<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Ethnomuseum.pl Blog &#187; Warszawa</title>
	<atom:link href="http://ethnomuseum.pl/blog/category/warszawa/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://ethnomuseum.pl/blog</link>
	<description>Blog Działu Etnografii Polski i Europy Państowego Muzeum Etnograficznego w Warszawie</description>
	<lastBuildDate>Fri, 23 Jul 2010 22:41:52 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=abc</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Tomek i Julka znaleźli Olędra!</title>
		<link>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/07/02/tomek-i-julka-znalezli-oledra/</link>
		<comments>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/07/02/tomek-i-julka-znalezli-oledra/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 02 Jul 2010 06:51:07 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Olga Mędrzejewska</dc:creator>
				<category><![CDATA[Olędrzy]]></category>
		<category><![CDATA[Warszawa]]></category>
		<category><![CDATA[muzeum]]></category>
		<category><![CDATA[wydarzenia]]></category>
		<category><![CDATA[wystawy]]></category>
		<category><![CDATA[edukacja]]></category>
		<category><![CDATA[inspiracja]]></category>
		<category><![CDATA[wystawa]]></category>
		<category><![CDATA[życie warszawy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ethnomuseum.pl/blog/?p=3305</guid>
		<description><![CDATA[Proszę nam tu napisać – mama stuka palcem w kartę tytułową książki – Tomek i Julka znaleźli Olędra, dnia 26 czerwca 2010 r. w  Muzeum Etnograficznym!
Czerwcowe, spokojne i słoneczne popołudnie. Dwójka niestrudzonych poszukiwaczy przygód wraz z mamą właśnie zwycięsko zakończyła zmagania w grze &#8220;Gdzie jest Olęder?&#8221; towarzyszącej otwarciu nowej wystawy w Państwowym Muzeum Etnograficznym: &#8220;Bobry  [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="attachment_3317" class="wp-caption alignleft" style="width: 310px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/07/oleder10.jpg"><img class="size-medium wp-image-3317 " title="Zapomniany Świat Olędrów, fot. O. Mędrzejewska" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/07/oleder10-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" /></a><p class="wp-caption-text">Zapomniany Świat Olędrów, fot. O. Mędrzejewska</p></div>
<p><em>Proszę nam tu napisać </em>– mama stuka palcem w kartę tytułową książki – <em>Tomek i Julka znaleźli Olędra</em>, <em>dnia 26 czerwca 2010 r. w  Muzeum Etnograficznym!</em><br />
Czerwcowe, spokojne i słoneczne popołudnie. Dwójka niestrudzonych poszukiwaczy przygód wraz z mamą właśnie zwycięsko zakończyła zmagania w grze &#8220;Gdzie jest Olęder?&#8221; towarzyszącej otwarciu nowej wystawy w Państwowym Muzeum Etnograficznym: &#8220;Bobry  Pana Boga – Zapomniany świat Olędrów&#8221;.</p>
<p><span id="more-3305"></span></p>
<p>Przez ostatnie 40 minut rodzina mierzyła się z zadaniami przygotowanymi przez Agatę Smagałę z Działu Naukowo-Oświatowego. By odnaleźć bohatera gry, Tomek i Julka musieli między innymi stoczyć bitwę łódek z łupiny orzecha (wygrywał ten, kto silniejszym podmuchem wywróci łódkę przeciwnika) w imieniu dwóch rywalizujących o dziewczynę osadników, odpowiedzieć na pytania związane z wpływem rzeki na życie Olędrów oraz odnaleźć „ukryte gdzieś w terenie” informacje o pobliskim kościele ewangelicko-augsburskim pod wezwaniem Św. Trójcy. Najwięcej frajdy sprawiły im chyba gry i zabawy, w które podobno dawno temu grały dzieci osadników z Niderlandów i Fryzji. Z zamkniętymi oczami należało losować z woreczka tajemnicze przedmioty</p>
<div id="attachment_3308" class="wp-caption alignright" style="width: 160px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/07/oleder19b.jpg"><img class="size-thumbnail wp-image-3308" title="Gdzie jest Olęder? fot. O. Mędrzejewska" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/07/oleder19b-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a><p class="wp-caption-text">Gdzie jest Olęder? fot. O. Mędrzejewska </p></div>
<p>i odgadywać, po samym dotyku, co trzyma się w rękach. A można było wyciągnąć zarówno dziurkacz do papieru jak i szklanego słonika czy glinianego ptaszka-gwizdek, który dostarczył chyba najwięcej trudności. Nie czas jednak było na rozpamiętywanie trudów zgadywanki, gdy w muzeum czekały już kolejne zadania! Mali poszukiwacze musieli tym razem odnaleźć wiklinowe przedmioty, niezbędne w codziennym życiu i pracy każdego mieszkańca olęderskiej osady. Uzbrojeni w zdjęcia przedmiotów niczym w portrety pamięciowe, ruszyli na łowy w sali rękodzieła i rzemiosła ludowego. Ale jak wśród wielu dziwnych, interesujących przedmiotów odnaleźć te właściwe? Jak nie rozpraszać się i nie gubić celu, gdy pod ścianą przycupnął wielki miech kowalski, a mama opowiada, do czego służył, powołując się na stryjka kowala? Na szczęście opowieści rodzinne, choć ciekawe, nie mogły konkurować z ekscytacją poszukiwań i po chwili w gąszczu koszy, dzbanków a nawet torebkopodobnych wiklinowych pojemników Julka odnalazła ostatni poszukiwany obiekt – wierszę. Co zacz, dowiesz się Czytelniku, odwiedzając muzeum. (Podpowiedź: eksponat nr 42 w Sali Rękodzieła i Rzemiosła Ludowego na drugim piętrze). Co ciekawe, wędrówka przez muzealne sale, prócz dreszczyku emocji związanego z grą dostarczyła uczestnikom także całkiem niespodziewanej nowej wiedzy z zakresu powinowactwa (dzieci poznały nowy termin – stryjek &#8211; określający brata ojca dziadka), ornitologii (dzięki drewnianej rzeźbie Tomek już nigdy nie pomyli dudka z sójką) oraz tradycyjnych motywów w polskich obrazach na szkle i związanego z nim nazewnictwa – <em>Drzewo genealogiczne odtwarza historie rodziny</em>.<em> Kto był czyim synem lub córką, kto czyją ciocią czy cioteczną babcią. O proszę, tu macie np. Adama i Ewę. Od nich, jak konary odchodzą ich dzieci, a od ich dzieci – kolejne dzieci, i tak dalej do</em></p>
<div id="attachment_3313" class="wp-caption alignleft" style="width: 160px"><em><em><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/07/oleder18.jpg"><img class="size-thumbnail wp-image-3313" title="Gdzie jest Olęder? fot. O. Mędrzejewska" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/07/oleder18-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a></em></em><p class="wp-caption-text">Gdzie jest Olęder? fot. O. Mędrzejewska</p></div>
<p><em>samej góry</em> &#8211; tłumaczyła Tomkowi i Julce mama, rozglądając się jednocześnie za snopkami zbóż, będącymi wskazówką do rozwiązania kolejnej zagadki. Wcześniej drogę w labiryncie wyznaczonym przez rzeźby, obrazy i szopki wskazała im pani pilnująca Galerii Polskiej Sztuki Ludowej –<em> Państwo w poszukiwaniu snopków jak mniemam? Proszę iść prosto, prosto! Więcej jednak nic nie podpowiem</em> – uśmiechnęła się filuternie. Poszukiwacze musieli zatem samodzielnie wytropić zboże najczęściej uprawiane przez nadrzecznych osadników oraz narzędzia niezbędne im w pracy na roli. Po wykonaniu tego zadania zdobyli kolejne naklejki na mapie olęderskiej wsi i do pełni szczęścia brakowało już tylko jednej, najważniejszej – postaci samego Olędra.</p>
