﻿<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Ethnomuseum.pl Blog &#187; Katarzyna Lipińska</title>
	<atom:link href="http://ethnomuseum.pl/blog/author/kasialipinska/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://ethnomuseum.pl/blog</link>
	<description>Blog Działu Etnografii Polski i Europy Państwowego Muzeum Etnograficznego w Warszawie</description>
	<lastBuildDate>Mon, 14 May 2012 10:37:16 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>O polskich Świętach Grudniowych słów kilka</title>
		<link>http://ethnomuseum.pl/blog/2009/12/21/o-polskich-swietach-grudniowych-slow-kilka/</link>
		<comments>http://ethnomuseum.pl/blog/2009/12/21/o-polskich-swietach-grudniowych-slow-kilka/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 21 Dec 2009 15:41:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Katarzyna Lipińska</dc:creator>
				<category><![CDATA[Antropologia kultury]]></category>
		<category><![CDATA[EtnoWarszawa]]></category>
		<category><![CDATA[Tradycja]]></category>
		<category><![CDATA[tożsamość]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ethnomuseum.pl/blog/?p=2299</guid>
		<description><![CDATA[Za parę dni Święta Bożego Narodzenia. Z tej okazji wypadałoby napisać jakiś tekst świąteczny w duchu, wspomnieć o tradycjach związanych z tymi dniami, ale jak to zrobić, żeby nie popaść w banał? Co roku zwiedzający muzeum etnograficzne mogą uczestniczyć w świątecznym kiermaszu, oglądają bożonarodzeniowe szopki, słuchają koncertów z ludowymi kolędami,  a w tygodnikach opiniotwórczych pojawiają się eseje, które analizują doświadczenie świąt we wszystkich możliwych aspektach – od utyskiwania [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!-- 		@page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } 		P { margin-bottom: 0.21cm } --></p>
<p><!-- 		@page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } 		P { margin-bottom: 0.21cm } --></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">Za parę dni Święta Bożego Narodzenia. Z tej okazji wypadałoby napisać jakiś tekst świąteczny w duchu, wspomnieć o tradycjach związanych z tymi dniami, ale jak to zrobić, żeby nie popaść w banał?</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">
<div id="attachment_2354" class="wp-caption alignleft" style="width: 209px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/12/tree-of-life.jpg" rel="wp-prettyPhoto[g2299]"><img class="size-medium wp-image-2354" title="tree of life" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/12/tree-of-life-199x300.jpg" alt="Drzewo Życia, uniwersalny symbol osi kosmicznej, płodności i&nbsp;witalności, tu na&nbsp;świątyni w&nbsp;Laosie fot. ze strony &#104;&#116;&#116;&#112;&#58;&#47;&#47;&#119;&#119;&#119;&#46;&#102;&#108;&#105;&#99;&#107;&#114;&#46;&#99;&#111;&#109;&#47;&#112;&#104;&#111;&#116;&#111;&#115;&#47;&#52;&#48;&#48;&#52;&#50;&#51;&#51;&#50;&#64;&#78;&#48;&#52;/3923627411/, autor k1llYRid0ls" width="199" height="239" /></a><p class="wp-caption-text">Drzewo Życia, uniwersalny symbol osi kosmicznej tu na świątyni w Laosie fot. ze strony http://www.flickr.com/, autor k1llYRid0ls</p></div>
<p>Co roku zwiedzający muzeum etnograficzne mogą uczestniczyć w świątecznym kiermaszu, oglądają bożonarodzeniowe szopki, słuchają koncertów z ludowymi kolędami,  a w tygodnikach opiniotwórczych pojawiają się eseje, które analizują doświadczenie świąt we wszystkich możliwych aspektach – od utyskiwania na konsumpcjonizm po szkice teologiczne. Telewizja publiczna emituje programy religijne i dokumentalne  w całości poświęcone tematyce świątecznej.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">Niełatwo znaleźć zjawisko,  które wkrótce nie zostanie upublicznione przez media i  przedstawione na wyższym poziomie merytorycznym, niż zezwala na to forma blogowej notatki.<br />
Zaproponuję Wam więc pewną alternatywę dla dyskursu świątecznego, nie odchodząc przy tym zbyt daleko od naszej rodzimej (?) tradycji. Tekst będzie o Polakach, którzy odwołują się w te dni do innych, niekatolickich wymiarów naszej tożsamości.</p>
<p style="margin-bottom: 0cm;"><span id="more-2299"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;">
<p style="margin-bottom: 0cm;"><span style="font-size: small;"><span style="font-family: Times New Roman,serif;"><span style="font-size: medium;"><strong>Czciciele Niezwyciężonego Słońca</strong></span></span></span></p>
<p><a href="http://rodzimawiara.org/" target="_blank"><span class="wp-caption"><em>„ Oto dokonało się kolejne Koło Swaroże, dokonał się rok, przeminęły cztery jego pory i znów stoimy tu, u progu nowego cyklu. Nastały Gody — Szczodry Wieczór. Dziś żerzymy narodziny Bożica, Młodego Słońca Niezwyciężonego, Swaroga, który tego dnia najkrócej panuje, by po tej nocy odrodzić się i dać nową nadzieję i zapowiedź swej chwały. Nadchodzi zima, dzieciństwo Słońca, które będzie wzrastać z dnia na dzień, by w końcu pokonać ciemność u szczytu swej potęgi. „</em></span></a><br />
W ten sposób administratorzy strony związku wyznaniowego <em>Rodzima Wiara</em> zapraszają do świętowania Szczodrych Godów, triumfu odradzającego się słońca.<br />
W pierwotnej religijności najkrótszy dzień w roku był momentem przełomowym. To tego dnia słońce przegrywało walkę z ciemnością, by odrodzić się na nowo i ożywiając uśpioną w czasie zimy ziemię, rozpocząć nowy cykl wegetacyjny.</p>
<div id="attachment_2353" class="wp-caption alignright" style="width: 310px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/12/slonce.jpg" rel="wp-prettyPhoto[g2299]"><img class="size-medium wp-image-2353" title="slonce" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/12/slonce-300x284.jpg" alt="Łaciński Bóg Słońce Niezwyciężone, fot. ze strony http://www.flickr.com/photos/ideacreamanuelapps/3541392299/ , autor ideacreamanuelaPps" width="300" height="284" /></a><p class="wp-caption-text">Łaciński Bóg Słońce Niezwyciężone, fot. ze strony http://www.flickr.com/photos/ideacreamanuelapps/3541392299/ , autor ideacreamanuelaPps</p></div>
<p>Nieprzypadkowo najważniejsze święto chrześcijańskie, Boże Narodzenie, zostało umieszczone w kalendarzu liturgicznym pod datą 25 grudnia. Tego dnia następował kulminacyjny moment w obchodach rzymskiego nowego roku, poświęconych bogu Słońca <em>Sol invictus </em>(słońce niezwyciężone), latyńskiemu odpowiednikowi greckiego Apollina i indoirańskiego Mitry. Kościół postanowił wpisać w ten okres nowe, zgodne jego doktryną znaczenia.<br />
