Beta

Bądź na bieżąco - RSS

Archiwum autorskie - Małgorzata Jaszczołt

„Moje miejsce pracy opisuje też mnie: nagromadzenie rzeczy wokół, narosłe wieloletnie warstwy - te pozostawione przez poprzedników i moje. Bałagan, bo tyle spraw jednocześnie i najlepiej, jak wszystko jest pod ręką… Lubię to miejsce”.

Ukończyła etnologię na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pracuje w Państwowym Muzeum Etnograficznym w Warszawie w Dziale Etnografii Polski i Europy od ponad 10 lat. Przez przypadek trafiła do „męskiej” specjalności, w innych muzeach określanej tradycyjnie mianem „kultury materialnej”, a w PME jako „gospodarka podstawowa i rzemiosło”. Jak na wszystkich, którzy się tu przewinęli, także na niej swoje piętno odcisnęła postać Piotra Szackiego, nazywanego Mistrzem. Dzięki niemu i jego postrzeganiu rzeczy – „naszych” muzealnych obiektów, okazało się, że materię można pokochać, tylko trzeba umieć ją „czytać”. Co w muzealnej pracy lubi najbardziej: projektowanie wystaw (koncepcyjne tworzenie wystawy, jej budowanie i realizacja) i wyjazdy terenowe, podczas których spełnia swą najnowszą pasję – robienie filmów, które opowiadają o sprzężeniu rzeczy z ludzką egzystencją.

Liczba artykułów: 20

Res musealiae: Maglownica w swej funkcji pierwotnej/ maglownica sensualna/maglownica racjonalna/maglownica – fotel/ maglownica jako idea. Część II

Nie pod­nieca mnie Wenus z Milo” — roz­mowa z Macie­jem Pęca­kiem, prze­pro­wa­dzona w Kra­ko­wie, w maju 2009 r.

 

Mał­go­rzata Jasz­czołt: Powiedz dla­czego inspi­rują cię „ludowe” formy ?

Maciej Pęcak: Dla­tego, że są „ponad­cza­sowe”. Ich bryła jest cał­ko­wi­cie ponad­cza­sowa. Ten kto to zro­bił bar­dzo dbał o kształt, o formę tego przed­miotu. Dla mnie to już nie jest tylko przed­miot, to jest bar­dzo ładna bryła rzeźbiarska.

M.J. Jako forma. A może coś wię­cej o tej for­mie. Jak ty to odbie­rasz ? Jak te formy cię inspi­rują ? Co w nich widzisz ? I jak mógł­byś uza­sad­nić to, że są ponadczasowe ?

M.P. Są ponad­cza­sowe. Bo gene­ral­nie to taka forma abs­trak­cyjna. Ma funk­cję i formę. I jest jed­no­cze­śnie niezależna.

M.J. To zna­czy, że dany przed­miot ma swoją uty­li­tarną funk­cję, a jed­no­cze­śnie jest piękny cie­kawy jako forma, jako forma rzeźbiarska.

M.P. Zasłu­guje na sza­cu­nek, zde­cy­do­wa­nie ten kto to zro­bił. Daw­niej robili to hur­tem, ale jed­nak z dużą dba­ło­ścią kształtu. A drewno ma w sobie duszę. To jest mate­riał, który żyje i to jest istotne. Prze­cho­dzi sam sie­bie, daje sie­bie. Mnó­stwo jest prze­cież takich przed­mio­tów: zwy­kłe nosi­dła do nosze­nia wody, maglow­nice…

Czy­taj całość »

Kategorie: Muzealia, sztuka ludowa, Tradycja
Tagi:

Res musealiae: Ul i Boże Narodzenie, czyli pszczoły i ludzie oraz święta historia