<div id="attachment_3315" class="wp-caption alignright" style="width: 160px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/07/oleder15.jpg"><img class="size-thumbnail wp-image-3315" title="Gra planszowa, fot. O. Mędrzejewska" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/07/oleder15-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a><p class="wp-caption-text">Gra planszowa, fot. O. Mędrzejewska</p></div>
<p>Ale, ale kim jest tajemniczy Olęder? Czy Olęder to osadnik, który w XVI wieku uciekając przed prześladowaniami religijnymi przywędrował do Rzeczypospolitej z Niderlandów i Fryzji, Niemiec czy Węgier? Czy po przybyciu do Polski, w zamian za prawo do osiedlenia się na złagodzonych zasadach (dożywotnia dzierżawa za czynsz) – miał zajmować się głównie melioracją i osuszaniem terenów podmokłych, produkcją sera i pasterstwem, a może karczowaniem lasów? – tak brzmiało jedno z pytań w grze planszowej, w którą na placu przed muzeum, pod rozłożystym kasztanowcem można było zagrać w sobotę. Kolorowe bobry z modeliny, symbolizujące osadników olęderskich, powoli acz systematycznie opanowywały mapę XVII-wiecznych ziem polskich wzdłuż Wisły, Bugu, Bzury, Warty i Wkry, zaczynając swoją ekspansję (zgodnie z historią osadnictwa olęderskiego na ziemiach polskich) od Żuław Wiślanych. W trakcie gry należało nie tylko wykazać się wiedzą na temat tajemniczych Olędrów (czym był terp, a czym wolnizna, jak ubierały się olęderskie elegantki i z jakiego warzywa najczęściej przygotowywały swym mężom przetwory? Jaki żółty ser zawdzięczamy Olędrom oraz kim byli mennonici), ale i prawdziwym zmysłem strategicznym! Gracze, po udzieleniu poprawnej odpowiedzi, stawali przed dylematem: czy zbierać punkty, którymi w przyszłości można by opłacić gościnę w chacie „kolegi bobra”, czy inwestować je we własne domostwo, licząc na rychłe odwiedziny i spłatę innego gracza. Temu, kto lekkomyślnie zainwestował zbyt dużo punktów w rozbudowę swojego osiedla, groziła często… pańszczyzna.</p>
<div id="attachment_3314" class="wp-caption alignleft" style="width: 160px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/07/oleder20.jpg"><img class="size-thumbnail wp-image-3314" title="Gra planszowa, fot. O. Mędrzejewska" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/07/oleder20-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a><p class="wp-caption-text">Gra planszowa, fot. O. Mędrzejewska</p></div>
<p><em>Zasada jest prosta</em> – tłumaczył mistrz gry – <em>jeśli nie jesteś w stanie zapłacić za gościnę w czyjejś osadzie, udajesz się na jedną kolejkę w pańszczyznę. Tzn. odpowiadasz na pytanie zadane swojemu przeciwnikowi. Jeśli odpowiesz poprawnie – zdobyte punkty oddajesz osadnikowi, u którego masz dług. Jeśli odpowiesz błędnie, on ma jeszcze jedną szansę – może odpowiadać samodzielnie.</em> &#8211; Ten niecodzienny obowiązek przydarzył się podczas gry pani Ani: &#8211; <em>Musi Pani oddać 2 domy i na rok iść w pańszczyznę! </em>– usłyszała surowy nakaz wydany przez mistrza gry, gdy okazało się, że pobyt w rozbudowanej osadzie Eweliny, przeciw której grała, jest niewspółmiernie kosztowny do zasobów zebranych podczas gry -<em> Trudno, taki los! Widać, nie jest mi pisane posiadanie wielkiego majątku i licznych domów – stoicko podeszła do sprawy pani Ania. – A gdzie będzie można kupić taką grę? </em>– dopytywała się po jej ukończeniu.</p>
<div id="attachment_3312" class="wp-caption alignright" style="width: 160px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/07/oleder13.jpg"><img class="size-thumbnail wp-image-3312" title="Warsztaty wikliniarskie, fot. O. Mędrzejewska" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/07/oleder13-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a><p class="wp-caption-text">Warsztaty wikliniarskie, fot. O. Mędrzejewska</p></div>
<p>Po intelektualnych i strategicznych zmaganiach uczestnicy mogli zrelaksować się próbując swych sił w sztukach plastycznych i wikliniarstwie. W namiotach opodal, do godz. 18 trwał nieprzerwanie warsztat wyplatania koszy z wikliny, na stołach dzieci malowały farbami wymarzoną Wisłę, a dorośli zdobili białe kafelki na wzór holenderski. Wśród tradycyjnych wiatraków, łódek i ryb – motywów ściśle związanych z życiem i pracą ludności zasiedlającej tereny nadrzeczne, można było odnaleźć także scenki rodzajowe oraz wysłuchać ich interpretacji:</p>
<div id="attachment_3307" class="wp-caption alignleft" style="width: 160px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/07/oleder9.jpg"><img class="size-thumbnail wp-image-3307 " title="Malowanie kafelków, fot. O. Mędrzejewska" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/07/oleder9-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a><p class="wp-caption-text">Malowanie kafelków, fot. O. Mędrzejewska</p></div>
<p>- <em>Namalowałam Mamę i Tatę Olędrów. Tata, jak na rybaka przystało, trzyma w ręku wędkę i rybę. Mama – pobożna, skromnie ubrana luteranka, śpiewa religijne pieśni i trzyma wędkę wraz z Tatą, na znak, że podziela jego zainteresowania i sposób życia </em>– opowiadała o swojej pracy wolontariuszka Kasia.</p>
<p>Wystawę &#8220;Bobry Pana Boga – Zapomniany świat Olędrów&#8221; można oglądać do końca sierpnia na placu Małachowskiego, między Państwowym Muzeum Etnograficznym a Zachętą. Na grę planszową zapraszamy do muzealnej kawiarni Biały Konik.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/07/02/tomek-i-julka-znalezli-oledra/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Psychogeograficzne doświadczanie</title>
		<link>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/06/25/psychogeograficzne-doswiadczanie/</link>
		<comments>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/06/25/psychogeograficzne-doswiadczanie/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 25 Jun 2010 15:02:51 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jacek_Drozda</dc:creator>
				<category><![CDATA[Antropologia kultury]]></category>
		<category><![CDATA[Warszawa]]></category>
		<category><![CDATA[wydarzenia]]></category>
		<category><![CDATA[doświadczenie]]></category>
		<category><![CDATA[Guy Debord]]></category>
		<category><![CDATA[Międzynarodówka Sytuacjonistyczna]]></category>
		<category><![CDATA[mieszkania]]></category>
		<category><![CDATA[psychogeografia]]></category>
		<category><![CDATA[Raoul Vaneigem]]></category>
		<category><![CDATA[sytuacjonizm]]></category>
		<category><![CDATA[The Promised City]]></category>
		<category><![CDATA[władza]]></category>
		<category><![CDATA[X Apartments]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ethnomuseum.pl/blog/?p=3292</guid>
		<description><![CDATA[O przestrzeniach miejskich, miejskości, antropologii miasta, tekstualności metropolii od dziesięcioleci mówi się i pisze bardzo wiele. Baudelaire, Benjamin, Simmel, Kracauer, Sue, Żeromski, Hannerz, Tonkiss  i setki innych, pisarzy, naukowców, czy ingerujących w strukturę materialną i symboliczną miasta artystów analizują funkcjonowanie wielkich ludzkich osiedli i generowanych przez nie zjawisk kulturowych.

