<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Ethnomuseum.pl Blog &#187; badania terenowe</title>
	<atom:link href="http://ethnomuseum.pl/blog/category/badania-terenowe/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://ethnomuseum.pl/blog</link>
	<description>Blog Działu Etnografii Polski i Europy Państowego Muzeum Etnograficznego w Warszawie</description>
	<lastBuildDate>Fri, 23 Jul 2010 22:41:52 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=abc</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>… i po żałobie</title>
		<link>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/06/08/%e2%80%a6-i-po-zalobie/</link>
		<comments>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/06/08/%e2%80%a6-i-po-zalobie/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 08 Jun 2010 10:29:36 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Bratek Robotycki</dc:creator>
				<category><![CDATA[Antropologia kultury]]></category>
		<category><![CDATA[badania terenowe]]></category>
		<category><![CDATA[wydarzenia]]></category>
		<category><![CDATA[pamięć]]></category>
		<category><![CDATA[polityka]]></category>
		<category><![CDATA[rytuał]]></category>
		<category><![CDATA[żałoba]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ethnomuseum.pl/blog/?p=3249</guid>
		<description><![CDATA[Minęły już dwa miesiące od tragicznego wypadku samolotu, w którym zginęło wielu najwyższych polskich urzędników państwowych. Powoli zapominamy o tragedii, albo już o niej zapomnieliśmy. Ekscytujemy się teraz innymi wydarzeniami, dla których „smoleński dramat” jest &#8211; szczęśliwie &#8211; coraz mniej widocznym tłem. Jednakże powróćmy jeszcze na moment do tamtych chwil…
&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;.
Jakiś czas po katastrofie większość komentatorów, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="attachment_3251" class="wp-caption alignleft" style="width: 310px"><img class="size-medium wp-image-3251" title="Fot. B. Robotycki" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/06/IMG_1306bratek-300x216.jpg" alt="" width="300" height="216" /><p class="wp-caption-text">Fot. B. Robotycki</p></div>
<p>Minęły już dwa miesiące od tragicznego wypadku samolotu, w którym zginęło wielu najwyższych polskich urzędników państwowych. Powoli zapominamy o tragedii, albo już o niej zapomnieliśmy. Ekscytujemy się teraz innymi wydarzeniami, dla których „smoleński dramat” jest &#8211; szczęśliwie &#8211; coraz mniej widocznym tłem. Jednakże powróćmy jeszcze na moment do tamtych chwil…</p>
<p><span style="color: #ffffff;">&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;.</span></p>
<p><span id="more-3249"></span>Jakiś czas po katastrofie większość komentatorów, rozpoczynając swoje rozważania nad nawarstwionymi wokół tego zdarzenia osobliwościami, zastanawiała się, czy nabraliśmy już wystarczająco dużo dystansu, aby spojrzeć na nie zobiektywizowanym okiem. Czy można już bez obawy ostracyzmu i wyklęcia towarzyskiego krytycznie zinterpretować okolicznościowe peregrynacje, przyjrzeć się znaczącym elementom funeralnego kiermaszu, ponownie spojrzeć na osobliwe miejsca oddawania czci i materializowania się pamięci? Czy można przedsięwziąć próby demityzacji tak szybko zmityzowanych i wtórnie usymbolizowanych znaków w wyniku nieustającej  ludo-semiozy? Czy można, nie popadając w pułapkę pajęczyn politycznych afiliacji, dokonać opisu i interpretacji zaistniałych faktów? Czy mamy do czynienia z kolejnym zdarzeniem, które świadczy o końcu historii? Aby uzupełnić listę ważkich przecież pytań, wspomnieć też wypada o realnym przedmiocie sporu, związanym z miejscem pochówku prezydenta. Natomiast z pozycji metaantropologicznej dopytać można jeszcze: czy antropologiczny lancet poznawczy nie ponacina świeżo zagojonych ran, jeśli zdążyły się już one zabliźnić? Czy sama chęć zrozumienia nie jest już istotnie naznaczona oceną i naruszeniem normy?<br />
W tych okolicznościach, tego typu pytania etnologowi narzucają się same przez się. Są one wszakże wynikiem współistnienia problemów etycznych i poznawczych w dziedzinie refleksji nad kulturą. Każdy antropolog ma świadomość oceniającej wartości narzędzi i metod, którymi się posługuje. A taki  ich charakter uwidacznia się tym bardziej, im bardziej wykorzystane są one do analizy zjawisk,  które posiadają wymiary styczne z sacrum lub tabu, wzajemnie do siebie nieprzystające: osobisty, intymny i emocjonalny, spontaniczny oraz społeczny, państwowy, narodowy, masowy i wyreżyserowany.</p>
<div id="attachment_3253" class="wp-caption alignright" style="width: 310px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/06/IMG_1323bratek.jpg"><img class="size-medium wp-image-3253" title="Fot. B. Robotycki" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/06/IMG_1323bratek-300x220.jpg" alt="" width="300" height="220" /></a><p class="wp-caption-text">Fot. B. Robotycki</p></div>
<p>Nie popadajmy jednak w paranoję i nie uciekajmy od ocen i interpretacji, nie pozostawiajmy wszystkiego gminnej wieści, kojącej sile upływu czasu, czy potocznemu osądowi, że to historia dokona ocen za nas. Niektóre rzeczy warto nazwać od razu, by odrobinę je odczarować i zniżyć do poziomu racjonalnej antropologicznej analizy. Inne dopiero nazwane zwrócą przecież na siebie uwagę. Dystans czasowy jest ważny, ale nie może być traktowany jak fetysz. Istotą  dystansu antropologicznego w sytuacji, kiedy jest się uczestnikiem wydarzeń, stają się zdolności kontrastowania i różnicowania dostrzeżonych informacji oraz intelektualna kompetencja zawieszenia sądu. Wprawdzie nie da się ostatecznie zmierzyć najmniejszej niezbędnej wartości tych walorów, ale przymrużmy oko i niech lakmusowym papierkiem będzie reakcja na zasłyszane na ulicy dowcip i zagadkę:<br />
- „Wieża, wieża odbiór – tu Tupolew 154m”.<br />
- „Tak, tu wieża – tu też niezły polew”.<br />
„Czemu położono prezydenta Kaczyńskiego na Wawelu niedaleko Piłsudskiego? Aby miał zimnego Lecha pod ręką”.<br />
Powyższe żarty są oczywiście nie tylko miarą dystansu. Przywołałem je tutaj nie po to, aby prowokować, a li tylko by zobrazować kulturową drogę kanalizacji emocji. Społeczną reakcję na nadmiar i przesyt. Delikatnie zasugerować, jak, kiedy i gdzie śmiech się uobecnia i jaką pełni rolę. Dowcip był bowiem rysem czasu karnawałowego, świątecznego w okresie powszedniości. Jednakże współcześnie znacznie się zdewaluował i w niewielkim stopniu znajduje referencję w czasie „niezwyczajnym”. Nosi jego znamiona, lecz jest według mnie raczej elementem jednorazowej gry o konkretnym charakterze, mocno skontekstualizowanym. Jest jednym z pociągnięć szkicu obrazu współczesności, której istotą jest heterogeniczność pojedynczych zjawisk. Chciałem pokazać, że zasadnym komentarzem do rzeczywistości obok naukowych dysertacji, wywiadów, esejów, wypowiedzi słów autorytetów, są także owe folkloryzujące reakcje;  że folklor współczesny nie jest tylko domeną stacji telewizyjnych i rozgłośni radiowych – oralnych powielaczy.</p>
<div id="attachment_3252" class="wp-caption alignleft" style="width: 210px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/06/IMG_1309bratek.jpg"><img class="size-medium wp-image-3252 " title="Fot. B. Robotycki" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/06/IMG_1309bratek-200x300.jpg" alt="" width="200" height="300" /></a><p class="wp-caption-text">Fot. B. Robotycki</p></div>
<p>Mówiąc o śmierci trudno uniknąć patetycznej wzniosłości lub banału, dlatego dla etnologa interesujące są zjawiska przyległe, zachowania, reakcje, manipulacje, symboliczna przemoc i instytucjonalna opresyjność związane ze śmiercią, a nie ona sama. Nie jest to zachowanie obrazoburcze, kontrowersyjne i odmienne od innych postaw badawczych. Dokumentacja etnograficzna, dotycząca tematów związanych ze śmiercią, analizą obrzędów pogrzebowych, symboliki poszczególnych zachowań i artefaktów, jest nieprzebrana. Sposoby podejścia do przedmiotu są różnorakie, a każdy ważki. Z tego też powodu trudno nie popaść w spetryfikowane już schematy intelektualne czy semantyczne pułapki. Zaznaczyć jednak trzeba, że to pozorne grzęzawisko intelektualne, poza niebezpieczeństwem wchłonięcia, u źródeł ma istotne koncepcje i kryje ważne, nieprzebrzmiałe myśli. Nie są to jedyne zagrożenia, wynikające z refleksji nad kwestią śmierci.  Wokół niej narosły bowiem kwestie moralne, etyczne, estetyczne, które w pewnym sensie pilnują zastanego porządku. Wszystkie je  możemy odnaleźć w etnograficznych, socjologicznych czy  historycznych opracowaniach problemu śmierci. I takie też stanowisko, obok „dystansu”, jest czynnikiem skłaniającym mnie do pochylenia się nad medialnym, społecznym i kulturowym obrazem kwietniowej katastrofy i jej konsekwencji.<br />
Półtoratygodniowy paraliż polskiej państwowości skończył się wraz z żałobą narodową. Z nią też skończyła się niestrawność i nudności wywołane medialnym szumem, monochromatycznością internetowych portali i prasowych publikacji, poszukiwaniem nieistniejących newsów i błądzeniem we mgle uspołecznionego (unarodowionego) współodczuwania. Ale nie mówmy, że wraz ze śmiercią ok. 100 osób skończyła się jakaś epoka, bowiem jeśli coś miało się skończyć, to najpierw musiało się zacząć. A kiedy i gdzie się zaczęło – nikt nie wie. Tak jak po 11/9 jesteśmy w stanie pisać historię, tak i po naszej lokalnej tragedii jesteśmy zdolni chwycić za pióra i interpretować.</p>
<div id="attachment_3255" class="wp-caption alignright" style="width: 310px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/06/IMG_1329bratek.jpg"><img class="size-medium wp-image-3255 " title="Fot. B. Robotycki" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/06/IMG_1329bratek-300x200.jpg" alt="" width="300" height="200" /></a><p class="wp-caption-text">Fot. B. Robotycki</p></div>
<p>Doświadczyliśmy wydarzenia bez precedensu, ale jego unikalność nie upoważnia do jego sakralizacji i zawłaszczania go dla jednej grupy. A z tym ewidentnie mamy do czynienia. Żałoba i pogrzeb stały się świętem kościelnym o państwowym kolorycie, przeznaczonym dla określonego odbiorcy. Zredukowanym obrzędem przejścia,  w którym do przejścia było tylko zatłoczone Krakowskie Przedmieście. Pozostaje otwarte pytanie, co z obywatelami „niezrzeszonymi” lub tymi, którzy potrafią oddzielić Państwo od Kościoła? Gdzie oni mieli znaleźć ujście dla poczucia straty, według konstruktorów polityki kulturalnej. Stracili wszakże najwyższego urzędnika, a potrzeba ekspresji pozostała nieumiejscowiona. Nie myślę tu o pomysłach stworzenia dla nich świeckiego panteonu narodowego, ani o wielowyznaniowym bazarze jeremiad. Zwrócić chcę tylko uwagę na nieoczywiste informacje, zawarte w przekazie medialnym i obrazie zdarzenia, które charakterystyczne są dla grup szukających własnych fundamentów i barw tożsamościowych. Treść jednej to: żałobę prawdziwie celebrować może tylko ten, kto jest z Kościołem i w kościele. Druga zaś rozbrzmiewała w wypowiedziach wielu polityków i połączona jest ze swoistym widzeniem świata &#8211; postrzeganiem „typu ludowego”, nieumiejętnością rozdzielenia porządków rzeczywistości: religijnego, społecznego, państwowego, politycznego. Przykładem jest wypowiedź pani Elżbiety Jakubiak, która, rugając za pewną wypowiedź członka komitetu honorowego kandydata na prezydenta Marszałka Komorowskiego, stwierdziła, „że Polska to katolickie państwo”(10-05-2010, Radio Tok FM). Bezpośrednią konsekwencją tego typu zachowań i percepcji rzeczywistości jest poczucie wykluczenia drugiej strony.<br />
Mówmy raczej o nieszczęśliwym wypadku, niż o bohaterskiej śmierci, o której mogliśmy usłyszeć zarówno z kościelnych ambon, jak i z radioodbiorników oraz innych przekaźników. Nie łączmy śmierci 20000 polskich żołnierzy ze śmiercią ok. 100 państwowych urzędników. Przecież poza nieuzasadnionym historycznym odwołaniem i geograficznym kontekstem oba te wydarzenia nie mają żadnej wspólnej płaszczyzny, na której można by je rozpatrywać. Czyż nie jest nadużyciem określenie listy ofiar katastrofy – „drugą listą katyńską” a samego wydarzenia „drugim Katyniem” ( prezenter radia RMF, 10-04-2010, ok. godz. 17). Manipulacja faktami, dyskursywna opresyjność mają nie tylko swoją  wagę polityczną, ale dają również obraz konstrukcji i odbioru danych faktów. Precyzyjnie też określają grupę docelową dla newsów i zagarniają ustalone sensy. Wszakże konotacje „Listy katyńskiej” są jednoznaczne: kłamstwo, wieloletnie zabiegi dotarcia do prawdy, ukryty mord, elita, najwyższa poniesiona cena za wolność, ofiarność. Osadzając w takim tle znaczeniowym ofiary kwietniowego wypadku konstruuje się miraż rzeczywistości, mający odniesienie tylko w świecie emocji, konfrontacyjnie rozumianej historii i zubożałego mitu. Dezorientuje się zastane i wypracowane w dialogu porządki &#8211; historyczny i polityczny, a uwypukla te wykreowane, pseudomityczne, tworzące zręby hermetycznej wspólnoty. Mityzacja w tym przypadku dzieli, a tym bardziej mityzacja polityczno-historyczna. Powstaje rozwarstwienie i oddzielanie w oparciu o jasno zdefiniowaną wizję rzeczywistości. Rzeczywistości, gdzie wypadek staje się pretekstem do konstruowania teorii spiskowych, gdzie ofiary stają się bohaterami, tragiczna śmierć &#8211; śmiercią męczeńską w imię ideałów, a Smoleńsk miejscem kaźni polskiej inteligencji. Chyba można dostrzec absurd tej sytuacji?<br />
