﻿<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Ethnomuseum.pl Blog &#187; Antropologia kultury</title>
	<atom:link href="http://ethnomuseum.pl/blog/category/antropologia-kultury/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://ethnomuseum.pl/blog</link>
	<description>Blog Działu Etnografii Polski i Europy Państwowego Muzeum Etnograficznego w Warszawie</description>
	<lastBuildDate>Mon, 14 May 2012 10:37:16 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Maj w kolorach biało-czerwonych</title>
		<link>http://ethnomuseum.pl/blog/2012/05/03/maj-w-kolorach-bialo-czerwonych/</link>
		<comments>http://ethnomuseum.pl/blog/2012/05/03/maj-w-kolorach-bialo-czerwonych/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 03 May 2012 05:53:14 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Klara Sielicka</dc:creator>
				<category><![CDATA[Antropologia kultury]]></category>
		<category><![CDATA[polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Tradycja]]></category>
		<category><![CDATA[życie miasta]]></category>
		<category><![CDATA[flaga]]></category>
		<category><![CDATA[kolory]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ethnomuseum.pl/blog/?p=6606</guid>
		<description><![CDATA[….czerwona jak puchar wina, biała jak śnieżna lawina…. (fragm. wiersza K. I. Gałczyńskiego Pieśń o fladze)                 Wyrażenie stanu ducha  barwą – to zjawisko znane od wieków i nie chodzi tylko o strój żałobny (zresztą jako czarny wprowadzony dość późno w Europie).  Średniowieczny rycerz ‘zbrzydzony i znudzony światem’ dodawał do swego stroju coś z czerni i czerwieni,  akcentujący swa wierność przywdziewał zaś niebieski…. A może zaaplikować [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: left;" align="right"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2012/05/250px-Flag_of_Poland.jpg" rel="wp-prettyPhoto[g6606]"><img class="alignleft size-full wp-image-6607" title="250px-Flag_of_Poland" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2012/05/250px-Flag_of_Poland.jpg" alt="" width="250" height="267" /></a></p>
<p align="right">
<p align="right">….<strong>czerwona jak puchar wina,</strong><br />
<strong>biała jak śnieżna lawina</strong>….</p>
<p align="right">(fragm. wiersza K. I. Gałczyńskiego <em>Pieśń o fladze)</em></p>
<p>                Wyrażenie stanu ducha  barwą – to zjawisko znane od wieków i nie chodzi tylko o strój żałobny (zresztą jako czarny wprowadzony dość późno w Europie).  Średniowieczny rycerz ‘zbrzydzony i znudzony światem’ dodawał do swego stroju coś z czerni i czerwieni,  akcentujący swa wierność przywdziewał zaś niebieski…. A może zaaplikować żółte kwiaty na żółtaczkę, a czerwone na tamowanie krwi? Tak,  jeśli postępujemy według XVI-wiecznej nauki o sygnaturze, która każdej roślinie przypisywała pożyteczny dla człowieka kształt i kolor.</p>
<p>Polska  flaga, bo to ona ma być punktem wyjścia tej notki, edukowanym w Polsce dzieciom kojarzy się zawsze z ‘krwią i bliznami’. W wielkim koszu kultury poszukajmy jednak jeszcze innych znaczeń <strong>czerwieni </strong>i <strong>bieli,</strong> uznając je –tak jak i całą resztę barw– za funkcje kultury ze swoimi znaczeniami, kontekstami werbalnymi, społecznościowymi, różniącymi się odbiorem w swoim historycznym zróżnicowaniu.</p>
<p><strong>BIAŁY</strong></p>
<p>Biel kojarzono z jasnością dnia, a więc z ludzką aktywnością, słońcem, ładem, »[biały] jest najwspanialszą potęgą światła,(…) jest światłem samem« (Karol Libelt).  Biel to  świętość: stąd biały sęp nad głową faraona  strzegący egipskiego władcy i  stąd białe szaty kapłanów oraz biel zwierząt ofiarnych traktowanych często jako epifanie samych bóstw.  Biały wyraża również ideę chwały, promieniującą szczęśliwość, a np. w Kościele Katolickim podkreśla nastrój świąteczny i często łączony jest ze złotym. W polskim folklorze znajdujemy »<strong>białą</strong>« górę jako tę stojącą  w opozycji do góry ciemnej, »łysej«– złej.  Mówi się też o <strong>białym </strong>kamieniu– umieszczony na granicy między światami, jest związany z płodnością, dlatego w niektórych regionach pannę młoda sadzano właśnie na białym kamieniu i na takim też w piosenkach oplakiwano śmierć najbliższych (»<em> siedział Jasio na białym kamieniu/trzymał martwą Kasię na swojem ramieniu«</em>).   Owa »zaświatowość« bieli widoczna jest także w kolorze żałobnym, jakim biel jest  w wielu kulturach (także dawniej na wsiach polskich) , w bieli całunu, w bieleniu grobów… Najwięcej bieli w polskim stroju ludowym znajdziemy w tradycyjnym odzieniu z Biłgoraja, a także na Pogórzu.</p>
<p><strong>CZERWONY</strong></p>
<p>Czerwień to kolor krwi i ognia, mocy oczyszających i gniewu, wojny i miłości. Biorą ją sobie za atrybut bogowie słoneczni i wojowniczy (Mars, Perkun, Thor), jako symbol władzy przez wieki zgłaszają wyłączny akces władcy tego świata odziani w purpurę i szkarłat. W heraldyce szlacheckiej czerwień symbolizuje cnotę odwagi oraz waleczność. Czerwień w obrzędach weselnych często widzi się w strojach drużbów (np. czerwone szaliki w Azerbejdżanie, czerwone wstążki w Wielkopolsce), bo podkreśla ich godność,a  także symbolizuje sprowadzenie obecnych śmiertelników do sfery śmierci. Czerwień i śmierć – tak, to połączenie obecne w wielu rytuałach, spójrzmy chociazby na  malujacych się »na wojenną ścieżkę« Indian, ukraińskie czerwone pasy pogrzebowe i pomalowane na czerwono trumny w Nowej Zelandii.  Bo czerwień chroni – przed demonami, przed szkodą, przed pechem: przykład? Przewiązywanie, przetykanie nicią czerwoną było obecne w codzienności naszych pradziadów – w XIX wieku np. przywiązanie hazardziście do prawej ręki czerwoną nitka serca nietoperza zapewniało wygraną.</p>
<p>Z kolei ja sama  pamiętam uwagi młodych (!) matek kierowane do mnie; »a czemu wózek bez czerwonej wstążeczki? Ja swojemu synkowi przywiesiłam taką«. Od jakiegoś czasu widuję te kokardy całkiem pokaźnych rozmiarów – może powstał jakiś specjalny rynek związany z  niszą pt. <em>apotropeion</em>? W kazdym razie– gdyby Wam masło czy ciasto nie wychodziło– przykryjcie je czerwoną chustką jak to się dawniej robiło i poproście ukochanych o sznur czerwonych korali: odpędzą diabła, koszmary, obronią przed piorunami i wiatrami, chorobą.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ethnomuseum.pl/blog/2012/05/03/maj-w-kolorach-bialo-czerwonych/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Erzulie, czyli inna wersja znanego oblicza</title>
		<link>http://ethnomuseum.pl/blog/2012/03/27/erzulie-czyli-inna-wersja-znanego-oblicza/</link>
		<comments>http://ethnomuseum.pl/blog/2012/03/27/erzulie-czyli-inna-wersja-znanego-oblicza/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 27 Mar 2012 10:30:52 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Magda Guziejko</dc:creator>
				<category><![CDATA[Ameryka Południowa]]></category>
		<category><![CDATA[Antropologia kultury]]></category>
		<category><![CDATA[Matka Boska]]></category>
		<category><![CDATA[przesądy]]></category>
		<category><![CDATA[Erzulie; Ameryka Południowa]]></category>
		<category><![CDATA[loa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ethnomuseum.pl/blog/?p=6436</guid>
		<description><![CDATA[Czy obrazek obok czegoś nam nie przypomina? Skąd znamy to „oblicze, na nim cięte rysy dwie”? Tak, skojarzenie z Matką Boską z Jasnej Góry jest jak najbardziej adekwatne; myli się jednak ten, kto uzna, że to wizerunek Maryi. Po raz kolejny mieszkańcy Ameryki dowodzą, że chrześcijaństwo (lub jego elementy) przyjmowali po swojemu… Na obrazie widnieje bowiem Erzulie Dantor, loa, czyli niezwykle silny duch, któremu [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2012/03/Erzulie-1.jpg" rel="wp-prettyPhoto[g6436]"><img class="alignleft size-medium wp-image-6437" title="Erzulie 1" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2012/03/Erzulie-1-265x300.jpg" alt="" width="265" height="300" /></a>Czy obrazek obok czegoś nam nie przypomina? Skąd znamy to „oblicze, na nim cięte rysy dwie”? Tak, skojarzenie z Matką Boską z Jasnej Góry jest jak najbardziej adekwatne; myli się jednak ten, kto uzna, że to wizerunek Maryi. Po raz kolejny mieszkańcy Ameryki dowodzą, że chrześcijaństwo (lub jego elementy) przyjmowali po swojemu…</p>
