Beta

Bądź na bieżąco - RSS

Archiwum autorskie - Magda Guziejko

brak zdjęcia

Liczba artykułów: 15

Trzy dni i noce z kulturą pustyni

9 lutego 2012 | | Brak komentarzy

Raz do roku, na prze­ło­mie stycz­nia i lutego, wśród zło­tych pia­sków pustyni Thar, w Jaisal­me­rze, tuż u pod­nóży XII-wiecznego fortu, roz­po­czyna się nie­zwy­kły festi­wal. Pustynne prze­strze­nie niosą rytm bęb­nów, do któ­rego śpie­wane są pie­śni o miło­ści, tęsk­no­cie i walecz­no­ści, a mrok nocy roz­bły­ska nie tylko wiel­kimi lam­pami oświe­tla­ją­cymi scenę, ale też barw­nymi stro­jami arty­stów i mie­dzia­nymi naczy­niami z roz­pa­lo­nym ogniem, które wirują wraz z nimi w tańcu. Desert Festi­val — Festi­wal Pustyni. Przez trzy dni i trzy noce cele­bruje się kul­turę wytwo­rzoną przez ludzi żyją­cych na tych jakże trud­nych tere­nach. Są to zarówno miesz­kańcy Jaisal­meru, jak i ludy noma­dyczne, cho­ciażby Ban­jara, zwani indyj­skimi Cyganami.

Trzy dni wypeł­nione są rado­snymi kon­kur­sami: na Miss Pustyni, na naj­dłuż­sze wąsy, na naj­szyb­ciej i naj­pięk­niej zawią­zany tur­ban (wszak ten zarost i nakry­cie głowy od wie­ków sta­no­wią powód do dumy wśród męż­czyzn Radża­stanu, a unie­sione w górę koń­cówki wąsów sym­bo­li­zo­wały nie­na­ru­szony honor ich posia­da­cza). Wszystko to prze­pla­tane tar­giem i wyści­gami wiel­błą­dów, wystę­pami kugla­rzy i mario­net­ka­rzy. Noce nato­miast poświę­cone są tań­cowi i muzyce. Miej­scowi i przy­jezdni roz­sia­dają się wokół sceny, by pod roz­gwież­dżo­nym nie­bem, w oto­cze­niu wiel­kich, pustych prze­strzeni oglą­dać nie­zwy­kłe, wido­wi­skowe pokazy. Na pod­wyż­sze­niu wirują tan­cerki w stro­jach wyszy­wa­nych luster­kami, które odbi­jają każdy pro­mień świa­tła, inne przed­sta­wiają taniec chari — poru­szają się bar­dziej sta­tecz­nie, z gra­cją, by nie strą­cić z głowy naczy­nia z roz­pa­lo­nym wewnątrz ogniem. Po nich na scenę wkra­czają kobiety z ple­mie­nia Kal­be­lia, by poka­zać taniec węża, w któ­rym ich ciała zaska­kują ele­gancką gib­ko­ścią. Uko­ro­no­wa­niem wie­czoru staje się pokaz wyko­ny­wa­nia wokół sceny obro­tów na kola­nach – trud­nej sztuki, opa­no­wa­nej przez nie­wielu, zwią­za­nej ściśle z Radżastanem.

Festi­wal koń­czy się w noc Pur­nimy – pełni księ­życa, na piasz­czy­stych wydmach poza mia­stem. Te trzy krót­kie dni zosta­wiają jed­nak wra­że­nie, że oto było się świad­kiem cze­goś magicz­nego, że wie­czory spę­dzone wśród muzyki i tańca z jed­nej strony poka­zują i obja­śniają tra­dy­cje Radża­stanu, a z dru­giej czy­nią go jesz­cze bar­dziej tajem­ni­czym, baśnio­wym i niezapomnianym.

 

 

Kategorie: vlog
Tagi: , , ,

ALASITAS

27 stycznia 2012 | | Brak komentarzy

Co roku, 24-go stycz­nia, boli­wij­skie La Paz zapeł­nia się sprze­daw­cami minia­tu­rek. W zmi­ni­ma­li­zo­wa­nej wer­sji można dostać wszystko: od dzban­ków i garn­ków, po dobry, mar­kowy samo­chód. Wszystko mak­sy­mal­nie kil­ku­na­sto­cen­ty­me­trowe. Tylko do czego może słu­żyć taki nabytek?

