﻿<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Ethnomuseum.pl Blog &#187; Afryka</title>
	<atom:link href="http://ethnomuseum.pl/blog/category/afryka/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://ethnomuseum.pl/blog</link>
	<description>Blog Działu Etnografii Polski i Europy Państwowego Muzeum Etnograficznego w Warszawie</description>
	<lastBuildDate>Mon, 14 May 2012 10:37:16 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Co Arab ma na głowie?</title>
		<link>http://ethnomuseum.pl/blog/2011/06/20/co-arab-ma-na-glowie/</link>
		<comments>http://ethnomuseum.pl/blog/2011/06/20/co-arab-ma-na-glowie/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 20 Jun 2011 09:29:38 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Pola Zygmunt</dc:creator>
				<category><![CDATA[Afryka]]></category>
		<category><![CDATA[Antropologia kultury]]></category>
		<category><![CDATA[badania terenowe]]></category>
		<category><![CDATA[eksponaty]]></category>
		<category><![CDATA[muzeum]]></category>
		<category><![CDATA[inspiracja]]></category>
		<category><![CDATA[tożsamość]]></category>
		<category><![CDATA[Tradycja]]></category>
		<category><![CDATA[zbiory]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ethnomuseum.pl/blog/?p=4502</guid>
		<description><![CDATA[Kilka tygodni temu w Muzeum zamieszkał wielbłąd. Razem z wielbłądem przybył opiekujący się nim Arab, odziany w tradycyjną białą galabiję i oczywiście arabską chustę.  Taką samą chustę od kilku lat można zobaczyć na ulicach większości miast. Nie, nie tylko na Bliskim Wschodzie. Arafatka stałą się modnym dodatkiem i wywędrowała daleko poza rodzinne okolice.  Skąd się wzięła? Ta, opleciona wokół szyi warszawskiej młodzieży, zwykle [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2011/06/Arab-Fot-K.-Wodecka.jpg" rel="wp-prettyPhoto[g4502]"><img class="alignleft size-medium wp-image-4503" title="Arab  Fot. K. Wodecka" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2011/06/Arab-Fot-K.-Wodecka-202x300.jpg" alt="" width="202" height="300" /></a>Kilka tygodni temu w Muzeum zamieszkał wielbłąd. Razem z wielbłądem przybył opiekujący się nim Arab, odziany w tradycyjną białą galabiję i oczywiście arabską chustę.  Taką samą chustę od kilku lat można zobaczyć na ulicach większości miast. Nie, nie tylko na Bliskim Wschodzie. Arafatka stałą się modnym dodatkiem i wywędrowała daleko poza rodzinne okolice.</p>
<p> Skąd się wzięła? Ta, opleciona wokół szyi warszawskiej młodzieży, zwykle z Chin.  Ale oryginalna kufiyya, bo tak właściwie nazywa się arafatka, była od dawna znana w krajach Lewantu.</p>
<p>Początkowo biało-czarna lub biało-czerwona chusta była noszona głównie przez Beduinów i  mieszkańców wiosek. Drapowana w turban lub luźno opadająca na ramiona, przytrzymywana na głowie <em>»aqaalem </em>(wykonanym z grubego sznurka krążkiem) doskonale chroniła przed palącym słońcem i wiatrem. W rejonie, w którym lejący się z nieba żar i podmuchy wiatru unoszące piasek są codziennością, kufiyya zrobiła oszałamiającą karierę. Z pustyni i wiosek trafiła do miast. Nosili ją już nie tylko Arabowie, ale też mieszkający w krajach arabskich Żydzi,  turyści i stacjonujące w regionie wojska.<span id="more-4502"></span></p>
<p>W połowie lat 30. XX wieku biało-czarna kufiyya stała się symbolem palestyńskich Arabów i ich walki o własne państwo. W latach 60. była znakiem rozpoznawczym Yassera Arafata (od którego nazwiska nazywana bywa arafatką).</p>
<p>Przez pewien czas noszenie arafatki było wyrazem solidarności z Palestyńczykami. Później stała się po prostu modnym gadżetem, chętnie noszonym, niezależnie od sympatii politycznych. Wraz ze wzrostem popularności arafatki, rosła tez liczba osób, które odmówiły noszenia w imię najnowszych trendów chusty, którą nosili też terroryści porywający samoloty i wysadzający się na ulicach Izraela. Arafatka zaczęła budzić skrajne emocje. W USA zdjęto z anteny reklamę, tylko dlatego, że występująca w spocie gospodyni popularnych programów kulinarnych Rachel Ray miała na szyi chustę przypominającą kufiyyę.</p>
<p>Kilka lat temu, w odpowiedzi na arafatkę, powstała izraelska kufiyya. Biało-błękitna chusta pokryta jest wzorem ułożonym z małych gwiazd Dawida, a wzdłuż jej brzegów biegnie hebrajski napis <em>Am Israel Chai</em> (Lud Izraela żyje). Chustę w kolorach izraelskiej flagi noszą Izraelczycy i sympatycy państwa żydowskiego, a także fani Matisyahu, który sam chętnie nosi błękitną kufiyyę.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ethnomuseum.pl/blog/2011/06/20/co-arab-ma-na-glowie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>O WRZOSACH, AFRYCE I ZNACHORCE – zapiski terenowe</title>
		<link>http://ethnomuseum.pl/blog/2011/01/31/o-wrzosach-afryce-i-znachorce-%e2%80%93-zapiski-terenowe/</link>
		<comments>http://ethnomuseum.pl/blog/2011/01/31/o-wrzosach-afryce-i-znachorce-%e2%80%93-zapiski-terenowe/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 31 Jan 2011 13:51:48 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Izabela Kubiak</dc:creator>
				<category><![CDATA[Afryka]]></category>
		<category><![CDATA[badania terenowe]]></category>
		<category><![CDATA[Wycieczki]]></category>
		<category><![CDATA[Palcem po mapie]]></category>
		<category><![CDATA[wieś]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ethnomuseum.pl/blog/?p=4196</guid>
		<description><![CDATA[Dwa razy dziennie PKS-y odjeżdżają w tamte strony. Byłam tam nie tak dawno… Mało kto do nich wsiada, bo wokół olbrzymie połacie lasów i pól. Tylko w czwartki autobus jest pełny. Ludzie tłoczą się aż na schodkach, tuż obok kierowcy. Wszyscy wracają z targu. Z miasta. Raz w tygodniu kobieciny zakładają co ładniejsze chustki na głowy, a starsi panowie śmierdzące naftaliną, filcowane kapelusze. I jadą. Wkładają [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="attachment_4199" class="wp-caption alignleft" style="width: 235px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2011/01/afryka1.jpg" rel="wp-prettyPhoto[g4196]"><img class="size-medium wp-image-4199 " title="fot. I. Kubiak" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2011/01/afryka1-225x300.jpg" alt="" width="225" height="300" /></a><p class="wp-caption-text">fot. I. Kubiak</p></div>
<p>Dwa razy dziennie PKS-y odjeżdżają w tamte strony.<br />
Byłam tam nie tak dawno…<br />