Ule figu­ralne to odmiana uli tzw. kło­do­wych, wyko­ny­wa­nych z drą­żo­nych wewnątrz odcin­ków pni drzew, usta­wia­nych w pasie­kach w pozy­cji pio­no­wej (jako sto­jaki), pozio­mej (jako leżaki) lub umiesz­cza­nych na drze­wach w lesie. Ale „czynne” ule kło­dowe to w dużym stop­niu czas prze­szły. W ostat­nich latach dzięki pro­gra­mowi „Reak­ty­wa­cji bart­nic­twa” zaini­cjo­wa­nemu w Pol­sce przez WWF można zoba­czyć zasie­dlone przez psz­czoły ule kło­dowe m.in. na tere­nie Wigier­skiego Parku Naro­do­wego. Z kolei nie­czynne, ale nowe, wyko­nane współ­cze­śnie, przy­bie­ra­jące formę figu­ra­tywną ule, oglą­dać można np. w Muzeum Regio­nal­nym im. ks. J. Dzier­żo­nia w Klucz­borku i Skan­se­nie Rzeźby Monu­men­tal­nej w Pode­gro­dziu. Zabyt­kowe ule figu­ralne obecne są w kolek­cjach kilku muzeów w Pol­sce, m.in. w Muzeum Etno­gra­ficz­nym w Kra­ko­wie, Muzeum Etno­gra­ficz­nym we Wro­cła­wiu, Skan­se­nie Psz­cze­lar­skim w Stró­żach. W zbio­rach Pań­stwo­wego Muzeum Etno­gra­ficz­nego w War­sza­wie znaj­duje się zale­d­wie jeden ul figu­ralny (PME 9292), ale jest to jedyny znany ul przed­sta­wia­jący scenę Bożych Naro­dzin. Na tej skon­den­so­wa­nej powierzchni rzeź­biarz zawarł wszyst­kie ele­menty pod­sta­wo­wego zestawu bożo­na­ro­dze­nio­wej sce­ne­rii: żłóbek z Jezu­sem, Maryję, św. Józefa, osiołka i krowę oraz zwia­stu­ją­cego naro­dziny Bożego Syna Anioła. Ul wyko­nany z drewna lipo­wego, praw­do­po­dob­nie w wieku XIX, pocho­dzi ze Śląska. Nie znamy jego indy­wi­du­al­nej histo­rii; można przy­pusz­czać, iż stał przy ple­ba­nii w pasiece księ­dza pro­bosz­cza. Nie znamy inten­cji powsta­nia tego wize­runku. Możemy dywa­go­wać – czy powstał z chęci pre­zen­ta­cji innym ory­gi­nal­nego dzieła, czy przed­sta­wie­nie miało peł­nić rolę zewnętrz­nej „skon­den­so­wa­nej” w jed­nej bryle „szopki” przed ple­ba­nią (lub u innego gospo­da­rza), czy inwen­cja nale­żała do wyko­nu­ją­cego je arty­sty, czy powstał „na zamó­wie­nie” ? Nie­wąt­pli­wie ul jest dowo­dem na to, iż wśród dzieł powie­la­nych i powta­rzal­nych powsta­wały także te odbie­ga­jące od ogól­nie przy­ję­tych i popu­lar­nych.

Czy­taj całość »

Kategorie: eksponaty, Muzealia, rok obrzędowy, sztuka ludowa, Tradycja
Tagi: ,

Res musealiae: Eschatologiczny wymiar ligawy

Słowo ligawa koja­rzy się dzi­siaj może bar­dziej ze sztuką mięsa woło­wego, niż z poważ­nym adwen­to­wym instru­men­tem do o t r ę b y w a n i a adwentu, któ­rym oznaj­miano wszem nadej­ście czasu ocze­ki­wa­nia i przy­go­to­wa­nia na przyj­ście Jezusa. Czę­ściej jest uży­wane gwa­rowe okre­śle­nie ligawka. Jej nazwa pocho­dzi od lega­nia, czyli opie­ra­nia tego dłu­giego i cięż­kiego instru­mentu (naj­czę­ściej na pło­cie, ponie­waż jest to instru­ment uży­wany zasad­ni­czo na wol­nym powie­trzu). Ligawka – to instru­ment nale­żący do grupy aero­fo­nów, popu­lar­nie nazy­wa­nych instru­men­tami dętymi, a. gra na ligawce to liga­nie. Jej dłu­gość waha się od 1 m do nawet 2–3 m. Ligawka należy do naj­star­szych instru­men­tów uży­wa­nych w Pol­sce, pierw­sze pisane wzmianki o niej pocho­dzą z opisu arab­skiego podróż­nika Al-Bekriego z X/XI w. „Mają różne instru­menta ze stru­nami i dęte. Mają instru­ment dęty, któ­rego dłu­gość prze­cho­dzi 2 łokcie”[1]. Oskar Kol­berg w pod koniec wieku XIX pisał tak:
„Pod­czas Adwentu lud wiej­ski co nie­dziela o godz. 4-ej rano wcho­dzi do Kościoła na roraty tak, że zale­d­wie jedna osoba pozo­staje na straży w cha­cie. Przez cały adwent około godziny 8 z wie­czora wygry­wają parobcy swe melo­dye na l i g a w k a c h wyro­bio­nych z wierz­bo­wego lub lipo­wego drzewa, roz­łu­pa­nego, a następ­nie wyżło­bio­nego wewnątrz, wresz­cie złą­czo­nego znów i okle­jo­nego smołą. Nabitą jest ona obrącz­kami drew­nia­nymi i ma z końca węż­szego b ą c z e k do zadę­cia;  chcąc mieć odgłos jej dono­śnym i przy­jem­nym, kładą ligawkę w kry­pie do poje­nia bydła i zamra­żają. W cza­sie rorat przy­cho­dzą nie­któ­rzy z tymi ligaw­kami do Kościoła i grają na nich na chó­rze pod­czas Pod­nie­sie­nia i przy mszy Świę­tej„[2].