Miejskość zajmuje właściwie wszystkich obserwatorów współczesności i [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="attachment_3293" class="wp-caption alignleft" style="width: 282px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/06/debord_vaneigem.jpg"><img class="size-full wp-image-3293 " title="Wielcy sytuacjoniści:  Guy Debord (pierwszy z prawej) i Raoul Vaneigem (drugi z prawej)" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/06/debord_vaneigem.jpg" alt="" width="272" height="196" /></a><p class="wp-caption-text">Wielcy sytuacjoniści:  Guy Debord (pierwszy z prawej) i Raoul Vaneigem (drugi z prawej)</p></div>
<p>O przestrzeniach miejskich, miejskości, antropologii miasta, tekstualności metropolii od dziesięcioleci mówi się i pisze bardzo wiele. Baudelaire, Benjamin, Simmel, Kracauer, Sue, Żeromski, Hannerz, Tonkiss  i setki innych, pisarzy, naukowców, czy ingerujących w strukturę materialną i symboliczną miasta artystów analizują funkcjonowanie wielkich ludzkich osiedli i generowanych przez nie zjawisk kulturowych.</p>
<p><span id="more-3292"></span></p>
<p>Miejskość zajmuje właściwie wszystkich obserwatorów współczesności i nie ma już nic wspólnego z preindustrialną, utożsamianą niekiedy nawet z podłością i zacofaniem mieszczańskością. Jej niekwestionowaną zaletą jest elastyczność na poziomie symbolicznym  &#8211; daje się połączyć z niemal wszystkimi modnymi we współczesnej humanistyce kategoriami: pamięcią, traumą, różnorodnością, płynnością, cielesnością, etc. Stanowi również chyba najatrakcyjniejsze odniesienie dla opisów szeroko rozumianej kategorii „doświadczenia”. Miasto jest przecież sferą, której uczestnicy wystawieni są na działanie bodźców wszelkiego typu, zarówno tych odczuwanych zmysłowo, jak i metaforycznych konstrukcji oddziałujących na wyobraźnię, kształtujących wiedzę i tożsamość. Ale z „doświadczeniem” humaniści w pewnym sensie wciąż nie mogą się uporać. Niezależnie od wybranej przez autorów formy, jego opisy zawsze stanowią relacje ex post, a wtedy, co oczywiste, odbiorca może już tylko „wczuwać się” w sytuację, a nie bezpośrednio jej doświadczać.  Jednak reprezentacje doświadczenia stanowią jeden z najważniejszych budulców kultury symbolicznej – chodzi tu po prostu o opowiadanie historii.</p>
<p>W zeszły weekend wziąłem udział w wydarzeniu zatytułowanym „X Apartments” realizowanym w ramach przedsięwzięcia <a href="http://www.promised-city.org/" target="_blank">„The Promised City”</a>, które za pomocą wielu rodzajów ekspresji artystycznej, form naukowych i innych narzędzi dokonuje wielowątkowej reinterpretacji przestrzeni warszawy i kilku innych metropolii. Projekt ten zasługiwałby na osobną analizę, na której przeprowadzenie nie ma tu miejsca, ale nie sądzę też, by w ogóle była ona niezbędna. Z pewnością wiele osób podejmie takie działania, lecz w erudycyjnych interpretacjach zjawisk  zawsze ginie złożona perspektywa odbiorców, którzy przecież współtworzą projekty takie, jak „The Promised City”. Czym innym jest naukowa, czy popularno-naukowa ewaluacja przedsięwzięcia, a czym innym interpretacja przez pryzmat uczestnictwa w jego konkretnych aspektach.  Mokotowska edycja „X Apartments” (impreza odbywała się w kilku dzielnicach Warszawy), która wypełniła mi sobotnie popołudnie, pozwoliła mi zetknąć się z oryginalnym potraktowaniem pozornie niczym nie wyróżniających się mieszkań, jako   przestrzeni performatywnej. Nie sceny, lecz upodmiotowionych w swoisty sposób przestrzeni. Nie chcę streszczać tu poszczególnych wydarzeń, w centrum których się znalazłem, oceniać ich wartości artystycznej, czy tworzyć jakiegoś rankingu atrakcyjności.  Rozmyślając o „X Apartments” a posteriori, analizuję przede wszystkim własne doświadczenie uczestnictwa w dynamicznej sytuacji, której nie sposób jednoznacznie zakwalifikować; nie można jej przyporządkować do kategorii alternatywnego zwiedzania, czy traktować jak gry miejskiej. Oglądanie filmu w towarzystwie Tomasza Knapika, czytającego na żywo tłumaczenia kwestii wypowiadanych przez aktorów po angielsku; bardzo inwazyjny, ale pozostawiający pod ogromnym wrażeniem, zmuszającym do głębokiej refleksji nad własnym postrzeganiem „architektury rzeczywistości” krótki spektakl w wykonaniu aktorów Teatru Nowego; zwiedzanie zapuszczonego mieszkania, którego historia czeka na ponowne opowiedzenie – te i inne działania sytuują uczestnika na zupełnie innej niż spodziewana przezeń pozycji. Nie jest widzem, ale nie zostaje też zmuszony do aktywnego udziału w tworzeniu wcześniej zaprojektowanego „przedstawienia”. Znajduje się na przecięciu tak wielu wątków, że próby generalizacji  jego położenia muszą spełznąć  na niczym lub przerodzić się w esencjalistyczną, pretensjonalną diatrybę, która pod warstwą symulowanej erudycji skrywa bezsilność autora. Dla mnie „X Apartments” stało się inspiracją do refleksji o pożytkach z <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Psychogeography" target="_blank">psychogeografii </a>– od dawna interesującej mnie starej koncepcji sytuacjonistów, która dziś znajduje częściową realizację w wielu dziedzinach sztuki, czy strategiach reklamowych. Najczęściej w zwulgaryzowanej formie i nie pod wspomnianą nazwą.</p>
