Beta

Bądź na bieżąco - RSS

Archiwum kategorii „Ameryka Południowa”

Dąb, Setsuna, Elvismara i Jużmówiłem Maria

24 kwietnia 2012 | | Brak komentarzy

Imię to nie­odzowna część naszej toż­sa­mo­ści, sta­nowi z nami nie­mal jed­ność. Daw­niej nada­wa­nie imie­nia było spo­so­bem na zakli­na­nie przy­szło­ści dziecka, rodza­jem prze­po­wiedni, stąd też wszel­kie Bogu­sławy, Bogu­miły, Miro­sławy, Dobro­miry czy Dęby. Do dziś wielu hin­du­sów radzi się astro­lo­gów w spra­wie wyboru korzyst­nego imie­nia dla swo­jego potom­stwa, tak by było ono zgodne z jego horoskopem.

Obec­nie imię to raczej kwe­stia mody. Poza ‘nie­śmier­tel­nymi’ Mariami, Annami i Kata­rzy­nami poja­wiają się raz Julie, kiedy indziej Oli­wie lub Nikole. W ubie­głym roku naj­więk­szą popu­lar­no­ścią cie­szyły się imiona Lena i Szy­mon. Nie ma co ukry­wać, że ogromny wpływ na wybie­rane opcje ma tele­wi­zja i inne środki maso­wego prze­kazu. Fla­go­wym przy­kła­dem są liczne Isaury, któ­rych ‘wysyp’ nastą­pił gdy emi­to­wano słynną tele­no­welę „Nie­wol­nica Isaura”.

Czy­taj całość »

Kategorie: Ameryka Południowa, Tradycja
Tagi: ,

Erzulie, czyli inna wersja znanego oblicza

27 marca 2012 | | Brak komentarzy

Czy obra­zek obok cze­goś nam nie przy­po­mina? Skąd znamy to „obli­cze, na nim cięte rysy dwie”? Tak, sko­ja­rze­nie z Matką Boską z Jasnej Góry jest jak naj­bar­dziej ade­kwatne; myli się jed­nak ten, kto uzna, że to wize­ru­nek Maryi. Po raz kolejny miesz­kańcy Ame­ryki dowo­dzą, że chrze­ści­jań­stwo (lub jego ele­menty) przyj­mo­wali po swojemu…

Na obra­zie wid­nieje bowiem Erzu­lie Dan­tor, loa, czyli nie­zwy­kle silny duch, któ­remu oddaje się cześć w reli­gii voodoo. Jest ona przede wszyst­kim patronką kobiet, gdyż nic, co zwią­zane z kobiecą stroną duszy – miłość, zazdrość, odda­nie czy gniew – nie jest jej obce. Z jed­nej strony przed­sta­wiana jest jako siła piękna, dobroci i miło­sier­dzia, z dru­giej nato­miast potrafi być bez­względną mści­cielką za doznane krzywdy. Rany na jej twa­rzy są pamiątką po poje­dynku z kobietą — według nie­któ­rych wer­sji z wła­sną sio­strą, inni zno­wuż twier­dzą, że są to ple­mienne ska­ry­fi­ka­cje. Nie­za­leż­nie od przy­czyny powsta­nia, bli­zny dowo­dzą, iż Erzu­lie jest silna i wytrzy­mała, odporna na prze­ciw­no­ści losu; i to też ofe­ruje swoim wyznaw­com: nie jest to loa, które pomaga szybko i łatwo zdo­być suk­ces i pie­nią­dze, ona tylko stwa­rza sto­sowne oka­zje i dodaje siły, gdy nie wszystko idzie zgod­nie z pla­nem. Cho­dzi ubrana w czer­wie­nie i błę­kity, a jej sym­bo­lem jest serce prze­bite nożem. Na ramie­niu opie­kuń­czo trzyma małe dziecko, córkę Anais, nie­ślubne potom­stwo z jed­nego ze swo­ich roman­sów. Stąd też wia­domo, że chroni ona dzieci i samotne matki, zapew­nia im bez­pie­czeń­stwo i pomaga się utrzy­mać. Jest zawziętą obroń­czy­nią kobiet i potrafi srogo zemścić się na tych, któ­rzy je mal­tre­tują i wyrzą­dzają im jaką­kol­wiek krzywdę. Nóż, czy też szty­let, obecny w jej sym­bo­lice ozna­cza nie tylko, iż była ona nie­jed­no­krot­nie zra­niona, ale także, że sama potrafi zada­wać nim rany — jedna z pie­śni do Erzu­lie mówi „Podaj­cie mi nóż, podaj­cie mi szty­let!”. Jej wście­kłość, tak samo jak jej miłość, jest potężna. To umi­ło­wa­nie kobiet spra­wiło, że została też patronką les­bi­jek, jed­nak służą jej i pro­szą ją o wspar­cie rów­nież męż­czyźni wier­nie i mocno zwią­zani z płcią przeciwną.

