Res musealiae: Maglownica w swej funkcji pierwotnej/ maglownica sensualna/maglownica racjonalna/maglownica – fotel/ maglownica jako idea. Część II
„Nie podnieca mnie Wenus z Milo” — rozmowa z Maciejem Pęcakiem, przeprowadzona w Krakowie, w maju 2009 r.
Małgorzata Jaszczołt: Powiedz dlaczego inspirują cię „ludowe” formy ?
Maciej Pęcak: Dlatego, że są „ponadczasowe”. Ich bryła jest całkowicie ponadczasowa. Ten kto to zrobił bardzo dbał o kształt, o formę tego przedmiotu. Dla mnie to już nie jest tylko przedmiot, to jest bardzo ładna bryła rzeźbiarska.
M.J. Jako forma. A może coś więcej o tej formie. Jak ty to odbierasz ? Jak te formy cię inspirują ? Co w nich widzisz ? I jak mógłbyś uzasadnić to, że są ponadczasowe ?
M.P. Są ponadczasowe. Bo generalnie to taka forma abstrakcyjna. Ma funkcję i formę. I jest jednocześnie niezależna.
M.J. To znaczy, że dany przedmiot ma swoją utylitarną funkcję, a jednocześnie jest piękny ciekawy jako forma, jako forma rzeźbiarska.
M.P. Zasługuje na szacunek, zdecydowanie ten kto to zrobił. Dawniej robili to hurtem, ale jednak z dużą dbałością kształtu. A drewno ma w sobie duszę. To jest materiał, który żyje i to jest istotne. Przechodzi sam siebie, daje siebie. Mnóstwo jest przecież takich przedmiotów: zwykłe nosidła do noszenia wody, maglownice…
M.J. No właśnie, apropos maglownicy… Powiedz jak tworzyłeś ten fotel ?
M.P. Maglownicę ? Maglownica tak wyskoczyła… Bo to generalnie o co chodzi… Jak byłem gdzieś w podstawówce, jeszcze tak często do skansenu z kumplem chodziliśmy.
M.J. Ale chodziliście tam, żeby być wśród tych przedmiotów ?
M.P. Tak, przebywać, być, patrzeć na nie jak na piękne kobiety. To jest taka historia. Każdy przedmiot, warsztat tokarski czy kowalski, czy stolarski. Każde narzędzie, czy to strug, siekiera…, wszystko jest logicznie zbudowane i z szacunkiem do materiału. Tu akurat do drewna, w tym wypadku. W kowalstwie do metalu. Do charakteru materiału. To daje takie poczucie…
M.J. Ładu ?
M.P. … jest w tym harmonia i zrozumienie. Do tego co było, jest, a co będzie to wyniknie z dialogu. I takim wynikiem jest fotel – maglownica. Ale to z kolei jest taka sprawa, że to są moje powidoki z dzieciństwa. Ja sam nie wiem, nagle robię jakąś formę, a później kończę i zaczynam szukać, skąd ona się wzięła i nie zawsze dochodzę. Ale wiem jedno, że to są takie moje powidoki, to co zarejestrowałem gdzieś w dzieciństwie i teraz wyrzucam to z siebie. W takiej albo w takiej formie. A zdarzyło się, że widziałem to gdzieś, dużo, dużo wcześniej. Nigdy nie jest to takie same oczywiście, bo nie myślę o tym robiąc swoją formę. Sztuka to jest nic innego, jak wyrażanie myśli, własnych emocji.
M.J. A czy mógłbyś jeszcze w jakiś sposób bardziej, głębiej uzasadnić dlaczego te formy są takie ponadczasowe, takie doskonałe. Bo one się nie zmieniały właściwie przez stulecia, i były tak długi czas ? Dlaczego tak się stało, że człowiekowi udało się dopracować tak idealne formy ?
M.P. To jest ich siła. One już są tak ulepszone, że już nic dodać, nic ująć. Wyssane są całkowicie przez tego człowieka, który je zrobił. Ja odbieram te właśnie użytkowe formy bardzo abstrakcyjnie. One są ponadczasowe między innymi dlatego, że gdybyś zawiesiła taką formę w Muzeum sztuki nowoczesnej z odpowiednim skojarzeniem, odpowiednim tytułem to jest to forma bardzo abstrakcyjna. Są takie relacje, zachodzą pomiędzy przedmiotem, człowiekiem, jego funkcją i estetyką formy. To jest ponadczasowe. Dlatego właśnie.
M.J. Czy myślisz też o technice, w jakiej zostały wykonane ?
M.P. Tak, to zazwyczaj jakimiś bardzo prostymi środkami, jakimś kozikiem, dłutkiem, świderek, tutaj. To wszystko. Nie ma w tym filozofii, tylko jest prostota, która jest największą siłą. Nie prostactwo, tylko prostota. „Prostak” by tego nie zrobił. Prostą formę, użytkową, ale jakże subtelną jednocześnie. Musiał mieć dar, wrażliwość. To jest ta kreacja przecież. To wszystko się bierze gdzieś tam ze środka człowieka, ze świadomości i z serca, z uczucia, wrażliwości. Dokładnie tak.
