Beta

Bądź na bieżąco - RSS

Archiwum autorskie - Małgorzata Jaszczołt

„Moje miejsce pracy opisuje też mnie: nagromadzenie rzeczy wokół, narosłe wieloletnie warstwy - te pozostawione przez poprzedników i moje. Bałagan, bo tyle spraw jednocześnie i najlepiej, jak wszystko jest pod ręką… Lubię to miejsce”.

Ukończyła etnologię na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pracuje w Państwowym Muzeum Etnograficznym w Warszawie w Dziale Etnografii Polski i Europy od ponad 10 lat. Przez przypadek trafiła do „męskiej” specjalności, w innych muzeach określanej tradycyjnie mianem „kultury materialnej”, a w PME jako „gospodarka podstawowa i rzemiosło”. Jak na wszystkich, którzy się tu przewinęli, także na niej swoje piętno odcisnęła postać Piotra Szackiego, nazywanego Mistrzem. Dzięki niemu i jego postrzeganiu rzeczy – „naszych” muzealnych obiektów, okazało się, że materię można pokochać, tylko trzeba umieć ją „czytać”. Co w muzealnej pracy lubi najbardziej: projektowanie wystaw (koncepcyjne tworzenie wystawy, jej budowanie i realizacja) i wyjazdy terenowe, podczas których spełnia swą najnowszą pasję – robienie filmów, które opowiadają o sprzężeniu rzeczy z ludzką egzystencją.

Liczba artykułów: 26

Res musealiae: Krótko o włocławskim fajansie i fajansowych kwietnych misach w kolekcji Państwowego Muzeum Etnograficznego w Warszawie

Wyroby fajan­sowe, poja­wiw­szy się w maso­wej pro­duk­cji w wieku XIX, zawo­jo­wały także wieś. Pro­du­ko­wało je na tere­nie ziem pol­skich kilka wytwórni, m.in. w Ber­dy­czo­wie, Ćmie­lo­wie, Kole, Lubar­to­wie, Luby­czy Kró­lew­skiej, Prusz­ko­wie, we Wło­cławku. Fajanse róż­niąc się od wyro­bów wiej­skich garn­ca­rzy, wystę­po­wały na wsiach w cha­rak­te­rze przed­mio­tów peł­nią­cych we wnę­trzu funk­cje deko­ra­cyjne, a nie użyt­kowe. Były bar­dziej zdobne i wie­lo­ko­lo­rowe, a przede wszyst­kim przy­po­mi­nały szla­chetną majo­likę, nie­moż­liwą do uzy­ska­nia w małej skali. Zda­rzały się próby naśla­dow­nic­twa tejże, two­rząc w spo­sób udany wła­sny styl w tzw. pół­ma­jo­lice (np. fla­me­ro­wana cera­mika wyszkow­ska, cera­mika pokucka, czy wyroby rodziny Konop­czyń­skich z Boli­mowa naśla­du­jące manu­fak­turę w Nie­bo­ro­wie). Warsz­taty garn­car­skie, mające miej­scowy zasięg nie miały takich moż­li­wo­ści uzy­ska­nia wielu roz­wią­zań tech­no­lo­gicz­nych. Nie deza­wu­ując ich uży­tecz­no­ści i czę­sto nie­wąt­pli­wej urody, chęć posia­da­nia nowo­ści za przy­stępną cenę i co ważne – odpo­wia­da­jąc wiej­skim gustom spra­wiła, iż wyroby fajan­sowe stały się popu­larne i masowe.

Czy­taj całość »

Kategorie: eksponaty, Muzealia, muzeum, sztuka ludowa, Tradycja
Tagi: , ,

Res musealiae: Z dobrym słowem na maśle. O estetyzacji masła i formach do masła.

