Beta

Bądź na bieżąco - RSS

Skanseny.net

18 czerwca 2010 |

skanseny.net

Wywiad z Anną Czy­żew­ską pre­ze­ską Sto­wa­rzy­sze­nia „Pra­cow­nia Etno­gra­ficzna”, koor­dy­na­torką projektu„Polskie skan­seny w inter­ne­cie”.
Wywiad prze­pro­wa­dziła Agata Pietrzyk

A.P.: Jak naro­dził się pomysł na pro­jekt?
A.C.: Pomysł na stronę „skanseny.net” naro­dził się jesie­nią 2008 roku. Wyni­kał przede wszyst­kim z braku strony inter­ne­to­wej, która pre­zen­to­wa­łaby wszyst­kie muzea na wol­nym powie­trzu. Mam tu na myśli oczy­wi­ście naj­więk­sze muzea w Pol­sce, ale także liczne ini­cja­tywy spo­łeczne i pry­watne, które pre­zen­to­wane byłyby w spo­sób cie­kawy, spójny, a zara­zem też mery­to­ryczny oraz uży­teczny. Chcie­li­śmy stwo­rzyć stronę, która zawie­ra­łaby cie­kawe opisy muzeów, takie które zachę­cają do wizyty, uży­teczne i jasno przed­sta­wione infor­ma­cje prak­tyczne, oraz zdję­cia, które posia­da­łyby mery­to­ryczne opisy. Na stro­nach inter­ne­to­wych bra­ko­wało nam też „TEGO CZEGOŚ”.
Oczy­wi­ście każde muzeum posiada swoją stronę. Sto­wa­rzy­sze­nie Muzeów na Wol­nym Powie­trzu, orga­ni­za­cja sku­pia­jąca muze­al­ni­ków także pro­wa­dzi wła­sną stronę, ale jest ona skie­ro­wana do wąskiego grona odbior­ców zwią­za­nych zawo­dowo z pracą w tego typu pla­ców­kach. Oprócz tego ist­nieją ser­wisy stwo­rzone przez por­tale tury­styczne lub strony two­rzone przez pasjo­na­tów. Ale dla nas, etno­gra­fów i etno­gra­fek, te strony były nie wystar­cza­jące. Posta­no­wi­li­śmy więc zro­bić coś nowego, co wypeł­ni­łoby tę lukę.
A.P.: Co to jest „to coś”?
Co to jest „to coś”? W pierw­szej poło­wie lat osiem­dzie­sią­tych Towa­rzy­stwo Przy­ja­ciół Wsi Mar­kowa, z oka­zji sześć­set­le­cia swo­jej loka­cji zaini­cjo­wało powsta­nie lokal­nego mini-muzeum. Dziś Muzeum Wsi Mar­kowa ma sie­dem w pełni wypo­sa­żo­nych obiek­tów, w tym cha­łupę przy­słu­pową  — typowy dla Mar­ko­wej i jak twier­dzą miesz­kańcy wyjąt­kowy w oko­licy, przy­kład kon­struk­cji archi­tek­to­nicz­nej. W inter­ne­cie nie było infor­ma­cji o tym, że muzeum pro­wa­dzą 70-latkowie, któ­rych fascy­nuje Mar­kowa i któ­rzy są dumni ze swo­jego XIV-wiecznego sak­soń­skiego pocho­dze­nia. Nie było też infor­ma­cji, że oni mają bogate archi­wum foto­gra­ficzne doku­men­tu­jące histo­rie teatru ama­tor­skiego, który działa w Mar­ko­wej nie­prze­rwa­nie od stu lat, oraz że posia­dają przed­wo­jenną spu­ści­znę foto­gra­ficzną Józefa Ulmy, miesz­kańca Mar­ko­wej, który wraz żoną i dziećmi został roz­strze­lany w cza­sie II wojny świa­to­wej za ukry­wa­nie miej­sco­wych Żydów. Wła­śnie dla­tego warto tam poje­chać. Nie tylko dla­tego, że są tam dwa wia­traki, dwie cha­łupy i remiza. Ale z powodu histo­rii, która roz­grywa się także wokół muzeum.
A.P.: Co jesz­cze był dla Was ważne kiedy two­rzy­li­ście for­mułę por­talu?
Gdy two­rzy­li­śmy por­tal, chcie­li­śmy, aby muzea poja­wiły się w inter­ne­cie w nowej, zachę­ca­ją­cej do odwie­dzin for­mie, zachę­ca­ją­cej także przez swoją uży­tecz­ność. Naj­waż­niej­sza była dla nas mapa, na któ­rej dokład­nie zazna­czone byłyby wszyst­kie muzea.  Poza tym potrzebne były też prak­tyczne infor­ma­cje o tym jak tam dotrzeć, kiedy muzeum jest otwarte, jakie są ceny bile­tów itp. Te infor­ma­cje są na poszcze­gól­nych stro­nach muzeów, ale nie ma ich w jed­nym, łatwo odnaj­dy­wal­nym miej­scu.