<p>Na obrazie widnieje bowiem Erzulie Dantor, <em>loa</em>, czyli niezwykle silny duch, któremu oddaje się cześć w religii voodoo. Jest ona przede wszystkim patronką kobiet, gdyż nic, co związane z kobiecą stroną duszy – miłość, zazdrość, oddanie czy gniew – nie jest jej obce. Z jednej strony przedstawiana jest jako siła piękna, dobroci i miłosierdzia, z drugiej natomiast potrafi być bezwzględną mścicielką za doznane krzywdy. Rany na jej twarzy są pamiątką po pojedynku z kobietą — według niektórych wersji z własną siostrą, inni znowuż twierdzą, że są to plemienne skaryfikacje. Niezależnie od przyczyny powstania, blizny dowodzą, iż Erzulie jest silna i wytrzymała, odporna na przeciwności losu; i to też oferuje swoim wyznawcom: nie jest to <em>loa</em>, które pomaga szybko i łatwo zdobyć sukces i pieniądze, ona tylko stwarza stosowne okazje i dodaje siły, gdy nie wszystko idzie zgodnie z planem. Chodzi ubrana w czerwienie i błękity, a jej symbolem jest serce przebite nożem. Na ramieniu opiekuńczo trzyma małe dziecko, córkę Anais, nieślubne potomstwo z jednego ze swoich romansów. Stąd też wiadomo, że chroni ona dzieci i samotne matki, zapewnia im bezpieczeństwo i pomaga się utrzymać. Jest zawziętą obrończynią kobiet i potrafi srogo zemścić się na tych, którzy je maltretują i wyrządzają im jakąkolwiek krzywdę. Nóż, czy też sztylet, obecny w jej symbolice oznacza nie tylko, iż była ona niejednokrotnie zraniona, ale także, że sama potrafi zadawać nim rany — jedna z pieśni do Erzulie mówi „Podajcie mi nóż, podajcie mi sztylet!”. Jej wściekłość, tak samo jak jej miłość, jest potężna. To umiłowanie kobiet sprawiło, że została też patronką lesbijek, jednak służą jej i proszą ją o wsparcie również mężczyźni wiernie i mocno związani z płcią przeciwną. <a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2012/03/Erzulie-2.jpg" rel="wp-prettyPhoto[g6436]"><img class="alignright size-thumbnail wp-image-6438" title="Erzulie 2" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2012/03/Erzulie-2-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a></p>
<p>Wyznawcy voodoo wierzą, że Erzulie, obejmując w posiadanie ciało swojej kapłanki i przemawiając przez jej usta wezwała Haitańczyków do wzniecenia rewolucji przeciwko Francuzom. Kobieta zapłaciła za to wysoką cenę: jej pobratymcy obcięli jej język, by nie mogła zdradzić tajemnic buntowników (inna wersja mówi, że straciła go w trakcie tortur we francuskiej niewoli). Dlatego też bogini nie potrafi mówić, a jest w stanie wydawać z siebie jedynie powtarzaną sylabę „Ke – ke — ke”. Mowę Erzulie potrafi zrozumieć tylko jej córka Anais, która służy matce za tłumaczkę i pośredniczkę.</p>
<p>A skąd jej znajome oblicze? Nasza polska Matka Boska przywędrowała na Haiti wraz z legionistami, którzy walczyli w trakcie powstania przeciwko rebeliantom, po stronie Francuzów. Z czasem jednak część z nich przeszła na stronę powstańców, niosąc ze sobą obraz Maryi. Legioniści odeszli, obraz Czarnej Madonny pozostał, choć w nieco innej wersji i interpretacji…</p>
<p> </p>
<p> </p>
<p>* źródło portretu Erzulie: http://www.mysticvoodoo.com/erzulie.htm</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ethnomuseum.pl/blog/2012/03/27/erzulie-czyli-inna-wersja-znanego-oblicza/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Psychopompos z zawiniątkiem</title>
		<link>http://ethnomuseum.pl/blog/2012/03/19/psychomopos-z-zawiniatkiem/</link>
		<comments>http://ethnomuseum.pl/blog/2012/03/19/psychomopos-z-zawiniatkiem/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 19 Mar 2012 06:19:11 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Klara Sielicka</dc:creator>
				<category><![CDATA[Antropologia kultury]]></category>
		<category><![CDATA[przesądy]]></category>
		<category><![CDATA[Tradycja]]></category>
		<category><![CDATA[bocian]]></category>
		<category><![CDATA[bocianie łapy]]></category>
		<category><![CDATA[Warszewo]]></category>
		<category><![CDATA[wiosna]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ethnomuseum.pl/blog/?p=6397</guid>
		<description><![CDATA[»Bocian, bocian kiszka, przynieś mi braciszka! Bocian, bocian kaczka, przynieś mi dzieciaczka!« — krzyczały niegdyś dzieci z okolic Białegostoku.  Bociek przynoszący dzieci – to najbardziej chyba popularny obrazek kojarzący nam sie z długonogim  klekoczącym Wojtkiem, Grześkiem czy busłem.  Kobieta potrącona przez przebierańca zapustnego– bociana, ani chybi zajdzie w ciążę,  widok bociana lecącego nad domem wróży narodziny, figurki tego ptaka z zawiniątkiem [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2012/03/bociek.jpg" rel="wp-prettyPhoto[g6397]"><img class="alignleft size-medium wp-image-6398" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2012/03/bociek-300x200.jpg" alt="" width="300" height="200" /></a>»Bocian, bocian kiszka, przynieś mi braciszka! Bocian, bocian kaczka, przynieś mi dzieciaczka!« — krzyczały niegdyś dzieci z okolic Białegostoku.  Bociek przynoszący dzieci – to najbardziej chyba popularny obrazek kojarzący nam sie z długonogim  klekoczącym Wojtkiem, Grześkiem czy <em>busłem.</em>  Kobieta potrącona przez przebierańca zapustnego– bociana, ani chybi zajdzie w ciążę,  widok bociana lecącego nad domem wróży narodziny, figurki tego ptaka z zawiniątkiem w dziobie spotykamy w obrzędowości weselnej (chociażby na kartkach okolicznościowych w Polsce), w  mitologii  rzymskiej bocian poświęcony bogini Wenus przynosi zapowiedzi związane z miłością i małżeństwem, a polska panna wypatrzywszy boćka na wiosennym niebie także mogła być pewna szybkiego zamążpójścia.  Z kolei Japonczycy ustawiają w domu pana młodego weselne drzewko z bocianim gniazdem i pisklętami, ozdobione kwiatami i innymi symbolami szczęścia.  Ciekawostką z naszego terenu jest fakt, iż  w XVI wieku bocian = szczęście: mówiąc »bociana sprowadzić«  mówiło się tym samym: „sprowadzić szczęście”.<span id="more-6397"></span></p>
<p style="text-align: justify">           Wojtki zlecą się na świętego Józefa (19 marca) – wtedy jeszcze z »resztkami śniegu na skrzydłach«, a już w pełni wiosennie przywitają polskie sioła 25 marca, gdyż na »Zwiastowanie w każdym gnieździe bocian stanie«. Opuszczą nas w dniu św. Bartłomieja (24 sierpnia) który „tykami zagna żaby do błota” – nie mające pożywienia boćki omówią sprawy na swych »sejmikach« i wyruszą w daleką podróż.</p>
<p style="text-align: justify">           Jednak to pozornie  proste w odbiorze stworzenie, ma swoją mroczną historię, którą śledzimy naszym folklorystycznym okiem…  Bocian był kiedyś człowiekiem. Bóg kazał mu zniszczyć worek  »pełen plugastwa«, jednak ciekawski chłop rozwiązał worek i wszystkie myszy, utrapienne owady, żabska i węże opanowały świat. Winowajca przemienił się w bociana, a karą jego jest latanie po świecie i zbieranie zawartości worka. Bocian– człowiek nosi więc człowiecze imię, płacze ludzkimi łzami, przejawia empatię równą ludzkiej. Na polskiej wsi do dziś panuje silne przekonanie, iż chcąc odkupić swe winy, ptak ów opiekuje się  nadzwyczaj bocianiątkami, tworzy rodzinę na wzór ludzkiej, opiekuje sie w stadzie też starszymi osobnikami, stąd np. prawo rzymskie nakazujące opiekę nad starymi rodzicami nosiło nazwę »bocianiego«.</p>
<p style="text-align: justify">           Bociana– człowieka trzeba traktować po człowieczemu – zbudować mu dom, nie przeszkadzać po przylocie (istniał zakaz rąbania drew na podwórzu, głośnych rozmów i hałasu), a w niejakich Modliszewicach bocian był leczony w szpitalu — gdy »umarł« został pochowany z honorami. Strącenie gniazda to najgorszy grzech i sprowadzenie nieszczęścia na całą wieś, zabicie zaś bociana w starożytności równało się karze śmierci dla mordercy, a w Polsce XVII-XVIII wiecznej taki czyn zamieniał kolor mleka na zabarwiony krwią. Dopiero pod koniec XIX wieku w Polsce myśliwi zaczęli strzelać do bocianów, za nic sobie mając ich moc wróżebną np. związaną z meterologią.</p>
<p style="text-align: justify">           Jak to w folklorze bywa, ochrona bociana stoi  w opozycji do rozpoznanych przez lud właściwosci leczniczych, jakie ptak ów posiada. I tak żołądek bociana był dobry na wszystkie choroby bydła. Nogi chorego na podagrę człowieka obwiazywano ścięgnami bociana.  Cierpiałeś na reumatyzm– bolace miejsca  należało okładać rozerwanym żywcem bocianiątkiem. Spożycie  zaś mięsa tego ptaka ochroni cię przed trucizną. Chorzy na febrę wysyłali z chusteczkami rodzinę – trzeba było zawiązać węzełki na chusteczce w momencie przylotu powracających bocianów, a następnie dać  do rozwiązania choremu, który szybko miał wyzdrowiać po takiej sekwencji działań.</p>
<p style="text-align: justify">            Cykliczne zjawianie się i znikanie bociana, a także jego związek z tym, co pod ziemią, powiązały go w wierzeniach ze sferą zaświatów. W polskim folklorze istniało wierzenie, że bocian przynosi klucze do otwarcia ziemi, a otwarcie to  rozumie się i jako wiosenną rewitalizację, i jako dostęp do  świata zmarłych. W wielu krajach był traktowany jako <em>psychopompos , </em>czyli przewodnik wiodący dusze umarłych do krainy duchów. Chata z bocianem była »czysta«, wolna od złych duchów.</p>
<p style="text-align: justify">           Tymczasem na bociany z<a href="http://www.warszewo.pl/bociany" target="_blank"> Warszewa </a>czeka kawał internetowego towarzystwa , a etno –czytelnikom bloga polecam wypiek uformowanych z ciasta »łap bocianich«. Łapę taką należy chwycić i - z okrzykiem »busoł! busoł!« –machać , gdy bociek kołuje nad domem. Łapa włożona  do gniazda zagwarantuje Wam wszelaką pomyślność oczywiście. Warto też zapamiętać »zaklepywankę« szczęścia zanotowaną przez etnografów w okolicach Białegostoku: „Raz, dwa, trzy– bocian, moje szczęście, stop!” Ta wiosna <strong>musi</strong> być szczęśliwa, czego Wam z  mej podmiejskiej chatki życzę, na razie ogłuszona gwizdem kosów i szaleństwem kompanii  kawek  oraz sikorek.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ethnomuseum.pl/blog/2012/03/19/psychomopos-z-zawiniatkiem/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Co robi etnolog w Gorcach?</title>