Od wie­ków czło­wiek inten­cjo­nal­nie nada­wał formę, każ­demu wyko­na­nemu przez sie­bie przed­mio­towi. Porząd­ko­wał w ten spo­sób świat, wpro­wa­dzał ład i har­mo­nię. Zabie­gom kształ­to­wa­nia rze­czy­wi­sto­ści pod­le­gały wsze­la­kie dzia­ła­nia, czyn­no­ści, zacho­wa­nia, gesty, wytwa­rzane przed­mioty trwałe, ale także formy „ulotne”, jak rytm siewu, układ żeńców przy żniwach, równe rzędy sno­pów czy kop siana, aran­ża­cja prze­strzeni domu, czy poży­wie­nie — wyjęte z fore­mek masło, sery z drew­nia­nych form lub płó­cien­nych worecz­ków, baby pie­czone w cera­micz­nych kar­bo­wa­nych naczy­niach zwa­nych babów­kami, chleb… Wypieki obrzę­dowe, jak chałki dawane chrze­śnia­kom przez rodzi­ców chrzest­nych, weselne koła­cze, nowe latka z posta­ciami zwie­rząt, czy wio­senne busłowe (czyli bocia­nie) łapy, miały zna­cze­nie daleko wybie­ga­jące poza stricte este­tyczny wymiar, ich magiczna rola pole­gała na przy­wo­ły­wa­niu pożą­da­nego: szczę­ścia, pomyśl­no­ści, płod­no­ści. W myśle­niu pozba­wio­nym pier­wiastka „ludo­wego”, sfera kuli­narna pod­lega rygo­rom este­tycz­nym, po to by dostar­czyć roz­ko­szy wizu­al­nej. Współ­cze­śnie, podane w spo­sób wyszu­kany jedze­nie staje się wymo­giem kon­sump­cyj­nym, wyma­ga­nym nie tylko w restau­ra­cjach. Jeste­śmy bom­bar­do­wani foto­gra­fiami z potra­wami, które nie wiemy jak sma­kują, ale pobu­dza­jąc wzrok wzma­gają też ape­tyt. Zalewa nas mno­gość pro­gra­mów tele­wi­zyj­nych w któ­rych „wszy­scy” gotują: mistrzo­wie kuchni i „gwiazdy”, samo­dziel­nych tytu­łów o kuchni, dodat­ków pra­so­wych o kuchni, rubryk w każ­dej pra­sie „kobie­cej”. Brak moż­li­wo­ści orga­no­lep­tycz­nego prze­ka­za­nia walo­rów sma­ko­wych powo­duje, iż każdy ele­ment dania pod­lega este­ty­za­cji, by w spo­sób wyłącz­nie wizu­alny pobu­dzić kubki sma­kowe widzów.

Czy­taj całość »

Kategorie: eksponaty, Muzealia, rok obrzędowy, sztuka ludowa, Tradycja
Tagi: ,

Res musealiae: „Kto dobrze orze ma chleb w komorze”. Wokół radła, pługa, sochy, i św. Izydora…

Wszy­scy wiemy ile prawdy kryje się w tym przy­sło­wiu. Umie­jęt­ność dobrego „ora­nia” popłaca efek­tem obfi­tych zbio­rów nie tylko na roli. Orka – w zna­cze­niu pier­wot­nym, to zabieg agro­tech­niczny mający na celu odwró­ce­nie i pokru­sze­nie upra­wia­nej war­stwy ziemi.[1] W tra­dy­cyj­nych sys­te­mach uprawy roli, orka jest zabie­giem zasad­ni­czym, naj­sil­niej zmie­nia­ją­cym war­stwę uprawną gleby.[2] Orka wio­senna to tzw. orka siewna, popra­wia­jąca warunki potrzebne do kieł­ko­wa­nia nasion, wyko­ny­wana na śred­nią głę­bo­kość 10–20 cm. Orka przed­zi­mowa tzw. zię­bla, wyko­ny­wana jesie­nią oscy­luje w gra­ni­cach 20–30 cm. Umie­jętne prze­ora­nie pola, zapew­nia­jące gle­bie wła­ściwą struk­turę, gwa­ran­tuje dobry zaczyn pod przy­szłe uprawy i prze­wi­dy­wane bogate zbiory. Ale nie tylko w zna­cze­niu dosłow­nym, efek­tem dobrego ora­nia (de facto cięż­kiej pracy) jest zasob­ność. „Ora­nie” wyszło daleko poza sferę rol­ni­czą, co zna­la­zło wyraz w dają­cym sze­ro­kie pole do inter­pre­ta­cji przy­sło­wiu „Każdy orze jak może”.

Czy­taj całość »

Kategorie: eksponaty, Muzealia, rok obrzędowy, Tradycja
Tagi: , , , , , , , , ,

Res musealiae: Koza: między wiejską izbą, wielką sztuką a muzeum

Wcie­le­nia kozy

Dzi­siaj bar­dziej jako wspo­mnie­nie, niż dostro­je­nie ade­kwat­nego zimo­wego muze­alium do panu­ją­cej aury, pre­zen­tu­jemy pie­cyk zwany potocz­nie kozą.

