Archiwum autorskie - Magda Guziejko
brak zdjęciaLiczba artykułów: 19

Bądź na bieżąco - RSS
Liczba artykułów: 19
Imię to nieodzowna część naszej tożsamości, stanowi z nami niemal jedność. Dawniej nadawanie imienia było sposobem na zaklinanie przyszłości dziecka, rodzajem przepowiedni, stąd też wszelkie Bogusławy, Bogumiły, Mirosławy, Dobromiry czy Dęby. Do dziś wielu hindusów radzi się astrologów w sprawie wyboru korzystnego imienia dla swojego potomstwa, tak by było ono zgodne z jego horoskopem.
Obecnie imię to raczej kwestia mody. Poza ‘nieśmiertelnymi’ Mariami, Annami i Katarzynami pojawiają się raz Julie, kiedy indziej Oliwie lub Nikole. W ubiegłym roku największą popularnością cieszyły się imiona Lena i Szymon. Nie ma co ukrywać, że ogromny wpływ na wybierane opcje ma telewizja i inne środki masowego przekazu. Flagowym przykładem są liczne Isaury, których ‘wysyp’ nastąpił gdy emitowano słynną telenowelę „Niewolnica Isaura”. …
Czytaj całość »
Kategorie: Ameryka Południowa, TradycjaIndie 2012 w obiektywie Magdy Guziejko: targ w Majsurze i Radżasthan
Kategorie: fotoblog
Czy obrazek obok czegoś nam nie przypomina? Skąd znamy to „oblicze, na nim cięte rysy dwie”? Tak, skojarzenie z Matką Boską z Jasnej Góry jest jak najbardziej adekwatne; myli się jednak ten, kto uzna, że to wizerunek Maryi. Po raz kolejny mieszkańcy Ameryki dowodzą, że chrześcijaństwo (lub jego elementy) przyjmowali po swojemu…
Na obrazie widnieje bowiem Erzulie Dantor, loa, czyli niezwykle silny duch, któremu oddaje się cześć w religii voodoo. Jest ona przede wszystkim patronką kobiet, gdyż nic, co związane z kobiecą stroną duszy – miłość, zazdrość, oddanie czy gniew – nie jest jej obce. Z jednej strony przedstawiana jest jako siła piękna, dobroci i miłosierdzia, z drugiej natomiast potrafi być bezwzględną mścicielką za doznane krzywdy. Rany na jej twarzy są pamiątką po pojedynku z kobietą — według niektórych wersji z własną siostrą, inni znowuż twierdzą, że są to plemienne skaryfikacje. Niezależnie od przyczyny powstania, blizny dowodzą, iż Erzulie jest silna i wytrzymała, odporna na przeciwności losu; i to też oferuje swoim wyznawcom: nie jest to loa, które pomaga szybko i łatwo zdobyć sukces i pieniądze, ona tylko stwarza stosowne okazje i dodaje siły, gdy nie wszystko idzie zgodnie z planem. Chodzi ubrana w czerwienie i błękity, a jej symbolem jest serce przebite nożem. Na ramieniu opiekuńczo trzyma małe dziecko, córkę Anais, nieślubne potomstwo z jednego ze swoich romansów. Stąd też wiadomo, że chroni ona dzieci i samotne matki, zapewnia im bezpieczeństwo i pomaga się utrzymać. Jest zawziętą obrończynią kobiet i potrafi srogo zemścić się na tych, którzy je maltretują i wyrządzają im jakąkolwiek krzywdę. Nóż, czy też sztylet, obecny w jej symbolice oznacza nie tylko, iż była ona niejednokrotnie zraniona, ale także, że sama potrafi zadawać nim rany — jedna z pieśni do Erzulie mówi „Podajcie mi nóż, podajcie mi sztylet!”. Jej wściekłość, tak samo jak jej miłość, jest potężna. To umiłowanie kobiet sprawiło, że została też patronką lesbijek, jednak służą jej i proszą ją o wsparcie również mężczyźni wiernie i mocno związani z płcią przeciwną. 
Wyznawcy voodoo wierzą, że Erzulie, obejmując w posiadanie ciało swojej kapłanki i przemawiając przez jej usta wezwała Haitańczyków do wzniecenia rewolucji przeciwko Francuzom. Kobieta zapłaciła za to wysoką cenę: jej pobratymcy obcięli jej język, by nie mogła zdradzić tajemnic buntowników (inna wersja mówi, że straciła go w trakcie tortur we francuskiej niewoli). Dlatego też bogini nie potrafi mówić, a jest w stanie wydawać z siebie jedynie powtarzaną sylabę „Ke – ke — ke”. Mowę Erzulie potrafi zrozumieć tylko jej córka Anais, która służy matce za tłumaczkę i pośredniczkę.