Rów­nie ważna była dla nas baza foto­gra­ficzna. W inter­ne­cie nie ma miej­sca, gdzie można zna­leźć zdję­cia zbio­rów muze­al­nych opa­trzone mery­to­rycz­nym opi­sem. W dodatku cho­dziło nam o takie zdję­cia, które można wyko­rzy­sty­wać nie naru­sza­jąc prawa autor­skiego. Chcie­li­śmy, by stu­dent czy stu­dentka szu­ka­jący ilu­stra­cji do pracy zali­cze­nio­wej mógł łatwo ją zna­leźć i bez zbęd­nych opłat, a co waż­niej­sze, legal­nie ją wyko­rzy­stać. Osta­tecz­nie powstała kolek­cja licząca ponad  2 500 zdjęć udo­stęp­nio­nych na licen­cji Cre­ative Com­mons Uzna­nie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Na tych samych warun­kach 3.0 Pol­ska License.
A.P.: Jaki miał być w zało­że­niu ide­alny odbiorca por­talu?
A.C.: Taki jak my (śmiech). „Skanseny.net” powsta­wały w taki spo­sób, aby­śmy my wcho­dząc na taką stronę czuli, że zaspo­kaja ona nasze ocze­ki­wa­nia. To jest naj­lep­szy klucz do robie­nia stron inter­ne­to­wych. Znaj­dują się więc tam infor­ma­cje zarówno dla tury­stów (bo etno­gra­fo­wie i etno­grafki także upra­wiają tury­stykę), szu­ka­ją­cych miej­sca, w któ­rym cie­ka­wie można spę­dzić czas, dla stu­den­tów etno­lo­gii, kul­tu­ro­znaw­stwa, archi­tek­tury, histo­rii szu­ka­ją­cych mate­ria­łów iko­no­gra­ficz­nych doty­czą­cych archi­tek­tury, dla wykła­dow­ców, dla muze­al­ni­ków, i dla osób, które po pro­stu inte­re­sują się pol­ską kul­turą, histo­rią, muze­al­nic­twem, folk­lo­rem.
A.P. Na waszej stro­nie nie ma raczej ele­men­tów dia­gno­stycz­nych, brak arty­ku­łów, które byłyby reflek­sją nad pol­skim muze­al­nic­twem na wol­nym powie­trzu?
A.C.: Bo nie taki był cel. „Skanseny.net” powstały po to, by pre­zen­to­wać pol­skie dzie­dzic­two kul­tu­rowe. Jeżeli cho­dzi o dal­sze losy por­talu, to będziemy posze­rzać nasze zbiory i bazę zdję­ciową, raczej nie będzie tu miej­sca dla arty­ku­łów dia­gno­stycz­nych. Taką prze­strzeń daje „Biu­le­tyn Sto­wa­rzy­sze­nia Muzeów na Wol­nym Powie­trzu” i inne perio­dyki. My sta­wiamy sobie inne cele. Sto­wa­rzy­sze­nie „Pra­cow­nia Etno­gra­ficzna” zde­cy­do­wało się na ten pro­jekt po to, by popu­la­ry­zo­wać pol­skie muzea na wol­nym powie­trzu.
A.P. A czy możesz opo­wie­dzieć jaka jest Twoim zda­niem kon­dy­cja pol­skich skan­se­nów jako pla­có­wek muze­al­nych? Co mają do zaofe­ro­wa­nia współ­cze­snemu odbiorcy?
A.C: Przy­go­to­wu­jąc doku­men­ta­cję do pro­jektu, tra­fi­li­śmy do pięć­dzie­się­ciu róż­nych muzeów. Zetknę­li­śmy się więc ze skraj­nie róż­nymi pla­ców­kami. Z jed­nej strony mamy duże muzea, jak te w Sanoku i Nowym Sączu, które reali­zują wie­lo­mi­lio­nowe przed­się­wzię­cia -  budowy mia­ste­czek gali­cyj­skich
Z dru­giej strony ist­nieją też maleń­kie muzea z jed­nym czy dwoma obiek­tami, za któ­rymi stoi jed­nak bar­dzo cie­kawa lokalna histo­ria. Choćby Sie­radzki Park Etno­gra­ficzny. Nie­wielka eks­po­zy­cja, ale jakże cie­kawa. Każde muzeum etno­gra­ficzne może pochwa­lić się rzeź­bami Szcze­pana Muchy, wyjąt­ko­wego rzeź­bia­rza ludo­wego. Nie każde jed­nak może pochwa­lić się jego domem i naj­więk­szą kolek­cją jego prac. Podob­nie jest z Muzeum Kowal­stwa, które znaj­duje się na war­szaw­skim Wila­no­wie, gdzie pomię­dzy PRL-owskimi blo­kami znaj­duje się naj­praw­dziw­sza, wciąż czynna kuź­nia. Cie­kawa jest także Zagroda w Nadolu nad Jezio­rem Żarno­wiec­kim, którą została zało­żona przez Muzeum w Pucku w pierw­szej poło­wie lat 80tych, kiedy budo­wano elek­trow­nie w Żarnowcu. Wia­domo było, że budowa elek­trowni bar­dzo mocno wpły­nie na kra­jo­braz oko­licy, i że miej­scowa archi­tek­tura funk­cjo­nu­jąca tam od 150 lat zosta­nie wyparta przez coś bar­dziej nowo­cze­snego. Muze­al­nicy zaini­cjo­wali powsta­nie tam pla­cówki, która słu­ży­łaby ochro­nie przy­kła­dów lokal­nego budow­nic­twa. Począt­kowo były tam obiekty muze­alne in situ. Potem wyku­py­wano i prze­no­szono oraz rekon­stru­owano kolejne budynki. Tak powstała lokalna atrak­cja tury­styczna. Kiedy pada deszcz pla­żo­wi­cze jadą po pro­stu do Nadola.
