Co robi etnolog w Gorcach?
Kolejne pytanie, na które odpowiedź zdaje narzucać się sama… Jest na badaniach terenowych; inwentaryzuje ostatnie, rozpadające się gorczańskie szałasy — uwielbia wszakże drewniane budownictwo ludowe; odwiedza ostatnich jeszcze żyjących w Ochotnicy i okolicznych dolinach gospodarzy, co po Gorcach wędrowali małymi wydeptanymi ścieżkami, co pamiętają brak hałasu motoru spalinowego w górach, — narzędzia gospodarcze to jego konik; szuka gorczańskich skrzyń z kwietnym motywem i innych sprzętów: jarzma do pracy w polu z wołkiem, grzebieni do borówek, drewnianej snycerki, stołów, naczyń drewnianych nart smarowanych smołą gdy zimą szło się w góry… Ale tak, tak to wygląda już tylko sen etnologa/grafa. Na jawie był tam zwyczajnie poczłapać na nartach i zobaczyć prawdziwą zimę, pobyć w samotności, uciec z miasta.
Brnąc czasem w śniegu nawianym po pas (nawet narty nie chroniły go przed zapadaniem się) sunął w ciszy słysząc stłumiony stukot własnych wiązań, świst fok o śnieg, co i raz łomot opadających z drzew czap śniegu i huczący wiatr– zatem czy w ciszy? Uciekł z miasta szukać ciszy — a tu z deszczu pod rynnę. Ale czy na pewno?
Cóż cisza jako taka w naturalnym środowisku przecież nie istnieje. Jest cisza wymysłem człowieka poszukującym najprostszych odpowiedzi, wyrazem binarnego uproszczenia, nieprecyzyjnością i nieporadnością języka, konfliktem znaczenia, czymś obecnym/nieobecnym tylko w specjalnych studiach wygłuszonych kształtem i fakturą.W studiach, gdzie Jagger, Rogers czy Gardiner nagrywają brak ciszy sprzedawany w niezliczonych ilościach. Gdyby rzeczywiście istniała — w sensie braku dźwięku — już dawno z naszych (miró)kosteczek –młoteczków, kowadełek i strzemiączek — ewolucja zrobiłaby kolejną parę oczu zmieniając kubizm w wielowymiarowy hipernaturalizm, a kino 3D od lat byłby przeżytkiem. A tylko temu, że stale coś słyszymy zawdzięczamy sposobność mówienia o ciszy: złowieszcza, przerażająca, błoga, kojąca. To tylko nasze niedoskonałe ucho pozwala nam pytać co jest ciszą gdzie(?), jak cisza brzmi(?), jaka cisza jest(?), co cisza znaczy?. Wyraźnie słychać kulturowy rys ciszy.
Ale wcale nie o ciszy w Gorcach będzie, ani nawet o Gorcach samych, a za to o stworzeniach, które cisza, samotność i przestrzeń rodzą.
Czy mógł etnolog spotkać w małych Gorcach Yeti, którego poszedł tam szukać? Czy Otzi w tarapaty wpadł, bo na odcisk stanął jakiejś “wielkiej stopie”? Wydaje się, że nie. Każdy chyba umiałby etnologowi wskazać miejsce, gdzie najłatwiej można zobaczyć Yeti. Legendy i badania prowadzą w Himalaje. Reinhold Messner napisał w swojej książce, że widział takowego stwora – ale przyciskany nie pisnął o nim nic interesującego, czego nie wiedzieliby już wcześniej kryptozoolodzy. Z różnorodności przekazów dotyczących mongolskiego Almatsy wynika, że tamtejsze Yeti nie jest jedynakiem, że nie przepada za kontaktem z istotami swojej rasy – woli ludzi, których porywa z przeróżnych powodów i motywacji, raz po raz są to cele matrymonialne, czego można się dowiedzieć z legend koczowników. Płeć męska Almatsy też nie jest tak oczywista. Mówi się, że Almatsy porywa również i mężczyzn w celach prokreacji.
