<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Ethnomuseum.pl Blog &#187; muzyka</title>
	<atom:link href="http://ethnomuseum.pl/blog/category/muzyka/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://ethnomuseum.pl/blog</link>
	<description>Blog Działu Etnografii Polski i Europy Państowego Muzeum Etnograficznego w Warszawie</description>
	<lastBuildDate>Thu, 09 Sep 2010 11:21:02 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=abc</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Balanga w Arce Noego!</title>
		<link>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/08/12/balanga-w-arce-noego/</link>
		<comments>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/08/12/balanga-w-arce-noego/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 11 Aug 2010 23:06:40 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Justyna Otwinowska</dc:creator>
				<category><![CDATA[EtnoWarszawa]]></category>
		<category><![CDATA[muzeum]]></category>
		<category><![CDATA[muzyka]]></category>
		<category><![CDATA[wydarzenia]]></category>
		<category><![CDATA[caci vorba]]></category>
		<category><![CDATA[jedna europa wiele kultur]]></category>
		<category><![CDATA[mahala rai banda]]></category>
		<category><![CDATA[muzyka w muzeum]]></category>
		<category><![CDATA[Rumunia]]></category>
		<category><![CDATA[transetnika]]></category>
		<category><![CDATA[Warszawa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ethnomuseum.pl/blog/?p=3639</guid>
		<description><![CDATA[Oto przekonałam się, że rzeczywiście możemy mieć w jednym miejscu cały świat. A to za sprawą anomalii pogodowych, wywołujących w Polsce tropikalne ulewy, w połączeniu z działalnością koncertową Muzeum. Mam na myśli ostatni koncert przeglądu „Jedna Europa, Wiele Kultur”, organizowanego w Muzeum we współpracy ze Stowarzyszeniem Transetnika. Jak możemy przeczytać na stronie stowarzyszenia, „»Jedna Europa, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="attachment_3649" class="wp-caption alignleft" style="width: 302px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/08/Mahala-Rai-Banda-1-fot.-A.-Sobótka.jpg"><img class="size-medium wp-image-3649" title="Mahala Rai Banda 1, fot. A. Sobótka" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/08/Mahala-Rai-Banda-1-fot.-A.-Sobótka-300x252.jpg" alt="" width="292" height="244" /></a><p class="wp-caption-text">Mahala Rai Banda, fot. A. Sobótka</p></div>
<p>Oto przekonałam się, że rzeczywiście możemy mieć w jednym miejscu cały świat. A to za sprawą anomalii pogodowych, wywołujących w Polsce tropikalne ulewy, w połączeniu z działalnością koncertową Muzeum. Mam na myśli ostatni koncert przeglądu „Jedna Europa, Wiele Kultur”, organizowanego w Muzeum we współpracy ze <a href="http://www.transetnika.pl" target="_blank">Stowarzyszeniem Transetnika</a>. Jak możemy przeczytać na stronie stowarzyszenia, „»Jedna Europa, Wiele Kultur« jest kontynuacją zakorzenionej już i doskonale przyjmowanej w Warszawie cyklicznej imprezy koncertowej »Muzyka w Muzeum«, która od 2001 r. odbywa się w Państwowym Muzeum Etnograficznym. Ideą są spotkania z różnymi kulturami Europy i ich prezentacja na tle dorobku znakomitych warszawskich, polskich artystów”.</p>
<p><span id="more-3639"></span></p>
<p>Impreza, na którą składały się film pt. „Gipsy music from Romania” (reż. P. Pailleaud, J. Bouquin) oraz dwa koncerty: polsko-ukraińskiego zespołu <a href="http://www.cacivorba.pl" target="_blank">Čači Vorba</a> oraz rumuńskiej formacji <a href="http://www.myspace.com/mahalaraibanda" target="_blank">Mahala Rai Banda</a>, którą budują muzycy z dwóch podbukaresztańskich wsi, Clejani i Zece Prajini, przerodziła się w prawdziwy festiwal wielokulturowych inspiracji – i to nie tylko muzycznych.<br />
Gdy w piątkowy wieczór 6 sierpnia po dniu pracy w PME postanowiłam zupełnie incognito pozostać w Muzeum, nie spodziewałam się tak intensywnego przeżycia. Jako dziecko PRL-u spędzałam wakacje w Bułgarii i Rumunii, gdzie osłuchałam się z muzyką bałkańską. To ta muzyka uwrażliwiła mnie na polski folklor (nie na odwrót), traktowany przez wielu Polaków tak obcesowo, jak oddaje to popularne powiedzonko: „Nie lubię chamstwa i góralskiej muzyki”. Na szczęście czasy się zmieniły i powiedzonko (chyba) przestało egzystować. Ponieważ lubię muzykę etniczną i folkową, staram się skorzystać w pełni z warszawskich ofert, serwujących ten rodzaj grania. Pozwala mi to stwierdzić z przyjemnością i na chwałę organizatorów wydarzenia w PME, że było ono jak na razie najlepszym tego typu w letnim sezonie w Warszawie.</p>
<div id="attachment_3656" class="wp-caption alignleft" style="width: 278px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/08/Caci-Vorba-3.jpg"><img class="size-medium wp-image-3656" title="Caci Vorba 3" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/08/Caci-Vorba-3-300x221.jpg" alt="" width="268" height="198" /></a><p class="wp-caption-text">Caci Vorba, fot. A. Sobótka</p></div>
<p>Najpierw był arcyciekawy film, o którym już wspomniałam, potem koncert Čači Vorby, zespołu grającego znakomicie technicznie, łączącego muzykę Cyganów bałkańskich, ukraińskich, jazzu i piękny, czysty głos solistki Marii Natanson. Uczta dla ucha kogoś, kto szuka dźwięków, znajdujących się dokładnie na swoim miejscu. Dodać należy, że muzyka ta ma służyć zabawie; zespół sam określa rodzaj muzyki, którą generuje, jako „JOC&#8217;N'ROLL”, od rumuńskiego słowa „joc” &#8211; taniec, zabawa. A ponieważ o muzyce pisać, to jakby świętokradztwo, załączam w tym miejscu jej próbkę: <a href="http://www.myspace.com/cacivorba" target="_blank">http://www.myspace.com/cacivorba</a>.</p>
<p>Gdy zespół ustąpił miejsca dętej kapeli Mahala Rai Banda, słuchacze, zachęceni melodyjnością Čači Vorby, poderwali się na równe nogi już przy pierwszym grzmocie waltorni i trąbek, zagłuszających huk burzy. I tak pozostaliśmy jak w siódmym niebie przez blisko dwie godziny, włącznie z dziewczyną, która hojnie rozdawała swe wyrazy uwielbienia muzykom wprost na scenie. Muzyka – rumuńska, dancingowa, knajpiana, cudowna do tańca. Można się zaskakać na śmierć! A do tego ta niespodziewana aura! Sala kinowa Muzeum pękała w szwach; nieuzbrojona w klimatyzację, zagęszczała atmosferę aż do prawdziwej kulminacji, w której połączyły się dwa żywioły: zabawa i ulewa.</p>
<div id="attachment_3641" class="wp-caption alignleft" style="width: 361px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/08/Mahala-Rai-Banda-fot.-A.-Sobótka.jpg"><img class="size-medium wp-image-3641" title="Mahala Rai Banda, fot. A. Sobótka" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/08/Mahala-Rai-Banda-fot.-A.-Sobótka-300x157.jpg" alt="" width="351" height="183" /></a><p class="wp-caption-text">Mahala Rai Banda, fot. A. Sobótka</p></div>
<p>Burza? Nie! Jak warszawiacy widzieli na własne oczy, był to najprawdziwszy potop. Zza ściany deszczu nie było widać kościoła ewangelickiego. Tancerze i muzycy, w oparach wszechpanującej wilgoci, nie mogli się rozstać tak długo, że i burza zdążyła się wyciszyć. Wyszliśmy rozradowani na świat po potopie, zapamiętawszy z niego tylko radość.</p>
<p>W obliczu 2010 roku i jego końca świata, PME sprawdziło się w roli arki. Dodajmy, że zgodnie z planami remontowymi, zostanie zainstalowana w sali kinowej klimatyzacja, co pozwoli tej arce opuścić świat standardów „środkowoeuropejskich” i wpłynąć w nową erę standardów już „europejskich”. Chyba że komuś upalnych nocy tego świata będzie żal! Bo na przykład ja sama nie wiem, czy lubię eleganckie zabawy&#8230;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/08/12/balanga-w-arce-noego/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Golić brodę tępą brzytwą</title>
		<link>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/05/25/golic-brode-tepa-brzytwa/</link>
		<comments>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/05/25/golic-brode-tepa-brzytwa/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 25 May 2010 22:56:12 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ela Skokowska</dc:creator>
				<category><![CDATA[EtnoWarszawa]]></category>
		<category><![CDATA[Tradycja]]></category>
		<category><![CDATA[Warszawa]]></category>
		<category><![CDATA[muzeum]]></category>
		<category><![CDATA[muzyka]]></category>
		<category><![CDATA[wydarzenia]]></category>
		<category><![CDATA[wystawy]]></category>
		<category><![CDATA[inspiracja]]></category>
		<category><![CDATA[Noc Muzeów]]></category>
		<category><![CDATA[wystawa]]></category>
		<category><![CDATA[życie warszawy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ethnomuseum.pl/blog/?p=2990</guid>
		<description><![CDATA[- niepowodzenia w szkole.  To fragment sennika, podobno babilońskiego (cokolwiek to oznacza), który z tajemniczych względów zapadł mi niegdyś w pamięć.