Wyznawcy voodoo wie­rzą, że Erzu­lie, obej­mu­jąc w posia­da­nie ciało swo­jej kapłanki i prze­ma­wia­jąc przez jej usta wezwała Haitań­czy­ków do wznie­ce­nia rewo­lu­cji prze­ciwko Fran­cu­zom. Kobieta zapła­ciła za to wysoką cenę: jej pobra­tymcy obcięli jej język, by nie mogła zdra­dzić tajem­nic bun­tow­ni­ków (inna wer­sja mówi, że stra­ciła go w trak­cie tor­tur we fran­cu­skiej nie­woli). Dla­tego też bogini nie potrafi mówić, a jest w sta­nie wyda­wać z sie­bie jedy­nie powta­rzaną sylabę „Ke – ke — ke”. Mowę Erzu­lie potrafi zro­zu­mieć tylko jej córka Anais, która służy matce za tłu­maczkę i pośredniczkę.

A skąd jej zna­jome obli­cze? Nasza pol­ska Matka Boska przy­wę­dro­wała na Haiti wraz z legio­ni­stami, któ­rzy wal­czyli w trak­cie powsta­nia prze­ciwko rebe­lian­tom, po stro­nie Fran­cu­zów. Z cza­sem jed­nak część z nich prze­szła na stronę powstań­ców, nio­sąc ze sobą obraz Maryi. Legio­ni­ści ode­szli, obraz Czar­nej Madonny pozo­stał, choć w nieco innej wer­sji i interpretacji…

 

 

* źródło por­tretu Erzu­lie: http://www.mysticvoodoo.com/erzulie.htm

Kategorie: Ameryka Południowa, Antropologia kultury, Matka Boska, przesądy
Tagi: ,

Inspiracje: Borys Malkin

24 lutego 2012 | | Brak komentarzy

Obiekty muze­alne są nudne… Poza okre­ślo­nym dato­wa­niem i pocho­dze­niem są kom­plet­nie pozba­wione histo­rii. Na ogół poda­ro­wał je Muzeum jakiś Bliżej-Nieznany-Kolekcjoner. Ot, kupił na targu i nie miał co z przed­mio­tem zrobić.

Ilu uczniów szkół bez waha­nia powtó­rzy­łoby powyż­sze zda­nia? A to prze­cież nie­prawda. Wiele obiek­tów można by wysta­wić nie­ko­niecz­nie ze względu na ich walory este­tyczne, ale wła­śnie ze względu na opo­wieść, która się za nimi kryje lub przez wzgląd na nie­zwy­kłą osobę, która dany przed­miot przy­wio­zła do Pol­ski. Nie­jed­no­krot­nie stoją za nimi podróż­nicy, któ­rzy pako­wali ple­caki czy walizy, by z cie­ka­wo­ścią odkry­wać jaki jest świat. Cza­sem do danego miej­sca skie­ro­wał ich prze­wrotny zbieg oko­licz­no­ści, kiedy indziej lata poszu­ki­wań. Ludzie ci udo­wad­niali, że świat jest bar­dziej zło­żony niż jasno nakre­ślone na mapach gra­nice państw, a swoim przy­kła­dem poka­zy­wali, czym jest praw­dziwa podróż i że roz­po­czę­cia jej potrzebna jest przede wszyst­kim pasja. To inspi­ra­cje, które do dziś po cichu kryją się w poszcze­gól­nych obiek­tach Muzeum Etno­gra­ficz­nego…

Czy­taj całość »

Kategorie: Ameryka Południowa, eksponaty, Muzealia
Tagi: , , , ,

ALASITAS

27 stycznia 2012 | | Brak komentarzy

Co roku, 24-go stycz­nia, boli­wij­skie La Paz zapeł­nia się sprze­daw­cami minia­tu­rek. W zmi­ni­ma­li­zo­wa­nej wer­sji można dostać wszystko: od dzban­ków i garn­ków, po dobry, mar­kowy samo­chód. Wszystko mak­sy­mal­nie kil­ku­na­sto­cen­ty­me­trowe. Tylko do czego może słu­żyć taki nabytek?

