Galeria Sztuki Światowej w Śmietniku
Gdy rok temu przeprowadziłam się do kolejnego studenckiego mieszkanka na warszawskim Starym Mokotowie, pierwszą rzeczą, jaka mi się spodobała, była bliskość „śmietnikowego domku” (pomieszczenia dobudowanego do bloku z kontenerami na śmieci). Dodam, że nie jest to jedyny „domek” tego uroczego zakątka miasta: ok.100 m obok mieści(ł) się tzw. „żulowy domek”, w którym „wszystko się zdarzyć może…”. Ale odbiegam od tematu. Jak już wspominałam, śmietnik pozytywnie zaskoczył mnie swoją bliskością, gdyż wcześniej musiałam robić całą wycieczkę, aby zutylizować swoje radioaktywne odpady. Kolejne zaskoczenie przeżyłam po wejściu do środka, gdy na przeciwległej ścianie ponad gnijącą kapustą z okolicznego warzywniaka ujrzałam… plakat z reprodukcją obrazu Stanisława Wyspiańskiego „Józio Feldman”.
Od tego czasu, w dzień rocznicy Bitwy pod Grunwaldem, minął dokładnie rok, przez który bacznie obserwowałam zmiany zachodzące w naszej „plebejskiej” galeryjce. Pewnego dnia pojawiła się więc „Płonąca żyrafa” Salvadora Dalego, a wraz z nią naklejka na drzwiach z dokładnymi informacjami o tym obrazie. To był przełom.
Do tamtej chwili myślałam, że „Józio” wisi sobie ot tak od lat, bo komuś szkoda było go wyrzucić, więc zostawił go przyklejonego na ścianie. Ale tego dnia, kiedy zobaczyłam „Żyrafę”, zdałam sobie sprawę, że ktoś robi to z premedytacją – i oszalałam. Ogarnęło mnie uczucie serendipity opisywane przez Walpole’a, mój mózg z trudem rejestrował kolejne warstwy metaforyki tego miejsca. Sztuka vs. śmieci, długowieczność dzieła sztuki vs. ulotność gnijącej kapusty, piękno vs. brzydota, galeria vs. śmietnik, dobra duchowe vs. materialne, pożywienie dla duszy vs. dla ciała itd. Uff, już mi się zakręciło w głowie. Nie mogłam uwierzyć, że (wówczas) anonimowy dla mnie kustosz tego obiektu w pełni wolontaryjnym oddaniu dodaje nowe reprodukcje oraz troszczy się o zasób wiedzy zwiedzających — i to w śmietniku!
10 lutego 2010 pomysłodawca naszego małego muzeum nareszcie się ujawnił – okazał się nim być mieszkaniec osiedla i przy tym artysta, pan Jacek Bąkowski. Podczas uroczystego wernisażu w siarczystym mrozie na kolejnej ścianie śmietnika zawiśli „Żołnierze czarni” Grzegorza Rogali. Niedawno do zbiorów galerii dołączyły dwie nowe prace: „Labirynt” Joanny Krzysztoń i „Prawda” Klary Kopcińskiej. Niedawno obiekt został oficjalnie ochrzczony naklejką na drzwiach z napisem „Galeria Sztuki Światowej w Śmietniku” i teraz każdy już wie, o co chodzi. No… prawie każdy, bo kiedy parę dni temu robiłam galerii zdjęcia, to osiedlowi żule, którzy od zamknięcia „żulowego domku” przesiadują całymi dniami pod naszym kulturalnym śmietnikiem, byli wielce zdziwieni; nigdy wcześniej nie zwrócili uwagi na reprodukcje czy napisy na drzwiach. Cóż, niektórzy są bardziej odporni na sztukę.
Podsumowując: wielkie ukłony dla pana Bąkowskiego, który zajął się tą inicjatywą. Wyrzucanie śmieci nigdy nie było dla mnie tak edukacyjnym i surrealistycznym (dosłownie) przeżyciem, za co bardzo dziękuję. Może inni zainspirują się przykładem pana Jacka i będzie widywać się więcej takich ciekawostek? Ja tymczasem idę zutylizować swoje odpady. Kto by pomyślał, że może to być tak przyjemne?
Kategorie: EtnoWarszawa, wystawy










14 września 2011 o godz. 20:19
ciekaawy pomysl, ja z koleji maluje różne śmietniki na płótnie;) PEACE
12 marca 2012 o godz. 19:42
Miło mi że uprzyjemniałem wyrzut śmieci. Po spaleniu i odbudowaniu śmietnika przylepiłem nazwę i wkleiłem dwie nowe prace na drzwi wewnętrzne, ale nazwę i informacje zerwano. Prace zostały. Z wiosną szykuję się do powrotu reprodukcji malarstwa na ściany. Ale już bez szyldu, by nie prowokować zrywaczy. Jednak dla niektórych śmietnik ma zostać śmietnikiem. Pewnie jak ich głowa i znaczna część kraju. Nic to! Galerie mogą wydarzać się wszędzie. Pozdrawiam. J.B.