Mało kto do nich wsiada, bo wokół olbrzymie połacie lasów i pól. Tylko w czwartki autobus jest pełny. Ludzie tłoczą się aż na schodkach, tuż obok kierowcy. Wszyscy wracają z targu. Z miasta.</p>
<p>Raz w tygodniu kobieciny zakładają co ładniejsze chustki na głowy, a starsi panowie śmierdzące naftaliną, filcowane kapelusze. I jadą. Wkładają jaja do koszyków, w które jesienią zbiera się ziemniaki i grzyby. Czasem nic nie mają, ale wtedy też jadą – pooglądać towary, spotkać się ze znajomymi.</p>
<p>- <em>Kierowca stać! Pasażer biegnie!</em>- krzyczy ktoś z ostatnich siedzeń.<br />
Zdyszana kobieta próbuje znaleźć sobie miejsce na schodkach autobusu. Pomarszczone i brudne ręce podają pieniądze odliczone na bilet. Ja swój wciąż trzymam w dłoniach i mu się przyglądam. 8,40 zł – tyle kosztuje mnie podróż do Afryki.<span id="more-4196"></span></p>
<p>Autobus zatrzymuje się wśród lasów, za tartakiem. Nie ma tu ludzi ani samochodów. Nic prócz skaczących po ścieżce koników polnych.<br />
Na jednym z drzew przy szosie jest przeżarta przez korniki deska, na której ktoś białą farbą napisał „AFRYKA” i narysował strzałkę w bok. To jedyny drogowskaz, ślad, że taka wieś w ogóle istnieje.<br />
***<br />
Jak pani Basia zimą chce się dostać ze wsi do szosy, to musi z domu wychodzić wcześniej, żeby mieć czas na pokonanie zasp śnieżnych. Tylko dwóch mieszkańców ma samochody, ale niezbyt często nimi jeżdżą. Nie ma tu żadnej ulicy. Przez środek wsi biegnie ścieżka, która pełni rolę drogi, chodnika i centralnego miejsca spotkań sąsiedzkich. Na tej ścieżce toczy się życie całej wsi.<br />
W czwartki po południu jest tu tłoczno. O tej porze czerwony polonez truck przywozi z miasta  chleb, serki Danio i chrupki (świeżutkie, skusiliśmy się!). Pochylone sylwetki staruszków tłoczą się przy bagażniku. Muszą się spieszyć, bo sklep „otwarty jest” tylko pół godziny. Później odjeżdża do innej wsi.<br />
– <em>To nasz jedyny kontakt ze światem. My rzadko stąd wyjeżdżamy, bo wszędzie daleko, a i pieniądzów nie ma</em> — mówi kobiecina w zielonym swetrze i wkłada dwie paczki chrupek do reklamówki.<br />
– <em>Po co mamy jechać do miasta, skoro ono samo do nas przyjeżdża?</em> — śmieje się bezzębny pan Irek.<br />
Widać, że przyjazd sklepu to jedna z większych atrakcji dla  mieszkańców wsi.<br />
– <em>Byli tu u nas w tamtym miesiącu urzędniki z miasta i telefony chcieli nam zakładać! </em>- uśmiecha się z politowaniem inny staruszek.- <em>Ale po co takim starym ludziom telefony, się pytam? Wystarczy, że prąd mamy i telewizory możemy oglądać</em>.<br />
– <em>A mają państwo dla nas prezenty?</em>- staruszka szturcha mężczyznę w kapeluszu i zaczyna nam się uważnie przyglądać. -<em> Bo ostatnio też do nas przyjechali tacy młodzi ludzie i mówili, że prezenty dla nas mają… A potem kazali za nie płacić  po 200zł!</em><br />
– <em>K…,  takie wielkie pudła z samochodu wyjmowali i nam rozdawali! Wszystkich nas nabrali!<br />
– Pani, bo my tu ciemnota! Nie znamy się, a te młode chcieli nas wyrolować </em>- właścicielka chrupek ostatnie zdanie mówi już szeptem.<br />
– <em>A państwo to po co do nas przyjechali?</em> — padło w końcu wiszące w powietrzu pytanie.<br />
– <em>Domy fotografować?</em><br />
– <em>A może nasze chałupy chcecie nam pozabierać, co?</em><br />
***</p>
<div id="attachment_4200" class="wp-caption alignleft" style="width: 160px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2011/01/afryka-2.jpg" rel="wp-prettyPhoto[g4196]"><img class="size-thumbnail wp-image-4200" title="fot. I. Kubiak" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2011/01/afryka-2-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a><p class="wp-caption-text">fot. I. Kubiak</p></div>
<p>O Grudzinie (nazwisko zmienione) dość długo zbieraliśmy informacje. Miała być jedyną szeptuchą w centralnej Polsce. Informatorzy, którzy nam o niej opowiadali, nie znali jej miejsca zamieszkania. Jak była potrzebna, to przychodziła. Może to tylko plotka, że splunęła na dziecko i ono zaczęło widzieć, albo że odczarowała wszystkie krowy pana M., bo ktoś im mleko ukradł?<br />
Dopiero po długim czasie udało nam się ustalić wieś, z której znachorka pochodzi.<br />
– <em>Aaa, do Grudziny żeście przyjechali?</em>- pobłażliwie uśmiecha się najmłodszy jegomość z całego towarzystwa<br />
–<em> Tam pod lasem mieszka. Tylko się nie wystraszcie</em> – mówi, już rechocząc.</p>
<p>Mała grupka pogarbionych staruszków idących ścieżką znika za zakrętem Mijamy piękne, drewniane chałupy kryte strzechą. Piękne były przed laty. Teraz pochylają się ze wstydu. Półnagie belki stropu wykrzywiają się w stronę sadu – jakby chciały przeprosić za swój stan – „Nie patrzeć. Nie ma dachu”. Brudne i zakurzone szyby wstydzą się swojej nagości. Za wszelką cenę chcą pozostać niezauważone – dlatego zapraszają wilgoć. „Nie patrzeć. Nie ma firanek”.<br />
Dochodzimy do zagrody szeptuchy. Już wiemy dlaczego staruszek tak rechotał…</p>
<p>Po chałupie nie ma już śladu, a to, co zostało na ziemi, zarosły wrzosy. Wrzos to nieprzyjazne ziele. Z daleka wygląda pięknie i mami swoja barwą. Z bliska nie pachnie, a jeśli zabierze się je do domu, przynosi nieszczęście. Nikt nie lubi wrzosów. Zapytajcie starych.Grudzina je specjalnie zasadziła…</p>
<div id="attachment_4201" class="wp-caption alignright" style="width: 160px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2011/01/afryka-3.jpg" rel="wp-prettyPhoto[g4196]"><img class="size-thumbnail wp-image-4201" title="fot. I. Kubiak" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2011/01/afryka-3-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a><p class="wp-caption-text">fot. I. Kubiak</p></div>
<p>Słońce schowało się już za koronami drzew. Tu, z szosy, nie widać już w ogóle wsi. Słychać tylko wieczorne ujadanie psów. Z głębi lasu dochodzą odgłosy tartaku. Czekamy na ostatni autobus, który nas stąd zabierze.<br />
Ale wrócimy niedługo.<br />
Bilet do Afryki kosztuje tylko 8,40 zł.</p>
<p>*  na podstawie taśm dyktafonowych i notatek  terenowych. Centralna Polska.</p>
<p>Autorka tekstu: Izabela Kubiak</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ethnomuseum.pl/blog/2011/01/31/o-wrzosach-afryce-i-znachorce-%e2%80%93-zapiski-terenowe/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Qadirija – Sudan</title>
		<link>http://ethnomuseum.pl/blog/2011/01/17/qadirija-%e2%80%93-sudan/</link>
		<comments>http://ethnomuseum.pl/blog/2011/01/17/qadirija-%e2%80%93-sudan/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 17 Jan 2011 08:49:32 +0000</pubDate>
