﻿<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Ethnomuseum.pl Blog &#187; Olga Mędrzejewska</title>
	<atom:link href="http://ethnomuseum.pl/blog/author/oloem/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://ethnomuseum.pl/blog</link>
	<description>Blog Działu Etnografii Polski i Europy Państwowego Muzeum Etnograficznego w Warszawie</description>
	<lastBuildDate>Mon, 06 Feb 2012 06:18:52 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Wskoczyła koza na bloga</title>
		<link>http://ethnomuseum.pl/blog/2011/03/31/wskoczyla-koza-na-bloga/</link>
		<comments>http://ethnomuseum.pl/blog/2011/03/31/wskoczyla-koza-na-bloga/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 31 Mar 2011 13:55:37 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Olga Mędrzejewska</dc:creator>
				<category><![CDATA[badania terenowe]]></category>
		<category><![CDATA[Tradycja]]></category>
		<category><![CDATA[wydarzenia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ethnomuseum.pl/blog/?p=4258</guid>
		<description><![CDATA[O tym, że trwa i ma się całkiem dobrze, przekonują dyskusje na forach internetowych o wyższości tej z Szymborza nad Mątewską lub odwrotnie, amatorskie relacje na youtubie i oficjalne na stronach Urzędu Miasta. A nawet zainteresowanie, jakie wzbudziła za granicą, u włoskich i rumuńskich etnologów. Wiadomo mniej więcej, kiedy się zaczęła – połowa XIX wieku. 160–180 lat temu – według naszych informatorów. Wiemy, kto w niej może tańczyć – sami [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2011/03/koza-maly1.jpg" rel="wp-prettyPhoto[g4258]"><img class="size-full wp-image-4272  alignright" title="Muzykant" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2011/03/koza-maly1.jpg" alt="" width="200" height="300" /></a></p>
<p>O tym, że trwa i ma się całkiem dobrze, przekonują dyskusje na forach internetowych o wyższości tej z Szymborza nad Mątewską lub odwrotnie, amatorskie relacje na youtubie i oficjalne na stronach Urzędu Miasta. A nawet zainteresowanie, jakie wzbudziła za granicą, u włoskich i rumuńskich etnologów. Wiadomo mniej więcej, kiedy się zaczęła – połowa XIX wieku. 160–180 lat temu – według naszych informatorów. Wiemy, kto w niej może tańczyć – sami kawalerowie. Nikt nie jest jednak pewien, jak do niej doszło? Wśród wielu wersji, wiążących jej powstanie z istniejącym na Kujawach od 1833 roku Klubem Kawalerów, pojawia się (jak na ostatki karnawału przystało) i wersja romantyczna:</p>
<p>- W XIX wieku Szymborze było biedną wsią. Dziewczęta z Szymborza uciekały do sąsiedniej wsi i tam wychodziły za mąż. Aby zatrzymać panny na miejscu, zaimponować im, szymborscy chłopcy zaczęli smarować twarze dla niepoznaki i przyklejać na nie „łaty”. Tak umazani porywali dziewczęta na tańce. Tam kojarzyły się pary. Z czasem łaty przestały wystarczać. Zaczęli tworzyć maski i wymyślać stroje.</p>
<p>Koza – bo o niej będzie tu mowa — barwny korowód 13 postaci, na dzień przed Popielcem opanowuje przedmieścia Inowrocławia. Śpiewy, muzyka, tańce, hulanki, swawole towarzyszą wędrówce przebierańców po zakładach pracy, szkołach i prywatnych domach.<span id="more-4258"></span></p>
<p>- Wam może się wydawać – co to takiego Koza. Ot! Pobiegają sobie! — opowiada Koziarek — Ale to jest tu, w sercu. Oni, my — tym żyjemy. Wszyscy tym żyją. Idzie koza, jest wesoło. Kominiarz kogoś umaże, koza dzieci pogoni… Starzy koźlarze tęsknią za kozą. Biorą na ten dzień wolne w pracy. Chcą tu być by popatrzeć na przemarsz, pójść za kozą. Ja prawdopodobnie w tym roku ostatni raz byłem w kozie. Przeprowadzam się do Łodzi za dziewczyną. Większe miasto, większe możliwości. Ale już jej powiedziałem: Kochanie! Ja mogę wszystko robić – prać, gotować, sprzątać. Ale w ten jeden dzień, ja muszę być w Szymborzu i zobaczyć przemarsz kozy.</p>
<p>Zbiórka: 7.30 na ul. Wielkopolskiej, niedaleko kościoła i domu Jana Kasprowicza, który też podobno mocno udzielał się w Klubie Kawalerów. Trwają ostatnie przygotowania. Zaangażowanie widać na każdym kroku. Nie tylko wśród głównych bohaterów – Panna Młoda zdezerterował dla Kozy z klasówki z biologii, Koziarek wziął wolne w pracy. Także rodziny kawalerów wcielających się w postaci z orszaku czynnie uczestniczą w przygotowaniach np.: siostra Panny Młodej wstała skoro świt, by zrobić mu profesjonalny makijaż. Siostra Grajka – jak się później okaże – spędzi cały dzień fotografując przemarsz kozy i zbierając wpisy do pamiątkowej Księgi. Tymczasem podjeżdża autobus. Jedziemy do Ratusza, gdzie od 2005 r. prezydent Inowrocławia podejmuje Kozy na śniadaniu, bowiem zwyczaj chodzenia z Kozą wraz z wielkanocnymi przywołówkami, prócz zabawy (i zanikającej funkcji symboliczno-magicznej), staje się ważnym elementem budowy tożsamości lokalnej.<br />
O tym, że hasło tradycja wiecznie żywa, nie jest w Inowrocławiu tylko sloganem, przekonujemy się po raz pierwszy właśnie w ratuszu — Był bocian w korowodzie czy go nie było? Koza hasała w czasie II wojny światowej czy nie? Kiedy został zrobiony strój Misia? — To pytania, które wszczęły dyskusję między zwolennikami kozy Szymborskiej i Mątewskiej, dzieląc ich na dwa przeciwne obozy.</p>
<p>Ruszamy dalej wraz z Żydem i Garbusem, Młodą Parą, Dziadem i Babą, Kozą i Koziarkiem (prowadzący kozę), Niedźwiedziem i Cyganem, Przodownikiem i Kominiarzem, Grajkiem. Każda z postaci ma do spełnienia inną rolę. Żyd otwiera korowód, Garbus go zamyka. Strzelają biczami – z radości, że nadchodzi wiosna, na pobudzenie ziemi do życia, dla odstraszenia obcych od kozy. Zgodnie z niepisaną regułą: Koza może atakować gapiów bez skrępowania, nie zważając na ich wiek, nie każdy jednak może dotknąć Kozy. Przed nimi biegnie Kominiarz — sprawdza, które furtki są otwarte – kto chce przyjąć kozę. Przodownik prowadzi orszak i wskazuje za Kominiarzem, gdzie ma wejść Koza. Młody z Młodą i Baba z Dziadem tańcują w środku korowodu. Miś z Cyganem mają zabawiać publiczność. Grajek przygrywa i nadaje tempo muzyką. Koza z Koziarkiem harcują wkoło bodąc gapiów –wylicza dawny uczestnik ‘kozy’, teraz ojciec jednego z przebierańców.<br />
