Beta

Bądź na bieżąco - RSS

Archiwum czasowe - Grudzień 2011

Życzenia Noworoczne

31 grudnia 2011 | | Brak komentarzy

Życze­nia nowo­roczne napi­sał dla nas pan Jan Świder­ski, który w Pań­stwo­wym Muzeum Etno­gra­ficz­nym czuwa nad bez­pie­czeń­stwem eks­po­na­tów na wysta­wie Ręko­dzieło i rze­mio­sło ludowe.

 

Dro­dzy nasi Przyjaciele

Pra­cu­je­cie godzin wiele

Za co bar­dzo dziękujemy

Nowo­rocz­nie winszujemy:

Nie­chaj zima śnie­giem wieje

I przy­nie­sie nam nadzieję

Aby w tym następ­nym roku

Stał ktoś tuż przy Waszym boku

W Waszych ser­cach się rozgościł

Przy­niósł szczę­ście i radości.

 

 

 

 

Kategorie: muzeum, rok obrzędowy, Tradycja
Tagi: ,

Gotuj się na potrawy regionalne: byśki i nowe latka

30 grudnia 2011 | | Brak komentarzy

Byśki przy­bie­rały posta­cie zwie­rząt domo­wych i hodow­la­nych. Były to więc m.in.: koniki, krówki, owieczki, kury, gęsi, ale rów­nież  zwie­rzęta leśne: jelonki, zające niedź­wiadki. Nie­kiedy przy­bie­rały także kształt lale­czek lub pierścieni.

Nowe latka to zaś małe kręgi z posta­cią wyobra­ża­jącą gospo­da­rza, gospo­dy­nię lub paste­rza, oto­czo­nego figur­kami ptac­twa domo­wego. Przy­pi­sy­wano im magiczną moc i zawie­szano przy świę­tych obra­zach i domo­wych ołtarzykach.

…Minęły święta i sczer­stwiał chleb pie­czony na Boże Naro­dze­nie. Wcale to jed­nak nie zna­czy, ze wysty­gły pie­kar­niki. Gospo­dy­nie na nowo roz­czy­niały cia­sto i pie­kły, ponie­waż pochody kolęd­ni­ków nie­mal codzien­nie koła­tały do drzwi.
Jak sama nazwa wska­zuje, pie­czono je na powi­ta­nie Nowego Roku, w porze mię­dzy Bożym Naro­dze­niem a Syl­we­strem.

Czy­taj całość »

Kategorie: potrawy regionalne, rok obrzędowy, Tradycja
Tagi: , , , , ,

Kuchnia Indii

30 grudnia 2011 | | Brak komentarzy

W trak­cie reali­za­cji filmu doku­men­tal­nego o kinie bol­ly­wo­odz­kim zare­je­stro­wa­li­śmy rów­nież wątki doty­czące kuchni indyj­skiej.  Był to temat poboczny, ale na tyle inte­re­su­jący z kul­tu­ro­znaw­czego punktu widze­nia, że obok filmu ‘wła­ści­wego’ powstał krótki mate­riał o tema­tyce kuli­nar­nej. O jedze­niu, pro­ble­mach z gula­szem na stole i współ­pracy z kucha­rzami z Indii opo­wie­działa nam w paru sło­wach pani Helena Gąsienica-Daniel, wła­ści­cielka hotelu, w któ­rym zatrzy­mała się ekipa filmowa.

Auto­rzy filmu: Magda Guziejko, Mariusz Rani­szew­ski, Patryk Pawlaczyk

 

 

Kategorie: vlog
Tagi: , , , ,

Co robi etnolog na spektaklu, czyli do trzech razy sztuka.

27 grudnia 2011 | | 2 komentarze

Gdyby kto­kol­wiek miał  sko­men­to­wać sytu­ację, w jakiej ostat­nio zna­lazł się etno­log, to w zależ­no­ści od punktu widze­nia jedni powie­dzie­liby zazdro­śnie: — Ależ tra­fiła mu się gratka, inni zaś zarzu­ci­liby mu sno­bizm, a jesz­cze kolejni zapy­ta­liby: — Co? Na kim byłeś? A etno­log powie­działby — że pierwsi i dru­dzy mają rację, a i pozo­sta­łych też rozu­mie. Otóż był on na pre­mie­rze „Opo­wie­ści afry­kań­skich według Szekspira”.