Obok przedstawionego, dzielącego, mechanizmu mityzacji najistotniejszym w niej jest proces fuzji nieprzystających płaszczyzn i pozornie niezwiązanych ze sobą elementów. Warunkiem sine qua non zaistnienia procesów mityzacji jest również, wspomniana już, kompetencja poznawcza – postrzegania typu ludowego.</p>
<p>Kolejną egzemplifikacją scalenia dwu niekompatybilnych wymiarów są liczne odniesienia religijne i zabawy z kalendarzem. Mimo iż 10  kwietnia nie jest rocznicą śmierci papieża Polaka ( 2 IV 2005), to stał się nią. A jak się to dokonało? Nic prostszego! Kalendarz astronomiczny został jednorazowo zmieniony na liturgiczny, w wyniku czego śmierć urzędników państwowych nastąpiła w tym samym czasie, co śmierć Jana Pawła II. Tu bardzo ważne jest podkreślenie, że stało się to w tym samym czasie. Czas liturgiczny bowiem ma charakter cykliczny, w przeciwieństwie do czasu w historii, gdzie jest on linearny, czy w fizyce, gdzie nie ma już nawet takiego charakteru. Czemu służy datowanie wypadku na pierwszą sobotę po Wielkiej Nocy, na okolice Święta Miłosierdzia Bożego, najbardziej polskiego z kościelnych świąt, ustanowionego wszak przez papieża Polaka w 2000 roku na podstawie objawień siostry Faustyny Kowalskiej? Igrając z czasem zapomniano tylko, że wszelkie święta związane z czasem Wielkanocy są ruchome, zatem powstaje problem, kiedy w przyszłości będziemy wspominać tragiczną śmierć. Zabieg ten miał na celu wpisanie nowych sensów w zdarzenie i zmianę optyki odbioru: symboliczne wzbogacenie katastrofy lotniczej, nadanie jej charakteru tajemnicy i ofiary, co jeszcze wzmacniane było różnymi, choć już z kościołem katolickim niezwiązanymi, spiskowymi teoriami dziejów. Poprzez stworzenie wokół tragicznie zmarłych aury świętości i męczeństwa, które wpisują się w rozpowszechniony ludowo-romantyczny obraz rzeczywistości, objawia się kolejny mechanizm mityzacji, jakim jest nadbudowywanie struktur symbolicznych i znaczeniowych.<br />
Paweł Kowal w rozmowie z Jackiem Żakowskim powiedział: „Pan Bóg jakby ich wybrał – mistyka tego polega na tym, że każdy miał tam swojego przedstawiciela”. Pomijając wątpliwą mistyczność wyboru skupmy się nad tworzonym przez słowa obrazem. Czyż przed oczami nie mamy kolażu biblijnej arki Noego, pomieszanej z okropnościami z „Tratwy Meduzy” i wybranych, którzy w imię ideałów idą na śmierć? Nieprzyzwoity patos i butna wzniosłość natychmiast powodują, że zastanawiamy się, czy odpowiednia miara została nadana rzeczy i słowom. Przełamywanie zasady swoistego dekorum również znajduje swoje uzasadnienie w we wspomnianej wizji rzeczywistości, w dyskursie mityzacji, ewentualnie w politycznym cynizmie ( tym jednak zajmować się nie będę).</p>
<div id="attachment_3256" class="wp-caption alignright" style="width: 218px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/06/IMG_1381bratek.jpg"><img class="size-medium wp-image-3256" title="Fot. B. Robotycki" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/06/IMG_1381bratek-208x300.jpg" alt="" width="208" height="300" /></a><p class="wp-caption-text">Fot. B. Robotycki</p></div>
<p>W dniach żałoby Warszawa, a w szczególności Krakowskie Przedmieście oraz okoliczne pomniki i tablice komemoracyjne były teatrum ekspresji zbiorowego przeżywania. Zdawało się, że nieistotne było,  komu i gdzie „stawia się świeczkę”. Otrzymali ją kardynał Wyszyński, Piłsudski, powstańcy i, co zrozumiałe, ofiary zbrodni katyńskiej. Znicze lądowały na ławkach, w donicach i przy tablicach informacyjnych. Czy rzeczywiście były to miejsca przypadkowe? Dwa portrety, „monidła” pary prezydenckiej wraz z „iskrami pamięci” zostały umieszczone pod słowami Jana Pawła II: „ szukałem was, wy teraz przyszliście do mnie, za to wam dziękuję”, które znajdują się na ścianie kościoła św. Anny. Modus operandi tych działań jest zbliżony do wcześniej już opisanego, który można by nazwać saturacją symboliczną. Pamięć ogniskowała się w centrach społecznej wyobraźni o patriotyzmie, walce o wolność, polskości itp. Ale dochodzi jeszcze jeden niebagatelny element wzorca polskości – świętość. Atrybuowana Janowi Pawłowi II, nim został świętym, przechodzi na postacie Lecha i Marii Kaczyńskich, czyniąc z nich składową specyficznie rozumianej polskości – polskości typu ludowego. W jakich rozpatrywać ją kategoriach? Gry symbolami? Przypadkowej koincydencji i synergii? Cynicznej rozgrywki? Kiczowatego przeładowania? Prawdopodobnie poprzez każdą z nich, gdyż w kulturze nie ma zjawisk jednorodnych.</p>
<div id="attachment_3254" class="wp-caption alignleft" style="width: 310px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/06/IMG_1325bratek.jpg"><img class="size-medium wp-image-3254" title="Fot. B. Robotycki" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/06/IMG_1325bratek-300x200.jpg" alt="" width="300" height="200" /></a><p class="wp-caption-text">Fot. B. Robotycki</p></div>
<p>Wbrew wrażeniom, jakie można było odnieść, oglądając relacje telewizyjne, rzeczywistość na dni żałoby nie stała się czarno-biała. Mogę powiedzieć więcej, na szczęście nie straciła nic ze swojego kolorytu. Prócz stoisk ze zniczami, szybko spreparowanymi portretami pary prezydenckiej, kwiatami i emblematami polskości było piwo, oscypek, kwas chlebowy, parasole. A obok nieskończenie długiej kolejki do Pałacu Namiestnikowskiego spotkać można było przechadzających się turystów. Usilne próby stłamszenia różnorodności nie powiodły się. Jednoczesna w tym wina i zasługa mediów, które napędzały cały ten kiermasz. Im bardziej chciały upodobnić go do żałobnego konduktu, tym bardziej stawał się on karnawałowym korowodem.</p>
<p>Po części można się zgodzić z komentarzem prof. Rocha Sulimy („Polityka” nr 19, 8 maja 2010), że obchody te nosiły znamiona rytuałów i że ich estetyczny wyraz został wyznaczony przez odwołanie się do dni żałoby po papieżu Janie Pawle II. Jednakże masowy charakter obchodów, o którym Sulima też wspominał, przerósł lub nie dorósł do rytualnych struktur. Pompa i wyszukana celebracja nie zastąpią znanych etapów obrzędu przejścia, straciliśmy bowiem metafizyczne odniesienie na rzecz widzialnej i medialnej sfery faktu. Nasza wrażliwość  jest wrażliwością mediów i odwrotnie, co wcale nie jest złym zjawiskiem, tylko innym. Może lepiej mówić o Schechnerowskiej performatywności, która ma znamiona akcydentalności i updatingu lub konceptualizować wydarzenia jako schematy gier. Wtedy pozbywamy się obowiązku zadośćczynienia spetryfikowanym rytualnym strukturom, a możemy je określić jako jednorazowe sytuacje o charakterze rytualnym, mitycznym itp. Spojrzenie na tego typu wydarzenia poprzez schematy gier w większym stopniu zdialogizuje i wyrówna poziomy uczestnictwa. Uaktywni widza, a odbierze kompetencje twórcom oferty kulturalnej, zdemokratyzuje czy umasowi możliwości ekspresji. Profesor Sulima mówi o rytuale współczesnym i o skradzionej formie rytualnej. Tak, są to adekwatne terminy, ale wciąż z wpisanym wewnętrznym szkieletem modeli rozwiązań. A według mnie  widowiskowość i obrazowość (zbiorczo: wizualność) jest bardziej amorficzna i przypadkowa, co nie oznacza, że wymyka się poznaniu. Do opisu zaistniałej sytuacji można również posłużyć się Turnerowską koncepcją communitas, co też wielu czyni. A i w moich próbach analizy można odnaleźć do niej nawiązania. Jednakże communitas posiada wyraźne znamię liminalności, a przekonany jestem, że istotą tego typu zjawisk jest ciągłość i swego rodzaju schematyczność następstw – czyli wielopostaciowość gry.</p>
<p>Najbardziej rytualnopodobną formę przybrały obrzędy pogrzebowe, które miały miejsce w Krakowie. Jednakże nie one mnie interesują, a tylko szum, jaki powstał wokół wyboru miejsca pochówku. Choć też nie ten polityczny, dzielący ludzi na zwolenników i przeciwników inhumacji na Wawelu. Na temat przemocy symbolicznej, historycznych kontekstów, politycznych sympatii, symboliki centrum i peryferii wylano morze atramentu. Chodzi tu o szum głębszy, niesprecyzowany, którego nie wszyscy są świadomi, a nie jest on bez znaczenia. Miejsce, rozumiane topograficznie i nagrobek są istotą sprawy, są trwałym materialnym bodźcem i utrwalaczem dla pamięci. Grób wypełnia puste miejsce po stracie. Jest jednym z elementów tworzących pamięciową mapę zagadnień metafizycznych: podróż do grobu jako przeżycie. Jest fizyczną reprezentacją obecności i jej braku. „Jego (grobu) niezwykła funkcja magiczna opiera się na odnowieniu obecności zmarłych poprzez przypisanie wspomnienia do widzialnego śladu, miejsca i znaku; na zbliżeniu nieobecności z istniejącym przedmiotem, który przeczy nieistnieniu zaginionego nadając lenno reprezentacji pamięci”¹. Istotą sporu nie było więc: gdzie pochować ciało, ale natura pamięci i sposoby jej kształtowania, jej wymiar społeczny i jednostkowy. Nie rozchodziło się o siłę i wpływ przeżycia na ludzkie zachowanie.  Spór nad grobem toczył się o przyszłość, a jego złożoność wynikała z przemieszania kilku poziomów uczestnictwa w świecie: jednostkowego ze społecznym, państwowego z prywatnym oraz wewnętrznych sprzeczności w każdym z nich. Z równoczesnej chęci wymazania i zapamiętania, co dotyczy zarówno płaszczyzn indywidualnych i zbiorowych.</p>
<div id="attachment_3257" class="wp-caption alignright" style="width: 191px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/06/IMG_1394-bratek.jpg"><img class="size-medium wp-image-3257" title="Fot. B. Robotycki" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/06/IMG_1394-bratek-181x300.jpg" alt="" width="181" height="300" /></a><p class="wp-caption-text">Fot. B. Robotycki</p></div>
<p>Proces mityzacji i jego poszczególne etapy są redukowalne do modelu. Ale już sam jego wynik nie, ponieważ jest rezultatem współoddziaływania niezliczonej ilości czynników, od biologicznych po kulturowe. Powstały w tym przypadku zubożały mit, bo o micie jako takim mowy być nie może, jest tworem bardzo elastycznym. Wchłania w swoje amorficzne ciało wszelkie interpretacje, mogące ujednolicić reprezentacje lub te, wobec których może stanąć w opozycji, by zbudować definiowalną tożsamość. Naturą takiego mitu jest dodatkowo krótkotrwałość. Przeważnie rozpada się on wraz ze zmianą kontekstu. Łatwiej bowiem zbudować niby-mit z prefabrykatów kultury, niż osadzić go na strukturze długiego trwania. W ten też sposób Matka Boska Częstochowska została zaangażowana w sprawę katyńską. Według wierzeń ludowych jedna ze szram na jej licu jest symbolicznym obrazem katyńskiej zbrodni, natomiast druga, jak mogliśmy się ostatnio dowiedzieć, była znamieniem nieodgadnionym, aż do sądnego dnia – 10 kwietnia 2010. Co więcej, w nową sukienkę cudownego obrazu zostanie wpleciona stalowa nić, z odpowiednio spreparowanej śruby, skradzionej z miejsca wypadku. Teraz pozostaje nam czekać potwierdzenia zasłyszanych w pociągu informacji o 3 przepowiedni fatimskiej, w której to zawarte miały być przepowiednie katastrofy w Smoleńsku..</p>
<p>Na zakończenie pozwolę sobie przytoczyć słowa Rogera Caillois z książki „Człowiek i sacrum”, które mimo że sprzed ponad pół wieku, opisują precyzyjnie charakter współczesnego świata. „Wszystko zostało pomniejszone, podzielone na kawałki, zautonomizowane. Odtąd można stracić w jednym miejscu, a zyskać w innym. Nic nie angażuje już człowieka w całości. Nasz wiek kompensuje straty tych, którym obojętne się stało ich zbawienie. Zmniejszyła się waga każdego przeciwieństwa, wzrosła zaś jego autonomia. Sfera profanum bardzo się rozszerzyła i teraz obejmuje prawie  wszystkie ludzkie sprawy”². Zatem zagrajmy w żałobę.</p>
<address><span style="color: #000000;">¹</span>J. Didier Urbain, Deuil, trace et mémoire, http://www.mediologie.org/collection/07_monuments/urbain.pdf</address>
<address>²R. Caillois, „Człowiek i sacrum”, Warszawa 2009, s. 69.</address>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/06/08/%e2%80%a6-i-po-zalobie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Dzyń, dzyń! / Puk, puk!</title>
		<link>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/06/03/dzyn-dzyn-puk-puk/</link>
		<comments>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/06/03/dzyn-dzyn-puk-puk/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 03 Jun 2010 20:29:23 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ela Skokowska</dc:creator>
				<category><![CDATA[Antropologia kultury]]></category>
		<category><![CDATA[badania terenowe]]></category>
		<category><![CDATA[muzeum]]></category>
		<category><![CDATA[wydarzenia]]></category>
		<category><![CDATA[wystawy]]></category>
		<category><![CDATA[gry]]></category>
		<category><![CDATA[innowacja]]></category>
		<category><![CDATA[inspiracja]]></category>
		<category><![CDATA[kieratówka]]></category>
		<category><![CDATA[tożsamość]]></category>
		<category><![CDATA[wystawa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ethnomuseum.pl/blog/?p=3202</guid>
		<description><![CDATA[- Dzień dobry pani, ja jestem studentką i robię tutaj takie badania, bo ja będę pisała pracę o B.
