Beta

Bądź na bieżąco - RSS

Wurst, kebab i Sobieski pod Wiedniem

19 lipca 2010 |

Imbiss „Sobie­ski”, fot. J. Drozda

Wzgó­rze Kah­len­berg, u któ­rego stóp leży Wie­deń, jest jed­nym z wielu znaj­du­ją­cych się poza gra­ni­cami naszego kraju miejsc patrio­tycz­nego kultu Pola­ków. W 1683 roku, w słyn­nej bitwie pol­skie woj­ska pod wodzą Jana Sobie­skiego, sta­no­wiące główną siłę koali­cji anty­tu­rec­kiej, powstrzy­mały pod­bój Europy przez woj­ska wezyra Kara Mustafy. Ta spek­ta­ku­larna wik­to­ria mili­tarna nie tylko zakoń­czyła osmań­ską eks­pan­sję, ale dopro­wa­dziła też do powsta­nia Świę­tej Ligi – przy­mie­rza kato­lic­kich państw, wystę­pu­ją­cych prze­ciw Impe­rium Osmań­skiemu. Podobne soju­sze zawie­rano już wcze­śniej, ale i póź­niej, nie tylko prze­ciw Tur­kom i Tata­rom, ale rów­nież ewan­ge­li­kom, czy nawet kato­lic­kim pań­stwom, któ­rym nie po dro­dze było z poli­tyką papieży. Ta tra­dy­cja znaj­duje pewną kon­ty­nu­ację w dzi­siej­szych „przy­mier­zach stra­chu” kon­stru­owa­nych przez peł­nych obaw przed isla­mem poli­ty­ków i akty­wi­stów. Choć dziś nie cho­dzi już o rosz­cze­nia tery­to­rialne, reto­ryka prze­ciw­ni­ków obec­no­ści islamu w Euro­pie zdaje się odwo­ły­wać do tego rodzaju zagro­że­nia – „obcy” chcą prze­jąć „nasze tery­to­rium”, tu rozu­miane nie jako obszar geo­gra­ficzny, lecz prze­strzeń kulturową.

Choć słynna odsiecz wie­deń­ska miała cha­rak­ter obrony kato­li­ków przed inwa­zją inno­wier­ców, to powo­ły­wa­nie się przez nie­któ­rych uczest­ni­ków dzi­siej­szego życia poli­tycz­nego na jej doko­na­nia jako na zacny przy­kład prze­ciw­sta­wie­nia się czci­god­nej Europy bar­ba­rzyń­skim hor­dom, jest prak­tyką nie do końca zasadną. Anty­tu­rec­kie zjed­no­cze­nie nie było prze­cież spójną unią kato­li­ków powo­łaną w imię Boga, lecz per­ma­nent­nie zmie­nia­ją­cym swój kształt w wyniku poli­tycz­nych tar­gów ukła­dem, w prak­tyce nie­szcze­gól­nie przy­wią­za­nym do jakich­kol­wiek chrze­ści­jań­skich war­to­ści. Warto wspo­mnieć też zupeł­nie błahy fakt — podo­bień­stwo ubioru pol­skich woja­ków (prze­cież nie byli do tylko maje­sta­tyczni husa­rze) do turec­kich, które król Sobie­ski naka­zał znieść przez prze­wią­za­nie się wszyst­kich w pasie powró­słami sło­mia­nymi. Miało to uchro­nić austriac­kie woj­ska sprzy­mie­rzone z Pola­kami przed pomyłką, która mogła zaowo­co­wać istot­nym zwro­tem historii…