Kilka lat temu dyrek­tor Muzeum w Pucku zaini­cjo­wał odtwo­rze­nie tra­dy­cji piel­grzy­mek odpu­sto­wych zwią­za­nych z dniem Świę­tej Anny, które w okre­sie mię­dzy­wo­jen­nym odby­wały się na łodziach z Nadola do Żarnowca. Dziś regu­lar­nie uczest­ni­czą w nich zarówno miesz­kańcy, jak i przy­by­wa­jący na tę oka­zję goście. W ten spo­sób Muzeum staje się miej­scem, które pomaga odtwa­rzać lokalną histo­rię i przy­wra­cać pamięć o miej­sco­wych tra­dy­cjach.
Bar­dzo ważną role w two­rze­niu muzeów odgry­wała i odgrywa też ofi­cjalna poli­tyka histo­ryczna. To czy i w jaki spo­sób roz­bu­do­wuje się muzea na wol­nym powie­trzu, czy dba się o ich prze­kaz, jakie imprezy się orga­ni­zuje, zależy też od lokal­nej nar­ra­cji histo­rycz­nej. Tak jest np. z wspo­mnia­nymi ryn­kami gali­cyj­skimi, czy pro­por­cjami w jakich pre­zen­to­wany jest doro­bek poszcze­gól­nych grup etnicz­nych czy reli­gij­nych danego regionu.
A.P.: A jeżeli cho­dzi o formę pre­zen­ta­cji?
A.C.: Uwa­żam, że skan­seny wyprze­dzały w pewien spo­sób nowo­cze­sne muzea, które sta­rają się nie tylko pre­zen­to­wać swoje zbiory, ale przede wszyst­kim oddzia­ły­wują na zmy­sły.  Tak jak robi to Muzeum Powsta­nia War­szaw­skiego. To skan­seny jako pierw­sze pole­gały na dzia­ła­niu wra­że­nio­wym, dzia­ła­niu na zmy­sły, a także na emo­cje. Są muzea, które co kilka dni zmie­niają eks­po­zy­cję żeby pach­niała w ten sam spo­sób. Żeby pach­niał chleb, wędzone mięso, kiszone ogórki, komi­nek… Ludzie tego nie dostrze­gają, a powinni otwo­rzyć się na to co mamy i doce­nić to, dostrzec w tym war­tość. Osobną kate­go­rią jest moż­li­wość uczest­nic­twa w obrzę­dach reli­gij­nych odby­wa­ją­cych się w muze­al­nych obiek­tach sakral­nych, które nadal peł­nią swoją funk­cję. Msza czy nabo­żeń­stwo nie jest w żadnym wypadku odgry­wa­niem rytu­ału, lecz rze­czy­wi­stym, fak­tycz­nym uczest­nic­twem i prze­ży­ciem. Tego nie dają nawet naj­no­wo­cze­śniej­sze muzea.
A.P. A jak uwa­żasz: czy i jaki spo­sób skan­seny powinny jesz­cze ani­mo­wać, oży­wiać swoją wła­sną prze­strzeń?
Oczy­wi­ście! Zawsze jest coś, co można jesz­cze zro­bić. Nie­stety oba­wiam się, że obecna sytu­acja jesz­cze przez jakiś czas się nie zmieni. Dla­czego? Nie jestem pra­cow­niczką żadnego muzeum, a moje wnio­ski wypły­wają jedy­nie z doświad­cze­nia koor­dy­no­wa­nia pro­jektu „Pol­skie skan­seny w inter­ne­cie”, ale uwa­żam, że przed pol­skimi muze­ami na wol­nym powie­trzu stoją dwa ogromne wyzwa­nia.
Pierw­szy doty­czy bra­ków kadro­wych. Nawet naj­lep­szych pomy­słów nie uda się zre­ali­zo­wać bez zespołu zaan­ga­żo­wa­nych ludzi. Nie­stety, więk­szość muzeów nie posiada wystar­cza­ją­cej liczby eta­to­wych pra­cow­ni­ków, ani tym bar­dziej środ­ków na zaan­ga­żo­wa­nie ludzi z zewnątrz.
Dru­gie wyzwa­nie to odbiorcy. Z jed­nej strony wszy­scy chcą zoba­czyć stu­let­nie meble
w stu­let­niej cha­łu­pie. Z dru­giej strony w ludziach tkwi taka nie­ustanna chęć doty­ka­nia
i doświad­cza­nia. Oczy­wi­ste jest jed­nak, że jeżeli każdy dotknie stu­let­niej tka­niny, to ona po pro­stu się roz­pad­nie. Trudno zna­leźć odpo­wiedź na pyta­nie: co w takim razie zro­bić. Nie wiem, czy mia­steczka gali­cyj­skie będące rekon­struk­cją ist­nie­ją­cych (a cza­sem też tylko zapro­jek­to­wa­nych) budyn­ków są wła­ści­wym rozwiązaniem.

