Grochowskie kapliczki
Przydrożne kapliczki. Od wieków wrośnięte w polski krajobraz. Murowane, drewniane, skrzynkowe, domkowe, słupowe, wnękowe, baldachimowe, figury przydrożne, krzyże. W całej Polsce stoją ich tysiące. Każda z nich ma osobną historię, jakąś tajemnicę, skrywa fragment czyjegoś życia. Proszalne, wotywne, dziękczynne, graniczne, upamiętniające czyjąś nagłą śmierć, czy oznaczające miejsca, w których wiara miesza się z magią. Przywykliśmy już do ich widoku tak bardzo, że często nie zwracamy na nie uwagi. Nie wiadomo dokładnie, kiedy powstały pierwsze kapliczki. Według jednej z legend, nazwa „kapliczka” pochodzi od słowa cappa (łac.) oznaczającego płaszcz. Konkretnie chodzi tu o płaszcz św. Marcina, biskupa z Tours.
No dobrze, przydrożne kapliczki to jedno – ale spacerując po wielkim mieście, jakim jest Warszawa, również można się natknąć na te małe miejsca kultu. Widoczne są zwłaszcza w maju, kiedy to zbierają się pod nimi okoliczni mieszkańcy, by odmówić litanię do Matki Boskiej. Zatrzymują się pod nimi kościelne procesje w Boże Ciało, ruszają spod nich pielgrzymki.
Spacerując po Grochowie, gdzie mieszkam, właściwie co krok napotykam na kapliczki. Stare, nowe, zniszczone, zadbane – ale prawie zawsze otoczone kultem. Oto najciekawsze z nich:
- 1. Kapliczka z 1829 roku stojąca na ul. Międzyborskiej przy al. Stanów Zjednoczonych. W środku znajduje się figurka Matki Boskiej Niepokalanej. Według legendy w tym miejscu grzebano Polaków poległych podczas bitwy pod Olszynką Grochowską w 1931 roku.
- 2. Święte drzewo na ul. Podskarbińskiej. Podobno kapliczki miały uchronić drzewo przed śmiercią – i najwyraźniej im się to udało. W maju można zobaczyć pod drzewem okolicznych mieszkańców odmawiających litanie, palących znicze i przynoszących świeże kwiaty.
- 3. Kapliczka na klatce schodowej kamienicy przy ul. Czapelskiej 30. Ołtarzyk powstał tuż przed drugą wojną światową z inicjatywy gospodarzy domu. W czasie wojny i wiele lat po niej mieszkańcy zbierali się w tym miejscu na wspólną modlitwę.
- 4. Figurka świętego Ekspedykta – ul. Chłopickiego 54. Nad balkonem ostatniego piętra bardzo zniszczonej kamienicy można dostrzec malutką, równie zniszczoną figurkę, która przedstawia rycerza w zbroi, trzymającego w lewej ręce palmę męczeństwa, a stopą depczącego kruka, który symbolizuje dzień jutrzejszy. To święty Ekspedykt, potężny opiekun i łaskawy orędownik, patron spraw trudnych i beznadziejnych. Ciekawostką jest, że na Grochowie można znaleźć jeszcze jedną figurę św. Ekspedykta – niedawno odnowioną – na froncie kamienicy przy ul. Grochowskiej 263.
- 5. Kapliczka z Matką Boską Różańcową na froncie piętrowego domu przy ul. Zamienieckiej 25A; do niedawna mieszkały w nim Siostry Pasjonistki św. Pawła od Krzyża.
- 6. Krzyż metalowy z małą pasją przy ul. Chłopickiego 49b, w pobliżu przejazdu kolejowego na Olszynce Grochowskiej. Według daty na cokole został ustawiony w 1912 roku, w domniemanym miejscu zranienia gen. Józefa Chłopickiego w czasie bitwy o Olszynkę Grochowską.
- 7. Krzyż drewniany na rogu ulic Międzyborskiej i Grochowskiej, ufundowany w 1820 roku przez Stanisława Baliszewskiego w podzięce za uratowanie Grochowa przed epidemią cholery. W czasie bitwy pod Olszynką Grochowską w pobliżu krzyża stacjonował powstańczy sztab generała Józefa Chłopickiego, a także znajdował się szpital polowy. Według legendy obok tego krzyża w 1831 roku zmarł wskutek odniesionych ran generał Franciszek Żymirski.