- Wejdź, kochana, wejdź.
[kawa/herbata, a może i ciasteczka; dyktafon]
-A skąd ty przyjechałaś tutaj, moje dziecko?
- Z Warszawy.
- Aż z Warszawy, no, no. I co mówiłaś, że studiujesz?
- Etnologię.

- Etnologię&#8230; a to nie o owadach jest?
- Nie, nie. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="attachment_3204" class="wp-caption alignleft" style="width: 284px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/06/30306_125941037434945_100000571489619_241679_6760357_n.jpg"><img class="size-medium wp-image-3204" title="Sieci znaczeń, fot. P. Strojnowski" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/06/30306_125941037434945_100000571489619_241679_6760357_n-300x224.jpg" alt="Sieci znaczeń, fot. P. Strojnowski" width="274" height="204" /></a><p class="wp-caption-text">Sieci znaczeń, fot. P. Strojnowski</p></div>
<p style="text-align: justify;">- Dzień dobry pani, ja jestem studentką i robię tutaj takie badania, bo ja będę pisała pracę o B.</p>
<p style="text-align: justify;">- Wejdź, kochana, wejdź.</p>
<p style="text-align: justify;">[kawa/herbata, a może i ciasteczka; dyktafon]</p>
<p style="text-align: justify;">-A skąd ty przyjechałaś tutaj, moje dziecko?</p>
<p style="text-align: justify;">- Z Warszawy.</p>
<p style="text-align: justify;">- Aż z Warszawy, no, no. I co mówiłaś, że studiujesz?</p>
<p style="text-align: justify;">- Etnologię.</p>
<p style="text-align: justify;"><span id="more-3202"></span></p>
<p style="text-align: justify;">- Etnologię&#8230; a to nie o owadach jest?</p>
<p style="text-align: justify;">- Nie, nie. To jest taka nauka o kulturze.</p>
<p style="text-align: justify;">- I wy tak badacie społeczeństwo, tak? To taka socjologia, tak?</p>
<p style="text-align: justify;">- No nie, nie do końca.  Bo my tak badamy ludzi no&#8230; pojedynczo, rozumie pani. To się nazywa też antropologią.</p>
<p style="text-align: justify;">- A to nie są ci, co to jakieś czaszki tam oglądają? Czytałam taki artykuł ostatnio w &#8220;Focusie&#8221;, ja to lubię takie ciekawostki, wiesz. Że właśnie pojechali archeolodzy tam na jakieś wykopaliska gdzieś do Afryki i tam tacy antropolodzy właśnie znaleźli jakieś kości i czaszkę, i z tego się dowiedzą, z jakich to jest czasów, co tam wykopali. Ale to ja nie wiem, dlaczego wy tutaj w B. coś badacie. U nas nic takiego to nie będzie&#8230;</p>
<p style="text-align: justify;">- No nie, bo to jest antropologia fizyczna, my się tym nie zajmujemy. No&#8230; my tak po prostu chodzimy po domach i rozmawiamy z ludźmi o różnych rzeczach. Jeżeli nas wpuszczą, oczywiście.</p>
<p style="text-align: justify;">- Wiesz, jak ty byś chodziła nie jedna, tylko z kimś, to bym pewnie nie puściła, bo to wiesz, te Jehowy ostatnio tak chodzą i oni zawsze po dwoje chodzą. I też chcą rozmawiać. Wiesz, przychodzą, najczęściej to chłopak i dziewczyna, grzeczni bardzo, nie powiem, i mówią, że  chcieliby razem Biblię poczytać i porozmawiać. Ja to nigdy nie puszczam, mój mąż nieboszczyk ich bardzo nie lubił. Zawsze im mówił, że Biblię to on może sobie sam poczytać albo w kościele. No, ale jak patrzę teraz przez judasza, że taka dziewczynka stoi, sama jeszcze, więc może nie Jehowa, to pomyślałam: otworzę, co mi tam. Oni teraz zbudowali ten swój kościół, czy tam świątynię, ja nie wiem, tak to nazywają,  tutaj w B., niedaleko przy torach, dlatego coraz częściej chodzą. Zwłaszcza w tych budynkach, bo tu blisko mają. Słyszałam od sąsiadki, że&#8230;</p>
<p style="text-align: justify;">______________________________________________________________________________________________</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">
<div id="attachment_3217" class="wp-caption alignright" style="width: 160px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/06/30306_125938847435164_100000571489619_241670_1129943_n.jpg"><img class="size-thumbnail wp-image-3217" title="Raz, dwa, trzy, etnograf patrzy! Fot. P. Strojnowski" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/06/30306_125938847435164_100000571489619_241670_1129943_n-150x150.jpg" alt="Raz, dwa, trzy, etnograf patrzy! Fot. P. Strojnowski" width="150" height="150" /></a><p class="wp-caption-text">Raz, dwa, trzy, etnograf patrzy! Fot. P. Strojnowski</p></div>
<p>Myślę, że każdy etnograf przeżył w terenie takie chwile, kiedy miał ochotę walić głową w ścianę albo przeciwnie:  wyprzeć się niczym św. Piotr  i stwierdzić, że owszem, jest socjologiem, a potem czekać na piorun, który spadnie z nieba,  aby go pokarać.</p>
<p style="text-align: justify;">Kryzys związany z tożsamością naszej dyscypliny trwa już od pewnego czasu. Ma swoje dobre strony: mamy dużą swobodę wyboru tematów badawczych, włączając w to wycieczki na tereny dawniej uznawane za socjologiczne, kulturoznawcze, psychologiczne czy wręcz medyczne. Inna sprawa, że dziedziny te też się specjalnie wzajemnie nie ograniczają, prowadząc ekspansję w głąb naszych &#8211; rdzennie przecież etnograficznych &#8211; ziem.</p>
<p style="text-align: justify;">Kolejną zaletą tego stanu rzeczy jest mnożenie się prac teoretycznych, obfitujących w celne metafory i zgrabne cytaty, którymi można okrasić prace dyplomowe czy chociaż eseje na zaliczenie przedmiotu.</p>
<p style="text-align: justify;">Jednak, ogólnie rzecz ujmując, korzyści z postmodernistycznego rozmycia kończą się tam, gdzie zaczyna się Teren i Praktyka. Niewinne pytanie rozmówcy czy rozmówczyni zbija nas z pantałyku, bo jak tu wytłumaczyć ludziom Clifforda, Geertza, Rorty&#8217;ego i może jeszcze trochę Hastrup. Ha, wytłumaczyć to nie problem, ale zrobić to zanim się znudzą i nas wyrzucą? Chociaż nawet nie zdążyliśmy zadać tych kilku pytań&#8230;</p>
<p style="text-align: justify;">A przecież oni mają święte prawo wiedzieć, czym zajmują się ludzie, którzy wypijają im kawę i herbatę, wyjadają obiady, pytają o kolor Lenina i jeszcze nagrywają to wszystko cyfrowym wynalazkiem. A my powinniśmy być w stanie wytłumaczyć w jednym czy dwóch zdaniach, po co tak naprawdę włóczymy się po ich Terenie. I to wytłumaczyć w taki sposób,  żeby nie wyjść na nekromantów, łapaczy motyli czy &#8211; co gorsza &#8211; socjologów.</p>
<p style="text-align: justify;">
<div id="attachment_3219" class="wp-caption alignleft" style="width: 175px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/06/30306_125938624101853_100000571489619_241667_3126574_n.jpg"><img class="size-thumbnail wp-image-3219" title="&quot;A gdzie jest człowiek?&quot;, fot. P. Strojnowski" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/06/30306_125938624101853_100000571489619_241667_3126574_n-150x150.jpg" alt="&quot;A gdzie jest człowiek?&quot;, fot. P. Strojnowski" width="165" height="165" /></a><p class="wp-caption-text">&quot;A gdzie jest człowiek?&quot;, fot. P. Strojnowski</p></div>
<p>Z okazji jubileuszu 75-lecia Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej UW młodzi etnografowie/etnolodzy/antropolodzy, trochę podirytowani istniejącym stanem rzeczy, postanowili za pomocą specjalnej wystawy pokazać, czym w zasadzie jest antropologia. Może nie tyle pokazać, ile raczej zaproponować swoją wizję. Albo może&#8230; innymi słowy&#8230;</p>
<p style="text-align: justify;">Cóż, najlepiej będzie, jeśli sami się wybierzecie i zobaczycie, a nawet pogracie w specjalną, interaktywną etno-grę. Bo tak naprawdę, jak mawia Geertz, <em>antropologom zadawane bywa nieobce im samym pytanie, jak to, co robią, różni się od tego, czym zajmują się socjolodzy, historycy, psycholodzy czy politolodzy. Na to pytanie nie ma gotowej odpowiedzi poza tym, że z całą pewnością robią to właśnie, co robią.</em> (C. Geertz, <em>Zastane światło</em>)</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;"><strong>Niniejszym studenci Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej UW zapraszają na wystawę &#8220;A gdzie jest człowiek?&#8221;, którą można oglądać w Państwowym Muzeum Etnograficznym w Warszawie od 25 maja do 7 czerwca 2010 roku.</strong></p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/06/03/dzyn-dzyn-puk-puk/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Uniwersalność rytuałów</title>
		<link>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/04/22/uniwersalnosc-rytualow/</link>
		<comments>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/04/22/uniwersalnosc-rytualow/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 22 Apr 2010 19:16:52 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Tomasz_Wisniewski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Antropologia kultury]]></category>
		<category><![CDATA[badania terenowe]]></category>
		<category><![CDATA[rytuał]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ethnomuseum.pl/blog/?p=2837</guid>
		<description><![CDATA[.&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;..&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;.