A.P.: Czy myślisz, że pro­jekt podobny do „skansenów.net”  byłby ade­kwatny także dla muzeów etno­gra­ficz­nych?
A.C.: Myślę, że muzea etno­gra­ficzne, podob­nie jak skan­seny, spo­ty­kają się z nega­tyw­nymi kono­ta­cjami. Przy­da­łaby się strona, która posłu­ży­łaby „odświe­że­niu” ich wize­runku,  oka­za­niu zbio­rów, które nie­jed­no­krot­nie są uni­ka­towe i nie­zwy­kle inte­re­su­jące. To co dzieje się obec­nie w Pań­stwo­wym Muzeum Etno­gra­ficz­nym w War­sza­wie, w Muzeum Etno­gra­ficz­nym im. Sewe­ryna Udzieli w Kra­ko­wie czy Muzeum Etno­gra­ficzne im. Marii Znamierowskiej-Prüfferowej w Toru­niu, to jak wyglą­dają strony inter­ne­towe tych muzeów, co jest na nich pre­zen­to­wane. Uwa­żam, że to jest wła­ściwa droga. To są strony inter­ne­towe miejsc, do któ­rych chce się przyjść.

Pro­jekt „Pol­skie skan­seny w inter­ne­cie”, któ­rego efek­tem jest por­tal „skanseny.net” został zre­ali­zo­wany przez Sto­wa­rzy­sze­nie „Pra­cow­nia Etno­gra­ficzna” im. Witolda Dynow­skiego i sfi­nan­so­wany ze środ­ków Mini­ster­stwa Kul­tury i Dzie­dzic­twa Naro­do­wego, Fun­da­cji Orange oraz Mini­ster­stwa Nauki i Szkol­nic­twa Wyższego.

Kategorie: eksponaty, muzeum, Tradycja

Przeczytaj koniecznie również:

Napisz komentarz