		<dc:creator>albert kwiatkowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Afryka]]></category>
		<category><![CDATA[badania terenowe]]></category>
		<category><![CDATA[muzyka]]></category>
		<category><![CDATA[Antropologia kultury]]></category>
		<category><![CDATA[Palcem po mapie]]></category>
		<category><![CDATA[rytuał]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ethnomuseum.pl/blog/?p=4125</guid>
		<description><![CDATA[Zapraszamy do lektury zwycięskiego tekstu  autorstwa Alberta Kwiatkowskiego. W Sudanie jest wiele gałęzi qadirii (1), które działają niezależnie od siebie, ale najważniejszą, największą i najbardziej znaną jest ta związana z grobowcem szejcha Hamada al-Nila stojącym na obrzeżach Omdurmanu. Szejch Hamad el-Nil był świętym (2), a zarazem dziewiętnastowiecznym przywódcą qadirii. Jego grób znajduje się w mauzoleum przykrytym charakterystyczną dla Sudanu wysoką, strzelistą kopułą. Obok niego [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><strong>Zapraszamy do lektury zwycięskiego tekstu  autorstwa Alberta Kwiatkowskiego.</strong></p>
<p style="text-align: justify;">W Sudanie jest wiele gałęzi qadirii (1), które działają niezależnie od siebie, ale najważniejszą, największą i najbardziej znaną jest ta związana z grobowcem szejcha Hamada al-Nila stojącym na obrzeżach Omdurmanu. Szejch Hamad el-Nil był świętym (2), a zarazem dziewiętnastowiecznym przywódcą qadirii. Jego grób znajduje się w mauzoleum przykrytym charakterystyczną dla Sudanu wysoką, strzelistą kopułą. Obok niego powstał kompleks budowli zajmowanych przez bractwo. Tworzą go: meczet, gdzie odprawia się modlitwy, zawije, gdzie odprawia się zekr (3) i chałłah, czyli religijna szkoła dla chłopców (4). Poza tym są pokoje, które zajmuje szejch wraz z trzema żonami i dziećmi oraz pokoje, gdzie mieszkają i służą mu jego uczniowie.<span id="more-4125"></span></p>
<p style="text-align: justify;">Zaprowadził mnie tam Mohammad, którego spotkałem na jednym z niezliczonych bazarów Omdurmanu.</p>
<p style="text-align: justify;">Młody szejch as-Sadiq siedział i słuchał w milczeniu starego derwisza, który swoimi słowami opowiadał to, co Allah w Koranie mówi o Marii. Trwało to i trwało, aż nagle słowa jego przerwało bicie w bębny.</p>
<p style="text-align: justify;">Było późne piątkowe popołudnie i pierwsi derwisze właśnie zaczęli się schodzić na dziedziniec meczetu. Przychodzili z pobliskiego cmentarza, gdzie odwiedzali groby dawnych szejchów i świętych, a w tym ten najważniejszy, w którym pochowano Hamada al-Nila. Dziedziniec był duży i piaszczysty, a na środku znajdował się wysoki, drewniany słup. Koło niego stało kilku derwiszy, śpiewało i biło zakrzywionymi kijami w wielkie bębny (5). Powoli dołączali do nich kolejni i tworzyli wokół słupa coraz większy krąg.</p>
<p style="text-align: justify;">Na dziedzińcu ganiały się rozbawione dzieci, silny wiatr wzbijał piach, a wysoko na pochmurnym niebie kołowały wielkie ptaki. Wokół stali ludzie, którzy przyszli popatrzeć. Wśród nich wiele było kobiet, którym nie wolno brać udziału w zekrze. Miały przeróżne rysy twarzy, najdziwniejsze fryzury, jakie widziałem i nie było dwóch ubranych w te same kolory.</p>
<p style="text-align: justify;">Krąg coraz szybciej się powiększał, aż w końcu tworzyła go ponad setka derwiszy. Wszyscy byli boso, ubrani w długie, kolorowe, przepasane pasem szaty, w których dominowała czerwień i zieleń (6). Na szyjach nosili wielkie, grube różańce. Niektórzy ubrani byli wyłącznie w zieleń (7), jeszcze inni nosili szaty pozszywane z fragmentów starych ubrań. Większość trzymała w rękach laski. Wielu miało dready.</p>
<p style="text-align: justify;">Stojący w kręgu derwisze tańczyli, lecz był to specyficzny taniec. Nie ruszali się bowiem z miejsc, lecz podskakiwali, kołysali się, byli spleceni ze sobą rękami, a często zginali ręce w łokciach i wykonywali nimi rytmiczne ruchy do przodu i do tyłu (8). Wielu podczas tego tańca trzymało w rękach długie, proste, drewniane laski. Kilku stojących w kręgu derwiszy biło w wielkie bębny, uderzało w talerze oraz biło grubymi kawałkami skóry w małe trzymane w dłoniach bębenki. Nieprzerwanie śpiewano pieśni, a śpiewali ci sami mężczyźni, którzy grali na instrumentach (9). Pieśni zaczynały się cicho i spokojnie, po czym stopniowo ich tempo rosło i brzmiały coraz głośniej, aż osiągały punkt kulminacyjny, po czym ich tempo słabło i powoli cichły (10). Często kończyły się zbiorowym, rytmicznym i głośnym powtarzaniem: „la ilah il Allah” (11) lub tylko słowami „Allah”, czemu towarzyszyło podnoszenie do góry wskazującego palca. Atmosfera była nie tyle ekstatyczna, co przede wszystkim radosna, a pieśniom i tańcowi towarzyszył śmiech (12).</p>
<p style="text-align: justify;">Duży krąg, który tworzyli spleceni ze sobą, rozśpiewani i roztańczeni derwisze, nie był pusty. W nim również byli derwisze, lecz ich zachowanie było zupełnie inne. Większość z nich tworzyła dwa, trzy równoległe do siebie rzędy, które biegły od centralnego słupa do ludzi tworzących krąg. Szejch chciał, abym dołączył do nich. Zdjąłem więc buty, wziąłem do ręki kij i wszedłem do kręgu.</p>
<p style="text-align: justify;">Poruszaliśmy się powoli, przeciwnie do ruchu wskazówek zegara uderzając lekko kijami o ziemię. Gdy tempo pieśni rosło, przyspieszaliśmy kroku, podnosiliśmy kije i trzymając je pionowo przed sobą poruszaliśmy nimi rytmicznie do przodu i do tylu. Wtedy z kręgu wychodziło kilku derwiszy i wykonując takie same ruchy jak my, zbliżali się do nas. Następowało coś jakby „próba sił” między nimi a nami: raz my cofaliśmy się przed nimi, raz oni przed nami. Gdy pieśń się kończyła, wracali z powrotem do kręgu.</p>
<p style="text-align: justify;">W kręgu tym jest też miejsce dla zupełnych indywidualistów, którzy tańczą i wchodzą w trans indywidualnie. Ich tańce mogą wyglądać bardzo różnie, lecz tego wieczoru wszyscy wyłącznie wirowali, choć każdy na swój sposób. Jeden wirował przez kilka godzin w jednostajnym tempie z rękami odsuniętymi od ciała i opuszczonymi ku ziemi. Drugi wirował bardzo szybko przybierając różne pozy, w których zastygał na kilka bądź kilkanaście minut. Wtedy nogi mu tylko tańczyły, a on od pasa w górę był nieruchomy. Raz patrzył ku niebu i wyciągał ręce ku górze, jakby<br />