		<link>http://ethnomuseum.pl/blog/2012/03/05/co-robi-etnolog-w-gorcach/</link>
		<comments>http://ethnomuseum.pl/blog/2012/03/05/co-robi-etnolog-w-gorcach/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 05 Mar 2012 10:01:37 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Bratek Robotycki</dc:creator>
				<category><![CDATA[Antropologia kultury]]></category>
		<category><![CDATA[przesądy]]></category>
		<category><![CDATA[Almatsy]]></category>
		<category><![CDATA[Gorce]]></category>
		<category><![CDATA[Loch Ness]]></category>
		<category><![CDATA[Otzi]]></category>
		<category><![CDATA[Yeti]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ethnomuseum.pl/blog/?p=6231</guid>
		<description><![CDATA[Kolejne pytanie, na które odpowiedź zdaje narzucać się sama… Jest na badaniach terenowych; inwentaryzuje ostatnie, rozpadające się gorczańskie szałasy — uwielbia wszakże drewniane budownictwo ludowe; odwiedza ostatnich jeszcze żyjących w Ochotnicy i okolicznych dolinach gospodarzy, co po Gorcach wędrowali małymi wydeptanymi ścieżkami, co pamiętają brak hałasu motoru spalinowego w górach, — narzędzia gospodarcze to jego konik; szuka gorczańskich skrzyń z kwietnym motywem i innych [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2012/02/20120113045.jpg" rel="wp-prettyPhoto[g6231]"><img class="alignleft size-medium wp-image-6305" title="20120113045" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2012/02/20120113045-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" /></a>Kolejne pytanie, na które odpowiedź zdaje narzucać się sama… Jest na badaniach terenowych; inwentaryzuje ostatnie, rozpadające się gorczańskie szałasy — uwielbia wszakże drewniane budownictwo ludowe; odwiedza ostatnich jeszcze żyjących w Ochotnicy i okolicznych dolinach gospodarzy, co po Gorcach wędrowali małymi wydeptanymi ścieżkami, co pamiętają brak hałasu motoru spalinowego w górach, — narzędzia gospodarcze to jego konik; szuka gorczańskich skrzyń z kwietnym motywem i innych sprzętów: jarzma do pracy w polu z wołkiem, grzebieni do borówek, drewnianej snycerki, stołów, naczyń drewnianych nart smarowanych smołą gdy zimą szło się w góry… Ale tak, tak to wygląda już tylko sen etnologa/grafa. Na jawie był tam zwyczajnie poczłapać na nartach i zobaczyć prawdziwą zimę, pobyć w samotności, uciec z miasta.<span id="more-6231"></span></p>
<p style="text-align: justify;">Brnąc czasem w śniegu nawianym po pas (nawet narty nie chroniły go przed zapadaniem się) sunął w ciszy słysząc stłumiony stukot własnych wiązań, świst fok o śnieg, co i raz łomot opadających z drzew czap śniegu i huczący wiatr– zatem czy w ciszy? Uciekł z miasta szukać ciszy — a tu z deszczu pod rynnę. Ale czy na pewno?</p>
<p style="text-align: justify;">Cóż cisza jako taka w naturalnym środowisku przecież nie istnieje. Jest cisza wymysłem człowieka poszukującym najprostszych odpowiedzi, wyrazem binarnego uproszczenia, nieprecyzyjnością i nieporadnością języka, konfliktem znaczenia, czymś obecnym/nieobecnym tylko w specjalnych studiach wygłuszonych kształtem i fakturą.W studiach, gdzie Jagger, Rogers czy Gardiner nagrywają brak ciszy sprzedawany w niezliczonych ilościach. Gdyby rzeczywiście istniała — w sensie braku dźwięku — już dawno z naszych (miró)kosteczek –młoteczków, kowadełek i strzemiączek — ewolucja zrobiłaby kolejną parę oczu zmieniając kubizm w wielowymiarowy hipernaturalizm, a kino 3D od lat byłby przeżytkiem. A tylko temu, że stale coś słyszymy zawdzięczamy sposobność mówienia o ciszy: złowieszcza, przerażająca, błoga, kojąca. To tylko nasze niedoskonałe ucho pozwala nam pytać co jest ciszą gdzie(?), jak cisza brzmi(?), jaka cisza jest(?), co cisza znaczy?. Wyraźnie słychać kulturowy rys ciszy.</p>
<p style="text-align: justify;">Ale wcale nie o ciszy w Gorcach będzie, ani nawet o Gorcach samych, a za to o stworzeniach, które cisza, samotność i przestrzeń rodzą.<a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2012/02/20120113042.jpg" rel="wp-prettyPhoto[g6231]"><img class="alignright size-thumbnail wp-image-6304" title="20120113042" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2012/02/20120113042-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a></p>
<p style="text-align: justify;">Czy mógł etnolog spotkać w małych Gorcach Yeti, którego poszedł tam szukać? Czy Otzi w tarapaty wpadł, bo na odcisk stanął jakiejś “wielkiej stopie”? Wydaje się, że nie. Każdy chyba umiałby etnologowi wskazać miejsce, gdzie najłatwiej można zobaczyć Yeti. Legendy i badania prowadzą w Himalaje. Reinhold Messner napisał w swojej książce, że widział takowego stwora – ale przyciskany nie pisnął o nim nic interesującego, czego nie wiedzieliby już wcześniej kryptozoolodzy. Z różnorodności przekazów dotyczących mongolskiego Almatsy wynika, że tamtejsze Yeti nie jest jedynakiem, że nie przepada za kontaktem z istotami swojej rasy – woli ludzi, których porywa z przeróżnych powodów i motywacji, raz po raz są to cele matrymonialne, czego można się dowiedzieć z legend koczowników. Płeć męska Almatsy też nie jest tak oczywista. Mówi się, że Almatsy porywa również i mężczyzn w celach prokreacji.</p>
<p style="text-align: justify;">Północno amerykańska „Wielka Stopa”- czyż to nie daleki krewny himalajskiego człowieka śniegu? Nie łączy ich miecz czy kądziel, a o dziwo w głowie antropologa są oni sobie bardzo bliscy. Tyle, że do tych hominidów antropolog dołączyłby wielkiego kalmara z opowieści Verne’a, „Potwora z Loch Ness”, bazyliszka, norweskie olbrzymy z Jutenheimu, czy medialne i ludowe podania wyrastające wokół wielkiego kota, który grasował po Polsce w 2009r.. Nie łączy ich genetyka, rodzina, czy biologicznie rozumiany gatunek. Gdzie zatem jest ten punkt wspólny? Najprostszą odpowiedzią jest — kultura i skłonność człowieka do nadinterpretacji .</p>
<p style="text-align: justify;"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2012/02/20120113039.jpg" rel="wp-prettyPhoto[g6231]"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-6303" title="20120113039" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2012/02/20120113039-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a>Podstawowym z nich jest ludzka wyobraźnia, która płata figle w nieznanych, stresujących sytuacjach. A te bardzo często wiążą się z przyrodą, która nas otacza. W górskich, leśnych, morskich, pustynnych pejzażach, słowem we wszystkich tych, które gubią swój rozmiar w horyzoncie, człowiek dostrzegał tajemniczość, a to budziło jego obawę. Kolejną wspólną cechą jest/była owa tajemniczość, która w wchodząc w zręby tradycji stawała się podporą dla mitycznej opowieści o wspaniałych mieszkańcach gór, o skarbach ukrytych w jeziorach, czy miejscach inicjacyjnych prób w leśnych ostępach. Ta opowieść w konfrontacji rzeczywistości wyobrażonej z zastanym stanem przyrody kształtowała postaci, które zamieszkiwały/zamieszkują te miejsca i w pewien sposób były/są ich reprezentacjami i metaforycznymi przedstawieniami — i tak Yeti od człowieka jest większy, sprawniejszy, wytrzymalszy, tajemniczy, nieodgadniony, biały i co waż<a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2012/02/20120113046.jpg" rel="wp-prettyPhoto[g6231]"><img class="alignright size-thumbnail wp-image-6302" title="20120113046" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2012/02/20120113046-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a>ne owłosiony (włosy to temat na inne rozważania). W tym przypadku mogą one symbolicznie odsyłać nas do dzikości, braku przynależności do grupy ludzi, mediacyjnego charakteru istoty itp. — Tego typu wyjaśnienie wypływa z pewnej swoistej, romantyczno-mitologicznej wizji świata, który zamieszkiwały różne istoty i który poznawalny był tylko w ograniczonym stopniu.  Współcześnie bliżej nam chyba do wyjaśnienia psychologiczno-egzystencjalnego, gdzie te wszystkie wyobrażone stwory nie uosabiają przestrzeni o określonych cechach, ale nas samych, którzy swoje lęki i strachy we wszystko wpisujemy, gdzie chwilowe trudności z akceptacją rzeczywistości ziszczają się w potworach, które następnie pryskają przy rozumowej analizie.  Takie rozwiązanie zagadki wydaje się być całkiem słuszne, zważywszy na to, że najczęściej widujemy “zwierzoczłekoupiory” kiedy jesteśmy sami, w ekstremalnie trudnych i stresujących organizm sytuacjach. Yeti i himalaizm zdaje się być idealną parą, upostaciowieniem nieludzkiego wysiłku, strachu i stresu.</p>
<p style="text-align: justify;">Zatem czy w Gorcach grasuje Yeti? Oczywiście, że tak i co więcej — nie jeden.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ethnomuseum.pl/blog/2012/03/05/co-robi-etnolog-w-gorcach/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Ursus carnavalis</title>
		<link>http://ethnomuseum.pl/blog/2012/02/21/ursus-carnavalis/</link>
		<comments>http://ethnomuseum.pl/blog/2012/02/21/ursus-carnavalis/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 21 Feb 2012 10:31:35 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Amudena Rutkowska</dc:creator>