Tak naprawdę do niczego; przed­mioty mają bowiem zna­cze­nie sym­bo­liczne: kupu­jący mate­ria­li­zuje w ten spo­sób swoje marze­nia i plany na nad­cho­dzący rok, mając nadzieję, że dzięki wsta­wien­nic­twu bóstwa ajmara, Ekeko, staną się one rze­czy­wi­sto­ścią. Miał on jed­nak obfi­cie darzyć ludzi dobrami nie tylko mate­rial­nymi, ale także ducho­wymi i fizycz­nymi. Stąd też maleń­kie figurki dzieci dla pra­gną­cych potom­stwa, czy amu­lety dla spra­gnio­nych miło­ści (w tym jed­nak przy­padku, lepiej taki amu­let dostać, niż kupić samemu).

Święto to, nazwane Ala­si­tas, co w języku ajmara zna­czy “kup mi”, trwa ponad dwa tygo­dnie i przy­ciąga do mia­sta ponad cztery tysiące rze­mieśl­ni­ków i arty­stów, ale też roz­ma­itych firm, które mogą sprze­dać swoje pro­dukty w trak­cie nie­koń­czą­cego się targu.

Jed­nak to pierw­szy dzień jest naj­waż­niej­szy. Wtedy wła­śnie, w samo połu­dnie, odbywa się rytuał ch’alla, czyli skro­pie­nie minia­tu­rek alko­ho­lem i oka­dze­nie ich, połą­czone z modli­twą. W trak­cie tej cere­mo­nii mie­szają się wpływy przed­hisz­pań­skie i kato­lic­kie, nie­któ­rzy bowiem wzy­wają wsta­wien­nic­twa Ekeko, a inni Jezusa lub Matki Boskiej.

Maleń­kie przed­mioty tra­fiają potem do rąk dzieci, dla któ­rych do dziś sta­no­wią nie lada atrak­cję (nie­jedna mała dama urzą­dziła sobie tak miej­sce do zabawy w dom). Może to wła­śnie od nich i typowo dzie­cin­nego nawo­ły­wa­nia „Kup mi!” wzięła się nazwa święta?

Kategorie: Ameryka Południowa, Antropologia kultury, rok obrzędowy, Tradycja
Tagi: , ,

Mędrcy Świata

6 stycznia 2012 | | Brak komentarzy

Pod­czas w gdy w Pol­sce dla wielu osób święto Trzech Króli ozna­cza tylko wolne od pracy, w Mek­syku jest to dzień nie­cier­pli­wie ocze­ki­wany, zwłasz­cza przez naj­młod­szych. Zgod­nie bowiem z tra­dy­cją, która dotarła tam z Hisz­pa­nii, pre­zen­tów nie roz­daje dzie­ciom brzu­chaty pan w czer­wo­nym kostiu­mie, zwany z angiel­ska Santa Claus, a wła­śnie Reyes Magos – Mago­wie, któ­rzy przy­byli ze Wschodu. Sta­nowi to jasne nawią­za­nie do darów, które zło­żyli przed nowo­na­ro­dzo­nym Jezu­sem: złoto sym­bo­li­zo­wało jego kró­lew­ską naturę, kadzi­dło – boską, a mirra miała przy­wo­dzić na myśl przy­szłą męczeń­ską śmierć. Tak więc Trzej Mędrcy, któ­rzy byli w sta­nie dostrzec praw­dziwe prze­zna­cze­nie Dzie­ciątka leżą­cego na sia­nie, dziś potra­fią odgad­nąć ukryte pra­gnie­nia malu­chów i doro­słych, by móc im przy­nieść tra­fione podarki.

Świę­to­wa­nie roz­po­czyna się wie­czo­rem 5-go stycz­nia, kiedy to Kawal­kada Kró­lów Magów prze­cho­dzi przez mia­sto. W Hisz­pa­nii w orszaku idą nie tylko Mędrcy jadący na swo­ich wiel­błą­dach, ale i postaci spoza biblij­nego kanonu, jak cho­ciażby… Shrek czy Pio­truś Pan. W Mek­syku kawal­kada pozo­staje jed­naj bar­dziej tra­dy­cyjna, ale nie mniej cie­kawa. Kró­lo­wie pozdra­wiają wszyst­kich zebra­nych i hoj­nym gestem rzu­cają im cukierki lub inne sło­dy­cze.

