Beta

Bądź na bieżąco - RSS

Archiwum kategorii „sztuka ludowa”

Res musealiae: Krótko o włocławskim fajansie i fajansowych kwietnych misach w kolekcji Państwowego Muzeum Etnograficznego w Warszawie

Wyroby fajan­sowe, poja­wiw­szy się w maso­wej pro­duk­cji w wieku XIX, zawo­jo­wały także wieś. Pro­du­ko­wało je na tere­nie ziem pol­skich kilka wytwórni, m.in. w Ber­dy­czo­wie, Ćmie­lo­wie, Kole, Lubar­to­wie, Luby­czy Kró­lew­skiej, Prusz­ko­wie, we Wło­cławku. Fajanse róż­niąc się od wyro­bów wiej­skich garn­ca­rzy, wystę­po­wały na wsiach w cha­rak­te­rze przed­mio­tów peł­nią­cych we wnę­trzu funk­cje deko­ra­cyjne, a nie użyt­kowe. Były bar­dziej zdobne i wie­lo­ko­lo­rowe, a przede wszyst­kim przy­po­mi­nały szla­chetną majo­likę, nie­moż­liwą do uzy­ska­nia w małej skali. Zda­rzały się próby naśla­dow­nic­twa tejże, two­rząc w spo­sób udany wła­sny styl w tzw. pół­ma­jo­lice (np. fla­me­ro­wana cera­mika wyszkow­ska, cera­mika pokucka, czy wyroby rodziny Konop­czyń­skich z Boli­mowa naśla­du­jące manu­fak­turę w Nie­bo­ro­wie). Warsz­taty garn­car­skie, mające miej­scowy zasięg nie miały takich moż­li­wo­ści uzy­ska­nia wielu roz­wią­zań tech­no­lo­gicz­nych. Nie deza­wu­ując ich uży­tecz­no­ści i czę­sto nie­wąt­pli­wej urody, chęć posia­da­nia nowo­ści za przy­stępną cenę i co ważne – odpo­wia­da­jąc wiej­skim gustom spra­wiła, iż wyroby fajan­sowe stały się popu­larne i masowe.

Czy­taj całość »

Kategorie: eksponaty, Muzealia, muzeum, sztuka ludowa, Tradycja
Tagi: , ,

Tkanina z odnalezioną historią — wprowadzenie do Nocy Muzeów 2012 „Muzeum w budowie. Konstrukcja”

12 kwietnia 2012 | | Brak komentarzy

W Pań­stwo­wym Muzeum Etno­gra­ficz­nym w War­sza­wie znaj­duje się ok. 20 000 stro­jów, tka­nin i pró­bek mate­ria­łów: wiel­kie tka­niny dwu­osno­wowe, wyszy­wane ceki­nami  gor­sety, koronki i suk­many…  Moją uwagę przy­cią­gnęła cie­kawa kolek­cja obiek­tów pocho­dzą­cych od  osób prze­sie­dlo­nych z przed­wo­jen­nych regio­nów nale­żą­cych kie­dyś do Pol­ski, czyli Wileńsz­czy­zny i Lwowsz­czy­zny . Ok. 20 tka­nin, 30 ręcz­ni­ków, obru­si­ków, kil­ka­na­ście  gor­se­tów, spód­nic, koszul, kafta­nów, kilka płót­nia­nek itp. w poło­wie lat 50. w ramach akcji odtwo­rze­nia zbio­rów muze­al­nych, rze­czy te zostały pozy­skane w tere­nie i prze­ka­zane do War­szawy.  Następ­nie prze­le­żały w maga­zy­nach war­szaw­skiego muzeum ponad 50 lat (w kata­lo­gach  »Li­twa«  oraz »Ukra­ina« ) , aż w roku 2010 posta­no­wi­łam dotrzeć do auto­rek tka­nin. ‘Śledz­two etno­gra­ficzne’ trwało długo – prze­szu­ki­wa­łam fora fanów gene­alo­gii, strony WWW daw­nych miesz­kań­ców Kre­sów, dzwo­ni­łam po para­fiach i archi­wach, wresz­cie w samym PME w War­sza­wie  wycią­ga­łam  księgi inwen­ta­rzowe, karty obiek­tów i pro­to­koły.  Wio­sną 2011 mia­łam adresy poten­cjal­nych rodzin, które ziden­ty­fi­ko­wa­łam pod kątem inte­re­su­ją­cych mnie obiek­tów i wyru­szy­łam naj­pierw do Szcze­cina po kilka rela­cji, a potem do wsi Zwie­rzyń  Duży. Wła­śnie w tej wsi  spo­tka­łam się z panią Heleną Swiłło i jej synem, Danie­lem. Pani Helena – uro­dzona na Wileńsz­czy­znie– od razu roz­po­znała na zdję­ciach swoje tka­niny, poka­zała też te, które jesz­cze się zacho­wały po powro­cie z przy­mu­so­wej wywózki do Kazach­stanu. Usły­sza­łam wspo­mnie­nia cza­sów przed­wo­jen­nych,  trud­nego okresu na obczyź­nie i opo­wieść o adap­ta­cji do nowych powo­jen­nych warun­ków, więc i o wyprze­da­niu czę­ści rze­czy dla Muzeum.  We wzru­sza­ją­cej atmos­fe­rze, spę­dzi­łam z tą rodziną cały dzień. Tka­niny, które wileń­ską wio­sną tkała matka pani Heleny i ona sama, prze­trwały wojnę, prze­je­chały tysiące kilo­me­trów, by następ­nie kil­ka­dzie­siąt lat póź­niej  zetknąć się z doty­kiem moich pal­ców i chę­cią odkry­cia Tajemnicy.