Tak naprawdę do niczego; przed­mioty mają bowiem zna­cze­nie sym­bo­liczne: kupu­jący mate­ria­li­zuje w ten spo­sób swoje marze­nia i plany na nad­cho­dzący rok, mając nadzieję, że dzięki wsta­wien­nic­twu bóstwa ajmara, Ekeko, staną się one rze­czy­wi­sto­ścią. Miał on jed­nak obfi­cie darzyć ludzi dobrami nie tylko mate­rial­nymi, ale także ducho­wymi i fizycz­nymi. Stąd też maleń­kie figurki dzieci dla pra­gną­cych potom­stwa, czy amu­lety dla spra­gnio­nych miło­ści (w tym jed­nak przy­padku, lepiej taki amu­let dostać, niż kupić samemu).

Święto to, nazwane Ala­si­tas, co w języku ajmara zna­czy “kup mi”, trwa ponad dwa tygo­dnie i przy­ciąga do mia­sta ponad cztery tysiące rze­mieśl­ni­ków i arty­stów, ale też roz­ma­itych firm, które mogą sprze­dać swoje pro­dukty w trak­cie nie­koń­czą­cego się targu.

Jed­nak to pierw­szy dzień jest naj­waż­niej­szy. Wtedy wła­śnie, w samo połu­dnie, odbywa się rytuał ch’alla, czyli skro­pie­nie minia­tu­rek alko­ho­lem i oka­dze­nie ich, połą­czone z modli­twą. W trak­cie tej cere­mo­nii mie­szają się wpływy przed­hisz­pań­skie i kato­lic­kie, nie­któ­rzy bowiem wzy­wają wsta­wien­nic­twa Ekeko, a inni Jezusa lub Matki Boskiej.

Maleń­kie przed­mioty tra­fiają potem do rąk dzieci, dla któ­rych do dziś sta­no­wią nie lada atrak­cję (nie­jedna mała dama urzą­dziła sobie tak miej­sce do zabawy w dom). Może to wła­śnie od nich i typowo dzie­cin­nego nawo­ły­wa­nia „Kup mi!” wzięła się nazwa święta?

Kategorie: Ameryka Południowa, Antropologia kultury, rok obrzędowy, Tradycja
Tagi: , ,

Mędrcy Świata

6 stycznia 2012 | | Brak komentarzy

Pod­czas w gdy w Pol­sce dla wielu osób święto Trzech Króli ozna­cza tylko wolne od pracy, w Mek­syku jest to dzień nie­cier­pli­wie ocze­ki­wany, zwłasz­cza przez naj­młod­szych. Zgod­nie bowiem z tra­dy­cją, która dotarła tam z Hisz­pa­nii, pre­zen­tów nie roz­daje dzie­ciom brzu­chaty pan w czer­wo­nym kostiu­mie, zwany z angiel­ska Santa Claus, a wła­śnie Reyes Magos – Mago­wie, któ­rzy przy­byli ze Wschodu. Sta­nowi to jasne nawią­za­nie do darów, które zło­żyli przed nowo­na­ro­dzo­nym Jezu­sem: złoto sym­bo­li­zo­wało jego kró­lew­ską naturę, kadzi­dło – boską, a mirra miała przy­wo­dzić na myśl przy­szłą męczeń­ską śmierć. Tak więc Trzej Mędrcy, któ­rzy byli w sta­nie dostrzec praw­dziwe prze­zna­cze­nie Dzie­ciątka leżą­cego na sia­nie, dziś potra­fią odgad­nąć ukryte pra­gnie­nia malu­chów i doro­słych, by móc im przy­nieść tra­fione podarki.

Świę­to­wa­nie roz­po­czyna się wie­czo­rem 5-go stycz­nia, kiedy to Kawal­kada Kró­lów Magów prze­cho­dzi przez mia­sto. W Hisz­pa­nii w orszaku idą nie tylko Mędrcy jadący na swo­ich wiel­błą­dach, ale i postaci spoza biblij­nego kanonu, jak cho­ciażby… Shrek czy Pio­truś Pan. W Mek­syku kawal­kada pozo­staje jed­naj bar­dziej tra­dy­cyjna, ale nie mniej cie­kawa. Kró­lo­wie pozdra­wiają wszyst­kich zebra­nych i hoj­nym gestem rzu­cają im cukierki lub inne sło­dy­cze.