Czy­taj całość »

Kategorie: Ameryka Południowa, rok obrzędowy, Tradycja
Tagi: , , , ,

Kuchnia Indii

30 grudnia 2011 | | Brak komentarzy

W trak­cie reali­za­cji filmu doku­men­tal­nego o kinie bol­ly­wo­odz­kim zare­je­stro­wa­li­śmy rów­nież wątki doty­czące kuchni indyj­skiej.  Był to temat poboczny, ale na tyle inte­re­su­jący z kul­tu­ro­znaw­czego punktu widze­nia, że obok filmu ‘wła­ści­wego’ powstał krótki mate­riał o tema­tyce kuli­nar­nej. O jedze­niu, pro­ble­mach z gula­szem na stole i współ­pracy z kucha­rzami z Indii opo­wie­działa nam w paru sło­wach pani Helena Gąsienica-Daniel, wła­ści­cielka hotelu, w któ­rym zatrzy­mała się ekipa filmowa.

Auto­rzy filmu: Magda Guziejko, Mariusz Rani­szew­ski, Patryk Pawlaczyk

 

 

Kategorie: vlog
Tagi: , , , ,

Na tym wzgórzu postawcie mi świątynię…

15 grudnia 2011 | | Brak komentarzy

Na tym wzgó­rzu postaw­cie mi świą­ty­nię… Będę tam, zawsze gotowa by wysłu­chać waszego pła­czu, waszych smut­ków, by ule­czyć z wszel­kich trosk, każ­dego bólu, cierpienia…”

 

Gdy biedny India­nin, ochrzczony hisz­pań­skim imie­niem Juan Diego, ujrzał Matkę Boską na wzgó­rzu Tepeyac, nie mógł przy­pusz­czać, że oto wła­śnie rodzi się kult, który prze­trwa setki lat i sta­nie się nie­od­łączną czę­ścią mek­sy­kań­skiej toż­sa­mo­ści kul­tu­ro­wej i reli­gij­nej. Według legendy, gdy ówcze­sny biskup nie chciał uwie­rzyć w jego wizje, Matka Boska spra­wiła cud: na wzgó­rzu w środku zimy roz­kwi­tły róże, które Juan Diego miał zebrać do swo­jego płasz­cza i zanieść do sie­dziby władz kościel­nych. Gdy roz­sy­pał je przed zasko­czo­nym bisku­pem oka­zało się, że kwiaty zosta­wiły na płasz­czu nie tylko swój zapach, ale i obraz obja­wia­ją­cej mu się Świę­tej Panienki. Miało to miej­sce 12 grud­nia 1531 roku, w dniu, który do dziś pozo­staje świę­tem Matki Boskiej z Guada­lupe, Patronki Mek­syku i Cesa­rzo­wej Ame­ryk.

Czy­taj całość »

Kategorie: Antropologia kultury, Matka Boska, rok obrzędowy
Tagi: ,

Kathak, czyli gdzie sięgają korzenie flamenco

29 listopada 2011 | | Brak komentarzy

Fla­menco… Były czasy, gdy była to muzyka ‘wyrzut­ków i mar­gi­nesu spo­łecz­nego’ lub ‘ludowy prze­ży­tek’, obec­nie nato­miast jest to ceniona forma wyrazu arty­stycz­nego nie­od­łącz­nie koja­rzona z Cyga­nami i Hisz­pa­nią. Jed­nak jej pocho­dze­nie do dziś pozo­staje tajem­nicą. Teo­rii jest co naj­mniej kilka: jedna mówi o wyraź­nych korze­niach arab­skich, inna o pie­śniach Żydów wyrzu­co­nych z Al-Andalus, kolejna o Romach nie­wia­do­mej pro­we­nien­cji. Ist­nieje też wer­sja, która mówi o jej indyj­skich źródłach…

Według tej teo­rii około XI wieku tysiące miesz­kań­ców pół­noc­nych Indii, przede wszyst­kim przed­sta­wi­cieli naj­bied­niej­szych i zmar­gi­na­li­zo­wa­nych warstw tam­tej­szego spo­łe­czeń­stwa, porzu­ciło swoją ojczy­znę i wyru­szyło przed sie­bie w poszu­ki­wa­niu lep­szego jutra. Ludzie ci to pra­przod­ko­wie dzi­siej­szych Romów, a dowo­dem na to mogłyby być podo­bień­stwa pomię­dzy języ­kiem romani a san­skry­tem i pendżabskim.

