Życzenia Noworoczne
Życzenia noworoczne napisał dla nas pan Jan Świderski, który w Państwowym Muzeum Etnograficznym czuwa nad bezpieczeństwem eksponatów na wystawie Rękodzieło i rzemiosło ludowe.
Drodzy nasi Przyjaciele
Pracujecie godzin wiele
Za co bardzo dziękujemy
Noworocznie winszujemy:
Niechaj zima śniegiem wieje
I przyniesie nam nadzieję
Aby w tym następnym roku
Stał ktoś tuż przy Waszym boku
W Waszych sercach się rozgościł
Przyniósł szczęście i radości.
Kategorie: muzeum, rok obrzędowy, Tradycja
Tagi: Nowy Rok, życzenia
Gotuj się na potrawy regionalne: byśki i nowe latka
Byśki przybierały postacie zwierząt domowych i hodowlanych. Były to więc m.in.: koniki, krówki, owieczki, kury, gęsi, ale również zwierzęta leśne: jelonki, zające niedźwiadki. Niekiedy przybierały także kształt laleczek lub pierścieni.
Nowe latka to zaś małe kręgi z postacią wyobrażającą gospodarza, gospodynię lub pasterza, otoczonego figurkami ptactwa domowego. Przypisywano im magiczną moc i zawieszano przy świętych obrazach i domowych ołtarzykach.
…Minęły święta i sczerstwiał chleb pieczony na Boże Narodzenie. Wcale to jednak nie znaczy, ze wystygły piekarniki. Gospodynie na nowo rozczyniały ciasto i piekły, ponieważ pochody kolędników niemal codziennie kołatały do drzwi.
Jak sama nazwa wskazuje, pieczono je na powitanie Nowego Roku, w porze między Bożym Narodzeniem a Sylwestrem. …
Czytaj całość »
Kategorie: potrawy regionalne, rok obrzędowy, TradycjaTagi: byśki, nowe latka, Nowy Rok, potrawy obrzędowe, potrawy regionalne, przepisy
Kuchnia Indii
W trakcie realizacji filmu dokumentalnego o kinie bollywoodzkim zarejestrowaliśmy również wątki dotyczące kuchni indyjskiej. Był to temat poboczny, ale na tyle interesujący z kulturoznawczego punktu widzenia, że obok filmu ‘właściwego’ powstał krótki materiał o tematyce kulinarnej. O jedzeniu, problemach z gulaszem na stole i współpracy z kucharzami z Indii opowiedziała nam w paru słowach pani Helena Gąsienica-Daniel, właścicielka hotelu, w którym zatrzymała się ekipa filmowa.
Autorzy filmu: Magda Guziejko, Mariusz Raniszewski, Patryk Pawlaczyk
Kategorie: vlog
Tagi: film, indie, kuchnia, potrawy regionalne, Zakopane
Co robi etnolog na spektaklu, czyli do trzech razy sztuka.
Gdyby ktokolwiek miał skomentować sytuację, w jakiej ostatnio znalazł się etnolog, to w zależności od punktu widzenia jedni powiedzieliby zazdrośnie: — Ależ trafiła mu się gratka, inni zaś zarzuciliby mu snobizm, a jeszcze kolejni zapytaliby: — Co? Na kim byłeś? A etnolog powiedziałby — że pierwsi i drudzy mają rację, a i pozostałych też rozumie. Otóż był on na premierze „Opowieści afrykańskich według Szekspira”.
Prawdę mówiąc nie powinienem tu strzępić języka nad „końcem” Warlikowskiego, nad wyczerpaniem się przez niego obranej konwencji. Wzmaga to tylko zainteresowanie sztuką, która nie jest tego warta. Ale zrobię to, ponieważ spektakl jest nie tylko wydarzeniem kulturalnym i produktem z rynku usług kulturalnych zaspokajającym snobistyczne zachcianki egzaltowanej publiczności. Spektakl domaga się komentarza. Ma on przecież wyraz głębszy. Każdy by się obruszył gdyby traktować przedstawienie tylko jako event (a trwa na tyle długo, że zintegrować można niejedną grupę)… A jaki głębszy wyraz miał dla etnologa, to zaraz opowiem.
