Beta

Bądź na bieżąco - RSS

Co robi etnolog w Gorcach?

5 marca 2012 |

Kolejne pyta­nie, na które odpo­wiedź zdaje narzu­cać się sama… Jest na bada­niach tere­no­wych; inwen­ta­ry­zuje ostat­nie, roz­pa­da­jące się gor­czań­skie sza­łasy — uwiel­bia wszakże drew­niane budow­nic­two ludowe; odwie­dza ostat­nich jesz­cze żyją­cych w Ochot­nicy i oko­licz­nych doli­nach gospo­da­rzy, co po Gor­cach wędro­wali małymi wydep­ta­nymi ścież­kami, co pamię­tają brak hałasu motoru spa­li­no­wego w górach, — narzę­dzia gospo­dar­cze to jego konik; szuka gor­czań­skich skrzyń z kwiet­nym moty­wem i innych sprzę­tów: jarzma do pracy w polu z woł­kiem, grze­bieni do boró­wek, drew­nia­nej sny­cerki, sto­łów, naczyń drew­nia­nych nart sma­ro­wa­nych smołą gdy zimą szło się w góry… Ale tak, tak to wygląda już tylko sen etnologa/grafa. Na jawie był tam zwy­czaj­nie poczła­pać na nar­tach i zoba­czyć praw­dziwą zimę, pobyć w samot­no­ści, uciec z miasta.

Brnąc cza­sem w śniegu nawia­nym po pas (nawet narty nie chro­niły go przed zapa­da­niem się) sunął w ciszy sły­sząc stłu­miony stu­kot wła­snych wią­zań, świst fok o śnieg, co i raz łomot opa­da­ją­cych z drzew czap śniegu i huczący wiatr– zatem czy w ciszy? Uciekł z mia­sta szu­kać ciszy — a tu z desz­czu pod rynnę. Ale czy na pewno?

Cóż cisza jako taka w natu­ral­nym środo­wi­sku prze­cież nie ist­nieje. Jest cisza wymy­słem czło­wieka poszu­ku­ją­cym naj­prost­szych odpo­wie­dzi, wyra­zem binar­nego uprosz­cze­nia, nie­pre­cy­zyj­no­ścią i nie­po­rad­no­ścią języka, kon­flik­tem zna­cze­nia, czymś obecnym/nieobecnym tylko w spe­cjal­nych stu­diach wygłu­szo­nych kształ­tem i fakturą.W stu­diach, gdzie Jag­ger, Rogers czy Gar­di­ner nagry­wają brak ciszy sprze­da­wany w nie­zli­czo­nych ilo­ściach. Gdyby rze­czy­wi­ście ist­niała — w sen­sie braku dźwięku — już dawno z naszych (miró)kosteczek –mło­tecz­ków, kowa­de­łek i strze­mią­czek — ewo­lu­cja zro­bi­łaby kolejną parę oczu zmie­nia­jąc kubizm w wie­lo­wy­mia­rowy hiper­na­tu­ra­lizm, a kino 3D od lat byłby prze­żyt­kiem. A tylko temu, że stale coś sły­szymy zawdzię­czamy spo­sob­ność mówie­nia o ciszy: zło­wiesz­cza, prze­ra­ża­jąca, błoga, kojąca. To tylko nasze nie­do­sko­nałe ucho pozwala nam pytać co jest ciszą gdzie(?), jak cisza brzmi(?), jaka cisza jest(?), co cisza zna­czy?. Wyraź­nie sły­chać kul­tu­rowy rys ciszy.

Ale wcale nie o ciszy w Gor­cach będzie, ani nawet o Gor­cach samych, a za to o stwo­rze­niach, które cisza, samot­ność i prze­strzeń rodzą.

Czy mógł etno­log spo­tkać w małych Gor­cach Yeti, któ­rego poszedł tam szu­kać? Czy Otzi w tara­paty wpadł, bo na odcisk sta­nął jakiejś “wiel­kiej sto­pie”? Wydaje się, że nie. Każdy chyba umiałby etno­lo­gowi wska­zać miej­sce, gdzie naj­ła­twiej można zoba­czyć Yeti. Legendy i bada­nia pro­wa­dzą w Hima­laje. Rein­hold Mes­sner napi­sał w swo­jej książce, że widział tako­wego stwora – ale przy­ci­skany nie pisnął o nim nic inte­re­su­ją­cego, czego nie wie­dzie­liby już wcze­śniej kryp­to­zo­olo­dzy. Z róż­no­rod­no­ści prze­ka­zów doty­czą­cych mon­gol­skiego Almatsy wynika, że tam­tej­sze Yeti nie jest jedy­na­kiem, że nie prze­pada za kon­tak­tem z isto­tami swo­jej rasy – woli ludzi, któ­rych porywa z prze­róż­nych powo­dów i moty­wa­cji, raz po raz są to cele matry­mo­nialne, czego można się dowie­dzieć z legend koczow­ni­ków. Płeć męska Almatsy też nie jest tak oczy­wi­sta. Mówi się, że Almatsy porywa rów­nież i męż­czyzn w celach prokreacji.