Czy­taj całość »

Kategorie: eksponaty, Muzealia, rok obrzędowy, Tradycja
Tagi: , , ,

Res musealiae: Maglownica w swej funkcji pierwotnej/ maglownica sensualna/maglownica racjonalna/maglownica – fotel/ maglownica jako idea

Część I

 

Co to jest maglow­nica ? Wg nie­peł­nej defi­ni­cji ze Słow­nika Języka Pol­skiego to „desz­czułka z poprzecz­nymi kar­bami do ręcz­nego maglo­wa­nia”[1] Taką desz­czułką nie­wiele uda­łoby się zdzia­łać. Potrze­bu­jemy jesz­cze wałka. Maglow­nica, zwana ina­czej wał­kow­nicą, składa się z dwóch czę­ści: wałka oraz gru­bej deski z uchwy­tem, która ma z jed­nej strony formę kar­bo­waną, z dru­giej znaj­du­jemy „pole do popisu” – powierzch­nię, która bywała zdo­biona deko­ra­cją sny­cer­ską, rzeź­biar­ską, lub pozo­sta­wała saute nie­na­ru­szona, jedy­nie wygła­dzona. Narzę­dzie to wystę­po­wało powszech­nie u Sło­wian Pół­noc­nych: na Wiel­ko­rusi, Rusi, w Pol­sce, Cze­chach, na Sło­wa­cji. Ręcz­nie tkana lniana bie­li­zna (czę­ści odzieży, pościel, obrusy, ścierki), była sztywna i szorstka, ażeby nadać jej po upra­niu i wysu­sze­niu mięk­kość i pozbyć się zagnie­ceń, bie­li­znę nale­żało wyma­glo­wać. W tym celu nawi­jano ją na wałek, kła­dziono na czy­stym prze­ście­ra­dle na stole, a następ­nie mocno przy­ci­ska­jąc „jeż­dżono” maglow­nicą (czę­ścią kar­bo­waną od spodu) do momentu, aż zaczy­nała się lustrzyć, czyli świe­cić. Po woj­nie, ten kobiecy sprzęt został na wsi zarzu­cony, dzi­siaj bez komen­ta­rza byłby nie­roz­po­zna­walny. Maglow­nice zacho­wały nie­czy­telną dla wielu formę, zbli­żoną struk­turę –wszę­dzie tam gdzie wystę­po­wały; te pokryte relie­fami mogą peł­nić rolę deko­ra­cyjną, można je podzi­wiać i ana­li­zo­wać orna­men­ta­cyjne niu­anse. Fak­tura kar­bów nie wydaje się kwe­stią fascy­nu­jącą; bywały pół­okrą­głe, trój­kątne lub wycięte w „zęby.” A jed­nak to karby podzia­łały na wyobraź­nię twórcy fotela-maglownicy. Dla tych, któ­rzy znają narzę­dzie, fotel-maglownica budzi pro­ste sko­ja­rze­nie ze zwy­kłą maglow­nicą lub drew­nianą tarą do pra­nia. Inni być może nie będą mieć sko­ja­rzeń z wiej­skim codzien­nym sprzę­tem. Zewnętrzne karby słu­żące do wygła­dza­nia zagnie­ceń tu peł­nią rolę masa­żera dla ciała. Czy mamy do czy­nie­nia z trans­po­zy­cją zbyt dosłowną, czy dosko­nałą inspi­ra­cją, zarówno este­tyczną jak i ze względu na ergo­no­mikę?