W nocy z soboty na niedzielę 15/16 maja przed tak złym snem i związanym z nim losem  schroniło się w Muzeum Etnograficznym prawie 8 tysięcy ludzi. Powszechny lęk wygonił na ulice jeszcze więcej osób &#8211; [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="attachment_2995" class="wp-caption alignleft" style="width: 168px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/05/IMG_43461.jpg"><img class="size-medium wp-image-2995" title="Jedna z Madonn przygotowanych przez studentów WSA ASPTTF, fot. E. Skokowska" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/05/IMG_43461-225x300.jpg" alt="Jedna z Madonn przygotowanych przez studentów WSA ASPTTF, fot. E. Skokowska" width="158" height="210" /></a><p class="wp-caption-text">Jedna z Madonn przygotowanych przez studentów WSA ASPTTF, fot. E. Skokowska</p></div>
<p style="text-align: justify;">- niepowodzenia w szkole.  To fragment sennika, podobno babilońskiego (cokolwiek to oznacza), który z tajemniczych względów zapadł mi niegdyś w pamięć.</p>
<p style="text-align: justify;">W nocy z soboty na niedzielę 15/16 maja przed tak złym snem i związanym z nim losem  schroniło się w Muzeum Etnograficznym prawie 8 tysięcy ludzi. Powszechny lęk wygonił na ulice jeszcze więcej osób &#8211; unikały one  nieszczęścia zwiedzając różne muzea, galerie, warszawską Giełdę, Sejm, a nawet niektóre centra handlowe. Do powszechnie cenionych rozrywek należało stanie w ogromnej kolejce do niedawno otwartego Muzeum Fryderyka Chopina.</p>
<p style="text-align: justify;">Jednak, jak już wspominałam, nasze Muzeum nie świeciło pustkami. Przechadzając się wśród zwiedzających, uzbrojona w aparat i dyktafon, poczyniłam kilka spostrzeżeń, którymi pragnęłabym się teraz z Wami podzielić.</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;"><span id="more-2990"></span></p>
<h2 style="text-align: justify;">Nocne muzykowanie</h2>
<div class="mceTemp" style="text-align: justify;">
<dl id="attachment_2999" class="wp-caption alignright" style="width: 160px;">
<dt class="wp-caption-dt"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/05/IMG_4355.jpg"><img class="size-thumbnail wp-image-2999" title="Występ duetu na karimbach, fot. E. Skokowska" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/05/IMG_4355-150x150.jpg" alt="Występ duetu na karimbach, fot. E. Skokowska" width="150" height="150" /></a></dt>
<dd class="wp-caption-dd">Występ duetu na karimbach, fot. E. Skokowska</dd>
</dl>
</div>
<p style="text-align: justify;">Gwoździem programu były oczywiście koncerty w sali kinowej. Grały kolejno: Village Kollektiv, Port Mone, Moulay Sherif. Wszystkie zespoły wypadły świetnie, dzieląc się z widownią ogromną dawką pozytywnej energii, która rzucała się w oczy, gdy patrzyłam na tłumy wychodzące z sali.</p>
<p style="text-align: justify;">Entuzjaści muzyki mieli możliwość posłuchać także duetu na karimbach, a potem na didgeridoo (zespół Balanda).  Kapela Braci Dziobaków zagrała ballady i kołysanki, które &#8211; pomimo świetnego wykonania &#8211; nikogo nie skłoniły do snu. Taka to była niezwykła noc.  Wypytywani słuchacze z zachwytem opowiadali o egzotycznych i swojskich melodiach, niektórzy nawet od razu po koncercie wymykali się do domu, by na spokojnie ochłonąć po tylu muzycznych wrażeniach.</p>
<h2 style="text-align: justify;">Karuzela z Madonnami</h2>
<p style="text-align: justify;">Inni jednak dalej brali udział w oferowanych atrakcjach: przeżywali silne emocje i entuzjastycznie wcielali się w role kangurów i strusi podczas opowiadania aborygeńskich opowieści przez Grupę Studnia O. Powodzeniem cieszyły się też projekcje niezwykłych filmów animowanych &#8211; niby po północy, niby na dobranoc, ale nie warto było nawet zmrużyć oka!</p>
<p style="text-align: justify;">Niesamowite wrażenie robiły spacerujące po Galerii Polskiej Sztuki Ludowej Madonny. Niektóre przerażające, a wszystkie piękne.  Stroje, fryzury i makijaże dzielnych dziewcząt były dziełem studentów <a href="http://www.charakteryzacja.pl" target="_blank">Wyższej Szkoły Artystycznej i Aktywnego Studium Plastycznego</a>.  Kunsztownie wykonane żywe rzeźby, były w  większości zainspirowane wizerunkami Matki Boskiej &#8211; nie tylko tymi z polskiej ikonografii ludowej, ale także tymi z przedstawień południowoamerykańskich.</p>
<p style="text-align: justify;">
<div class="mceTemp" style="text-align: justify;">
<dl id="attachment_3101" class="wp-caption alignleft" style="width: 160px;">
<dt class="wp-caption-dt"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/05/IMG_43451.jpg"><img class="size-thumbnail wp-image-3101" title="Zdjęcie z Madonną, fot. E. Skokowska" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/05/IMG_43451-150x150.jpg" alt="Zdjęcie z Madonną, fot. E. Skokowska" width="150" height="150" /></a></dt>
<dd class="wp-caption-dd">Zdjęcie z Madonną, fot. E. Skokowska</dd>
</dl>
</div>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">Na pierwszy rzut oka budziły zachwyt lub lęk.  I to nie tylko u dzieci. Ja sama przeżyłam chwilę grozy, ujrzawszy Madonnę zainspirowaną, jak mi się zdaje, gotycką katedrą. Miała ona szatę ozdobioną &#8211; podobnie jak nimb &#8211; witrażami, na piersiach (jakby organami), a w pasie wisiało kadzidło. Całe ciało miała pomalowane na czarno, a na powiekach wymalowano jej&#8230; oczy o czarnych białkach. Kiedy zobaczyłam ją pierwszy raz, poczułam wręcz zabobonny strach i wcale nie dziwiłam się dzieciom, które chowały się za rodzicami.</p>
<p style="text-align: justify;">Po drugim spojrzeniu zwiedzający pytali o możliwość zrobienia zdjęcia z którąś z modelek, po czym stawali obok niej z radosnym uśmiechem i czekali na pstryknięcie.</p>
<p style="text-align: justify;">Trzeci rzut oka wywoływał współczucie. Starannie ubrane i umalowane dziewczyny męczyły się, stojąc na swoich postumentach (pomimo że często zamieniały się miejscami). Było ich 12, na sali jednocześnie bywały po 3, a w tym czasie reszta odpoczywała. Ustawione przez pracowników Muzeum wiatraki niewiele im pomagały, ponieważ w sali panował prawdziwy skwar &#8211; przypuszczam, że właśnie z powodu silnych emocji.</p>