<p>Psychogeografię <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Guy_Debord" target="_blank">Guy Debord</a>, najbardziej znana postać <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Sytuacjonizm_%28ruch_spo%C5%82eczno-artystyczny%29" target="_blank">Międzynarodówki Sytuacjonistycznej</a>, uznawał za złożone studium oddziaływania przestrzeni i determinujących jej charakter czynników symbolicznych oraz materialnych na ludzkie funkcjonowanie. Celem psychogeografii była rekonstrukcja świadomości jednostki działającej w mieście. Jego osiągnięcie skutkowałoby ostatecznym upodmiotowieniem tej jednostki, która od tej chwili tworzyłaby miasto sama dla siebie, wymykając się wszelkiej władzy i konwencjonalizacji przestrzeni dokonywanej przez kulturę. Teoria ta stanowiła wyraz głównych założeń sytuacjonistów, którzy koncepcję idealnej kondycji ludzkiej zawarli w utopijnej wizji jednostki ciągle odkrywającej otoczenie, permanentnie poszukującej znaczeń poprzez rodzaj swobodnej zabawy rzeczywistością. W skrócie, psychogeografia to metoda autorefleksji i krytycznego patrzenia na otoczenie, która relatywizuje zastane znaczenia, „nagina” miasto do potrzeb indywiduum. Można również powiedzieć, że psychogeografia w pewnej mierze jest nowym rodzajem miejskiej ekologii, przyjmując tu pierwotne znaczenie tego pojęcia (od greckiego oikos oznaczającego zarówno „dom” jak i „sposób zamieszkiwania” i wpisane w niego relacje międzyludzkie).</p>
<p>Czy chodzenie po mieście według wskazówek sformułowanych przez autorów artystycznego projektu jest praktyką psychogeograficzną? Jako takie – raczej nie, choć poszczególne elementy artystyczne , a przede wszystkim sama gotowość na niecodzienną formę włóczęgostwa osób chcących partycypować w wydarzeniu takim, jak choćby wspomniane „X Apartments”, zawierają psychogeograficzny pierwiastek. W przypadku wysuniętej przez sytuacjonistów propozycji teoretycznej i praktycznej zabawy konstrukcją miasta, namiastkowość okazuje się kategorią kluczową. Psychogeografia jest przecież projektem subiektywnym, lecz jedynie wielostronna inicjatywa wcielenia jej w życie mogłaby umożliwić zaistnienie obiektywnych okoliczności podstawowych, optymalnych dla nowej mechaniki relacji społecznych. Dlatego projektowi psychogeograficznemu nie udaje się osiągnąć koherencji i tylko jego namiastki mogą być realizowane w warunkach rzeczywistych. Ale ten problem daleki jest od najważniejszego aspektu całej sprawy – nieszczęsnego doświadczenia. Znalezienie się w sytuacji, która modyfikuje „stan obiektywny” miasta jest emocjonalnie poruszającą grą z kodami kulturowymi, pamięcią i oczekiwaniami wobec danych miejsc i osób. Głos<a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Tomasz_Knapik" target="_blank"> Tomasza Knapika</a>, siedzącego tuż obok widza to mocne uderzenie w schemat poznawczy – lektora przecież nigdy nie widać, ale jeśli już zdarzy się nam go zobaczyć, to przeważnie w programie telewizyjnym poświęconym kulisom pracy i życiu prywatnemu znanych osób. Jeśli lektor zasiada razem z nami przed ekranem, to dekonstrukcji ulegają prymarne dla tej sytuacji znaczenia. Pojawiają się pytania: skąd tak naprawdę płynie głos Tomasza Knapika, czy ja dalej jestem widzem, czy może nasza obecność w tym miejscu sama jest spektaklem, a jeśli tak – to kto go ogląda?</p>
<p>Nieoczywistość opisanej sytuacji uświadamia nam jedno: dominacja swoistych wzorów sytuacji codziennych jest porażająco silna. Czasowe jej zawieszenie poprzez udział w niezwykłej eksploracji przestrzeni wydającej się najzupełniej banalną, można uznać za postępowanie zgodne z zasadą dérive. Tym mianem Debord określił praktykę doświadczania miasta przy porzuceniu dotychczasowej wiedzy i opinii na jego temat, traktując je jako całkowicie nowy, nagle objawiający się fenomen. Dérive to „unoszenie się” w przestrzeni, której wcześniejsze znaczenia zostają odwołane. Dzięki jego zastosowaniu, możemy podjąć walkę z – jak pisał inny znany sytuacjonista <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Raoul_Vaneigem" target="_blank">Raoul Vaneigem</a> – wszechobecnym wrogiem, wypełniającym całą przestrzeń wokół nas. Autor „Rewolucji życia codziennego” wskazywał na wielopostaciową formę istnienia tego wroga – to nie tylko porządek moralny, ekonomiczny i obyczajowy narzucany przez władzę, lecz nawet podstawowa geometria świata – determinant naszej percepcji.</p>
<p>Międzynarodowy projekt „X Apartments”, podobnie jak wiele innych inicjatyw proponujących nowy model poznawania i oswajania przestrzeni, jest przejawem powrotu zainteresowania ideami sytuacjonistycznymi, w tym psychogeografią. Z antropologicznego punktu widzenia, jej fenomen wydaje się niezmiernie frapujący. Postuluje bowiem zerwanie z większością znanych prawideł proksemiki, urbanistyki i innych dziedzin, które dookreślają charakter międzyludzkich relacji, w ten sposób stając się polami działania władzy symbolicznej. Jakkolwiek stworzenie antropologii psychogeograficznej wymagałoby poświęcenia temu celowi licznych karier i tysięcy książkowych stronic i pomimo to pozostałoby działaniem pozbawionym sensu, to pewne ucieczki w stronę psychogeograficznego czytania przestrzeni, tej faktycznej i tej wyobrażonej, wydają mi się czymś niezwykle inspirującym.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/06/25/psychogeograficzne-doswiadczanie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Golić brodę tępą brzytwą</title>
		<link>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/05/25/golic-brode-tepa-brzytwa/</link>
		<comments>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/05/25/golic-brode-tepa-brzytwa/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 25 May 2010 22:56:12 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ela Skokowska</dc:creator>
				<category><![CDATA[EtnoWarszawa]]></category>
		<category><![CDATA[Tradycja]]></category>
		<category><![CDATA[Warszawa]]></category>
		<category><![CDATA[muzeum]]></category>
		<category><![CDATA[muzyka]]></category>
		<category><![CDATA[wydarzenia]]></category>
		<category><![CDATA[wystawy]]></category>
		<category><![CDATA[inspiracja]]></category>
		<category><![CDATA[Noc Muzeów]]></category>
		<category><![CDATA[wystawa]]></category>
		<category><![CDATA[życie warszawy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ethnomuseum.pl/blog/?p=2990</guid>
		<description><![CDATA[- niepowodzenia w szkole.  To fragment sennika, podobno babilońskiego (cokolwiek to oznacza), który z tajemniczych względów zapadł mi niegdyś w pamięć.