Prawdę mówiąc nie powi­nie­nem tu strzę­pić języka nad „koń­cem” War­li­kow­skiego, nad wyczer­pa­niem się przez niego obra­nej kon­wen­cji. Wzmaga to tylko zain­te­re­so­wa­nie sztuką, która  nie jest tego warta. Ale zro­bię to, ponie­waż spek­takl jest nie tylko wyda­rze­niem kul­tu­ral­nym i pro­duk­tem z rynku usług kul­tu­ral­nych zaspo­ka­ja­ją­cym sno­bi­styczne zachcianki egzal­to­wa­nej publicz­no­ści. Spek­takl domaga się komen­ta­rza. Ma on prze­cież wyraz głęb­szy. Każdy by się obru­szył gdyby trak­to­wać przed­sta­wie­nie tylko jako event (a trwa na tyle długo, że zin­te­gro­wać można nie­jedną grupę)… A jaki głęb­szy wyraz miał dla etno­loga, to zaraz opowiem.

Nim jed­nak przejdę do clue nar­ra­cji, oddam War­li­kow­skiemu co war­li­kow­skie. Rze­czy­wi­ście w hie­rar­chii wyda­rzeń kul­tu­ral­nych pre­miera „Opo­wie­ści afry­kań­skich…”, rów­nać się może z Euro 2012 w skali wido­wi­ska spor­to­wego, oczy­wi­ście dla okre­ślo­nego odbiorcy: jest marka, jest pro­fe­sjo­na­lizm, jest jakość, jest warsz­tat, jest ban­kiet, jest świa­tek. Są tak ważne dla reży­sera emo­cje, tematy, świetna aktor­ska gra. Sło­wem jest wszystko czego po War­li­kow­skim mogli­by­śmy się spo­dzie­wać. Czego więc brakuje?

(A)pollonia, Koniec, Opo­wie­ści w War­sza­wie to …: trzy akty, trzy stu­dia, trzy zarwane noce, jedna sce­no­gra­fia, to samo oświe­tle­nie, te same spo­soby wyko­rzy­sta­nia mul­ti­me­diów, ten sam brak jakiej­kol­wiek logiki i sensu. Ale „(A)pollonię” i wiesz­czy „Koniec-Warlikowskiego”(choć pełen podziwu jestem, że można wła­sny koniec tak wypro­mo­wać, oczy­wi­ście poza kon­ku­ren­cją jest koniec świata) zostawmy na boku, przyj­rzyjmy się tylko „Opo­wie­ściom…”.

Czy­taj całość »

Kategorie: Antropologia kultury, EtnoWarszawa, Warszawa, życie miasta
Tagi: , , ,

Gotuj się na potrawy regionalne: Wigilia

23 grudnia 2011 | | 1 komentarz

Wie­cze­rzę wigi­lijną roz­po­czyna uka­za­nie się na nie­bie pierw­szej gwiazdy. To pamiątka po gwieź­dzie betle­jem­skiej, która w noc naro­dze­nia Jezusa wska­zy­wała drogę paste­rzom i Wschod­nim Mędr­com, w naszej tra­dy­cji zwa­nym Trzema Kró­lami. Jesz­cze przed zaję­ciem miejsc za sto­łem, należy poła­mać się opłat­kiem — jest to wyłącz­nie pol­ski oby­czaj, cha­rak­te­ry­styczny dla naszej tra­dy­cji, a wywo­dzący się z obrzę­dów sta­ro­chrze­ści­jań­skich. Wie­cze­rza wigi­lijna składa się z potraw post­nych, któ­rych liczbę i rodzaj okre­śla oby­czaj regio­nalny i domowy. W nie­któ­rych domach podaje się 12 dań, bo tyle jest mie­sięcy w roku (lub wg innej inter­pre­ta­cji — bo tylu było apo­sto­łów), w innych — gotuje się nie­pa­rzy­stą liczbę potraw. Jed­nak rzadko liczy się skru­pu­lat­nie dania. Ważne jest jedno: im wię­cej potraw na stole, tym więk­szy dosta­tek spły­nie na dom w nad­cho­dzą­cym roku. Nie­gdyś, zwłasz­cza na wsi, wie­cze­rzę przy­rzą­dzano wyłącz­nie z pło­dów ziemi: z wszyst­kiego co w polu, w lesie, w ogro­dzie i w wodzie. Był to wyraz hołdu skła­da­nego Ziemi – Żywi­cielce. Taki zestaw dań wigi­lij­nych, spo­ży­wa­nych z wielką powagą i namasz­cze­niem, miał także zapew­niać obfi­tość zbóż, warzyw, owo­ców, a ryba­kom obfite połowy. Na stole, na hono­ro­wym miej­scu kła­dziono cały boche­nek chleba, a cza­sem także czo­snek, który dawał siłę i odpor­ność na cho­roby, zdrowe zęby, a oprócz tego chro­nił przed cza­rami, złymi duchami i wam­pi­rami. Stary zwy­czaj naka­zuje, aby skosz­to­wać każ­dej potrawy wigi­lij­nej, bo w ten spo­sób oka­zuje się sza­cu­nek pło­dom ziemi i pokar­mom z nich przy­go­to­wa­nym. Zacho­wa­nie takie zapew­niało także pełne zapa­sów spi­żar­nie i strze­gło przed gło­dem. Wie­rzono, że osobę, która nie spró­buje któ­re­goś z wigi­lij­nych dań, w nad­cho­dzą­cym roku omi­nie jakaś korzyść, jakaś przy­jem­ność.