Nim jednak przejdę do clue narracji, oddam Warlikowskiemu co warlikowskie. Rzeczywiście w hierarchii wydarzeń kulturalnych premiera „Opowieści afrykańskich…”, równać się może z Euro 2012 w skali widowiska sportowego, oczywiście dla określonego odbiorcy: jest marka, jest profesjonalizm, jest jakość, jest warsztat, jest bankiet, jest światek. Są tak ważne dla reżysera emocje, tematy, świetna aktorska gra. Słowem jest wszystko czego po Warlikowskim moglibyśmy się spodziewać. Czego więc brakuje?
(A)pollonia, Koniec, Opowieści w Warszawie to …: trzy akty, trzy studia, trzy zarwane noce, jedna scenografia, to samo oświetlenie, te same sposoby wykorzystania multimediów, ten sam brak jakiejkolwiek logiki i sensu. Ale „(A)pollonię” i wieszczy „Koniec-Warlikowskiego”(choć pełen podziwu jestem, że można własny koniec tak wypromować, oczywiście poza konkurencją jest koniec świata) zostawmy na boku, przyjrzyjmy się tylko „Opowieściom…”. …
Czytaj całość »
Kategorie: Antropologia kultury, EtnoWarszawa, Warszawa, życie miastaTagi: Opowieści afrykańskie, Szekspir, teatr, Warlikowski
Gotuj się na potrawy regionalne: Wigilia
Wieczerzę wigilijną rozpoczyna ukazanie się na niebie pierwszej gwiazdy. To pamiątka po gwieździe betlejemskiej, która w noc narodzenia Jezusa wskazywała drogę pasterzom i Wschodnim Mędrcom, w naszej tradycji zwanym Trzema Królami. Jeszcze przed zajęciem miejsc za stołem, należy połamać się opłatkiem — jest to wyłącznie polski obyczaj, charakterystyczny dla naszej tradycji, a wywodzący się z obrzędów starochrześcijańskich. Wieczerza wigilijna składa się z potraw postnych, których liczbę i rodzaj określa obyczaj regionalny i domowy. W niektórych domach podaje się 12 dań, bo tyle jest miesięcy w roku (lub wg innej interpretacji — bo tylu było apostołów), w innych — gotuje się nieparzystą liczbę potraw. Jednak rzadko liczy się skrupulatnie dania. Ważne jest jedno: im więcej potraw na stole, tym większy dostatek spłynie na dom w nadchodzącym roku. Niegdyś, zwłaszcza na wsi, wieczerzę przyrządzano wyłącznie z płodów ziemi: z wszystkiego co w polu, w lesie, w ogrodzie i w wodzie. Był to wyraz hołdu składanego Ziemi – Żywicielce. Taki zestaw dań wigilijnych, spożywanych z wielką powagą i namaszczeniem, miał także zapewniać obfitość zbóż, warzyw, owoców, a rybakom obfite połowy. Na stole, na honorowym miejscu kładziono cały bochenek chleba, a czasem także czosnek, który dawał siłę i odporność na choroby, zdrowe zęby, a oprócz tego chronił przed czarami, złymi duchami i wampirami. Stary zwyczaj nakazuje, aby skosztować każdej potrawy wigilijnej, bo w ten sposób okazuje się szacunek płodom ziemi i pokarmom z nich przygotowanym. Zachowanie takie zapewniało także pełne zapasów spiżarnie i strzegło przed głodem. Wierzono, że osobę, która nie spróbuje któregoś z wigilijnych dań, w nadchodzącym roku ominie jakaś korzyść, jakaś przyjemność. …
Czytaj całość »