				<category><![CDATA[Antropologia kultury]]></category>
		<category><![CDATA[badania terenowe]]></category>
		<category><![CDATA[rok obrzędowy]]></category>
		<category><![CDATA[sztuka ludowa]]></category>
		<category><![CDATA[Tradycja]]></category>
		<category><![CDATA[karnawał]]></category>
		<category><![CDATA[miś]]></category>
		<category><![CDATA[ursus carnavalis]]></category>
		<category><![CDATA[zapusty]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ethnomuseum.pl/blog/?p=6233</guid>
		<description><![CDATA[Założę się, że każdy kto czyta te słowa widział choć raz film „Miś” Stanisława Barei. Idę też o drugi zakład, że mało kto wie, iż ów przedziwny twór istnieje w rzeczywistości pozafilmowej. Do czego służy? Dlaczego jest słomiany? Czy bywa też inny? W jakich rozmiarach? I przede wszystkim, dlaczego podobne mu istoty zasiedlają w dużych ilościach magazyny i sale wystawowe nie tylko polskich muzeów [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="attachment_6257" class="wp-caption alignleft" style="width: 197px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2012/02/katalog-wystawy-PME2.jpg" rel="wp-prettyPhoto[g6233]"><img class="size-medium wp-image-6257" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2012/02/katalog-wystawy-PME2-187x300.jpg" alt="" width="187" height="300" /></a><p class="wp-caption-text">fot. K. Leśniewska (katalog wystawy PME)</p></div>
<p style="text-align: justify">Założę się, że każdy kto czyta te słowa widział choć raz film „Miś” Stanisława Barei. Idę też o drugi zakład, że mało kto wie, iż ów przedziwny twór istnieje w rzeczywistości pozafilmowej. Do czego służy? Dlaczego jest słomiany? Czy bywa też inny? W jakich rozmiarach? I przede wszystkim, dlaczego podobne mu istoty zasiedlają w dużych ilościach magazyny i sale wystawowe nie tylko polskich muzeów etnograficznych?</p>
<p style="text-align: justify">Tytułowa maszkara stanowi podstawowy składnik zwierzo-człeczej menażerii zakradającej się do ludzkich siedzib w okresie zimowym. W Polsce bywa nazywana niedźwiedziem zapustnym, a widuje się ją w dwóch postaciach: jako przebierańca — mężczyznę przywdziewającego niedźwiedzi kostium w skali 1:1, lub też jako kukłę, zazwyczaj słomianą czyli z materiału idealnie poddającego się wpływowi przeróżnych żywiołów. Trzeba bowiem wiedzieć, że dla niedźwiedzia zabawa kończy się niewesoło. Ulega zagładzie poprzez zadźganie, powieszenie, spalenie lub utopienie by móc odrodzić się za rok, a jego śmierć jest rodzajem ofiary, dzięki której ludzkość ciągnie dalej swój znojny żywot.<span id="more-6233"></span></p>
<div id="attachment_6247" class="wp-caption alignright" style="width: 160px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2012/02/Szymborze-fot.-A.Wende_1.jpg" rel="wp-prettyPhoto[g6233]"><img class="size-thumbnail wp-image-6247" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2012/02/Szymborze-fot.-A.Wende_1-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a><p class="wp-caption-text">Szymborze fot. A.Wende</p></div>
<p style="text-align: justify">Jakie są przyczyny tej nieprzychylności i dlaczego spotyka ona akurat niedźwiedzia? Wyjaśnienie tej zagwozdki wymaga odrzucenia dzisiejszego bagażu pojęć i sądów na temat dobrego i złego. Obecnie wartości te funkcjonują w formie nieco „wyssanej”, wyjałowionej, żyją zwieszone w próżni. Tradycyjny światopogląd nigdy ich od siebie nie oddzielał wierząc, że żadne zjawisko, miejsce, istota czy pora dnia nie są same z siebie wrogie człowiekowi ani też bardzo wobec niego przyjacielskie. Są to raczej istnienia posiadające moc, a możliwości ich użycia bywają różne w zależności od intencji sprawcy.  „Dobre” słowo wypowiedziane w „złą” godzinę może obrócić się na korzyść wymawiającego je człowieka lub też stać się niebezpieczne, jeżeli zaistnieją odpowiednie warunki. Zamawiaczka może „zamówić” chorobę lub rzucić urok, sama pozostając neutralna. Nie wchodząc dalej na delikatny grunt magii ludowej wystarczy wiedzieć, że w orszaku zwierząt wyposażonych w siłę nadnaturalną niedźwiedź znajduje się na jednej z pierwszych pozycji, do spółki z wilkiem.</p>
<div id="attachment_6237" class="wp-caption alignleft" style="width: 160px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2012/02/Bu%C5%82garia-fot.-M.P.-Mall%C3%A9.jpg"><img class="size-thumbnail wp-image-6237 " src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2012/02/Bu%C5%82garia-fot.-M.P.-Mall%C3%A9-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a><p class="wp-caption-text">Bułgaria fot. M.P. Mallé</p></div>
<p style="text-align: justify">Umiejscowiono go na pograniczu świata ludzkiego i zwierzęcego z powodu pewnej puli zachowań upodabniających go do człowieka. Walczy w pozycji pionowej, potomstwa ma niewiele, lubi słodkości (jego słowiańska nazwa kładzie nacisk na upodobanie do miodu), a jego łapa ma wielkość ludzkiej stopy. Jednocześnie uosabia grozę swym donośnym rykiem, kudłatością (stąd litewski „lokis”), wybornym uzębieniem i ostrym pazurem. Znika na pół roku zapadając w sen, co czyni go łącznikiem z zaświatami. Przypisywano mu zarówno mądrość, odwagę jak i  lenistwo, rozwiązłość (cóż on tam może czynić całą zimę w jednej małej gawrze z niedźwiedzicą?). Wierzono, że jego mięso leczy epilepsję, skórka przyłożona do serca czyni odważnym, ale już zjedzenie mózgu grozi szaleństwem. Był i dobry i zły, trochę zwierzę – trochę człowiek, a wszystkie te cechy sprawiły, że otaczano go kultem przejawiającym się w różny sposób.</p>
<div id="attachment_6236" class="wp-caption alignright" style="width: 160px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2012/02/Tyrol-fot.-M.P.-Mall%C3%A9.jpg"><img class="size-thumbnail wp-image-6236" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2012/02/Tyrol-fot.-M.P.-Mall%C3%A9-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a><p class="wp-caption-text">Tyrol fot. M.P. Mallé</p></div>
<p style="text-align: justify">Przybranie niedźwiedziej skóry lub substytutu skóry sprawia, że charakter i moc przypisywana zwierzęciu przenosi się na noszącego taki strój człowieka. Zyskuje on możliwość przekazywania swej  mądrości, witalności i błogosławieństw. Jest boskim posłańcem a jednocześnie stworzeniem z piekła rodem.  Ten, kto przywdziewa misiową powłokę nie może przebywać wśród ludzi zbyt długo, a i to nie kiedykolwiek bądź. Istnieje na pograniczu, więc pojawia się tylko w granicznych momentach — w trakcie świąt. Spaceruje w grupach złożonych z istot niedookreślonych, mitycznych. Apogeum jego panowania przypada na okres karnawału, szczególnie często widuje się go w ostatnim, najintensywniejszym tygodniu fetowania.</p>
<p style="text-align: justify">Misia można zobaczyć jeszcze w wielu miejscach w Polsce. Przy czym mapa jego występowania pokrywa się niemal idealnie z mapą aktywności karnawałowej. Zaryzykuję nawet twierdzenie: gdzie karnawał, tam niedźwiedź. Proszę tylko spojrzeć na kilka przykładów:</p>
<p style="text-align: justify">Szymborze – kiedyś wieś, dziś jedna z dzielnic Inowrocławia. Od rana pochód przebierańców z Klubu Kawalerów zagląda do domów, sklepów i wszelakich miejsc użyteczności publicznej smarując oblicza napotkanych Szymborzan pastą do butów i obwieszczając rychły koniec karnawału. Słomiany kostium niedźwiedzia powstał w 1942 lub 43 roku i od tego czasu bywa noszony co roku bez większych przeróbek. Należy tylko czasem doczepić to, co się urwało, załatać, co wydarte, a nade wszystko, uważnie obchodzić się z niedźwiedziem (część trasy przejeżdża on komfortowo samochodem).</p>
<div id="attachment_6238" class="wp-caption alignright" style="width: 160px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2012/02/G%C3%B3ra%C5%BCd%C5%BCe-fot.-L.-Okos.jpg"><img class="size-thumbnail wp-image-6238" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2012/02/G%C3%B3ra%C5%BCd%C5%BCe-fot.-L.-Okos-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a><p class="wp-caption-text">Górażdże fot. L. Okos</p></div>
<p style="text-align: justify">Górażdże – wodzenie niedźwiedzia trwa od piątku do soboty. Prowadzony na postronku odwiedza wszystkie domy, obtańcowując mieszkające tam panie. Po drodze należy koniecznie wyrwać mu choć ździebełko słomy (każdy), następnie doprowadzić pod sąd, oskarżyć o sprowadzanie na ludzkość wszelkiego grzechu  (wszyscy) i zabić (myśliwy). Śmieć niedźwiedzia stanowi kulminację karnawałowej zabawy.</p>
<div id="attachment_6240" class="wp-caption alignleft" style="width: 160px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2012/02/Jedli%C5%84sk-fot.-A.Rutkowska.jpg"><img class="size-thumbnail wp-image-6240 " src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2012/02/Jedli%C5%84sk-fot.-A.Rutkowska-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a><p class="wp-caption-text">Jedlińsk fot. A. Rutkowska</p></div>