Czy­taj całość »

Kategorie: Ameryka Południowa, rok obrzędowy, Tradycja
Tagi: , , , ,

Ze śmiercią trzeba się zaprzyjaźnić

5 listopada 2011 | | Brak komentarzy

Dla miesz­kańca Nowego Jorku, Paryża czy Lon­dynu śmierć to słowo, któ­rego nigdy nie wyma­wia, które nie może mu przejść przez usta. Mek­sy­ka­nin nato­miast drwi ze śmierci, pie­ści ją, cele­bruje, śpi z nią, jest ona jedną z jego ulu­bio­nych zaba­wek i jego nie­zmienną miło­ścią. (…) Śmierć jest obecna w naszych fie­stach, naszych zaba­wach, miło­ściach i myślach. Czaszki z cukru czy też z wyci­nanki, kolo­rowe szkie­lety ze sztucz­nych ogni, nasze ludowe spo­soby jej przed­sta­wia­nia są zawsze drwiną z życia, afir­ma­cją mar­no­ści i ulot­no­ści ludz­kiej egzystencji”.

Octavo Paz „Labi­rynt samotności”

Czy może być lep­szy opis tego, czym jest Dzień Zmar­łych w Mek­syku? Okres przy­go­to­wa­nia do tego święta i ono samo pozwa­lają oswoić się z prze­mi­ja­niem i wie­rzyć, że czło­wiek nigdy nie odcho­dzi do końca. Powraca raz do roku na zie­mię, by spo­tkać się z rodziną i przy­ja­ciółmi, żeby móc znów przez chwilę cie­szyć się ich towa­rzy­stwem oraz przy­ziem­nymi przy­jem­no­ściami, takimi jak jadło, napi­tek i muzyka.

Czy­taj całość »

Kategorie: Ameryka Południowa, Antropologia kultury, rok obrzędowy, Tradycja
Tagi: , , ,

Papel Picado: szczęśliwa śmierć z meksykańskich wycinanek

26 października 2011 | | Brak komentarzy

Papel picado to w dosłow­nym tłu­ma­cze­niu papier per­fo­ro­wany.  W potocz­nym rozu­mie­niu to deko­ra­cyjna wyci­nanka, która towa­rzy­szy Mek­sy­ka­nom w cele­bro­wa­niu licz­nych świąt rodzin­nych i reli­gij­nych, w szcze­gól­no­ści Święta Zmar­łych – Dia de los Muer­tosPapel picado to wizu­alne znaki nad­cho­dzą­cej fie­sty, mek­sy­kań­skiej eks­pre­sji oraz współ­ist­nie­nia życia i śmierci. Papel picado zdo­bią ulice, progi domów, wnę­trza miesz­kań i domowe ołta­rzyki. Wyko­nane z deli­kat­nego papieru, nie­za­leż­nie od warun­ków atmos­fe­rycz­nych, powie­wają na wie­trze wyzna­cza­jąc czas świętowania.

Papel picado to efe­me­ryczna sztuka poja­wia­jąca się i zni­ka­jąca w naj­róż­niej­szych kolo­rach w zależ­no­ści od rodzaju cele­bro­wa­nych uro­czy­sto­ści. Poszcze­gólne kolory przy­pi­sane są do kon­kret­nych świąt. Odcie­nie fio­letu poja­wiają się pod­czas Wiel­ka­nocy,  kolory tęczy z oka­zji Bożego Naro­dze­nia. Czer­wony, biały i zie­lony, jako kolory flagi mek­sy­kań­skiej, domi­nują 16 wrze­śnia w Święto Nie­pod­le­gło­ści i  w dniu patronki Mek­syku, Matki Boskiej z Guada­lupe.

Czy­taj całość »

Kategorie: Ameryka Południowa, Antropologia kultury, rok obrzędowy, Tradycja, wycinanka
Tagi: ,

Fiesta extra large

22 października 2011 | | Brak komentarzy

W Ame­ryce nie tylko dania i roz­miary ubrań są extra large, roz­ma­chu nabie­rają też pozo­stałe aspekty życia, jak cho­ciażby uro­czy­sto­ści. Stąd też wspo­mniana w poprzed­nim wpi­sie quin­ce­añera jest w Sta­nach zja­wi­skiem nie­zwy­kle cie­ka­wym: sta­nowi mie­szankę tra­dy­cji z róż­nych kra­jów laty­no­skich połą­czoną z pół­noc­no­ame­ry­kań­skim umi­ło­wa­niem do prze­sady i popkultury.