Na ziemiach słowiańskich święta te, odbywające się na przełomie grudnia i stycznia,  nazywano Godami, od starosłowiańskiego słowa „rok”, ponieważ był to czas przejściowy pomiędzy ubywającym starym rokiem a konstytuującym się nowym czasem. W obrębie tego świętego czasu zachwiane były zasady regulujące życie społeczne w ciągu roku, a granica pomiędzy światem żywych i umarłych zacierała się. Wieczerzano przy grobach ze zmarłymi, aby uspokoić ich dusze, żeby po zakończeniu święta mogły powrócić do siebie. Chaos był niezbędny, by mogła zostać stworzona nowa jakość, kolejny, pomyślny czas.<br />
Tradycje te, których korzenie sięgają prasłowiańskich religii utrzymywały się na polskiej wsi do niedawna i harmonijnie współistniały z chrześcijańską symboliką religijną ( np. drzewko przyozdabiane owocami, które miało być zaklinaniem płodności ziemi i symbolicznym łącznikiem pomiędzy światem profanicznym i sakralnym zostało skojarzone  z biblijnym drzewem życia), a  niektóre ich  ślady pozostały do dzisiaj (dodatkowy, pusty talerz, który stawiamy na wigilijnym stole, sianko wkładane pod obrus jako symbol urodzaju). Kolędy, które dziś kojarzą nam się z pieśniami religijnymi, pierwotnie były świeckimi piosenkami noworocznymi.</p>
<p><!-- 		@page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } 		P { margin-bottom: 0.21cm } --></p>
<p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal;"><span style="font-size: medium;"><strong>Polak– Słowianin</strong></span></p>
<p>Rodzimowiercy, którzy posiadają w Polsce obecnie trzy legalnie działające związki wyznaniowe  <em>Rodzima Wiara</em>, <em>Rodzimy Kościół Polski</em> i zarejestrowany, ale od paru lat zawieszony w działalności  <em>Polski Kościół Słowiański</em>, rokrocznie odtwarzają te obrzędy, oczyszczając je z wpływów chrześcijańskich. Polskie ruchy neopogańskie zaczęły powstawać na bazie światopoglądu, czerpiącego z ideologii, której zalążki pojawiały się już w dziewiętnastym wieku. Głosiła ona, że chrystianizacja Polski zniszczyła unikalną kulturę, kolonizując Słowian i narzucając im nie tylko obcą wiarę, ale i system gospodarczo — społeczny (feudalizm przeciwstawiony „demokratycznym” wspólnotom rodowo — plemiennym).</p>
<p>Z braku pisanych wykładni wiary, do której nawiązują, neopoganie konstruują swoje obrzędy w oparciu o materiały historyczne, etnograficzne i dzieła polskich pisarzy i poetów,  zdradzające fascynację starą kulturą słowiańską.  Szczególnie ważną postacią dla ideologii ruchu neopogańskiego jest Zorian Dołęga Chodakowski, autor rozprawy <em>O Sławiańszczyźnie przed chrześcijaństwem</em> z 1818 roku, jeden z prekursorów Romantycznej „mody na ludowość”, otwarcie występujący przeciwko religii chrześcijańskiej, poszukujący metafizyki w mądrości ludu.</p>
<div id="attachment_2355" class="wp-caption alignright" style="width: 310px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/12/mitra.jpg" rel="wp-prettyPhoto[g2299]"><img class="size-medium wp-image-2355" title="mitra" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/12/mitra-300x211.jpg" alt="Mitra, perski Bóg Światłości i&nbsp;Słońca, którego kult roprzestrzenił się w&nbsp;Europie hellenistycznej, fot. ze strony http://www.flickr.com/photos/giopuo/3285602968/, autor giopuo" width="300" height="211" /></a><p class="wp-caption-text">Mitra, perski Bóg Światłości i Słońca, którego kult roprzestrzenił się w Europie hellenistycznej, fot. ze strony http://www.flickr.com/photos/giopuo/3285602968/, autor giopuo</p></div>
<p>Na argument, że źródła dotyczące religii dawnych Słowian są skąpe i rozproszone, a te, które się zachowały badacze podają w wątpliwość ( m.in. panteon bóstw słowiańskich autorstwa Jana Długosza  zakwestionowany jako sztuczna konstrukcja oparta na antycznych wzorach) rodzimowiercy odpowiadają  że  <a href="http://www.rkp.w.activ.pl/index.php?option=com_content&amp;task=view&amp;id=6&amp;Itemid=11" target="_blank"> „ (…)prawa przyrody są stałe a w Wierze Starosłowiańskiej to właśnie ona jest przejawem nie tylko mocy ale również istoty Boga. Nasza religia nie musi wiernie oddawać rytuałów z przed kilku wieków wystarczy, że odzyskamy sens dawnych przesłań.”<br />
</a>Współcześni poganie odżegnują się od politeizmu, bogów takich jak Swarożyc traktując jako personifikację natury, poprzez  którą manifestuje się jedyne, niepoznawalne bóstwo. Na stronach internetowych poszczególnych stowarzyszeń często „racjonalność” praw kosmicznych przeciwstawiana jest irracjonalności religii chrześcijańskiej.</p>
<p><!-- 		@page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } 		P { margin-bottom: 0.21cm } --></p>
<p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal;">„<span style="font-size: medium;"><strong>O Słońce, Słońce gromowe”</strong></span></p>
<p>Świętowanie Godów  przebiega w obrębie Zadrugi – w przedfeudalnych państwach słowiańskich była to wspólnota plemienno– rodowa, obecnie nazwa ta odnosi się do członków rodzimowierczej społeczności.<br />
Mistrzów ceremonii nazywa się Żercami. Otwierają oni spotkanie inwokacją do Swarożyca,    potem przy wykonywaniu czynności rytualnych cały czas wygłaszają hymny na cześć     Słońca, m.in. ten napisany przez Stanisława Wyspiańskiego -<br />
<em> </em></p>
<p><!-- 		@page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } 		P { margin-bottom: 0.21cm } 		A:link { color: #000080; so-language: zxx; text-decoration: underline } --></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;"><em>Wierni<br />
(Żerec .….)<br />
O Słońce, Słońce gromowe<br />
Przybądź w czerwonych łunach.<br />
(Żerec .….)<br />
O Słońce, Słońce gromowe!<br />
Przybądź w czerwonych łunach!<br />
Świetli nam głowy czerwienią!<br />
Świetli nam ciało tęczami!<br />
(Żerec .….)<br />
O Słońce, Słońce gromowe<br />
Przychodzisz w ogniowych łunach.<br />
Spalić krzyżem opętanych<br />
Przywalić popiołem mętami<br />
Kościoły, kolumny Romy.<br />
(Żerec .….)<br />
Razem: Włady, rozwierasz przestworze!<br />
</em><span style="font-family: Times New Roman,serif;"><span style="font-size: small;"><em><span lang="pl-PL"><span style="font-weight: normal;"> </span></span></em></span></span></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;"><span style="font-family: Times New Roman,serif;"><span style="font-size: small;"><em><span lang="pl-PL"><span style="font-weight: normal;"><br />
</span></span><span style="font-weight: normal;"> </span></em></span></span></p>
<p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; font-weight: normal;">
<div id="attachment_2356" class="wp-caption alignright" style="width: 310px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/12/fruits-and-nuts.jpg" rel="wp-prettyPhoto[g2299]"><img class="size-medium wp-image-2356" title="fruits and nuts" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/12/fruits-and-nuts-300x225.jpg" alt="Symbolika płodności do&nbsp;dziś towarzyszy tradycjom Bożego Narodzenia, fot. ze strony http://www.flickr.com/photos/ywds/348071332/in/photostream/, autor Milica Sekulic" width="300" height="225" /></a><p class="wp-caption-text">Symbolika płodności do dziś towarzyszy tradycjom Bożego Narodzenia, fot. ze strony http://www.flickr.com/photos/ywds/348071332/in/photostream/, autor Milica Sekulic</p></div>