W obliczu żałoby narodowej i tragicznej śmierci polskich dygnitarzy towarzyszy nam wszechogarniające poczucie żalu i smutku za zmarłymi. Aby ich pożegnać i zaznaczyć ich odejście z krainy żywych, organizujemy ceremonie pogrzebowe. Poprzez śmierć, istota zmarłego, jego funkcje, które pełnił w społeczeństwie, jego życie – pewna ciągłość, zostaje przerwana. Zostawia lukę we wszystkich miejscach, w których [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="attachment_2856" class="wp-caption alignleft" style="width: 212px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/04/2.jpg"><img class="size-medium wp-image-2856  " title="Tara Hill, fot. T. Wiśniewski" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/04/2-224x300.jpg" alt="" width="202" height="270" /></a><span style="color: #ffffff;"> </span><p class="wp-caption-text">Tara Hill, fot. T. Wiśniewski</p></div>
<p><span style="color: #ffffff;">.</span><span style="color: #ffffff;"><span style="color: #ffffff;">&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;..</span>&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;.</span></p>
<p>W obliczu żałoby narodowej i tragicznej śmierci polskich dygnitarzy towarzyszy nam wszechogarniające poczucie żalu i smutku za zmarłymi. Aby ich pożegnać i zaznaczyć ich odejście z krainy żywych, organizujemy ceremonie pogrzebowe. Poprzez śmierć, istota zmarłego, jego funkcje, które pełnił w społeczeństwie, jego życie – pewna ciągłość, zostaje przerwana. Zostawia lukę we wszystkich miejscach, w których wcześniej zaznaczył swą obecność. Zapełnieniu tej luki służą odprawiane rytuały: żałoba, czuwanie, ceremonie pogrzebowe. Czym one są?</p>
<p><span style="color: #ffffff;">&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;.</span></p>
<p><span style="color: #ffffff;"><br />
</span></p>
<p><span id="more-2837"></span></p>
<p>Antropolog opisujący te ceremonie może za słowami francuskiego uczonego Arnolda Van Gennepa określić je rytuałami przejścia. Rytuał przejścia towarzyszy zawsze najważniejszym zmianom w życiu człowieka, takim jak narodziny, inicjacja w dorosłość, małżeństwo oraz śmierć. Podczas chrztu człowiek staje się nowym członkiem społeczności odprawiającej rytuał; w przypadku rytualnych inicjacji dzieci stają się dorosłymi; podczas ślubu dwoje małżonków zmienia swój status społeczny na jeden byt – małżeństwo. Rytuał pogrzebowy to także rytuał przejścia – podczas niego osoba przechodzi do świata zmarłych. Van Gennep we wszystkich rytuałach przejścia dostrzegł wspólny element. Zauważył, że aby w statusie społecznym osoby mogła dokonać się zmiana, jej stary status musi ulec rytualnej „separacji”, podczas której przerwany zostaje jej związek ze zwyczajnym życiem, rolami, codziennymi zadaniami. Poprzez ryt separacji uczestnicy ceremonii zostają brutalnie wyrwani z codzienności i wkraczają w sferę sacrum. Aby przybrać nowe role, te stare muszą być w jakiś sposób zniszczone. Inicjowani są symbolicznie uśmiercani, przebierani za duchy, narzeczonych obrączkuje się, by oznajmić światu ich oderwanie od dawnych ról, podczas chrztu spłukuje się święconą wodą starą „grzeszną” naturę. W ten sposób, każdej zmianie w życiu towarzyszy symboliczna śmierć.</p>
<p>Angielski uczony Victor Turner widział tą symboliczną „śmierć” jako najistotniejszy element każdego rytuału, jego centrum i istotę, a jednocześnie największą zagadkę. Stan ten nazwał liminalnym, potencjalnie niebezpiecznym i groźnym dla zdrowia, życia i całego porządku społecznego. Osoba w stanie liminalnym jest podczas każdego rytuału zawieszona w próżni, jej stary status już nie obowiązuje, lecz nowy nie zdążył się jeszcze wykształcić. Jest zawieszona w czasie i przestrzeni, istnieje „w środku i pomiędzy”, w swoistej pustce między dwoma światami. Normalne zasady nie obowiązują podczas tego okresu. Następuje turnerowskie communitas, mistyczny moment anty-struktury. W czasie liminalnym role odwracają się. Podczas rytualnej inicjacji nowicjusze są goleni, malowani, symbolicznie zmieniają płeć, upodabniają się do siebie poprzez jednakowy strój. Również stroje żałobników przybierają kolor czarny. Okres liminalny to najbardziej płynna, aktywna i niekontrolowana część rytuału, część, w której status społeczny ulega modyfikacji, przepoczwarza się. Jest to okres trudny, bolesny i zagadkowy. Inicjowani są poddawani brutalnym skaryfikacjom, noworodki są obrzezywane, również młodych narzeczonych w wielu kulturach czekają bolesne próby. W czasie żałoby zdajemy sobie sprawę, że osoba, która zmarła, wraz ze wszystkimi jej rolami, zachowaniami i zwyczajami zostaje pochłonięta przez wielką tajemnicę.</p>
<p>Turner zauważył, że każdy rytuał, oprócz fazy preliminalnej i liminalnej, posiada także ważny moment reinkorporacji, czyli  fazę postliminalną. Podczas tej fazy modyfikacja statusu osoby jest ukończona, trudny okres prób ulega zamknięciu. „Nowonarodzony” członek społeczności po symbolicznej śmierci starego statusu uzyskuje nowy status, który od teraz określa jego pozycję w społeczeństwie – w przypadku chrztu jako człowieka, w przypadku inicjacji jako mężczyzny, w przypadku małżeństwa – jako męża lub żony. Czy jednak wszystkie rytuały posiadają tę samą strukturę? Co z rytuałem pogrzebowym? Jak możliwa jest reinkorporacja, skoro zmarła osoba nie wróci do świata żywych? Jak kończy się bolesny, pełen cierpień, zagadek i niepewności okres przejścia?</p>
<p>W rytuale pogrzebowym możemy zauważyć dwa momenty. Separacja następuje w momencie śmierci, niedoszły członek społeczności opuszcza ją. Następuje faza tranzycji, podczas której jego duch zaczyna podróż. Dusza przechodzi z jednego świata do drugiego, z jednego porządku społecznego do innego. W podróży towarzyszą jej żałobnicy, wspierając ją w tej potencjalnie groźnej sytuacji. W tym czasie każdy błąd popełniony podczas pogrzebu działa na zgubę duszy, może ona zostać uwięziona pomiędzy światami lub przybrać formę złego ducha, zwłaszcza w wypadku śmierci nienaturalnej. Podczas tej fazy istnieje także ryzyko braku społecznej kontroli związane z luką w dotychczas zajmowanej przez zmarłego pozycji społecznej. Jeśli wszystko pójdzie jednak dobrze, umarli spoczną, żałoba skończy się, a społeczny porządek zostanie przywrócony. Możemy założyć, że faza inkorporacji to wstąpienie duszy zmarłego do kolektywu zmarłych, przodków, którzy także tworzą określoną społeczność. Byłby to koniec rytuału, podobny do „przeciętego” w połowie rytuału inicjacyjnego: odłączenie od społeczności, przejście w sferę sacrum, tyle że bezpowrotne. Czy pogrzeb to inicjacja w niebyt?</p>
<p>Francuski antropolog Maurice Bloch zauważa, że we wszystkich społecznościach, których indywidualizm nie jest mocno wykształcony, przodkowie stanowią bardzo ważną cześć społeczności, są uważani za ciągle obecnych w formach przedmiotów lub duchów; są pełnoprawnymi członkami danej społeczności, często nawet ważniejszymi od żywych. Przodkowie w społecznościach nieindywidualistycznych są także uważani za ciągle obecnych pośród żyjących. Członkowie społeczeństw Oceanii, które badał Bloch, uważali także, że ich przodkowie ponownie wejdą do świata, z którego odeszli, w takiej czy innej formie. Śmierć była dla nich zaledwie małym zdarzeniem w wielkiej ciągłości, w którą wpleceni byli wszyscy członkowie plemienia. Czy różnimy się tak bardzo od plemion wierzących, że duch pradziada widzi, słyszy i ocenia nasz każdy ruch?</p>
<p>Wspólnym elementem wszystkich rytuałów według Blocha jest przejście z jednej grupy do drugiej. Śmierć byłaby w tym momencie wykluczeniem z danej grupy. Dlatego według Blocha śmierć nie jest widziana jako proces ‘przeciętny’, ale jako ciągły i płynny, a przy tym – co najważniejsze – nieprzerwany. Jak mówi Bloch, pogrzebom towarzyszy bogata symbolika, w której śmierć jest równoznaczna z życiem, gdzie zmarły, jako członek zdepersonalizowanego ogółu zmarłych jest zrównany z żywym i jest dla niego źródłem płodności oraz witalności. Ciało jest gwarancją żyzności, a dusza zapewnia duchową płodność i siłę. Na przykład Celtowie sadzili w ustach zmarłego roślinę, członkowie indyjskiego plemienia Kol opisywanego przez antropologów spożywały część ciała zmarłego w bluźnierczym dla pierwszych kolonialistów akcie nekrofagii. Najważniejszym elementem pogrzebu nie jest, jak mówi Bloch, podkreślenie odejścia i zakończenia, ale ciągłości, nieśmiertelności i odrodzenia. Odrodzenie to w swojej istocie zaprzeczenie indywidualnej zagłady, zawierające w sobie potwierdzenie siły społeczności i jej mocy twórczych. Odrodzenie to ostateczna faza, którą podkreśla rytuał pogrzebowy; moment, w którym istota odradza się, utwierdza pośród świata żywych i płodnych, aby ostatecznie triumfować nad nim. Istotą rytuału pogrzebowego jest podkreślenie mocy duchowej, która zwycięża  cielesność. W przeciwieństwie do tego, co witalne, cielesne, nie ulega degradacji; jest wieczna, nieśmiertelna i reprezentuje najwyższą wartość dla społeczności: wartość wspólną.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/04/22/uniwersalnosc-rytualow/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>A jednak kwitnie &#8211; parę słów o teatrze ludowym</title>
		<link>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/04/09/a-jednak-kwitnie-pare-slow-o-teatrze-ludowym/</link>
		<comments>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/04/09/a-jednak-kwitnie-pare-slow-o-teatrze-ludowym/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 09 Apr 2010 08:47:15 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ela Skokowska</dc:creator>
				<category><![CDATA[Tradycja]]></category>
		<category><![CDATA[badania terenowe]]></category>
		<category><![CDATA[wydarzenia]]></category>
		<category><![CDATA[inspiracja]]></category>
		<category><![CDATA[tożsamość]]></category>
		<category><![CDATA[wieś]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ethnomuseum.pl/blog/?p=2783</guid>
		<description><![CDATA[
W tym tekście pragnęłabym napisać co nieco o teatrze, który traktowany jest przez media na tyle po macoszemu, że można mieć poważne wątpliwości nie tylko co do jego kwitnienia, ale nawet co do wegetacji. Niesłusznie. Teatr wiejski/ludowy/amatorski &#8211; jakby go nie nazywać &#8211; bo o nim będzie tu mowa, czuje się całkiem nieźle.
20 i 21 [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">
<div id="attachment_2814" class="wp-caption alignleft" style="width: 285px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/04/1P3210068.jpg"><img class="size-medium wp-image-2814   " title="&quot;Ballada o Alwerni&quot;, TL Tradycja z Okleśnej, fot. K. Matuszewska" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/04/1P3210068-300x225.jpg" alt="&quot;Ballada o Alwerni&quot;, TL Tradycja z Okleśnej, fot. K. Matuszewska" width="275" height="206" /></a><p class="wp-caption-text">&quot;Ballada o Alwerni&quot;, TL Tradycja z Okleśnej, fot. K. Matuszewska</p></div>
<p>W tym tekście pragnęłabym napisać co nieco o teatrze, który traktowany jest przez media na tyle po macoszemu, że można mieć poważne wątpliwości nie tylko co do jego kwitnienia, ale nawet co do wegetacji. Niesłusznie. Teatr wiejski/ludowy/amatorski &#8211; jakby go nie nazywać &#8211; bo o nim będzie tu mowa, czuje się całkiem nieźle.</p>
<p style="text-align: justify;">20 i 21 marca w Czarnym Dunajcu odbyły się Przepatrzowiny Teatrów Regionalnych Małopolski. Jest to pierwszy etap eliminacji do konkursu o wyższej randze &#8211; Regionalnych Sejmików Wiejskich Zespołów Teatralnych, których w Polsce jest pięć, a ich zwieńczeniem jest ogólnopolski Międzywojewódzki Sejmik, w którym biorą udział zwycięzcy z poprzedniego etapu.</p>
<p style="text-align: justify;"><span id="more-2783"></span></p>
<p style="text-align: justify;">Wybierałyśmy się z koleżanką z Warszawy do Czarnego Dunajca nie mając zielonego pojęcia, jak może wyglądać taki konkurs &#8211; chociaż udało mi się dostać program, nie wiedziałam nawet, gdzie Przepatrzowiny mają się odbywać. Kiedy wysiadłyśmy z autobusu przy rynku, który wyglądał dosyć ponuro, próbowałyśmy odnaleźć jakiś plakat z informacją o lokalizacji imprezy. Z tablicy informacyjnej dowiedziałyśmy się o niemal wszystkich dyskotekach w okolicy na przestrzeni ostatniego roku, niestety, o Przepatrzowinach nic a nic. Zaczepiony mieszkaniec wyraził podejrzenie, jakoby mogłyby odbywać się  w remizie, w której z tego, co pamięta, jeszcze 20 lat temu był dom kultury&#8230; może jeszcze jest?</p>