się modlił, innym razem brał się pod boki, to znowu rozkładał ręce szeroko, zdarzało się też, że wirował na jednej nodze. I tak przez kilka godzin, przeciwnie do ruchu wskazówek zegara, bez przerwy.</p>
<p style="text-align: justify;">Zekr zakończył się, gdy było już ciemno. Derwisze jednak nie rozchodzili się. Czekali na gości. Tego wieczoru szejcha odwiedzić mieli przedstawiciele rządu i przywódcy niektórych plemion z Północy. Gdy przyjechali, derwisze jeszcze raz odtańczyli dla nich i razem z nimi zekr. Tym razem odbywał się on na mniejszym, wyłożonym dywanami dziedzińcu i prowadził go szejch. Zekr ten był bardzo dynamiczny i szybki. Bito w bębny, śpiewano, a spleceni ze sobą rękami derwisze tworzyli kilka rzędów i prawie biegali po okręgu upadając czasem na kolana. W środku pierwszego rzędu był szejch i to on przewodził. Wszyscy inni szli za nim i robili to, co robił on. Wciąż słychać było głośne i rytmiczne „la ilah il Allah” lub samo „Allah”.</p>
<p style="text-align: justify;">Potem był trzeci zekr, który odprawiono wyłącznie dla gości i w którym uczestniczyli tylko goście. Odbywał się on w pomieszczeniu. Zamiast zielono–czerwonych szat panowała biel dżalabii (13), a zamiast wielkich bębnów bito skórzanymi pasami w małe trzymane w dłoniach bębenki.</p>
<p style="text-align: justify;">W nocy wokół meczetu i na jego dziedzińcach wciąż było głośno, a szejch podejmował na płaskim dachu zawije gości. Wypuszczono tresowane gazele, podano daktyle i przyniesiono wodę ze źródła Zamzam (14). Wśród gości był przywódca Hassanii, jednego z większych plemion Północy. Blisko trzydzieści lat temu studiował w Polsce i jeszcze pamiętał język. Uśmiechnął się do mnie i rzekł: „Nie zapomnisz tej nocy, co?”</p>
<address style="text-align: justify;">1) Qadirija jest jednym z najstarszych, a być może najstarszym z bractw sufickich. Nazwę wzięła od imienia swojego założyciela – Irańczyka Abdula Qadira Gilaniego. Charakterystyczny dla niej jest głośny i ekstatyczny zekr oraz duża rola tańca, muzyki i głośnego śpiewu, przez które to prowadzić ma droga do Boga.<br />
2) Groby świętych czczone są w Sudanie jako źródło błogosławieństwa (baraka). Powszechnie uważa się, że<br />
łatwiej osiągnąć tam kontakt z Bogiem.<br />
3) W Sudanie zekr odprawiany jest najczęściej pod gołym niebem, na otwartej przestrzeni, którą przeważnie tworzy dziedziniec meczetu. Zekr i kult świętych są niezmiernie ważne w sudańskim islamie. Zekr towarzyszy wszystkim ważnym momentom życia sudańskich muzułmanów. Odprawia się go po narodzinach dziecka, z okazji obrzezania, ślubu, bezpośrednio po pogrzebie.<br />
4) Taki kompleks budowli jest czymś typowym dla wielu bractw w Sudanie, a nie tylko dla qadirii.<br />
5) Bębny te nazywają się nouba.<br />
6) Stroje sudańskiej qadirii są bardzo malownicze. Czasem są niezwykle kolorowe, czasem bardzo dziwne. Niekiedy derwisze z tego bractwa ubrani są w skóry lampartów, w rękach trzymają bicze, na głowach noszą wielkie, wysokie czapy, nierzadko z wizerunkiem wyhaftowanej róży, będącej symbolem qadirii.<br />
7) W sufizmie zieleń oznacza wyższy poziom duchowy, a określenie „ubrany w zielone szaty” wskazuje na tych, którzy ten poziom osiągnęli i odnosił się do aniołów, Mahometa bądź Chezra – tajemniczego przewodnika sufich.<br />
8).Podskoki charakterystyczne są również dla bractwa sammanii. Podobno nigdzie poza Sudanem Arabowie nie skaczą podczas religijnych obrzędów. Sudańscy muzułmanie włączyli podskoki do swoich obrzędów religijnych, podobnie jak arabscy koczownicy z ludów Beja i Raszyda zamieszkujących wschodni Sudan włączyli je do swoich tańców z mieczami. Podczas zekru derwisze sammanii noszą białe dżalabije. Stoją naprzeciw siebie w dwóch długich rzędach, zginają się, podskakują i cały czas intonują: „la ilah il Allah” lub po prostu: „Allah”.<br />
Ich zekr zaczyna się w południe i trwa 5–6 godzin.<br />
9) W Sudanie istnieje ścisłe rozróżnienie między religijną i świecką poezją. Ta pierwsza powstaje dzięki inspiracji Boga lub świętych (szejchów). Podczas obrzędów religijnych poezja jest śpiewana, lecz nie mówi się na to śpiew, tylko recytacja, śpiewający zaś określany jest mianem recytatora, a nie pieśniarza. W Sudanie są też kobiety, które układają religijną poezję, lecz nie wolno im jej wykonywać podczas obrzędów. Są tam dwa typy religijnej poezji: ku czci Proroka i ku czci świętych (szejchów). Poezja ku czci Proroka nazywa się al-madih alnabawi, a ku czci świętych al-qasida. Jej głównymi tematami są: sławienie Proroka i świętych, pragnienie odwiedzenia ich grobów, ich cuda i dobre czyny. Pieśni ku czci Proroka rozpowszechnione są zwłaszcza na północy Sudanu i są bardzo silnie obecne w obrzędach bractwa szadilii. Pieśni ku czci świętych powstawały przeważnie w środkowym Sudanie, gdzie działają trzy duże bractwa (qadirija, sammanija i tadżinija), które w<br />
swoich naukach podkreślają rolę świętych.<br />
10) Pieśni, jakie podczas zekru śpiewają sudańscy derwisze to głównie poezja religijna ku chwale Mahometa i świętych, wyrażająca miłość do Boga. Pierwszym takim zbiorem modlitw ku czci Mahometa, jaki pojawił się w Sudanie był „Dala’il al-chejrat”, dzieło al-Dżuzuliego – marokańskiego świętego i założyciela bractwa dżuzulii. Księga ta wywarła wielki wpływ nie tylko na religijne życie sudańskich muzułmanów, ale była też inspiracją dla tych, którzy później tworzyli religijną poezję. Korzystano z niej powszechnie w czasach sułtanatu Fundż (pierwsza</address>
<address style="text-align: justify;"> poł. XVI – początek XIX w.), a i obecnie wielu religijnych przywódców z niej korzysta. Oprócz tego dzieła derwisze korzystają z ksiąg, które poezją lub rymowaną prozą opowiadają o legendarnym życiu Mahometa (maulid). Każde z bractw w Sudanie ma taką księgę. Były one sprowadzone do Sudanu bądź pisane już na miejscu przez wybitnych szejchów. Jedną z takich sprowadzonych i znanych w całej muzułmańskiej Afryce ksiąg jest maulid napisany przez Hasana al-Barzandżiego – szejcha kurdyjskiej qadirii. Fragmenty jej<br />
recytowane są do dziś przez sufich qadirii i sammanii.<br />
11) Nie ma boga prócz Boga.<br />
12) O ile mi wiadomo, w zekrze sudańskiej qadirii nie są obecne owe nadzwyczajne zdolności, które demonstrują derwisze kurdyjskiej qadirii.</address>
<address style="text-align: justify;">13) Męski długi strój arabski.</address>