Czy­taj całość »

Kategorie: Bez kategorii, potrawy regionalne, rok obrzędowy, Tradycja
Tagi: , , , , , , , ,

Res musealiae: Ul i Boże Narodzenie, czyli pszczoły i ludzie oraz święta historia

Ule figu­ralne to odmiana uli tzw. kło­do­wych, wyko­ny­wa­nych z drą­żo­nych wewnątrz odcin­ków pni drzew, usta­wia­nych w pasie­kach w pozy­cji pio­no­wej (jako sto­jaki), pozio­mej (jako leżaki) lub umiesz­cza­nych na drze­wach w lesie. Ale „czynne” ule kło­dowe to w dużym stop­niu czas prze­szły. W ostat­nich latach dzięki pro­gra­mowi „Reak­ty­wa­cji bart­nic­twa” zaini­cjo­wa­nemu w Pol­sce przez WWF można zoba­czyć zasie­dlone przez psz­czoły ule kło­dowe m.in. na tere­nie Wigier­skiego Parku Naro­do­wego. Z kolei nie­czynne, ale nowe, wyko­nane współ­cze­śnie, przy­bie­ra­jące formę figu­ra­tywną ule, oglą­dać można np. w Muzeum Regio­nal­nym im. ks. J. Dzier­żo­nia w Klucz­borku i Skan­se­nie Rzeźby Monu­men­tal­nej w Pode­gro­dziu. Zabyt­kowe ule figu­ralne obecne są w kolek­cjach kilku muzeów w Pol­sce, m.in. w Muzeum Etno­gra­ficz­nym w Kra­ko­wie, Muzeum Etno­gra­ficz­nym we Wro­cła­wiu, Skan­se­nie Psz­cze­lar­skim w Stró­żach. W zbio­rach Pań­stwo­wego Muzeum Etno­gra­ficz­nego w War­sza­wie znaj­duje się zale­d­wie jeden ul figu­ralny (PME 9292), ale jest to jedyny znany ul przed­sta­wia­jący scenę Bożych Naro­dzin. Na tej skon­den­so­wa­nej powierzchni rzeź­biarz zawarł wszyst­kie ele­menty pod­sta­wo­wego zestawu bożo­na­ro­dze­nio­wej sce­ne­rii: żłóbek z Jezu­sem, Maryję, św. Józefa, osiołka i krowę oraz zwia­stu­ją­cego naro­dziny Bożego Syna Anioła. Ul wyko­nany z drewna lipo­wego, praw­do­po­dob­nie w wieku XIX, pocho­dzi ze Śląska. Nie znamy jego indy­wi­du­al­nej histo­rii; można przy­pusz­czać, iż stał przy ple­ba­nii w pasiece księ­dza pro­bosz­cza. Nie znamy inten­cji powsta­nia tego wize­runku. Możemy dywa­go­wać – czy powstał z chęci pre­zen­ta­cji innym ory­gi­nal­nego dzieła, czy przed­sta­wie­nie miało peł­nić rolę zewnętrz­nej „skon­den­so­wa­nej” w jed­nej bryle „szopki” przed ple­ba­nią (lub u innego gospo­da­rza), czy inwen­cja nale­żała do wyko­nu­ją­cego je arty­sty, czy powstał „na zamó­wie­nie” ? Nie­wąt­pli­wie ul jest dowo­dem na to, iż wśród dzieł powie­la­nych i powta­rzal­nych powsta­wały także te odbie­ga­jące od ogól­nie przy­ję­tych i popu­lar­nych.

Czy­taj całość »