Czy­taj całość »

Kategorie: eksponaty, Muzealia, muzeum, Tradycja
Tagi: , , , ,

Res musealiae: Krzyże z żelaza

Naj­prost­sze w for­mie – kute z dwóch pasów metalu łączo­nych ze sobą nitem (rza­dziej zgrze­wa­nych)[1]; małe „z surowca jaki się nada­rzył, z wszel­kiego rodzaju ścin­ków i odpad­ków”[2], duże, o impo­nu­ją­cych wymia­rach – ze spe­cjal­nych sztab, jakich uży­wano do wyrobu osi u wozów, zaty­kane na szczy­cie domu, bramy cmen­tar­nej, wbi­jane w wierz­cho­łek drew­nia­nego krzyża, wień­czące kapliczki – wyku­wane ze sztab, szta­bek, sztyw­nych prę­tów o prze­kroju okrą­głym lub kwa­dra­to­wym, for­mo­wane z drutu jako ple­cionki, i z taśmy; przy­bi­jane do desek w szczy­cie budynku miesz­kal­nego – z pła­tów roz­kle­pa­nego pła­sko­wnika lub goto­wej bla­chy; póź­niej­sze z fabrycz­nych kwa­dra­to­wych prę­tów i powo­jenne z rur i kątow­ni­ków – krzyże z żelaza. Zależ­nie od prze­zna­cze­nia, wyko­ny­wane z zasto­so­wa­niem okre­ślo­nego mate­riału i okre­ślo­nej kowal­skiej obróbki, co decy­do­wało zasad­ni­czo o ich for­mie pla­stycz­nej: zakoń­cze­nia ramion z kutymi moty­wami liści, kwia­tów lilii, krzy­ży­ków, pół­księ­ży­ców, trój­ką­tów, tra­pe­zów, pro­sto­ką­tów, miej­sce krzy­żo­wa­nia ramion pod­kre­ślone peł­nymi, bądź ażu­ro­wymi wyobra­ża­ją­cymi słońce kół­kami, z inskryp­cją „IHS”; pro­mie­niami pro­stymi, fali­stymi lub fan­ta­zyj­nie wygię­tymi – poje­dyn­czymi, podwój­nymi, potrój­nymi. Na głów­nym ramie­niu poja­wiały się: sym­bo­liczny pół­księ­życ, gwiazdy (jako zwy­cię­stwo nad pogań­stwem), cho­rą­giewka z datą i kogut, peł­niące nie­kiedy funk­cje wia­trow­ska­zów. Krzyże pra­wo­sławne wyróż­niała uko­śna belka. Wystę­po­wały dwa typy krzyży: samo­istne (do 5 m wyso­ko­ści licząc wraz z kamienną pod­stawą i ok. 1,5 m sze­ro­ko­ści) i figury uzu­peł­nia­jące, wystę­pu­jące jako zwień­cze­nia krzyży drew­nia­nych, kapli­czek, bram cmen­tar­nych, szczy­tów budyn­ków miesz­kal­nych (40–70 cm wyso­ko­ści i 20–50 cm szerokości).

Okres naj­lep­szej passy dla wyro­bów kowal­skich, nie tylko krzyży, to koniec wieku XIX, kiedy to poja­wiła się na wsi w dużym wybo­rze – stal prze­my­słowa i zaczął się popyt na wyroby kowal­skie. W wymia­rze pracy – żelazo ozna­czało trwal­sze, bar­dziej funk­cjo­nalne narzę­dzia i sprzęt gospo­dar­ski, w wymia­rze este­tycz­nym – stało się nową, nie wystę­pu­jącą do tej pory na wsi mate­rią, któ­rej walory zostały dostrze­żone i wyko­rzy­stane. Krzyże zaświad­czają, jak różne było poczu­cie este­tyki miesz­kań­ców wsi, nie tylko w potocz­nym rozu­mie­niu „kiczo­wate”, złak­nione bra­ku­ją­cych w codzien­nym, znoj­nym życiu świą­tecz­nych kolo­rów, ale także ceniące mini­ma­lizm, szla­chet­ność mate­riału, walor pro­stej lub wyszu­ka­nej, ale cały czas dosko­na­łej formy. Ta sztuka miała swo­ich twór­ców i odbior­ców, a sądząc po popu­lar­no­ści było ich cał­kiem wielu. Wizu­alna pre­zen­ta­cja krzyży była głę­boko prze­my­ślaną inten­cją. Na tle czy­stego nieba krzyż sta­no­wił mocny, oddzia­łu­jący eks­pre­syj­nie punkt. W tere­nie cze­ka­ją­cych na koro­zję i zapo­mnie­nie krzyży, pozo­stało nie­wiele. W muze­ach nie da się w pełni podzi­wiać tego efektu, który miały two­rzyć wraz ze sferą nie­bie­ską, ale możemy podzi­wiać ich wyszu­kane formy (wystawa stała w PME „Ręko­dzieło i rze­mio­sło ludowe”). Krzyże żela­zne wystę­po­wały w całej Pol­sce, ale naj­wię­cej było ich we wschod­nim pasie, na Pod­la­siu i z tych tere­nów oraz z rejonu Kur­piów pocho­dzą w więk­szo­ści krzyże z kolek­cji PME (96 krzyży kowalskich).