<p style="text-align: justify">Jedlińsk – kolejny sąd, tym razem nad Śmiercią. Postać kostuchy pojawia się niemal wszędzie w karnawałowych korowodach, jednak tylko tu udający ją człowiek zostaje rytualne ścięty katowskim mieczem. Jak pozwalają przypuszczać źródła historyczne,  ten steatralizowany obrzęd oglądają zgromadzeni na rynku Jedlińszczanie co najmniej od XVII wieku. Aktorzy biorący udział w tym swoistym spektaklu rekrutują się wyłącznie spośród mieszkańców, przy czym w wielu przypadkach jest to wielopokoleniowa tradycja rodzinna. Oprócz aktorów, mamy też przebierańców krążących swobodnie od samego rana po całej osadzie próbując zatrzymać tych, którzy idą, jadą, uciekają i wydobyć od nich choćby symboliczny datek. Wśród chmary małych diabłów odgrywanych przez dzieci pojawia się i niedźwiedź. Jego strój przez lata nieco stracił na groźnym wyglądzie. Kiedyś wykonany samodzielnie z odwróconego na lewą stronę kożucha przewiązanego w pasie sznurem i elementem najistotniejszym – futrzastym wielkim łbem z kłapiącą szczęką przemienił się w zaprojektowanego przez kostiumologa dużego pluszaka. Na szczęście cały czas można w nim rozpoznać niedźwiedzia.</p>
<p style="text-align: justify">Za granicą miś to karnawałowy chleb powszedni – prowadzony na łańcuchu, uciekający przez polowaniem, napadający na kobiety, odgrywający walkę z innymi niedźwiedziami, zawsze zostaje jednak pojmany i jeśli nie zabity, to chociaż ostrzyżony i tym sposobem zamieniony w człowieka.</p>
<div id="attachment_6243" class="wp-caption alignleft" style="width: 160px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2012/02/Macedonia-fot.-A-Rutkowska.jpg" rel="wp-prettyPhoto[g6233]"><img class="size-thumbnail wp-image-6243" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2012/02/Macedonia-fot.-A-Rutkowska-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a><p class="wp-caption-text">Macedonia fot. A.Rutkowska</p></div>
<p style="text-align: justify">A co z barejowską kukłą? Zastanawiając się, jak kuszącym byłaby eksponatem, zaczęłam szukać śladów niedźwiadka.  Nie spodziewałam się wiele. Materiał, z jakiego została zrobiona nie pozwalał przypuszczać, że przetrwał w nienaruszonym stanie. A tu proszę – znalazłam kilka misiów i wszystkie (prawie) autentyczne!  Trudno się rozeznać który jest który — informacje na ich temat są splotem sprzeczności i niedomówień. Oto one: W latach 2002– 2003 przebywał w Żywieckim Muzeum Humoru„ które sfinansowało jego odbudowę (!) w 2002 r. pod okiem pani scenograf z filmu. Miś jednak spłonął w 2003r. Może tylko częściowo, bo już w 2010 ten właśnie miś pojawił się na aukcji WOŚP, a osoba, która go wygrała planuje budowę Muzeum Stanislawa Barei w Uradzu koło Czaplinka. Czasowo pokazywany był (cały czas ten sam miś) na targach Euro – Reklama 2010 w Poznaniu. Inna wersja: W 2006r. misia wypletli od nowa plecionkarze z Nowego Tomyśla i w tym samym roku przeznaczyli na aukcję WOŚP, wygrani przekazali niedźwiadka Centralnemu Muzeum Pożarnictwa w Mysłowicach, gdzie stanął obok osiemnastowiecznej sikawki. Trzeci trop: miał pojawić się w Muzeum Humoru w Wiśle. Niestety, nie powstało ono i ślad po misiu ginie. Ostatnia szansa: Stoi na metalowym postumencie na środku glinianki na warszawskim Bemowie, tej samej, w której zakończył swój żywot w filmie.</p>
<div id="attachment_6242" class="wp-caption alignright" style="width: 160px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2012/02/Katalonia-francuska-fot.-M.P.-Mallé.jpg"><img class="size-thumbnail wp-image-6242" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2012/02/Katalonia-francuska-fot.-M.P.-Mallé-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a><p class="wp-caption-text">Katalonia francuska fot. M.P. Mallé</p></div>
<p style="text-align: justify">Jeżeli ktoś chciałby znać moje zdanie, uważam, że PME powinno pozyskać wszystkie wymienione misie. Do głosu tu bowiem dochodzą tzw. wyższe sensy, drugie dno, czy jak to ładnie ujmują naukowcy: metanarracja. Miś z tradycyjną podbudową mitologiczno – karnawałową staje się elementem filmowej scenografii, tam przemienia się w klowna, trickstera, lub jak kto woli, diabła z pudełka, by następnie przedzierzgnąć się w symbol epoki PRL-u, potem symbol absurdu w ogóle. Po czym znika, by powrócić zwielokrotnionym, poczwórnie prawdziwym (jeden z misiów posiada nawet certyfikat autentyczności). Podejrzewam, że  wszystkie misie ustawione obok siebie wypowiedziałyby się mądrze o teraźniejszości. Niedźwiedź znowu przekazałby wiadomość spoza ludzkiego świata. Trochę strach, prawda?</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ethnomuseum.pl/blog/2012/02/21/ursus-carnavalis/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>ALASITAS</title>
		<link>http://ethnomuseum.pl/blog/2012/01/27/alasitas/</link>
		<comments>http://ethnomuseum.pl/blog/2012/01/27/alasitas/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 27 Jan 2012 06:36:08 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Magda Guziejko</dc:creator>
				<category><![CDATA[Ameryka Południowa]]></category>
		<category><![CDATA[Antropologia kultury]]></category>
		<category><![CDATA[rok obrzędowy]]></category>
		<category><![CDATA[Tradycja]]></category>
		<category><![CDATA[alasitas]]></category>
		<category><![CDATA[Ekeko]]></category>
		<category><![CDATA[miniaturki]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ethnomuseum.pl/blog/?p=6097</guid>
		<description><![CDATA[Co roku, 24-go stycznia, boliwijskie La Paz zapełnia się sprzedawcami miniaturek. W zminimalizowanej wersji można dostać wszystko: od dzbanków i garnków, po dobry, markowy samochód. Wszystko maksymalnie kilkunastocentymetrowe. Tylko do czego może służyć taki nabytek? Tak naprawdę do niczego; przedmioty mają bowiem znaczenie symboliczne: kupujący materializuje w ten sposób swoje marzenia i plany na nadchodzący rok, mając nadzieję, że dzięki wstawiennictwu bóstwa ajmara, Ekeko, staną [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2012/01/PME-234791-E-Fot.-Edward-Koprowski.jpg" rel="wp-prettyPhoto[g6097]"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-6099" title="PME 23479,1 E Fot. Edward Koprowski" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2012/01/PME-234791-E-Fot.-Edward-Koprowski-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a>Co roku, 24-go stycznia, boliwijskie La Paz zapełnia się sprzedawcami miniaturek. W zminimalizowanej wersji można dostać wszystko: od dzbanków i garnków, po dobry, markowy samochód. Wszystko maksymalnie kilkunastocentymetrowe. Tylko do czego może służyć taki nabytek?</p>
<p>Tak naprawdę do niczego; przedmioty mają bowiem znaczenie symboliczne: kupujący materializuje w ten sposób swoje marzenia i plany na nadchodzący rok, mając nadzieję, że dzięki wstawiennictwu bóstwa ajmara, Ekeko, staną się one rzeczywistością. Miał on jednak obficie darzyć ludzi dobrami nie tylko materialnymi, ale także duchowymi i fizycznymi. Stąd też maleńkie figurki dzieci dla pragnących potomstwa, czy amulety dla spragnionych miłości (w tym jednak przypadku, lepiej taki amulet dostać, niż kupić samemu).</p>
<p>Święto to, nazwane Alasitas, co w języku ajmara znaczy “kup mi”, trwa ponad dwa tygodnie i przyciąga do miasta ponad cztery tysiące rzemieślników i artystów, ale też rozmaitych firm, które mogą sprzedać swoje produkty w trakcie niekończącego się targu.<a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2012/01/PME-236601-E-Fot.-Edward-Koprowski.jpg" rel="wp-prettyPhoto[g6097]"><img class="alignright size-thumbnail wp-image-6098" title="PME 23660,1 E Fot. Edward Koprowski" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2012/01/PME-236601-E-Fot.-Edward-Koprowski-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a></p>
<p>Jednak to pierwszy dzień jest najważniejszy. Wtedy właśnie, w samo południe, odbywa się rytuał ch’alla, czyli skropienie miniaturek alkoholem i okadzenie ich, połączone z modlitwą. W trakcie tej ceremonii mieszają się wpływy przedhiszpańskie i katolickie, niektórzy bowiem wzywają wstawiennictwa Ekeko, a inni Jezusa lub Matki Boskiej.</p>
<p>Maleńkie przedmioty trafiają potem do rąk dzieci, dla których do dziś stanowią nie lada atrakcję (niejedna mała dama urządziła sobie tak miejsce do zabawy w dom). Może to właśnie od nich i typowo dziecinnego nawoływania „Kup mi!” wzięła się nazwa święta?</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ethnomuseum.pl/blog/2012/01/27/alasitas/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Co robi etnolog na spektaklu, czyli do trzech razy sztuka.</title>
		<link>http://ethnomuseum.pl/blog/2011/12/27/co-robi-etnolog-na-spektaklu-czyli-do-trzech-razy-sztuka/</link>
		<comments>http://ethnomuseum.pl/blog/2011/12/27/co-robi-etnolog-na-spektaklu-czyli-do-trzech-razy-sztuka/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 27 Dec 2011 05:33:37 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Bratek Robotycki</dc:creator>
				<category><![CDATA[Antropologia kultury]]></category>
		<category><![CDATA[EtnoWarszawa]]></category>
		<category><![CDATA[Warszawa]]></category>
		<category><![CDATA[życie miasta]]></category>
		<category><![CDATA[Opowieści afrykańskie]]></category>
		<category><![CDATA[Szekspir]]></category>