Kategorie: eksponaty, Muzealia, rok obrzędowy, sztuka ludowa, Tradycja
Tagi: ,

Res musealiae: Eschatologiczny wymiar ligawy

Słowo ligawa koja­rzy się dzi­siaj może bar­dziej ze sztuką mięsa woło­wego, niż z poważ­nym adwen­to­wym instru­men­tem do o t r ę b y w a n i a adwentu, któ­rym oznaj­miano wszem nadej­ście czasu ocze­ki­wa­nia i przy­go­to­wa­nia na przyj­ście Jezusa. Czę­ściej jest uży­wane gwa­rowe okre­śle­nie ligawka. Jej nazwa pocho­dzi od lega­nia, czyli opie­ra­nia tego dłu­giego i cięż­kiego instru­mentu (naj­czę­ściej na pło­cie, ponie­waż jest to instru­ment uży­wany zasad­ni­czo na wol­nym powie­trzu). Ligawka – to instru­ment nale­żący do grupy aero­fo­nów, popu­lar­nie nazy­wa­nych instru­men­tami dętymi, a. gra na ligawce to liga­nie. Jej dłu­gość waha się od 1 m do nawet 2–3 m. Ligawka należy do naj­star­szych instru­men­tów uży­wa­nych w Pol­sce, pierw­sze pisane wzmianki o niej pocho­dzą z opisu arab­skiego podróż­nika Al-Bekriego z X/XI w. „Mają różne instru­menta ze stru­nami i dęte. Mają instru­ment dęty, któ­rego dłu­gość prze­cho­dzi 2 łokcie”[1]. Oskar Kol­berg w pod koniec wieku XIX pisał tak:
„Pod­czas Adwentu lud wiej­ski co nie­dziela o godz. 4-ej rano wcho­dzi do Kościoła na roraty tak, że zale­d­wie jedna osoba pozo­staje na straży w cha­cie. Przez cały adwent około godziny 8 z wie­czora wygry­wają parobcy swe melo­dye na l i g a w k a c h wyro­bio­nych z wierz­bo­wego lub lipo­wego drzewa, roz­łu­pa­nego, a następ­nie wyżło­bio­nego wewnątrz, wresz­cie złą­czo­nego znów i okle­jo­nego smołą. Nabitą jest ona obrącz­kami drew­nia­nymi i ma z końca węż­szego b ą c z e k do zadę­cia;  chcąc mieć odgłos jej dono­śnym i przy­jem­nym, kładą ligawkę w kry­pie do poje­nia bydła i zamra­żają. W cza­sie rorat przy­cho­dzą nie­któ­rzy z tymi ligaw­kami do Kościoła i grają na nich na chó­rze pod­czas Pod­nie­sie­nia i przy mszy Świę­tej„[2].

Czy­taj całość »

Kategorie: eksponaty, Muzealia, rok obrzędowy, Tradycja
Tagi: , , ,

Ligawka

19 grudnia 2011 | | Brak komentarzy

Ligawka” , reali­za­cja: K. Choj­nacki, P. Szacki 1982 r., Arch. PME/F. 78

 

 

Kategorie: vlog
Tagi: , ,

Archiwalna czasoprzestrzeń

17 grudnia 2011 | | Brak komentarzy

Czas: Wigi­lia Bożego Narodzenia

Prze­strzeń: ryciny z tygo­dni­ków ilu­stro­wa­nych z prze­łomu XIXXX wieku.

  1. Na Pasterkę, rys. J. Kos­sak, Kłosy nr 1880(?), sygn. Arch. PME I. 1736
  2. Przed Pasterką, wg. rys. Kędzier­skiego, sygn. Arch. PME dep. J.J. Michal­skich 425
  3. Połów ryb na Wigi­lię. Rysu­nek Fr. Kostrzew­skiego, Kłosy, 1882r., sygn. Arch. PME I.17363
  4. Sprze­daż cho­inek za Żela­zną Brama w War­sza­wie, Rysu­nek J. Ejsmonda, Tygo­dnik Ilu­stro­wany, 1884r., sygn. Arch. PME I. 17362
Kategorie: fotoblog
Tagi: , ,

Na tym wzgórzu postawcie mi świątynię…

15 grudnia 2011 | | Brak komentarzy

Na tym wzgó­rzu postaw­cie mi świą­ty­nię… Będę tam, zawsze gotowa by wysłu­chać waszego pła­czu, waszych smut­ków, by ule­czyć z wszel­kich trosk, każ­dego bólu, cierpienia…”

 

Gdy biedny India­nin, ochrzczony hisz­pań­skim imie­niem Juan Diego, ujrzał Matkę Boską na wzgó­rzu Tepeyac, nie mógł przy­pusz­czać, że oto wła­śnie rodzi się kult, który prze­trwa setki lat i sta­nie się nie­od­łączną czę­ścią mek­sy­kań­skiej toż­sa­mo­ści kul­tu­ro­wej i reli­gij­nej. Według legendy, gdy ówcze­sny biskup nie chciał uwie­rzyć w jego wizje, Matka Boska spra­wiła cud: na wzgó­rzu w środku zimy roz­kwi­tły róże, które Juan Diego miał zebrać do swo­jego płasz­cza i zanieść do sie­dziby władz kościel­nych. Gdy roz­sy­pał je przed zasko­czo­nym bisku­pem oka­zało się, że kwiaty zosta­wiły na płasz­czu nie tylko swój zapach, ale i obraz obja­wia­ją­cej mu się Świę­tej Panienki. Miało to miej­sce 12 grud­nia 1531 roku, w dniu, który do dziś pozo­staje świę­tem Matki Boskiej z Guada­lupe, Patronki Mek­syku i Cesa­rzo­wej Ame­ryk.

Czy­taj całość »

Kategorie: Antropologia kultury, Matka Boska, rok obrzędowy
Tagi: ,