Wszystko odbywa się w rytm popularnych piosenek: ‘Szła dzieweczka do laseczka’, ‘Marianna’, ‘Piwniczka’, a na sam koniec:<br />
‘Dobranoc państwu, do widzenia,<br />
Dobranoc państwu, miłych snów<br />
I do przyszłego zobaczenia,<br />
Spotkamy się znów za rok.<br />
Bo tu w Szymborzu jest najlepiej,<br />
Bo tu w Szymborzu koza jest.<br />
Dobranoc państwu, do widzenia,<br />
Spotkamy się tu znów za rok.’</p>
<p><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2011/03/koza2-mały.jpg"><img class="size-full wp-image-4276 alignleft" title="Koza" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2011/03/koza2-mały.jpg" alt="" width="300" height="200" /></a></p>
<p>Przebierańcy anektują na swój użytek ulice. Młoda Para, Dziad i Baba wędrują specyficznym krokiem, na ugiętych kolanach, włączając kroki taneczne kujawiaka. Zatrzymują samochody. Miś klęka przed maską, Kominiarz zagląda przez otwarte, boczne okno. Próbuje wymazać kierowcę czarną pastą do butów. Koza bodzie zderzak. Grajek przybliża przewieszoną przez ramię żółtą skrzynkę-skarbonkę z czerwonym, biegnącym na ukos napisem Koza Szymborska 2011. Kierowca wrzuca datek i może ruszyć dalej.<br />
– Kiedyś smarowano prawdziwą sadzą – Kominiarz – Ja smaruję pastą do butów. Łatwo schodzi po kremie Nivea. Czasem starsi nie chcą być umazani. Pełna kultura. Smaruję ich delikatnie, lub wcale.<br />
Złagodzenie „kozich” obyczajów potwierdza też starszy pan, którego spotykamy przed jednym z domów. Swego czasu i on chodził z kozą (W Szymborzu, trudno znaleźć kogoś, kto choć raz nie uczestniczył w korowodzie, jak nie w „dużej” kozie, to w „małej”, chłopięcej, obchodzonej w ostatnią niedzielę karnawału).<br />
– Najbardziej lubiłem być Kominiarzem albo Żydem. Największa zabawa z tego była. Łapało się panny i smarowało. Ale nie tak delikatnie, jak robią to dziś. Całą twarz! — Im urodziwsza panna była, tym wychodziła bardziej wysmarowana. Tym mocniej obrywała batem na szczęście, więcej siniaków zbierała.</p>
<p>Dziś największą zabawę mają dzieci i młodzież. Od godziny 14 przybywa towarzyszących korowodowi widzów. Ludzie wychodzą z pracy, dzieci wracają ze szkół – wprost pod rękę Kominiarza, baty Żyda i Przodownika, rogi Kozy. Gwar, wesołe okrzyki, piski gonionych przez Kozę gapiów, tych młodych i ciut starszych, towarzyszą orszakowi między kolejno odwiedzanymi domami. Często zdarza się, że sami wyłapują i doprowadzają do Kominiarza nieubrudzone jeszcze koleżanki i kolegów. Rozochocone gonitwą towarzystwo nie wchodzi jednak za przebierańcami na podwórza. Nieprzekraczalną granicą jest brama i stojący w niej Cygan lub Garbus. Świst bicza skutecznie odgania ciekawskich.</p>
<p>Za płotem rozgrywa się przedstawienie o z góry ustalonym porządku, zależnym od stopnia gościnności gospodarzy. Niektórzy spontanicznie wychodzą na dwór powitać przebierańców. Szybko wchodzą z nimi w przyjacielskie relacje — tańczą z Parą Młodą, śpiewają z Dziadem, głaszczą na szczęście Kozę obłaskawioną pieniędzmi albo jedzeniem wrzucanym do koszyka Baby, robią sobie pamiątkowe zdjęcia z Misiem. Na zaprzyjaźnionych podwórzach Żyd z Garbusem urządzają konkursy strzelania z bicza, Cygan klęka przed tańczącym Niedźwiedziem, a na strudzonych przebierańców czeka, prócz datku na „sianko dla kozy”, poczęstunek. Wizyta kończy się wtedy głośnym odśpiewaniem 100 lat połączonym z podrzucaniem gospodarza do góry. Inni przyjmują korowód przed bramą domu lub w oknach, na balkonach. Wesoło machając przywołują Kominiarza i spółkę. Jeszcze inni nie przyjmują wcale.<br />
Miejsca, które można odwiedzić wskazuje Kominiarz, pełniący w korowodzie funkcję zwiadowcy:<br />
– Wchodzę na podwórko jako pierwszy – wybadać teren. Daję znać Przodownikowi, czy może wprowadzać kozę czy nie. Powinienem wychodzić jako ostatni, zamykać bramę za orszakiem. Porządek musi być! Ale nie zawsze zdążam – kwituje.<br />
– Omijamy domy, gdzie niedawno ktoś umarł – dodaje Żyd – Przechodzimy tamtędy w ciszy – bez tańca, grania i śpiewania. To mała miejscowość i wiemy, kto przyjmuje kozę a kto nie.<br />
Na szczęście tych przyjmujących w Szymborzu jest zdecydowanie więcej. Przecież: Gdzie koza chodzi tam się żytko rodzi, gdzie jej tropy, tam zboża kopy. Gdzie stuknie rogiem, tam żytko stanie stogiem. Gdzie koza nie chodzi tam się nie rodzi, a panna za mąż nie wychodzi.</p>
<p style="text-align: center;">[Tekst powstał w wyniku badań terenowych związanych z projektem Carnival King of Europe]<br />
<a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2011/03/korowód.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-4278" title="Korowód" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2011/03/korowód.jpg" alt="" width="300" height="200" /></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ethnomuseum.pl/blog/2011/03/31/wskoczyla-koza-na-bloga/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Dekoder snów — senne wspomnienie</title>
		<link>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/09/09/dekoder-snow-senne-wspomnienie/</link>
		<comments>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/09/09/dekoder-snow-senne-wspomnienie/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 09 Sep 2010 11:21:02 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Olga Mędrzejewska</dc:creator>
				<category><![CDATA[EtnoWarszawa]]></category>
		<category><![CDATA[muzeum]]></category>
		<category><![CDATA[sen]]></category>