Słow­nik języka pol­skiego podaje 12 pojęć kry­ją­cych się pod ter­mi­nem „koza”, z któ­rych pięć to okre­śle­nia potoczne, w tym koza rozu­miana jako „mały, żela­zny pie­cyk z rurą[1]. Tech­niczna defi­ni­cja kozy to „wol­no­sto­jący piec komin­kowy”[2]. Jak można się zorien­to­wać po aktu­al­nych por­ta­lach budow­la­nych popu­larne kie­dyś żeliwne kozy – wygodne do mon­tażu i pro­ste w użyt­ko­wa­niu, nadal mają się zupeł­nie dobrze, choć ich współ­cze­sne obli­cze bywa bar­dzo zróż­ni­co­wane – od wzo­ru­ją­cego się na este­tyce sta­rych pie­cy­ków na trzech lub czte­rech fine­zyj­nie wygię­tych nóż­kach (i tu dodat­ko­wym atu­tem jest moż­li­wość uży­wa­nia pieca w funk­cji kuchni, dzięki jed­nemu lub dwóm pale­ni­skom) do ultra­no­wo­cze­snych form, zaopa­trzo­nych w pła­skie lub pano­ra­miczne szyby, gład­kie lub ze szpro­sami, naśla­du­jące kominki. Współ­cze­śni pro­du­cenci ofe­rują tra­dy­cyjne, z fajer­kami i pie­kar­ni­kiem modele lub nowe z pojemną prze­grodą na opał.

Czy­taj całość »

Kategorie: eksponaty, Muzealia, muzeum
Tagi:

Res musealiae: Kiedy darowanemu koniowi „trzeba zajrzeć w zęby”. Dary 2011

Ter­min ubie­gło­rocz­nych pod­su­mo­wań w róż­nych dzie­dzi­nach spra­woz­daw­czych dobiega końca (jeśli przy­jąć koniec stycz­nia jako czas roz­li­cze­niowy), ale „wiecz­nie żywa” w muzeum dzie­dzina „rze­czy muze­al­nych”, którą zechcemy tu przed­sta­wić, nie straci aktu­al­no­ści poprzez to przekroczenie.

Teo­re­tycy i prak­tycy muze­al­nic­twa są zgodni, że gro­ma­dze­nie zbio­rów i obiek­tów jest pod­sta­wową funk­cją muzeum”[1]. Zatem, nawet ostat­nie mie­siące wytę­żo­nego remontu budynku nie zaha­mo­wały powięk­sza­nia kolek­cji, rów­nież za sprawą „spły­wa­ją­cych” darów.

Stan zbio­rów Pań­stwo­wego Muzeum Etno­gra­ficz­nego w War­sza­wie dobija 80 000 muze­aliów. Co zro­zu­miałe, więk­szość kolek­cji – ok. 52 000, zwią­zana jest z etno­gra­fią pol­ską,  nie­po­rów­na­nie mniej – ok. 4000 jest obiek­tów euro­pej­skich, obiekty poza­eu­ro­pej­skie z pozo­sta­łych kon­ty­nen­tów – to ok. 24 000. Stan archi­wa­liów to liczba impo­nu­jąca – 200 000 tysięcy pozy­cji inwen­ta­rzo­wych. W roku 2011 przy­ję­li­śmy: do zbio­rów pol­skich i euro­pej­skich – drogą zakupu 754 obiekty, oraz 123 jako dary lub prze­kazy; do zbio­rów poza­eu­ro­pej­skich – drogą zakupu 715 obiek­tów oraz 8 jako dary lub prze­kazy, oraz wśród archi­wa­liów – 7 pozy­cji pozy­ska­nych drogą zaku­pów i 54 dary.

Czy­taj całość »

Kategorie: eksponaty, Muzealia
Tagi: ,

Res museliae: Powrót do początku rzeczy

War­stwa piąta – maga­zyn zbio­rów Pań­stwo­wego Muzeum Etno­gra­ficz­nego w Warszawie

 

Rok 2011 Szafa śląska o nume­rze inwen­ta­rzo­wym PME 5586, prze­cho­wy­wana w Maga­zy­nie Zbio­rów Pań­stwo­wego Muzeum Etno­gra­ficz­nego w War­sza­wie M.Z. 315 jako muze­alium w kolek­cji mebli i jako jeden z eks­po­na­tów ze Śląska.

OPIS KONSERWATORSKI STANU 05.2011 [1]:

Stan śred­nio zły; kon­struk­cja szafy w miarę sta­bilna z defor­ma­cjami wypa­czo­nych frag­men­tów i spę­ka­niami lokal­nie naru­sza­ją­cymi konstrukcję.