<p style="text-align: justify;">Madonny ze swojej strony także pragnęły ulżyć bezsennym zwiedzającym: można było dostać od nich niezawodne recepty na dobry sen. Nikt z nich jednak tak od razu nie skorzystał &#8211; było jeszcze wiele do obejrzenia.</p>
<h2 style="text-align: justify;">
<p class="mceTemp">
<p>Wół [jak się śni] to nieprzyzwoity kolega</h2>
<p style="text-align: justify;">
<div id="attachment_3011" class="wp-caption alignleft" style="width: 289px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/05/IMG_4363qq.jpg"><img class="size-medium wp-image-3011" title="Z &quot;Polskiego Sennika Ludowego&quot; Stanisławy Niebrzegowskiej, fot. E. Skokowska " src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/05/IMG_4363qq-300x195.jpg" alt="" width="279" height="181" /></a><p class="wp-caption-text">Z &quot;Polskiego Sennika Ludowego&quot; Stanisławy Niebrzegowskiej, fot. E. Skokowska </p></div>
<p>Cytat ten pochodzi z <em>Polskiego sennika ludowego</em> Stanisławy Niebrzegowskiej, podobnie jak wiele innych, które zawisły w holu na drugim piętrze muzeum. Była to instalacja <em>Sennik: dekoder snów</em>, przygotowana przez pracowników Zespołu Edukacji Dorosłych i muzealnych wolontariuszy.</p>
<p style="text-align: justify;">Wystawa składała się z przeróżnych cytatów, które bezwzględnie pomogłyby każdemu, komu śnił się kiedy &#8220;ksiądz&#8221;, &#8220;pokichane dziecko&#8221;, albo chociaż &#8220;piersi&#8221; (<em>wzniosłego uczucia doznasz</em>). Istotnym, wręcz kluczowym elementem całego przedsięwzięcia była interaktywność. Zwiedzający mieli uczestniczyć w budowaniu instalacji: mieli 2 kolumny oraz całkiem duże powierzchnie ścian do wyrażenia swoich opinii i doznań, zatytułowanych: &#8220;Wyśniło mi się&#8221;, &#8220;Nie rozumiem snu, w którym&#8221;, &#8220;Najlepiej śni mi się, gdy&#8221;, &#8220;Miałem koszmar&#8221;.</p>
<p style="text-align: justify;">Pewien młody człowiek, którego zapytałam o zdanie, stwierdził, że bardzo nie podobała mu się ta instalacja i że gdyby wiedział, że będzie tu coś takiego, na pewno nie wybrałby się do Muzeum tej nocy. Jednak po paru godzinach trwania Nocy Muzeów kolumny, ściany i wiele innych dostępnych powierzchni zapełniło się kartkami ze zwierzeniami naszych gości, co wskazuje na to, że nie był to powszechny pogląd.</p>
<p style="text-align: justify;">Przechadzając się wzdłuż ścian doszłam do wniosku, że żadne &#8220;pokichane dzieci&#8221; ani nawet &#8220;świnie&#8221; (<em>goście przyjdą</em>) nie mogą równać się z naszymi snami: o zakonnicach w rajstopach na głowie, o dziwacznych stworach, o wampirach pijących krew i o pani od matematyki. Co na to Freud? Nie wiem, ale na przykład Stanisława Niebrzegowska nie dość, że nie potrafiłaby nam pomóc, to jeszcze złapałaby się za głowę i uciekła z krzykiem &#8211; współczesne sny zdradzają bardzo rozwiniętą wyobraźnię swoich posiadaczy.</p>
<p style="text-align: justify;">Zauważyłam, że większość najpierw przechadzała się po holu i czytała uważnie kartki pozostawione przez innych, a dopiero potem zabierała się za sporządzenie własnych. Muszę przyznać, że byłam nieco zaskoczona tak szerokim odzewem wśród zwiedzających. Rzadko kiedy można zaobserwować taką interaktywność i ochotę na współtworzenie wystawy. Tymczasem kolejka po długopis była długa, a miejsca na ścianach wkrótce zaczęło brakować. Jeden ze znajomych, który spędził w Muzeum całą noc, w okolicach godziny 2 próbował odnaleźć pozostawioną 5 godzin wcześniej notatkę &#8211; była ona pokryta kilkoma warstwami nowszych sennych zwierzeń.</p>
<p style="text-align: justify;">Nawet dzisiaj, w skąpym, bo skąpym, ale świetle dziennym, wystawa prezentuje się ciekawie i zachęca pracowników i zwiedzających Muzeum do zapoznawania się ze współczesnym sennikiem miejskim.</p>
<h2 style="text-align: justify;">Świetnografia</p>
<p class="mceTemp">
</h2>
<p style="text-align: justify;">
<div id="attachment_3086" class="wp-caption alignright" style="width: 201px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/05/IMG_4351.jpg"><img class="size-medium wp-image-3086" title="Kolejka d wystaw &quot;Zwykłe-Niezwykłe&quot;, &quot;Jaśnienie&quot;, &quot;Świetnograficzne&quot;, fot. E. Skokowska. " src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/05/IMG_4351-225x300.jpg" alt="" width="191" height="254" /></a><p class="wp-caption-text">Kolejka do wystawy &quot;Zwykłe-Niezwykłe&quot;, &quot;Jaśnienie&quot;, &quot;Świetnograficzne&quot;, fot. E. Skokowska. </p></div>
<p>Dużym powodzeniem, jak można było wywnioskować z ustawiającej się do niej kolejki, cieszyła się wystawa <em>Świetnograficzne: polska grafika reklamowa 1918-1989</em>. Była to także kolejka do nagradzanej już wystawy <em>Zwykłe-niezwykłe: fascynujące kolekcje</em>, która prezentowała niewielką, a nader interesującą część naszych zbiorów oraz do wystawy fotografii <em>Jaśnienie</em>. Na samym końcu docierało się do ekspozycji <em>Świetnograficzne</em> i czuło klimat centrum Warszawy w dowolnym roku od 1918 do 1989, oglądało się plakaty, wywieszki i ulotki oraz bywało zachęconym do kupna proszku, lotu na loterię czy biletu do cyrku. Pracownicy Muzeum obdarowywali też zwiedzających plakatami Totalizatora Sportowego z dawnych lat.</p>
<p style="text-align: justify;">Jak już wspominałam i jak widać na załączonym obrazku, aby dostać się na te wystawy, należało wystać swoje w kolejce.  Kolejka powstała także z tego powodu, że na sale wystawowe wpuszczano grupkami, aby każdy miał szansę dojrzeć coś niekoniecznie komuś innemu przez ramię. Spełniała ponadto rolę integracyjną &#8211; nawiązywano rozmowy, znajomości, wymieniano komentarze. Byłoby to idealne miejsce do rozmowy o Nocy Muzeów, gdyby nie fakt, że kolejka przesuwała się dość szybko i wtedy rozmowa bywała gwałtownie urywana. No, ale nie można mieć wszystkiego, prawda?</p>
<p style="text-align: justify;">O ile wyrazy podziwu, zadowolenia z plakatów i ze zrobionych tym wystawom zdjęć nie wydały mi się szczególnie zaskakujące, o tyle zdziwiłam się nieco podczas kilku rozmów o etnograficznych wystawach stałych. Te egzotyczne, azjatyckie czy związane z Australią, kilku rozmówców bardzo chwaliło. Pewna młoda osoba wyznała, że zawsze fascynowała ją Australia, choć nigdy tam nie była i teraz przed planowaną podróżą w wymarzone miejsce postanowiła wybrać się do muzeum, aby dowiedzieć się czegoś o kulturze tego kontynentu. Z wypowiedzi wynikało, że uzyskana wiedza wywarła nader pozytywne wrażenie na przyszłej podróżniczce.</p>