Jest jed­nak jesz­cze jeden zna­czący ślad – wyraźny zwią­zek pomię­dzy tań­cem fla­menco a kla­sycz­nym sty­lem indyj­skim kathak. Oba tańce, wyko­ny­wane na ogół solowo, opie­rają się mocno na ryt­mie pod­kre­śla­nym przez arty­stę: we fla­menco służy do tego stu­kot obca­sów oraz kla­ska­nie w dło­nie, w kathaku na kostki tan­ce­rza lub tan­cerki zakła­dane są gho­on­groo – skó­rzane bran­so­lety z przy­mo­co­wa­nymi w rzę­dach dzwo­necz­kami. Nie­któ­rzy poku­sili się nawet o stwier­dze­nie, że współ­cze­sne hisz­pań­skie kasta­niety mogą być pochodną indyj­skiego instru­mentu zwa­nego kar­tal – zbu­do­wa­nego z drew­nia­nych blocz­ków drewna z wsta­wio­nymi pomię­dzy nie małymi meta­lo­wymi tale­rzami — który służy do nada­wa­nia rytmu melo­dii. Kathak swo­imi mięk­kimi i płyn­nymi gestami stara się opo­wie­dzieć widzowi znaną histo­rię lub legendę. Rom­skie fla­menco to nato­miast prze­kaz pełen eks­pre­sji, który sku­pia się na stwo­rze­niu więzi emo­cjo­nal­nej pomię­dzy widow­nią a wyko­nawcą. Zna­cze­nie gestów nie jest sko­dy­fi­ko­wane, mają one słu­żyć pod­kre­śle­niu prze­żyć tan­ce­rza: cier­pie­nia, rado­ści, smutku, tęsknoty.

Z powyż­szą teo­rią można się zga­dzać lub nie, nie da się jed­nak ukryć, że same ruchy, choć wyko­ny­wane z różną eks­pre­sją, są w obu tań­cach bar­dzo podobne…

 

http://www.youtube.com/watch?v=EWJHYoVdshg&feature=related

http://www.youtube.com/watch?v=FoNjpIezVVQ

http://www.youtube.com/watch?v=v76aUtOb8Ow&feature=related

 

Kategorie: Antropologia kultury, muzyka, taniec
Tagi: , , ,

Ze śmiercią trzeba się zaprzyjaźnić

5 listopada 2011 | | Brak komentarzy

Dla miesz­kańca Nowego Jorku, Paryża czy Lon­dynu śmierć to słowo, któ­rego nigdy nie wyma­wia, które nie może mu przejść przez usta. Mek­sy­ka­nin nato­miast drwi ze śmierci, pie­ści ją, cele­bruje, śpi z nią, jest ona jedną z jego ulu­bio­nych zaba­wek i jego nie­zmienną miło­ścią. (…) Śmierć jest obecna w naszych fie­stach, naszych zaba­wach, miło­ściach i myślach. Czaszki z cukru czy też z wyci­nanki, kolo­rowe szkie­lety ze sztucz­nych ogni, nasze ludowe spo­soby jej przed­sta­wia­nia są zawsze drwiną z życia, afir­ma­cją mar­no­ści i ulot­no­ści ludz­kiej egzystencji”.

Octavo Paz „Labi­rynt samotności”

Czy może być lep­szy opis tego, czym jest Dzień Zmar­łych w Mek­syku? Okres przy­go­to­wa­nia do tego święta i ono samo pozwa­lają oswoić się z prze­mi­ja­niem i wie­rzyć, że czło­wiek nigdy nie odcho­dzi do końca. Powraca raz do roku na zie­mię, by spo­tkać się z rodziną i przy­ja­ciółmi, żeby móc znów przez chwilę cie­szyć się ich towa­rzy­stwem oraz przy­ziem­nymi przy­jem­no­ściami, takimi jak jadło, napi­tek i muzyka.

Czy­taj całość »

Kategorie: Ameryka Południowa, Antropologia kultury, rok obrzędowy, Tradycja
Tagi: , , ,

Fiesta extra large

22 października 2011 | | Brak komentarzy

W Ame­ryce nie tylko dania i roz­miary ubrań są extra large, roz­ma­chu nabie­rają też pozo­stałe aspekty życia, jak cho­ciażby uro­czy­sto­ści. Stąd też wspo­mniana w poprzed­nim wpi­sie quin­ce­añera jest w Sta­nach zja­wi­skiem nie­zwy­kle cie­ka­wym: sta­nowi mie­szankę tra­dy­cji z róż­nych kra­jów laty­no­skich połą­czoną z pół­noc­no­ame­ry­kań­skim umi­ło­wa­niem do prze­sady i popkultury.