A skąd jej znajome oblicze? Nasza polska Matka Boska przywędrowała na Haiti wraz z legionistami, którzy walczyli w trakcie powstania przeciwko rebeliantom, po stronie Francuzów. Z czasem jednak część z nich przeszła na stronę powstańców, niosąc ze sobą obraz Maryi. Legioniści odeszli, obraz Czarnej Madonny pozostał, choć w nieco innej wersji i interpretacji…
* źródło portretu Erzulie: http://www.mysticvoodoo.com/erzulie.htm
Kategorie: Ameryka Południowa, Antropologia kultury, Matka Boska, przesądy
Obiekty muzealne są nudne… Poza określonym datowaniem i pochodzeniem są kompletnie pozbawione historii. Na ogół podarował je Muzeum jakiś Bliżej-Nieznany-Kolekcjoner. Ot, kupił na targu i nie miał co z przedmiotem zrobić.
Ilu uczniów szkół bez wahania powtórzyłoby powyższe zdania? A to przecież nieprawda. Wiele obiektów można by wystawić niekoniecznie ze względu na ich walory estetyczne, ale właśnie ze względu na opowieść, która się za nimi kryje lub przez wzgląd na niezwykłą osobę, która dany przedmiot przywiozła do Polski. Niejednokrotnie stoją za nimi podróżnicy, którzy pakowali plecaki czy walizy, by z ciekawością odkrywać jaki jest świat. Czasem do danego miejsca skierował ich przewrotny zbieg okoliczności, kiedy indziej lata poszukiwań. Ludzie ci udowadniali, że świat jest bardziej złożony niż jasno nakreślone na mapach granice państw, a swoim przykładem pokazywali, czym jest prawdziwa podróż i że rozpoczęcia jej potrzebna jest przede wszystkim pasja. To inspiracje, które do dziś po cichu kryją się w poszczególnych obiektach Muzeum Etnograficznego… …
Czytaj całość »
Kategorie: Ameryka Południowa, eksponaty, MuzealiaRaz do roku, na przełomie stycznia i lutego, wśród złotych piasków pustyni Thar, w Jaisalmerze, tuż u podnóży XII-wiecznego fortu, rozpoczyna się niezwykły festiwal. Pustynne przestrzenie niosą rytm bębnów, do którego śpiewane są pieśni o miłości, tęsknocie i waleczności, a mrok nocy rozbłyska nie tylko wielkimi lampami oświetlającymi scenę, ale też barwnymi strojami artystów i miedzianymi naczyniami z rozpalonym ogniem, które wirują wraz z nimi w tańcu. Desert Festival — Festiwal Pustyni. Przez trzy dni i trzy noce celebruje się kulturę wytworzoną przez ludzi żyjących na tych jakże trudnych terenach. Są to zarówno mieszkańcy Jaisalmeru, jak i ludy nomadyczne, chociażby Banjara, zwani indyjskimi Cyganami.
Trzy dni wypełnione są radosnymi konkursami: na Miss Pustyni, na najdłuższe wąsy, na najszybciej i najpiękniej zawiązany turban (wszak ten zarost i nakrycie głowy od wieków stanowią powód do dumy wśród mężczyzn Radżastanu, a uniesione w górę końcówki wąsów symbolizowały nienaruszony honor ich posiadacza). Wszystko to przeplatane targiem i wyścigami wielbłądów, występami kuglarzy i marionetkarzy. Noce natomiast poświęcone są tańcowi i muzyce. Miejscowi i przyjezdni rozsiadają się wokół sceny, by pod rozgwieżdżonym niebem, w otoczeniu wielkich, pustych przestrzeni oglądać niezwykłe, widowiskowe pokazy. Na podwyższeniu wirują tancerki w strojach wyszywanych lusterkami, które odbijają każdy promień światła, inne przedstawiają taniec chari — poruszają się bardziej statecznie, z gracją, by nie strącić z głowy naczynia z rozpalonym wewnątrz ogniem. Po nich na scenę wkraczają kobiety z plemienia Kalbelia, by pokazać taniec węża, w którym ich ciała zaskakują elegancką gibkością. Ukoronowaniem wieczoru staje się pokaz wykonywania wokół sceny obrotów na kolanach – trudnej sztuki, opanowanej przez niewielu, związanej ściśle z Radżastanem.