<p style="text-align: justify;">Dość zabawne, że nie przyszło mi w ogóle do głowy, że przy takiej konkurencji koncertów, imprez, nowych i okazjonalnych wystaw, nasze klasyczne wystawy stałe mogą być dla kogoś gwoździem programu. A jednak były, jak dowiedziałam się od grupy młodych ludzi, którzy wybrali się tamtej nocy specjalne dla części wystawy dotyczącej Chin.  Pewien pan przyszedł po raz kolejny, aby zwiedzić wystawę afrykańską. Bardzo też żałował, że oprócz przechadzających się po Galerii Sztuki Ludowej  Madonn, na sali z eksponatami z Afryki nie szaleją wolontariusze przebrani za szamanów. Taka wypowiedź powinna zainspirować muzealników w  przygotowaniach do przyszłorocznej Nocy Muzeów. Jestem przekonana, że wolontariusze będą, podobnie jak ja,  zauroczeni możliwością odbywania podniebnych lotów po muzealnych salach.</p>
<h2 style="text-align: justify;">Kto nocuje w Muzeum Etnograficznym?</h2>
<p style="text-align: justify;">Ano, właśnie: kto? Podczas wałęsania się po Muzeum zastanawiałam się dość długo, kim są ludzie, którzy tu przyszli i dlaczego znaleźli się akurat tutaj?</p>
<p style="text-align: justify;">Przede wszystkim byli to ludzie związani z Muzeum, jego sympatycy, spędzający tu też na co dzień swój wolny czas, biorący udział w różnego rodzaju warsztatach, np. muzycznych &#8211; jak jedna z wypytywanym przeze mnie pań. Przyciągnęły ją tu koncerty, a wybór naszego Muzeum był dla niej prawie oczywisty &#8211; tutaj najczęściej wybiera się, aby obcować z szeroko pojętą kulturą.</p>
<p style="text-align: justify;">Spotkałam tej nocy wielu znajomych, którzy pojawiają się w Muzeum regularnie, by posłuchać muzyki, potańczyć, zyskać jakieś nowe umiejętności czy po prostu popodziwiać zbiory. Pojawili się tłumnie studenci etnologii, co nie wymaga chyba wytłumaczenia (choć raczej nie była nim zbliżająca się &#8211; jak zwykle zbyt szybko &#8211; sesja). Mówiono też, że nocna pora sprzyja kulturalno-muzealnym spacerom, bo kiedyż można znaleźć na to czas w ciągu dnia?</p>
<p style="text-align: justify;">
<div class="mceTemp" style="text-align: justify;">
<dl id="attachment_3102" class="wp-caption alignleft" style="width: 160px;">
<dt class="wp-caption-dt"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/05/IMG_4343.jpg"><img class="size-thumbnail wp-image-3102  " title="Interaktywne zwiedzanie - tłumek przy długopisach, instalacja &quot;Sennik: Dekoder snów&quot;, fot. E. Skokowska" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/05/IMG_4343-150x150.jpg" alt="Interaktywne zwiedzanie - tłumek przy długopisach, wystawa &quot;Sennik: Dekoder snów&quot;, fot. E. Skokowska" width="150" height="150" /></a></dt>
<dd class="wp-caption-dd">Interaktywne zwiedzanie &#8211; tłumek przy długopisach, wystawa &#8220;Sennik: Dekoder snów&#8221;, fot. E. Skokowska</dd>
</dl>
</div>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">Zwiedzający przybywali najczęściej parami lub grupkami &#8211; składały się one z osób &#8220;wyciągających&#8221; i &#8220;wyciągniętych&#8221;. Zagadnięte małżeństwo w średnim wieku było przykładem takiej relacji. Podczas gdy żona rozmawiała przez telefon, pan z bardzo nieszczęśliwa miną opowiadał o swojej tragedii &#8211; jak to <em>w chłodną deszczową noc małżonka bezlitośnie wywlokła go z domu</em> i popędziła na Kredytową. Spieszę nadmienić, że mina miała na celu chyba tylko i wyłącznie ukrycie szerokiego uśmiechu zdobiącego twarz ofiary dyskryminacji &#8211; wizyta wcale nie była taka okropna. Żona, kiedy wróciła już po rozmowie, przyznała, że dopiero ostatnio zaczęła bywać w Muzeum, a zaciekawiły ją pojawiające się w mediach informacje o zmianach, jakie Muzeum przechodzi, by sprostać wymogom  jakie stawia się przed nowoczesną instytucją kultury. Taki argument dość często był wymieniany wśród powodów wyboru Muzeum jako miejsca spędzenia nocy.</p>
<p style="text-align: justify;">Napotkałam także kilka osób, które w Muzeum Etnograficznym były pierwszy raz w życiu i dopiero rozsmakowywały się w jego zbiorach.  Pewien młodzieniec opowiadał z ożywieniem, że nie myślał, <em>że tego typu muzeum może być takie nowoczesne, wiesz, ta wystawa o snach albo o reklamach&#8230; Wydawało mi się, że będą jakieś tam skorupy, jak w Muzeum Archeologicznym, ale nie. Właśnie bardzo mi się podoba i myślę, że nieraz jeszcze przyjdę. </em></p>
<p style="text-align: justify;">Prosto z próby przybył też tłumnie studencki Zespół Pieśni i Tańca. Jeszcze w holu zaintonowali kilka ludowych przyśpiewek, wzbudzając sympatię i rozbawienie zgromadzonych tam osób.</p>
<p style="text-align: justify;">Cóż,  tym optymistycznym akcentem czas skończyć ten dość już długi tekst. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie &#8211; w końcu tyle się działo&#8230; Oby z każdym rokiem działo się więcej!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/05/25/golic-brode-tepa-brzytwa/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Dumanie o „Dumce”</title>
		<link>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/03/06/dumanie-o-%e2%80%9edumce%e2%80%9d/</link>
		<comments>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/03/06/dumanie-o-%e2%80%9edumce%e2%80%9d/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 06 Mar 2010 14:52:50 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Katarzyna Skoczyńska</dc:creator>
				<category><![CDATA[Tradycja]]></category>
		<category><![CDATA[muzeum]]></category>
		<category><![CDATA[muzyka]]></category>
		<category><![CDATA[wydarzenia]]></category>
		<category><![CDATA[chopin]]></category>
		<category><![CDATA[warsztaty]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ethnomuseum.pl/blog/?p=2577</guid>
		<description><![CDATA[Maciej Rychły zaserwował nam w poprzedni weekend przy okazji warsztatów gry muzyki Chopina na „egzotycznych” piszczałkach sporą, smaczną i ciekawie przybraną porcję pieśni z Chopina po ukraińsku. Taką trochę kuchnię fusion, choć można by się kłócić, że Polska i Ukraina to to samo danie, tylko inaczej przyprawione. My, jako uczestnicy warsztatów, mieliśmy tego dowieść.