		<category><![CDATA[teatr]]></category>
		<category><![CDATA[Warlikowski]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ethnomuseum.pl/blog/?p=5969</guid>
		<description><![CDATA[Gdyby ktokolwiek miał  skomentować sytuację, w jakiej ostatnio znalazł się etnolog, to w zależności od punktu widzenia jedni powiedzieliby zazdrośnie: — Ależ trafiła mu się gratka, inni zaś zarzuciliby mu snobizm, a jeszcze kolejni zapytaliby: — Co? Na kim byłeś? A etnolog powiedziałby — że pierwsi i drudzy mają rację, a i pozostałych też rozumie. Otóż był on na premierze „Opowieści afrykańskich według Szekspira”. Prawdę [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2011/12/warlikowski-plakat.jpg" rel="wp-prettyPhoto[g5969]"><img class="alignleft size-medium wp-image-5970" title="warlikowski - plakat" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2011/12/warlikowski-plakat-239x300.jpg" alt="" width="239" height="300" /></a>Gdyby ktokolwiek miał  skomentować sytuację, w jakiej ostatnio znalazł się etnolog, to w zależności od punktu widzenia jedni powiedzieliby zazdrośnie: — Ależ trafiła mu się gratka, inni zaś zarzuciliby mu snobizm, a jeszcze kolejni zapytaliby: — Co? Na kim byłeś? A etnolog powiedziałby — że pierwsi i drudzy mają rację, a i pozostałych też rozumie. Otóż był on na premierze „Opowieści afrykańskich według Szekspira”.</p>
<p>Prawdę mówiąc nie powinienem tu strzępić języka nad „końcem” Warlikowskiego, nad wyczerpaniem się przez niego obranej konwencji. Wzmaga to tylko zainteresowanie sztuką, która  nie jest tego warta. Ale zrobię to, ponieważ spektakl jest nie tylko wydarzeniem kulturalnym i produktem z rynku usług kulturalnych zaspokajającym snobistyczne zachcianki egzaltowanej publiczności. Spektakl domaga się komentarza. Ma on przecież wyraz głębszy. Każdy by się obruszył gdyby traktować przedstawienie tylko jako event (a trwa na tyle długo, że zintegrować można niejedną grupę)… A jaki głębszy wyraz miał dla etnologa, to zaraz opowiem.</p>
<p>Nim jednak przejdę do clue narracji, oddam Warlikowskiemu co warlikowskie. Rzeczywiście w hierarchii wydarzeń kulturalnych premiera „Opowieści afrykańskich…”, równać się może z Euro 2012 w skali widowiska sportowego, oczywiście dla określonego odbiorcy: jest marka, jest profesjonalizm, jest jakość, jest warsztat, jest bankiet, jest światek. Są tak ważne dla reżysera emocje, tematy, świetna aktorska gra. Słowem jest wszystko czego po Warlikowskim moglibyśmy się spodziewać. Czego więc brakuje?</p>
<p>(A)pollonia, Koniec, Opowieści w Warszawie to …: trzy akty, trzy studia, trzy zarwane noce, jedna scenografia, to samo oświetlenie, te same sposoby wykorzystania multimediów, ten sam brak jakiejkolwiek logiki i sensu. Ale „(A)pollonię” i wieszczy „Koniec-Warlikowskiego”(choć pełen podziwu jestem, że można własny koniec tak wypromować, oczywiście poza konkurencją jest koniec świata) zostawmy na boku, przyjrzyjmy się tylko „Opowieściom…”.<span id="more-5969"></span></p>
<p>Operowa struktura spektaklu: długie akty, umowność, wielofunkcyjność, wręcz metaforyczność dekoracji, operowe rozbuchanie — są zaletami. Jednak czas trwania i niezupełnie operowa technika wzmacniania głosu zabija cały efekt. Wszystko razem jest trochę nużące, brakuje bowiem tego, co operze daje życie, co jest podstawą tego hybrydycznego tworu – brakuje muzyki. Nie-opera Warlikowskiego, to nawet nie nie-wodewil, to próba przekroczenia konwencji opery, syntezy z konwencją teatralną i telewizyjną – słowem wielopostaciowość, przebrzmiała postmoderna, płynna nowoczesność, synchronia w przewadze nad diachronią.</p>
<p>Brakuje muzyki, która dałaby wytchnąć przy zbyt długich monologach, a banalnym sentencjom opisującym poważne problemy: np. „każdy ma swojego Żyda” nadałaby żartobliwej lekkości lub ironicznej powagi. Wpisanie w „Kupca weneckiego” obrazów z „Mausa” i włożenie w usta świń dowcipów o Żydach miało uderzyć jak obuchem, otrzeźwić skołowane spojrzenie na antysemityzm, tymczasem okazało się wymuszoną groteską nie odnoszącą się do niczego. „Żydzie” zabrzmiało po ludowemu — bliżej „pajaca” niż „obcego” nie mówiąc już o anty — antysemickiej terapii. Darmo bowiem szukać w „Kupcu Weneckim” problemu nazizmu <em>avant la lettre</em>.</p>
<p>Wracając do muzyki: była obecna, sączyła się z głośników. Utkwił mi w pamięci alikwotowy śpiew – ale jakie on miał uzasadnienie, proszę o to pytać już Warlikowskiego. Poszczególne części spektaklu, wewnątrzaktowe wątki łączyły się ze sobą na zasadzie magii liczb i <em>corpus hermeticum </em>– to znaczy: wszystko ze sobą jest powiązane, tylko trzeba odnaleźć odpowiednie drogi. Nie ważne, że logika emocji, nauki, mitu, spektaklu nie zawsze łączą się… Wystarczy przecież 4 pomnożyć przez magiczne 6, podzielić przez zwyczajną podwojoną liczbę członków wystających z ciała kobiety, a powstanie nam jedyna prawdziwa i słuszna liczba 3. W tak hermetycznej logice Warlikowski może będzie zrozumiany. Ale nie każdy ma kompetencje bohaterów książki „Wahadła Foucault”, by odczytać go tak głęboko i nie każdy też jest templariuszem i ma dostęp do hermetycznych algorytmów Warlikowskiego. Moim zdaniem próbował on dokonać wielopłaszczyznowego kolażu kultury, jednakże nie stworzył warunków (perspektywy, kalejdoskopu), gdzie poszczególne obrazy mogłyby zostać ze sobą połączone i odczytane: barowa Desdemona (słodka idiotka), lekcja salsy, naga na „coetzeece” myszy i świnie (ludzie), Lear (yka) i psychologia. Wszystko to osadzone w scenografii…</p>
<p>Czułem się jakbym ją już wcześniej widział? Stalowa konstrukcja przesuwająca się bezszelestnie, lustro, przezroczysta ściana, telewizor, ogromna pusta przestrzeń i zmieniające się pojedyncze meble, mocne boczne światło. Widziałem to w „Końcu”? „(A)polloni”?…</p>
<p>Jedynym uzasadnieniem dla spektaklu byłaby sytuacja, kiedy autor wyszedłby na scenę i powiedział że zrobił to dla zwykłej draki, że chciał następnego dnia przeczytać recenzje znajdujące głębię swojej sztuki, że chciał sprawdzić czy Allenowscy „Francuzi” rzeczywiście istnieją. Jeśli nie takie były intencje to  Warlikowski ma wielkie szczęście, że nie ziewnięcia, jak to anegdotycznie opowiedział Forman z Schafferem w „Amadeuszu”, wyznaczają repertuar. Zresztą to jego teatr — sam się z niego nie wyrzuci i też nie w tym kwestia. Problem leży w braku komunikacji między Warlikowskim a jego odbiorcami i w braku myślenia o widzu. O swoistym egoizmie artysty, który sztukę robi dla siebie a nie dla widza.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ethnomuseum.pl/blog/2011/12/27/co-robi-etnolog-na-spektaklu-czyli-do-trzech-razy-sztuka/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Na tym wzgórzu postawcie mi świątynię…</title>
		<link>http://ethnomuseum.pl/blog/2011/12/15/na-tym-wzgorzu-postawcie-mi-swiatynie/</link>
		<comments>http://ethnomuseum.pl/blog/2011/12/15/na-tym-wzgorzu-postawcie-mi-swiatynie/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 15 Dec 2011 06:00:24 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Magda Guziejko</dc:creator>
				<category><![CDATA[Antropologia kultury]]></category>
		<category><![CDATA[Matka Boska]]></category>
		<category><![CDATA[rok obrzędowy]]></category>
		<category><![CDATA[Tepeyac]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ethnomuseum.pl/blog/?p=5962</guid>
		<description><![CDATA[„Na tym wzgórzu postawcie mi świątynię… Będę tam, zawsze gotowa by wysłuchać waszego płaczu, waszych smutków, by uleczyć z wszelkich trosk, każdego bólu, cierpienia…”   Gdy biedny Indianin, ochrzczony hiszpańskim imieniem Juan Diego, ujrzał Matkę Boską na wzgórzu Tepeyac, nie mógł przypuszczać, że oto właśnie rodzi się kult, który przetrwa setki lat i stanie się nieodłączną częścią meksykańskiej tożsamości [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2011/12/Guadalupe-Fot.-Bo%C5%BCena-G%C4%85sienica-Daniel.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-5963" title="Guadalupe Fot. Bożena Gąsienica-Daniel" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2011/12/Guadalupe-Fot.-Bo%C5%BCena-G%C4%85sienica-Daniel-199x300.jpg" alt="" width="199" height="300" /></a>„Na tym wzgórzu postawcie mi świątynię… Będę tam, zawsze gotowa by wysłuchać waszego płaczu, waszych smutków, by uleczyć z wszelkich trosk, każdego bólu, cierpienia…”</p>
<p> </p>
<p>Gdy biedny Indianin, ochrzczony hiszpańskim imieniem Juan Diego, ujrzał Matkę Boską na wzgórzu Tepeyac, nie mógł przypuszczać, że oto właśnie rodzi się kult, który przetrwa setki lat i stanie się nieodłączną częścią meksykańskiej tożsamości kulturowej i religijnej. Według legendy, gdy ówczesny biskup nie chciał uwierzyć w jego wizje, Matka Boska sprawiła cud: na wzgórzu w środku zimy rozkwitły róże, które Juan Diego miał zebrać do swojego płaszcza i zanieść do siedziby władz kościelnych. Gdy rozsypał je przed zaskoczonym biskupem okazało się, że kwiaty zostawiły na płaszczu nie tylko swój zapach, ale i obraz objawiającej mu się Świętej Panienki. Miało to miejsce 12 grudnia 1531 roku, w dniu, który do dziś pozostaje świętem Matki Boskiej z Guadalupe, Patronki Meksyku i Cesarzowej Ameryk.<span id="more-5962"></span></p>