<address style="text-align: justify;">14) Obecnie studnia, zwana też studnią Hagar od imienia niewolnicy, która urodziła Ibrahimowi (Abrahamowi) Ismaila — legendarnego ojca Arabów. Według jednej z legend, archanioł Gabriel objawił się Ibrahimowi i kazał zaprowadzić dziecko i jego matkę do miejsca poświęconego Allahowi i tam zostawić. Była to pustynia. Gdy Hagar poszła szukać wody, jej synek zaczął płakać. W miejscu, gdzie uderzył stopą o ziemię, wytrysnęło źródło Zamzam. Obok niego powstała Kaaba. Jest to święte źródło, miejsce rytualnych ablucji muzułmanów.</address>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ethnomuseum.pl/blog/2011/01/17/qadirija-%e2%80%93-sudan/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Moje malgaskie vintana — fragmenty zapisków terenowych</title>
		<link>http://ethnomuseum.pl/blog/2009/12/15/moje-malgaskie-vintana-fragmenty-zapiskow-terenowych/</link>
		<comments>http://ethnomuseum.pl/blog/2009/12/15/moje-malgaskie-vintana-fragmenty-zapiskow-terenowych/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 15 Dec 2009 00:02:10 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Karolina Marcinkowska</dc:creator>
				<category><![CDATA["z życia działu"]]></category>
		<category><![CDATA[Afryka]]></category>
		<category><![CDATA[Antropologia kultury]]></category>
		<category><![CDATA[badania terenowe]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ethnomuseum.pl/blog/?p=2144</guid>
		<description><![CDATA[„Dlaczego akurat Madagaskar?” — powtarzające się pytanie Malgaszów i nie tylko. A ja dopiero teraz zauważyłam, że nie wiadomo dlaczego silę się zawsze na jakieś formułki typu: „bo to między Afryką a Azją, coś unikalnego, niepowtarzalnego, itd itp…i kult przodków i różnorodność…”. A to, co naprawdę czuję, odpowiedź, która jest najbliższa „mojej” prawdy, to – „bo takie jest moje VINTANA”. To jedno z tych trudno przetłumaczalnych, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="attachment_2151" class="wp-caption alignleft" style="width: 310px"><img class="size-medium wp-image-2151" style="margin: 5px 2px;" title="Król Marcel, król Soazara (na&nbsp;codzień żona Marcela) i&nbsp;ja, fot. Jarsyl Mamodje" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/12/król-Marcel-jego-żona-obecnie-król-i-ja-fot.-Jarsyl-Mamodje-300x224.jpg" alt="Król Marcel, jego żona - obecnie król i&nbsp;ja, fot. Jarsyl Mamodje" width="300" height="224" /><p class="wp-caption-text">Król Marcel, król Soazara (na codzień żona Marcela) i ja, fot. Jarsyl Mamodje</p></div>
<p>„Dlaczego akurat Madagaskar?” — powtarzające się pytanie Malgaszów i nie tylko. A ja dopiero teraz zauważyłam, że nie wiadomo dlaczego silę się zawsze na jakieś formułki typu: „bo to między Afryką a Azją, coś unikalnego, niepowtarzalnego, itd itp…i kult przodków i różnorodność…”. A to, co naprawdę czuję, odpowiedź, która jest najbliższa „mojej” prawdy, to – „bo takie jest moje VINTANA”. To jedno z tych trudno przetłumaczalnych, malgaskich słów, oznaczających coś między przeznaczeniem a drogą wytyczoną przez przodków. Przodkowie (a nie lemury!) to przecież główni panowie i władcy Czerwonej Wyspy. Nazwę kraju, dziwną i nic mi kiedyś nie mówiącą, pamiętam dobrze z dzieciństwa – to był moment, w którym znajomy mamy, różdżkarz, narysował mapę „moich” miejsc. Był Berlin, coś jeszcze brzmiącego dość domowo i… Madagaskar. Pamiętam, że pojawił się wtedy w mojej głowie trochę komiksowy, wielki znak zapytania i migający komunikat: „po co, na co i kiedy w ogóle bym miała się tam znaleźć??”. Teraz już wiem…!</p>
<p><span id="more-2144"></span></p>
<h3>Ciało futerałem dla królewskiej duszy</h3>
<div id="attachment_2148" class="wp-caption alignleft" style="width: 310px"><img class="size-medium wp-image-2148" style="margin: 5px 2px;" title="Nadine w&nbsp;momencie wchodzenia ducha króla w&nbsp;jej ciało, fot.Karolina Marcinkowska" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/12/Nadine-w-momencie-wchodzenia-ducha-króla-w-jej-ciało-fot.Karolina-Marcinkowska-300x224.jpg" alt="Nadine w&nbsp;momencie wchodzenia ducha króla w&nbsp;jej ciało, fot.Karolina Marcinkowska" width="300" height="224" /><p class="wp-caption-text">Nadine w momencie wchodzenia ducha króla w jej ciało, fot.Karolina Marcinkowska</p></div>
<p>Twarz fryzjerki — opętanej Nadine - rozpromienia się, jak opowiada o swoim duchu <em>czumba</em>. To on sprawił, że wyszła cało z poważnej choroby, nauczyła się zawodu fryzjerki, dała sobie radę w ciężkich czasach. Dlatego też musi teraz służyć duchowi królewskiemu, który wybrał jej ciało jako tymczasowy futerał dla swojej duszy. Nie łatwo sprostać wymaganiom ducha, narzuconym przez niego zakazom i nakazom. Nadine może organizować ceremonie tylko we wtorki i środy (takie były — wedle skomplikowanych wyliczeń astrologów — sprzyjające dni dla króla), nie może jeść kurczaka ani pić piwa. Równocześnie, jej status w dzielnicy uległ znacznej przemianie – jest szanowana, lubiana i traktowana niejako z ostrożnością. Duch króla może się zemścić, jeśli zauważy, że ktoś zaszkodzi Nadine, która poniekąd jest częścią jego. Jej ciało jest niezbędne do zaistnienia spotkania żywych, potrzebujących rady i wróżby, ze zmarłym królem. Nie ma ani cienia zwątpienia, zażenowania, wszystko to, co mówi Nadine, pochodzi z głębi jej serca. Wygląda trochę tak, jakby mówiła o idealnym kochanku, wiernym i jedynym, któremu ufa bezgranicznie, który po prostu JEST ZAWSZE, jest częścią jej samej.</p>
<h3>W poszukiwaniu straconego czasu — ceremonia „czumba” jako spotkanie idealne</h3>
<div id="attachment_2150" class="wp-caption alignleft" style="width: 310px"><img class="size-medium wp-image-2150" style="margin: 5px 2px;" title="Duch urzędnika w&nbsp;ciele Celestine, Majunga, fot.Karolina Marcinkowska" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/12/Duch-urzędnika-w-ciele-Celestine-Majunga-fot.Karolina-Marcinkowska-300x224.jpg" alt="Duch urzędnika w&nbsp;ciele Celestine, Majunga, fot.Karolina Marcinkowska" width="300" height="224" /><p class="wp-caption-text">Duch urzędnika w ciele Celestine, Majunga, fot.Karolina Marcinkowska</p></div>
<p>Odwiedziny znajomej Celestine, opętanej przez ducha króla Soazara. Położenie jej domu, na wysepce przyklejonej do bajora wysychającego i wzbierającego wedle własnego widzi mi się, mogłoby spokojnie dorównać  benińskiemu Ganvie. Niewiele by trzeba, żeby zrobić z tego malowniczo-slumsowej okolicy turystyczną perełkę. Tylko pytanie, po co i na co, a przede wszystkim, czy którykolwiek mieszkaniec w ogóle czegoś takiego potrzebuje? Niestety zyski z turystyki nie wzbogacają zazwyczaj samych mieszkańców, czyniąc jedynie z ich codzienności dość nieznośną, fotografowaną przez efemeryczne tłumy rzeczywistość…</p>