 Quin­ce­añerę przy­wieźli ze sobą imi­granci z klasy śred­niej. Pierw­szą oznaką zmian był kolor: sukienka jubi­latki mogła być skromna lub przy­po­mi­nać strój księż­niczki z bajek, zgod­nie z tra­dy­cją powinna mieć jed­nak kolor różowy (dla­tego też uro­czy­stość nazy­wano „la fie­sta rosa”). O takie było jed­nak trudno, więc nasto­latki zna­la­zły pro­dukt naj­bliż­szy temu poszu­ki­wa­nemu: suk­nie ślubne. Krój był ide­alny, wystar­czyło odciąć tren, a tra­dy­cyjny kolor został powoli zastą­piony bielą sym­bo­li­zu­jącą nie­win­ność. Dla­tego też na pierw­szy rzut oka nie­kiedy trudno odróż­nić czy mamy do czy­nie­nia z pięt­na­sto­latką pro­wa­dzoną do ołta­rza w kościele przez swo­jego hono­ro­wego szam­be­lana, czy z panną młodą idącą do ślubu.

Czy­taj całość »

Kategorie: Ameryka Południowa, Antropologia kultury, Tradycja
Tagi: , , , ,

Dorosła piętnastolatka

20 października 2011 | | Brak komentarzy

Dorosła piętnastolatkaW dniu osiem­na­stych uro­dzin zosta­jemy wszem i wobec uznani za ludzi doro­słych, co pociąga za sobą bar­dzo kon­kretne prawa i obo­wiązki: możemy gło­so­wać, pić i palić, ale za swoje postę­po­wa­nie możemy też odpo­wie­dzieć przed sądem. Jaki więc ma sens quin­ce­añera, hucz­nie obcho­dzone pięt­na­ste uro­dziny dziew­czyn z laty­no­skich rodzin, które w tym szcze­gól­nym dniu nie uzy­skują żadnego z powyższych?

 Ślady tej fie­sty (quin­ce­añera okre­śla zarówno jubi­latkę jak i samą uro­czy­stość) odnaj­du­jemy już w okre­sie pre­ko­lum­bij­skim, kiedy to matka udzie­lała wska­zówki swo­jej wcho­dzą­cej wkrótce w mał­żeń­skie życie córce (w tek­ście przy­ta­cza­nym przez brata Ber­nar­dino de Saha­gúna widać, jak mało zmie­niają się matki: chodź skrom­nie ubrana, żeby nie pomy­ślano, że się stro­isz, ale też nie ZA skrom­nie, żeby nikt nie pomy­ślał, że jesteś biedna, etc.). Póź­niej nastą­piło powolne mie­sza­nie się kul­tur i wpły­wów, wraz z kolo­ni­za­to­rami do Ame­ryki dotarły dwor­skie przy­ję­cia i bale debiu­tan­tek, a efek­tem tego jest wła­śnie współ­cze­sna quin­ce­añera.

Czy­taj całość »

Kategorie: Ameryka Południowa, Antropologia kultury, Tradycja
Tagi: , , , , ,

Latynoska religijność: Matka Boska od Kraku, Święty Maximón i amulety

3 października 2011 | | 3 komentarze

św. AntoniTego, że nasz spo­sób poj­mo­wa­nia i wyra­ża­nia wiary potrafi się dia­me­tral­nie róż­nić, nie muszę nikomu wyja­śniać. Są jed­nak rze­czy, które w Pol­sce zapewne zosta­łyby uznane za świę­to­kradz­two, a Ame­ryce tymczasem…

W lipcu w Cra­côlan­dii, dziel­nicy São Paulo zna­nej z obec­no­ści nar­ko­ma­nów i pro­sty­tu­tek sta­nęła figura Nossa Sen­hora do Crack, czyli Matki Boskiej od Kraku. Co nie­zwy­kłe, prze­ciwko takiemu przy­dom­kowi sta­nęli wła­śnie ci stali bywalcy oko­licy, gdyż… uznali, że to grzech nazy­wać w ten spo­sób Maryję. W środo­wi­sku kościel­nym wywo­łała ona pole­mikę, nato­miast sam arcy­bi­skup São Paulo, Odilo Pedro Sche­rer zamie­ścił wpis na Twi­ste­rze (sic!): „Matko Boska od Kraku, módl się za nimi. I za nami wszyst­kimi”.

Czy­taj całość »

Kategorie: Ameryka Południowa, Antropologia kultury, Matka Boska, rok obrzędowy, sztuka ludowa, Tradycja
Tagi: , , , , ,