PRZÓD: Prze­tar­cia naroż­ni­ków i kra­wę­dzi; lokal­nie wystę­pu­jące ślady po poje­dyn­czych gwoź­dzi­kach; drzwi szafy wypa­czone (…), odpry­ski i prze­tar­cia poli­chro­mii zlo­ka­li­zo­wane głów­nie przy wewnętrz­nej stro­nie obu skrzy­deł drzwi­czek (…); motywy malo­wane w pły­ci­nach pociem­niałe i zażół­cone z podłuż­nymi lokal­nie wystę­pu­ją­cymi odpry­skami poli­chro­mii; brak ory­gi­nal­nego trzpie­nia gór­nego zawiasu lewego skrzy­dła drzwi­czek (…) brak szpongi dol­nej lewego skrzy­dła oraz szpongi gór­nej pra­wego skrzy­dła drzwi­czek (…); brak klu­cza i zamka; wyszczer­bie­nia frag­men­tów ryza­li­to­wych liter „M” i „F” zdo­bią­cych fryz przodu mebla; wyszczer­bie­nia frag­men­tów gzymsu w środ­ko­wym naj­wyż­szym punk­cie oraz na pra­wym rogu; wyła­mana górna ramka dol­nej pły­ciny pra­wego skrzy­dła drzwi­czek;

Czy­taj całość »

Kategorie: eksponaty, Muzealia, muzeum, sztuka ludowa
Tagi: , , ,

Res musealiae: Maglownica w swej funkcji pierwotnej/ maglownica sensualna/maglownica racjonalna/maglownica – fotel/ maglownica jako idea. Część II

Nie pod­nieca mnie Wenus z Milo” — roz­mowa z Macie­jem Pęca­kiem, prze­pro­wa­dzona w Kra­ko­wie, w maju 2009 r.

 

Mał­go­rzata Jasz­czołt: Powiedz dla­czego inspi­rują cię „ludowe” formy ?

Maciej Pęcak: Dla­tego, że są „ponad­cza­sowe”. Ich bryła jest cał­ko­wi­cie ponad­cza­sowa. Ten kto to zro­bił bar­dzo dbał o kształt, o formę tego przed­miotu. Dla mnie to już nie jest tylko przed­miot, to jest bar­dzo ładna bryła rzeźbiarska.

M.J. Jako forma. A może coś wię­cej o tej for­mie. Jak ty to odbie­rasz ? Jak te formy cię inspi­rują ? Co w nich widzisz ? I jak mógł­byś uza­sad­nić to, że są ponadczasowe ?

M.P. Są ponad­cza­sowe. Bo gene­ral­nie to taka forma abs­trak­cyjna. Ma funk­cję i formę. I jest jed­no­cze­śnie niezależna.

M.J. To zna­czy, że dany przed­miot ma swoją uty­li­tarną funk­cję, a jed­no­cze­śnie jest piękny cie­kawy jako forma, jako forma rzeźbiarska.

M.P. Zasłu­guje na sza­cu­nek, zde­cy­do­wa­nie ten kto to zro­bił. Daw­niej robili to hur­tem, ale jed­nak z dużą dba­ło­ścią kształtu. A drewno ma w sobie duszę. To jest mate­riał, który żyje i to jest istotne. Prze­cho­dzi sam sie­bie, daje sie­bie. Mnó­stwo jest prze­cież takich przed­mio­tów: zwy­kłe nosi­dła do nosze­nia wody, maglow­nice…

Czy­taj całość »

Kategorie: Muzealia, sztuka ludowa, Tradycja
Tagi:

Res musealiae: Ul i Boże Narodzenie, czyli pszczoły i ludzie oraz święta historia

