale uważam, że przed polskimi muzeami na wolnym powietrzu stoją dwa ogromne wyzwania.
Pierwszy dotyczy braków kadrowych. Nawet najlepszych pomysłów nie uda się zrealizować bez zespołu zaangażowanych ludzi. Niestety, większość muzeów nie posiada wystarczającej liczby etatowych pracowników, ani tym bardziej środków na zaangażowanie ludzi z zewnątrz.
Drugie wyzwanie to odbiorcy. Z jednej strony wszyscy chcą zobaczyć stuletnie meble
w stuletniej chałupie. Z drugiej strony w ludziach tkwi taka nieustanna chęć dotykania
i doświadczania. Oczywiste jest jednak, że jeżeli każdy dotknie stuletniej tkaniny, to ona po prostu się rozpadnie. Trudno znaleźć odpowiedź na pytanie: co w takim razie zrobić. Nie wiem, czy miasteczka galicyjskie będące rekonstrukcją istniejących (a czasem też tylko zaprojektowanych) budynków są właściwym rozwiązaniem.
A.P.: Czy myślisz, że projekt podobny do „skansenów.net” byłby adekwatny także dla muzeów etnograficznych?
A.C.: Myślę, że muzea etnograficzne, podobnie jak skanseny, spotykają się z negatywnymi konotacjami. Przydałaby się strona, która posłużyłaby „odświeżeniu” ich wizerunku, okazaniu zbiorów, które niejednokrotnie są unikatowe i niezwykle interesujące. To co dzieje się obecnie w Państwowym Muzeum Etnograficznym w Warszawie, w Muzeum Etnograficznym im. Seweryna Udzieli w Krakowie czy Muzeum Etnograficzne im. Marii Znamierowskiej-Prüfferowej w Toruniu, to jak wyglądają strony internetowe tych muzeów, co jest na nich prezentowane. Uważam, że to jest właściwa droga. To są strony internetowe miejsc, do których chce się przyjść.
Projekt „Polskie skanseny w internecie”, którego efektem jest portal „skanseny.net” został zrealizowany przez Stowarzyszenie „Pracownia Etnograficzna” im. Witolda Dynowskiego i sfinansowany ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Fundacji Orange oraz Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego.
Kategorie: eksponaty, muzeum, Tradycja