 Quin­ce­añerę przy­wieźli ze sobą imi­granci z klasy śred­niej. Pierw­szą oznaką zmian był kolor: sukienka jubi­latki mogła być skromna lub przy­po­mi­nać strój księż­niczki z bajek, zgod­nie z tra­dy­cją powinna mieć jed­nak kolor różowy (dla­tego też uro­czy­stość nazy­wano „la fie­sta rosa”). O takie było jed­nak trudno, więc nasto­latki zna­la­zły pro­dukt naj­bliż­szy temu poszu­ki­wa­nemu: suk­nie ślubne. Krój był ide­alny, wystar­czyło odciąć tren, a tra­dy­cyjny kolor został powoli zastą­piony bielą sym­bo­li­zu­jącą nie­win­ność. Dla­tego też na pierw­szy rzut oka nie­kiedy trudno odróż­nić czy mamy do czy­nie­nia z pięt­na­sto­latką pro­wa­dzoną do ołta­rza w kościele przez swo­jego hono­ro­wego szam­be­lana, czy z panną młodą idącą do ślubu.

Czy­taj całość »

Kategorie: Ameryka Południowa, Antropologia kultury, Tradycja
Tagi: , , , ,

Dorosła piętnastolatka

20 października 2011 | | Brak komentarzy

Dorosła piętnastolatkaW dniu osiem­na­stych uro­dzin zosta­jemy wszem i wobec uznani za ludzi doro­słych, co pociąga za sobą bar­dzo kon­kretne prawa i obo­wiązki: możemy gło­so­wać, pić i palić, ale za swoje postę­po­wa­nie możemy też odpo­wie­dzieć przed sądem. Jaki więc ma sens quin­ce­añera, hucz­nie obcho­dzone pięt­na­ste uro­dziny dziew­czyn z laty­no­skich rodzin, które w tym szcze­gól­nym dniu nie uzy­skują żadnego z powyższych?

 Ślady tej fie­sty (quin­ce­añera okre­śla zarówno jubi­latkę jak i samą uro­czy­stość) odnaj­du­jemy już w okre­sie pre­ko­lum­bij­skim, kiedy to matka udzie­lała wska­zówki swo­jej wcho­dzą­cej wkrótce w mał­żeń­skie życie córce (w tek­ście przy­ta­cza­nym przez brata Ber­nar­dino de Saha­gúna widać, jak mało zmie­niają się matki: chodź skrom­nie ubrana, żeby nie pomy­ślano, że się stro­isz, ale też nie ZA skrom­nie, żeby nikt nie pomy­ślał, że jesteś biedna, etc.). Póź­niej nastą­piło powolne mie­sza­nie się kul­tur i wpły­wów, wraz z kolo­ni­za­to­rami do Ame­ryki dotarły dwor­skie przy­ję­cia i bale debiu­tan­tek, a efek­tem tego jest wła­śnie współ­cze­sna quin­ce­añera.

Czy­taj całość »

Kategorie: Ameryka Południowa, Antropologia kultury, Tradycja
Tagi: , , , , ,

Latynoska religijność: Matka Boska od Kraku, Święty Maximón i amulety

3 października 2011 | | 3 komentarze

św. AntoniTego, że nasz spo­sób poj­mo­wa­nia i wyra­ża­nia wiary potrafi się dia­me­tral­nie róż­nić, nie muszę nikomu wyja­śniać. Są jed­nak rze­czy, które w Pol­sce zapewne zosta­łyby uznane za świę­to­kradz­two, a Ame­ryce tymczasem…

W lipcu w Cra­côlan­dii, dziel­nicy São Paulo zna­nej z obec­no­ści nar­ko­ma­nów i pro­sty­tu­tek sta­nęła figura Nossa Sen­hora do Crack, czyli Matki Boskiej od Kraku. Co nie­zwy­kłe, prze­ciwko takiemu przy­dom­kowi sta­nęli wła­śnie ci stali bywalcy oko­licy, gdyż… uznali, że to grzech nazy­wać w ten spo­sób Maryję. W środo­wi­sku kościel­nym wywo­łała ona pole­mikę, nato­miast sam arcy­bi­skup São Paulo, Odilo Pedro Sche­rer zamie­ścił wpis na Twi­ste­rze (sic!): „Matko Boska od Kraku, módl się za nimi. I za nami wszyst­kimi”.

Czy­taj całość »

Kategorie: Ameryka Południowa, Antropologia kultury, Matka Boska, rok obrzędowy, sztuka ludowa, Tradycja
Tagi: , , , , ,