<p style="margin-bottom: 0cm;"><span style="font-style: normal;"><span style="font-weight: normal;">Kuliminacyjnym aktem w obrzędzie jest podpalenie symbolu słońca, swastyki (świaszczycy), po którym odbywa się uczta, zwana ze starosłowiańska </span></span><em><span style="font-weight: normal;">pirem</span></em><span style="font-style: normal;"><span style="font-weight: normal;">. Potrawy serwowane z życzeniem pomyślności w nowym roku to typowo słowiański repertuar dań – kołacz, kiełbasa oraz miód pitny.Wszystkie rytuały odprawiane są w ściśle zamkniętym kręgu – symbolu trwałości i siły wspólnoty słowiańskiej. Rekwizyty, których Żercy używają podczas ceremonii symbolizują płodność ziemi, a pośrednio dostatek są to m.in. sianko, czy ziarna owsa. Przed rozpoczęciem uczty krąg otwiera się a Żerca kończy spotkanie mówiąc, że mimo rozpięcia, krąg </span></span><em><span style="font-weight: normal;">Zadrugi </span></em><span style="font-style: normal;"><span style="font-weight: normal;">przetrwał i trwać będzie po wsze czasy.</span></span></p>
<p><!-- 		@page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } 		P { margin-bottom: 0.21cm } --></p>
<p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal;"><span style="font-size: medium;"><strong>Odzyskana tożsamość?</strong></span></p>
<p>W <em>Niesamowitej Słowiańszczyźnie</em> prof. Maria Janion, szukając przyczyn polskiego poczucia niższości, wysuwa hipotezę, że jest to spowodowane brutalnym odcięciem naszych przodków od ich dziedzictwa kulturowego. Polacy pojawili się na arenie dziejów jako naród barbarzyński, pozbawiony wyraźnej tożsamości kulturowej, w Europie Zachodniej skazany na podrzędną pozycję.<br />
Czy opisane przeze mnie inicjatywy, w takiej formie, w jakiej funkcjonują obecnie, są w stanie wzbogacić dyskusję o polskiej tożsamości narodowej?<br />
Jak myślicie? Jak oceniacie tego typu ruchy?</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ethnomuseum.pl/blog/2009/12/21/o-polskich-swietach-grudniowych-slow-kilka/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Pastorał i butelka Coli — o historii postaci zwanej w Polsce Świętym Mikołajem</title>
		<link>http://ethnomuseum.pl/blog/2009/12/06/2106/</link>
		<comments>http://ethnomuseum.pl/blog/2009/12/06/2106/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 06 Dec 2009 09:21:52 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Katarzyna Lipińska</dc:creator>
				<category><![CDATA[Antropologia kultury]]></category>
		<category><![CDATA[Tradycja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ethnomuseum.pl/blog/?p=2106</guid>
		<description><![CDATA[Czy Wy także od jakiegoś czasu z lekką niecierpliwością  wyczekujecie  tych paru dni wolnych od pracy ? W katalogach hipermarketów i dodatkach do popularnych tygodników szukacie pakietów świątecznych dla osób, którym nigdy nie wiadomo co kupić? Mnie święta zaskoczyły już miesiąc temu w supermarkecie, gdy kupowałam Coca — Colę. Na etykiecie pojawił się roześmiany staruszek w długim, przepasanym grubym pasem czerwonym palcie,  czapce z pomponikiem [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!-- 		@page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } 		P { margin-bottom: 0.21cm } --></p>
<p style="margin-bottom: 0cm; line-height: 100%; widows: 0; orphans: 0;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: medium;"> </span></span></p>
<div id="attachment_2092" class="wp-caption alignright" style="width: 333px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/12/DSC_0286.JPG" rel="wp-prettyPhoto[g2106]"><img class="size-full wp-image-2092" style="margin: 3px;" title="DSC_0286" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/12/DSC_0286.JPG" alt="DSC_0286" width="323" height="214" /></a><p class="wp-caption-text">Impreza Mikołajkowa na placu Zamkowym, fot.Agata Perkowska</p></div>
<p>Czy Wy także od jakiegoś czasu z lekką niecierpliwością  wyczekujecie  tych paru dni wolnych od pracy ? W katalogach hipermarketów i dodatkach do popularnych tygodników szukacie pakietów świątecznych dla osób, którym nigdy nie wiadomo co kupić?<br />
Mnie święta zaskoczyły już miesiąc temu w supermarkecie, gdy kupowałam Coca — Colę. Na etykiecie pojawił się roześmiany staruszek w długim, przepasanym grubym pasem czerwonym palcie,  czapce z pomponikiem ozdobionym liściem wiciokrzewu, z workiem, którego magiczność podkreślają wylatujące z niego kolorowe gwiazdki . Oczywiście takie same cudowności ulatniają się z szyjki butelki gazowanego napoju, które staruszek ściska w drugiej ręce. Od razu stanął mi przed oczami biało-czerwony  konwój ciężarówek i towarzysząca temu widokowi piosenka <em>Coraz bliżej święta</em>. Od tego momentu zaczął się adwent odliczany kolejnymi pralinkami z bajkowo ozdobionej bombonierki.</p>
<p><span id="more-2106"></span></p>
<p><!-- 		@page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } 		P { margin-bottom: 0.21cm } --></p>
<p style="margin-bottom: 0cm; line-height: 100%; widows: 0; orphans: 0;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: medium;"><strong><span style="background: transparent none repeat scroll 0% 0%; -moz-background-clip: -moz-initial; -moz-background-origin: -moz-initial; -moz-background-inline-policy: -moz-initial;">Święty patron kupców</span></strong></span></span></p>
<p>Na kolejne oznaki nadchodzących świąt nie trzeba było długo czekać. Witryny restauracji, kwiaciarni, księgarni, sklepów papierniczych błyszczą bąbkami choinkowymi, migają lampkami, a w centrum tych dekoracji znajduje się ta sama postać, której obecność na etykietce popularnego</p>
<div id="attachment_2096" class="wp-caption alignright" style="width: 333px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/12/DSC_0296.JPG" rel="wp-prettyPhoto[g2106]"><img class="size-full wp-image-2096" style="margin: 3px;" title="DSC_0296" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/12/DSC_0296.JPG" alt="Mikołaj robi sobie przerwę, fot. Agata Perkowska" width="323" height="214" /></a><p class="wp-caption-text">Mikołaj robi sobie przerwę, fot. Agata Perkowska</p></div>
<p>napoju przypomniała mi o świętach. Alejki centrów handlowych wypełniły się jej mniej lub bardziej udanymi naśladowcami. W niektórych krajach, np.w Wielkiej Brytanii istnieją specjalne instytucje, które szkolą kandydatów na sobowtóra jowialnego pana z brodą. Po egzaminach ‚  które mają potwierdzić znajomość imion wszystkich reniferów z latającego zaprzęgu i umiejętność poprawnej wokalizacji okrzyku „Ho, ho, ho, ho”, na ulice Londynu wypuszczani są w okresie świątecznym profesjonalni Święci Mikołajowie.<br />