W eksperymentalnej [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="attachment_2581" class="wp-caption alignleft" style="width: 219px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/03/Warsztatowa-fletnia-pana-fot.-A.-Pietrzyk.jpg"><img class="size-medium wp-image-2581  " style="margin-top: 3px; margin-bottom: 3px;" title="Warsztatowa fletnia pana, fot. A. Pietrzyk" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/03/Warsztatowa-fletnia-pana-fot.-A.-Pietrzyk-300x224.jpg" alt="" width="209" height="154" /></a><p class="wp-caption-text">Warsztatowa fletnia pana, fot. A. Pietrzyk</p></div>
<p>Maciej Rychły zaserwował nam w poprzedni weekend przy okazji warsztatów gry muzyki Chopina na „egzotycznych” piszczałkach sporą, smaczną i ciekawie przybraną porcję pieśni z Chopina po ukraińsku. Taką trochę kuchnię fusion, choć można by się kłócić, że Polska i Ukraina to to samo danie, tylko inaczej przyprawione. My, jako uczestnicy warsztatów, mieliśmy tego dowieść.</p>
<p>W eksperymentalnej kuchni lidera Kwartetu Jorgi mogliśmy spróbować „Dumki” Chopina w dwóch postaciach: długo wysmażaną i „własnogłosowo” wyśpiewaną wersję po ukraińsku oraz podaną na stosie kawioru i polaną mdłym sosem wersję „salonową”. I co się okazało?</p>
<p><span id="more-2577"></span></p>
<p>Po pierwsze, „Dumka” Chopina zaśpiewana po ukraińsku nie różni się od ludowych pieśni ukraińskich. Jest kozak, jest diełczyna, jest miłość, tęsknota i żal. Maciej Rychły przekonał mnie do swojej tezy, że w pieśniach i nokturnach Chopina siedzi ukraińska dusza, jej „muzyka nocy”, muzyka ludzi. Siedzą w nich stepy, łany zboża i ludowe zaśpiewki, zasłyszane od kobiet wracających z pól. Im człowiek młodszy, tym więcej, szybciej i trwalej pochłania („czym skorupka za młodu&#8230;”). Widocznie ukraińskie, stepowe bodźce musiały wrosnąć w 20-letniego wówczas Chopina i pozostać (świadomie bądź nieświadomie) w jego muzycznej wrażliwości na stałe. Wersja „salonowa” zdaje się odcinać od wsi grubą granicą polsko-ukraińską, ale kto miał szczęście być na warsztatach, zdał sobie sprawę, że wcale tak być nie musi.</p>
<p>I po drugie: fascynacja dźwiękami i manierą Ukrainy siedzi również w nas, pokoleniu przełomu wieków XX i XXI. Wciąż ciężko mi uwierzyć, że nasz mały eksperyment nie był ustawiony, ale wiara w to, że nie był, jest bardzo budująca. Bo oto zgromadziła się grupa ok. 30 przypadkowych osób z jedynym wspólnym mianownikiem: „muzyka” i na pytania Macieja: „Kto zaśpiewa coś o Kozaku? Kto zna ukraiński? Kto nam to przetłumaczy? Kto zaintonuje pieśń?” od razu znalazły się chętne osoby. Pozostaje się tylko zastanawiać (i dumać) nad powodami takiej fascynacji Wschodem, ale to temat na osoby tekst (książki, kompendia etc.).</p>
<p>Jedno jest pewne: Chopin podany w ukraińskim sosie własnym bardzo wszystkim smakował. Mam nadzieję, że taka uczta z okazji jego 200 urodzin jemu również by się spodobała. A może dziś, w zamerykanizowanym świecie MTV, wolałby, żebyśmy wymruczeli mu „Happy Birthday Mr. Chopin” w stylu Marilyn Monroe? Jak dla mnie, wersję tę można zaliczyć do prawdopodobnych.</p>
<div id="attachment_2582" class="wp-caption alignright" style="width: 254px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/03/Chopinowska-dumka-fot.-A.-Pietrzyk.jpg"><img class="size-medium wp-image-2582 " style="margin: 4px 2px;" title="Chopinowska dumka, fot. A. Pietrzyk" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/03/Chopinowska-dumka-fot.-A.-Pietrzyk-300x167.jpg" alt="" width="244" height="135" /></a><p class="wp-caption-text">Chopinowska dumka, fot. A. Pietrzyk</p></div>
<p>A morał z tej historii jest taki oto: nie żyjemy w próżni, wszystko odbija na nas swoje piętno i myślimy w ramach tego, co nas otacza. Lub, wracając do metafory kulinarnej, jesteśmy tym, co jemy.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/03/06/dumanie-o-%e2%80%9edumce%e2%80%9d/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Elektrofolk, czyli mieszanie źródeł i smaczków</title>
		<link>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/02/27/elektrofolk-czyli-mieszanie-zrodel-i-smaczkow/</link>
		<comments>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/02/27/elektrofolk-czyli-mieszanie-zrodel-i-smaczkow/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 27 Feb 2010 17:01:35 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Katarzyna Skoczyńska</dc:creator>
				<category><![CDATA[Tradycja]]></category>
		<category><![CDATA[muzyka]]></category>
		<category><![CDATA[elektrofolk]]></category>
		<category><![CDATA[inspiracja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ethnomuseum.pl/blog/?p=2444</guid>
		<description><![CDATA[Hawok to powstały w 2009 roku zespół wykonujący muzykę elektrofolk, jak sami opisują swój styl. Projekt zrodził się w  Stalowej Woli, „gdzie wiejskość od zawsze przenika się z miejskością, przyroda z przemysłem, las z hutą, kultura lesiocka z drobnomieszczańską”, co potwierdzam, ponieważ sama pochodzę z tego miasta. Zespół tworzą Anna i Roger Chruściel, Adam Krawczyk [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="attachment_2494" class="wp-caption alignleft" style="width: 228px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/02/HAWOK-GO-ROCK-2009.11.14-Stalowa-Wola-fot.-Basia-Budniak-www.myspace.combudniakbasia.jpg"><img class="size-medium wp-image-2494" title="HAWOK, GO ROCK 2009.11.14 Stalowa Wola, fot. Basia Budniak; www.myspace.combudniakbasia" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/02/HAWOK-GO-ROCK-2009.11.14-Stalowa-Wola-fot.-Basia-Budniak-www.myspace.combudniakbasia-300x199.jpg" alt="" width="218" height="144" /></a><p class="wp-caption-text">HAWOK, GO ROCK 2009.11.14 Stalowa Wola, fot. Basia Budniak; www.myspace.combudniakbasia</p></div>
<p>Hawok to powstały w 2009 roku zespół wykonujący muzykę elektrofolk, jak sami opisują swój styl. Projekt zrodził się w  Stalowej Woli, „gdzie wiejskość od zawsze przenika się z miejskością, przyroda z przemysłem, las z hutą, kultura lesiocka z drobnomieszczańską”, co potwierdzam, ponieważ sama pochodzę z tego miasta. Zespół tworzą Anna i Roger Chruściel, Adam Krawczyk i Mariusz Dul. Pomimo krótkiej działalności mogą już pochwalić się takimi osiągnięciami jak udział w finale GO Rocka (ogólnopolski festiwal dla młodych zespołów, Stalowa Wola) i otrzymaniem najwyższej nagrody na XIX Festiwalu Muzyki Ludowej &#8220;Mikołajki Folkowe&#8221; w Lublinie. O swoich inspiracjach i o muzyce folk opowiedzieli mi Ania (wokalistka zespołu) i Roger (gra na lirze korbowej oraz cymbałach rzeszowskich).</p>
<p><span id="more-2444"></span></p>
<p>K: Witam Was.<br />
A i R: Witamy. Cię.<br />
K: Dzisiaj rozmawiam z Anią i Rogerem, mogę powiedzieć założycielami, czy członkami zespołu Hawok?<br />
A: Roger jest założycielem.<br />
R: Współ.<br />
K: I oprócz Was grają jeszcze&#8230;?<br />
R: Mariusz – na perkusji i na samplerze oraz Adam na klarnecie i akordeonie. No i właśnie ja razem z Mariuszem to zaczęliśmy.<br />
K: Ale to nie jest Wasz pierwszy projekt?<br />