<p style="text-align: justify;">Szczęśliwie był. Odnalazłyśmy właściwą salę i mogłyśmy skupić się na sztuce.  Po paru minutach jej trwania zaczęłam rozglądać się po widowni i dopiero wtedy przeżyłam prawdziwy szok. Oprócz trzyosobowej komisji oceniającej spektakle, kamerzysty, fotografa, konferansjerki i organizatorki Przepatrzowin oraz kilkorga dzieci ze szkoły, której uczniowie właśnie byli na scenie, widzami niezależnymi byłyśmy tylko my!</p>
<div id="attachment_2812" class="wp-caption alignright" style="width: 160px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/04/1P3210018.jpg"><img class="size-thumbnail wp-image-2812 " title="&quot;Mazepa&quot;, AZT Niecieczanie z Niecieczy, fot. K. Matuszewska" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/04/1P3210018-150x150.jpg" alt="&quot;Mazepa&quot;, AZT Niecieczanie z Niecieczy, fot. K. Matuszewska" width="150" height="150" /></a><p class="wp-caption-text">&quot;Mazepa&quot;, AZT Niecieczanie z Niecieczy, fot. K. Matuszewska</p></div>
<p style="text-align: justify;">Teatr wiejski zatem kwitnie, tylko widownia nie za bardzo. Żywię nadzieję, że gdyby postarano się o jakąś promocję imprezy, napisano więcej niż  malutką notatkę w &#8220;Tygodniku Podhalańskim&#8221; na początku marca,  a zamiast dwóch czy trzech niewielkich plakatów sprytnie ukrytych przed ciekawskich wzrokiem, znalazło się ich nieco więcej, także w Zakopanem, gdzie o każdej porze roku są jacyś turyści, może przybyłoby kilku widzów, niekoniecznie będących krewnymi i znajomymi aktorów i reżyserów sztuk.</p>
<p style="text-align: justify;">Jeżeli już mowa o przedstawieniach: było ich osiem, a to, co najbardziej rzuciło mi się w oczy, to ich ogromna różnorodność. Były zatem sztuki pisane przez członków zespołu, sztuka Wandy Czubernatowej, a nawet <em>Mazepa</em> Słowackiego, spektakle obrzędowe i nieobrzędowe, w strojach &#8220;ludowych&#8221; i kostiumach z epoki, a nawet ogromne przedsięwzięcie (pierwotnie plenerowe), do którego scenografia montowana była blisko godzinę.</p>
<p style="text-align: justify;">Poziom sztuk był nierówny, zdarzyły się sztuki bardzo dopracowane, dowcipne, pomysłowe, w niektórych było widać, jak wiele pracy włożyli w nie uczestnicy, inne wypadły słabo. Niekiedy największy problem dla aktorów ( i  dla widzów także) stanowiła nieznajomość tekstu. Objawiało się to nieskoordynowanym dreptaniem w okolicach kurtyny, zza której nieszczęśliwie wystawał kawałek scenariusza trzymanego przez suflera.  Nie będę ukrywać, że dużo straciła na tym gra zapominalskiego aktora.</p>
<p style="text-align: justify;">
<div id="attachment_2813" class="wp-caption alignleft" style="width: 160px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/04/1P3210059.jpg"><img class="size-thumbnail wp-image-2813" title="&quot;Na Orawie dobrze&quot;, OGT im. E. Kowalczyka z Lipnicy Wielkiej na Orawie, fot. K. Matuszewska" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/04/1P3210059-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a><p class="wp-caption-text">&quot;Na Orawie dobrze&quot;, OGT im. E. Kowalczyka z Lipnicy Wielkiej na Orawie, fot. K. Matuszewska</p></div>
<p>Te spektakle, które z założenia miały być ludowe, stanowiły zdecydowaną większość tegorocznego repertuaru Przepatrzowin. Aktorzy bardzo ładnie prezentowali się w strojach regionalnych, które w większości przypadków miały niewiele wspólnego z codzienną współczesną ludowością. W życiu jeszcze nie widziałam górala w tak śnieżnobiałych portkach, jak na czarnodunajeckiej scenie, nawet na corocznym Festiwalu Ziem Górskich biel spodni jest raczej złamana.</p>
<p style="text-align: justify;">Ważnym atrybutem sztuk ludowych było mówienie gwarą. Nadawało specyficzny klimat i często było bardzo efektowne. Z wyjątkiem tych momentów, kiedy było widać, że mówienie gwarą sprawia aktorowi dużo większy problem niż widzowi zrozumienie jego wypowiedzi.  Gwarą mówiła też pani konferansjerka, która &#8211; ubrana w piękny strój góralski &#8211; sprawiała, że impreza nabierała wręcz familijnego charakteru.</p>
<p style="text-align: justify;">Jury z entuzjazmem przyjmowało  &#8220;etnograficzność&#8221; sztuk prezentowanych na Przepatrzowinach, o czym najdobitniej  świadczą <a href="http://www.mcksokol.pl/296,Przepatrzowiny_Teatrow_Regionalnych.htm" target="_blank">wyniki konkursu</a>. Preferowana &#8220;ludowość&#8221; miała &#8211; niestety &#8211; więcej wspólnego z cepeliadą, niż z rzeczywistością.  Szkoda, że w komisji znalazło się troje aktorów i reżyserów, będących jednocześnie instruktorami, wykładowcami czy scenografami, a zabrakło chociaż jednego etnografa. Poza ocenianiem sztuk według kryteriów teatru zawodowego (gra aktorska, scenografia, ruch sceniczny) przydałby się może jakiś kompetentny głos związany z samą regionalnością, która jest nawet w nazwie Przepatrzowin.</p>
<p style="text-align: justify;">
<div id="attachment_2803" class="wp-caption alignright" style="width: 160px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/04/IMG_4228.jpg"><img class="size-thumbnail wp-image-2803" title="&quot;Uroki&quot;, Grupa Obrzędowa KGW z Męciny, fot. E. Skokowska" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/04/IMG_4228-150x150.jpg" alt="&quot;Uroki&quot;, Grupa Obrzędowa KGW z Męciny, fot. E. Skokowska" width="150" height="150" /></a><p class="wp-caption-text">&quot;Uroki&quot;, Grupa Obrzędowa KGW z Męciny, fot. E. Skokowska</p></div>
<p style="text-align: justify;">Jednakże, jakby nie było, pomimo wszystkich trudności, teatr wiejski kwitnie, czego najlepszym dowodem jest osiem małopolskich zespołów teatralnych, które prezentowały w Czarnym Dunajcu swoje przedstawienia. I dopóki zespołom tym zwyczajnie chce się wystawiać sztuki, nawet przed widownią, której prawie nie ma, jak miało to miejsce w Czarnym Dunajcu, to znaczy, że trzymają się one mocno. Pytanie, co zrobić, żeby zakwitła publiczność?</p>
<p style="text-align: justify;">
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/04/09/a-jednak-kwitnie-pare-slow-o-teatrze-ludowym/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Niedoseksualność badacza w doświadczeniu z gruzińskimi Wajnachami</title>
		<link>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/03/15/niedoseksualnosc-badacza-w-doswiadczeniu-z-gruzinskimi-wajnachami/</link>
		<comments>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/03/15/niedoseksualnosc-badacza-w-doswiadczeniu-z-gruzinskimi-wajnachami/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 15 Mar 2010 08:49:17 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Wpis Gościnny</dc:creator>
				<category><![CDATA[badania terenowe]]></category>
		<category><![CDATA[Kistowie]]></category>
		<category><![CDATA[męskość]]></category>
		<category><![CDATA[płeć]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ethnomuseum.pl/blog/?p=2531</guid>
		<description><![CDATA[Jedną z inspiracji do napisania tego tekstu było pewne doświadczenie: zetknięcie z szowinizmem w wydaniu kobiecym podczas rekrutacji do firmy, wykorzystującej w swej pracy metody etnograficzne. Potencjalne pracodawczynie prezentowały monolityczny konstrukt teoretyczny zwany „kobiecym punktem widzenia”, podkreślały, że mężczyźni mają niewystarczającą wrażliwość oraz niedostateczny zmysł obserwacyjny (w wyniku czego „ulatuje” im wiedza kontekstualna), aż na [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="attachment_2534" class="wp-caption alignleft" style="width: 225px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/03/clip_image0021.jpg"><img class="size-full wp-image-2534 " style="margin: 5px 2px;" title="Pomiędzy chłopcem a mężczyzną, fot. A. Iskra" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/03/clip_image0021.jpg" alt="" width="215" height="163" /></a><p class="wp-caption-text">Pomiędzy chłopcem a mężczyzną, fot. A. Iskra</p></div>
<p>Jedną z inspiracji do napisania tego tekstu było pewne doświadczenie: zetknięcie z szowinizmem w wydaniu kobiecym podczas rekrutacji do firmy, wykorzystującej w swej pracy metody etnograficzne. Potencjalne pracodawczynie prezentowały monolityczny konstrukt teoretyczny zwany „kobiecym punktem widzenia”, podkreślały, że mężczyźni mają niewystarczającą wrażliwość oraz niedostateczny zmysł obserwacyjny (w wyniku czego „ulatuje” im wiedza kontekstualna), aż na koniec zakomunikowały, że w firmie tej pracują wyłącznie kobiety; mężczyźni nie są zatrudniani ze względu na złe z nimi doświadczenia.</p>
<p>Na styku emocjonalno-intelektualnych konsekwencji tego zdarzenia zrodziła się we mnie potrzeba mówienia o wizerunkach męskości, która w moim odczuciu jest równie immanentna, jak potrzeba mówienia o kobiecości. Wobec powyższego, niniejszy artykuł jest próbą zmierzenia się z jednym z problemów płciowości, jakim jest trudność z zaklasyfikowaniem seksualności badacza przez przedstawicieli środowiska lokalnego. Z problemem tym zderzyłem się podczas prowadzonych przeze mnie badań etnograficznych.</p>
<p><span id="more-2531"></span>Badania realizowałem we wrześniu 2008 roku. Przez pierwszych dziesięć dni byłem jedynym studentem w Pankisi, co pozwoliło mi na bardziej indywidualne i głębsze interakcje z lokalną społecznością. Muzułmańscy Kistowie, będący potomkami przesiedlających się od XIX wieku Wajnachów (Czeczenów i Inguszy z Kaukazu Północnego), zamieszkują wąwóz Pankisi w północno-wschodniej Gruzji. Choć funkcjonują na „pograniczu” kultur gruzińskiej i wajnachskiej, wciąż bardzo silnie podtrzymują dziedzictwo czeczeńsko-inguskie. Aby odnieść się do konsekwencji interakcji, dotykających innych modeli męskości, warto w tym miejscu przedstawić najistotniejsze wartości, wpływające na obraz  męskości konstruowany przez pankiskich Kistów. Potrzeba ta jest tym większa, że w wyobrażeniach potocznych na temat islamu roi się od obrazów „zniewolonych” kobiet, rzadko natomiast mówi się o samych mężczyznach.</p>
<p>W kulturze wajnachskiej istnieje względnie jednolity dyskurs i wizerunek płci kulturowej. Należy zauważyć, że w wajnachskim kontekście kulturowym ideologią dominującą wydaje się być „supermęskość”. Ważną rolę w wizerunku kistyńskiego „męskiego” mężczyzny odgrywa kategoria wolności, a w podtrzymywaniu jej kultu istotą jest postawa tzw. „dżygita”, określająca prawdziwego mężczyznę na Kaukazie. Historycznie nazwa ta odwołuje się do jeżdżących konno, odważnych górali. Obecnie określenie kogoś mianem „dżygita” jest komplementem, słowo to jest synonimem męskości, siły i odwagi. Jednak równocześnie ma nieco pejoratywne znaczenie, opisując również porywczego i bezlitosnego rozbójnika. Z tym wiąże się także etos wajnachskiego bohatera narodowego („abreka”), walczącego o wolność i sprawiedliwość, broniącego biednych ludzi. Wiąże się to z niebywale istotną dla mężczyzny rolą siły i sprawności fizycznej.</p>
<div id="attachment_2533" class="wp-caption alignleft" style="width: 217px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/03/clip_image002.jpg"><img class="size-full wp-image-2533 " style="margin: 5px 2px;" title="fot. K. Czerwińska" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/03/clip_image002.jpg" alt="" width="207" height="156" /></a><p class="wp-caption-text">Na muzułmańskich cmentarzach w Pankisi często można spotkać się z wyobrażeniami zasłużonych, prawdziwie męskich Kistów, które mają przypominać o tradycyjnych wartościach, fot. K. Czerwińska</p></div>
<p>W życiu społeczno-rodzinnym Kistów obowiązuje prawo zwyczajowe, tzw. &#8220;adaty&#8221;, warunkujące ściśle określoną etykietę, której złamanie jest nie do pomyślenia. Na ich mocy dominującą rolę w społeczeństwie pełnią najstarsi mężczyźni, którzy sprawują całkowitą kontrolę nad młodszymi członkami, zobowiązanymi do podporządkowania i okazywania im na każdym kroku estymy. Z drugiej strony znaczna część młodych Kistów, zainspirowana tendencją „oczyszczania” islamu z kaukaskich „naleciałości”, zwraca się w kierunku ortodoksyjnego islamskiego ruchu religijno-politycznego, tzw. „wahhabizmu” i praw szariatu. Daleki jestem od uznania konsekwencji tego faktu dla kistyńskich kobiet za zniewolenie, prawdą jednak jest, że zmienia to dotychczasowy model relacji w rodzinie kształtowany przez wajnachsko-gruzińską tradycję. Przedefiniowaniu ulega tym samym rola mężczyzny oraz wyobrażenia na jego temat z uwagi na tendencję do bardziej ścisłego interpretowania litery Koranu oraz silne inspiracje kulturą arabską.</p>