Frag­ment wywiadu:

Jak to się tkało kiedyś?

Były kro­sna takie drew­niane, było dużo z tym wszyst­kim zachodu, bo trzeba było skła­dać i roz­kła­dać, skła­dane i roz­kła­dane były te kro­sna. I niciel­nice takie tam… …. I te nici do tych niciel­nic i potem tkało się. „Bełdo” nazy­wało się, co tak przy­kle­py­wało się te płótno w kro­snach. I jak osnowa była z bawełny już zro­biona, to wełną prze­ty­kało się … A obrusy to lniane robiło się. Lnem prze­ty­kało się. (…) Płótna roz­ście­lało się na łące i (…) słońce bie­liło. Do wody, nama­czało się i znowu roz­cią­gało się i tak kilka razy dzien­nie, jak słońce już było, to zna­czy w czerwcu gdzieś tak. A te kolo­rowe, które jasne to prało się, tylko tak ostroż­nie, żeby te kolory… Róż­nie bywało z tymi kolo­rami. Jedne pusz­czały, dru­gie nie. (…)

Kategorie: eksponaty, Muzealia, muzeum, sztuka ludowa, Tradycja, wydarzenia
Tagi: , , ,

Res musealiae: Z dobrym słowem na maśle. O estetyzacji masła i formach do masła.