M.J. Czy wyczuwasz twórcę w jakiś sposób, tego który to zrobił ?
M.P. Jasne. Jak widzę taką formę to od razu drążę temat kim był ten człowiek ? Czy mógł to zrobić inaczej. Zrobił tak… Co jest też podyktowane funkcją.
M.J. Powiedziałeś, że wychowałeś się w skansenie w Sanoku. Chodziłeś tam dlatego, że chciałeś oglądać przedmioty ?
M.P. Ich prostota mnie tak jakoś poruszyła. Prostota, niezależność, życie, jakaś taka ciągłość z przeszłością. Przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. To są wszystko rzeźby dla mnie, lepiej lub gorzej wykonane. Dawniej dbano bardzo o ich jakość.
M.J. A czy zastanawiasz się nad intencjami tych którzy to zrobili ? Czy oni robili to tylko po to żeby to służyło pragmatycznie ? Czy myślisz, że jednak w dużym stopniu brali pod uwagę, że to ma mieć również piękną formę oprócz tego, że ma służyć do tego do czego miało służyć ? Czy myślisz o tym ? Czy zastanawiasz się nad tym ? Czy tylko ważny jest sam przedmiot, który został, który przetrwał ?
M.P. Zaskakujące jest to, że jeśli przechodzisz oglądasz jakąś tam formę, to jest całkowicie nieczytelna pod względem swojej funkcji … Pierwsze co widzę, patrzę na formę. Ona, forma mówi. Jest jakaś tam narracja. Ale bardzo tajemnicza. I to jest piękne. Dlatego lubię chodzić, szperać gdzieś tam po muzeach właśnie…
M.P. Ale lubisz też dlatego, że znajdujesz formy, których nie znasz, czy też dlatego, że możesz widzieć – w muzeum nie można dotknąć eksponatów – ale jak patrzysz na to co znasz, bo jeżeli widzisz misę, maglownicę to wiesz do czego to służy, służyło. I wtedy co z tego „wyciągasz”, że to oglądasz ?
M.P. Oglądam kształt. Kształt mnie interesuje, bo są bardzo różne. Każdy rzemieślnik miał jakiś patent na pewną formę.. Różnorodność. To jest cecha istotna. Nie ma papki, nie ma jednolitości. Taka sama forma na północy wygląda całkiem inaczej. To jest piękne.
M.J. Wszystko dla ciebie może być piękne ? Nawet drewniana najprostsza łyżka…?
M.P. Oczywiście, zależy od jej kształtu. Od kształtu, jaki ma w sobie. Łyżka potrafi być piękniejsza niż Wenus z Milo, powiedzmy, tak na nasze regionalne, kulturowe sprawy nasze odniesienia. Nie podnieca mnie Wenus z Milo.
M.J. Czy dlatego, że w tym „coś jest”, a Wenus z Milo jest opisana, przeanalizowana ?
M.P. Bo jest bardziej intymne. I tyle. I służy ludziom. Tamto to jest tylko dekoracja generalnie. Jest jakaś idea włożona, temat. I można się podniecać tylko warsztatem, przez który został zrealizowany. Umiejętność. A to ma swoją intymność, jak. człowiek ma w sercu swoje pewne tajemnice i chowa intymność. Dobrze jak jest ta intymność.
M.J. Czy to jest ważne że przedmiot żył, był używany ?
M.P. Ja mogę dotknąć trochę tej energii gdzieś tam, „wziąć” ją. To jest dialog, który prowadzę z pradziadami, z duchami, z przodkami naszymi. Próbuję to zachować. W tym jest synteza. Dlatego lubię syntezę, zbyt dużo analizy nie jest potrzebne. Bo materiał też opowiada, mówi swoją strukturą, swoim językiem.
M.J. A dlaczego warto czerpać z własnych korzeni ?
M.P. Takie samookreślenie się ma to dobre w sobie, że uświadamia nam kim jesteśmy. Po co to się wzięło i skąd się to wzięło. Nie ma innej drogi, żeby dotrzeć do siebie samego, jak przez analizę przedmiotów, starych przedmiotów. Uciekamy trochę od takiego człowieczeństwa. Wszystko jest zuniwersalizowane, gonimy gdzieś tam w przestrzeń. Obcowanie z przedmiotem ma sens. Przedmiot mówi, dużo mówi, on ma duszę. Swoją aurę. I to jest dobra aura.
Maciej Pęcak ur. 7 lutego 1964 w Rymanowie, polski artysta rzeźbiarz, absolwent ASP w Krakowie. Motywy przewodnie to natura, człowiek, miasto.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Maciej_Pęcak
Kategorie: Muzealia, sztuka ludowa, Tradycja