Może przy oka­zji pierw­szo­li­sto­pa­do­wych wyjaz­dów w różne strony Pol­ski uda się jesz­cze natra­fić w tere­nie wykuty z żelaza krzyż, na roz­staju dróg, przy dro­dze, na cmen­ta­rzu… po to by móc w pełni podzi­wiać efekty for­malne: kon­trast meta­licz­nej czerni krzyża z błę­ki­tem nieba, świe­tli­stość stali odbi­ja­ją­cej słońce, przej­rzy­stość ażuru, lek­kość syl­wetki, dopa­so­wa­nie mate­riału do formy, współ­gra­nie mate­rii z duchem…



[1] Woj­ciech Kowal­czuk, 1992, Krzyże  kowal­skie na Pod­la­siu, Bia­ły­stok: Muzeum Okrę­gowe w Białymstoku

[2] Jacek Olędzki, 1961, Arty­styczna twór­czość kowal­ska na tere­nie kur­piow­skiej Pusz­czy Zie­lo­nej od końca XIX w. do I wojny świa­to­wej [w:] Pol­ska sztuka Ludowa, nr 4

Kategorie: Antropologia kultury, badania terenowe, eksponaty, Muzealia, rok obrzędowy, sztuka ludowa, Tradycja
Tagi: , , , ,

Krzyże żelazne na podlaskich cmentarzach…

Jedne zapo­mniane, na zapo­mnia­nych mogi­łach, pokryte koro­zją, pochy­lone, upa­dłe, … Inne pie­lę­gno­wane, repe­ro­wane, cza­sami malo­wane, samo­istne lub wkom­po­no­wy­wane, zesta­wiane z kamie­niem i obcym im mate­ria­łem lastri­kiem, na gro­bach o któ­rych bli­scy pamię­tają… w oto­cze­niu wień­ców ze sztucz­nymi kwia­tami, lam­pek two­rzą pewien dyso­nans este­tyczny mate­rii szla­chet­nej z nie­szla­chet­nym pla­sti­kiem cmen­tar­nych akcesoriów.

Kategorie: fotoblog
Tagi:

Res musealiae: Rękawice endemiczne, czyli wyrób rękawic furmańskich na drewnianych formach jako męskie zajęcie „na uspokojenie nerwów”

Pamięci Wła­dy­sława Polańskiego

 

       Wyro­bem ręka­wic tzw. fur­mań­skich trud­nili się przed wojną wyłącz­nie męż­czyźni. „Kobity nie robiły w ogóle”[1]. Nazwa pocho­dzi od ich głów­nych użyt­kow­ni­ków – fur­ma­nów, wożą­cych wozami drewno z lasu lub węgiel. Ale mogły też słu­żyć do rąba­nia drewna, dzie­ciom na sanki czy narty w zimie. Dzięki zasto­so­wa­nemu mate­ria­łowi i tech­nice ręka­wice zyski­wały zwartą, mocną struk­turę. Ucho­dziły za nie­zwy­kle cie­płe i trwałe. Po woj­nie znane i uży­wane były już jedy­nie w bar­dzo wąskim, lokal­nym kręgu. Przy­pusz­czal­nie jedy­nym i ostat­nim, który znał tech­nikę „ple­ce­nia ręka­wic na desce” był Wła­dy­sław Polań­ski z Piw­nicz­nej Zdroju. Wypla­ta­nia ręka­wic nauczył się jako młody chło­piec, jesz­cze przed wojną od sąsiada, a ponie­waż miał smy­kałkę do naj­roz­ma­it­szych manu­al­nych umie­jęt­no­ści i cier­pli­wość do zajęć cza­sowo mało efek­tyw­nych, wyra­biał ręka­wice przez swoje całe życie „na uspo­ko­je­nie ner­wów”. Zaję­cie to nie nale­żało do kate­go­rii zarob­ko­wej. Ręka­wice tra­fiały do rodziny i sąsia­dów. „ To się nie robi na inte­res, tylko tak, aby, aby (…) nie prze­pa­dło”.