<p>Przejdźmy teraz do problematyczności mojej seksualności dla części Kistów. Problem ten polegał na tym, że podczas prowadzonych badań terenowych odczytywany byłem przez nich niejednoznacznie płciowo, jako osoba nosząca cechy obydwu płci, bądź żadnej z nich. Nie opuszczało mnie przeświadczenie, że czasem umieszczany byłem w świadomości niektórych Kistów gdzieś „po środku”.</p>
<p>Przede wszystkim wiele problemów osobom, z którymi się spotykałem, sprawiały moje długie splecione warkocze. Najczęściej wywoływały one uśmiech na twarzach, czasem również niepohamowany śmiech. Niejednokrotnie pytany byłem o to, czym jest ta materia i do czego służy. Zdarzało się również, że byłem wręcz proszony o ich obcięcie ze względu na to, że są brzydkie, niepoważne, niemęskie i nierówne względem reszty włosów. Po raz kolejny niepewność interpretacyjna, dotycząca mojej osoby, zakradała się z uwagi na posiadanie przeze mnie bródki, będącej czymś pomiędzy dominującymi modelami męskiego zarostu &#8211; gęstą i bujną brodą, bądź też całkowitym jej brakiem.</p>
<p>Niekwestionowanie niemęska była nie tylko moja sylwetka, ale również i ubiór. Tutaj należy wspomnieć, że wszelakie przejawy podkreślania i dowartościowywania siły fizycznej przez Kistów rzadko kiedy wykluczały specyfikę mody, określaną niekiedy mianem „metroseksualnej”. Spodnie „bojówki”, górskie buty oraz ciemne podkoszulki nie znajdowały w pełni uzasadnienia w świecie młodych mężczyzn, który podporządkowany był dżinsom i dresowym spodniom oraz bluzom, kolorowym koszulkom w paski, obcisłym koszulom oraz lakierkom i białym adidasom. A wszystkim tym przymiotom towarzyszyły liczne loga niepewnego pochodzenia, pośród których dominowały nazwy takie jak: D&amp;G, Armani, Gucci, czy Adidas.</p>
<div id="attachment_2606" class="wp-caption alignright" style="width: 279px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/03/Męskie-uliczne-schadzki-fot.-A.-Iskra.jpg"><img class="size-medium wp-image-2606 " style="margin: 5px 2px;" title="Męskie uliczne schadzki, fot. A. Iskra" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/03/Męskie-uliczne-schadzki-fot.-A.-Iskra-300x224.jpg" alt="" width="269" height="200" /></a><p class="wp-caption-text">Męskie uliczne schadzki, fot. A. Iskra</p></div>
<p>Brak elegancji i elementów sportowych w moim wyglądzie korespondował z brakiem uprawiania sportów. Czymś niezrozumiałym dla moich jednodniowych znajomych był fakt, że nigdy nie jeździłem konno oraz że nie ćwiczę umiłowanego wśród Wajnachów sportu, zapasów. Problemy sprawiała także moja dieta. Bardzo często powtarzano mi, że mężczyzna potrzebuje dużo energii, by być silnym i móc pracować, a siłę tę zapewniać miało wyłącznie mięso. Ja zaś, zapewne przez to, że go nie jadam, często choruję i marnie wyglądam. Dodatkowo problematycznym było także to, że nie palę tytoniu. Papierosy, będące widocznie przedłużeniem męskości również w Pankisi, nie mogły zaświadczać o jednoznaczności mojego męstwa. Co gorsza, zamiast pracować w polu, być za granicą w celach zarobkowych, czy siedzieć na głównej ulicy, łączącej wsie i palić papierosy, całymi dniami przesiadywałem w domach lub w ogrodach, nieustannie rozmawiając z coraz to innymi ludźmi. W pierwszym domu, w którym mieszkałem, pod jednym dachem żyły wspólnie trzy pokolenia. Z nie w pełni dla mnie jasnych przyczyn, z babcią, synową oraz wnuczką miałem bardzo dobry kontakt, zaś zarówno syn, jak i troje wnuków byli wobec mnie jeśli nie niechętni, to mocno obojętni. Natomiast okoliczni sąsiedzi, moi rówieśnicy płci męskiej, raz spotkani, nigdy nie wyrazili chęci na kolejną konfrontację.</p>
<p>***<br />
Jakie wnioski wypływają z powyższego tekstu? Na pewno nie to, że autor ma skłonność do strukturalistycznego postrzegania świata na podstawie binarnych opozycji. Na pewno również nie to, że istnieje jeden odcień hegemoniczego wyobrażenia na temat męskości wśród muzułmańskich Kistów. Poza tym, że mówienie na temat męskości w opisywanej przeze mnie społeczności wymaga pogłębionych badań, do czego serdecznie namawiam, to warto jest zwrócić uwagę na problem „badawczej schizofrenii”. Być może bowiem okazuje się, że padłem ironiczną ofiarą własnych nadinterpretacji.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/03/15/niedoseksualnosc-badacza-w-doswiadczeniu-z-gruzinskimi-wajnachami/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>9</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Tajemnice Druzów &#8211; białe brody, pomarańczowe ciastka i opowieści o kosmicznym Umyśle</title>
		<link>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/03/04/tajemnice-druzow-biale-brody-pomaranczowe-ciastka-i-opowiesci-o-kosmicznym-umysle/</link>
		<comments>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/03/04/tajemnice-druzow-biale-brody-pomaranczowe-ciastka-i-opowiesci-o-kosmicznym-umysle/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 04 Mar 2010 11:54:22 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Karolina Marcinkowska</dc:creator>
				<category><![CDATA["z życia działu"]]></category>
		<category><![CDATA[badania terenowe]]></category>
		<category><![CDATA[Bliski Wschód]]></category>
		<category><![CDATA[Druzowie]]></category>
		<category><![CDATA[islam]]></category>
		<category><![CDATA[kultura masowa]]></category>
		<category><![CDATA[mniejszości]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ethnomuseum.pl/blog/?p=2520</guid>
		<description><![CDATA[ 
Zielony, złoty i czerwony: barwy pachnące spokojnym reggae i słońcem Etiopii. Mocne, intensywne, życiodajne. Miewają zaskakujące wcielenia – jak w przypadku pomarańczowego, słodkiego ciastka knafe. Ale bywają też pokrzepiające, szczególnie gdy poranek deszczowy, mglisty. Wtedy można go spędzić z kolorami w głowie, w przytulnej cukierni znajdującej się gdzieś w górach Karmel, na południowym wschodzie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong> </strong></p>
<div id="attachment_2543" class="wp-caption alignleft" style="width: 259px"><strong><strong><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/03/1.-Fotografie-medrcow-‘uqqāl-i-kolory-Druzow.-Fot.-Karolina-Marcinkowska.jpg"><img class="size-medium wp-image-2543   " style="margin: 5px 2px;" title="Fotografie medrcow ‘uqqāl i kolory Druzow, fot. K. Marcinkowska" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/03/1.-Fotografie-medrcow-‘uqqāl-i-kolory-Druzow.-Fot.-Karolina-Marcinkowska-300x224.jpg" alt="" width="249" height="186" /></a></strong></strong><p class="wp-caption-text">Fotografie mędrców ‘uqqāl i kolory Druzow, fot. K. Marcinkowska</p></div>
<p>Zielony, złoty i czerwony: barwy pachnące spokojnym reggae i słońcem Etiopii. Mocne, intensywne, życiodajne. Miewają zaskakujące wcielenia – jak w przypadku pomarańczowego, słodkiego ciastka <a href="http://www.theworldwidegourmet.com/recipes/knafe-lebanese-pastry/" target="_blank">knafe</a>. Ale bywają też pokrzepiające, szczególnie gdy poranek deszczowy, mglisty. Wtedy można go spędzić z kolorami w głowie, w przytulnej cukierni znajdującej się gdzieś w górach Karmel, na południowym wschodzie od miasta Haifa.</p>
<p>Niebieski, głęboki jak morze, jak niebo bezkresne, jak tuareski szal towarzyszący mi zawsze w moich podróżach. Chroni twarze wędrowców przed piaskiem i złym spojrzeniem, a mnie być może przed odnalezieniem się w szarości. Jeszcze biały, kolor najwyższej cnoty, czystości duszy i ciała. I długiej brody uśmiechniętego starca ze zdjęcia wiszącego nad barem, podpisanego: „Welcome to the Druze village, Daliat El Carmel”.</p>
<p><span id="more-2520"></span></p>
<p>I tak, w jednej z wielu cukierni w tym małym miasteczku przytulonym równocześnie do gór i szosy, w oparach sziszy i z boskim, niepowtarzalnym smakiem knafe w gębie, rozmyślam sobie o kolorach i tajemnicach Druzów. Te pięć kolorów zdobi ich flagę i pięcioramienną gwiazdę – symbol religii i dziedzictwa kulturowego tej grupy narodowo-religijnej.</p>
<p>Barwy, smaki, klimaty pobudzające do wiecznie powracających w mojej głowie pytań związanych z Izraelem &#8211; krajem, który wielością swoich zagadek, paradoksów i sprzeczności przyciąga mnie już kolejny raz.</p>
<h2>Druzyjska dusza a masowy popyt na ogólnoświatowe pamiątki</h2>
<p>Pięć barw symbolizujących podstawowe zasady moralne oraz profetów religii Druzów, to na pierwszy rzut oka jedyne autentyczne odzwierciedlenie tego, co można zobaczyć w wioskach zamieszkanych przez tą społeczność. Mówi się o wioskach i do wiosek podążają też tłumnie wycieczkowicze izraelscy i inni ciekawscy /do których ja się też zaliczam/ marzący o odsłonięciu chociażby rąbka tajemnicy z życia owianych legendą Druzów.</p>
<div id="attachment_2545" class="wp-caption alignleft" style="width: 206px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/03/2.-Jedna-z-nieprawdopodobnych-cukierni-druzyjskich-w-Daliat-El-Carmel.-Fot.-Karolina-Marcinkowska.jpg"><img class="size-medium wp-image-2545  " style="margin: 5px 2px;" title="Jedna z nieprawdopodobnych cukierni  druzyjskich w Daliat El Carmel, fot. K. Marcinkowska" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/03/2.-Jedna-z-nieprawdopodobnych-cukierni-druzyjskich-w-Daliat-El-Carmel.-Fot.-Karolina-Marcinkowska-300x224.jpg" alt="" width="196" height="146" /></a><p class="wp-caption-text">Jedna z nieprawdopodobnych cukierni  druzyjskich w Daliat El Carmel, fot. K. Marcinkowska</p></div>
<p>Do Daliat El Carmel oraz pobliskiej Isfiya można z łatwością dojechać jednym z wielu szalonych busików-szerutów z Haify. Ciężko sobie teraz wyobrazić, że około 400 lat temu, w okresie osiedlenia się Druzów przybyłych tu z północnej Syrii, wzgórza Golan były  niezamieszkałe, dzikie, wessane przez góry.</p>
<p>Osady te nie mają wiele wspólnego z wioskami: Daliat El Carmel to ciąg sklepików z pamiątkami i kawiarenek umieszczonych wzdłuż szosy głównej, w pięknym &#8211; choć stłamszonym nieco przez wszechobecny harmider i tandetę &#8211; krajobrazie górskim. A między szaliczkami, obrazkami i naszyjnikami, pochodzącymi chyba z każdego zakątka globu tylko nie z samego Daliat, miga biel bród druzyjskich sprzedawców.</p>
<p>W samym Izraelu Druzowie stanowią jedną z wielu mniejszości wyznaniowych i etnicznych -  liczy sobie ona około 110 tysięcy członków zamieszkujących przede wszystkim w północnej części Izraela, na terenach prowincji galilejskiej i wzgórzach Golan.</p>
<p>Sami Druzowie nie uważają się za muzułmanów, mimo tego, iż ich religia wyrosła około tysiąca lat temu z egipskiego <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Isma'ilizm" target="_blank">isma’ilizmu</a>. Wolą określać się mianem Muwahiddun, czyli wyznawców „religii jedyności Boga” – inaczej unitarianizmu. Przez wieki ortodoksyjni muzułmanie uznawali Druzów za heretyków – w ich wierze widzieli więcej wpływów chrześcijaństwa, gnostycyzmu, zoroastryzmu i neoplatonizmu, niż islamu. Choć to właśnie zapożyczona z islamu szyickiego zasada taqiyyi – skrywania własnej religii, jest bodaj najbardziej charakterystycznym rysem ich wiary.</p>
<p>Na ulicach i w knajpach oraz oczywiście w licznych sklepikach z pamiątkami usiłowałam zagadać z siwobrodymi, wąsatymi panami w białych turbanach. Odpowiadano mi uśmiechając się czarująco, że podstawą religii Druzów jest jej Tajemniczość – tyle powinno mnie zadowolić. I powracano do zachwalania „tradycyjnych” fajek z Turcji, wyplatanych ręcznie dywaników z Radżastanu i plastikowych wielbłądów „made in China”, przypinając im na chybił trafił etykietkę: „druzyjskie”.</p>
<p>Nie dałam się ogłupić – poszukiwałam dalej. Za główną ulicą obklejoną sklepami widać betonową „bramę” z napisem: „Welcome to the traditional druze old Town”.<br />
…<br />
Duszo wszechobecna, druzyjska tajemnico, gdzie mogę odnaleźć Twoje ślady?</p>