		<category><![CDATA[inspiracja]]></category>
		<category><![CDATA[Noc Muzeów]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ethnomuseum.pl/blog/?p=3734</guid>
		<description><![CDATA[„Wyśniło mi się, że czytałem o snach innych ludzi podczas Nocy Muzeów, aż chciałem przejść do innej sali i okazało się, że jestem tam, gdzie byłem! Nie mogę z niej wyjść ani się obudzić!” – głosi jeden z wpisów w  Dekoderze snów, jakby żywcem wyjęty z filmu Dzień świstaka. Jak dla nas – proroczy. Siedzimy, czytamy (a jak się naczytamy, to i śnimy) cudze sny [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="attachment_3754" class="wp-caption alignleft" style="width: 310px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/09/sen41.jpg" rel="wp-prettyPhoto[g3734]"><img class="size-medium wp-image-3754    " title="Sennik, fot. O. Mędrzejewska" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/09/sen41-300x153.jpg" alt="" width="300" height="153" /></a><p class="wp-caption-text">Sennik, fot. O. Mędrzejewska</p></div>
<p>„Wyśniło mi się, że czytałem o snach innych ludzi podczas Nocy Muzeów, aż chciałem przejść do innej sali i okazało się, że jestem tam, gdzie byłem! Nie mogę z niej wyjść ani się obudzić!” – głosi jeden z wpisów w  <em>Dekoderze snów</em>, jakby żywcem wyjęty z filmu <em>Dzień świstaka</em>. Jak dla nas – proroczy. Siedzimy, czytamy (a jak się naczytamy, to i śnimy) cudze sny pozostawione w holu II piętra podczas majowej Nocy Muzeów. Próbujemy je rozgryźć, zinterpretować, ułożyć z nich zbiorowy portret odwiedzających nas gości.  I tak od dobrych 2 miesięcy… a pod piórem ciągle nic. Bo jak rozumieć sen, w którym „żółw ściga się ze ślimakiem”, a „banan je goryla”? Możemy jedynie napisać: wybacz, Szanowny Czytelniku, wszelkie potencjalne nadinterpretacje, błędy i wypaczenia, logikę tekstu wziętą wprost ze snu i jak sen, czasem pełną sprzeczności. To, co przeczytasz poniżej, to tylko czysto subiektywna wariacja o gościach pewnej muzealnej nocy i o tym, co im „zdarzyć się mogło, ale zdarzyć się (nie) musiało”.<br />
Zatem…</p>
<p><span id="more-3734"></span></p>
<div id="attachment_3756" class="wp-caption alignleft" style="width: 310px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/09/sen3.jpg" rel="wp-prettyPhoto[g3734]"><img class="size-medium wp-image-3756 " title="Sennik, fot. O. Mędrzejewska" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/09/sen3-300x154.jpg" alt="" width="300" height="154" /></a><p class="wp-caption-text">Sennik, fot. O. Mędrzejewska</p></div>
<p>Śmiałkowie, zwiedzający muzeum nocą, boją się niewielu rzeczy. Nie przeraża ich ani ścigająca „ulicami Warszawy czarna pantera”, ani wielka ośmiornica: „było strasznie, ale i trochę fajnie” — przyznają. Może najbardziej obawiają się utraty równowagi, kontroli nad własnym życiem, niepowodzenia czy niegotowości do podjęcia pewnych wyzwań. Stąd powracające w koszmarach wizje upadków z różnych wysokości, od dużych i strasznych („przyjaciel wypchnął mnie z samolotu”) po nieco mniejsze („z krawężnika”) i mniej spektakularne („w środku nocy spadłam z wielkiego dziecięcego krzesełka”). Może, jako osoby aktywne, gotowe „przez szafę przejść do Ameryki Południowej po pomidory dla przyjaciół”, trochę boją się stagnacji i pozostawania w miejscu, gdy świat pędzi do przodu: „próbuję biec dalej, ale nie mogę, bo nogi grzęzną mi w piasku i stają się coraz cięższe. A ja się zapadam, zapadam… i uciekają mi ci, których chcę dogonić”. Może obawiają się powrotu do przeszłości i poczucia straconego czasu: „piszę maturę z polskiego. (…) w trakcie okazuje się, że na tym samym arkuszu muszę zaliczyć też biologię. (…) wolno mi idzie, a tablice, z których korzystam, są wielkie, ciężkie i nie dają się otworzyć. Zostaje mi 5 minut. Zaczynam sprawdzać pracę i w każdym zdaniu jest błąd ortograficzny. Wracając do domu odkrywam, że arkusz trzymam w ręce, bo zapomniałam go oddać! Aaaaaa!!!!”. Nawet jednak i wtedy nie opuszcza ich poczucie humoru, nakazując niszczenie śmiechem sennych upiorów. We snach sięgają zatem po tajną broń: łyżkę, kompromitujące przeciwnika fotki na Naszej Klasie, szczerą rozmowę nad kostką masła, czy niedźwiedzia, który w odpowiednim momencie ugryzie złoczyńcę w nogę.<br />
Jako stałych bywalców muzeów, niewiele rzeczy ich dziwi. Są kreatywni („nie rozumiem snu, w którym nic nie przychodzi mi do głowy”), lekko egocentryczni („nie rozumiem snu, w którym mnie nie ma”), tolerancyjni („nie rozumiem snu w którym, wszystko jest czarno-białe”). Optymiści z różowymi okularami na nosie, wszędzie szukają szczęśliwych zakończeń: „nie rozumiem snu, w którym nie ma happy endu!” – deklarują na muzealnych ścianach.</p>
<div id="attachment_3746" class="wp-caption alignright" style="width: 310px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/09/sen.jpg" rel="wp-prettyPhoto[g3734]"><img class="size-medium wp-image-3746 " title="Sennik, fot. O. Mędrzejewska" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/09/sen-300x84.jpg" alt="" width="300" height="84" /></a><p class="wp-caption-text">Sennik, fot. O. Mędrzejewska</p></div>
<p>Bywają pragmatyczni i bardzo konkretni. Najlepiej śni im się z pełnym brzuchem: „gdy najem się przed snem”, jak głosi jedno z dokończonych zdań <em>Dekodera snów</em>. W ciepłym domu, dużym łóżku, z jedną nogą na kołdrze, a drugą pod, gdy zasypiają zmęczeni, na brzuchu, po kolejnym pracowitym dniu. Czasem romantyczni, ale tylko, gdy zasypiają u boku ukochanej osoby i to po spełnieniu odpowiednich warunków. Kiedy „mój mężczyzna nie chrapie, nie ściąga kołdry i nie puszcza bąków”, „pod niebem pełnym gwiazd” lub gdy „spadające krople deszczu uderzają o dach i słychać ich uspokajający szum”. Bywają przekorni, zmagając się ze snem i rzeczywistością: „najlepiej śni mi się, gdy trzeba już wstać, gdy dzwoni budzik, gdy zegar pokazuje 5.30, a o 6.00 muszę wstać”. Nie poddają się jednak presji czasu i naporom codzienności, śnią dalej w najlepsze o tym, że „będąc w starym domu, dotykając instrumentów, stajesz się częścią orkiestry”, „jutro było wczoraj”, świat staje na opak: „pies jest kotem, a kot kokosem”. Jeśli już mają wstać rano, to jako towarzyskie bestie najchętniej budziliby się ze świadomością, że „czeka mnie fantastyczny dzień spędzony ze wspaniałymi ludźmi”.<br />