W nocy z soboty na niedzielę 15/16 maja przed tak złym snem i związanym z nim losem  schroniło się w Muzeum Etnograficznym prawie 8 tysięcy ludzi. Powszechny lęk wygonił na ulice jeszcze więcej osób &#8211; [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="attachment_2995" class="wp-caption alignleft" style="width: 168px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/05/IMG_43461.jpg"><img class="size-medium wp-image-2995" title="Jedna z Madonn przygotowanych przez studentów WSA ASPTTF, fot. E. Skokowska" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/05/IMG_43461-225x300.jpg" alt="Jedna z Madonn przygotowanych przez studentów WSA ASPTTF, fot. E. Skokowska" width="158" height="210" /></a><p class="wp-caption-text">Jedna z Madonn przygotowanych przez studentów WSA ASPTTF, fot. E. Skokowska</p></div>
<p style="text-align: justify;">- niepowodzenia w szkole.  To fragment sennika, podobno babilońskiego (cokolwiek to oznacza), który z tajemniczych względów zapadł mi niegdyś w pamięć.</p>
<p style="text-align: justify;">W nocy z soboty na niedzielę 15/16 maja przed tak złym snem i związanym z nim losem  schroniło się w Muzeum Etnograficznym prawie 8 tysięcy ludzi. Powszechny lęk wygonił na ulice jeszcze więcej osób &#8211; unikały one  nieszczęścia zwiedzając różne muzea, galerie, warszawską Giełdę, Sejm, a nawet niektóre centra handlowe. Do powszechnie cenionych rozrywek należało stanie w ogromnej kolejce do niedawno otwartego Muzeum Fryderyka Chopina.</p>
<p style="text-align: justify;">Jednak, jak już wspominałam, nasze Muzeum nie świeciło pustkami. Przechadzając się wśród zwiedzających, uzbrojona w aparat i dyktafon, poczyniłam kilka spostrzeżeń, którymi pragnęłabym się teraz z Wami podzielić.</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;"><span id="more-2990"></span></p>
<h2 style="text-align: justify;">Nocne muzykowanie</h2>
<div class="mceTemp" style="text-align: justify;">
<dl id="attachment_2999" class="wp-caption alignright" style="width: 160px;">
<dt class="wp-caption-dt"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/05/IMG_4355.jpg"><img class="size-thumbnail wp-image-2999" title="Występ duetu na karimbach, fot. E. Skokowska" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/05/IMG_4355-150x150.jpg" alt="Występ duetu na karimbach, fot. E. Skokowska" width="150" height="150" /></a></dt>
<dd class="wp-caption-dd">Występ duetu na karimbach, fot. E. Skokowska</dd>
</dl>
</div>
<p style="text-align: justify;">Gwoździem programu były oczywiście koncerty w sali kinowej. Grały kolejno: Village Kollektiv, Port Mone, Moulay Sherif. Wszystkie zespoły wypadły świetnie, dzieląc się z widownią ogromną dawką pozytywnej energii, która rzucała się w oczy, gdy patrzyłam na tłumy wychodzące z sali.</p>
<p style="text-align: justify;">Entuzjaści muzyki mieli możliwość posłuchać także duetu na karimbach, a potem na didgeridoo (zespół Balanda).  Kapela Braci Dziobaków zagrała ballady i kołysanki, które &#8211; pomimo świetnego wykonania &#8211; nikogo nie skłoniły do snu. Taka to była niezwykła noc.  Wypytywani słuchacze z zachwytem opowiadali o egzotycznych i swojskich melodiach, niektórzy nawet od razu po koncercie wymykali się do domu, by na spokojnie ochłonąć po tylu muzycznych wrażeniach.</p>
<h2 style="text-align: justify;">Karuzela z Madonnami</h2>
<p style="text-align: justify;">Inni jednak dalej brali udział w oferowanych atrakcjach: przeżywali silne emocje i entuzjastycznie wcielali się w role kangurów i strusi podczas opowiadania aborygeńskich opowieści przez Grupę Studnia O. Powodzeniem cieszyły się też projekcje niezwykłych filmów animowanych &#8211; niby po północy, niby na dobranoc, ale nie warto było nawet zmrużyć oka!</p>
<p style="text-align: justify;">Niesamowite wrażenie robiły spacerujące po Galerii Polskiej Sztuki Ludowej Madonny. Niektóre przerażające, a wszystkie piękne.  Stroje, fryzury i makijaże dzielnych dziewcząt były dziełem studentów <a href="http://www.charakteryzacja.pl" target="_blank">Wyższej Szkoły Artystycznej i Aktywnego Studium Plastycznego</a>.  Kunsztownie wykonane żywe rzeźby, były w  większości zainspirowane wizerunkami Matki Boskiej &#8211; nie tylko tymi z polskiej ikonografii ludowej, ale także tymi z przedstawień południowoamerykańskich.</p>
<p style="text-align: justify;">
<div class="mceTemp" style="text-align: justify;">
<dl id="attachment_3101" class="wp-caption alignleft" style="width: 160px;">
<dt class="wp-caption-dt"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/05/IMG_43451.jpg"><img class="size-thumbnail wp-image-3101" title="Zdjęcie z Madonną, fot. E. Skokowska" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/05/IMG_43451-150x150.jpg" alt="Zdjęcie z Madonną, fot. E. Skokowska" width="150" height="150" /></a></dt>
<dd class="wp-caption-dd">Zdjęcie z Madonną, fot. E. Skokowska</dd>
</dl>
</div>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">Na pierwszy rzut oka budziły zachwyt lub lęk.  I to nie tylko u dzieci. Ja sama przeżyłam chwilę grozy, ujrzawszy Madonnę zainspirowaną, jak mi się zdaje, gotycką katedrą. Miała ona szatę ozdobioną &#8211; podobnie jak nimb &#8211; witrażami, na piersiach (jakby organami), a w pasie wisiało kadzidło. Całe ciało miała pomalowane na czarno, a na powiekach wymalowano jej&#8230; oczy o czarnych białkach. Kiedy zobaczyłam ją pierwszy raz, poczułam wręcz zabobonny strach i wcale nie dziwiłam się dzieciom, które chowały się za rodzicami.</p>
<p style="text-align: justify;">Po drugim spojrzeniu zwiedzający pytali o możliwość zrobienia zdjęcia z którąś z modelek, po czym stawali obok niej z radosnym uśmiechem i czekali na pstryknięcie.</p>
<p style="text-align: justify;">Trzeci rzut oka wywoływał współczucie. Starannie ubrane i umalowane dziewczyny męczyły się, stojąc na swoich postumentach (pomimo że często zamieniały się miejscami). Było ich 12, na sali jednocześnie bywały po 3, a w tym czasie reszta odpoczywała. Ustawione przez pracowników Muzeum wiatraki niewiele im pomagały, ponieważ w sali panował prawdziwy skwar &#8211; przypuszczam, że właśnie z powodu silnych emocji.</p>