Obrazki jak co roku, ale może warto się zastanowić kim jest ten święty i jak to się stało, że jest głównym bohaterem świąt Bożego Narodzenia?</p>
<p><!-- 		@page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } 		P { margin-bottom: 0.21cm } --></p>
<p style="margin-bottom: 0cm; line-height: 100%; widows: 0; orphans: 0;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: medium;"><strong><span style="background: transparent none repeat scroll 0% 0%; -moz-background-clip: -moz-initial; -moz-background-origin: -moz-initial; -moz-background-inline-policy: -moz-initial;">Święty Cudotwórca </span></strong></span></span></p>
<div id="attachment_2094" class="wp-caption alignleft" style="width: 333px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/12/DSC_0307.JPG" rel="wp-prettyPhoto[g2106]"><img class="size-full wp-image-2094" style="margin: 3px;" title="Święty zaprasza do&nbsp;robienia świątecznych zakupów, fot.Agata Perkowska" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/12/DSC_0307.JPG" alt="Święty zaprasza do&nbsp;robienia świątecznych zakupów, fot.Agata Perkowska" width="323" height="214" /></a><p class="wp-caption-text">Święty zaprasza do robienia świątecznych zakupów, fot.Agata Perkowska</p></div>
<p>W naszym kręgu kulturowym odpowiedź wydaje się prosta. Tuż przed Bożym Narodzeniem, 6 grudnia obchodzimy dzień Świętego Mikołaja, biskupa z Myry, cudotwórcy, który podrzucając biedakowi mieszek ze złotem, uchronił jego córki przed nierządem.<br />
Współczesny jego odpowiednik nie tylko wizualnie odbiega od oryginału.<br />
Święty chrześcijański również przedstawiony był z drogocennymi przedmiotami w jednej i rózgą w drugiej ręce, z tym, że ta druga nie była bynajmniej traktowana żartobliwie. Wizerunek świętego widniał w szkołach jako przestroga przed niewłaściwym zachowaniem i obietnica wynagrodzenia za opanowanie nauki katechizmu. Dar ten nie mieścił się w materialnych przedmiotach, był darem wiary i zgodnego z jej zasadami  postępowania. Biskup strzegł przestrzegania świętego prawa, a grzeszników surowo karał, przypominając im, gdzie jest ich miejsce (znana jest pocztówka ze świętym, która niegrzeczne dzieci oddaje diabłu). Ten dar miał więc wymiar moralny i dydaktyczny, faktycznie trzeba było sobie na niego zasłużyć.<br />
Autorka interesującego eseju <em>Od daru do prezentu</em>, Izolda Topp zwraca także  uwagę, że święty był związany nie tylko z dziećmi.  Mali ludzie, którzy towarzyszą biskupowi z Myry na starych obrazkach są symbolicznymi przedstawieniami czystych, niewinnych dusz .  Dopiero wraz z pojawieniem się religii protestanckiej, odrzucającej kult świętych  i rozkwitem kultury mieszczańskiej, która nadała dzieciom podmiotowość, surowego biskupa zastąpiły postaci z bajek,a grudniowe święta obok swojego wymiaru religijnego i edukacyjnego, zyskały nowy świecki wymiar – stały się afirmacją dzieciństwa.</p>
<p><!-- 		@page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } 		P { margin-bottom: 0.21cm } --></p>
<p style="margin-bottom: 0cm; line-height: 100%; widows: 0; orphans: 0;"><span style="background: transparent none repeat scroll 0% 0%; -moz-background-clip: -moz-initial; -moz-background-origin: -moz-initial; -moz-background-inline-policy: -moz-initial;"> <span style="font-size: medium;"><strong><span style="font-family: Arial,sans-serif;">Dobry Duch Świąt </span></strong></span></span><span style="font-size: medium;"><strong> </strong></span></p>
<div id="attachment_2097" class="wp-caption alignright" style="width: 333px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/12/DSC_0299.JPG" rel="wp-prettyPhoto[g2106]"><img class="size-full wp-image-2097" style="margin: 3px;" title="DSC_0299" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/12/DSC_0299.JPG" alt="Zaprzęg Świętego Mikołaja zaparkował na&nbsp;Nowym Świecie w&nbsp;Warszawie, fot. Agata Perkowska" width="323" height="214" /></a><p class="wp-caption-text">Zaprzęg Świętego Mikołaja zaparkował na Nowym Świecie w Warszawie, fot. Agata Perkowska</p></div>
<p>Charakterystyczne atrybuty, w które wyposażony jest ”świecki święty”, mają swoje korzenie jeszcze w pogańskiej mitologii. Jednym z prototypów współczesnego Świętego Mikołaja jest germański bóg Odyn — staruszek z długą siwą brodą, w wędrownym płaszczu, z długim kijem włóczykija i workiem, w który niegrzeczne dzieci miały być łapane. Zamiast sań zaprzężonych w renifery, jako środek transportu wykorzystuje ośmionogiego konia.   Późniejszym wcieleniem tej postaci jest holenderski <em>Sinterklaas</em>, którego dzień jest obchodzony także współcześnie (ponad 1/3 holendrów daje prezenty tylko tego dnia, nie w święta).<br />
Sinterklass jest już mieszanką wierzeń folklorystycznych i historii świętego z Myry. Tak jak Odyn przemieszcza się na latającym koniu, a przy rozdawaniu prezentów pomaga mu Czarny Piotruś – wg niektórych tradycji był to etiopski niewolnik, którego Święty Mikołaj wykupił, wg innych symbolizuje on demona, którego Odyn obłaskawił i z którego uczynił swojego pomocnika.<br />
W krajach anglosaskich prezenty na święta dostarczał <em>Father Christmas</em>, przemieszczający się na kozie skrzat odziany w długi zielony płaszcz . Podobną postać poznaliśmy dzięki <em>Opowieści Wigilijnej</em> Charlesa Dickensa, tak właśnie wyglądał Dobry Duch Świąt, który obudził w bezlitosnym Scrooge’u ludzkie uczucia.</p>
<p><!-- 		@page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } 		P { margin-bottom: 0.21cm } --></p>
<p style="margin-bottom: 0cm; line-height: 100%; widows: 0; orphans: 0;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: medium;"><strong><span style="background: transparent none repeat scroll 0% 0%;">Koncern, który tworzy tradycję</span></strong></span></span></p>
<div id="attachment_2099" class="wp-caption alignleft" style="width: 333px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/12/DSC_0316.JPG" rel="wp-prettyPhoto[g2106]"><img class="size-full wp-image-2099" style="margin: 3px;" title="Ho, ho, ho, ho. Może buty w&nbsp;świątecznej cenie? fot.Agata Perkowska" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/12/DSC_0316.JPG" alt="Ho, ho, ho, ho. Może buty po&nbsp;świątecznej cenie? fot. Agata Perkowska" width="323" height="214" /></a><p class="wp-caption-text">Ho, ho, ho, ho. Może buty w świątecznej cenie? fot.Agata Perkowska</p></div>