Zakładamy, że mają artystyczne dusze, bo przecież złodzieje z ich snów, zamiast portfela i dokumentów, wybierają to, co najcenniejsze: „ołówki, flamastry i cienkopisy”. Przedmioty obowiązkowe w kieszeni każdego artysty plastyka. W snach marzą o karierze: sportowej („zostałem kapitanem drużyny siatkarskiej”), muzycznej („wyśniło mi się, że umiem śpiewać”) lub biznesowej – próbują zbić fortunę w tradycyjnych zawodach, jak rybołówstwo, nie zrażając się, że przecież „kurna! krewetki w Wiśle nie biorą”. Lubią być panami sytuacji, wiedzą czego chcą, choćby to miał być tylko rosół: „kazałam dwóm kurom wziąć garnki, nastawić wodę, oskubać się i wskoczyć do wody – bez gadania!!!”. A chcą też kontrolować sytuację: „najlepiej śni mi się, gdy świadomie wracam do przerwanego snu”, „nie rozumiem snu, w którym żona mówi: teraz moja kolej!”.</p>
<div id="attachment_3749" class="wp-caption alignleft" style="width: 184px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/09/sen-001.jpg" rel="wp-prettyPhoto[g3734]"><img class="size-thumbnail wp-image-3749 " title="Sennik, fot. O. Mędrzejewska" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/09/sen-001-150x150.jpg" alt="" width="174" height="174" /></a><p class="wp-caption-text">Sennik, fot. O. Mędrzejewska</p></div>
<p>Znają się na (pop)kulturze, która systematycznie wkrada się w najgłębsze zakamarki ich snów albo pod postacią wręczającego naszyjnik aktora Roberta Pattisona, albo pisarza Naila Gaigmana, z którym można na targach książki wypić pyszną kawę (szczęściarze!). Ktoś na fali filmów o wampirach, od <em>Draculi</em> z Belą Lugosi po <em>Jestem legendą </em>z Willem Smithem  – a może mając w pamięci naszą zeszłoroczną wystawę <em>Wampiry, strzygi i spółka</em> – śni: „jestem ostatnim człowiekiem na ziemi, a reszta ludzi to wampiry, które chcą mnie zabić”. Brr!!! Szczęśliwie ktoś inny budzi się z koszmaru, w którym „obejrzał(am) wszystkie odcinki <em>Mody na sukces</em>” (szczerze współczujemy!). Na pociechę dodamy, że nasi goście miewają też sny szczęśliwe, te o lataniu – ot, choćby na dziku!, niespodziewanych wakacjach („zamiast na wyjazd służbowy jechałem na Teneryfę”), powrocie do dzieciństwa i nieskrępowanej niczym wolności („byłam Gumisiem i biegałam z innymi po lesie”). Miewają też sny prorocze, jak ten: „spotykam w holu hotelowym Flea, który gra na basie riff i uczy mnie go. Ten sam riff pojawił się w piosence <em>Don’t forget me</em> kilka miesięcy później”, albo ten: „śnią mi się osoby, które nie powinny, a potem, na jawie, stają się bliższe…”. Mamy nadzieję, że podobnie wyśniły przyszłość właścicielki snów, w których: „moja siostra świetnie gra na saksofonie i zagrała świetny dyplom”, „zdałam egzamin na prawo jazdy. Egzamin mam za tydzień”.</p>
<p>Teraz, po przejrzeniu kilkuset stron <em>Dekodera</em> i kilku bezsennych nocach, możemy i my śmiało powtórzyć za jednym z muzealnych gości, że nie rozumiemy snów, w których… nic się nie śni. A Wy?</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/09/09/dekoder-snow-senne-wspomnienie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Tomek i Julka znaleźli Olędra!</title>
		<link>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/07/02/tomek-i-julka-znalezli-oledra/</link>
		<comments>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/07/02/tomek-i-julka-znalezli-oledra/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 02 Jul 2010 06:51:07 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Olga Mędrzejewska</dc:creator>
				<category><![CDATA[muzeum]]></category>
		<category><![CDATA[Olędrzy]]></category>
		<category><![CDATA[Warszawa]]></category>
		<category><![CDATA[wydarzenia]]></category>
		<category><![CDATA[wystawy]]></category>
		<category><![CDATA[edukacja]]></category>
		<category><![CDATA[inspiracja]]></category>
		<category><![CDATA[wystawa]]></category>
		<category><![CDATA[życie warszawy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ethnomuseum.pl/blog/?p=3305</guid>
		<description><![CDATA[Proszę nam tu napisać – mama stuka palcem w kartę tytułową książki – Tomek i Julka znaleźli Olędra, dnia 26 czerwca 2010 r. w  Muzeum Etnograficznym! Czerwcowe, spokojne i słoneczne popołudnie. Dwójka niestrudzonych poszukiwaczy przygód wraz z mamą właśnie zwycięsko zakończyła zmagania w grze „Gdzie jest Olęder?” towarzyszącej otwarciu nowej wystawy w Państwowym Muzeum Etnograficznym: „Bobry  Pana Boga – Zapomniany świat [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="attachment_3317" class="wp-caption alignleft" style="width: 310px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/07/oleder10.jpg" rel="wp-prettyPhoto[g3305]"><img class="size-medium wp-image-3317 " title="Zapomniany Świat Olędrów, fot. O. Mędrzejewska" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/07/oleder10-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" /></a><p class="wp-caption-text">Zapomniany Świat Olędrów, fot. O. Mędrzejewska</p></div>
<p><em>Proszę nam tu napisać </em>– mama stuka palcem w kartę tytułową książki – <em>Tomek i Julka znaleźli Olędra</em>, <em>dnia 26 czerwca 2010 r. w  Muzeum Etnograficznym!</em><br />