<p>Coś takiego jest w tym zlepku budek z blachy falistej, mostków z byle jak rzuconych desek, ogólnego wrażenia prowizorki, że czuje się jakąś przedziwną harmonię, naturalnie wykreowaną przez ludzi. Jak w ukrytym mechanizmie zegarka, bo nie w pięknej, zewnętrznej tarczy czy paseczku ze skóry. Bo paseczka pewnie tu nawet nie ma. A propos zegarków, dałam szansę mojemu pomarańczowemu, ponoć niezniszczalnemu budzikowi. Dziś wyjęłam go z plecaka — wskazówka dygotała spocona raz w jedną stronę, raz w drugą, jakby czas kołysał się między chwilą przed „teraz” a chwilą „zaraz”. A „teraz” tu nie ma – na pewno jest „przed”… A takie dygotanie to, kto wie, może symbolizuje naturę duchów <em>czumba</em>, raz tam, raz tu, a właściwie nigdy „tu i teraz”. Gdzieś „pomiędzy”, „in betweex and between” – eh, ci klasycy antropologii!</p>
<p>No, ale wracając do domu Celestine – dobrze odnajduję się w malgaskiej rzeczywistości, chociażby fakt, że ktoś, kogo się szuka (jak ja poszukiwałam Celestine) zmienił dom, nie jest żadnym problemem. Bo wcześniej też nie miał adresu. Po prostu należy udać się w bliżej nieokreśloną „okolicę” i pytać o daną osobę. Można ją opisać, mówiąc, że mąż gra na akordeonie, bo przecież to, że mają dużo dzieci, w kontekście malgaskim nie jest raczej relewantne… Wyobrażam sobie, że tutaj wszyscy wiedzą wszystko o swoich sąsiadach bliższych i dalszych, a z drugiej strony nikt nie zagląda do domu, który zazwyczaj nie ma okien, a drzwi traktuje się jak nocny wachlarz. Tak sobie myślę, że panuje tu jakieś niepisane prawo nie powstrzymywania się od ciekawości (bo przecież co i rusz ktoś po prostu wchodzi i się przygląda, nie starając się nawet udawać, że nie jest ciekawy, co się dzieje u kogoś w domu) z równoczesnym szacunkiem dla „prywatności” innych – a ta na pewno oznacza co innego niż u nas.</p>
<p>Pech chciał (a raczej kolejny duch <em>czumba</em>), że Celestine nie uwolniła się łatwo od ducha. Przepychał się w jej ciele następny, tym razem urzędnik, który  (jak przestrzegał mąż Celestine) mało mówi i głównie siedzi na krześle. Nie bez przyczyny był za życia urzędnikiem – dlatego też pojawia się w białym, europejskim kapeluszu i bawełnianej koszuli. Jest dość gburowaty i ogólnie sprawia wrażenie kogoś, kogo niewiele cokolwiek obchodzi. Przyszedł nie pytany (czy to cecha urzędników?), po prostu bezczelnie się wepchnął bez kolejki, nie dając biednej, ciężarnej na dodatek Celestine chwilki wytchnienia. Był moment, w którym nawet miałam wrażenie, że rodzi – a tutaj hop! Urzędnik na krześle.</p>
<h3>Kondukt pogrzebowy jak zimny prysznic</h3>
<div id="attachment_2160" class="wp-caption alignleft" style="width: 235px"><img class="size-medium wp-image-2160" style="margin: 5px 2px;" title="Siesta sprzedawcy mięsa, Majunga, fot.Karolina Marcinkowska" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/12/siesta-sprzedawcy-mięsa-Majunga-fot.Karolina-Marcinkowska-225x300.jpg" alt="Siesta sprzedawcy mięsa, Majunga, fot.Karolina Marcinkowska" width="225" height="300" /><p class="wp-caption-text">Siesta sprzedawcy mięsa, Majunga, fot.Karolina Marcinkowska</p></div>
<p>Przepisywanie i tłumaczenie nagranych w trakcie ceremonii wywiadów — sekundy przepisuje się w paręnaście minut, tracę powoli poczucie czasu, aż nagle… dobiegają mnie szalone dźwięki dęciakiów, nieprawdopodobnie ŻYWA muzyka, ciężka do określenia, bo nie wesoła, ale szybka, skoczna, choć nie do tańca. Piękna, jakby zupełnie prosta, ale o wymalowanej na twarzy (ta muzyka na pewno miała twarz) miłości do życia w czystej postaci. Zgadłam – to pochód pogrzebowy, ale co tam pochód – tłumek ludzi biegnących, nie obliczalnym truchtem grupy ludzi których łączy wspólny cel, tylko nieco oszalałym, choć w tym samym kierunku, opętanych wspólną ideą, może pamięcią o zmarłym. Nie może być smutno – nawet ochłapy mięsa wołu niesione na głowie wirują, nie pozwalając muchom na miły odpoczynek.  Przypomniało mi się o śpiącym sprzedawcy mięsa tuż za rogiem! Trębacze muszą być chyba wytrenowani żeby sprostać szalonemu tempu! Na chwilę, w której przebiega procesja, zasadniczo niespieszny i otumaniony upałem ruch uliczny fragmentarycznie zastyga, zanika gdzieś, kondukt to jak niewidzialna szarańcza działająca w jakiejś rzeczywistości obok tej widzialnej! Zadziwia mnie jak wspaniale działa ta muzyka, to jak zimny prysznic podczas gorącego dnia, jak łyk chłodnej wody, eh, coś banalnie prostego, ale jak bardzo sprowadzającego na ziemię. Zatacza pętlę znowu do Życia, do chwili, która ucieka, pewnie zderzając się z pochodem „pogrzebowym”.</p>
<h3>Mangowe emocje</h3>
<p>Pora na kolejne mango – tylko które? Dostałam zamiast dwóch siedem, trzy mają zieloną skórę. Myślałam, ze będą dojrzewać, a te przy obieraniu zapadają się w palce. Stoję nad umywalką i</p>
<div id="attachment_2172" class="wp-caption alignleft" style="width: 310px"><img class="size-medium wp-image-2172" title="Sezon mangowy w&nbsp;pełni, fot.Karolina Marcinkowska" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/12/Sezon-mangowy-w-pełni-fot.Karolina-Marcinkowska-300x224.jpg" alt="Sezon mangowy w&nbsp;pełni, fot.Karolina Marcinkowska" width="300" height="224" /><p class="wp-caption-text">Sezon mangowy w pełni, fot.Karolina Marcinkowska</p></div>
<p>pomarańczowy sok cieknie mi aż do łokci, tam się skrapla, a dziura od zlewu wsysa cały ten sok z odgłosem niewiele różniącym się od strużki wody. Obieram od góry, im mniej skórki, tym bardziej wszystko śliskie, mój mały nożyk ślizga się jak łyżwa na lodzie (obrazek lodowiska na Stegnach i mnie pędzącej na łyżwach, w tle hity z lat 70-tych, jakoś ima się mnie na Madagaskarze). Im mniej skórki, tym gorzej się trzyma, trzeba uważać, żeby</p>
<p>obślizgłe cielsko nie plasło i nie wiło się po umywalce. Wykrawam małe plastry i wrzucam je do gęby. Zaraz obklejona jestem pomarańczowym miąższem. Zęby pokryte śluzą mangową – pomiędzy nimi strączki pomarańczowe – zabawa na kolejne parę minut! Ale radość na duszy, tak się bawić z mangiem nad umywalką, szczególnie jak takie majstrowanie kojarzy się bardziej z myciem zębów no i nie ma takiego pysznego smaku, nie daje tyle radości!</p>
<h3>Duchy czumba najlepszymi klientami!</h3>