Od wie­ków czło­wiek inten­cjo­nal­nie nada­wał formę, każ­demu wyko­na­nemu przez sie­bie przed­mio­towi. Porząd­ko­wał w ten spo­sób świat, wpro­wa­dzał ład i har­mo­nię. Zabie­gom kształ­to­wa­nia rze­czy­wi­sto­ści pod­le­gały wsze­la­kie dzia­ła­nia, czyn­no­ści, zacho­wa­nia, gesty, wytwa­rzane przed­mioty trwałe, ale także formy „ulotne”, jak rytm siewu, układ żeńców przy żniwach, równe rzędy sno­pów czy kop siana, aran­ża­cja prze­strzeni domu, czy poży­wie­nie — wyjęte z fore­mek masło, sery z drew­nia­nych form lub płó­cien­nych worecz­ków, baby pie­czone w cera­micz­nych kar­bo­wa­nych naczy­niach zwa­nych babów­kami, chleb… Wypieki obrzę­dowe, jak chałki dawane chrze­śnia­kom przez rodzi­ców chrzest­nych, weselne koła­cze, nowe latka z posta­ciami zwie­rząt, czy wio­senne busłowe (czyli bocia­nie) łapy, miały zna­cze­nie daleko wybie­ga­jące poza stricte este­tyczny wymiar, ich magiczna rola pole­gała na przy­wo­ły­wa­niu pożą­da­nego: szczę­ścia, pomyśl­no­ści, płod­no­ści. W myśle­niu pozba­wio­nym pier­wiastka „ludo­wego”, sfera kuli­narna pod­lega rygo­rom este­tycz­nym, po to by dostar­czyć roz­ko­szy wizu­al­nej. Współ­cze­śnie, podane w spo­sób wyszu­kany jedze­nie staje się wymo­giem kon­sump­cyj­nym, wyma­ga­nym nie tylko w restau­ra­cjach. Jeste­śmy bom­bar­do­wani foto­gra­fiami z potra­wami, które nie wiemy jak sma­kują, ale pobu­dza­jąc wzrok wzma­gają też ape­tyt. Zalewa nas mno­gość pro­gra­mów tele­wi­zyj­nych w któ­rych „wszy­scy” gotują: mistrzo­wie kuchni i „gwiazdy”, samo­dziel­nych tytu­łów o kuchni, dodat­ków pra­so­wych o kuchni, rubryk w każ­dej pra­sie „kobie­cej”. Brak moż­li­wo­ści orga­no­lep­tycz­nego prze­ka­za­nia walo­rów sma­ko­wych powo­duje, iż każdy ele­ment dania pod­lega este­ty­za­cji, by w spo­sób wyłącz­nie wizu­alny pobu­dzić kubki sma­kowe widzów.

Czy­taj całość »

Kategorie: eksponaty, Muzealia, rok obrzędowy, sztuka ludowa, Tradycja
Tagi: ,

Ursus carnavalis

fot. K. Leśniew­ska (kata­log wystawy PME)

Założę się, że każdy kto czyta te słowa widział choć raz film „Miś” Sta­ni­sława Barei. Idę też o drugi zakład, że mało kto wie, iż ów prze­dziwny twór ist­nieje w rze­czy­wi­sto­ści poza­fil­mo­wej. Do czego służy? Dla­czego jest sło­miany? Czy bywa też inny? W jakich roz­mia­rach? I przede wszyst­kim, dla­czego podobne mu istoty zasie­dlają w dużych ilo­ściach maga­zyny i sale wysta­wowe nie tylko pol­skich muzeów etnograficznych?

Tytu­łowa masz­kara sta­nowi pod­sta­wowy skład­nik zwierzo-człeczej mena­że­rii zakra­da­ją­cej się do ludz­kich sie­dzib w okre­sie zimo­wym. W Pol­sce bywa nazy­wana niedź­wie­dziem zapust­nym, a widuje się ją w dwóch posta­ciach: jako prze­bie­rańca — męż­czy­znę przy­wdzie­wa­ją­cego niedź­wie­dzi kostium w skali 1:1, lub też jako kukłę, zazwy­czaj sło­mianą czyli z mate­riału ide­al­nie pod­da­ją­cego się wpły­wowi prze­róż­nych żywio­łów. Trzeba bowiem wie­dzieć, że dla niedź­wie­dzia zabawa koń­czy się nie­we­soło. Ulega zagła­dzie poprzez zadźga­nie, powie­sze­nie, spa­le­nie lub uto­pie­nie by móc odro­dzić się za rok, a jego śmierć jest rodza­jem ofiary, dzięki któ­rej ludz­kość cią­gnie dalej swój znojny żywot.

Czy­taj całość »

Kategorie: Antropologia kultury, badania terenowe, rok obrzędowy, sztuka ludowa, Tradycja
Tagi: , , ,

Res museliae: Powrót do początku rzeczy

War­stwa piąta – maga­zyn zbio­rów Pań­stwo­wego Muzeum Etno­gra­ficz­nego w Warszawie

 

Rok 2011 Szafa śląska o nume­rze inwen­ta­rzo­wym PME 5586, prze­cho­wy­wana w Maga­zy­nie Zbio­rów Pań­stwo­wego Muzeum Etno­gra­ficz­nego w War­sza­wie M.Z. 315 jako muze­alium w kolek­cji mebli i jako jeden z eks­po­na­tów ze Śląska.