Ule figu­ralne to odmiana uli tzw. kło­do­wych, wyko­ny­wa­nych z drą­żo­nych wewnątrz odcin­ków pni drzew, usta­wia­nych w pasie­kach w pozy­cji pio­no­wej (jako sto­jaki), pozio­mej (jako leżaki) lub umiesz­cza­nych na drze­wach w lesie. Ale „czynne” ule kło­dowe to w dużym stop­niu czas prze­szły. W ostat­nich latach dzięki pro­gra­mowi „Reak­ty­wa­cji bart­nic­twa” zaini­cjo­wa­nemu w Pol­sce przez WWF można zoba­czyć zasie­dlone przez psz­czoły ule kło­dowe m.in. na tere­nie Wigier­skiego Parku Naro­do­wego. Z kolei nie­czynne, ale nowe, wyko­nane współ­cze­śnie, przy­bie­ra­jące formę figu­ra­tywną ule, oglą­dać można np. w Muzeum Regio­nal­nym im. ks. J. Dzier­żo­nia w Klucz­borku i Skan­se­nie Rzeźby Monu­men­tal­nej w Pode­gro­dziu. Zabyt­kowe ule figu­ralne obecne są w kolek­cjach kilku muzeów w Pol­sce, m.in. w Muzeum Etno­gra­ficz­nym w Kra­ko­wie, Muzeum Etno­gra­ficz­nym we Wro­cła­wiu, Skan­se­nie Psz­cze­lar­skim w Stró­żach. W zbio­rach Pań­stwo­wego Muzeum Etno­gra­ficz­nego w War­sza­wie znaj­duje się zale­d­wie jeden ul figu­ralny (PME 9292), ale jest to jedyny znany ul przed­sta­wia­jący scenę Bożych Naro­dzin. Na tej skon­den­so­wa­nej powierzchni rzeź­biarz zawarł wszyst­kie ele­menty pod­sta­wo­wego zestawu bożo­na­ro­dze­nio­wej sce­ne­rii: żłóbek z Jezu­sem, Maryję, św. Józefa, osiołka i krowę oraz zwia­stu­ją­cego naro­dziny Bożego Syna Anioła. Ul wyko­nany z drewna lipo­wego, praw­do­po­dob­nie w wieku XIX, pocho­dzi ze Śląska. Nie znamy jego indy­wi­du­al­nej histo­rii; można przy­pusz­czać, iż stał przy ple­ba­nii w pasiece księ­dza pro­bosz­cza. Nie znamy inten­cji powsta­nia tego wize­runku. Możemy dywa­go­wać – czy powstał z chęci pre­zen­ta­cji innym ory­gi­nal­nego dzieła, czy przed­sta­wie­nie miało peł­nić rolę zewnętrz­nej „skon­den­so­wa­nej” w jed­nej bryle „szopki” przed ple­ba­nią (lub u innego gospo­da­rza), czy inwen­cja nale­żała do wyko­nu­ją­cego je arty­sty, czy powstał „na zamó­wie­nie” ? Nie­wąt­pli­wie ul jest dowo­dem na to, iż wśród dzieł powie­la­nych i powta­rzal­nych powsta­wały także te odbie­ga­jące od ogól­nie przy­ję­tych i popu­lar­nych.

Czy­taj całość »

Kategorie: eksponaty, Muzealia, rok obrzędowy, sztuka ludowa, Tradycja
Tagi: ,

Res musealiae: Eschatologiczny wymiar ligawy

Słowo ligawa koja­rzy się dzi­siaj może bar­dziej ze sztuką mięsa woło­wego, niż z poważ­nym adwen­to­wym instru­men­tem do o t r ę b y w a n i a adwentu, któ­rym oznaj­miano wszem nadej­ście czasu ocze­ki­wa­nia i przy­go­to­wa­nia na przyj­ście Jezusa. Czę­ściej jest uży­wane gwa­rowe okre­śle­nie ligawka. Jej nazwa pocho­dzi od lega­nia, czyli opie­ra­nia tego dłu­giego i cięż­kiego instru­mentu (naj­czę­ściej na pło­cie, ponie­waż jest to instru­ment uży­wany zasad­ni­czo na wol­nym powie­trzu). Ligawka – to instru­ment nale­żący do grupy aero­fo­nów, popu­lar­nie nazy­wa­nych instru­men­tami dętymi, a. gra na ligawce to liga­nie. Jej dłu­gość waha się od 1 m do nawet 2–3 m. Ligawka należy do naj­star­szych instru­men­tów uży­wa­nych w Pol­sce, pierw­sze pisane wzmianki o niej pocho­dzą z opisu arab­skiego podróż­nika Al-Bekriego z X/XI w. „Mają różne instru­menta ze stru­nami i dęte. Mają instru­ment dęty, któ­rego dłu­gość prze­cho­dzi 2 łokcie”[1]. Oskar Kol­berg w pod koniec wieku XIX pisał tak:
„Pod­czas Adwentu lud wiej­ski co nie­dziela o godz. 4-ej rano wcho­dzi do Kościoła na roraty tak, że zale­d­wie jedna osoba pozo­staje na straży w cha­cie. Przez cały adwent około godziny 8 z wie­czora wygry­wają parobcy swe melo­dye na l i g a w k a c h wyro­bio­nych z wierz­bo­wego lub lipo­wego drzewa, roz­łu­pa­nego, a następ­nie wyżło­bio­nego wewnątrz, wresz­cie złą­czo­nego znów i okle­jo­nego smołą. Nabitą jest ona obrącz­kami drew­nia­nymi i ma z końca węż­szego b ą c z e k do zadę­cia;  chcąc mieć odgłos jej dono­śnym i przy­jem­nym, kładą ligawkę w kry­pie do poje­nia bydła i zamra­żają. W cza­sie rorat przy­cho­dzą nie­któ­rzy z tymi ligaw­kami do Kościoła i grają na nich na chó­rze pod­czas Pod­nie­sie­nia i przy mszy Świę­tej„[2].

