Matka Boska Peruwiańska
Parę dni temu, a ściślej mówiąc 15 sierpnia, miało miejsce katolickie święto Matki Boskiej Zielnej. Każdy, nawet nie-chrześcijanin, wie choćby mniej więcej, jak wyglądają w Polsce obchody tego święta. Ba, w Polsce i w całej Europie nie różnią się one aż nazbyt. Tego dnia msze święte, święcenie wianków i wiązanek wszelakich oraz okadzanie nimi mieszkań jest wciąż dosyć popularne. Czy jednak nie ciekawi Was, jak obchody takiego święta wyglądają, dajmy na to, w Peru? Jak we wszystkich krajach środkowoamerykańskich, tak i tutaj kult maryjny jest istotnym elementem, spajającym w pewien sposób wiarę chrześcijańską z zaszłościami lokalnych wierzeń.
Będąc w zeszłym roku na badaniach archeologicznych w południowych Andach, byłam świadkiem wielobarwnych i wielowymiarowych obchodów Virgen de la Asunta.
Pampacolca to kilkutysięczne miasteczko położone nieopodal wulkanu Coropuna, jakieś 8 godzin jazdy minibusem od miasta Arequipa. Co ciekawe, pomimo że Virgen de la Asunta jest patronką miasteczka (w jej dniu założono Pampacolcę), to jednak święto nie jest aż tak hucznie obchodzone, jakby mogło się wydawać. Z trzydniowymi obchodami konkuruje bardzo poważnie aż tygodniowe, czerwcowe święto Virgen del Carmen! Tak więc pomimo braku fundowania byków na corridę i innych atrakcji, Virgen de la Asunta stanowi ważny element kultury Peru, ukazując interesującą grę pomiędzy tym, co chrześcijańskie, a tym, co z definicji bardziej andyjskie.
Świętowanie zaczyna się 14 sierpnia. Wiele osób zamiast iść do pracy, bierze udział w przygotowaniach do święta. Zadania wydają się być ściśle podzielone – kobiety ozdabiają kościół i figurę Marii, mężczyźni ścigają się na rowerach, dzieci przygotowują się do występów na głównym placu. Wraz z miejscowym księdzem (Hindusem, od 3 lat na misji w miasteczku) oraz panem kościelnym, kobiety przystrajają ciemnowłosą Virgen kolorową, ręcznie wyszywaną suknią oraz drogocennym, posrebrzanym pasem. Sama suknia formą imituje wznoszącą się ku niebu górę. Maria-góra odzwierciedla więc wulkan Coropuna, któremu niegdyś składano w tym okresie dary (swoją drogą, wciąż obecne jest wykorzystywanie archeologicznych form architektonicznych w „pogańskich” obrządkach!).
Wieczorem tego samego dnia odbywa się procesja ulicami miasta. Przy akompaniamencie jednostajnej melodii (którą orkiestra uprzednio ćwiczyła 2 tygodnie od 5 rano), postać Marii rusza, prowadzona światłem zapalonych świec i wybuchających petard (osnuwających mgłą całą Pampacolcę). Przy wtórze puzonu, trąbek i religijnych śpiewów cała kolumna zatrzymuje się przy każdym z trzech, corocznie fundowanych przez inne rodziny, ołtarzach. Po krótkiej modlitwie i poświęceniu ołtarzy wodą z plastikowej butelki, każdy z fundatorów obsypuje figurę Virgen płatkami kwiatów. Ceremonia trwa, dopóki postać Marii nie znajdzie się z powrotem w kościele.
Drugi dzień, tak jak pisałam wcześniej, połączony jest ze świętem założenia miasteczka. Nic nie dziwi w tym aż tak, jak przedstawienia prezentowane przez dzieci… Zresztą sami zobaczcie i oceńcie, jak ma się taniec wokół drzewka, prace na polu i „przyjście” Jezuska do Matki Boskiej Zielnej…
Trzydniowa fiesta dobiega końca, gdy wszystkie z „maryjnych podarków” (takich jak słodkie obwarzanki, szalik czy kolorowe czapki) zostają zlicytowane przed wejściem do kościoła. I tak, wszystkie zebrane pieniądze przekazywane są księdzu, by ten odnowił największy z trzech miejskich kościółków. Kolorowa suknia Marii i jej posrebrzany pas chowane są do szafy na kolejny rok, a następnego dnia mieszkańcy Pampacolci i okolicznych terenów oddają cześć duchowi Coropuny — Apu, ulewając odrobinę z popijanej chichy…
Kategorie: Ameryka Południowa, Antropologia kultury, badania terenowe, Matka Boska, Tradycja