- 8. Mural na ścianie domu na skrzyżowaniu ulic Osowskiej i Domeyki. Jeszcze kilka lat temu w tym miejscu znajdowały się drzwi do budynku. Potem je zamurowano, a jakiś artysta namalował na ścianie wizerunek Matki Boskiej. Przykład sacrum wielkomiejskiego – na szczęście nie zauważyłam, żeby mural był przedmiotem kultu.
- 9. Kapliczka w lesie Olszynka Grochowska – prawdopodobnie upamiętnia miejsce śmierci (a może i pochówku) jednego z żołnierzy walczących w bitwie o Olszynkę. Takich kapliczek w gąszczu rezerwatu można spotkać kilkanaście i każda z nich jest przystrojona kwiatami, a czasem nawet palą się pod nimi znicze.
Tagi: Grochów, kapliczki, majowe, Matka Boska
Maj w kolorach biało-czerwonych
….czerwona jak puchar wina,
biała jak śnieżna lawina….
(fragm. wiersza K. I. Gałczyńskiego Pieśń o fladze)
Wyrażenie stanu ducha barwą – to zjawisko znane od wieków i nie chodzi tylko o strój żałobny (zresztą jako czarny wprowadzony dość późno w Europie). Średniowieczny rycerz ‘zbrzydzony i znudzony światem’ dodawał do swego stroju coś z czerni i czerwieni, akcentujący swa wierność przywdziewał zaś niebieski…. A może zaaplikować żółte kwiaty na żółtaczkę, a czerwone na tamowanie krwi? Tak, jeśli postępujemy według XVI-wiecznej nauki o sygnaturze, która każdej roślinie przypisywała pożyteczny dla człowieka kształt i kolor.
Polska flaga, bo to ona ma być punktem wyjścia tej notki, edukowanym w Polsce dzieciom kojarzy się zawsze z ‘krwią i bliznami’. W wielkim koszu kultury poszukajmy jednak jeszcze innych znaczeń czerwieni i bieli, uznając je –tak jak i całą resztę barw– za funkcje kultury ze swoimi znaczeniami, kontekstami werbalnymi, społecznościowymi, różniącymi się odbiorem w swoim historycznym zróżnicowaniu.
BIAŁY
Biel kojarzono z jasnością dnia, a więc z ludzką aktywnością, słońcem, ładem, »[biały] jest najwspanialszą potęgą światła,(…) jest światłem samem« (Karol Libelt). Biel to świętość: stąd biały sęp nad głową faraona strzegący egipskiego władcy i stąd białe szaty kapłanów oraz biel zwierząt ofiarnych traktowanych często jako epifanie samych bóstw. Biały wyraża również ideę chwały, promieniującą szczęśliwość, a np. w Kościele Katolickim podkreśla nastrój świąteczny i często łączony jest ze złotym. W polskim folklorze znajdujemy »białą« górę jako tę stojącą w opozycji do góry ciemnej, »łysej«– złej. Mówi się też o białym kamieniu– umieszczony na granicy między światami, jest związany z płodnością, dlatego w niektórych regionach pannę młoda sadzano właśnie na białym kamieniu i na takim też w piosenkach oplakiwano śmierć najbliższych (» siedział Jasio na białym kamieniu/trzymał martwą Kasię na swojem ramieniu«). Owa »zaświatowość« bieli widoczna jest także w kolorze żałobnym, jakim biel jest w wielu kulturach (także dawniej na wsiach polskich) , w bieli całunu, w bieleniu grobów… Najwięcej bieli w polskim stroju ludowym znajdziemy w tradycyjnym odzieniu z Biłgoraja, a także na Pogórzu.
CZERWONY
Czerwień to kolor krwi i ognia, mocy oczyszających i gniewu, wojny i miłości. Biorą ją sobie za atrybut bogowie słoneczni i wojowniczy (Mars, Perkun, Thor), jako symbol władzy przez wieki zgłaszają wyłączny akces władcy tego świata odziani w purpurę i szkarłat. W heraldyce szlacheckiej czerwień symbolizuje cnotę odwagi oraz waleczność. Czerwień w obrzędach weselnych często widzi się w strojach drużbów (np. czerwone szaliki w Azerbejdżanie, czerwone wstążki w Wielkopolsce), bo podkreśla ich godność,a także symbolizuje sprowadzenie obecnych śmiertelników do sfery śmierci. Czerwień i śmierć – tak, to połączenie obecne w wielu rytuałach, spójrzmy chociazby na malujacych się »na wojenną ścieżkę« Indian, ukraińskie czerwone pasy pogrzebowe i pomalowane na czerwono trumny w Nowej Zelandii. Bo czerwień chroni – przed demonami, przed szkodą, przed pechem: przykład? Przewiązywanie, przetykanie nicią czerwoną było obecne w codzienności naszych pradziadów – w XIX wieku np. przywiązanie hazardziście do prawej ręki czerwoną nitka serca nietoperza zapewniało wygraną.