Północno amerykańska „Wielka Stopa”- czyż to nie daleki krewny himalajskiego człowieka śniegu? Nie łączy ich miecz czy kądziel, a o dziwo w głowie antropologa są oni sobie bardzo bliscy. Tyle, że do tych hominidów antropolog dołączyłby wielkiego kalmara z opowieści Verne’a, „Potwora z Loch Ness”, bazyliszka, norweskie olbrzymy z Jutenheimu, czy medialne i ludowe podania wyrastające wokół wielkiego kota, który grasował po Polsce w 2009r.. Nie łączy ich genetyka, rodzina, czy biologicznie rozumiany gatunek. Gdzie zatem jest ten punkt wspólny? Najprostszą odpowiedzią jest — kultura i skłonność człowieka do nadinterpretacji .
Podstawowym z nich jest ludzka wyobraźnia, która płata figle w nieznanych, stresujących sytuacjach. A te bardzo często wiążą się z przyrodą, która nas otacza. W górskich, leśnych, morskich, pustynnych pejzażach, słowem we wszystkich tych, które gubią swój rozmiar w horyzoncie, człowiek dostrzegał tajemniczość, a to budziło jego obawę. Kolejną wspólną cechą jest/była owa tajemniczość, która w wchodząc w zręby tradycji stawała się podporą dla mitycznej opowieści o wspaniałych mieszkańcach gór, o skarbach ukrytych w jeziorach, czy miejscach inicjacyjnych prób w leśnych ostępach. Ta opowieść w konfrontacji rzeczywistości wyobrażonej z zastanym stanem przyrody kształtowała postaci, które zamieszkiwały/zamieszkują te miejsca i w pewien sposób były/są ich reprezentacjami i metaforycznymi przedstawieniami — i tak Yeti od człowieka jest większy, sprawniejszy, wytrzymalszy, tajemniczy, nieodgadniony, biały i co waż
ne owłosiony (włosy to temat na inne rozważania). W tym przypadku mogą one symbolicznie odsyłać nas do dzikości, braku przynależności do grupy ludzi, mediacyjnego charakteru istoty itp. — Tego typu wyjaśnienie wypływa z pewnej swoistej, romantyczno-mitologicznej wizji świata, który zamieszkiwały różne istoty i który poznawalny był tylko w ograniczonym stopniu. Współcześnie bliżej nam chyba do wyjaśnienia psychologiczno-egzystencjalnego, gdzie te wszystkie wyobrażone stwory nie uosabiają przestrzeni o określonych cechach, ale nas samych, którzy swoje lęki i strachy we wszystko wpisujemy, gdzie chwilowe trudności z akceptacją rzeczywistości ziszczają się w potworach, które następnie pryskają przy rozumowej analizie. Takie rozwiązanie zagadki wydaje się być całkiem słuszne, zważywszy na to, że najczęściej widujemy “zwierzoczłekoupiory” kiedy jesteśmy sami, w ekstremalnie trudnych i stresujących organizm sytuacjach. Yeti i himalaizm zdaje się być idealną parą, upostaciowieniem nieludzkiego wysiłku, strachu i stresu.
Zatem czy w Gorcach grasuje Yeti? Oczywiście, że tak i co więcej — nie jeden.
Kategorie: Antropologia kultury, przesądy







6 marca 2012 o godz. 08:38
O, nie, nie obejdzie się bez »ludowych« akcentów!;)NIe na etno-blogu! Proszę bardzo — w ciszy po kwiat paproci czy wróżbę andrzejkową, a ulubiony Biegeleisen zapisuje a propos medycyny ludowej, jak bardzo cisza była ważnym »składnikiem« medycyny ludowej: XIXw.: noszenie »nieomówionej« wody przez dziewczęta w Wielkanoc, średniowiecze– obmywanie wodą w ciszy człowieka urzeczonego itp… A poza tym oczywiście etnologia opowie Etnologowi o wszystkich rytualnych fazach milczenia zalecanych w »rites de passages« etc. Jak znajdę chwilę, to może i w jakimś Kolbergu znajdzie się passus o CISZY w kontescie grzebienia do borówek;)