<p style="text-align: justify;">Madonny ze swojej strony także pragnęły ulżyć bezsennym zwiedzającym: można było dostać od nich niezawodne recepty na dobry sen. Nikt z nich jednak tak od razu nie skorzystał &#8211; było jeszcze wiele do obejrzenia.</p>
<h2 style="text-align: justify;">
<p class="mceTemp">
<p>Wół [jak się śni] to nieprzyzwoity kolega</h2>
<p style="text-align: justify;">
<div id="attachment_3011" class="wp-caption alignleft" style="width: 289px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/05/IMG_4363qq.jpg"><img class="size-medium wp-image-3011" title="Z &quot;Polskiego Sennika Ludowego&quot; Stanisławy Niebrzegowskiej, fot. E. Skokowska " src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/05/IMG_4363qq-300x195.jpg" alt="" width="279" height="181" /></a><p class="wp-caption-text">Z &quot;Polskiego Sennika Ludowego&quot; Stanisławy Niebrzegowskiej, fot. E. Skokowska </p></div>
<p>Cytat ten pochodzi z <em>Polskiego sennika ludowego</em> Stanisławy Niebrzegowskiej, podobnie jak wiele innych, które zawisły w holu na drugim piętrze muzeum. Była to instalacja <em>Sennik: dekoder snów</em>, przygotowana przez pracowników Zespołu Edukacji Dorosłych i muzealnych wolontariuszy.</p>
<p style="text-align: justify;">Wystawa składała się z przeróżnych cytatów, które bezwzględnie pomogłyby każdemu, komu śnił się kiedy &#8220;ksiądz&#8221;, &#8220;pokichane dziecko&#8221;, albo chociaż &#8220;piersi&#8221; (<em>wzniosłego uczucia doznasz</em>). Istotnym, wręcz kluczowym elementem całego przedsięwzięcia była interaktywność. Zwiedzający mieli uczestniczyć w budowaniu instalacji: mieli 2 kolumny oraz całkiem duże powierzchnie ścian do wyrażenia swoich opinii i doznań, zatytułowanych: &#8220;Wyśniło mi się&#8221;, &#8220;Nie rozumiem snu, w którym&#8221;, &#8220;Najlepiej śni mi się, gdy&#8221;, &#8220;Miałem koszmar&#8221;.</p>
<p style="text-align: justify;">Pewien młody człowiek, którego zapytałam o zdanie, stwierdził, że bardzo nie podobała mu się ta instalacja i że gdyby wiedział, że będzie tu coś takiego, na pewno nie wybrałby się do Muzeum tej nocy. Jednak po paru godzinach trwania Nocy Muzeów kolumny, ściany i wiele innych dostępnych powierzchni zapełniło się kartkami ze zwierzeniami naszych gości, co wskazuje na to, że nie był to powszechny pogląd.</p>
<p style="text-align: justify;">Przechadzając się wzdłuż ścian doszłam do wniosku, że żadne &#8220;pokichane dzieci&#8221; ani nawet &#8220;świnie&#8221; (<em>goście przyjdą</em>) nie mogą równać się z naszymi snami: o zakonnicach w rajstopach na głowie, o dziwacznych stworach, o wampirach pijących krew i o pani od matematyki. Co na to Freud? Nie wiem, ale na przykład Stanisława Niebrzegowska nie dość, że nie potrafiłaby nam pomóc, to jeszcze złapałaby się za głowę i uciekła z krzykiem &#8211; współczesne sny zdradzają bardzo rozwiniętą wyobraźnię swoich posiadaczy.</p>
<p style="text-align: justify;">Zauważyłam, że większość najpierw przechadzała się po holu i czytała uważnie kartki pozostawione przez innych, a dopiero potem zabierała się za sporządzenie własnych. Muszę przyznać, że byłam nieco zaskoczona tak szerokim odzewem wśród zwiedzających. Rzadko kiedy można zaobserwować taką interaktywność i ochotę na współtworzenie wystawy. Tymczasem kolejka po długopis była długa, a miejsca na ścianach wkrótce zaczęło brakować. Jeden ze znajomych, który spędził w Muzeum całą noc, w okolicach godziny 2 próbował odnaleźć pozostawioną 5 godzin wcześniej notatkę &#8211; była ona pokryta kilkoma warstwami nowszych sennych zwierzeń.</p>
<p style="text-align: justify;">Nawet dzisiaj, w skąpym, bo skąpym, ale świetle dziennym, wystawa prezentuje się ciekawie i zachęca pracowników i zwiedzających Muzeum do zapoznawania się ze współczesnym sennikiem miejskim.</p>
<h2 style="text-align: justify;">Świetnografia</p>
<p class="mceTemp">
</h2>
<p style="text-align: justify;">
<div id="attachment_3086" class="wp-caption alignright" style="width: 201px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/05/IMG_4351.jpg"><img class="size-medium wp-image-3086" title="Kolejka d wystaw &quot;Zwykłe-Niezwykłe&quot;, &quot;Jaśnienie&quot;, &quot;Świetnograficzne&quot;, fot. E. Skokowska. " src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/05/IMG_4351-225x300.jpg" alt="" width="191" height="254" /></a><p class="wp-caption-text">Kolejka do wystawy &quot;Zwykłe-Niezwykłe&quot;, &quot;Jaśnienie&quot;, &quot;Świetnograficzne&quot;, fot. E. Skokowska. </p></div>
<p>Dużym powodzeniem, jak można było wywnioskować z ustawiającej się do niej kolejki, cieszyła się wystawa <em>Świetnograficzne: polska grafika reklamowa 1918-1989</em>. Była to także kolejka do nagradzanej już wystawy <em>Zwykłe-niezwykłe: fascynujące kolekcje</em>, która prezentowała niewielką, a nader interesującą część naszych zbiorów oraz do wystawy fotografii <em>Jaśnienie</em>. Na samym końcu docierało się do ekspozycji <em>Świetnograficzne</em> i czuło klimat centrum Warszawy w dowolnym roku od 1918 do 1989, oglądało się plakaty, wywieszki i ulotki oraz bywało zachęconym do kupna proszku, lotu na loterię czy biletu do cyrku. Pracownicy Muzeum obdarowywali też zwiedzających plakatami Totalizatora Sportowego z dawnych lat.</p>
<p style="text-align: justify;">Jak już wspominałam i jak widać na załączonym obrazku, aby dostać się na te wystawy, należało wystać swoje w kolejce.  Kolejka powstała także z tego powodu, że na sale wystawowe wpuszczano grupkami, aby każdy miał szansę dojrzeć coś niekoniecznie komuś innemu przez ramię. Spełniała ponadto rolę integracyjną &#8211; nawiązywano rozmowy, znajomości, wymieniano komentarze. Byłoby to idealne miejsce do rozmowy o Nocy Muzeów, gdyby nie fakt, że kolejka przesuwała się dość szybko i wtedy rozmowa bywała gwałtownie urywana. No, ale nie można mieć wszystkiego, prawda?</p>
<p style="text-align: justify;">O ile wyrazy podziwu, zadowolenia z plakatów i ze zrobionych tym wystawom zdjęć nie wydały mi się szczególnie zaskakujące, o tyle zdziwiłam się nieco podczas kilku rozmów o etnograficznych wystawach stałych. Te egzotyczne, azjatyckie czy związane z Australią, kilku rozmówców bardzo chwaliło. Pewna młoda osoba wyznała, że zawsze fascynowała ją Australia, choć nigdy tam nie była i teraz przed planowaną podróżą w wymarzone miejsce postanowiła wybrać się do muzeum, aby dowiedzieć się czegoś o kulturze tego kontynentu. Z wypowiedzi wynikało, że uzyskana wiedza wywarła nader pozytywne wrażenie na przyszłej podróżniczce.</p>