Z kolei ja sama pamiętam uwagi młodych (!) matek kierowane do mnie; »a czemu wózek bez czerwonej wstążeczki? Ja swojemu synkowi przywiesiłam taką«. Od jakiegoś czasu widuję te kokardy całkiem pokaźnych rozmiarów – może powstał jakiś specjalny rynek związany z niszą pt. apotropeion? W kazdym razie– gdyby Wam masło czy ciasto nie wychodziło– przykryjcie je czerwoną chustką jak to się dawniej robiło i poproście ukochanych o sznur czerwonych korali: odpędzą diabła, koszmary, obronią przed piorunami i wiatrami, chorobą.
Kategorie: Antropologia kultury, polityka, Tradycja, życie miastaTagi: flaga, kolory
Res musealiae: Krótko o włocławskim fajansie i fajansowych kwietnych misach w kolekcji Państwowego Muzeum Etnograficznego w Warszawie
Wyroby fajansowe, pojawiwszy się w masowej produkcji w wieku XIX, zawojowały także wieś. Produkowało je na terenie ziem polskich kilka wytwórni, m.in. w Berdyczowie, Ćmielowie, Kole, Lubartowie, Lubyczy Królewskiej, Pruszkowie, we Włocławku. Fajanse różniąc się od wyrobów wiejskich garncarzy, występowały na wsiach w charakterze przedmiotów pełniących we wnętrzu funkcje dekoracyjne, a nie użytkowe. Były bardziej zdobne i wielokolorowe, a przede wszystkim przypominały szlachetną majolikę, niemożliwą do uzyskania w małej skali. Zdarzały się próby naśladownictwa tejże, tworząc w sposób udany własny styl w tzw. półmajolice (np. flamerowana ceramika wyszkowska, ceramika pokucka, czy wyroby rodziny Konopczyńskich z Bolimowa naśladujące manufakturę w Nieborowie). Warsztaty garncarskie, mające miejscowy zasięg nie miały takich możliwości uzyskania wielu rozwiązań technologicznych. Nie dezawuując ich użyteczności i często niewątpliwej urody, chęć posiadania nowości za przystępną cenę i co ważne – odpowiadając wiejskim gustom sprawiła, iż wyroby fajansowe stały się popularne i masowe. …
Czytaj całość »
Kategorie: eksponaty, Muzealia, muzeum, sztuka ludowa, TradycjaTagi: ceramika, wyroby fajansowe, włocławek
Dąb, Setsuna, Elvismara i Jużmówiłem Maria
Imię to nieodzowna część naszej tożsamości, stanowi z nami niemal jedność. Dawniej nadawanie imienia było sposobem na zaklinanie przyszłości dziecka, rodzajem przepowiedni, stąd też wszelkie Bogusławy, Bogumiły, Mirosławy, Dobromiry czy Dęby. Do dziś wielu hindusów radzi się astrologów w sprawie wyboru korzystnego imienia dla swojego potomstwa, tak by było ono zgodne z jego horoskopem.