OPIS KONSERWATORSKI STANU 05.2011 [1]:

Stan śred­nio zły; kon­struk­cja szafy w miarę sta­bilna z defor­ma­cjami wypa­czo­nych frag­men­tów i spę­ka­niami lokal­nie naru­sza­ją­cymi konstrukcję.

PRZÓD: Prze­tar­cia naroż­ni­ków i kra­wę­dzi; lokal­nie wystę­pu­jące ślady po poje­dyn­czych gwoź­dzi­kach; drzwi szafy wypa­czone (…), odpry­ski i prze­tar­cia poli­chro­mii zlo­ka­li­zo­wane głów­nie przy wewnętrz­nej stro­nie obu skrzy­deł drzwi­czek (…); motywy malo­wane w pły­ci­nach pociem­niałe i zażół­cone z podłuż­nymi lokal­nie wystę­pu­ją­cymi odpry­skami poli­chro­mii; brak ory­gi­nal­nego trzpie­nia gór­nego zawiasu lewego skrzy­dła drzwi­czek (…) brak szpongi dol­nej lewego skrzy­dła oraz szpongi gór­nej pra­wego skrzy­dła drzwi­czek (…); brak klu­cza i zamka; wyszczer­bie­nia frag­men­tów ryza­li­to­wych liter „M” i „F” zdo­bią­cych fryz przodu mebla; wyszczer­bie­nia frag­men­tów gzymsu w środ­ko­wym naj­wyż­szym punk­cie oraz na pra­wym rogu; wyła­mana górna ramka dol­nej pły­ciny pra­wego skrzy­dła drzwi­czek;

Czy­taj całość »

Kategorie: eksponaty, Muzealia, muzeum, sztuka ludowa
Tagi: , , ,

Res musealiae: Maglownica w swej funkcji pierwotnej/ maglownica sensualna/maglownica racjonalna/maglownica – fotel/ maglownica jako idea. Część II

Nie pod­nieca mnie Wenus z Milo” — roz­mowa z Macie­jem Pęca­kiem, prze­pro­wa­dzona w Kra­ko­wie, w maju 2009 r.

 

Mał­go­rzata Jasz­czołt: Powiedz dla­czego inspi­rują cię „ludowe” formy ?

Maciej Pęcak: Dla­tego, że są „ponad­cza­sowe”. Ich bryła jest cał­ko­wi­cie ponad­cza­sowa. Ten kto to zro­bił bar­dzo dbał o kształt, o formę tego przed­miotu. Dla mnie to już nie jest tylko przed­miot, to jest bar­dzo ładna bryła rzeźbiarska.

M.J. Jako forma. A może coś wię­cej o tej for­mie. Jak ty to odbie­rasz ? Jak te formy cię inspi­rują ? Co w nich widzisz ? I jak mógł­byś uza­sad­nić to, że są ponadczasowe ?

M.P. Są ponad­cza­sowe. Bo gene­ral­nie to taka forma abs­trak­cyjna. Ma funk­cję i formę. I jest jed­no­cze­śnie niezależna.

M.J. To zna­czy, że dany przed­miot ma swoją uty­li­tarną funk­cję, a jed­no­cze­śnie jest piękny cie­kawy jako forma, jako forma rzeźbiarska.

M.P. Zasłu­guje na sza­cu­nek, zde­cy­do­wa­nie ten kto to zro­bił. Daw­niej robili to hur­tem, ale jed­nak z dużą dba­ło­ścią kształtu. A drewno ma w sobie duszę. To jest mate­riał, który żyje i to jest istotne. Prze­cho­dzi sam sie­bie, daje sie­bie. Mnó­stwo jest prze­cież takich przed­mio­tów: zwy­kłe nosi­dła do nosze­nia wody, maglow­nice…

Czy­taj całość »

Kategorie: Muzealia, sztuka ludowa, Tradycja
Tagi:

Res musealiae: Ul i Boże Narodzenie, czyli pszczoły i ludzie oraz święta historia

