Archiwum autorskie - Karolina Marcinkowska
Liczba artykułów: 4

Bądź na bieżąco - RSS
Liczba artykułów: 4
Zielony, złoty i czerwony: barwy pachnące spokojnym reggae i słońcem Etiopii. Mocne, intensywne, życiodajne. Miewają zaskakujące wcielenia – jak w przypadku pomarańczowego, słodkiego ciastka knafe. Ale bywają też pokrzepiające, szczególnie gdy poranek deszczowy, mglisty. Wtedy można go spędzić z kolorami w głowie, w przytulnej cukierni znajdującej się gdzieś w górach Karmel, na południowym wschodzie od miasta Haifa.
Niebieski, głęboki jak morze, jak niebo bezkresne, jak tuareski szal towarzyszący mi zawsze w moich podróżach. Chroni twarze wędrowców przed piaskiem i złym spojrzeniem, a mnie być może przed odnalezieniem się w szarości. Jeszcze biały, kolor najwyższej cnoty, czystości duszy i ciała. I długiej brody uśmiechniętego starca ze zdjęcia wiszącego nad barem, podpisanego: „Welcome to the Druze village, Daliat El Carmel”.
Czytaj całość »
Kategorie: "z życia działu", badania terenowe
Król Marcel, król Soazara (na codzień żona Marcela) i ja, fot. Jarsyl Mamodje
„Dlaczego akurat Madagaskar?” — powtarzające się pytanie Malgaszów i nie tylko. A ja dopiero teraz zauważyłam, że nie wiadomo dlaczego silę się zawsze na jakieś formułki typu: „bo to między Afryką a Azją, coś unikalnego, niepowtarzalnego, itd itp…i kult przodków i różnorodność…”. A to, co naprawdę czuję, odpowiedź, która jest najbliższa „mojej” prawdy, to – „bo takie jest moje VINTANA”. To jedno z tych trudno przetłumaczalnych, malgaskich słów, oznaczających coś między przeznaczeniem a drogą wytyczoną przez przodków. Przodkowie (a nie lemury!) to przecież główni panowie i władcy Czerwonej Wyspy. Nazwę kraju, dziwną i nic mi kiedyś nie mówiącą, pamiętam dobrze z dzieciństwa – to był moment, w którym znajomy mamy, różdżkarz, narysował mapę „moich” miejsc. Był Berlin, coś jeszcze brzmiącego dość domowo i… Madagaskar. Pamiętam, że pojawił się wtedy w mojej głowie trochę komiksowy, wielki znak zapytania i migający komunikat: „po co, na co i kiedy w ogóle bym miała się tam znaleźć??”. Teraz już wiem…!
Czytaj całość »
Kategorie: "z życia działu", Afryka, Antropologia kultury, badania terenowe
Tabliczka lukasa, dar Klaasa de Jonge, 23176 PME, Fot. Edward Koprowski
Właśnie jestem w trakcie pracy nad prelekcją multimedialną: zbieram materiały, układam je w logiczną całość, porządkuję zdjęcia tak, by ich kolejność naprowadzała moją wypowiedź na sugerowaną w temacie ścieżkę. Równocześnie wykonuję inną pracę, nie wymagającą zbytniego udziału intelektu, dość mechaniczną i znienawidzoną przez wszystkich muzealników: drukuję wypełnione już karty katalogu naukowego obiektów. Zatrzymuję się niepostrzeżenie nad jednym opisem, opatrzonym zdjęciem i obszernym komentarzem dotyczącym znaczenia i symboliki tabliczki zwanej lukasa.
I nagle — olśnienie! Tyle zbieżności można odnaleźć w logice konstruowania układu prelekcji w Power Point-cie (a następnie jego „werbalizowania” podczas wykładu) i w odczytywaniu treści z drewnianej tabliczki przez mędrca z Konga!
…
Czytaj całość »
Kategorie: "z życia działu", Afryka, eksponaty
Olimpijskie mydło, powidło i święte obrazki; fot. Karolina Marcinkowska
Mało utrzymało się takich miejsc w Warszawie. Ciężko dziś o autentyczność, spontaniczne spotkania, ludzi z własnym życiem wypisanym na twarzy. W niewielu miejscach (a w Warszawie tym bardziej) zachowała się sztuka targowania się, przekomarzania, wspólnego spędzania czasu. Na bazarze mającym miejsce co niedzielę wokół stadionu Olimpia, wir staroświeckich komplementów to norma. Zachowanie bywalców Olimpii przypomina mi niemalże afrykańskie „stosunki zaczepne”, a różnorodność doznań i bogactwo towarów – bazary kontynentu bliskiemu mojemu sercu.
Na Olimpii można znaleźć wszystko, spotkać piękne postaci tzw. „Olimpijczyków”, a niedziela bez Olimpii to dla mnie – ale i dla wielu innych „bazaro-uzależnionych”- niedziela stracona. Szczególnie jeśli żywioł afrykańskich targowisk nie jest pod ręką!
OLIMPIA to nazwa stadionu, który w niedzielę przeradza się w huczący bazar tzw. „mydła i powidła”. Jak nie wiesz, gdzie go szukać w wielkiej Warszawie– znajdź żyrafę (!) zespawaną z rur i złomu, stojącą za stacją benzynową, na rogu ul.Górczewskiej i Al. Prymasa Tysiąclecia i przejdź przez stoiska z ubraniami, owocami, warzywami, skręć w prawo i podążaj w stronę zadrzewionego placyku.
Czytaj całość »
Kategorie: EtnoWarszawa