A: Ani nasz, ani chłopaków. Oni [Mariusz i Adam – przyp. K.S.] byli w Ziemi Kanaan. Grali reggae, czyli bardziej folk jamajski. My z kolei byliśmy w zespole Mbi Ye Nzapa. To był zespół..<br />
R: &#8230;bębniarski.<br />
A: Bębniarski, bębny afrykańskie, instrumenty z różnych zakątków świata.<br />
K: A teraz, zespół Hawok powstał w&#8230;<br />
A: Na początku roku&#8230;<br />
R:.. 2009.<br />
K: Dawaliście wcześniej koncerty przed występem na GO Rocku?<br />
A: [śmiech]<br />
R: Nie. Występ na Go Rock, na kwalifikacjach, to był nasz pierwszy występ.<br />
Drugi to był finał Go Rocka, trzeci na Mikołajkach Folkowych, a czwarty to też Mikołajki – finał.<br />
K: No to super debiut! Gratuluję Wam szczególnie GO Rocka, bo jako jedyny zespół folkowy dostaliście się do finału. W sumie GO Rock z założenia ma być festiwalem rockowym, sprawdziłam całą listę zespołów, ponad 270, które się zgłosiły. Prawie wszystkie to tylko rock,  metal, znów rock, rock progresywny, inne gatunki których nie znam&#8230;<br />
A: &#8230;alternatywne. Tak, a my byliśmy egzotycznym akcentem na GO Rocku. [śmiech]<br />
R: Po prostu nagraliśmy materiał i stwierdziliśmy, że gdzieś to musimy wysłać. Pierwsza rzecz, najbliżej,  Stalowa Wola, no to&#8230;<br />
A: I udało się.<br />
K: No i przeszliście dalej.<br />
A i R: No i przeszliśmy dalej.<br />
A: Jury i publiczność jednogłośnie przepchnęła nas do finału, organizatorzy mówili, że w tym roku bardziej stawiali na GO&#8230;<br />
R: &#8230; niż na Rock. [śmiech]<br />
K: A może po prostu jest coś takiego, że łączy się muzyka rockowa z tą muzyką folkową. Znam wiele takich osób, które słuchają metalu, ciężkich melodii, ale równocześnie słuchają folku.<br />
A: Na pewno tak. Ludzie słuchają różnej muzyki, są tacy, którzy chcą słuchać samego metalu albo samego rocka, popu, czy samego folku. Ale myślę, że to zależy też od dojrzałości i gustu muzycznego. Bo jeżeli ktoś słucha i rocka, i folku, i jakichś tam różnych, innych gatunków, to po prostu widać, że jest dojrzały i poszukujący. Bardzo często właśnie to, co jest w folku fajnego, jest wykorzystywane w metalowej muzyce, czy w rocku. Np. rytmy, melodie wygrywane przez flety, przez melodyjne instrumenty. To brzmi fajnie i ciekawie.<br />
R: Każdy lubi melodie, nawet ktoś, kto słucha mocnej muzyki. I jeśli to jest przekazane z  jakimś fajnym pomysłem i jakąś energią, to wielu ludziom się to podoba.<br />
A: Zresztą też jest taka tendencja, że ogólnie folklor i muzyka ludowa, kojarzy się z&#8230; no&#8230; „wieśniactwem”&#8230;<br />
R: &#8230;takim obraźliwym „wieśniactwem”, chałturą&#8230;<br />
A: … tak, bo tak to się niestety ludziom kojarzy, tzn. naszym rodzicom może bardziej, bo przez komunę to było wszystko&#8230; uniżane. Muzyka ludowa przez różne akcje w latach PRL-u, przynajmniej według naszej wiedzy, była wpisywana w gorszą kategorię.<br />
R: I wszystko było takie „obnucone”, wszystko zaczęli robić nutami. Muzykę spontaniczną zaczęli  wkładać w nuty i orkiestra wykonywała muzykę ludową, kiedyś fajną i żywiołową. To się trochę pomieszało, nie?<br />
A: To tak jak np. ktoś słyszy Mazowsze. Oni wykonują ludową muzykę, ale „chóralnie”, ładnie, bez tradycyjnej barwy głosu. Uważam, że gdyby ktoś usłyszał ten sam utwór w wykonaniu babci na wsi, to wyszedłby o wiele ciekawiej. Tacy młodzi ludzie jak my, zresztą nie tylko młodzi, ludzie, którzy lubią i kochają naszą polską kulturę, próbują przemycać w muzyce polski folklor. Przynajmniej my tak robimy. Folk jest dla mnie przetworzoną muzyką ludową, staramy się ją przemycić razem z elektroniką, żeby inni otworzyli się na nią. Myślę, że kogoś, kto lubi beaty, samplery czy jakieś elektroniczne gadżety muzyczne zaintryguje dodana do nich ludowa nuta. Zobaczy, że jest w tym coś ciekawego, że ludowa muzyka to nie tylko babcie, które śpiewają przy płocie, czy zespoły pieśni i tańca. Chodzi o to, żeby przekazać tę energię, która siedzi w utworach ludowych w sposób nieszablonowy.<a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/02/HAWOK-2-GO-ROCK-2009.11.14-Stalowa-Wola-fot.-Basia-Budniak-www.myspace.combudniakbasia.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-2495" style="margin: 5px 2px;" title="HAWOK 2, GO ROCK 2009.11.14 Stalowa Wola, fot. Basia Budniak; www.myspace.combudniakbasia" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/02/HAWOK-2-GO-ROCK-2009.11.14-Stalowa-Wola-fot.-Basia-Budniak-www.myspace.combudniakbasia-300x199.jpg" alt="" width="294" height="196" /></a><br />
K: Wy swoją muzykę nazwaliście elektrofolk. Zastanawiam się jakie cechy musi mieć muzyka,  żeby była folk, a nie jednak całkiem elektro. Bardziej chodzi o teksty? O melodyjność?<br />
R:W zasadzie to o jedno i o drugie. Korzystamy raczej z tradycyjnych tekstów&#8230;<br />
A:&#8230; częściowo piszemy też swoje.<br />
R: Melodie też… Częściowo wymyślamy sami, żeby to jakoś fajnie brzmiało, a część powstaje na podstawie melodii ludowych, tradycyjnych. Folk to właśnie instrumenty i melodie, no i stroje, i to co mamy w głowie. Jeśli lira korbowa gra melodię, która przypomina melodię ludową albo jest na podstawie melodii ludowej, no to robi już swój folkowy klimat. A elektro, to wiadomo. Mariusz używa padów i linia basów jest puszczona już elektronicznie, więc robimy  ją wcześniej, głównie Adam z Mariuszem. W trakcie grania Mariusz też czasem dogrywa jakieś swoje dziwne dźwięki.<br />
A: Bo folk znaczy co innego niż folklor, prawda? Folklor to jest po prostu stricte tradycyjny strój, tradycyjna melodia, tradycyjny rytm, który jest w melodii.<br />
R: Przykład naszych Lasowiaków. Niby też folklor, ale już taki bardziej poukładany, umiejscowiony, dla ludzi z miasta, żeby sobie zobaczyli jak to pięknie było na wsi.<br />
A: A tak naprawdę to przecież tak nie było.<br />
R: Wszyscy wystrojeni, nieważne, że te dziewczyny mają wszystkie rodzaje strojów na sobie.  Dowiedzieliśmy się, że hafty lasowiackie na koszulach, a bardziej ich kolory, coś oznaczały:   czerwony to panienka, brązowy to kobieta zamężna, ale jeszcze w miarę młoda, a czarne hafty to stare kobiety. Natomiast nasze dziewczyny występują we wszystkich kolorach, żeby pokazać ludziom jakie to było barwne i piękne, nie bawią się w konkrety. No i panowie, i panie grają z nut&#8230;<br />
K: To się chyba nie zdarzało na polskiej wsi. [śmiech]<br />
A: No nie. [śmiech]<br />
R: Prawdziwy folklor to są ludzie. Ostatnio np. znaleźliśmy taką panią z Grębowa, chcemy do niej jechać. Jej mąż był muzykantem, grał, był też lutnikiem, robił instrumenty. A ta pani z kolei malowała, pisała wiersze, piosenki ludowe. I to jest właśnie folklor żywy i prawdziwy. Zespoły pieśni i tańca to jest folklor przetworzony dla ludzi z miasta.<br />
A: Folklor jest inspiracją.<br />
R: My się inspirujemy folklorem tradycyjnym.<br />
A: Ale włączamy tam swoje rytmy, włączamy swoje instrumentarium, włączamy własne interpretacje.<br />
R: Można robić praktycznie wszystko.<br />