Czerwcowe, spokojne i słoneczne popołudnie. Dwójka niestrudzonych poszukiwaczy przygód wraz z mamą właśnie zwycięsko zakończyła zmagania w grze „Gdzie jest Olęder?” towarzyszącej otwarciu nowej wystawy w Państwowym Muzeum Etnograficznym: „Bobry  Pana Boga – Zapomniany świat Olędrów”.</p>
<p><span id="more-3305"></span></p>
<p>Przez ostatnie 40 minut rodzina mierzyła się z zadaniami przygotowanymi przez Agatę Smagałę z Działu Naukowo-Oświatowego. By odnaleźć bohatera gry, Tomek i Julka musieli między innymi stoczyć bitwę łódek z łupiny orzecha (wygrywał ten, kto silniejszym podmuchem wywróci łódkę przeciwnika) w imieniu dwóch rywalizujących o dziewczynę osadników, odpowiedzieć na pytania związane z wpływem rzeki na życie Olędrów oraz odnaleźć „ukryte gdzieś w terenie” informacje o pobliskim kościele ewangelicko-augsburskim pod wezwaniem Św. Trójcy. Najwięcej frajdy sprawiły im chyba gry i zabawy, w które podobno dawno temu grały dzieci osadników z Niderlandów i Fryzji. Z zamkniętymi oczami należało losować z woreczka tajemnicze przedmioty</p>
<div id="attachment_3308" class="wp-caption alignright" style="width: 160px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/07/oleder19b.jpg" rel="wp-prettyPhoto[g3305]"><img class="size-thumbnail wp-image-3308" title="Gdzie jest Olęder? fot. O. Mędrzejewska" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/07/oleder19b-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a><p class="wp-caption-text">Gdzie jest Olęder? fot. O. Mędrzejewska </p></div>
<p>i odgadywać, po samym dotyku, co trzyma się w rękach. A można było wyciągnąć zarówno dziurkacz do papieru jak i szklanego słonika czy glinianego ptaszka-gwizdek, który dostarczył chyba najwięcej trudności. Nie czas jednak było na rozpamiętywanie trudów zgadywanki, gdy w muzeum czekały już kolejne zadania! Mali poszukiwacze musieli tym razem odnaleźć wiklinowe przedmioty, niezbędne w codziennym życiu i pracy każdego mieszkańca olęderskiej osady. Uzbrojeni w zdjęcia przedmiotów niczym w portrety pamięciowe, ruszyli na łowy w sali rękodzieła i rzemiosła ludowego. Ale jak wśród wielu dziwnych, interesujących przedmiotów odnaleźć te właściwe? Jak nie rozpraszać się i nie gubić celu, gdy pod ścianą przycupnął wielki miech kowalski, a mama opowiada, do czego służył, powołując się na stryjka kowala? Na szczęście opowieści rodzinne, choć ciekawe, nie mogły konkurować z ekscytacją poszukiwań i po chwili w gąszczu koszy, dzbanków a nawet torebkopodobnych wiklinowych pojemników Julka odnalazła ostatni poszukiwany obiekt – wierszę. Co zacz, dowiesz się Czytelniku, odwiedzając muzeum. (Podpowiedź: eksponat nr 42 w Sali Rękodzieła i Rzemiosła Ludowego na drugim piętrze). Co ciekawe, wędrówka przez muzealne sale, prócz dreszczyku emocji związanego z grą dostarczyła uczestnikom także całkiem niespodziewanej nowej wiedzy z zakresu powinowactwa (dzieci poznały nowy termin – stryjek — określający brata ojca dziadka), ornitologii (dzięki drewnianej rzeźbie Tomek już nigdy nie pomyli dudka z sójką) oraz tradycyjnych motywów w polskich obrazach na szkle i związanego z nim nazewnictwa – <em>Drzewo genealogiczne odtwarza historie rodziny</em>.<em> Kto był czyim synem lub córką, kto czyją ciocią czy cioteczną babcią. O proszę, tu macie np. Adama i Ewę. Od nich, jak konary odchodzą ich dzieci, a od ich dzieci – kolejne dzieci, i tak dalej do</em></p>
<div id="attachment_3313" class="wp-caption alignleft" style="width: 160px"><em><em><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/07/oleder18.jpg" rel="wp-prettyPhoto[g3305]"><img class="size-thumbnail wp-image-3313" title="Gdzie jest Olęder? fot. O. Mędrzejewska" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/07/oleder18-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a></em></em><p class="wp-caption-text">Gdzie jest Olęder? fot. O. Mędrzejewska</p></div>
<p><em>samej góry</em> — tłumaczyła Tomkowi i Julce mama, rozglądając się jednocześnie za snopkami zbóż, będącymi wskazówką do rozwiązania kolejnej zagadki. Wcześniej drogę w labiryncie wyznaczonym przez rzeźby, obrazy i szopki wskazała im pani pilnująca Galerii Polskiej Sztuki Ludowej –<em> Państwo w poszukiwaniu snopków jak mniemam? Proszę iść prosto, prosto! Więcej jednak nic nie podpowiem</em> – uśmiechnęła się filuternie. Poszukiwacze musieli zatem samodzielnie wytropić zboże najczęściej uprawiane przez nadrzecznych osadników oraz narzędzia niezbędne im w pracy na roli. Po wykonaniu tego zadania zdobyli kolejne naklejki na mapie olęderskiej wsi i do pełni szczęścia brakowało już tylko jednej, najważniejszej – postaci samego Olędra.</p>
<div id="attachment_3315" class="wp-caption alignright" style="width: 160px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/07/oleder15.jpg" rel="wp-prettyPhoto[g3305]"><img class="size-thumbnail wp-image-3315" title="Gra planszowa, fot. O. Mędrzejewska" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/07/oleder15-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a><p class="wp-caption-text">Gra planszowa, fot. O. Mędrzejewska</p></div>