Czy­taj całość »

Kategorie: eksponaty, Muzealia, Tradycja
Tagi: , ,

Styl zakopiański — żywy i muzealny

Minęło ponad 100 lat od wybu­do­wa­nia willi Koliba dla Zyg­munta Gna­tow­skiego w roku 1896, (obec­nie sie­dziby Muzeum Stylu Zako­piań­skiego, filii Muzeum Tatrzań­skiego w Zako­pa­nem), która uwa­żana jest jako pier­wo­wzór stylu zako­piań­skiego, stylu stwo­rzo­nego przez Sta­ni­sława Wit­kie­wi­cza, który stał się ewe­ne­men­tem w skali Pol­ski i Europy. Nie da się pomi­nąć kon­tek­stu jego powsta­nia i całej otoczki która mu towa­rzy­szyła. Zbie­giem oko­licz­no­ści zwią­za­nych z kli­ma­tycz­nymi wła­ści­wo­ściami Zako­pa­nego, pod koniec XIX wieku przy­była do Zako­pa­nego ple­jada arty­stów, inte­lek­tu­ali­stów, elity pol­skiej inte­li­gen­cji (m.in. Sta­ni­sław Wit­kie­wicz, Wła­dy­sław Matla­kow­ski, Sta­ni­sław Bara­basz, Rafał Mal­czew­ski, Karol Stry­jeń­ski oraz wielu innych), któ­rzy w gór­skim kli­ma­cie szu­kali ratunku dla nad­wą­tlo­nego zdro­wia.

Czy­taj całość »

Kategorie: Antropologia kultury, eksponaty, Muzealia, sztuka ludowa, Tradycja
Tagi: , , , , ,

Res musealiae: Komora konsumpcyjna

25 października 2011 | | Brak komentarzy

Komora to wydzie­lone miej­sce we wnę­trzu tra­dy­cyj­nej wiej­skiej cha­łupy, przy­le­ga­jące do izby lub sieni, wąskie, zaciem­nione i nie­ogrze­wane. Jako rodzaj domo­wego maga­zynu, komora sta­no­wiła spe­cja­li­styczne pomiesz­cze­nie, w któ­rym pano­wały odpo­wied­nie warunki ter­miczne zapew­nia­jące pro­duk­tom żywno­ścio­wym wła­ściwą tem­pe­ra­turę, a z kolei mate­rial­nym uten­sy­liom bezpieczeństwo.

      Komora słu­żyła do skła­da­nia zgro­ma­dzo­nych zapa­sów ziarna i poży­wie­nia. Prze­cho­wy­wano w niej pro­dukty kon­su­mo­wane na bie­żąco oraz zapasy żywno­ści, trzy­mano nie­uży­wane na co dzień, ale cen­niej­sze sprzęty: paradną uprząż, narzę­dzia, oku­cia wozów. W cera­micz­nych garn­kach skry­wano zaosz­czę­dzone pie­nią­dze. Na drą­gach zawie­szano odzież, zapasy przę­dzy, samo­działy. Opie­rane na cegłach lub zawie­szane na dru­tach drew­niane półki, chro­niły prze­cho­wy­wane zapasy żywno­ści oraz bank­noty przed gry­zo­niami. Po jesien­nej zwózce plo­nów z pola stan komory był naj­za­sob­niej­szy. Zimą sys­te­ma­tycz­nie przy­by­wało też zia­ren z młó­co­nego w tym okre­sie zboża. Dostępu do komory chro­niła wsta­wiona w nie­duży otwór okienny kowal­ska krata.

Czy­taj całość »

Kategorie: Antropologia kultury, badania terenowe, eksponaty, Muzealia, muzeum, Tradycja, wystawy
Tagi: , , , , , ,

Malujemy lico skrzyni — Małgorzata Jaszczołt

21 października 2011 | | Brak komentarzy

Zdję­cia pocho­dzą z lek­cji „Pra­cow­nia Archa­izmów”, która odbyła się w ramach Festi­walu Nauki 22.09.2011 r.

Lek­cję „Malu­jemy lico skrzyni” przy­go­to­wali: Mar­cin Burzy­mow­ski i Mał­go­rzata Jaszczołt

Foto­gra­fo­wała Erika Krzyczkowska-Roman

Kategorie: fotoblog
Tagi: , , , , , ,