Ule figu­ralne to odmiana uli tzw. kło­do­wych, wyko­ny­wa­nych z drą­żo­nych wewnątrz odcin­ków pni drzew, usta­wia­nych w pasie­kach w pozy­cji pio­no­wej (jako sto­jaki), pozio­mej (jako leżaki) lub umiesz­cza­nych na drze­wach w lesie. Ale „czynne” ule kło­dowe to w dużym stop­niu czas prze­szły. W ostat­nich latach dzięki pro­gra­mowi „Reak­ty­wa­cji bart­nic­twa” zaini­cjo­wa­nemu w Pol­sce przez WWF można zoba­czyć zasie­dlone przez psz­czoły ule kło­dowe m.in. na tere­nie Wigier­skiego Parku Naro­do­wego. Z kolei nie­czynne, ale nowe, wyko­nane współ­cze­śnie, przy­bie­ra­jące formę figu­ra­tywną ule, oglą­dać można np. w Muzeum Regio­nal­nym im. ks. J. Dzier­żo­nia w Klucz­borku i Skan­se­nie Rzeźby Monu­men­tal­nej w Pode­gro­dziu. Zabyt­kowe ule figu­ralne obecne są w kolek­cjach kilku muzeów w Pol­sce, m.in. w Muzeum Etno­gra­ficz­nym w Kra­ko­wie, Muzeum Etno­gra­ficz­nym we Wro­cła­wiu, Skan­se­nie Psz­cze­lar­skim w Stró­żach. W zbio­rach Pań­stwo­wego Muzeum Etno­gra­ficz­nego w War­sza­wie znaj­duje się zale­d­wie jeden ul figu­ralny (PME 9292), ale jest to jedyny znany ul przed­sta­wia­jący scenę Bożych Naro­dzin. Na tej skon­den­so­wa­nej powierzchni rzeź­biarz zawarł wszyst­kie ele­menty pod­sta­wo­wego zestawu bożo­na­ro­dze­nio­wej sce­ne­rii: żłóbek z Jezu­sem, Maryję, św. Józefa, osiołka i krowę oraz zwia­stu­ją­cego naro­dziny Bożego Syna Anioła. Ul wyko­nany z drewna lipo­wego, praw­do­po­dob­nie w wieku XIX, pocho­dzi ze Śląska. Nie znamy jego indy­wi­du­al­nej histo­rii; można przy­pusz­czać, iż stał przy ple­ba­nii w pasiece księ­dza pro­bosz­cza. Nie znamy inten­cji powsta­nia tego wize­runku. Możemy dywa­go­wać – czy powstał z chęci pre­zen­ta­cji innym ory­gi­nal­nego dzieła, czy przed­sta­wie­nie miało peł­nić rolę zewnętrz­nej „skon­den­so­wa­nej” w jed­nej bryle „szopki” przed ple­ba­nią (lub u innego gospo­da­rza), czy inwen­cja nale­żała do wyko­nu­ją­cego je arty­sty, czy powstał „na zamó­wie­nie” ? Nie­wąt­pli­wie ul jest dowo­dem na to, iż wśród dzieł powie­la­nych i powta­rzal­nych powsta­wały także te odbie­ga­jące od ogól­nie przy­ję­tych i popu­lar­nych.

Czy­taj całość »