A: Tak, miesza się też z różnymi stylami. Myślę, że najwięcej o definicji folku jest na stronie Orkiestry św. Mikołaja, oni w zasadzie są jednymi z <a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/02/HAWOK-3-GO-ROCK-2009.11.14-Stalowa-Wola-fot.-Basia-Budniak-www.myspace.combudniakbasia.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-2496" title="HAWOK 3, GO ROCK 2009.11.14 Stalowa Wola, fot. Basia Budniak; www.myspace.combudniakbasia" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/02/HAWOK-3-GO-ROCK-2009.11.14-Stalowa-Wola-fot.-Basia-Budniak-www.myspace.combudniakbasia-199x300.jpg" alt="" width="203" height="306" /></a>prekursorów muzyki folkowej w Polsce.<br />
K: Niedawno odbyły się „Mikołajki Folkowe”, czyli największa, folkowa, międzynarodowa impreza w Polsce, na której dostaliście najwyższą nagrodę. W uzasadnieniu wyczytałam, że otrzymaliście ją za innowacyjność, za twórczość i za wykorzystanie starego instrumentarium w nowej odsłonie. Chciałabym Was o nie podpytać. Czy wiecie, ile macie instrumentów?<br />
R: Prywatnie? W domu?<br />
K: Tak.<br />
R: Kilka gitar, lira, cymbały&#8230;<br />
A: &#8230;skrzypce, flety.<br />
R: Powiedzmy, że 10 sprawnych, na których gramy, jest. [śmiech]<br />
A: Mamy też pełno grzechotek i instrumentów perkusyjnych, bębny, tamburyn&#8230;<br />
K: Jak kolekcjonujecie instrumenty?<br />
A: Allegro!<br />
R: Nie mamy przecież dużo z Allegro. Po cymbały to pojechaliśmy w okolice Leżajska. Gdzie to było dokładnie?<br />
A: Białobrzegi. Do pana Wojtyny.<br />
R: Już Pogórze, więc tam jest dużo ludzi, którzy grają&#8230;<br />
A: &#8230;na cymbałach rzeszowskich&#8230;<br />
R: &#8230;które tam są jeszcze bardzo rozpowszechnione. Nasze cymbały nie były robione na zamówienie, ten pan po prostu czasami robi instrumenty. Nasze np. były zrobione dwa lata przed tym, jak je kupiliśmy.<br />
A: Pojechaliśmy, miał akurat dwie pary do sprzedania.<br />
R: Jedne chciał sobie zostawić, bo musi na czymś grać, a drugie wzięliśmy my. Ten pan ma tam też basy tradycyjne i takie tam. A lirę korbową to też żeśmy znaleźli&#8230;<br />
A: Znaleźliśmy informację w Internecie, że jest ktoś taki jak Stanisław Wyżykowski, który robi liry korbowe i wiedzieliśmy, że robi je w miarę tanio i ponoć najtrwalej.<br />
R: Są pancerne. [śmiech]<br />
K: Pamiętam, że rozmawialiśmy kiedyś i mówiliście, że ten pan usilnie szuka następcy, bo nie chce, żeby ten fach się gdzieś zapodział.<br />
A: Tak, tak dokładnie.<br />
R: Ten pan w ogóle jest niesamowity, otwarty, wielu ludzi nauczył już lutnictwa. Można by do niego jeździć i być jego uczniem, tylko trzeba mieć jakieś tam swoje zdolności. Jemu zależy na tym, żeby to nie zginęło, wszystkim się dzieli. Jak go podpytywałem, co i jak&#8230;<br />
A: &#8230;to nic nie ukrywał.<br />
R: Nie robi tajemnic z niczego, mówi wszystko jak robi, można się go o wszystko dopytać.<br />
A: Co się rzadko teraz zdarza.<br />
R: Jak tylko się zna temat i wie się o co chodzi, to można zrobić wszystko, bo ten pan wytłumaczy każdą jedną rzecz, nawet ile warstw lakieru, kiedy klej i jak kleić, i jak długo.<br />
A: Nawet coś tam da za darmo jeszcze.<br />
R: To jest wspaniałe, co ten pan robi. No, a reszta instrumentów to co? Powoli, powoli&#8230;<br />
A: Po sklepach, z domu&#8230;<br />
R: Tu szwagier kupił Ani flet, bo wiedział, że ona lubi, tu bębny z Grecji i z Włoch od znajomych. Gitary ze sklepu, jedna to jakaś nagroda, nawet chyba dla scholi [Ania i Roger działają w scholi młodzieżowej przy klasztorze – przyp. K.S.], tylko że się już rozsypała. [śmiech]<br />
K: A orientujecie się, czy wielu jest takich wytwórców instrumentów w Polsce? Jak myślicie, czy ten fach nie zaginie?<br />
R: Ja uważam, że nie zaginie. Przykład liry korbowej – pan Wyżykowski nauczył już wielu. Jeden chłopak jest najbardziej znany, też z jego okolic, spod Brzozowa – Stanisław Nogaj. Ten gość jest młody i na podstawie tego, co pan Wyżykowski wymyślił, tak trochę unowocześnia te instrumenty. Jego liry są bardzo praktyczne i niektóre mają nowoczesne, czasem kosmiczne kształty. Można sobie stanąć z taką lirą na scenie razem z metalową kapelą i nie będzie się tak bardzo wyróżniać od gitar elektrycznych. Ale oczywiście to jest tylko jeden z jego uczniów, nie wiemy co się dzieje z resztą. Pan Wyżykowski robi też cymbały.<br />
A: Zresztą, czego on nie robi! Zbudował kontrabas takich rozmiarów, że żeby na nim zagrać, musiał wejść na stołek. [śmiech]<br />
K: A chodziło mu o jakiś specjalny dźwięk, czy tak sobie po prostu wymarzył, żeby mieć największy?<br />
R: Nie, to jest normalnie wg rozmiarów standardowych, tylko że ten największy, skala 4:4. Tylko, że ze względu na niski wzrost, pan Wyżykowski musiał pomagać sobie stołeczkiem.<br />
A: Ale robi jeszcze fajny instrument, który sam wymyślił – skrzypcolaski.<br />
R: Normalnie można używać tego jako laskę, którą można się podpierać&#8230;  Ale na górze jest gryf strojony, otwiera się pudełeczko, w środku jest smyczek, wszystko elegancko.<br />
K:Geniusz !<br />
A: Podobno najwięcej sprzedaje ich do Włoch.<br />
R: Poza tym, kiedy mieliśmy jeszcze inny projekt – Granice, to wystąpiliśmy na konkursie cymbalistów w Rzeszowie. Stwierdziliśmy, że jak mamy cymbały, to pojedziemy, chociaż utwory były całkowicie nie z tego świata. [śmiech] Było tam mnóstwo cymbalistów, większość z woj. podkarpackiego i byli też ludzie, którzy cymbały robią, więc myślę, że to nie zaniknie. Sam chciałbym się tym zająć.<br />
K: A co cię powstrzymuje?<br />
R: Trzeba mieć swój warsztat, z materiałami nie byłoby problemu, dla chcącego nic trudnego. Wiadomo też, że przydałby się dobry wkład finansowy na początek, żeby kupić porządne narzędzia, konkretne od razu, a nie uczyć się na sklejce, bo nic z tego nie wyjdzie [Nie tak do końca – Roger zrobił pierwszą lirę korbową ze skrzynki po cytrynach i działała! – przyp. K.S.].<br />
K: Z tego co sprawdzałam, to w konkursie Mikołajkowym brały udział młode zespoły, najczęściej z 2007/09 roku. Nie macie takiego wrażenia, że teraz nurt folku się bardziej rozwija w Polsce? Jak myślicie, dlaczego ludzie chcą teraz słuchać takiej muzyki?<br />
A: Dlatego, że&#8230; Taka jest moja teoria, może jest mylna, ale ja patrzę po swoim doświadczeniu, że ludzie, szczególnie młodzi, na nowo odkrywają muzykę ludową, ale „sprzedaną” jako folk.  Nasi rodzice i starsze pokolenie jest nastawione na „nie”. A młodzi ludzie szukają, w muzyce ludowej jest niesamowita energia. Ja się zaraziłam tą energią, zaraziłam się tą radością, melodyjnością. Ogólnie muzyka ludowa jest ciekawa, również polska, bo tak naprawdę najwięcej osób zaraża się muzyką ludową Irlandii. U nas też od tego zaczęła się fascynacja. Tak w ogóle to słuchało się metalu, rocka i nagle ktoś przyniósł płytę zespołu polskiego Boreash&#8230;<br />
R: &#8230;on już nie istnieje.<br />
A: &#8230;wykonującego folk irlandzki, nas to zainteresowało, zaczęliśmy szukać. Tak znaleźliśmy Kapelę ze Wsi Warszawa, Orkiestrę św. Mikołaja, Żywiołaka i wiele innych zespołów, a także Village Kollektive, którzy łączą folk z elektroniką. Tak się zaczęła fascynacja. I ludzie też tak robią. Po prostu szukają, szukają, szukają i docierają do muzyki polskiej, muzyki tradycyjnej, ludowej. Ale młodym ludziom trzeba ją „sprzedać”. Ja prywatnie wolę posłuchać muzyki folkowej w wykonaniu KzWW, gdzie dodają własne rytmy, własne aranżacje, ciekawe instrumentarium, gdzie to wszystko jest owiane lekką nutą tajemniczości. Myślę, że ta muzyka staje się dla niektórych przystępna, gdy muzycy dodają ciekawy instrument, rytm, np. raga.<br />