Obecnie imię to raczej kwestia mody. Poza ‘nieśmiertelnymi’ Mariami, Annami i Katarzynami pojawiają się raz Julie, kiedy indziej Oliwie lub Nikole. W ubiegłym roku największą popularnością cieszyły się imiona Lena i Szymon. Nie ma co ukrywać, że ogromny wpływ na wybierane opcje ma telewizja i inne środki masowego przekazu. Flagowym przykładem są liczne Isaury, których ‘wysyp’ nastąpił gdy emitowano słynną telenowelę „Niewolnica Isaura”. …
Czytaj całość »
Kategorie: Ameryka Południowa, TradycjaTagi: Ameryka Południowa, imiona
Tkanina z odnalezioną historią — wprowadzenie do Nocy Muzeów 2012 „Muzeum w budowie. Konstrukcja”
W Państwowym Muzeum Etnograficznym w Warszawie znajduje się ok. 20 000 strojów, tkanin i próbek materiałów: wielkie tkaniny dwuosnowowe, wyszywane cekinami gorsety, koronki i sukmany… Moją uwagę przyciągnęła ciekawa kolekcja obiektów pochodzących od osób przesiedlonych z przedwojennych regionów należących kiedyś do Polski, czyli Wileńszczyzny i Lwowszczyzny . Ok. 20 tkanin, 30 ręczników, obrusików, kilkanaście gorsetów, spódnic, koszul, kaftanów, kilka płótnianek itp. w połowie lat 50. w ramach akcji odtworzenia zbiorów muzealnych, rzeczy te zostały pozyskane w terenie i przekazane do Warszawy. Następnie przeleżały w magazynach warszawskiego muzeum ponad 50 lat (w katalogach »Litwa« oraz »Ukraina« ) , aż w roku 2010 postanowiłam dotrzeć do autorek tkanin. ‘Śledztwo etnograficzne’ trwało długo – przeszukiwałam fora fanów genealogii, strony WWW dawnych mieszkańców Kresów, dzwoniłam po parafiach i archiwach, wreszcie w samym PME w Warszawie wyciągałam księgi inwentarzowe, karty obiektów i protokoły. Wiosną 2011 miałam adresy potencjalnych rodzin, które zidentyfikowałam pod kątem interesujących mnie obiektów i wyruszyłam najpierw do Szczecina po kilka relacji, a potem do wsi Zwierzyń Duży. Właśnie w tej wsi spotkałam się z panią Heleną Swiłło i jej synem, Danielem. Pani Helena – urodzona na Wileńszczyznie– od razu rozpoznała na zdjęciach swoje tkaniny, pokazała też te, które jeszcze się zachowały po powrocie z przymusowej wywózki do Kazachstanu. Usłyszałam wspomnienia czasów przedwojennych, trudnego okresu na obczyźnie i opowieść o adaptacji do nowych powojennych warunków, więc i o wyprzedaniu części rzeczy dla Muzeum. We wzruszającej atmosferze, spędziłam z tą rodziną cały dzień. Tkaniny, które wileńską wiosną tkała matka pani Heleny i ona sama, przetrwały wojnę, przejechały tysiące kilometrów, by następnie kilkadziesiąt lat później zetknąć się z dotykiem moich palców i chęcią odkrycia Tajemnicy.
Jak to się tkało kiedyś?
Były krosna takie drewniane, było dużo z tym wszystkim zachodu, bo trzeba było składać i rozkładać, składane i rozkładane były te krosna. I nicielnice takie tam… …. I te nici do tych nicielnic i potem tkało się. „Bełdo” nazywało się, co tak przyklepywało się te płótno w krosnach. I jak osnowa była z bawełny już zrobiona, to wełną przetykało się … A obrusy to lniane robiło się. Lnem przetykało się. (…) Płótna rozścielało się na łące i (…) słońce bieliło. Do wody, namaczało się i znowu rozciągało się i tak kilka razy dziennie, jak słońce już było, to znaczy w czerwcu gdzieś tak. A te kolorowe, które jasne to prało się, tylko tak ostrożnie, żeby te kolory… Różnie bywało z tymi kolorami. Jedne puszczały, drugie nie. (…)
Kategorie: eksponaty, Muzealia, muzeum, sztuka ludowa, Tradycja, wydarzeniaTagi: ludowe, materiały, Noc Muzeów, tkaniny
Res musealiae: Z dobrym słowem na maśle. O estetyzacji masła i formach do masła.