<p>Ale, ale kim jest tajemniczy Olęder? Czy Olęder to osadnik, który w XVI wieku uciekając przed prześladowaniami religijnymi przywędrował do Rzeczypospolitej z Niderlandów i Fryzji, Niemiec czy Węgier? Czy po przybyciu do Polski, w zamian za prawo do osiedlenia się na złagodzonych zasadach (dożywotnia dzierżawa za czynsz) – miał zajmować się głównie melioracją i osuszaniem terenów podmokłych, produkcją sera i pasterstwem, a może karczowaniem lasów? – tak brzmiało jedno z pytań w grze planszowej, w którą na placu przed muzeum, pod rozłożystym kasztanowcem można było zagrać w sobotę. Kolorowe bobry z modeliny, symbolizujące osadników olęderskich, powoli acz systematycznie opanowywały mapę XVII-wiecznych ziem polskich wzdłuż Wisły, Bugu, Bzury, Warty i Wkry, zaczynając swoją ekspansję (zgodnie z historią osadnictwa olęderskiego na ziemiach polskich) od Żuław Wiślanych. W trakcie gry należało nie tylko wykazać się wiedzą na temat tajemniczych Olędrów (czym był terp, a czym wolnizna, jak ubierały się olęderskie elegantki i z jakiego warzywa najczęściej przygotowywały swym mężom przetwory? Jaki żółty ser zawdzięczamy Olędrom oraz kim byli mennonici), ale i prawdziwym zmysłem strategicznym! Gracze, po udzieleniu poprawnej odpowiedzi, stawali przed dylematem: czy zbierać punkty, którymi w przyszłości można by opłacić gościnę w chacie „kolegi bobra”, czy inwestować je we własne domostwo, licząc na rychłe odwiedziny i spłatę innego gracza. Temu, kto lekkomyślnie zainwestował zbyt dużo punktów w rozbudowę swojego osiedla, groziła często… pańszczyzna.</p>
<div id="attachment_3314" class="wp-caption alignleft" style="width: 160px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/07/oleder20.jpg" rel="wp-prettyPhoto[g3305]"><img class="size-thumbnail wp-image-3314" title="Gra planszowa, fot. O. Mędrzejewska" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/07/oleder20-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a><p class="wp-caption-text">Gra planszowa, fot. O. Mędrzejewska</p></div>
<p><em>Zasada jest prosta</em> – tłumaczył mistrz gry – <em>jeśli nie jesteś w stanie zapłacić za gościnę w czyjejś osadzie, udajesz się na jedną kolejkę w pańszczyznę. Tzn. odpowiadasz na pytanie zadane swojemu przeciwnikowi. Jeśli odpowiesz poprawnie – zdobyte punkty oddajesz osadnikowi, u którego masz dług. Jeśli odpowiesz błędnie, on ma jeszcze jedną szansę – może odpowiadać samodzielnie.</em> — Ten niecodzienny obowiązek przydarzył się podczas gry pani Ani: — <em>Musi Pani oddać 2 domy i na rok iść w pańszczyznę! </em>– usłyszała surowy nakaz wydany przez mistrza gry, gdy okazało się, że pobyt w rozbudowanej osadzie Eweliny, przeciw której grała, jest niewspółmiernie kosztowny do zasobów zebranych podczas gry -<em> Trudno, taki los! Widać, nie jest mi pisane posiadanie wielkiego majątku i licznych domów – stoicko podeszła do sprawy pani Ania. – A gdzie będzie można kupić taką grę? </em>– dopytywała się po jej ukończeniu.</p>
<div id="attachment_3312" class="wp-caption alignright" style="width: 160px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/07/oleder13.jpg" rel="wp-prettyPhoto[g3305]"><img class="size-thumbnail wp-image-3312" title="Warsztaty wikliniarskie, fot. O. Mędrzejewska" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/07/oleder13-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a><p class="wp-caption-text">Warsztaty wikliniarskie, fot. O. Mędrzejewska</p></div>
<p>Po intelektualnych i strategicznych zmaganiach uczestnicy mogli zrelaksować się próbując swych sił w sztukach plastycznych i wikliniarstwie. W namiotach opodal, do godz. 18 trwał nieprzerwanie warsztat wyplatania koszy z wikliny, na stołach dzieci malowały farbami wymarzoną Wisłę, a dorośli zdobili białe kafelki na wzór holenderski. Wśród tradycyjnych wiatraków, łódek i ryb – motywów ściśle związanych z życiem i pracą ludności zasiedlającej tereny nadrzeczne, można było odnaleźć także scenki rodzajowe oraz wysłuchać ich interpretacji:</p>
<div id="attachment_3307" class="wp-caption alignleft" style="width: 160px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/07/oleder9.jpg" rel="wp-prettyPhoto[g3305]"><img class="size-thumbnail wp-image-3307 " title="Malowanie kafelków, fot. O. Mędrzejewska" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/07/oleder9-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a><p class="wp-caption-text">Malowanie kafelków, fot. O. Mędrzejewska</p></div>
<p>- <em>Namalowałam Mamę i Tatę Olędrów. Tata, jak na rybaka przystało, trzyma w ręku wędkę i rybę. Mama – pobożna, skromnie ubrana luteranka, śpiewa religijne pieśni i trzyma wędkę wraz z Tatą, na znak, że podziela jego zainteresowania i sposób życia </em>– opowiadała o swojej pracy wolontariuszka Kasia.</p>
<p>Wystawę „Bobry Pana Boga – Zapomniany świat Olędrów” można oglądać do końca sierpnia na placu Małachowskiego, między Państwowym Muzeum Etnograficznym a Zachętą. Na grę planszową zapraszamy do muzealnej kawiarni Biały Konik.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/07/02/tomek-i-julka-znalezli-oledra/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jaką jest pani Madonną? Czyli o bezsenności w muzeum…</title>
		<link>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/05/19/jaka-jest-pani-madonna-czyli-o-bezsennosci-w-muzeum-2/</link>
		<comments>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/05/19/jaka-jest-pani-madonna-czyli-o-bezsennosci-w-muzeum-2/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 19 May 2010 13:33:27 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Olga Mędrzejewska</dc:creator>
				<category><![CDATA[muzeum]]></category>
		<category><![CDATA[Warszawa]]></category>
		<category><![CDATA[wydarzenia]]></category>
		<category><![CDATA[Noc Muzeów]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ethnomuseum.pl/blog/?p=3028</guid>
		<description><![CDATA[Tradycyjnie już nocne marki z całej Warszawy ściągały w połowie maja na Kredytową, by aktywnie zwalczać… hmm no właśnie co? Sen czy bezsenność? Kto w sobotnią, majową noc i dlaczego odwiedzał warszawskie muzea? Czego w nich szukał? .….…. Punktualnie o 19 otwieramy ciężkie drzwi Muzeum Etnograficznego. Do holu wchodzą pierwsi goście. Jedni jeszcze lekko onieśmieleni, nie wiedzą czego spodziewać się w środku. Inni już [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="attachment_3030" class="wp-caption alignleft" style="width: 240px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/05/madonna.jpg" rel="wp-prettyPhoto[g3028]"><img class="size-medium wp-image-3030 " title="Madonna, fot. A. Pietrzyk." src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/05/madonna-244x300.jpg" alt="" width="230" height="290" /></a><p class="wp-caption-text">Madonna, fot. A. Pietrzyk.</p></div>