Kategorie: eksponaty, Muzealia, rok obrzędowy, sztuka ludowa, Tradycja
Tagi: ,

Res musealiae: Krzyże z żelaza

Naj­prost­sze w for­mie – kute z dwóch pasów metalu łączo­nych ze sobą nitem (rza­dziej zgrze­wa­nych)[1]; małe „z surowca jaki się nada­rzył, z wszel­kiego rodzaju ścin­ków i odpad­ków”[2], duże, o impo­nu­ją­cych wymia­rach – ze spe­cjal­nych sztab, jakich uży­wano do wyrobu osi u wozów, zaty­kane na szczy­cie domu, bramy cmen­tar­nej, wbi­jane w wierz­cho­łek drew­nia­nego krzyża, wień­czące kapliczki – wyku­wane ze sztab, szta­bek, sztyw­nych prę­tów o prze­kroju okrą­głym lub kwa­dra­to­wym, for­mo­wane z drutu jako ple­cionki, i z taśmy; przy­bi­jane do desek w szczy­cie budynku miesz­kal­nego – z pła­tów roz­kle­pa­nego pła­sko­wnika lub goto­wej bla­chy; póź­niej­sze z fabrycz­nych kwa­dra­to­wych prę­tów i powo­jenne z rur i kątow­ni­ków – krzyże z żelaza. Zależ­nie od prze­zna­cze­nia, wyko­ny­wane z zasto­so­wa­niem okre­ślo­nego mate­riału i okre­ślo­nej kowal­skiej obróbki, co decy­do­wało zasad­ni­czo o ich for­mie pla­stycz­nej: zakoń­cze­nia ramion z kutymi moty­wami liści, kwia­tów lilii, krzy­ży­ków, pół­księ­ży­ców, trój­ką­tów, tra­pe­zów, pro­sto­ką­tów, miej­sce krzy­żo­wa­nia ramion pod­kre­ślone peł­nymi, bądź ażu­ro­wymi wyobra­ża­ją­cymi słońce kół­kami, z inskryp­cją „IHS”; pro­mie­niami pro­stymi, fali­stymi lub fan­ta­zyj­nie wygię­tymi – poje­dyn­czymi, podwój­nymi, potrój­nymi. Na głów­nym ramie­niu poja­wiały się: sym­bo­liczny pół­księ­życ, gwiazdy (jako zwy­cię­stwo nad pogań­stwem), cho­rą­giewka z datą i kogut, peł­niące nie­kiedy funk­cje wia­trow­ska­zów. Krzyże pra­wo­sławne wyróż­niała uko­śna belka. Wystę­po­wały dwa typy krzyży: samo­istne (do 5 m wyso­ko­ści licząc wraz z kamienną pod­stawą i ok. 1,5 m sze­ro­ko­ści) i figury uzu­peł­nia­jące, wystę­pu­jące jako zwień­cze­nia krzyży drew­nia­nych, kapli­czek, bram cmen­tar­nych, szczy­tów budyn­ków miesz­kal­nych (40–70 cm wyso­ko­ści i 20–50 cm szerokości).

Okres naj­lep­szej passy dla wyro­bów kowal­skich, nie tylko krzyży, to koniec wieku XIX, kiedy to poja­wiła się na wsi w dużym wybo­rze – stal prze­my­słowa i zaczął się popyt na wyroby kowal­skie. W wymia­rze pracy – żelazo ozna­czało trwal­sze, bar­dziej funk­cjo­nalne narzę­dzia i sprzęt gospo­dar­ski, w wymia­rze este­tycz­nym – stało się nową, nie wystę­pu­jącą do tej pory na wsi mate­rią, któ­rej walory zostały dostrze­żone i wyko­rzy­stane. Krzyże zaświad­czają, jak różne było poczu­cie este­tyki miesz­kań­ców wsi, nie tylko w potocz­nym rozu­mie­niu „kiczo­wate”, złak­nione bra­ku­ją­cych w codzien­nym, znoj­nym życiu świą­tecz­nych kolo­rów, ale także ceniące mini­ma­lizm, szla­chet­ność mate­riału, walor pro­stej lub wyszu­ka­nej, ale cały czas dosko­na­łej formy. Ta sztuka miała swo­ich twór­ców i odbior­ców, a sądząc po popu­lar­no­ści było ich cał­kiem wielu. Wizu­alna pre­zen­ta­cja krzyży była głę­boko prze­my­ślaną inten­cją. Na tle czy­stego nieba krzyż sta­no­wił mocny, oddzia­łu­jący eks­pre­syj­nie punkt. W tere­nie cze­ka­ją­cych na koro­zję i zapo­mnie­nie krzyży, pozo­stało nie­wiele. W muze­ach nie da się w pełni podzi­wiać tego efektu, który miały two­rzyć wraz ze sferą nie­bie­ską, ale możemy podzi­wiać ich wyszu­kane formy (wystawa stała w PME „Ręko­dzieło i rze­mio­sło ludowe”). Krzyże żela­zne wystę­po­wały w całej Pol­sce, ale naj­wię­cej było ich we wschod­nim pasie, na Pod­la­siu i z tych tere­nów oraz z rejonu Kur­piów pocho­dzą w więk­szo­ści krzyże z kolek­cji PME (96 krzyży kowalskich).