Od wieków człowiek intencjonalnie nadawał formę, każdemu wykonanemu przez siebie przedmiotowi. Porządkował w ten sposób świat, wprowadzał ład i harmonię. Zabiegom kształtowania rzeczywistości podlegały wszelakie działania, czynności, zachowania, gesty, wytwarzane przedmioty trwałe, ale także formy „ulotne”, jak rytm siewu, układ żeńców przy żniwach, równe rzędy snopów czy kop siana, aranżacja przestrzeni domu, czy pożywienie — wyjęte z foremek masło, sery z drewnianych form lub płóciennych woreczków, baby pieczone w ceramicznych karbowanych naczyniach zwanych babówkami, chleb… Wypieki obrzędowe, jak chałki dawane chrześniakom przez rodziców chrzestnych, weselne kołacze, nowe latka z postaciami zwierząt, czy wiosenne busłowe (czyli bocianie) łapy, miały znaczenie daleko wybiegające poza stricte estetyczny wymiar, ich magiczna rola polegała na przywoływaniu pożądanego: szczęścia, pomyślności, płodności. W myśleniu pozbawionym pierwiastka „ludowego”, sfera kulinarna podlega rygorom estetycznym, po to by dostarczyć rozkoszy wizualnej. Współcześnie, podane w sposób wyszukany jedzenie staje się wymogiem konsumpcyjnym, wymaganym nie tylko w restauracjach. Jesteśmy bombardowani fotografiami z potrawami, które nie wiemy jak smakują, ale pobudzając wzrok wzmagają też apetyt. Zalewa nas mnogość programów telewizyjnych w których „wszyscy” gotują: mistrzowie kuchni i „gwiazdy”, samodzielnych tytułów o kuchni, dodatków prasowych o kuchni, rubryk w każdej prasie „kobiecej”. Brak możliwości organoleptycznego przekazania walorów smakowych powoduje, iż każdy element dania podlega estetyzacji, by w sposób wyłącznie wizualny pobudzić kubki smakowe widzów. …
Czytaj całość »
Kategorie: eksponaty, Muzealia, rok obrzędowy, sztuka ludowa, TradycjaTagi: formy do masła, Wielkanoc
Palmowa Niedziela
Niedziela Palmowa, zwana też Kwietną lub Wierzbną, rozpoczyna obchody Wielkiego Tygodnia, który bezpośrednio przygotowuje wiernych do Wielkanocy. Kościół święci w tym dniu triumfalny wjazd Jezusa do Jerozolimy, dokąd przybył wraz z uczniami na święto Paschy i witany był przez wielkie tłumy ludzi rzucających na drogę przed nim gałązki oliwne i palmowe. W całej Polsce święci się tego dnia palmy, które przypominają smukłe, pionowe bukiety, różnej wysokości. Palma symbolizuje nie tylko męczeńską śmierć Chrystusa, ale także odradzające się życie. Tradycyjnie powinny się w nich znaleźć gałązki wierzbowe, o tej porze roku obsypane srebrzystymi, puszystymi baziami. Wierzba w naszej tradycji uważana jest za roślinę kochającą życie, ponieważ rośnie nawet w najgorszych warunkach, łatwo się przyjmuje, a ucięta, włożona do wody gałązka wierzbowa szybko wypuszcza zielone listki. W symbolice chrześcijańskiej wierzba jest znakiem zmartwychwstania i nieśmiertelności duszy. Do palmy wkłada się także rośliny tzw. wiecznie zielone: gałązki tui, świerku, bukszpanu, borówek leśnych, cisu, któremu medycyna ludowa nadaje właściwości lecznicze i dobroczynne. Gałąź zielona od wieków była symbolem życia, sił witalnych, radości i corocznej odnowy roślin. Zapowiada ich kwitnienie i owocowanie. Od wieków występowała więc w obrzędach wszystkich ludów i związanych z nimi praktykach magicznych. …
Czytaj całość »
Kategorie: rok obrzędowy, TradycjaTagi: Niedziela Palmowa, palmy, przesądy
Res musealiae: „Kto dobrze orze ma chleb w komorze”. Wokół radła, pługa, sochy, i św. Izydora…