<p>Początkowo na wzgórzu stanęła skromna kaplica z cegły suszonej na słońcu, jednak stale rosnąca liczba pielgrzymów sprawiła, iż z upływem lat rozrosła się ona do formy barokowej świątyni, która miała pomieścić wszystkich przybywających do Maryi. Jednak ona także okazała się niewystarczająca i w 1974 roku poświęcono olbrzymią bazylikę, będącą największym sanktuarium maryjnym na świecie (w środku może pomieścić nawet 50 tysięcy osób), do której co roku przybywa około 18 milionów pielgrzymów (dane z 2009 roku). Wielu z nich ostatnie metry pokonuje na kolanach, ale za to cudownemu wizerunkowi może się już przyjrzeć z poziomu ruchomego chodnika, który powstał, by przed obrazem nie tworzyły się ‘zatory’ i by każdy mógł go zobaczyć.</p>
<p>W roku 2002 papież Jan Paweł II wyniósł Juana Diego na ołtarze wypowiadając w trakcie kanonizacji tego pierwszego indiańskiego świętego zdanie: „Meksyk potrzebuje swoich Indian, a Indianie potrzebują Meksyku!”. Istotność tego objawienia oddaje zdanie z homilii: „Guadalupe i Juan Diego mają głębokie znaczenie dla Kościoła oraz misji i stanowią wzór ewangelizacji doskonale osadzonej w kulturze”. Matka Boska z Guadalupe jest metyską, tak jak i jej meksykańskie dzieci, a do Juana Diego, którego indiańskie imię brzmiało Mówiący Orzeł, przemówiła w nahuatl, języku Azteków. W czasach przedhiszpańskich na wzgórzu Tepeyac znajdowała się świątynia bogini Coatlicue, zniszczona przez przybyszy ze Starego Świata. Gdy więc w tym samym miejscu nastąpiło objawienie, można było z powodzeniem uznać, iż katolicka Maryja ‘przejęła’ pod swoje skrzydła Indian, którzy nadali jej imię Tonantzin, Nasza Matka, które wcześniej odnosiło się do Coatlicue.</p>
<p>Nawet dziś meksykanie fetują ją po swojemu. Wieczorem 11-go grudnia ludzie przychodzą do kościołów, by przed obrazem Virgen de Guadalupe zaśpiewać jej serenadę — „Las mañanitas”, czyli rodzaj naszego „Sto lat”. Natomiast 12-go procesjom do ołtarza Świętej Panienki przewodzą matlachines – grupy tancerzy odwołujące się pośrednio do azteckiej przeszłości Meksyku.</p>
<p><a href="http://www.youtube.com/watch?v=ACoy4G_Qey8&amp;feature=related">http://www.youtube.com/watch?v=ACoy4G_Qey8&amp;feature=related</a></p>
<p>P.S. Z pielgrzymką dziękczynną udał się do sanktuarium także… Puchar Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej. Zawieźli go tam w 2010 roku działacze Hiszpańskiej Królewskiej Federacji Piłki Nożnej. Ángel María Villar, przewodniczący Związku, prosił w Bazylice o puchar dla swojej drużyny, a w zamian obiecał Matce Boskiej przywieźć trofeum do Meksyku. Po zwycięstwie w afrykańskich rozgrywkach przyrzeczenia musiał dotrzymać…</p>
<p> </p>
<p>[Fot. Bożena Gąsienica-Daniel]</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ethnomuseum.pl/blog/2011/12/15/na-tym-wzgorzu-postawcie-mi-swiatynie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kathak, czyli gdzie sięgają korzenie flamenco</title>
		<link>http://ethnomuseum.pl/blog/2011/11/29/kathak-czyli-gdzie-siegaja-korzenie-flamenco/</link>
		<comments>http://ethnomuseum.pl/blog/2011/11/29/kathak-czyli-gdzie-siegaja-korzenie-flamenco/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 29 Nov 2011 12:03:33 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Magda Guziejko</dc:creator>
				<category><![CDATA[Antropologia kultury]]></category>
		<category><![CDATA[muzyka]]></category>
		<category><![CDATA[taniec]]></category>
		<category><![CDATA[flamenco]]></category>
		<category><![CDATA[indie]]></category>
		<category><![CDATA[kathak]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ethnomuseum.pl/blog/?p=5938</guid>
		<description><![CDATA[Flamenco… Były czasy, gdy była to muzyka ‘wyrzutków i marginesu społecznego’ lub ‘ludowy przeżytek’, obecnie natomiast jest to ceniona forma wyrazu artystycznego nieodłącznie kojarzona z Cyganami i Hiszpanią. Jednak jej pochodzenie do dziś pozostaje tajemnicą. Teorii jest co najmniej kilka: jedna mówi o wyraźnych korzeniach arabskich, inna o pieśniach Żydów wyrzuconych z Al-Andalus, kolejna o Romach niewiadomej proweniencji. Istnieje też wersja, która mówi o jej indyjskich [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Flamenco… Były czasy, gdy była to muzyka ‘wyrzutków i marginesu społecznego’ lub ‘ludowy przeżytek’, obecnie natomiast jest to ceniona forma wyrazu artystycznego nieodłącznie kojarzona z Cyganami i Hiszpanią. Jednak jej pochodzenie do dziś pozostaje tajemnicą. Teorii jest co najmniej kilka: jedna mówi o wyraźnych korzeniach arabskich, inna o pieśniach Żydów wyrzuconych z Al-Andalus, kolejna o Romach niewiadomej proweniencji. Istnieje też wersja, która mówi o jej indyjskich źródłach…</p>
<p>Według tej teorii około XI wieku tysiące mieszkańców północnych Indii, przede wszystkim przedstawicieli najbiedniejszych i zmarginalizowanych warstw tamtejszego społeczeństwa, porzuciło swoją ojczyznę i wyruszyło przed siebie w poszukiwaniu lepszego jutra. Ludzie ci to praprzodkowie dzisiejszych Romów, a dowodem na to mogłyby być podobieństwa pomiędzy językiem romani a sanskrytem i pendżabskim.</p>
<p>Jest jednak jeszcze jeden znaczący ślad – wyraźny związek pomiędzy tańcem flamenco a klasycznym stylem indyjskim kathak. Oba tańce, wykonywane na ogół solowo, opierają się mocno na rytmie podkreślanym przez artystę: we flamenco służy do tego stukot obcasów oraz klaskanie w dłonie, w kathaku na kostki tancerza lub tancerki zakładane są ghoongroo – skórzane bransolety z przymocowanymi w rzędach dzwoneczkami. Niektórzy pokusili się nawet o stwierdzenie, że współczesne hiszpańskie kastaniety mogą być pochodną indyjskiego instrumentu zwanego kartal – zbudowanego z drewnianych bloczków drewna z wstawionymi pomiędzy nie małymi metalowymi talerzami — który służy do nadawania rytmu melodii. Kathak swoimi miękkimi i płynnymi gestami stara się opowiedzieć widzowi znaną historię lub legendę. Romskie flamenco to natomiast przekaz pełen ekspresji, który skupia się na stworzeniu więzi emocjonalnej pomiędzy widownią a wykonawcą. Znaczenie gestów nie jest skodyfikowane, mają one służyć podkreśleniu przeżyć tancerza: cierpienia, radości, smutku, tęsknoty.</p>
<p>Z powyższą teorią można się zgadzać lub nie, nie da się jednak ukryć, że same ruchy, choć wykonywane z różną ekspresją, są w obu tańcach bardzo podobne…</p>
<p> </p>
<p><a href="http://www.youtube.com/watch?v=EWJHYoVdshg&amp;feature=related">http://www.youtube.com/watch?v=EWJHYoVdshg&amp;feature=related</a></p>
<p><a href="http://www.youtube.com/watch?v=FoNjpIezVVQ" rel="wp-prettyPhoto[g5938]"">http://www.youtube.com/watch?v=FoNjpIezVVQ</a></p>
<p><a href="http://www.youtube.com/watch?v=v76aUtOb8Ow&amp;feature=related">http://www.youtube.com/watch?v=v76aUtOb8Ow&amp;feature=related</a></p>
<p> </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ethnomuseum.pl/blog/2011/11/29/kathak-czyli-gdzie-siegaja-korzenie-flamenco/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Res musealiae: Krzyże z żelaza</title>
		<link>http://ethnomuseum.pl/blog/2011/11/15/krzyze-z-zelaza/</link>
		<comments>http://ethnomuseum.pl/blog/2011/11/15/krzyze-z-zelaza/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 15 Nov 2011 10:25:33 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Małgorzata Jaszczołt</dc:creator>
				<category><![CDATA[Antropologia kultury]]></category>
		<category><![CDATA[badania terenowe]]></category>
		<category><![CDATA[eksponaty]]></category>
		<category><![CDATA[Muzealia]]></category>
		<category><![CDATA[rok obrzędowy]]></category>
		<category><![CDATA[sztuka ludowa]]></category>
		<category><![CDATA[Tradycja]]></category>
		<category><![CDATA[muzeum]]></category>
		<category><![CDATA[święta]]></category>
		<category><![CDATA[zbiory]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ethnomuseum.pl/blog/?p=5896</guid>