<p>W Stanach Zjednoczonych, pod wpływem łączenia się tradycji anglosaskich z innymi europejskimi wierzeniami, wyłoniła się postać przetłumaczona z holenderskiego <em>Sinterklaas</em> na <em>Santa Claus</em>. W parodystycznym przedstawieniu kultury holenderskiej w <em>Historii Nowego Yorku</em> Irvinga Washingtona postać ta przypomina grubiutkiego, holenderskiego żeglarza, palącego fajkę. Kolejne obróbki postaci świętego to wynik działań rysownika pisma <em>Harper’s Weekly</em> Thomasa Nasta, który zainspirowany wierszami <em>The Night before Christmas</em> i <em>Santa Claus and his works</em>, obdarzył tę postać elfimi pomocnikami, wyposażył ją w osiem reniferów i zameldował na Biegunie Północnym.<br />
Do masowej reprodukcji tej postaci przyczynił się w 1930 roku koncern <em>Coca– Cola</em>. Wcześniej co prawda <em>Santa Claus</em> odziany w firmowe biało-czerwone barwy wykorzystywany był w reklamach wody sodowej <em>White Rock Beverages</em>, ale mniejsza z tym . Czy ktoś zna tę markę? Wszędzie, gdzie udało się dotrzeć producentom najpopularniejszego na świecie napoju, rozprzestrzeniło się również współczesne wyobrażenie świąt.<br />
I w ten sposób wracamy do supermarketu.</p>
<p><!-- 		@page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } 		P { margin-bottom: 0.21cm } --></p>
<p style="margin-bottom: 0cm; line-height: 100%; widows: 0; orphans: 0;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: medium;"><strong><span style="background: transparent none repeat scroll 0% 0%; -moz-background-clip: -moz-initial; -moz-background-origin: -moz-initial; -moz-background-inline-policy: -moz-initial;">Święta w Hipermarkecie</span></strong></span></span></p>
<p>Parę lat temu moi znajomi wyznaczyli mnie do kupienia opłatka na klasową  wigilię. Mając dobrze utrwalony w pamięci obraz poprzebieranych za aniołki handlarek, które krążą z wiklinowymi koszami po Centrach Handlowych i sprzedają opłatki, wybrałam się do położonego obok mojego liceum hipermarketu. Nie mignęły mi żadne sztuczne skrzydełka, więc zapytałam o to jedną ze sprzedawczyń.<br />
Poczułam się bardzo głupio, gdy ta spojrzała na mnie zdziwiona i odpowiedziała pytaniem, na pytanie „Proszę Pani! Opłatek? Tutaj?…„<br />
Przyzwyczajona do tego, że dla mnie pierwszą oznaką świąt, jest zapalenie dekoracji, które zgaszone przez cały rok wiszą na budynku tego sklepu, nie pomyślałam, że dokonany przeze mnie wybór miejsca mógłby kogoś zdziwić.<br />
Lampki już się świecą, pudełko po adwentowych czekoladkach puste, a do właściwych świąt jeszcze daleko.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ethnomuseum.pl/blog/2009/12/06/2106/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>7</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Historia pewnej głowy</title>
		<link>http://ethnomuseum.pl/blog/2009/09/02/historia-pewnej-glowy/</link>
		<comments>http://ethnomuseum.pl/blog/2009/09/02/historia-pewnej-glowy/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 02 Sep 2009 13:13:37 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Katarzyna Lipińska</dc:creator>
				<category><![CDATA[muzeum]]></category>
		<category><![CDATA[wystawy]]></category>
		<category><![CDATA[Australia i Ocenia]]></category>
		<category><![CDATA[eksponaty]]></category>
		<category><![CDATA[magazyny]]></category>
		<category><![CDATA[maorysi]]></category>
		<category><![CDATA[tatuaże]]></category>
		<category><![CDATA[wolontariat]]></category>
		<category><![CDATA[zbiory]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ethnomuseum.pl/blog/?p=1242</guid>
		<description><![CDATA[Państwowe Muzeum Etnograficzne w Warszawie to nie tylko eleganckie ekspozycje, atrakcyjna kawiarnia, wykłady czy odczyty. Pod tą uporządkowaną   powierzchnią kryje się znacznie więcej. Jak już mogliście wyczytać na naszym blogu, w podziemiach tego  gmachu mieszczą się magazyny. Wchodząc tam zstępujemy w świat chaosu. Odrzuconych, nie pasujących do żadnej całości elementów, części składowych potencjalnych wystaw. W ogromnych szufladach, na rozłożystych półkach znajdziemy przedmioty z całego świata [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="attachment_1253" class="wp-caption alignleft" style="width: 310px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/09/fot-jacek-sielski-151.jpg" rel="wp-prettyPhoto[g1242]"><img class="size-medium wp-image-1253" style="border: 1px solid black; margin: 5px 2px;" title="Tędy dotrzemy do&nbsp;muzealnych podziemi, fot. Jacek Sielski" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/09/fot-jacek-sielski-15-300x200.jpg" alt="Tędy dotrzemy do&nbsp;muzealnych podziemi, fot. Jacek Sielski" width="300" height="200" /></a><p class="wp-caption-text">Tędy dotrzemy do muzealnych podziemi, fot. Jacek Sielski</p></div>
<p>Państwowe Muzeum Etnograficzne w Warszawie to nie tylko eleganckie ekspozycje, atrakcyjna kawiarnia, wykłady czy odczyty. Pod tą uporządkowaną   powierzchnią kryje się znacznie więcej. Jak już mogliście wyczytać na naszym blogu, w podziemiach tego  gmachu mieszczą się magazyny. Wchodząc tam zstępujemy w świat chaosu. Odrzuconych, nie pasujących do żadnej całości elementów, części składowych potencjalnych wystaw. W ogromnych szufladach, na rozłożystych półkach znajdziemy przedmioty z całego świata — naczynia, zabawki, fragmenty strojów, instrumenty muzyczne , broń. Gdy spacerowałam pomiędzy regałami, czułam się nieco zagubiona. Te artefakty nie tworzyły żadnej narracji, były dla mnie obce, odległe, zagadkowe.Kusiło mnie, żeby je choć trochę sobie przybliżyć. Największe emocje wzbudził we mnie bardzo niepokojący eksponat. Coś co nie mieściło się w żadnych, bliskich mi systemach klasyfikacji. Była to ludzka głowa. Głowa — trofeum, maoryskiego … no właśnie kogo? Wodza? Notabla? O tym świadczyłyby eleganckie tatuaże symetrycznie wyrysowane po jego twarzy. Ale gdy zainteresowałam się tą sprawą, okazało się, że odpowiedź na tę zagadkę nie jest wcale tak prosta do ustalenia.<br />
<span id="more-1242"></span></p>
<h3>Kraina tatuaży</h3>
<p>Zapewne każdy z odwiedzających tę stronę zetknął się, choć powierzchownie,  z maoryską kulturą. Niewątpliwie pierwszą rzeczą, która przykuwa uwagę,  są zjawiskowe tatuaże pokrywające twarze i ciała jej przedstawicieli.  Założyłam, że w przeciwieństwie do naszej współczesnej kultury, gdzie tatuaż pełni jedynie funkcję zdobniczą i nie jest znakiem odsyłającym do żadnych znaczeń, w kulturze tradycyjnej musiał sprawować ważną funkcje symboliczną.</p>
<div id="attachment_1258" class="wp-caption alignleft" style="width: 280px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/09/fot-jacek-sielski-24.jpg" rel="wp-prettyPhoto[g1242]"><img class="size-medium wp-image-1258" style="border: 1px solid black; margin: 5px 2px;" title="Podróżników zachwycały zjawiskowe tatuaże, fot. Jacek Sielski" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/09/fot-jacek-sielski-24-300x225.jpg" alt="Podróżników zachwycały zjawiskowe tatuaże, fot. Jacek Sielski" width="270" height="203" /></a><p class="wp-caption-text">Podróżników zachwycały zjawiskowe tatuaże Nowozelandczyków, fot. Jacek Sielski</p></div>