Festiwal kończy się w noc Purnimy – pełni księżyca, na piaszczystych wydmach poza miastem. Te trzy krótkie dni zostawiają jednak wrażenie, że oto było się świadkiem czegoś magicznego, że wieczory spędzone wśród muzyki i tańca z jednej strony pokazują i objaśniają tradycje Radżastanu, a z drugiej czynią go jeszcze bardziej tajemniczym, baśniowym i niezapomnianym.
Kategorie: vlog
Co roku, 24-go stycznia, boliwijskie La Paz zapełnia się sprzedawcami miniaturek. W zminimalizowanej wersji można dostać wszystko: od dzbanków i garnków, po dobry, markowy samochód. Wszystko maksymalnie kilkunastocentymetrowe. Tylko do czego może służyć taki nabytek?
Tak naprawdę do niczego; przedmioty mają bowiem znaczenie symboliczne: kupujący materializuje w ten sposób swoje marzenia i plany na nadchodzący rok, mając nadzieję, że dzięki wstawiennictwu bóstwa ajmara, Ekeko, staną się one rzeczywistością. Miał on jednak obficie darzyć ludzi dobrami nie tylko materialnymi, ale także duchowymi i fizycznymi. Stąd też maleńkie figurki dzieci dla pragnących potomstwa, czy amulety dla spragnionych miłości (w tym jednak przypadku, lepiej taki amulet dostać, niż kupić samemu).
Święto to, nazwane Alasitas, co w języku ajmara znaczy “kup mi”, trwa ponad dwa tygodnie i przyciąga do miasta ponad cztery tysiące rzemieślników i artystów, ale też rozmaitych firm, które mogą sprzedać swoje produkty w trakcie niekończącego się targu.
Jednak to pierwszy dzień jest najważniejszy. Wtedy właśnie, w samo południe, odbywa się rytuał ch’alla, czyli skropienie miniaturek alkoholem i okadzenie ich, połączone z modlitwą. W trakcie tej ceremonii mieszają się wpływy przedhiszpańskie i katolickie, niektórzy bowiem wzywają wstawiennictwa Ekeko, a inni Jezusa lub Matki Boskiej.
Maleńkie przedmioty trafiają potem do rąk dzieci, dla których do dziś stanowią nie lada atrakcję (niejedna mała dama urządziła sobie tak miejsce do zabawy w dom). Może to właśnie od nich i typowo dziecinnego nawoływania „Kup mi!” wzięła się nazwa święta?
Kategorie: Ameryka Południowa, Antropologia kultury, rok obrzędowy, Tradycja
Podczas w gdy w Polsce dla wielu osób święto Trzech Króli oznacza tylko wolne od pracy, w Meksyku jest to dzień niecierpliwie oczekiwany, zwłaszcza przez najmłodszych. Zgodnie bowiem z tradycją, która dotarła tam z Hiszpanii, prezentów nie rozdaje dzieciom brzuchaty pan w czerwonym kostiumie, zwany z angielska Santa Claus, a właśnie Reyes Magos – Magowie, którzy przybyli ze Wschodu. Stanowi to jasne nawiązanie do darów, które złożyli przed nowonarodzonym Jezusem: złoto symbolizowało jego królewską naturę, kadzidło – boską, a mirra miała przywodzić na myśl przyszłą męczeńską śmierć. Tak więc Trzej Mędrcy, którzy byli w stanie dostrzec prawdziwe przeznaczenie Dzieciątka leżącego na sianie, dziś potrafią odgadnąć ukryte pragnienia maluchów i dorosłych, by móc im przynieść trafione podarki.
Świętowanie rozpoczyna się wieczorem 5-go stycznia, kiedy to Kawalkada Królów Magów przechodzi przez miasto. W Hiszpanii w orszaku idą nie tylko Mędrcy jadący na swoich wielbłądach, ale i postaci spoza biblijnego kanonu, jak chociażby… Shrek czy Piotruś Pan. W Meksyku kawalkada pozostaje jednaj bardziej tradycyjna, ale nie mniej ciekawa. Królowie pozdrawiają wszystkich zebranych i hojnym gestem rzucają im cukierki lub inne słodycze. …
Czytaj całość »
Kategorie: Ameryka Południowa, rok obrzędowy, TradycjaW trakcie realizacji filmu dokumentalnego o kinie bollywoodzkim zarejestrowaliśmy również wątki dotyczące kuchni indyjskiej. Był to temat poboczny, ale na tyle interesujący z kulturoznawczego punktu widzenia, że obok filmu ‘właściwego’ powstał krótki materiał o tematyce kulinarnej. O jedzeniu, problemach z gulaszem na stole i współpracy z kucharzami z Indii opowiedziała nam w paru słowach pani Helena Gąsienica-Daniel, właścicielka hotelu, w którym zatrzymała się ekipa filmowa.