Wszyscy wiemy ile prawdy kryje się w tym przysłowiu. Umiejętność dobrego „orania” popłaca efektem obfitych zbiorów nie tylko na roli. Orka – w znaczeniu pierwotnym, to zabieg agrotechniczny mający na celu odwrócenie i pokruszenie uprawianej warstwy ziemi.[1] W tradycyjnych systemach uprawy roli, orka jest zabiegiem zasadniczym, najsilniej zmieniającym warstwę uprawną gleby.[2] Orka wiosenna to tzw. orka siewna, poprawiająca warunki potrzebne do kiełkowania nasion, wykonywana na średnią głębokość 10–20 cm. Orka przedzimowa tzw. ziębla, wykonywana jesienią oscyluje w granicach 20–30 cm. Umiejętne przeoranie pola, zapewniające glebie właściwą strukturę, gwarantuje dobry zaczyn pod przyszłe uprawy i przewidywane bogate zbiory. Ale nie tylko w znaczeniu dosłownym, efektem dobrego orania (de facto ciężkiej pracy) jest zasobność. „Oranie” wyszło daleko poza sferę rolniczą, co znalazło wyraz w dającym szerokie pole do interpretacji przysłowiu „Każdy orze jak może”. …
Czytaj całość »
Kategorie: eksponaty, Muzealia, rok obrzędowy, TradycjaTagi: Brueghel, Kossak, Munch, orka, Piasecki, pług, radło, św. Izydor, Tetmajer, Wojtkiewicz
Psychopompos z zawiniątkiem
»Bocian, bocian kiszka, przynieś mi braciszka! Bocian, bocian kaczka, przynieś mi dzieciaczka!« — krzyczały niegdyś dzieci z okolic Białegostoku. Bociek przynoszący dzieci – to najbardziej chyba popularny obrazek kojarzący nam sie z długonogim klekoczącym Wojtkiem, Grześkiem czy busłem. Kobieta potrącona przez przebierańca zapustnego– bociana, ani chybi zajdzie w ciążę, widok bociana lecącego nad domem wróży narodziny, figurki tego ptaka z zawiniątkiem w dziobie spotykamy w obrzędowości weselnej (chociażby na kartkach okolicznościowych w Polsce), w mitologii rzymskiej bocian poświęcony bogini Wenus przynosi zapowiedzi związane z miłością i małżeństwem, a polska panna wypatrzywszy boćka na wiosennym niebie także mogła być pewna szybkiego zamążpójścia. Z kolei Japonczycy ustawiają w domu pana młodego weselne drzewko z bocianim gniazdem i pisklętami, ozdobione kwiatami i innymi symbolami szczęścia. Ciekawostką z naszego terenu jest fakt, iż w XVI wieku bocian = szczęście: mówiąc »bociana sprowadzić« mówiło się tym samym: „sprowadzić szczęście”. …
Czytaj całość »
Kategorie: Antropologia kultury, przesądy, TradycjaTagi: bocian, bocianie łapy, Warszewo, wiosna
Ludowe aviarium
W Polsce żyje 448 gatunków ptaków, z czego około 220 tu gniazduje – między innymi sroki, dzięcioły, sowy i wróble. Ptaki od niepamiętnych czasów fascynują ludzkość umiejętnością latania i pięknego śpiewu, dlatego wiele bóstw posiada ptasie atrybuty, lub umiejętność zamiany w ptaka. Do ptaków porównywano różne ludzkie zachowania. Do dziś gospodynie domowe nazywa się kurami domowymi, wstydliwe panny – gąskami, te śmielsze – sikorkami, a bitnych mężczyzn – kogutami. Wesołe rozmowy to szczebiotanie, złowrogie – to krakanie, a dziecięcy płacz – kwilenie.
Z panteonu bóstw wizerunki ptaków zstąpiły na godła państw, herby miast i wojenne sztandary. Ale ptaki nie tylko inspirowały, ale – wykorzystywane na wiele różnych sposobów – pozwalały przeżyć. Polowano na nie i z nimi, hodowano je dla mięsa, jaj i pierza, używano w roli posłańców. Jaja, podbierane z gniazd dzikich ptaków na przednówku, pozwalały najuboższym przetrwać głód. Ptaki inspirowały również modę. Początkowo przywilej noszenia ptasich ozdób dotyczył wyłącznie mężczyzn (tak jak u ptaków to samiec posiada strojną szatę godową, by wywrzeć piorunujące wrażenie na samiczce. To wielkie ryzyko – przykuwa uwagę nie tylko płci przeciwnej, ale także drapieżników. Samiczka upierzeniem upodabnia się do środowiska, w którym będzie wysiadywała jaja. Krzykliwy strój sprowadziłby niebezpieczeństwo na gniazdo). Panowie ozdabiali swoje stroje piórami w tym samym celu co ptaki. Trudno dziś wyobrazić sobie szlacheckie kołpaki czy hełmy bez piór strusi czy czapli, albo czapkę krakowską bez pawich piór. Jednak najsilniej wpisały się w polską tradycję skrzydła noszone przez husarię, która od początku XVI do połowy XVIII wieku stanowiła doborowe oddziały kawalerii używanej do szarż. Często opisywano szum i łopot husarskich skrzydeł, który podczas ataku płoszył ponoć konie nieprzyjaciół. …
Czytaj całość »
Kategorie: przesądy, TradycjaTagi: awiarium, folklor, kultura ludowa, ptaki, wierzenia


