<h2>Hinduski Platon żongluje kolorami, a małżonki szuka w Internecie</h2>
<p>A dusza, emanacja jedynego Boga, jest według Druzów wszędzie. Czasem ujawnia się pod postacią ludzką; wybrańcami byli m.in. Chrystus, kalif al-Hakim, Mojżesz, Muhammed. Porównuje się ich symbolicznie do zasłon twarzy zakładanych przez kobiety druzyjskie: za materialną formą ukrywa się Boska emanacja, wielki, kosmiczny Umysł.</p>
<div id="attachment_2525" class="wp-caption alignright" style="width: 183px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/03/3.-Pyszne-pomaranczowe-ciastko-knafe-Fot-Ewa-Paszkowicz1.jpg"><img class="size-medium wp-image-2525" title="Pyszne, pomaranczowe ciastko knafe, fot. E. Paszkowicz" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/03/3.-Pyszne-pomaranczowe-ciastko-knafe-Fot-Ewa-Paszkowicz1-225x300.jpg" alt="" width="173" height="231" /></a><p class="wp-caption-text">Pyszne, pomarańczowe ciastko knafe, z serem, pistacjami i syropem różanym, pomaga na pewno w rozmyślaniach o kolorach i losie druzyjskich „wiosek”… fot. E. Paszkowicz</p></div>
<p>Poszukiwanie jedynego Boga jest więc bezcelowe, bo stworzona przez niego światłość, ujawniająca się między innymi w rozumie, słowie i innych emanacjach Jedynego, tworzą świat materialny i to, co nas otacza. Kto wie, może nawet w tym całym konsumpcyjno-turystycznym cyrku powstałym w „wiosce” Druzów przemyka gdzieś nieśmiało wędrująca, wieczna dusza…</p>
<p>Jeden z badaczy religii druzyjskiej porównał tę doktrynę do efektów zabawy żonglera, który rzucał w niebo różne kolorowe idee i łapał na przemian te, które mu akurat wpadały do ręki. Teoria emanacji Boga pachnie Platonem, reguła prawdomówności – Chrześcijaństwem, zasady żywieniowe – islamem, wędrówka dusz – hinduską wiarą w reinkarnację. Jedną z bardziej fascynujących idei druzyjskich jest właśnie przekonanie o równości wszystkich ludzi, która pochodzi z faktu nieustannego przemieszczania się dusz stworzonych przez Boga tylko jeden raz. Gdy ciało umiera, dusza przenosi się do kolejnego „futerału”, przenosząc ze sobą wszystkie stany ducha i przeżycia poprzednich właścicieli.</p>
<p>Zgodnie z tą zasadą Druzem nie można się „stać”, można się nim tylko urodzić – jest ich około miliona, rozproszonych po terenach Syrii, Libanu, Jordanii i Izraela, a ich dusze wstępują do kolejnych potomków druzyjskich z krwi i kości. Nie lada zagwozdką jest dla Druza znalezienie partnera! Tutaj także z pomocą przybiegły wynalazki technologii i cywilizacji konsumpcyjnej – powstała strona internetowa <a href="http://druzecafe.com/index.html" target="_blank">„Druz cafe”</a>, która szczyci się łączeniem dusz druzyjskich i podtrzymywaniem zamkniętego kręgu wcieleń.</p>
<h2>Ślady tajemnicy, ułamki historii, paprochy tradycji</h2>
<p>Nie ma więc wśród Druzów potrzeby nawracania, przekonywania innych do swojej religii, nie ma też ceremonii religijnych czy oficjalnej liturgii, świąt religijnych, czy obowiązku pielgrzymki. Świętem jest codzienność, modlitwą &#8211; prawdomówność i szczerość wobec bliźnich, wiara w jedynego Boga i jego moc.</p>
<p>Wszyscy ludzie są równi, kobiety mają te same prawa, co mężczyźni, a sprawy społeczności omawiane są wspólnie w domach modlitw zwanych hilwah lub pomieszczeniach wydzielanych w domach prywatnych. To tam można dostrzec ślady tego tak silnego, choć niewidocznego gołym okiem dziedzictwa: starannie oprawione fotografie mędrców ‘uqqāl, gwiazdy o pięciu kolorowych ramionach, koszyki i tkaniny wykonywane jeszcze do niedawna wyłącznie przez Druzów…</p>
<div id="attachment_2546" class="wp-caption alignleft" style="width: 250px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/03/4.-Brodacze-koszyki-i-wielka-Tajemnica-fot.-Karolina-Marcinkowska.jpg"><img class="size-medium wp-image-2546 " style="margin: 5px 2px;" title="Brodacze, koszyki i wielka Tajemnica, fot. K. Marcinkowska" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/03/4.-Brodacze-koszyki-i-wielka-Tajemnica-fot.-Karolina-Marcinkowska-300x224.jpg" alt="" width="240" height="179" /></a><p class="wp-caption-text">Brodacze, koszyki i wielka Tajemnica, fot. K. Marcinkowska</p></div>
<p>Społeczności druzyjskie na Bliskim Wschodzie zawsze starały się utrzymać swoją neutralną postawę w kwestiach politycznych – w czasach protektoratu brytyjskiego na ziemiach Izraela, Druzowie trzymali się z dala od konfliktu palestyńsko-izraelskiego. Podkreślali swoją odrębność od wyznawców islamu i Arabów, zostali uznani przez rząd Izraela za odrębną grupę narodową i religijną (na podobieństwo Czerkiesów i Beduinów). Od 1948 walczyli u boku Izraelczyków i – w przeciwieństwie do Palestyńczyków – dostali od rządu izraelskiego oficjalne pozwolenie na wcielanie się do armii izraelskiej i obowiązek odbywania służby wojskowej.</p>
<p>Jeden ze spotkanych przeze mnie brodaczy druzyjskich szczycił się kameleonową naturą społeczności Druzów na całym świecie: „Druzowie w Izraelu to Izraelczycy, a w Polsce to Polacy! Są i u Ciebie, wyznają swoją tajemną religię w spokoju i harmonii z innymi, dlatego może jeszcze nie wiesz o ich istnieniu!”.</p>
<p>Ciężko mi było uwierzyć w istnienie Druzów nawet w ich własnej „wiosce”, zakopanej przez pamiątki z różnych stron świata i oblężonej przez tłumy przybyszy, których wyraźnie nie zaprzątała kwestia druzyjska, jakkolwiek tajemnicza czy wyjątkowa by ona była…</p>
<p>Warto było zawitać do Daliat El Carmel aby stwierdzić, że ostał się na pewno „welon” duszy druzyjskiej: sumiaste wąsy i biały turban. A tajemniczy uśmiech sprzedawców pamiątek przypominał o tym, że istota, której poszukiwałam, tkwi w ukryciu, bo religia Druzów jest Tajemnicą, która bądź co bądź przetrwała już około tysiąca lat…</p>
<div id="attachment_2547" class="wp-caption alignright" style="width: 110px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/03/5.-gwiazda-druzyjska.png"><img class="size-full wp-image-2547 " style="margin-top: 5px; margin-bottom: 5px;" title="Gwiazda druzyjska" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/03/5.-gwiazda-druzyjska.png" alt="" width="100" height="100" /></a><p class="wp-caption-text">Gwiazda druzyjska</p></div>
<p style="text-align: center;">
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/03/04/tajemnice-druzow-biale-brody-pomaranczowe-ciastka-i-opowiesci-o-kosmicznym-umysle/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Moje malgaskie vintana &#8211; fragmenty zapisków terenowych</title>
		<link>http://ethnomuseum.pl/blog/2009/12/15/moje-malgaskie-vintana-fragmenty-zapiskow-terenowych/</link>
		<comments>http://ethnomuseum.pl/blog/2009/12/15/moje-malgaskie-vintana-fragmenty-zapiskow-terenowych/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 15 Dec 2009 00:02:10 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Karolina Marcinkowska</dc:creator>
				<category><![CDATA["z życia działu"]]></category>
		<category><![CDATA[Afryka]]></category>
		<category><![CDATA[Antropologia kultury]]></category>
		<category><![CDATA[badania terenowe]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ethnomuseum.pl/blog/?p=2144</guid>
		<description><![CDATA[&#8220;Dlaczego akurat Madagaskar?&#8221; &#8211; powtarzające się pytanie Malgaszów i nie tylko. A ja dopiero teraz zauważyłam, że nie wiadomo dlaczego silę się zawsze na jakieś formułki typu: &#8220;bo to między Afryką a Azją, coś unikalnego, niepowtarzalnego, itd itp&#8230;i kult przodków i różnorodność&#8230;&#8221;. A to, co naprawdę czuję, odpowiedź, która jest najbliższa &#8220;mojej&#8221; prawdy, to – [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="attachment_2151" class="wp-caption alignleft" style="width: 310px"><img class="size-medium wp-image-2151" style="margin: 5px 2px;" title="Król Marcel, król Soazara (na codzień żona Marcela) i ja, fot. Jarsyl Mamodje" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/12/król-Marcel-jego-żona-obecnie-król-i-ja-fot.-Jarsyl-Mamodje-300x224.jpg" alt="Król Marcel, jego żona - obecnie król i ja, fot. Jarsyl Mamodje" width="300" height="224" /><p class="wp-caption-text">Król Marcel, król Soazara (na codzień żona Marcela) i ja, fot. Jarsyl Mamodje</p></div>
<p>&#8220;Dlaczego akurat Madagaskar?&#8221; &#8211; powtarzające się pytanie Malgaszów i nie tylko. A ja dopiero teraz zauważyłam, że nie wiadomo dlaczego silę się zawsze na jakieś formułki typu: &#8220;bo to między Afryką a Azją, coś unikalnego, niepowtarzalnego, itd itp&#8230;i kult przodków i różnorodność&#8230;&#8221;. A to, co naprawdę czuję, odpowiedź, która jest najbliższa &#8220;mojej&#8221; prawdy, to – &#8220;bo takie jest moje VINTANA&#8221;. To jedno z tych trudno przetłumaczalnych, malgaskich słów, oznaczających coś między przeznaczeniem a drogą wytyczoną przez przodków. Przodkowie (a nie lemury!) to przecież główni panowie i władcy Czerwonej Wyspy. Nazwę kraju, dziwną i nic mi kiedyś nie mówiącą, pamiętam dobrze z dzieciństwa – to był moment, w którym znajomy mamy, różdżkarz, narysował mapę &#8220;moich&#8221; miejsc. Był Berlin, coś jeszcze brzmiącego dość domowo i&#8230; Madagaskar. Pamiętam, że pojawił się wtedy w mojej głowie trochę komiksowy, wielki znak zapytania i migający komunikat: &#8220;po co, na co i kiedy w ogóle bym miała się tam znaleźć??&#8221;. Teraz już wiem&#8230;!</p>
<p><span id="more-2144"></span></p>
<h3>Ciało futerałem dla królewskiej duszy</h3>
<div id="attachment_2148" class="wp-caption alignleft" style="width: 310px"><img class="size-medium wp-image-2148" style="margin: 5px 2px;" title="Nadine w momencie wchodzenia ducha króla w jej ciało, fot.Karolina Marcinkowska" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/12/Nadine-w-momencie-wchodzenia-ducha-króla-w-jej-ciało-fot.Karolina-Marcinkowska-300x224.jpg" alt="Nadine w momencie wchodzenia ducha króla w jej ciało, fot.Karolina Marcinkowska" width="300" height="224" /><p class="wp-caption-text">Nadine w momencie wchodzenia ducha króla w jej ciało, fot.Karolina Marcinkowska</p></div>
<p>Twarz fryzjerki &#8211; opętanej Nadine - rozpromienia się, jak opowiada o swoim duchu <em>czumba</em>. To on sprawił, że wyszła cało z poważnej choroby, nauczyła się zawodu fryzjerki, dała sobie radę w ciężkich czasach. Dlatego też musi teraz służyć duchowi królewskiemu, który wybrał jej ciało jako tymczasowy futerał dla swojej duszy. Nie łatwo sprostać wymaganiom ducha, narzuconym przez niego zakazom i nakazom. Nadine może organizować ceremonie tylko we wtorki i środy (takie były &#8211; wedle skomplikowanych wyliczeń astrologów &#8211; sprzyjające dni dla króla), nie może jeść kurczaka ani pić piwa. Równocześnie, jej status w dzielnicy uległ znacznej przemianie – jest szanowana, lubiana i traktowana niejako z ostrożnością. Duch króla może się zemścić, jeśli zauważy, że ktoś zaszkodzi Nadine, która poniekąd jest częścią jego. Jej ciało jest niezbędne do zaistnienia spotkania żywych, potrzebujących rady i wróżby, ze zmarłym królem. Nie ma ani cienia zwątpienia, zażenowania, wszystko to, co mówi Nadine, pochodzi z głębi jej serca. Wygląda trochę tak, jakby mówiła o idealnym kochanku, wiernym i jedynym, któremu ufa bezgranicznie, który po prostu JEST ZAWSZE, jest częścią jej samej.</p>
<h3>W poszukiwaniu straconego czasu &#8211; ceremonia &#8220;czumba&#8221; jako spotkanie idealne</h3>
<div id="attachment_2150" class="wp-caption alignleft" style="width: 310px"><img class="size-medium wp-image-2150" style="margin: 5px 2px;" title="Duch urzędnika w ciele Celestine, Majunga, fot.Karolina Marcinkowska" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/12/Duch-urzędnika-w-ciele-Celestine-Majunga-fot.Karolina-Marcinkowska-300x224.jpg" alt="Duch urzędnika w ciele Celestine, Majunga, fot.Karolina Marcinkowska" width="300" height="224" /><p class="wp-caption-text">Duch urzędnika w ciele Celestine, Majunga, fot.Karolina Marcinkowska</p></div>
<p>Odwiedziny znajomej Celestine, opętanej przez ducha króla Soazara. Położenie jej domu, na wysepce przyklejonej do bajora wysychającego i wzbierającego wedle własnego widzi mi się, mogłoby spokojnie dorównać  benińskiemu Ganvie. Niewiele by trzeba, żeby zrobić z tego malowniczo-slumsowej okolicy turystyczną perełkę. Tylko pytanie, po co i na co, a przede wszystkim, czy którykolwiek mieszkaniec w ogóle czegoś takiego potrzebuje? Niestety zyski z turystyki nie wzbogacają zazwyczaj samych mieszkańców, czyniąc jedynie z ich codzienności dość nieznośną, fotografowaną przez efemeryczne tłumy rzeczywistość&#8230;</p>