<p>Pierwszym podróżnikiem, który odkrył i postarał się opisać kulturę rdzennych mieszkańców Nowej Zelandii, był znany nam wszystkim James Cook. Oczywiście także on był oczarowany niezwykłością maoryskich tatuaży (przez samych mieszkańców wyspy nazywanych <em>moko</em>), poświęcił im więc znaczne miejsce w swoich relacjach. Zauważył, że ich wzornictwo nie jest przypadkowe, znacznie różni się od siebie w różnych rejonach wyspy, a także,  że wraz z wiekiem tubylca jego ciało gęstnieje od wzorów. Praktycznie nie ma wśród mieszkańców osób, których ciała byłyby puste (wyjątkiem są niewolnicy i dzieci). Pustka jest równoznaczna ze szpetotą. Nawet dłużej zamieszkujący wyspę misjonarze przyznawali, że przejęli od swoich sąsiadów te kategorie estetyczne i twarze nie umalowane wydają im się mniej atrakcyjne. Mężczyźni byli obficiej wytatuowani niż kobiety. Tatuaż był oznaką prestiżu i ówczesnym dokumentem tożsamości, a mężczyzna bardziej liczył się jako „obywatel”, członek społeczności.Kobiety również poddawały się temu bolesnemu zabiegowi. Nie pozwalano, by ich usta pozostały czerwone — uważano to za oszpecające, tatuowano im więc wargi i podbródki.</p>
<h3>Zapisane w ciele</h3>
<p>Obserwatorzy maoryskiej kultury próbując dociec znaczenia tego zjawiska, snuli różne przypuszczenia. Ich uwagę przykuł fakt, że mieszkańcy komunikowali się za pomocą symboli, hieroglifów. Gdy wódz jednego plemienia wypowiadał innemu plemieniu wojnę , przesyłał jego przywódcy wytatuowanego ziemniaka. Ważniejszym i szerzej opisanym spostrzeżeniem jest jednak nadanie tatuażom rangi europejskiego herbu, z tą jednak różnicą, że wyrażał on tożsamość indywidualną osoby, którą zdobił, a nie tożsamość zbiorową jako członka jakiegoś klanu. Gdy na wyspę przybyli Europejczycy, Maorysi w zawieranych z nimi pisemnych umowach posługiwali się nawet swoim wzorem tatuażu zamiast podpisem. Te oznaczenia były ważne ze względu na możliwość identyfikacji zwłok wojownika po jego śmierci na polu bitwy. Po tatuażu można było poznać, z jakiego klanu wywodzi się dana osoba i jaką ma pozycje społeczną.</p>
<h3>Bolesna droga do piękna</h3>
<p>Sam proces tatuowania można porównać do fazy liminalnej (przejściowej) obrzędu przejścia. Ten, który się jemu poddał ( u Maorysów był to</p>
<div id="attachment_1268" class="wp-caption alignleft" style="width: 310px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/09/fot-jacek-sielski-6.jpg" rel="wp-prettyPhoto[g1242]"><img class="size-medium wp-image-1268" style="border: 1px solid black; margin: 5px 2px;" title="Narzędzia ze zbiorów australijskich, fot.Jacek Sielski" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/09/fot-jacek-sielski-6-300x200.jpg" alt="Narzędzia ze zbiorów australijskich, fot.Jacek Sielski" width="300" height="200" /></a><p class="wp-caption-text">Narzędzia ze zbiorów australijskich, fot.Jacek Sielski</p></div>
<p>każdy wolny człowiek, wchodzący w okres adolescencji), uzyskiwał tożsamość i swoje miejsce w grupie. Pułkownik Rutherford, który w 1816 roku został porwany wraz ze swoją załogą, a następnie był przez kilka lat więziony przez jedno z maoryskich plemion, dostąpił zaszczytu udziału w tej ceremonii. Inicjacja, tak jak każda ceremonia, była  obciążona licznymi tabu, np. osoba poddawana zabiegowi nie mogła jeść ani pić dotykając naczynia, poruszać się (była więc karmiona i pojona przez kobiety lub niewolników), spożywać ryb lub potraw, które były wytatuowane. Ważny był też zwyczajowy zakaz okazywania bólu. O to musiało być niezwykle trudno, bo, jak opisywał Rutherford, zabiegi trwały wiele godzin, po ciele tatuowanego lała się krew, a rany nieraz były tak głębokie, że gdy poddany operacji człowiek zapalił fajkę, dym ulatniał się przez jego policzki. Rekonwalescencja trwała nieraz kilka miesięcy. Trudno się temu dziwić, biorąc pod uwagę,  jakich narzędzi używano. Przed pojawieniem się Europejczyków były to drewniane rylce lub ostre kości ptaków, rekinów, czy kość płetwowa wieloryba. Później zastąpiono je żelaznym rylcem, który płycej zanurzano w skórze. Niestety innowacje, które zostały wprowadzone w tej dziedzinie przez Europejczyków, niekoniecznie czyniły ten proces bezpieczniejszym. Podczas gdy do tej pory jako barwnika używano naturalnych produktów ( z rośliny rozkładającej się w gąsienicy — jako symbolu czegoś znajdującego się na granicy dwóch światów:  zwierzęcego i roślinnego), teraz używano m.in … prochu strzelniczego.</p>
<h3>Łowcy głów</h3>
<p>Niestety zachwyt podróżników nad oryginalnością maoryskich form wyrazu ustąpił miejsca chciwości kupców i europejskiej żądzy posiadania. Generał Horatio Robley, który spędził w Nowej Zelandii wiele lat, opisał straszliwe procedery, które były tego następstwem. Na XIX wiek przypada okres rozwoju muzealnictwa w Europie. To kolekcjonerskie zbiory, które tworzyły ówczesne komnaty osobliwości, stanowiły podwaliny rozwoju etnografii. Przebywający w odległych krainach podróżnicy wyczuli popyt na wszystko, co „egzotyczne”, „dziwaczne”, właśnie osobliwe.</p>
<div id="attachment_1271" class="wp-caption alignleft" style="width: 310px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/09/fot-jacek-sielski-22.jpg" rel="wp-prettyPhoto[g1242]"><img class="size-medium wp-image-1271" style="border: 1px solid black; margin: 5px 2px;" title="W głowie zmarłego tkwi energia zwana tapu, fot.Jacek Sielski" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/09/fot-jacek-sielski-22-300x225.jpg" alt="W głowie zmarłego tkwi energia zwana tapu, fot.Jacek Sielski" width="300" height="225" /></a><p class="wp-caption-text">W głowie zmarłego tkwi energia zwana tapu, fot.Jacek Sielski</p></div>
<p>Maorysi mieli zwyczaj zachowywania głów swoich zmarłych, by nie zatarła się pamięć o nich, oraz by zachować ich magiczną energię zwaną tapu. Europejczycy dostrzegli w tym zwyczaju okazje do zarobienia dużych pieniędzy.  Zakupywali od plemion specjalnie zakonserwowane, osuszone głowy wrogów, poległych na polu bitwy i odsprzedawali je kolekcjonerom oraz muzealnikom. W zamian oferowali tubylcom broń, oraz metalowe narzędzia. Popyt na te osobliwe „pamiątki” stale rósł. Sami przywódcy plemion zauważyli, że świeżo spreparowane głowy wyglądają nie mniej efektownie niż starsze dawno zakonserwowane. W celu zwiększenia zysków wybierali najmniej wartościowych spośród swoich niewolników, tatuuowali ich twarze, by następnie pozbawić ich życia i wystawić ich głowy na sprzedaż. Jeden z miejscowych misjonarzy opisał taką transakcję. Gdy kupiec skrytykował wartość zdobienia jednej z głów, wódz wskazał mu swoich niewolników i zapytał „Która z tych twarzy podoba Ci się najbardziej? Tę, którą wybierzesz, każę odpowiednio przygotować”. Wśród niewolników zapanował popłoch. W takich sytuacjach zdarzały się przypadki ucieczek i wykradania głów mających iść na sprzedaż. Także na polach bitwy rozgrywały się dramatyczne sceny, kiedy trafieni wojownicy wzywali swoich braci, by chronili ich głowy przed tym poniżającym przeznaczeniem. Wielki niepokój wśród mieszkańców wyspy wzbudzał fakt, że głowy były wystawiane w miejscowych muzeach i na specjalnych targach. Dochodziło do krwawych aktów zemsty na kupcach, którzy odmawiali ludziom wydawania głów ich krewnych. Te incydenty doprowadziły do ustanowienia przez Gubernatora Nowej Zelandii aktu, który nakazywał całkowite zakończenie owych praktyk.</p>