Czy­taj całość »

Kategorie: eksponaty, Muzealia, rok obrzędowy, Tradycja
Tagi: , , ,

Res musealiae: Maglownica w swej funkcji pierwotnej/ maglownica sensualna/maglownica racjonalna/maglownica – fotel/ maglownica jako idea

Część I

 

Co to jest maglow­nica ? Wg nie­peł­nej defi­ni­cji ze Słow­nika Języka Pol­skiego to „desz­czułka z poprzecz­nymi kar­bami do ręcz­nego maglo­wa­nia”[1] Taką desz­czułką nie­wiele uda­łoby się zdzia­łać. Potrze­bu­jemy jesz­cze wałka. Maglow­nica, zwana ina­czej wał­kow­nicą, składa się z dwóch czę­ści: wałka oraz gru­bej deski z uchwy­tem, która ma z jed­nej strony formę kar­bo­waną, z dru­giej znaj­du­jemy „pole do popisu” – powierzch­nię, która bywała zdo­biona deko­ra­cją sny­cer­ską, rzeź­biar­ską, lub pozo­sta­wała saute nie­na­ru­szona, jedy­nie wygła­dzona. Narzę­dzie to wystę­po­wało powszech­nie u Sło­wian Pół­noc­nych: na Wiel­ko­rusi, Rusi, w Pol­sce, Cze­chach, na Sło­wa­cji. Ręcz­nie tkana lniana bie­li­zna (czę­ści odzieży, pościel, obrusy, ścierki), była sztywna i szorstka, ażeby nadać jej po upra­niu i wysu­sze­niu mięk­kość i pozbyć się zagnie­ceń, bie­li­znę nale­żało wyma­glo­wać. W tym celu nawi­jano ją na wałek, kła­dziono na czy­stym prze­ście­ra­dle na stole, a następ­nie mocno przy­ci­ska­jąc „jeż­dżono” maglow­nicą (czę­ścią kar­bo­waną od spodu) do momentu, aż zaczy­nała się lustrzyć, czyli świe­cić. Po woj­nie, ten kobiecy sprzęt został na wsi zarzu­cony, dzi­siaj bez komen­ta­rza byłby nie­roz­po­zna­walny. Maglow­nice zacho­wały nie­czy­telną dla wielu formę, zbli­żoną struk­turę –wszę­dzie tam gdzie wystę­po­wały; te pokryte relie­fami mogą peł­nić rolę deko­ra­cyjną, można je podzi­wiać i ana­li­zo­wać orna­men­ta­cyjne niu­anse. Fak­tura kar­bów nie wydaje się kwe­stią fascy­nu­jącą; bywały pół­okrą­głe, trój­kątne lub wycięte w „zęby.” A jed­nak to karby podzia­łały na wyobraź­nię twórcy fotela-maglownicy. Dla tych, któ­rzy znają narzę­dzie, fotel-maglownica budzi pro­ste sko­ja­rze­nie ze zwy­kłą maglow­nicą lub drew­nianą tarą do pra­nia. Inni być może nie będą mieć sko­ja­rzeń z wiej­skim codzien­nym sprzę­tem. Zewnętrzne karby słu­żące do wygła­dza­nia zagnie­ceń tu peł­nią rolę masa­żera dla ciała. Czy mamy do czy­nie­nia z trans­po­zy­cją zbyt dosłowną, czy dosko­nałą inspi­ra­cją, zarówno este­tyczną jak i ze względu na ergo­no­mikę?

Czy­taj całość »

Kategorie: eksponaty, Muzealia, muzeum, Tradycja
Tagi: , , , ,