Beta

Bądź na bieżąco - RSS

Balanga w Arce Noego!

12 sierpnia 2010 |

Mahala Rai Banda, fot. A. Sobótka

Oto prze­ko­na­łam się, że rze­czy­wi­ście możemy mieć w jed­nym miej­scu cały świat. A to za sprawą ano­ma­lii pogo­do­wych, wywo­łu­ją­cych w Pol­sce tro­pi­kalne ulewy, w połą­cze­niu z dzia­łal­no­ścią kon­cer­tową Muzeum. Mam na myśli ostatni kon­cert prze­glądu „Jedna Europa, Wiele Kul­tur”, orga­ni­zo­wa­nego w Muzeum we współ­pracy ze Sto­wa­rzy­sze­niem Tran­set­nika. Jak możemy prze­czy­tać na stro­nie sto­wa­rzy­sze­nia, „»Jedna Europa, Wiele Kul­tur« jest kon­ty­nu­acją zako­rze­nio­nej już i dosko­nale przyj­mo­wa­nej w War­sza­wie cyklicz­nej imprezy kon­cer­to­wej »Mu­zyka w Muzeum«, która od 2001 r. odbywa się w Pań­stwo­wym Muzeum Etno­gra­ficz­nym. Ideą są spo­tka­nia z róż­nymi kul­tu­rami Europy i ich pre­zen­ta­cja na tle dorobku zna­ko­mi­tych war­szaw­skich, pol­skich artystów”.

Impreza, na którą skła­dały się film pt. „Gipsy music from Roma­nia” (reż. P. Pail­le­aud, J. Bouquin) oraz dwa kon­certy: polsko-ukraińskiego zespołu Čači Vorba oraz rumuń­skiej for­ma­cji Mahala Rai Banda, którą budują muzycy z dwóch pod­bu­ka­resz­tań­skich wsi, Cle­jani i Zece Pra­jini, prze­ro­dziła się w praw­dziwy festi­wal wie­lo­kul­tu­ro­wych inspi­ra­cji – i to nie tylko muzycz­nych.
Gdy w piąt­kowy wie­czór 6 sierp­nia po dniu pracy w PME posta­no­wi­łam zupeł­nie inco­gnito pozo­stać w Muzeum, nie spo­dzie­wa­łam się tak inten­syw­nego prze­ży­cia. Jako dziecko PRL-u spę­dza­łam waka­cje w Buł­ga­rii i Rumu­nii, gdzie osłu­cha­łam się z muzyką bał­kań­ską. To ta muzyka uwraż­li­wiła mnie na pol­ski folk­lor (nie na odwrót), trak­to­wany przez wielu Pola­ków tak obce­sowo, jak oddaje to popu­larne powie­dzonko: „Nie lubię cham­stwa i góral­skiej muzyki”. Na szczę­ście czasy się zmie­niły i powie­dzonko (chyba) prze­stało egzy­sto­wać. Ponie­waż lubię muzykę etniczną i fol­kową, sta­ram się sko­rzy­stać w pełni z war­szaw­skich ofert, ser­wu­ją­cych ten rodzaj gra­nia. Pozwala mi to stwier­dzić z przy­jem­no­ścią i na chwałę orga­ni­za­to­rów wyda­rze­nia w PME, że było ono jak na razie naj­lep­szym tego typu w let­nim sezo­nie w Warszawie.

Caci Vorba, fot. A. Sobótka

Naj­pierw był arcy­cie­kawy film, o któ­rym już wspo­mnia­łam, potem kon­cert Čači Vorby, zespołu gra­ją­cego zna­ko­mi­cie tech­nicz­nie, łączą­cego muzykę Cyga­nów bał­kań­skich, ukra­iń­skich, jazzu i piękny, czy­sty głos solistki Marii Natan­son. Uczta dla ucha kogoś, kto szuka dźwię­ków, znaj­du­ją­cych się dokład­nie na swoim miej­scu. Dodać należy, że muzyka ta ma słu­żyć zaba­wie; zespół sam okre­śla rodzaj muzyki, którą gene­ruje, jako „JOC’N’ROLL”, od rumuń­skiego słowa „joc” — taniec, zabawa. A ponie­waż o muzyce pisać, to jakby świę­to­kradz­two, załą­czam w tym miej­scu jej próbkę: http://www.myspace.com/cacivorba.

Gdy zespół ustą­pił miej­sca dętej kapeli Mahala Rai Banda, słu­cha­cze, zachę­ceni melo­dyj­no­ścią Čači Vorby, pode­rwali się na równe nogi już przy pierw­szym grzmo­cie wal­torni i trą­bek, zagłu­sza­ją­cych huk burzy. I tak pozo­sta­li­śmy jak w siód­mym nie­bie przez bli­sko dwie godziny, włącz­nie z dziew­czyną, która hoj­nie roz­da­wała swe wyrazy uwiel­bie­nia muzy­kom wprost na sce­nie. Muzyka – rumuń­ska, dan­cin­gowa, knaj­piana, cudowna do tańca. Można się zaska­kać na śmierć! A do tego ta nie­spo­dzie­wana aura! Sala kinowa Muzeum pękała w szwach; nie­uzbro­jona w kli­ma­ty­za­cję, zagęsz­czała atmos­ferę aż do praw­dzi­wej kul­mi­na­cji, w któ­rej połą­czyły się dwa żywioły: zabawa i ulewa.

Mahala Rai Banda, fot. A. Sobótka

Burza? Nie! Jak war­sza­wiacy widzieli na wła­sne oczy, był to naj­praw­dziw­szy potop. Zza ściany desz­czu nie było widać kościoła ewan­ge­lic­kiego. Tan­ce­rze i muzycy, w opa­rach wszech­pa­nu­ją­cej wil­goci, nie mogli się roz­stać tak długo, że i burza zdą­żyła się wyci­szyć. Wyszli­śmy roz­ra­do­wani na świat po poto­pie, zapa­mię­taw­szy z niego tylko radość.

W obli­czu 2010 roku i jego końca świata, PME spraw­dziło się w roli arki. Dodajmy, że zgod­nie z pla­nami remon­to­wymi, zosta­nie zain­sta­lo­wana w sali kino­wej kli­ma­ty­za­cja, co pozwoli tej arce opu­ścić świat stan­dar­dów „środ­ko­wo­eu­ro­pej­skich” i wpły­nąć w nową erę stan­dar­dów już „euro­pej­skich”. Chyba że komuś upal­nych nocy tego świata będzie żal! Bo na przy­kład ja sama nie wiem, czy lubię ele­ganc­kie zabawy…

Kategorie: EtnoWarszawa, muzeum, muzyka, wydarzenia

Przeczytaj koniecznie również:

  • Wielkanoc . Szu­ka­jąc wiel­ka­noc­nych inspi­ra­cji zaj­rze­li­śmy do  muze­al­nego archiwum. Pre­zen­tu­jemy efekty ...
  • Po Tuwie Zakoń­czy­li­śmy Dni Repu­bliki Tuwy w Pań­stwo­wym Muzeum Etno­gra­ficz­nym. Za nami trzy dni...
  • Etnokonkurs — Zgadnij, co to? Nie­do­stępne dla zwie­dza­ją­cych zaka­marki muzeum kryją w sobie wiele tajem­nic… Prze­pastne,...

Napisz komentarz