<h3>Co pozostało?</h3>
<p>W XIX wieku tradycja <em>moko</em> zaczęła powoli zanikać. Maorysi łatwo się zasymilowali i przyzwyczaili do nowych reguł życia społecznego, większość obyczajów straciła rację bytu. Dopiero w XX wieku, epoce dekolonizacji, sprzeciwu wobec zachodniej dominacji, przekształcenia się tradycyjnych społeczeństw we wspólnoty symboliczne, tatuaż powrócił jako symbol maoryskiej tożsamości, ale nic poza tym.<br />
Handel głowami zakazany został prawie 200 lat temu, ale do dziś pozostają one w zbiorach światowych muzeów. Od kilkunastu lat działacze maoryskich organizacji  walczą o powrót tych eksponatów do rodzinnej ziemi i prawo do ich godnego pochówku. Wielka Brytania zadecydowała, że zgodnie z ustawą z 2004 roku o „szczątkach ludzkich”, te znajdujące się w zbiorach muzealnych, których wiek nie przekracza 1000 lat, mają być zwrócone ich społecznościom. Kontrowersje w tej sprawie miały miejsce we Francji, gdzie wystąpił konflikt decyzyjny pomiędzy władzami Rouen a Ministerstwem Kultury o to, czy przechowywane w miejscowym muzeum obiekty mają być odesłane do Nowej Zelandii. Minister Kultury nie wyraził na to zgody, argumentując, że są one dziełem sztuki i pozbycie się ich stworzyłoby straszliwy precedens. Inne instytucje kultury powołują się na to, że głowy nie są wystawiane na wystawach, tylko trzymane w ukryciu, w odpowiednich warunkach. Sprawa jest skomplikowana nie tylko prawnie — wielu muzealników zwraca uwagę na to, że przed pojawieniem się Europejczyków Maorysi także niegodnie obchodzili się z głowami swoich wrogów, później sami brali udział w procederze handlu nimi, oraz, że ofiarą tego zjawiska padli także mieszkańcy wyspy nie będący Maorysami. Niełatwo również dziś o ustalenie dokładnego pochodzenia poszczególnych obiektów.</p>
<h3>Tajemnicze zniknięcie</h3>
<div id="attachment_1273" class="wp-caption alignleft" style="width: 310px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/09/fot-jacek-sielski-2.jpg" rel="wp-prettyPhoto[g1242]"><img class="size-medium wp-image-1273" style="border: 1px solid black; margin: 5px 2px;" title="Co się stało z&nbsp;drugą &quot;głową&quot;?, fot. Jacek Sielski" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/09/fot-jacek-sielski-2-300x200.jpg" alt="Co sie stało z&nbsp;drugą &quot;głową&quot;?, fot. Jacek Sielski" width="300" height="200" /></a><p class="wp-caption-text">Co sie stało z drugą „głową”?, fot. Jacek Sielski</p></div>
<p>Prawdopodobnie, tak jak w przypadku głowy znajdującej się w naszym muzeum, brakuje dokumentów, które wyjaśniałyby, jak trafiły one do zbiorów. Próbując dowiedzieć się czegoś o tym obiekcie, porozmawiałam z pracownikami magazynów i działu inwentaryzacji. Jedyny zapis, jaki pozostał w księgach, to data wycenienia – 1970 rok. Wiadomo, że pochodzi ona ze zbiorów niemieckich, ale na jakiej zasadzie została przekazana  naszej placówce, nie wiadomo. Informacje, które uzyskałam, to plotki i anegdoty. Poza widzianą przeze mnie głową, w muzeum kiedyś znajdowała się także druga, która w dokumentacji nie pozostawiła po sobie żadnego śladu. Jedna z historii mówi, że była źle utrzymana i muzeum oddało ją zakonnikom w Pieniężnie, by tam dokonali jej pochówku.</p>
<h3>Czy będzie można zobaczyć „głowę” ?</h3>
<p>Czytelnika zapewne zastanawia, czy będzie on mógł zobaczyć opisany przeze mnie obiekt na własne oczy. Odwiedzający muzeum mieli szansę go ujrzeć na pierwszej wystawie stałej poświęconej Australii i Oceanii, był on wystawiany także całkiem niedawno na ekspozycji prezentującej różne techniki zdobienia ciała, gdzie, jak wspominają pracownicy Działu Etnografii Krajów Pozaeuropejskich, cieszył się  największym zainteresowaniem. Specyfika tego „eksponatu” sprawia, że nie jest on łatwy w utrzymaniu, powinien znajdować się w specjalnych warunkach. Istnieje jednak szansa, że znów ujrzy on światło dzienne.<br />
Pozostaje tylko bacznie obserwować, co dzieje się w muzeum, bo ma ono w swoich zasobach jeszcze wiele rzeczy, które zadziwiają  i budzą emocje.</p>
<p><em>Korzystałam z książki Horatio Robley’a „Moko or the Maori Tatooing”</em>.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ethnomuseum.pl/blog/2009/09/02/historia-pewnej-glowy/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>W muzeum już straszy</title>
		<link>http://ethnomuseum.pl/blog/2009/04/06/w-muzeum-juz-straszy/</link>
		<comments>http://ethnomuseum.pl/blog/2009/04/06/w-muzeum-juz-straszy/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 06 Apr 2009 15:53:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Katarzyna Lipińska</dc:creator>
				<category><![CDATA["z życia działu"]]></category>
		<category><![CDATA[muzeum]]></category>
		<category><![CDATA[wampiry]]></category>
		<category><![CDATA[wydarzenia]]></category>
		<category><![CDATA[wystawy]]></category>
		<category><![CDATA[Rumunia]]></category>
		<category><![CDATA[wernisaż]]></category>
		<category><![CDATA[wolontariat]]></category>
		<category><![CDATA[wystawa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ethnomuseum.pl/blog/?p=354</guid>
		<description><![CDATA[Zaczęło się. W piątek, 3 kwietnia o godz. 18.00 w gmachu Państwowego Muzeum Etnograficznego w Warszawie została otwarta wystawa o złowieszczo brzmiącym tytule „Wampiry, strzygi i spółka”, która przyjechała do Warszawy z rumuńskiego Muzeum Wsi Banackiej w Timiszoarze. Jako wolontariusze współpracujący z muzeum postanowiliśmy zdać relację z wernisażu. Ekspozycja mieści się w „Sali kieratowej”, jednak już po przekroczeniu progu muzeum dało się odczuć jej klimat — w holu budynku, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Zaczęło się. W piątek, 3 kwietnia o godz. 18.00 w gmachu Państwowego Muzeum Etnograficznego w Warszawie została otwarta wystawa o złowieszczo brzmiącym tytule „Wampiry, strzygi i spółka”, która przyjechała do Warszawy z rumuńskiego <a href="http://www.msbtm.ro/" target="_blank">Muzeum Wsi Banackiej w Timiszoarze</a>. Jako wolontariusze współpracujący z muzeum postanowiliśmy zdać relację z wernisażu.</p>