<p>Uśmiechnięty, wielki Hindus w białej podkoszulce wyłania się z nad sterty bali z różnokolorowymi materiałami wszelkiej maści. Jego żona, nieśmiało, ale ciekawsko nastawia ucha i podziwia z nieukrywanym uwielbieniem swojego rozgadanego męża, stojąc w jego cieniu, za jeszcze większą ilością bali. Jeszcze tydzień temu żył jego dziadek, byłby w stanie nawet ze swoimi 112 latami poopowiadać mi niemało – w to nie wątpię! Miałam na końcu języka pytanie: „przecież to, że umarł, nie oznacza, że nie można sobie z nim pogadać!”. No ale mój pan sprzedawca bławatnik, kolorów Indii nigdy nie zaznał, jest urodzonym na Madagaskarze muzułmaninem szyitą i  uznaje tylko jednego Boga. A wyznawcy <em>czumba</em> to… „ależ Madame!!! To moi najlepsi klienci! I to jacy wymagający, Pani droga!” aż wypieki na twarzy mu wyskakują! „Oooo śśś właśnie wchodzą przyjezdni z Mauritiusa, eh, ci to są nieszcześnicy, rozrzutnicy, kupują tyle, ile im duch <em>czumba </em>rozkaże! I Madame, żeby Madame wiedziała, to nie to, że koszula może mieć 4 guziki – 3 są obowiązkowe, a koszulka musi być Lacoste koniecznie, no oczywiście nie taka zupełnie seria limitowana, no to taka kopia troszeczkę, ale Lacoste musi być, bo jak nie, <em>czumba </em>się obrazi! I Madame, jak się poliester podepchnie to się obrażają, w życiu! Bawełna 100% musi być! A żeby Madame wiedziała, to niektóre duchy to i palta mieć muszą, i kapelusze takie, co to Turcy albo Marokańczycy noszą, z dzyndzlem czarnym koniecznie.</p>
<div id="attachment_2155" class="wp-caption alignleft" style="width: 310px"><img class="size-medium wp-image-2155" style="margin: 5px 2px;" title="Hindus-bławatnik prezentuje ulubione tkaniny duchów czumba, fot. Karolina Marcinkowska" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/12/Hindus-bławatnik-prezentuje-ulubione-tkaniny-duchów-czumba-fot.-Karolina-Marcinkowska-300x225.jpg" alt="Hindus-bławatnik prezentuje ulubione tkaniny duchów czumba, fot. Karolina Marcinkowska" width="300" height="225" /><p class="wp-caption-text">Hindus-bławatnik prezentuje ulubione tkaniny duchów czumba, fot. Karolina Marcinkowska</p></div>
<p>Albo kapelusze kowboja też lubią…O Madame, to bez nich to byśmy tu na targu padli!”. I spędzam wspaniałe popołudnie wśród metrów materiałów i tkanin przeróżnych, każdy o innej nazwie, jedna jako obrus dla ducha najczęściej kupowana, inna jako narzutka, chusteczka, lamba…</p>
<p>Wychodzę kupić moje ulubione śniadanko: 2 manga i kwadracik ryżopodobnego od uśmiechniętej babci, z którą zawsze zamieniam conajmniej 3 grzecznościowe pozdrowienia, przed zakupieniem gumowatej kosteczki, a ona też nigdy nie zapomina wspomnieć, że kosteczka jest całkiem czym innym niż inne kosteczki sprzedawane przez jej sąsiadów, bo jej jest słodka – przy tym uśmiecha się tak, że nikt nie jest w stanie się oprzeć, a wyobraźnia zaczyna pracować tak mocno, że szara kosteczka przemienia się w mały torcik z wisienką.</p>
<h3>Mafana be!!!! Gorąco!</h3>
<p>Złapałam się na tym, że wyostrza mi się uwaga na dźwięk zdania „Mais s’est vrai, eeee?” („To prawda!”). To trochę jak nasze „za siedmioma górami, za siedmioma lasami”. I na 80, 90% będzie mowa o kulcie <em>czumba</em>! Tak naprawdę mam wrażenie, że jakiekolwiek nie byłyby wypowiedzi i tłumaczenia, każdy tu poniekąd wierzy w istnienie <em>czumba</em>. A na pewno wywołuje to tysiące widzianych i przeżytych historii, które na tyle odcisnęły się na wyobraźni moich rozmówców, że nie sposób ich zapomnieć.</p>
<div id="attachment_2156" class="wp-caption alignleft" style="width: 310px"><img class="size-medium wp-image-2156" style="margin: 5px 2px;" title="Mafana be!!! Gorąco! Fot.Karolina Marcinkowska" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/12/Mafana-be-Gorąco-Fot.Karolina-Marcinkowska-300x224.jpg" alt="Mafana be!!! Gorąco! Fot.Karolina Marcinkowska" width="300" height="224" /><p class="wp-caption-text">Mafana be!!! Gorąco! Fot.Karolina Marcinkowska</p></div>
<p>Dzisiaj to faktycznie jest „mafana be” – bardzo gorąco!! To słowo odbija się echem na ustach tych niewielu, których spotykam na ulicy. Idąc na spotkanie z jedną z opetanych, silę się czasem na spowolnienie i staram nauczyć się malgaskiego tempa „przesuwania się”  (bo chodem ciężko to to nazwać, raczej łazem może). Wypracowałam system, który pozwala mi na szybkie (zgodne z moim rytmem) przemieszczanie się długimi, powłóczystymi krokami tak, aby wydawały się one wolne i nie odstawały aż tak bardzo od tempa reszty ludzi.</p>
<p>W nocy nachodzi mnie wielka chęć wskoczenia po raz trzeci pod przysznic, tak już nocną porą, bo też gorąc wisi nadal w powietrzu. Mój ulubiony prysznic z widokiem na ulicę (brak trzech cegieł) wolny o tej porze. Zamydlona gapię się przez szparę. Ehhh, warto było, bo też zapomniałam już, jak wyglądają ryksze <em>pousse-pousse</em> kiedy nie świeci słońce!!! To jak małe świetliki migoczące w ociężałym, gorącym powietrzu nocy – każdy rykszarz ma swój własny patent na przymocowanie lampki oliwnej, niektórzy nawet świecy w butelce plastikowej pod siedzonko klienta. To malutkie świtełko dynda sobie pod tyłkiem wożonego, oświetlając nieco pięty sunącego na zgiętych kolanach rykszarza. Jak dwie ryksze mijają się w nocy, światełka łączą swoją moc w miarę swoich skromnych możliwości, a przy odrobinie wyobraźni ma się wrażenie, że miejsce spotkania jest jasnością.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ethnomuseum.pl/blog/2009/12/15/moje-malgaskie-vintana-fragmenty-zapiskow-terenowych/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Mapy pamięci, notatki z koralików i drewniane tabliczki zamiast komputerów?</title>
		<link>http://ethnomuseum.pl/blog/2009/10/21/mapy-pamieci-notatki-z-koralikow-i-drewniane-tabliczki-zamiast-komputerow/</link>
		<comments>http://ethnomuseum.pl/blog/2009/10/21/mapy-pamieci-notatki-z-koralikow-i-drewniane-tabliczki-zamiast-komputerow/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 21 Oct 2009 08:06:32 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Karolina Marcinkowska</dc:creator>
				<category><![CDATA["z życia działu"]]></category>
		<category><![CDATA[Afryka]]></category>
		<category><![CDATA[eksponaty]]></category>
		<category><![CDATA[Kongo]]></category>
		<category><![CDATA[Luba]]></category>
		<category><![CDATA[lukasa]]></category>
		<category><![CDATA[mapy]]></category>
		<category><![CDATA[Power Point]]></category>