Histo­ria na szczę­ście potrafi śmiać się z poli­tycz­nego patosu. Na wspo­mnia­nym wzgó­rzu Kah­len­berg (po pol­sku „Łysa Góra”), oprócz pol­skiego kościoła i wspa­nia­łego tarasu wido­ko­wego znaj­dują się punkty sprze­daży pamią­tek i bary szyb­kiej obsługi. W tym nie­jaki imbiss „Sobie­ski”, w któ­rym pra­cują Polacy. Ter­mi­nem „imbiss” w języku nie­miec­kim okre­śla się lokal typu fast-food wła­śnie. W austriac­kich imbis­sach ser­wuje się wszel­kiego rodzaju prze­ką­ski – wur­sty w bułce, rybę z fryt­kami, pizzę, ham­bur­gery, gyros, dania chiń­skie i indyj­skie, a także bli­skow­schodni kebab, w kra­jach ger­mań­skich naj­czę­ściej nazy­wany „döner”. Oprócz sycą­cych dań i orzeź­wia­ją­cych napo­jów, w imbis­sach nabyć można piwo i wspa­niałe austriac­kie białe wino wytwa­rzane z wino­ro­śli szczepu Grüner Vel­tli­ner – do spo­ży­cia na miej­scu. Dobry kebab z praw­dzi­wej bara­niny i łyk zna­ko­mi­tego trunku (wer­sja kap­slo­wana, lecz nie­ustę­pu­jąca jako­ścią kor­ko­wa­nej dla zago­rza­łych entu­zja­stów jedze­nia w pośpie­chu) wspa­niale umilą czas zwie­dza­ją­cym miej­sce, z któ­rego armia Sobie­skiego przy­pu­ściła atak na siły osmań­skie. Autor niniej­szego tek­stu nie waha się gło­sić takiego poglądu, pomimo faktu, że od pew­nego czasu usil­nie stara się być uczci­wym wegetarianinem.

Turecki kebab, nie­miecki wurst, austriac­kie wino i pol­ska tra­dy­cja patrio­tyczna. Intry­gu­jący – nawiążę jesz­cze raz do sztuki winiar­skiej – kupaż kul­tu­rowy na wzgó­rzu Kah­len­berg. Ale nie tylko tam, prze­cież w każ­dym zakątku świata prze­mysł tury­styczny z histo­rii i poli­tyki korzy­sta wedle wła­snego uzna­nia, z pod­ręcz­ni­ko­wych opi­sów dzie­jów świata czer­piąc w ogra­ni­czo­nym wymia­rze. Kah­len­berg zwie­dzają nie tylko Polacy i biali Euro­pej­czycy, ale też liczni muzuł­ma­nie. Chciał­bym pod­dać pod roz­wagę kse­no­fo­bów nastę­pu­jącą kwe­stię: czy potom­ko­wie poko­na­nych pod Wied­niem Tur­ków, wcho­dzący do pol­skiego kościoła na Kah­len­bergu, pro­fa­nują miej­sce try­umfu kato­li­ków, czy też czy­nią to rodzimi ama­to­rzy alko­holu, któ­rzy, kosz­tu­jąc wyśmie­ni­tego Grüner Vel­tli­nera, sku­piają się bar­dziej na ilo­ści, niż war­tej spo­koj­nej degu­sta­cji jako­ści wina i wizytę na austriac­kim wzgó­rzu pamię­tać będą głów­nie z powodu tzw. zespołu dnia następ­nego? Zresztą, może pyta­nie to wcale nie jest warte odpo­wie­dzi. Nie wnie­sie ona nic do reflek­sji nad wie­lo­kul­tu­ro­wo­ścią, któ­rej ślady znaj­dziemy w każ­dym miej­scu pamięci: w pro­du­ko­wa­nych w Chi­nach souve­ni­rach, odwo­łu­ją­cych się choćby  do wyda­rzeń z histo­rii Pol­ski; w etnicz­nym pocho­dze­niu zwie­dza­ją­cych; także w samej „mate­rii” histo­rycz­nej – nikt nie będzie chyba twier­dził, że armia Sobie­skiego była homo­ge­niczną, pol­ską i kato­licką zbiorowością…