<p style="text-align: justify;">Dość zabawne, że nie przyszło mi w ogóle do głowy, że przy takiej konkurencji koncertów, imprez, nowych i okazjonalnych wystaw, nasze klasyczne wystawy stałe mogą być dla kogoś gwoździem programu. A jednak były, jak dowiedziałam się od grupy młodych ludzi, którzy wybrali się tamtej nocy specjalne dla części wystawy dotyczącej Chin.  Pewien pan przyszedł po raz kolejny, aby zwiedzić wystawę afrykańską. Bardzo też żałował, że oprócz przechadzających się po Galerii Sztuki Ludowej  Madonn, na sali z eksponatami z Afryki nie szaleją wolontariusze przebrani za szamanów. Taka wypowiedź powinna zainspirować muzealników w  przygotowaniach do przyszłorocznej Nocy Muzeów. Jestem przekonana, że wolontariusze będą, podobnie jak ja,  zauroczeni możliwością odbywania podniebnych lotów po muzealnych salach.</p>
<h2 style="text-align: justify;">Kto nocuje w Muzeum Etnograficznym?</h2>
<p style="text-align: justify;">Ano, właśnie: kto? Podczas wałęsania się po Muzeum zastanawiałam się dość długo, kim są ludzie, którzy tu przyszli i dlaczego znaleźli się akurat tutaj?</p>
<p style="text-align: justify;">Przede wszystkim byli to ludzie związani z Muzeum, jego sympatycy, spędzający tu też na co dzień swój wolny czas, biorący udział w różnego rodzaju warsztatach, np. muzycznych &#8211; jak jedna z wypytywanym przeze mnie pań. Przyciągnęły ją tu koncerty, a wybór naszego Muzeum był dla niej prawie oczywisty &#8211; tutaj najczęściej wybiera się, aby obcować z szeroko pojętą kulturą.</p>
<p style="text-align: justify;">Spotkałam tej nocy wielu znajomych, którzy pojawiają się w Muzeum regularnie, by posłuchać muzyki, potańczyć, zyskać jakieś nowe umiejętności czy po prostu popodziwiać zbiory. Pojawili się tłumnie studenci etnologii, co nie wymaga chyba wytłumaczenia (choć raczej nie była nim zbliżająca się &#8211; jak zwykle zbyt szybko &#8211; sesja). Mówiono też, że nocna pora sprzyja kulturalno-muzealnym spacerom, bo kiedyż można znaleźć na to czas w ciągu dnia?</p>
<p style="text-align: justify;">
<div class="mceTemp" style="text-align: justify;">
<dl id="attachment_3102" class="wp-caption alignleft" style="width: 160px;">
<dt class="wp-caption-dt"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/05/IMG_4343.jpg"><img class="size-thumbnail wp-image-3102  " title="Interaktywne zwiedzanie - tłumek przy długopisach, instalacja &quot;Sennik: Dekoder snów&quot;, fot. E. Skokowska" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/05/IMG_4343-150x150.jpg" alt="Interaktywne zwiedzanie - tłumek przy długopisach, wystawa &quot;Sennik: Dekoder snów&quot;, fot. E. Skokowska" width="150" height="150" /></a></dt>
<dd class="wp-caption-dd">Interaktywne zwiedzanie &#8211; tłumek przy długopisach, wystawa &#8220;Sennik: Dekoder snów&#8221;, fot. E. Skokowska</dd>
</dl>
</div>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">Zwiedzający przybywali najczęściej parami lub grupkami &#8211; składały się one z osób &#8220;wyciągających&#8221; i &#8220;wyciągniętych&#8221;. Zagadnięte małżeństwo w średnim wieku było przykładem takiej relacji. Podczas gdy żona rozmawiała przez telefon, pan z bardzo nieszczęśliwa miną opowiadał o swojej tragedii &#8211; jak to <em>w chłodną deszczową noc małżonka bezlitośnie wywlokła go z domu</em> i popędziła na Kredytową. Spieszę nadmienić, że mina miała na celu chyba tylko i wyłącznie ukrycie szerokiego uśmiechu zdobiącego twarz ofiary dyskryminacji &#8211; wizyta wcale nie była taka okropna. Żona, kiedy wróciła już po rozmowie, przyznała, że dopiero ostatnio zaczęła bywać w Muzeum, a zaciekawiły ją pojawiające się w mediach informacje o zmianach, jakie Muzeum przechodzi, by sprostać wymogom  jakie stawia się przed nowoczesną instytucją kultury. Taki argument dość często był wymieniany wśród powodów wyboru Muzeum jako miejsca spędzenia nocy.</p>
<p style="text-align: justify;">Napotkałam także kilka osób, które w Muzeum Etnograficznym były pierwszy raz w życiu i dopiero rozsmakowywały się w jego zbiorach.  Pewien młodzieniec opowiadał z ożywieniem, że nie myślał, <em>że tego typu muzeum może być takie nowoczesne, wiesz, ta wystawa o snach albo o reklamach&#8230; Wydawało mi się, że będą jakieś tam skorupy, jak w Muzeum Archeologicznym, ale nie. Właśnie bardzo mi się podoba i myślę, że nieraz jeszcze przyjdę. </em></p>
<p style="text-align: justify;">Prosto z próby przybył też tłumnie studencki Zespół Pieśni i Tańca. Jeszcze w holu zaintonowali kilka ludowych przyśpiewek, wzbudzając sympatię i rozbawienie zgromadzonych tam osób.</p>
<p style="text-align: justify;">Cóż,  tym optymistycznym akcentem czas skończyć ten dość już długi tekst. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie &#8211; w końcu tyle się działo&#8230; Oby z każdym rokiem działo się więcej!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/05/25/golic-brode-tepa-brzytwa/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jaką jest pani Madonną? Czyli o bezsenności w muzeum&#8230;</title>
		<link>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/05/19/jaka-jest-pani-madonna-czyli-o-bezsennosci-w-muzeum-2/</link>
		<comments>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/05/19/jaka-jest-pani-madonna-czyli-o-bezsennosci-w-muzeum-2/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 19 May 2010 13:33:27 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Olga Mędrzejewska</dc:creator>
				<category><![CDATA[Warszawa]]></category>
		<category><![CDATA[muzeum]]></category>
		<category><![CDATA[wydarzenia]]></category>
		<category><![CDATA[Noc Muzeów]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ethnomuseum.pl/blog/?p=3028</guid>
		<description><![CDATA[Tradycyjnie już nocne marki z całej Warszawy ściągały w połowie maja na Kredytową, by aktywnie zwalczać&#8230; hmm no właśnie co? Sen czy bezsenność? Kto w sobotnią, majową noc i dlaczego odwiedzał warszawskie muzea? Czego w nich szukał?