<p>Tradycyjnie już nocne marki z całej Warszawy ściągały w połowie maja na Kredytową, by aktywnie zwalczać… hmm no właśnie co? Sen czy bezsenność? Kto w sobotnią, majową noc i dlaczego odwiedzał warszawskie muzea? Czego w nich szukał?</p>
<div id="attachment_3034" class="wp-caption alignright" style="width: 230px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/05/sen.jpg" rel="wp-prettyPhoto[g3028]"><img class="size-medium wp-image-3034 " title="Sennik, fot. A.Pietrzyk." src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/05/sen-300x224.jpg" alt="" width="220" height="170" /></a><p class="wp-caption-text">Sennik, fot. A.Pietrzyk.</p></div>
<p><span style="color: #ffffff;">.….….</span></p>
<p><span id="more-3028"></span><br />
Punktualnie o 19 otwieramy ciężkie drzwi Muzeum Etnograficznego. Do holu wchodzą pierwsi goście. Jedni jeszcze lekko onieśmieleni, nie wiedzą czego spodziewać się w środku. Inni już mocno zabiegani –  budynek naszego muzeum jest pierwszym z długiej listy instytucji kulturalnych, które zamierzają w ciągu jednej nocy odwiedzić. Zdarzają się też zahartowani w muzealnych bojach bywalcy. Ci wiedzą dokładnie czego oczekują, zgodnie z własnymi zainteresowaniami, po dokładnym przestudiowaniu programu całej Nocy Muzeów, mają gotowy, przemyślany plan poruszania się po mieście. Przychodzą więc na konkretne wydarzenia lub z zainteresowaniem, niezmordowanie buszują po jednym, ulubionym muzeum przez całą noc.<br />
W tym roku Noc Muzeów przebiega na Kredytowej pod hasłem „Bezsenności w muzeum”. Wszystkie imprezy dodatkowe, mające uatrakcyjnić ten wyjątkowy wieczór, krążą wokół tematu snu i bezsenności. Pod zagadkowymi tytułami kryją się sposoby na bezsenność: koncerty kołysanek i ballad, tradycyjne opowieści snute do snu przez opowiadaczy ze Studni O, filmowe bajki na dobranoc ze studia filmowego Semafor; ludowe recepty na dobry, spokojny sen rozdawane przez ożywione na jedną noc rzeźby z galerii Polskiej Sztuki Ludowej. Wreszcie wspólne z muzealnymi gośćmi tworzenie współczesnego sennika i poszukiwanie najbardziej skutecznych sposobów na zapewnienie pogodnych snów – tzw. „dekoder snów” w holu na ostatnim piętrze.</p>
<div id="attachment_3033" class="wp-caption alignleft" style="width: 310px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/05/sennik1.jpg" rel="wp-prettyPhoto[g3028]"><img class="size-medium wp-image-3033" title="Sennik, fot. A. Pietrzyk." src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/05/sennik1-300x211.jpg" alt="" width="300" height="211" /></a><p class="wp-caption-text">Sennik, fot. A. Pietrzyk.</p></div>
<p>Wszystko zostało podporządkowane jednemu celowi — zapewnić muzealnym gościom jak najwięcej, jak najskuteczniejszych recept na bezsenne noce. A przecież nocna wizyta w muzeum też jest pewnego rodzaju sposobem na bezsenną noc… I tylko od muzeum zależy, czy stanie się tabletką nasenną czy wręcz przeciwnie, pomoże aktywie zwalczać sen  przez ciekawie zaaranżowane wystawy i nowatorskie podejście do tematów, popularne wśród widzów eventy – koncerty, interakcyjne wystawy angażujące nie tylko wzrok i słuch zwiedzających, ale zapraszające do wspólnego działania w przestrzeni muzealnej. Tylko, czy tego naprawdę oczekują widzowie? Co pragną zwalczyć nasi zwiedzający? Sen czy bezsenność?<br />
– <em>Chyba sen, skoro jesteśmy tu o północy?</em> – odpowiada wyraźnie zmęczona już zwiedzaniem blondynka — <em>Wpadłyśmy tylko na chwilę, a krążymy po wystawach od ponad godziny, bo ciągle znajdujemy coś ciekawego: tu grają, tam śpiewają, w sali kinowej obejrzałyśmy z koleżanką ciekawe animacje. I tylko ciągle nie wiem, co i dlaczego mi się śni. A ja mam dużo dziwnych snów — już i latałam i śnili mi się ludzie rozsypujący się w piasek. W senniku nie potrafię jednak odnaleźć ich znaczenia </em>– żali się rozglądając ciekawie po tłumnie odwiedzanej wystawie „Zwykłe niezwykłe: fascynujące kolekcje”.<br />
– <em>Trzeba szukać wyjaśnień pojedynczych elementów ze snu</em> – podpowiada koleżanka – <em>sprawdź hasła człowiek, piasek, latanie.</em></p>
<p>A co na to tradycyjne metody odczytywania snów, kultywowane przez wieki przez nasze babcie? W poszukiwaniu odpowiedzi udaję się na ostatnie piętro, do „dekodera snów”. Tu również mimo otulającej zwiedzających jak puch bieli ścian i zwiewnych zasłon, na których umieszczono cytaty z senników i poetyckie wizje snów,  mimo ustawionej pod ścianą wygodnej kanapy z miękkimi poduchami – atmosfera nijak nie sprzyja spokojnemu zasypianiu. Nieustannie kłębią się chętni, pragnący lepiej poznać siebie i motywy swojego postępowania zapisane w snach, gdyż jak już twierdzili starożytni: „zazwyczaj owe błąkające się widzenia senne głównie tych spraw dotyczą, o których się za dnia myślało” (Herodot, Dzieje). To tu można szukać ludowych, literackich i naukowych wskazówek do odczytania swoich snów.</p>
<div id="attachment_3032" class="wp-caption alignright" style="width: 267px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/05/sennik4.jpg" rel="wp-prettyPhoto[g3028]"><img class="size-medium wp-image-3032" title="Sennik, fot. A. Pietrzyk." src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/05/sennik4-257x300.jpg" alt="" width="257" height="300" /></a><p class="wp-caption-text">Sennik, fot. A. Pietrzyk.</p></div>