		<description><![CDATA[Najprostsze w formie – kute z dwóch pasów metalu łączonych ze sobą nitem (rzadziej zgrzewanych)[1]; małe „z surowca jaki się nadarzył, z wszelkiego rodzaju ścinków i odpadków”[2], duże, o imponujących wymiarach – ze specjalnych sztab, jakich używano do wyrobu osi u wozów, zatykane na szczycie domu, bramy cmentarnej, wbijane w wierzchołek drewnianego krzyża, wieńczące kapliczki – wykuwane ze sztab, sztabek, sztywnych prętów o przekroju okrągłym lub kwadratowym, formowane [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><strong><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2011/11/PME-45560-Dziadkowice-woj-podlaskie.jpg" rel="wp-prettyPhoto[g5896]"><img class="alignleft size-medium wp-image-5906" title="PME 45560 Dziadkowice, woj podlaskie" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2011/11/PME-45560-Dziadkowice-woj-podlaskie-225x300.jpg" alt="" width="225" height="300" /></a>Najprostsze w formie</strong> – kute z dwóch pasów metalu łączonych ze sobą nitem (rzadziej zgrzewanych)<a title="" href="#_ftn1">[1]</a>; <strong>małe</strong> „z surowca jaki się nadarzył, z wszelkiego rodzaju ścinków i odpadków”<a title="" href="#_ftn2">[2]</a>, <strong>duże, o imponujących wymiarach </strong>– ze specjalnych sztab, jakich używano do wyrobu osi u wozów, <strong>zatykane na szczycie domu, bramy cmentarnej, wbijane w wierzchołek drewnianego krzyża, wieńczące kapliczki</strong> – wykuwane ze sztab, sztabek, sztywnych prętów o przekroju okrągłym lub kwadratowym, formowane z drutu jako plecionki, i z taśmy; <strong>przybijane do desek w szczycie budynku mieszkalnego</strong> – z płatów rozklepanego płaskownika lub gotowej blachy; późniejsze z fabrycznych kwadratowych prętów i powojenne z rur i kątowników – <strong>krzyże z żelaza.</strong> Zależnie od przeznaczenia, wykonywane z zastosowaniem określonego materiału i określonej kowalskiej obróbki, co decydowało zasadniczo o ich formie plastycznej: zakończenia ramion z kutymi motywami liści, kwiatów lilii, krzyżyków, półksiężyców, trójkątów, trapezów, prostokątów, miejsce krzyżowania ramion podkreślone pełnymi, bądź ażurowymi wyobrażającymi słońce kółkami, z inskrypcją „IHS”; promieniami prostymi, falistymi lub fantazyjnie wygiętymi – pojedynczymi, podwójnymi, potrójnymi. Na głównym ramieniu pojawiały się: symboliczny półksiężyc, gwiazdy (jako zwycięstwo nad pogaństwem), chorągiewka z datą i kogut, pełniące niekiedy funkcje wiatrowskazów. Krzyże prawosławne wyróżniała ukośna belka. Występowały dwa typy krzyży: samoistne (do 5 m wysokości licząc wraz z kamienną podstawą i ok. 1,5 m szerokości) i figury uzupełniające, występujące jako zwieńczenia krzyży drewnianych, kapliczek, bram cmentarnych, szczytów budynków mieszkalnych (40–70 cm wysokości i 20–50 cm szerokości).</p>
<p style="text-align: justify;">Okres najlepszej passy dla wyrobów kowalskich, nie tylko krzyży, to koniec wieku XIX, kiedy to pojawiła się na wsi w dużym wyborze – stal przemysłowa i zaczął się popyt na wyroby kowalskie. W wymiarze pracy – żelazo oznaczało trwalsze, bardziej funkcjonalne narzędzia i sprzęt gospodarski, w wymiarze estetycznym – stało się nową, nie występującą do tej pory na wsi materią, której walory zostały dostrzeżone i wykorzystane. Krzyże zaświadczają, jak różne było poczucie estetyki mieszkańców wsi, nie tylko w potocznym rozumieniu „kiczowate”, złaknione brakujących w codziennym, znojnym życiu świątecznych kolorów, ale także ceniące minimalizm, szlachetność materiału, walor prostej lub wyszukanej, ale cały czas doskonałej formy. Ta sztuka miała swoich twórców i odbiorców, a sądząc po popularności było ich całkiem wielu. Wizualna prezentacja krzyży była głęboko przemyślaną intencją. Na tle czystego nieba krzyż stanowił mocny, oddziałujący ekspresyjnie punkt. W terenie czekających na korozję i zapomnienie krzyży, pozostało niewiele. W muzeach nie da się w pełni podziwiać tego efektu, który miały tworzyć wraz ze sferą niebieską, ale możemy podziwiać ich wyszukane formy (wystawa stała w PME „Rękodzieło i rzemiosło ludowe”). Krzyże żelazne występowały w całej Polsce, ale najwięcej było ich we wschodnim pasie, na Podlasiu i z tych terenów oraz z rejonu Kurpiów pochodzą w większości krzyże z kolekcji PME (96 krzyży kowalskich).</p>
<p style="text-align: justify;">Może przy okazji pierwszolistopadowych wyjazdów w różne strony Polski uda się jeszcze natrafić w terenie wykuty z żelaza krzyż, na rozstaju dróg, przy drodze, na cmentarzu… po to by móc w pełni podziwiać efekty formalne: kontrast metalicznej czerni krzyża z błękitem nieba, świetlistość stali odbijającej słońce, przejrzystość ażuru, lekkość sylwetki, dopasowanie materiału do formy, współgranie materii z duchem…</p>

<a href='http://ethnomuseum.pl/blog/2011/11/15/krzyze-z-zelaza/arch-pme-gm-korycin-woj-podlaskie-1974-r-fot-p-szacki/' title='Arch. PME  gm. Korycin, woj. podlaskie, 1974 r., Fot.P. Szacki'><img width="150" height="150" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2011/11/Arch.-PME-gm.-Korycin-woj.-podlaskie-1974-r.-Fot.P.-Szacki-150x150.jpg" class="attachment-thumbnail" alt="Arch. PME  gm. Korycin, woj. podlaskie, 1974 r., Fot.P. Szacki" title="Arch. PME  gm. Korycin, woj. podlaskie, 1974 r., Fot.P. Szacki" /></a>
<a href='http://ethnomuseum.pl/blog/2011/11/15/krzyze-z-zelaza/arch-pme-jaski-kolo-augustowa-woj-podlaskie-2001-r-fot-k-chojnacki/' title='Arch. PME Jaśki koło Augustowa, woj. podlaskie, 2001 r., Fot.K. Chojnacki'><img width="150" height="150" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2011/11/Arch.-PME-Jaśki-koło-Augustowa-woj.-podlaskie-2001-r.-Fot.K.-Chojnacki-150x150.jpg" class="attachment-thumbnail" alt="Arch. PME Jaśki koło Augustowa, woj. podlaskie, 2001 r., Fot.K. Chojnacki" title="Arch. PME Jaśki koło Augustowa, woj. podlaskie, 2001 r., Fot.K. Chojnacki" /></a>
<a href='http://ethnomuseum.pl/blog/2011/11/15/krzyze-z-zelaza/arch-pme-laski-woj-podlaskie-1965-r-fot-k-chojnacki/' title='Arch. PME Laski, woj. podlaskie, 1965 r., Fot.K.Chojnacki'><img width="150" height="150" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2011/11/Arch.-PME-Laski-woj.-podlaskie-1965-r.-Fot.K.Chojnacki-150x150.jpg" class="attachment-thumbnail" alt="Arch. PME Laski, woj. podlaskie, 1965 r., Fot.K.Chojnacki" title="Arch. PME Laski, woj. podlaskie, 1965 r., Fot.K.Chojnacki" /></a>
<a href='http://ethnomuseum.pl/blog/2011/11/15/krzyze-z-zelaza/arch-pme-wystawa-przedwojenna-w-muzeum-etnograficznym-fot-b-d/' title='Arch. PME wystawa przedwojenna w Muzeum Etnograficznym Fot. b.d.'><img width="150" height="150" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2011/11/Arch.-PME-wystawa-przedwojenna-w-Muzeum-Etnograficznym-Fot.-b.d.-150x150.jpg" class="attachment-thumbnail" alt="Arch. PME wystawa przedwojenna w Muzeum Etnograficznym Fot. b.d." title="Arch. PME wystawa przedwojenna w Muzeum Etnograficznym Fot. b.d." /></a>
<a href='http://ethnomuseum.pl/blog/2011/11/15/krzyze-z-zelaza/arch-pme-dawia-woj-mazowieckie-1965-r-fot-k-chojnacki/' title='Arch.PME Dawia, woj. mazowieckie, 1965 r.,Fot.K.Chojnacki'><img width="150" height="150" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2011/11/Arch.PME-Dawia-woj.-mazowieckie-1965-r.Fot_.K.Chojnacki-150x150.jpg" class="attachment-thumbnail" alt="Arch.PME Dawia, woj. mazowieckie, 1965 r.,Fot.K.Chojnacki" title="Arch.PME Dawia, woj. mazowieckie, 1965 r.,Fot.K.Chojnacki" /></a>
<a href='http://ethnomuseum.pl/blog/2011/11/15/krzyze-z-zelaza/pme-28052-rozanystok-woj-podlaskie/' title='PME 28052 Różanystok, woj. podlaskie'><img width="150" height="150" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2011/11/PME-28052-Różanystok-woj.-podlaskie-150x150.jpg" class="attachment-thumbnail" alt="PME 28052 Różanystok, woj. podlaskie" title="PME 28052 Różanystok, woj. podlaskie" /></a>
<a href='http://ethnomuseum.pl/blog/2011/11/15/krzyze-z-zelaza/pme-4344-b-d/' title='PME 4344 b.d.'><img width="150" height="150" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2011/11/PME-4344-b.d.-150x150.jpg" class="attachment-thumbnail" alt="PME 4344 b.d." title="PME 4344 b.d." /></a>
<a href='http://ethnomuseum.pl/blog/2011/11/15/krzyze-z-zelaza/pme-45560-dziadkowice-woj-podlaskie/' title='PME 45560 Dziadkowice, woj podlaskie'><img width="150" height="150" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2011/11/PME-45560-Dziadkowice-woj-podlaskie-150x150.jpg" class="attachment-thumbnail" alt="PME 45560 Dziadkowice, woj podlaskie" title="PME 45560 Dziadkowice, woj podlaskie" /></a>
<a href='http://ethnomuseum.pl/blog/2011/11/15/krzyze-z-zelaza/pme-9720-radoszyce-woj-swietokrzyskie-wyk-leon-szomberg/' title='PME 9720 Radoszyce, woj. świetokrzyskie wyk. Leon Szomberg'><img width="150" height="150" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2011/11/PME-9720-Radoszyce-woj.-świetokrzyskie-wyk.-Leon-Szomberg-150x150.jpg" class="attachment-thumbnail" alt="PME 9720 Radoszyce, woj. świetokrzyskie wyk. Leon Szomberg" title="PME 9720 Radoszyce, woj. świetokrzyskie wyk. Leon Szomberg" /></a>
<a href='http://ethnomuseum.pl/blog/2011/11/15/krzyze-z-zelaza/wystawa-obecna-rekodzielo-i-rzemioslo-ludowe-fot-e-koprowski/' title='Wystawa obecna Rękodzieło i rzemiosło ludowe, Fot. E.Koprowski'><img width="150" height="150" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2011/11/Wystawa-obecna-Rękodzieło-i-rzemiosło-ludowe-Fot.-E.Koprowski-150x150.jpg" class="attachment-thumbnail" alt="Wystawa obecna Rękodzieło i rzemiosło ludowe, Fot. E.Koprowski" title="Wystawa obecna Rękodzieło i rzemiosło ludowe, Fot. E.Koprowski" /></a>

<div><br clear="all" /></p>
<hr align="left" size="1" width="33%" />
<div style="text-align: justify;">
<p><a title="" href="#_ftnref1">[1]</a> Wojciech Kowalczuk, 1992, <em>Krzyże  kowalskie na Podlasiu</em>, Białystok: Muzeum Okręgowe w Białymstoku</p>
</div>
<div>
<p style="text-align: justify;"><a title="" href="#_ftnref2">[2]</a> Jacek Olędzki, 1961, <em>Artystyczna twórczość kowalska na terenie kurpiowskiej Puszczy Zielonej od końca XIX w. do I wojny światowej</em> [w:] <em>Polska sztuka Ludowa, </em>nr 4</p>
</div>
</div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ethnomuseum.pl/blog/2011/11/15/krzyze-z-zelaza/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