<div id="attachment_359" class="wp-caption aligncenter" style="width: 310px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/04/img_2578.jpg" rel="wp-prettyPhoto[g354]"><img class="size-medium wp-image-359" title="img_2578" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/04/img_2578-300x200.jpg" alt="Prof. Otilia Hedesan z&nbsp;Uniwersytetu Zachodniego w&nbsp;Timiszoarze; fot.Jacek Sielski" width="300" height="200" /></a><p class="wp-caption-text">Prof. Otilia Hedesan (w środku) opowiada zebranym o strzygach; fot.Jacek Sielski</p></div>
<p><span id="more-354"></span>Ekspozycja mieści się w „<a href="http://ethnomuseum.pl/blog/?p=113" target="_blank">Sali kieratowej</a>”, jednak już po przekroczeniu progu muzeum dało się odczuć jej klimat — w holu budynku, gdzie odbyła się część powitalna dla gości, stały świeczki, służące do odpędzania ewentualnych strzyg mających chęć obejrzeć wystawę, pojawiły się też lampki z winem ( a może krwią?…) oraz rumuńskie wiktuały do nabycia w muzealnej kafejce Bily Konicek. Gości powitał dyrektor Muzeum Etnograficznego, dr Adam Czyżewski, a zaraz później zostali oni uraczeni przez p. prof. Otilię Hedesan z Uniwersytetu Zachodniego w Timiszoarze ludową opowieścią o tym, jak rozpoznać strzygę. <em>Dobrze, że nie spotykamy się tu o północy, mogłoby być niebezpiecznie…</em> — zażartował p. Dorian Branea, dyrektor Rumuńskiego Instytutu Kultury. <em>W rumuńskich wierzeniach istnieją cztery niebezpieczne pory dnia i nocy </em>- uściśliła prof. Hedesan — <em>północ, południe, szósta rano i szósta wieczorem. Czyli teraz. Ale nie ma się czego obawiać. Chronią nas ustawione tu świeczki, a w razie czego wystarczy strzydze wbić kołek w serce i koniec</em>.</p>
<div id="attachment_360" class="wp-caption aligncenter" style="width: 310px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/04/img_2595.jpg" rel="wp-prettyPhoto[g354]"><img class="size-medium wp-image-360" title="img_2595" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/04/img_2595-300x200.jpg" alt="Nawet najzwyczajniesze przedmioty mają swoje znaczenie i&nbsp;funkcje w&nbsp;obrzędzie pogrzebowym; fot.Jacek Sielski" width="300" height="200" /></a><p class="wp-caption-text">Nawet najzwyczajniesze pokazane na wystawie przedmioty mają swoje znaczenie i funkcje w obrzędzie pogrzebowym; fot.Jacek Sielski</p></div>
<h3>Wystawa</h3>
<p>Sama ekspozycja, ukazująca wystrój tradycyjnej chałupy rumuńskiej wraz z większością codziennych sprzętów zajmuje połowę powierzchni niedużej „Kieratówki”. Jednak myliłby się ten, kto by uznał ją za „zwykły skansen”. Każdy przedmiot jest szczegółowo opisany pod kątem  ochrony przed duszami zmarłych powracającymi, aby niepokoić żywych, a bogactwo znaczeń i rytuałów związanych ze zwykłą szpilką, odwróconą miotłą, krzesłem z antropomorficznym wizerunkiem jest wprost zdumiewająca. Poza tym uwagę przykuwają niesamowite maski przedstawiające ludzi i demony. W drugiej części sali odbyło się spotkanie z prof. Otylią Hedesan, pomysłodawczynią wystawy i autorką książki „Siedem esejów o strzygach”, stanowiącej jej punkt wyjścia. Jej opowieści i komentarze do pokazu slajdów stanowiącego rodzaj przewodnika po rumuńskich obrzędach pogrzebowych i środkach ochrony przed strzygami cieszyły się ogromną popularnością wśród zwiedzających. Przedstawiono także dwa krótkie filmy dokumentalne: „Jodło, jodełko…” Vasile Cretu i Sandu Dragosa z 1967 roku oraz współczesny: „W Transylwanii i na tamtym świecie” Floriana Iepana, w ciekawy sposób zestawiający spojrzenie na rumuńskie wierzenia zarówno wewnątrz kultury, jak i z zewnątrz.</p>
<h3>Kogo przyciągnęła ta niesamowita wystawa?</h3>
<p>Zgadywaliśmy zwiedzających o wstępne wrażenia z wystawy skonfrontowane z oczekiwaniami i wyobrażeniami na jej temat. <em>Podoba mi się ta inicjatywa, na pewno przyjdę zobaczyć coś więcej</em> — twierdzi Wiesław Andryczyk, śpiewak operetkowy. Jak sam mówi o sobie, lubi awangardowe i niszowe przedsięwzięcia, szuka czegoś oryginalnego, niezwykłego, mrocznego. W podobnym tonie wypowiadało się wielu gości, zwłaszcza tych szczególnie zainteresowanych kulturą ludową Rumunii, znających język rumuński, podróżników. Wielu z nich już wcześniej miało kontakty z <a href="http://www.icr.ro/warszaw/" target="_blank">Rumuńskim Instytutem Kultury</a> i zostało specjalnie zaproszonych. Jednego z nich, studenta PR, „etnografa z zamiłowania”, zainteresowanego także wizerunkiem wampira w popkulturze, „Wampiry…” pobudziły do refleksji o podobieństwach między kulturami w tej kwestii, że „kultura jest odpowiedzią na lęk przed śmiercią”. Jednak wystawa nie na wszystkich pasjonatach zrobiła wrażenie. <em>To jest nic, nic tu nie ma. Do Rumunii trzeba pojechać, żeby tego doświadczyć</em> — skwitował ekspozycję jeden z przybyłych, od 10 lat podróżujący po Rumunii i zakochany w jej kulturze. <em>Pogaństwo odeszło już do lamusa, teraz jest tam normalnie, po chrześcijańsku</em> — dodał.</p>
<p>Wśród przybyłych, oprócz miłośników ludowej kultury rumuńskiej, pojawiła się także spora grupka długowłosych i ubranych na czarno młodzieńców i dziewcząt. Ci, z którymi udało się porozmawiać, praktycznie bez wyjątku interesowali się fantastyką, demonologią, ezoteryką i od dawna wyczekiwali tej wystawy, inni po prostu zobaczyli na ulicy plakat promujący wystawę z widocznym z daleka słowem-kluczem „Wampiry” oraz oprawą graficzną parafrazującą okładkę jednej z płyt heavymetalowej kapeli Napalm Death, co skłoniło ich do zajrzenia do muzeum. Niektórzy wychodzili wyraźnie zawiedzeni — małą liczbą eksponatów, brakiem „grozy, pali, okrucieństwa”, spodziewając się mocnych wrażeń w stylu wizerunków Draculi „legendarnego”, wysysającego krew z młodych dziewic, lub Draculi „historycznego”, wbijającego na pale swych wrogów. W tym kontekście dla wielu rozmówców szczególnie atrakcyjny okazał się sam pomysł na promocję wystawy oraz bogaty program imprez towarzyszących, na czele z sesjami gier RPG i pokazami filmów. Ekspozycja zebrała pozytywne opinie, jednak nie wywołała „dreszczyku emocji”. Muzeum Etnograficzne otrzymało wiele pochwał za tak niecodzienną inicjatywę, niektórzy zwiedzający nawet z pewnym zawstydzeniem przyznawali, że są tu pierwszy raz „z własnej woli” i wyrażali chęć obejrzenia innych wystaw, jeśli tylko zostaną one zaprezentowane w sposób ciekawszy i oryginalniejszy niż te zapamiętane z wycieczek szkolnych.</p>
<p><a href="http://www.flickr.com/photos/ethnomuseum/sets/72157616338495093/" target="_blank">Zdjęcia z wernisażu»&gt;</a></p>
<p><em>Katarzyna Lipińska</em></p>
<p><em>Franciszek Płóciennik</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ethnomuseum.pl/blog/2009/04/06/w-muzeum-juz-straszy/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