R: Dodaje się rytmy, które są modne, dlatego to będzie się podobać. Rytmy orientalne – taniec brzucha tańczy teraz pół świata&#8230;<br />
A: Ludzie teraz lubią mieszać różne style.<br />
R: To jest  to co Trebunie Tutki zrobili z Jamajczykami, o to chodzi, o mieszanie.<br />
Trebunie to był na początku tradycyjny zespół grający tylko muzykę góralską. Ostatnio nawet czytałem o nich i ktoś stwierdził, że w tym przejściu od tradycyjnej kapeli góralskiej do tego, co robią teraz, tak naprawdę nic nie stracili z tej ludowości, że to jest wciąż ten sam prawdziwy przekaz, tylko na większą skalę.<br />
A: Przez takie mieszanie stylów na koncert przyjdą ludzie słuchający np. i reggae, i folku. I w tym momencie ludzie się zarażają, są zafascynowani. I człowiek, który słuchał tylko reggae zaczyna słuchać muzyki góralskiej, ludowej.<br />
R: Ale też my jako zespół chcemy robić coś świeżego, coś fajnego, dobrze się przy tym bawić. Dlatego miesza się style, żeby ludzie też to odebrali jako coś nowego i ciekawego.<br />
K: Cały czas podkreślacie, że jesteście ze Stalowej Woli i że to miasto ukształtowało waszą muzykę.<br />
R: To, co robimy, nie jest wtedy puste.<br />
A: To jest takie nasze&#8230; oparcie. Dlaczego mieszamy w ten sposób? Bo właśnie Stalowa jest wymieszana.<br />
R: Mariusz ma tutaj swój duży udział, on długo myślał nad tym projektem. To jemu takie pomieszanie strasznie się spodobało i on był napędem wszystkiego. Jak tak sobie mówimy o różnych zespołach, inspiracjach, to zareklamujmy może Pawła Gielarka ze Stalowej Woli. Gdy zaczęliśmy brzęczeć pierwsze dźwięki, poszliśmy do niego i rozmawialiśmy o różnych dziwnych brzmieniach, których używa, jak on to robi, itd. Teraz Mariusz też z tego korzysta, na komputerze robi się całe brzmienie i linię melodyczną. Akurat za linie melodyczne w całości odpowiada Adam, on ma do tego głowę, później Mariusz nad tym siedzi i robi brzmienia, i dodaje np. rżenie konia albo gadanie starej baby gwarą.<br />
A: Takie smaczki.<br />
K: Czy ktoś z waszej czwórki ma wykształcenie muzyczne czy jesteście samoukami?<br />
A: Tylko Adam, uczył się w szkole muzycznej na klarnecie i akordeonie. A reszta samoucy.<br />
K: Ty też, Aniu? Jesteś głównym wokalem w zespole, nie uczyłaś się nigdy śpiewu?<br />
A: Też jestem samoukiem. Staram się śpiewać białym głosem, ale raczej intuicyjnie. Nie wiem, czy robię to dobrze, więc będę chciała skorzystać z warsztatów białego głosu, żeby czegoś tam sobie nie popsuć. Jeśli chodzi o śpiew, to mam duże doświadczenie tutaj w Stalowej Woli, gdzie dużo śpiewam w kościele.<br />
K: A ty Roger? Jaki był twój pierwszy instrument, na którym nauczyłeś się grać?<br />
R: Pierwszy instrument to była gitara, a później perkusja. A potem nie wiem na czym, na bębnach, na djembach&#8230;<br />
A:&#8230; na basie. Roger jest w ogóle taki multi, bierze instrument, obczaja dźwięk i już jedzie. [śmiech]<br />
K: A gracie z nut, czy tylko ze słuchu?<br />
R: Jeśli znajdziemy melodię w jakiejś książce, melodię ludową, to staramy się według nut ją odtworzyć.<br />
A: Ważne jest to, że jeżeli już sięgamy do melodii jakiejś tradycyjnej,  to dobrze, żeby ona była autentyczna, jak najmniej pozmieniana. Mamy np. utwór „Kawalerzy”, to jest utwór kurpiowski, w oryginale „Po cóż żeście kawalerzy przyśli?”, gdzie melodię zachowaliśmy tradycyjną, może za wyjątkiem 2-3 nut, które śpiewamy troszkę inaczej&#8230;<br />
R:&#8230; i poza tym dodatki aranżacyjne są nasze.<br />
A: Dokładnie. Ale staramy się uczyć według nut. Ewentualnie jeśli nie ma nut, to żeby melodię podsłuchać od jakiejś starszej osoby, która zna ją dobrze.<br />
R: No i chcemy się w ogóle nastawić teraz na to, bo okazuje się, że z tymi śpiewnikami to jest różnie. Spisywali je panowie, którzy się tym fascynowali, ale różne są wersje niektórych pieśni. Ktoś to wpisał w nuty i nie wiadomo, czy to jest tak naprawdę do końca wierne. Teksty też się różnią, graliśmy na Mikołajkach i ktoś nam zwrócił uwagę, bo stwierdził, że w oryginalnym tekście ludowym jest jakaś różnica słów.  My mieliśmy w książce takie słowa, jakie Ania śpiewała, ale ta osoba stwierdziła, że w oryginalnie są troszkę inne, są bardziej gwarowe.<br />
K: Zresztą to jest tak, że z pokolenia na pokolenie te słowa się zmieniają, prawda?<br />
A: Tak, słowa, melodie również&#8230;<br />
R: Właśnie tak jest z niektórymi utworami, które były rozpowszechnione i śpiewane w całej Polsce. I każdy wiadomo: troszkę inaczej je grał, troszkę inaczej śpiewał, więc wszystko się poprzekręcało trochę. Dlatego my chcemy jak najwięcej wyciągnąć.<br />
A: Chcemy docierać do źródeł.<br />
R: Nie jesteśmy w tym pierwsi, to nie jest nic oryginalnego.<br />
A: Chcemy dotrzeć np. do pana Butryna, z którym mamy kontakt, to jest pan z Janowa Lubelskiego, jest muzykiem, który wykonuje muzykę tradycyjną, ludową.<br />
R: On się uczył od  starszych ludowych muzyków, nie tylko melodii, ale i techniki grania.<br />
A: Dlatego chcemy dotrzeć do niego, żeby uzyskać melodie, konkretne pieśni, porozmawiać trochę o instrumentach, bo ten pan, co jest bardzo istotne, odtworzył sukę biłgorajską.<br />
R: Tak, akurat nazwał ją kocudzką, ogólnie nazywana jest suką lubelską, ale to to samo. Instrument ten zaginął gdzieś w XIX w., a pan Butryn odtworzył go z opisów i obrazu.<br />
A: Podobnie jak ktoś odtworzył fidel płocką.<br />
R: Fidel wykopali, ale i tak musieli odtworzyć resztę brakującą według rysunków.<br />
K: Ciekawe, czy ten dźwięk jest taki sam jak wtedy&#8230;<br />
R: Tego się nie dowiemy. To zależy też jaki był strój strun, ilość strun jest odtworzona, ale strój zrobiony jest domyślnie. Ale myślę, że charakter jest zachowany.<br />
A: Jeśli chodzi o instrumenty smyczkowe, to mieliśmy też doświadczenie skrzypiec w naszym zespole, które skłoniło nas teraz do poszukiwania jakiegoś skrzypacza na stałe. Anna „Sarna” Pankowska zastąpiła ze skrzypcami Adama w finale GO Rocka, a później zagrała z nami podczas eliminacji do Mikołajków Folkowych.<br />
K: Kończąc chciałam Was podpytać o najbliższe plany muzyczne i gdzie Was można usłyszeć?<br />
A: Póki co, w Internecie na stronie http://www.myspace.com/hawok<br />
R: Zaplanowaliśmy zgłaszać się na razie do różnych festiwali folkowych.<br />
A: A koncerty może bliżej lata, bo musimy też trochę powiększyć repertuar koncertowy. I z planów to jeszcze dorobić się własnych koszul lasowiackich, żeby również przez strój pokazywać tutejsze korzenie, przynajmniej elementy, takie mamy plany.<br />
K: No to życzę, żeby te plany się zrealizowały, dziękuję bardzo za rozmowę.<br />
A i R: My również dziękujemy.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/02/27/elektrofolk-czyli-mieszanie-zrodel-i-smaczkow/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