<p>Ale nie tylko! W umieszczonych na słupach poszewkach na poduszki kryją się kartki z niedokończonymi zdaniami: „Najlepiej śni mi się gdy…”, „Nie rozumiem snu,w którym …”, „Wyśniło mi się, że…”, „Miałem koszmar, że…”. Obok na stolikach sterty mazaków zachęcają nocnych marków do zwierzeń nie tylko z najpiękniejszych snów, ale też snów niezrozumiałych, dziwnych i koszmarnych. Z godziny na godzinę przybywa wyznań i sennych opowieści. Gdy brakuje miejsca na słupach, kartki rozpełzają się po całej przestrzeni – zapełniając wszystkie ściany od góry do dołu, nachodząc na siebie i wzajemnie się przenikając. A gdy brakuje samoprzylepnej taśmy, którą można przymocować wyznanie, w ruch idą elementy zastane – wystające ze ścian gwoździe (pozostałość po czasowych wystawach galerii) a nawet… gumy do żucia. Stopniowo tworzy się oniryczny obraz muzealnych gości. Jak sen – pełen sprzeczności („…chcę uciec przed tym co mnie goni, a im bardziej chcę uciec tym wolniej biegnę”), surrealizmu („nie rozumiem snu, w którym podnosi mnie kogut”), niespodziewanych zwrotów akcji („…sen, w którym żona mówi – teraz moja kolej!”), absurdalnego humoru („wyśniło mi się, że w ostatnim etapie pewnego konkursu, kazano mi pogrupować kabanosy. Ten o smaku lawendy trafił do grupy kabanosów kwiatowych”).</p>
<p>Tymczasem, za przepierzeniem, w Galerii Polskiej Sztuki Ludowej, ustawione na podwyższeniach, wśród drewnianych ludowych świątków, niepodzielnie królują żywe rzeźby. Modelki ucharakteryzowane przez studentów Wyższej Szkoły Artystycznej i Aktywnego Studium Plastycznego na polskie Madonny, zarówno te najbardziej znane, słynące cudami wizerunki Czarnej Madonny i Matki Boskiej Ostrobramskiej, jak i bliskie sercom  mieszkańców stolicy Madonny z warszawskich kapliczek, zacierają granice między tradycją a współczesnością, snem a jawą, rzeczywistością a prawami bezsennej nocy w muzeum, podczas której wszystko może się zdarzyć — rzeźba ożywa, żaba z aborygeńskiej bajki zagraża swoim apetytem światu, a w sali kinowej, w filmowej opowieści, po zamknięciu sklepu przybrane w kwiatowe stroje szpulki drutu rozpoczynają bal… I znów wszystko, co dzieje się w majową nocą w muzeum przypomina sen, ale ten dobry, przyjemny nad którym, zgodnie z ludowymi wierzeniami czuwała Matka Boska.</p>
<div id="attachment_3031" class="wp-caption alignleft" style="width: 276px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/05/madonna2.jpg" rel="wp-prettyPhoto[g3028]"><img class="size-medium wp-image-3031 " title="Madonna, fot. A. Pietrzyk." src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/05/madonna2-266x300.jpg" alt="" width="266" height="300" /></a><p class="wp-caption-text">Madonna, fot. A. Pietrzyk.</p></div>
<p>Według naszych przodków bowiem, modlitwa do Maryi odżegnywała koszmary i zwalczała bezsenność, zapewniając „skołatanej głowie” i zmęczonemu całodniowym wysiłkiem ciału zdrowy sen. Dlatego też u stóp żywych rzeźb w galerii leżą sterty recept na bezsenność.<br />
–<em>No tak! Cebula dobra na wszystko </em>– komentuje nowo zdobytą wiedzę o zwalczaniu bezsenności starsza pani, której nieskrywaną radość daje odgadywanie, którym wyobrażeniem spośród tradycyjnych wizerunków jest która modelka. Nie tylko jej! Publiczność żywo reaguje na niecodzienne rzeźby. Przechadzając się po sali niejednokrotnie można usłyszeć westchnienia zwiedzających:<br />
– <em>Ach te madonny! Boskie!</em> –i towarzyszące im dociekliwe pytania – <em>A Pani, którą jest Madonną?</em><br />
Ludowe wierzenia na zdrowy sen polecały cebulę, herbatę z chmielu i imbiru. Powszechnie wiadomo też, że nic tak nie sprowadzi dobrych snów, jak kołysanka nucona przez bliską osobę. „Ach śpij kochanie, jeśli gwiazdkę z nieba chcesz dostaniesz…” śpiewał swego czasu Adolf Dymsza. A jednak Kapela Braci Dziobaków rozpoczynając o wpół do pierwszej w nocy koncert księżycowy, postanowiła przekornie muzealnych gości rozbudzić, a nie ukołysać do snu. Na początek więc przy akompaniamencie tradycyjnych skrzypiec rozbrzmiewają żywe, wesołe pieśni weselne – <em>–Nie wiem, jak teraz ale kiedyś </em>– tłumaczy takie otwarcie koncertu pomysłodawczyni — <em>wesele było po to, by w przyszłości rodziły się dzieci, którym następnie śpiewano kołysanki… Do kołysanek też dojdziemy</em> – zapewnia.<br />
I faktycznie. Stopniowo nastrój zmienia się, uspokaja, wycisza. Staje bardziej nostalgiczny. Kołyszemy się coraz wolniej, senniej w takt wygrywanych melodii. Ktoś przymyka oczy, ktoś opiera się plecami o towarzysza, ktoś wygodnie rozciąga na podłodze. Naprzeciwko brodaty pan pisze coś zawzięcie na kartce.<br />
– <em>Nastrój jest tak swojski, że gdyby nie to co się tu dzieje, przekimałbym się z chęcią choćby obok, pod tym wigilijnym stołem. Ale nie da się. Oni grają tak fajnie! Inspirują. Napisałem do ich muzyki tekst</em> — opowiada po zakończeniu koncertu. Podobnego zdania jest kobieta w czerwonej bluzce – <em>To muzeum nie usypia, raczej działa jak środek rozbudzający. W żadnym razie nie jest instytucją statyczną, skostniałą. Tu zawsze dużo się dzieje. W ciągu roku są organizowane ciekawe koncerty folkowe, funkcjonuje Etnokino. W Noc Muzeów, zawsze tu jest najciekawszy program. Dziś np.: zachwycił mnie koncert księżycowy zorganizowany w Sali Obrzędów Dorocznych. Doskonale wpisał się swym charakterem, muzyką w otoczenie – chłopską izbę z jednej a postacie kolędników z drugiej strony. Nastąpiła korelacja między dynamiką zespołu a statyką ekspozycji, co dało niesamowity efek</em>t – kończy.</p>
<p>Jak zatem jest z tą bezsennością w muzeum? Muzeum działa jak środek nasenny czy spędza sen z powiek? Może odpowiedź, jedną z wielu, stanowi niesforne wyznanie na ścianie dekodera snów: „Najlepiej śni mi się, gdy jestem zmęczony, np. całonocnym chodzeniem z mamą po muzeach…”.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/05/19/jaka-jest-pani-madonna-czyli-o-bezsennosci-w-muzeum-2/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