Gło­suj na Jarka…”, fot. J. Drozda

W całej tej zabaw­nej dość spra­wie poja­wił się jeden zgrzyt. Ponie­waż wybory pre­zy­denc­kie już za nami, pozwolę sobie na pod­nie­sie­nie tej zwią­za­nej z poli­tyką — lecz mnie inte­re­su­ją­cej z antro­po­lo­gicz­nego punktu widze­nia — kwe­stii. Otóż, seman­tycz­nie gęste poję­cie „patrio­ty­zmu” jest w Pol­sce nie­zwy­kle mocno zwią­zane z histo­rią, a raczej z przy­wią­za­niem do tra­dy­cyj­nie sank­cjo­no­wa­nej wer­sji histo­rio­gra­ficz­nej ana­lizy dzie­jów narodu. Ta z kolei sta­nowi pod­sta­wowy ele­ment reto­ryki poli­tycz­nej repre­zen­tan­tów wszel­kich opcji świa­to­po­glą­do­wych, szcze­gól­nie jed­nak bli­ska jest stron­nic­twom uzna­wa­nym za pra­wi­cowe. Nie wiem, co jeden z nie­daw­nych kan­dy­da­tów do obję­cia urzędu pre­zy­denc­kiego myślałby o widocz­nych na zdję­ciu obok owo­cach pracy agi­ta­to­rów, wal­czą­cych o jego zwy­cię­stwo w wybor­czej bata­lii. Być może byłby dumny, że jego zwo­len­nicy mani­fe­stują swoje popar­cie na Kah­len­bergu, być może iry­to­wa­łaby go bli­skość wspo­mnia­nego imbissu „Sobie­ski”… Nie­za­leż­nie od poli­tycz­nych wybo­rów, sym­bo­liczne i mate­rialne formy upa­mięt­nia­nia wojen­nych try­um­fów pozo­stają naj­wy­raź­niej­szymi nośni­kami tego, co uzna­wane jest za „patrio­tyczne”. Ten mecha­nizm ma wymiar uni­wer­salny, a zain­te­re­so­wa­nym jego ana­lizą pole­cam lek­turę tek­stów zna­nych auto­rów: Erica Hobs­bawma, Davida Cannadine’a, Bene­dicta Ander­sona, Alas­da­ira MacIntyre’a czy młod­szego Char­lesa Blat­t­berga, który pisuje o moż­li­wo­ści imple­men­ta­cji „nowego patrio­ty­zmu”, dystan­su­ją­cego się od nacjo­na­li­stycz­nych konotacji.

Jed­nak na wzgó­rzu nie­opo­dal Wied­nia nie sły­chać już prze­cież świstu husar­skich pió­ro­pu­szy, lecz przede wszyst­kim pro­wa­dzone w wielu języ­kach kon­wer­sa­cje czy brzęk monet wrę­cza­nych sprze­daw­com pocz­tó­wek i bre­locz­ków. Zwy­kłym tru­izmem byłoby tu jakie­kol­wiek stwier­dze­nie doty­czące glo­ba­li­za­cji, róż­no­rod­no­ści i prze­ni­ka­nia się zna­czeń. Tyle, że jako podob­nie nie­ory­gi­nalne jawi się odgrze­wa­nie patosu histo­rycz­nego w jego wer­sji rodem z pod­ręcz­nika dla uczniów pod­sta­wó­wek. Z całym sza­cun­kiem dla tych ostatnich!

Kategorie: Antropologia kultury, Historia, polityka, Wycieczki

Przeczytaj koniecznie również:

  • Ojciec strukturalizmu odszedł w wieku 100 lat 1 listo­pada zmarł Claude Lévi-Strauss (1908–2009), wybitny uczony, twórca struk­tu­ra­li­zmu,...
  • … i po żałobie Minęły już dwa mie­siące od tra­gicz­nego wypadku samo­lotu, w któ­rym zgi­nęło wielu...
  • Stara ława Ławę zna­la­złem pośród sterty drew­nia­nych odpa­dów, które miały nam słu­żyć...

Napisz komentarz