Może przy oka­zji pierw­szo­li­sto­pa­do­wych wyjaz­dów w różne strony Pol­ski uda się jesz­cze natra­fić w tere­nie wykuty z żelaza krzyż, na roz­staju dróg, przy dro­dze, na cmen­ta­rzu… po to by móc w pełni podzi­wiać efekty for­malne: kon­trast meta­licz­nej czerni krzyża z błę­ki­tem nieba, świe­tli­stość stali odbi­ja­ją­cej słońce, przej­rzy­stość ażuru, lek­kość syl­wetki, dopa­so­wa­nie mate­riału do formy, współ­gra­nie mate­rii z duchem…



[1] Woj­ciech Kowal­czuk, 1992, Krzyże  kowal­skie na Pod­la­siu, Bia­ły­stok: Muzeum Okrę­gowe w Białymstoku

[2] Jacek Olędzki, 1961, Arty­styczna twór­czość kowal­ska na tere­nie kur­piow­skiej Pusz­czy Zie­lo­nej od końca XIX w. do I wojny świa­to­wej [w:] Pol­ska sztuka Ludowa, nr 4

Kategorie: Antropologia kultury, badania terenowe, eksponaty, Muzealia, rok obrzędowy, sztuka ludowa, Tradycja
Tagi: , , , ,

Co robi Etnolog na konferencji?

9 listopada 2011 | | Brak komentarzy

…Przy­szedł przy­słu­chać się poważ­nym refe­ra­tom, ponu­dzić się tro­chę, napić dar­mo­wej kawy, cza­sem zachwy­cić świe­żo­ścią czy­je­goś spoj­rze­nia na rzecz dla niego zupeł­nie oczy­wi­stą. Przy­szedł rów­nież z obo­wiązku. Jeśli chce być etno­lo­giem musi cza­sem poka­zać się w towa­rzy­stwie innych etno­lo­gów. Chciałby też coś powie­dzieć, ale …liczy, że w nie­du­żym stop­niu powie, to co powie­dziane.

Czy­taj całość »

Kategorie: Antropologia kultury, Historia, muzeum, sztuka ludowa, wydarzenia, wystawy
Tagi: , , ,

Styl zakopiański — żywy i muzealny

Minęło ponad 100 lat od wybu­do­wa­nia willi Koliba dla Zyg­munta Gna­tow­skiego w roku 1896, (obec­nie sie­dziby Muzeum Stylu Zako­piań­skiego, filii Muzeum Tatrzań­skiego w Zako­pa­nem), która uwa­żana jest jako pier­wo­wzór stylu zako­piań­skiego, stylu stwo­rzo­nego przez Sta­ni­sława Wit­kie­wi­cza, który stał się ewe­ne­men­tem w skali Pol­ski i Europy. Nie da się pomi­nąć kon­tek­stu jego powsta­nia i całej otoczki która mu towa­rzy­szyła. Zbie­giem oko­licz­no­ści zwią­za­nych z kli­ma­tycz­nymi wła­ści­wo­ściami Zako­pa­nego, pod koniec XIX wieku przy­była do Zako­pa­nego ple­jada arty­stów, inte­lek­tu­ali­stów, elity pol­skiej inte­li­gen­cji (m.in. Sta­ni­sław Wit­kie­wicz, Wła­dy­sław Matla­kow­ski, Sta­ni­sław Bara­basz, Rafał Mal­czew­ski, Karol Stry­jeń­ski oraz wielu innych), któ­rzy w gór­skim kli­ma­cie szu­kali ratunku dla nad­wą­tlo­nego zdro­wia.

Czy­taj całość »

Kategorie: Antropologia kultury, eksponaty, Muzealia, sztuka ludowa, Tradycja
Tagi: , , , , ,