		<category><![CDATA[symbolika]]></category>
		<category><![CDATA[znaczenia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ethnomuseum.pl/blog/?p=1694</guid>
		<description><![CDATA[Właśnie jestem w trakcie pracy nad prelekcją multimedialną: zbieram materiały, układam je w logiczną całość, porządkuję zdjęcia tak, by ich kolejność naprowadzała moją wypowiedź na sugerowaną w temacie ścieżkę. Równocześnie wykonuję inną pracę, nie wymagającą zbytniego udziału intelektu, dość mechaniczną i znienawidzoną przez wszystkich muzealników: drukuję wypełnione już karty katalogu naukowego obiektów. Zatrzymuję się niepostrzeżenie nad jednym opisem, opatrzonym zdjęciem i obszernym komentarzem [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="attachment_1732" class="wp-caption alignleft" style="width: 179px"><img class="size-medium wp-image-1732" style="margin: 5px 2px;" title="Tabliczka lukasa, dar p.Klaasa de Jonge, 23176 PME, Fot. Edward Koprowski" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/10/Tabliczka-lukasa-dar-p.Klaasa-de-Jonge-23176-PME-Fot.-Edward-Koprowski2-169x300.jpg" alt="Tabliczka lukasa, dar p.Klaasa de Jonge, 23176 PME, Fot. Edward Koprowski" width="169" height="300" /><p class="wp-caption-text">Tabliczka lukasa, dar Klaasa de Jonge, 23176 PME, Fot. Edward Koprowski</p></div>
<p>Właśnie jestem w trakcie pracy nad prelekcją multimedialną: zbieram materiały, układam je w logiczną całość, porządkuję zdjęcia tak, by ich kolejność naprowadzała moją wypowiedź na sugerowaną w temacie ścieżkę. Równocześnie wykonuję inną pracę, nie wymagającą zbytniego udziału intelektu, dość mechaniczną i znienawidzoną przez wszystkich muzealników: drukuję wypełnione już karty katalogu naukowego obiektów. Zatrzymuję się niepostrzeżenie nad jednym opisem, opatrzonym zdjęciem i obszernym komentarzem dotyczącym znaczenia i symboliki tabliczki zwanej <em>lukasa</em>.</p>
<p>I nagle — olśnienie! Tyle zbieżności można odnaleźć w logice konstruowania układu prelekcji w Power Point-cie (a następnie jego „werbalizowania” podczas wykładu) i w odczytywaniu treści z drewnianej tabliczki przez mędrca z Konga!<br />
<span id="more-1694"></span></p>
<h3>Tabliczka lukasa – narzędzie mnemotechniczne ludu Luba</h3>
<p>Do czego może służyć tajemnicza, drewniana tabliczka antropomorficzna o zewnętrznej powierzchni zdobionej gwoździami, koralikami, monetami umieszczonymi w nieregularnym układzie? Jak to zwykle bywa w przypadku tradycyjnej sztuki afrykańskiej, wszystkie obiekty mają swoje znaczenie, ukryte treści.</p>
<p>Tabliczki <em>lukasa,</em> pochodzące z niezmiernie ciekawej kolekcji darowanej niedawno Muzeum przez Holendra Klaasa de Jonge, przypisane są ludowi Luba z Demokratycznej Republiki Konga. To właśnie w tamtych rejonach Afryki, przedmioty te używane były przez członków stowarzyszenia <em>Mbudye</em> do odszyfrowywania ważnej dla całej społeczności wiedzy dotyczącej mitów, historii, układów przestrzennych i relacji społecznych obecnych w królestwie.</p>
<p>Na pierwszy rzut oka ciężko sobie wyobrazić, że tabliczki te były ważnymi narzędziami o znaczeniu zarówno politycznym, jak i duchowym. Tabliczka <em>lukasa </em>jest swoistą mapą pamięci, zapisem mitów, systemów pokrewieństwa w formie układu koralików, rytych rysunków, wzorów. Podzielona jest zazwyczaj na dwie części: męską i żeńską, zwieńczoną czasem rzeźbioną, kobiecą główką.</p>
<p>Koraliki czy muszelki kauri sugerują przestrzenne rozmieszczenie instytucji związanych z dworem królewskim, z miejscami kultu bądź wydobycia bogactw naturalnych. Wyszkoleni mówcy przebiegali oczyma wyobraźni przestrzeń królestwa: zarówno tę widzialną, jak i symboliczną. W zależności od słuchaczy, konstruowali swoją wypowiedź podążając za podpowiedzią zapisaną na tabliczce.</p>
<h3>Ukryte powinowactwa wyobrażonego miasta Ersilia, programu Power Point i kongijskiej tabliczki</h3>
<div id="attachment_1727" class="wp-caption alignleft" style="width: 167px"><img class="size-medium wp-image-1727" style="margin: 5px 2px;" title="Tabliczka lukasa ze zbiorów Felix Collection" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/10/Tabliczka-lukasa-ze-zbiorów-Felix-Collection-196x300.jpg" alt="Tabliczka lukasa ze zbiorów Felix Collection" width="157" height="240" /><p class="wp-caption-text">Tabliczka lukasa ze zbiorów Felix Collection</p></div>
<p>Wymowa tabliczki <em>lukasa</em> jest niewątpliwie bardziej subtelna od zapisu wykonanego w programie Power Point — odczytanie treści jest subiektywne, jej sformułowanie i interpretacja zależy od mędrca. A też nie każdy posiada wystarczającą wiedzę, by odcyfrować znaczenie układu koralików, monet i muszelek. Tabliczki stymulują wyobraźnię i naprowadzają pamięć oratorów na tylko im znane ścieżki. Dla większości pozostaną jedynie ozdobnymi przedmiotami, a dla kongijskich mędrców to niezbędne narzędzia pomocne w kreowaniu opowieści, odnajdywaniu zaszyfrowanych znaczeń.</p>
<p>I znowu skojarzenie, tym razem literackie. W jednym z „niewidzialnych miast” opisanych przez Italo Calvino, relacje i powinowactwa między ludźmi, ich wspólne marzenia, plany, sny, zapisane były za pomocą różnokolorowych nici łączących poszczególne domy. Ich przebieg, sploty i tworzące się supły sugerowały to, czego nie widać w „zwykłych” miastach, a co właściwie jest najważniejsze! W powieści Calvino, narratorem i „czytającym ze snów” opowiadaczem historii jest Marco Polo, który porządkuje swoje liczne przygody zgodnie ze skomplikowanym układem matematycznym, by przekazać je potem, ubrane w piękną formę, władcy największego imperium w dziejach, Kubilaj Chanowi.</p>
<p>Wydaje się, że potrzeba zapisywania i ubierania w słowa tego, co kryje się za widzialnym odbiciem rzeczywistości – czy to za pomocą sztuki, techniki czy rytuału — jest silna w każdej kulturze. A czy będzie to literacka kreacja, program komputerowy czy tabliczka drewniana /będąca zresztą nawet dla laików po prostu pięknym przedmiotem/ — „sposób użycia” okazuje się być podobny!</p>
<p><img class="alignleft size-full wp-image-1717" title="Lukasa - znaczenia" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/10/Lukasa-znaczenia.JPG" alt="Lukasa - znaczenia" width="544" height="407" /></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ethnomuseum.pl/blog/2009/10/21/mapy-pamieci-notatki-z-koralikow-i-drewniane-tabliczki-zamiast-komputerow/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