<p>Coś takiego jest w tym zlepku budek z blachy falistej, mostków z byle jak rzuconych desek, ogólnego wrażenia prowizorki, że czuje się jakąś przedziwną harmonię, naturalnie wykreowaną przez ludzi. Jak w ukrytym mechanizmie zegarka, bo nie w pięknej, zewnętrznej tarczy czy paseczku ze skóry. Bo paseczka pewnie tu nawet nie ma. A propos zegarków, dałam szansę mojemu pomarańczowemu, ponoć niezniszczalnemu budzikowi. Dziś wyjęłam go z plecaka &#8211; wskazówka dygotała spocona raz w jedną stronę, raz w drugą, jakby czas kołysał się między chwilą przed &#8220;teraz&#8221; a chwilą &#8220;zaraz&#8221;. A &#8220;teraz&#8221; tu nie ma – na pewno jest &#8220;przed&#8221;&#8230; A takie dygotanie to, kto wie, może symbolizuje naturę duchów <em>czumba</em>, raz tam, raz tu, a właściwie nigdy &#8220;tu i teraz&#8221;. Gdzieś &#8220;pomiędzy&#8221;, &#8220;in betweex and between&#8221; – eh, ci klasycy antropologii!</p>
<p>No, ale wracając do domu Celestine – dobrze odnajduję się w malgaskiej rzeczywistości, chociażby fakt, że ktoś, kogo się szuka (jak ja poszukiwałam Celestine) zmienił dom, nie jest żadnym problemem. Bo wcześniej też nie miał adresu. Po prostu należy udać się w bliżej nieokreśloną &#8220;okolicę&#8221; i pytać o daną osobę. Można ją opisać, mówiąc, że mąż gra na akordeonie, bo przecież to, że mają dużo dzieci, w kontekście malgaskim nie jest raczej relewantne&#8230; Wyobrażam sobie, że tutaj wszyscy wiedzą wszystko o swoich sąsiadach bliższych i dalszych, a z drugiej strony nikt nie zagląda do domu, który zazwyczaj nie ma okien, a drzwi traktuje się jak nocny wachlarz. Tak sobie myślę, że panuje tu jakieś niepisane prawo nie powstrzymywania się od ciekawości (bo przecież co i rusz ktoś po prostu wchodzi i się przygląda, nie starając się nawet udawać, że nie jest ciekawy, co się dzieje u kogoś w domu) z równoczesnym szacunkiem dla &#8220;prywatności&#8221; innych – a ta na pewno oznacza co innego niż u nas.</p>
<p>Pech chciał (a raczej kolejny duch <em>czumba</em>), że Celestine nie uwolniła się łatwo od ducha. Przepychał się w jej ciele następny, tym razem urzędnik, który  (jak przestrzegał mąż Celestine) mało mówi i głównie siedzi na krześle. Nie bez przyczyny był za życia urzędnikiem – dlatego też pojawia się w białym, europejskim kapeluszu i bawełnianej koszuli. Jest dość gburowaty i ogólnie sprawia wrażenie kogoś, kogo niewiele cokolwiek obchodzi. Przyszedł nie pytany (czy to cecha urzędników?), po prostu bezczelnie się wepchnął bez kolejki, nie dając biednej, ciężarnej na dodatek Celestine chwilki wytchnienia. Był moment, w którym nawet miałam wrażenie, że rodzi – a tutaj hop! Urzędnik na krześle.</p>
<h3>Kondukt pogrzebowy jak zimny prysznic</h3>
<div id="attachment_2160" class="wp-caption alignleft" style="width: 235px"><img class="size-medium wp-image-2160" style="margin: 5px 2px;" title="Siesta sprzedawcy mięsa, Majunga, fot.Karolina Marcinkowska" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/12/siesta-sprzedawcy-mięsa-Majunga-fot.Karolina-Marcinkowska-225x300.jpg" alt="Siesta sprzedawcy mięsa, Majunga, fot.Karolina Marcinkowska" width="225" height="300" /><p class="wp-caption-text">Siesta sprzedawcy mięsa, Majunga, fot.Karolina Marcinkowska</p></div>
<p>Przepisywanie i tłumaczenie nagranych w trakcie ceremonii wywiadów &#8211; sekundy przepisuje się w paręnaście minut, tracę powoli poczucie czasu, aż nagle&#8230; dobiegają mnie szalone dźwięki dęciakiów, nieprawdopodobnie ŻYWA muzyka, ciężka do określenia, bo nie wesoła, ale szybka, skoczna, choć nie do tańca. Piękna, jakby zupełnie prosta, ale o wymalowanej na twarzy (ta muzyka na pewno miała twarz) miłości do życia w czystej postaci. Zgadłam – to pochód pogrzebowy, ale co tam pochód – tłumek ludzi biegnących, nie obliczalnym truchtem grupy ludzi których łączy wspólny cel, tylko nieco oszalałym, choć w tym samym kierunku, opętanych wspólną ideą, może pamięcią o zmarłym. Nie może być smutno – nawet ochłapy mięsa wołu niesione na głowie wirują, nie pozwalając muchom na miły odpoczynek.  Przypomniało mi się o śpiącym sprzedawcy mięsa tuż za rogiem! Trębacze muszą być chyba wytrenowani żeby sprostać szalonemu tempu! Na chwilę, w której przebiega procesja, zasadniczo niespieszny i otumaniony upałem ruch uliczny fragmentarycznie zastyga, zanika gdzieś, kondukt to jak niewidzialna szarańcza działająca w jakiejś rzeczywistości obok tej widzialnej! Zadziwia mnie jak wspaniale działa ta muzyka, to jak zimny prysznic podczas gorącego dnia, jak łyk chłodnej wody, eh, coś banalnie prostego, ale jak bardzo sprowadzającego na ziemię. Zatacza pętlę znowu do Życia, do chwili, która ucieka, pewnie zderzając się z pochodem &#8220;pogrzebowym&#8221;.</p>
<h3>Mangowe emocje</h3>
<p>Pora na kolejne mango – tylko które? Dostałam zamiast dwóch siedem, trzy mają zieloną skórę. Myślałam, ze będą dojrzewać, a te przy obieraniu zapadają się w palce. Stoję nad umywalką i</p>
<div id="attachment_2172" class="wp-caption alignleft" style="width: 310px"><img class="size-medium wp-image-2172" title="Sezon mangowy w pełni, fot.Karolina Marcinkowska" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/12/Sezon-mangowy-w-pełni-fot.Karolina-Marcinkowska-300x224.jpg" alt="Sezon mangowy w pełni, fot.Karolina Marcinkowska" width="300" height="224" /><p class="wp-caption-text">Sezon mangowy w pełni, fot.Karolina Marcinkowska</p></div>
<p>pomarańczowy sok cieknie mi aż do łokci, tam się skrapla, a dziura od zlewu wsysa cały ten sok z odgłosem niewiele różniącym się od strużki wody. Obieram od góry, im mniej skórki, tym bardziej wszystko śliskie, mój mały nożyk ślizga się jak łyżwa na lodzie (obrazek lodowiska na Stegnach i mnie pędzącej na łyżwach, w tle hity z lat 70-tych, jakoś ima się mnie na Madagaskarze). Im mniej skórki, tym gorzej się trzyma, trzeba uważać, żeby</p>
<p>obślizgłe cielsko nie plasło i nie wiło się po umywalce. Wykrawam małe plastry i wrzucam je do gęby. Zaraz obklejona jestem pomarańczowym miąższem. Zęby pokryte śluzą mangową – pomiędzy nimi strączki pomarańczowe – zabawa na kolejne parę minut! Ale radość na duszy, tak się bawić z mangiem nad umywalką, szczególnie jak takie majstrowanie kojarzy się bardziej z myciem zębów no i nie ma takiego pysznego smaku, nie daje tyle radości!</p>
<h3>Duchy czumba najlepszymi klientami!</h3>
<p>Uśmiechnięty, wielki Hindus w białej podkoszulce wyłania się z nad sterty bali z różnokolorowymi materiałami wszelkiej maści. Jego żona, nieśmiało, ale ciekawsko nastawia ucha i podziwia z nieukrywanym uwielbieniem swojego rozgadanego męża, stojąc w jego cieniu, za jeszcze większą ilością bali. Jeszcze tydzień temu żył jego dziadek, byłby w stanie nawet ze swoimi 112 latami poopowiadać mi niemało – w to nie wątpię! Miałam na końcu języka pytanie: &#8220;przecież to, że umarł, nie oznacza, że nie można sobie z nim pogadać!&#8221;. No ale mój pan sprzedawca bławatnik, kolorów Indii nigdy nie zaznał, jest urodzonym na Madagaskarze muzułmaninem szyitą i  uznaje tylko jednego Boga. A wyznawcy <em>czumba</em> to&#8230; &#8220;ależ Madame!!! To moi najlepsi klienci! I to jacy wymagający, Pani droga!&#8221; aż wypieki na twarzy mu wyskakują! &#8220;Oooo śśś właśnie wchodzą przyjezdni z Mauritiusa, eh, ci to są nieszcześnicy, rozrzutnicy, kupują tyle, ile im duch <em>czumba </em>rozkaże! I Madame, żeby Madame wiedziała, to nie to, że koszula może mieć 4 guziki – 3 są obowiązkowe, a koszulka musi być Lacoste koniecznie, no oczywiście nie taka zupełnie seria limitowana, no to taka kopia troszeczkę, ale Lacoste musi być, bo jak nie, <em>czumba </em>się obrazi! I Madame, jak się poliester podepchnie to się obrażają, w życiu! Bawełna 100% musi być! A żeby Madame wiedziała, to niektóre duchy to i palta mieć muszą, i kapelusze takie, co to Turcy albo Marokańczycy noszą, z dzyndzlem czarnym koniecznie.</p>
<div id="attachment_2155" class="wp-caption alignleft" style="width: 310px"><img class="size-medium wp-image-2155" style="margin: 5px 2px;" title="Hindus-bławatnik prezentuje ulubione tkaniny duchów czumba, fot. Karolina Marcinkowska" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/12/Hindus-bławatnik-prezentuje-ulubione-tkaniny-duchów-czumba-fot.-Karolina-Marcinkowska-300x225.jpg" alt="Hindus-bławatnik prezentuje ulubione tkaniny duchów czumba, fot. Karolina Marcinkowska" width="300" height="225" /><p class="wp-caption-text">Hindus-bławatnik prezentuje ulubione tkaniny duchów czumba, fot. Karolina Marcinkowska</p></div>
<p>Albo kapelusze kowboja też lubią&#8230;O Madame, to bez nich to byśmy tu na targu padli!&#8221;. I spędzam wspaniałe popołudnie wśród metrów materiałów i tkanin przeróżnych, każdy o innej nazwie, jedna jako obrus dla ducha najczęściej kupowana, inna jako narzutka, chusteczka, lamba&#8230;</p>
<p>Wychodzę kupić moje ulubione śniadanko: 2 manga i kwadracik ryżopodobnego od uśmiechniętej babci, z którą zawsze zamieniam conajmniej 3 grzecznościowe pozdrowienia, przed zakupieniem gumowatej kosteczki, a ona też nigdy nie zapomina wspomnieć, że kosteczka jest całkiem czym innym niż inne kosteczki sprzedawane przez jej sąsiadów, bo jej jest słodka – przy tym uśmiecha się tak, że nikt nie jest w stanie się oprzeć, a wyobraźnia zaczyna pracować tak mocno, że szara kosteczka przemienia się w mały torcik z wisienką.</p>
<h3>Mafana be!!!! Gorąco!</h3>
<p>Złapałam się na tym, że wyostrza mi się uwaga na dźwięk zdania &#8220;Mais s&#8217;est vrai, eeee?&#8221; (&#8220;To prawda!&#8221;). To trochę jak nasze &#8220;za siedmioma górami, za siedmioma lasami&#8221;. I na 80, 90% będzie mowa o kulcie <em>czumba</em>! Tak naprawdę mam wrażenie, że jakiekolwiek nie byłyby wypowiedzi i tłumaczenia, każdy tu poniekąd wierzy w istnienie <em>czumba</em>. A na pewno wywołuje to tysiące widzianych i przeżytych historii, które na tyle odcisnęły się na wyobraźni moich rozmówców, że nie sposób ich zapomnieć.</p>
<div id="attachment_2156" class="wp-caption alignleft" style="width: 310px"><img class="size-medium wp-image-2156" style="margin: 5px 2px;" title="Mafana be!!! Gorąco! Fot.Karolina Marcinkowska" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/12/Mafana-be-Gorąco-Fot.Karolina-Marcinkowska-300x224.jpg" alt="Mafana be!!! Gorąco! Fot.Karolina Marcinkowska" width="300" height="224" /><p class="wp-caption-text">Mafana be!!! Gorąco! Fot.Karolina Marcinkowska</p></div>
<p>Dzisiaj to faktycznie jest &#8220;mafana be&#8221; – bardzo gorąco!! To słowo odbija się echem na ustach tych niewielu, których spotykam na ulicy. Idąc na spotkanie z jedną z opetanych, silę się czasem na spowolnienie i staram nauczyć się malgaskiego tempa &#8220;przesuwania się&#8221;  (bo chodem ciężko to to nazwać, raczej łazem może). Wypracowałam system, który pozwala mi na szybkie (zgodne z moim rytmem) przemieszczanie się długimi, powłóczystymi krokami tak, aby wydawały się one wolne i nie odstawały aż tak bardzo od tempa reszty ludzi.</p>
<p>W nocy nachodzi mnie wielka chęć wskoczenia po raz trzeci pod przysznic, tak już nocną porą, bo też gorąc wisi nadal w powietrzu. Mój ulubiony prysznic z widokiem na ulicę (brak trzech cegieł) wolny o tej porze. Zamydlona gapię się przez szparę. Ehhh, warto było, bo też zapomniałam już, jak wyglądają ryksze <em>pousse-pousse</em> kiedy nie świeci słońce!!! To jak małe świetliki migoczące w ociężałym, gorącym powietrzu nocy – każdy rykszarz ma swój własny patent na przymocowanie lampki oliwnej, niektórzy nawet świecy w butelce plastikowej pod siedzonko klienta. To malutkie świtełko dynda sobie pod tyłkiem wożonego, oświetlając nieco pięty sunącego na zgiętych kolanach rykszarza. Jak dwie ryksze mijają się w nocy, światełka łączą swoją moc w miarę swoich skromnych możliwości, a przy odrobinie wyobraźni ma się wrażenie, że miejsce spotkania jest jasnością.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ethnomuseum.pl/blog/2009/12/15/moje-malgaskie-vintana-fragmenty-zapiskow-terenowych/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