Kategorie: Bez kategorii, potrawy regionalne, rok obrzędowy, TradycjaTagi: kluseczki z makiem, knysze z kapustą, kruchalce, kutia, potrawy świąteczne, siemieniotka, Tradycja, Wigilia, zupa migdałowa
Res musealiae: Ul i Boże Narodzenie, czyli pszczoły i ludzie oraz święta historia
Ule figuralne to odmiana uli tzw. kłodowych, wykonywanych z drążonych wewnątrz odcinków pni drzew, ustawianych w pasiekach w pozycji pionowej (jako stojaki), poziomej (jako leżaki) lub umieszczanych na drzewach w lesie. Ale „czynne” ule kłodowe to w dużym stopniu czas przeszły. W ostatnich latach dzięki programowi „Reaktywacji bartnictwa” zainicjowanemu w Polsce przez WWF można zobaczyć zasiedlone przez pszczoły ule kłodowe m.in. na terenie Wigierskiego Parku Narodowego. Z kolei nieczynne, ale nowe, wykonane współcześnie, przybierające formę figuratywną ule, oglądać można np. w Muzeum Regionalnym im. ks. J. Dzierżonia w Kluczborku i Skansenie Rzeźby Monumentalnej w Podegrodziu. Zabytkowe ule figuralne obecne są w kolekcjach kilku muzeów w Polsce, m.in. w Muzeum Etnograficznym w Krakowie, Muzeum Etnograficznym we Wrocławiu, Skansenie Pszczelarskim w Stróżach. W zbiorach Państwowego Muzeum Etnograficznego w Warszawie znajduje się zaledwie jeden ul figuralny (PME 9292), ale jest to jedyny znany ul przedstawiający scenę Bożych Narodzin. Na tej skondensowanej powierzchni rzeźbiarz zawarł wszystkie elementy podstawowego zestawu bożonarodzeniowej scenerii: żłóbek z Jezusem, Maryję, św. Józefa, osiołka i krowę oraz zwiastującego narodziny Bożego Syna Anioła. Ul wykonany z drewna lipowego, prawdopodobnie w wieku XIX, pochodzi ze Śląska. Nie znamy jego indywidualnej historii; można przypuszczać, iż stał przy plebanii w pasiece księdza proboszcza. Nie znamy intencji powstania tego wizerunku. Możemy dywagować – czy powstał z chęci prezentacji innym oryginalnego dzieła, czy przedstawienie miało pełnić rolę zewnętrznej „skondensowanej” w jednej bryle „szopki” przed plebanią (lub u innego gospodarza), czy inwencja należała do wykonującego je artysty, czy powstał „na zamówienie” ? Niewątpliwie ul jest dowodem na to, iż wśród dzieł powielanych i powtarzalnych powstawały także te odbiegające od ogólnie przyjętych i popularnych. …
Czytaj całość »
Kategorie: eksponaty, Muzealia, rok obrzędowy, sztuka ludowa, TradycjaTagi: Boże Narodzenie, ul
Res musealiae: Eschatologiczny wymiar ligawy
Słowo ligawa kojarzy się dzisiaj może bardziej ze sztuką mięsa wołowego, niż z poważnym adwentowym instrumentem do o t r ę b y w a n i a adwentu, którym oznajmiano wszem nadejście czasu oczekiwania i przygotowania na przyjście Jezusa. Częściej jest używane gwarowe określenie ligawka. Jej nazwa pochodzi od legania, czyli opierania tego długiego i ciężkiego instrumentu (najczęściej na płocie, ponieważ jest to instrument używany zasadniczo na wolnym powietrzu). Ligawka – to instrument należący do grupy aerofonów, popularnie nazywanych instrumentami dętymi, a. gra na ligawce to liganie. Jej długość waha się od 1 m do nawet 2–3 m. Ligawka należy do najstarszych instrumentów używanych w Polsce, pierwsze pisane wzmianki o niej pochodzą z opisu arabskiego podróżnika Al-Bekriego z X/XI w. „Mają różne instrumenta ze strunami i dęte. Mają instrument dęty, którego długość przechodzi 2 łokcie”[1]. Oskar Kolberg w pod koniec wieku XIX pisał tak:
„Podczas Adwentu lud wiejski co niedziela o godz. 4-ej rano wchodzi do Kościoła na roraty tak, że zaledwie jedna osoba pozostaje na straży w chacie. Przez cały adwent około godziny 8 z wieczora wygrywają parobcy swe melodye na l i g a w k a c h wyrobionych z wierzbowego lub lipowego drzewa, rozłupanego, a następnie wyżłobionego wewnątrz, wreszcie złączonego znów i oklejonego smołą. Nabitą jest ona obrączkami drewnianymi i ma z końca węższego b ą c z e k do zadęcia; chcąc mieć odgłos jej donośnym i przyjemnym, kładą ligawkę w krypie do pojenia bydła i zamrażają. W czasie rorat przychodzą niektórzy z tymi ligawkami do Kościoła i grają na nich na chórze podczas Podniesienia i przy mszy Świętej„[2]. …
Czytaj całość »
Kategorie: eksponaty, Muzealia, rok obrzędowy, TradycjaTagi: adwent, ligawa, ligawka, Szacki
Ligawka
„Ligawka” , realizacja: K. Chojnacki, P. Szacki 1982 r., Arch. PME/F. 78
Kategorie: vlog
Tagi: adwent, ligawka, Szacki
Archiwalna czasoprzestrzeń
Czas: Wigilia Bożego Narodzenia
Przestrzeń: ryciny z tygodników ilustrowanych z przełomu XIX i XX wieku.
- Na Pasterkę, rys. J. Kossak, Kłosy nr 1880(?), sygn. Arch. PME I. 1736
- Przed Pasterką, wg. rys. Kędzierskiego, sygn. Arch. PME dep. J.J. Michalskich 425
- Połów ryb na Wigilię. Rysunek Fr. Kostrzewskiego, Kłosy, 1882r., sygn. Arch. PME I.17363
- Sprzedaż choinek za Żelazną Brama w Warszawie, Rysunek J. Ejsmonda, Tygodnik Ilustrowany, 1884r., sygn. Arch. PME I. 17362
Tagi: archiwalia, Boże Narodzenie, ryciny
Na tym wzgórzu postawcie mi świątynię…
„Na tym wzgórzu postawcie mi świątynię… Będę tam, zawsze gotowa by wysłuchać waszego płaczu, waszych smutków, by uleczyć z wszelkich trosk, każdego bólu, cierpienia…”
Gdy biedny Indianin, ochrzczony hiszpańskim imieniem Juan Diego, ujrzał Matkę Boską na wzgórzu Tepeyac, nie mógł przypuszczać, że oto właśnie rodzi się kult, który przetrwa setki lat i stanie się nieodłączną częścią meksykańskiej tożsamości kulturowej i religijnej. Według legendy, gdy ówczesny biskup nie chciał uwierzyć w jego wizje, Matka Boska sprawiła cud: na wzgórzu w środku zimy rozkwitły róże, które Juan Diego miał zebrać do swojego płaszcza i zanieść do siedziby władz kościelnych. Gdy rozsypał je przed zaskoczonym biskupem okazało się, że kwiaty zostawiły na płaszczu nie tylko swój zapach, ale i obraz objawiającej mu się Świętej Panienki. Miało to miejsce 12 grudnia 1531 roku, w dniu, który do dziś pozostaje świętem Matki Boskiej z Guadalupe, Patronki Meksyku i Cesarzowej Ameryk. …
Czytaj całość »
Kategorie: Antropologia kultury, Matka Boska, rok obrzędowyTagi: Matka Boska, Tepeyac