Autorzy filmu: Magda Guziejko, Mariusz Raniszewski, Patryk Pawlaczyk
Kategorie: vlog
„Na tym wzgórzu postawcie mi świątynię… Będę tam, zawsze gotowa by wysłuchać waszego płaczu, waszych smutków, by uleczyć z wszelkich trosk, każdego bólu, cierpienia…”
Gdy biedny Indianin, ochrzczony hiszpańskim imieniem Juan Diego, ujrzał Matkę Boską na wzgórzu Tepeyac, nie mógł przypuszczać, że oto właśnie rodzi się kult, który przetrwa setki lat i stanie się nieodłączną częścią meksykańskiej tożsamości kulturowej i religijnej. Według legendy, gdy ówczesny biskup nie chciał uwierzyć w jego wizje, Matka Boska sprawiła cud: na wzgórzu w środku zimy rozkwitły róże, które Juan Diego miał zebrać do swojego płaszcza i zanieść do siedziby władz kościelnych. Gdy rozsypał je przed zaskoczonym biskupem okazało się, że kwiaty zostawiły na płaszczu nie tylko swój zapach, ale i obraz objawiającej mu się Świętej Panienki. Miało to miejsce 12 grudnia 1531 roku, w dniu, który do dziś pozostaje świętem Matki Boskiej z Guadalupe, Patronki Meksyku i Cesarzowej Ameryk. …
Czytaj całość »
Kategorie: Antropologia kultury, Matka Boska, rok obrzędowyFlamenco… Były czasy, gdy była to muzyka ‘wyrzutków i marginesu społecznego’ lub ‘ludowy przeżytek’, obecnie natomiast jest to ceniona forma wyrazu artystycznego nieodłącznie kojarzona z Cyganami i Hiszpanią. Jednak jej pochodzenie do dziś pozostaje tajemnicą. Teorii jest co najmniej kilka: jedna mówi o wyraźnych korzeniach arabskich, inna o pieśniach Żydów wyrzuconych z Al-Andalus, kolejna o Romach niewiadomej proweniencji. Istnieje też wersja, która mówi o jej indyjskich źródłach…
Według tej teorii około XI wieku tysiące mieszkańców północnych Indii, przede wszystkim przedstawicieli najbiedniejszych i zmarginalizowanych warstw tamtejszego społeczeństwa, porzuciło swoją ojczyznę i wyruszyło przed siebie w poszukiwaniu lepszego jutra. Ludzie ci to praprzodkowie dzisiejszych Romów, a dowodem na to mogłyby być podobieństwa pomiędzy językiem romani a sanskrytem i pendżabskim.
Jest jednak jeszcze jeden znaczący ślad – wyraźny związek pomiędzy tańcem flamenco a klasycznym stylem indyjskim kathak. Oba tańce, wykonywane na ogół solowo, opierają się mocno na rytmie podkreślanym przez artystę: we flamenco służy do tego stukot obcasów oraz klaskanie w dłonie, w kathaku na kostki tancerza lub tancerki zakładane są ghoongroo – skórzane bransolety z przymocowanymi w rzędach dzwoneczkami. Niektórzy pokusili się nawet o stwierdzenie, że współczesne hiszpańskie kastaniety mogą być pochodną indyjskiego instrumentu zwanego kartal – zbudowanego z drewnianych bloczków drewna z wstawionymi pomiędzy nie małymi metalowymi talerzami — który służy do nadawania rytmu melodii. Kathak swoimi miękkimi i płynnymi gestami stara się opowiedzieć widzowi znaną historię lub legendę. Romskie flamenco to natomiast przekaz pełen ekspresji, który skupia się na stworzeniu więzi emocjonalnej pomiędzy widownią a wykonawcą. Znaczenie gestów nie jest skodyfikowane, mają one służyć podkreśleniu przeżyć tancerza: cierpienia, radości, smutku, tęsknoty.
Z powyższą teorią można się zgadzać lub nie, nie da się jednak ukryć, że same ruchy, choć wykonywane z różną ekspresją, są w obu tańcach bardzo podobne…
http://www.youtube.com/watch?v=EWJHYoVdshg&feature=related
http://www.youtube.com/watch?v=FoNjpIezVVQ
http://www.youtube.com/watch?v=v76aUtOb8Ow&feature=related
Kategorie: Antropologia kultury, muzyka, taniec