Pół­nocno ame­ry­kań­ska „Wielka Stopa”- czyż to nie daleki krewny hima­laj­skiego czło­wieka śniegu? Nie łączy ich miecz czy kądziel, a o dziwo w gło­wie antro­po­loga są oni sobie bar­dzo bli­scy. Tyle, że do tych homi­ni­dów antro­po­log dołą­czyłby wiel­kiego kal­mara z opo­wie­ści Verne’a, „Potwora z Loch Ness”, bazy­liszka, nor­we­skie olbrzymy z Juten­he­imu, czy medialne i ludowe poda­nia wyra­sta­jące wokół wiel­kiego kota, który gra­so­wał po Pol­sce w 2009r.. Nie łączy ich gene­tyka, rodzina, czy bio­lo­gicz­nie rozu­miany gatu­nek. Gdzie zatem jest ten punkt wspólny? Naj­prost­szą odpo­wie­dzią jest — kul­tura i skłon­ność czło­wieka do nadinterpretacji .

Pod­sta­wo­wym z nich jest ludzka wyobraź­nia, która płata figle w nie­zna­nych, stre­su­ją­cych sytu­acjach. A te bar­dzo czę­sto wiążą się z przy­rodą, która nas ota­cza. W gór­skich, leśnych, mor­skich, pustyn­nych pej­za­żach, sło­wem we wszyst­kich tych, które gubią swój roz­miar w hory­zon­cie, czło­wiek dostrze­gał tajem­ni­czość, a to budziło jego obawę. Kolejną wspólną cechą jest/była owa tajem­ni­czość, która w wcho­dząc w zręby tra­dy­cji sta­wała się pod­porą dla mitycz­nej opo­wie­ści o wspa­nia­łych miesz­kań­cach gór, o skar­bach ukry­tych w jezio­rach, czy miej­scach ini­cja­cyj­nych prób w leśnych ostę­pach. Ta opo­wieść w kon­fron­ta­cji rze­czy­wi­sto­ści wyobra­żo­nej z zasta­nym sta­nem przy­rody kształ­to­wała postaci, które zamieszkiwały/zamieszkują te miej­sca i w pewien spo­sób były/są ich repre­zen­ta­cjami i meta­fo­rycz­nymi przed­sta­wie­niami — i tak Yeti od czło­wieka jest więk­szy, spraw­niej­szy, wytrzy­mal­szy, tajem­ni­czy, nie­od­gad­niony, biały i co ważne owło­siony (włosy to temat na inne roz­wa­ża­nia). W tym przy­padku mogą one sym­bo­licz­nie odsy­łać nas do dzi­ko­ści, braku przy­na­leż­no­ści do grupy ludzi, media­cyj­nego cha­rak­teru istoty itp. — Tego typu wyja­śnie­nie wypływa z pew­nej swo­istej, romantyczno-mitologicznej wizji świata, który zamiesz­ki­wały różne istoty i który pozna­walny był tylko w ogra­ni­czo­nym stop­niu.  Współ­cze­śnie bli­żej nam chyba do wyja­śnie­nia psychologiczno-egzystencjalnego, gdzie te wszyst­kie wyobra­żone stwory nie uosa­biają prze­strzeni o okre­ślo­nych cechach, ale nas samych, któ­rzy swoje lęki i stra­chy we wszystko wpi­su­jemy, gdzie chwi­lowe trud­no­ści z akcep­ta­cją rze­czy­wi­sto­ści zisz­czają się w potwo­rach, które następ­nie pry­skają przy rozu­mo­wej ana­li­zie.  Takie roz­wią­za­nie zagadki wydaje się być cał­kiem słuszne, zwa­żyw­szy na to, że naj­czę­ściej widu­jemy “zwie­rzo­człe­ko­upiory” kiedy jeste­śmy sami, w eks­tre­mal­nie trud­nych i stre­su­ją­cych orga­nizm sytu­acjach. Yeti i hima­la­izm zdaje się być ide­alną parą, upo­sta­cio­wie­niem nie­ludz­kiego wysiłku, stra­chu i stresu.

Zatem czy w Gor­cach gra­suje Yeti? Oczy­wi­ście, że tak i co wię­cej — nie jeden.

Kategorie: Antropologia kultury, przesądy

Przeczytaj koniecznie również:

1 komentarz do “Co robi etnolog w Gorcach?”

  1. Klara napisał/a:

    O, nie, nie obej­dzie się bez »lu­do­wy­ch« akcentów!;)NIe na etno-blogu! Pro­szę bar­dzo — w ciszy po kwiat paproci czy wróżbę andrzej­kową, a ulu­biony Bie­ge­le­isen zapi­suje a pro­pos medy­cyny ludo­wej, jak bar­dzo cisza była waż­nym »skład­ni­kiem« medy­cyny ludo­wej: XIXw.: nosze­nie »nie­omó­wio­nej« wody przez dziew­częta w Wiel­ka­noc, średnio­wie­cze– obmy­wa­nie wodą w ciszy czło­wieka urze­czo­nego itp… A poza tym oczy­wi­ście etno­lo­gia opo­wie Etno­lo­gowi o wszyst­kich rytu­al­nych fazach mil­cze­nia zale­ca­nych w »ri­tes de pas­sa­ges« etc. Jak znajdę chwilę, to może i w jakimś Kol­bergu znaj­dzie się pas­sus o CISZY w kon­te­scie grze­bie­nia do borówek;)


Napisz komentarz