&#8230;&#8230;&#8230;

Punktualnie o 19 otwieramy ciężkie drzwi Muzeum Etnograficznego. Do holu wchodzą pierwsi goście. Jedni jeszcze lekko onieśmieleni, nie wiedzą [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="attachment_3030" class="wp-caption alignleft" style="width: 240px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/05/madonna.jpg"><img class="size-medium wp-image-3030 " title="Madonna, fot. A. Pietrzyk." src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/05/madonna-244x300.jpg" alt="" width="230" height="290" /></a><p class="wp-caption-text">Madonna, fot. A. Pietrzyk.</p></div>
<p>Tradycyjnie już nocne marki z całej Warszawy ściągały w połowie maja na Kredytową, by aktywnie zwalczać&#8230; hmm no właśnie co? Sen czy bezsenność? Kto w sobotnią, majową noc i dlaczego odwiedzał warszawskie muzea? Czego w nich szukał?</p>
<div id="attachment_3034" class="wp-caption alignright" style="width: 230px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/05/sen.jpg"><img class="size-medium wp-image-3034 " title="Sennik, fot. A.Pietrzyk." src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/05/sen-300x224.jpg" alt="" width="220" height="170" /></a><p class="wp-caption-text">Sennik, fot. A.Pietrzyk.</p></div>
<p><span style="color: #ffffff;">&#8230;&#8230;&#8230;</span></p>
<p><span id="more-3028"></span><br />
Punktualnie o 19 otwieramy ciężkie drzwi Muzeum Etnograficznego. Do holu wchodzą pierwsi goście. Jedni jeszcze lekko onieśmieleni, nie wiedzą czego spodziewać się w środku. Inni już mocno zabiegani –  budynek naszego muzeum jest pierwszym z długiej listy instytucji kulturalnych, które zamierzają w ciągu jednej nocy odwiedzić. Zdarzają się też zahartowani w muzealnych bojach bywalcy. Ci wiedzą dokładnie czego oczekują, zgodnie z własnymi zainteresowaniami, po dokładnym przestudiowaniu programu całej Nocy Muzeów, mają gotowy, przemyślany plan poruszania się po mieście. Przychodzą więc na konkretne wydarzenia lub z zainteresowaniem, niezmordowanie buszują po jednym, ulubionym muzeum przez całą noc.<br />
W tym roku Noc Muzeów przebiega na Kredytowej pod hasłem „Bezsenności w muzeum”. Wszystkie imprezy dodatkowe, mające uatrakcyjnić ten wyjątkowy wieczór, krążą wokół tematu snu i bezsenności. Pod zagadkowymi tytułami kryją się sposoby na bezsenność: koncerty kołysanek i ballad, tradycyjne opowieści snute do snu przez opowiadaczy ze Studni O, filmowe bajki na dobranoc ze studia filmowego Semafor; ludowe recepty na dobry, spokojny sen rozdawane przez ożywione na jedną noc rzeźby z galerii Polskiej Sztuki Ludowej. Wreszcie wspólne z muzealnymi gośćmi tworzenie współczesnego sennika i poszukiwanie najbardziej skutecznych sposobów na zapewnienie pogodnych snów – tzw. &#8220;dekoder snów&#8221; w holu na ostatnim piętrze.</p>
<div id="attachment_3033" class="wp-caption alignleft" style="width: 310px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/05/sennik1.jpg"><img class="size-medium wp-image-3033" title="Sennik, fot. A. Pietrzyk." src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/05/sennik1-300x211.jpg" alt="" width="300" height="211" /></a><p class="wp-caption-text">Sennik, fot. A. Pietrzyk.</p></div>
<p>Wszystko zostało podporządkowane jednemu celowi &#8211; zapewnić muzealnym gościom jak najwięcej, jak najskuteczniejszych recept na bezsenne noce. A przecież nocna wizyta w muzeum też jest pewnego rodzaju sposobem na bezsenną noc… I tylko od muzeum zależy, czy stanie się tabletką nasenną czy wręcz przeciwnie, pomoże aktywie zwalczać sen  przez ciekawie zaaranżowane wystawy i nowatorskie podejście do tematów, popularne wśród widzów eventy – koncerty, interakcyjne wystawy angażujące nie tylko wzrok i słuch zwiedzających, ale zapraszające do wspólnego działania w przestrzeni muzealnej. Tylko, czy tego naprawdę oczekują widzowie? Co pragną zwalczyć nasi zwiedzający? Sen czy bezsenność?<br />
- <em>Chyba sen, skoro jesteśmy tu o północy?</em> – odpowiada wyraźnie zmęczona już zwiedzaniem blondynka &#8211; <em>Wpadłyśmy tylko na chwilę, a krążymy po wystawach od ponad godziny, bo ciągle znajdujemy coś ciekawego: tu grają, tam śpiewają, w sali kinowej obejrzałyśmy z koleżanką ciekawe animacje. I tylko ciągle nie wiem, co i dlaczego mi się śni. A ja mam dużo dziwnych snów &#8211; już i latałam i śnili mi się ludzie rozsypujący się w piasek. W senniku nie potrafię jednak odnaleźć ich znaczenia </em>– żali się rozglądając ciekawie po tłumnie odwiedzanej wystawie „Zwykłe niezwykłe: fascynujące kolekcje”.<br />
- <em>Trzeba szukać wyjaśnień pojedynczych elementów ze snu</em> – podpowiada koleżanka – <em>sprawdź hasła człowiek, piasek, latanie.</em></p>
<p>A co na to tradycyjne metody odczytywania snów, kultywowane przez wieki przez nasze babcie? W poszukiwaniu odpowiedzi udaję się na ostatnie piętro, do &#8220;dekodera snów&#8221;. Tu również mimo otulającej zwiedzających jak puch bieli ścian i zwiewnych zasłon, na których umieszczono cytaty z senników i poetyckie wizje snów,  mimo ustawionej pod ścianą wygodnej kanapy z miękkimi poduchami – atmosfera nijak nie sprzyja spokojnemu zasypianiu. Nieustannie kłębią się chętni, pragnący lepiej poznać siebie i motywy swojego postępowania zapisane w snach, gdyż jak już twierdzili starożytni: &#8220;zazwyczaj owe błąkające się widzenia senne głównie tych spraw dotyczą, o których się za dnia myślało&#8221; (Herodot, Dzieje). To tu można szukać ludowych, literackich i naukowych wskazówek do odczytania swoich snów.</p>
<div id="attachment_3032" class="wp-caption alignright" style="width: 267px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/05/sennik4.jpg"><img class="size-medium wp-image-3032" title="Sennik, fot. A. Pietrzyk." src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/05/sennik4-257x300.jpg" alt="" width="257" height="300" /></a><p class="wp-caption-text">Sennik, fot. A. Pietrzyk.</p></div>
<p>Ale nie tylko! W umieszczonych na słupach poszewkach na poduszki kryją się kartki z niedokończonymi zdaniami: „Najlepiej śni mi się gdy…”, „Nie rozumiem snu,w którym …”, „Wyśniło mi się, że…”, „Miałem koszmar, że…”. Obok na stolikach sterty mazaków zachęcają nocnych marków do zwierzeń nie tylko z najpiękniejszych snów, ale też snów niezrozumiałych, dziwnych i koszmarnych. Z godziny na godzinę przybywa wyznań i sennych opowieści. Gdy brakuje miejsca na słupach, kartki rozpełzają się po całej przestrzeni – zapełniając wszystkie ściany od góry do dołu, nachodząc na siebie i wzajemnie się przenikając. A gdy brakuje samoprzylepnej taśmy, którą można przymocować wyznanie, w ruch idą elementy zastane – wystające ze ścian gwoździe (pozostałość po czasowych wystawach galerii) a nawet… gumy do żucia. Stopniowo tworzy się oniryczny obraz muzealnych gości. Jak sen – pełen sprzeczności („…chcę uciec przed tym co mnie goni, a im bardziej chcę uciec tym wolniej biegnę”), surrealizmu („nie rozumiem snu, w którym podnosi mnie kogut”), niespodziewanych zwrotów akcji („…sen, w którym żona mówi – teraz moja kolej!”), absurdalnego humoru („wyśniło mi się, że w ostatnim etapie pewnego konkursu, kazano mi pogrupować kabanosy. Ten o smaku lawendy trafił do grupy kabanosów kwiatowych”).</p>
<p>Tymczasem, za przepierzeniem, w Galerii Polskiej Sztuki Ludowej, ustawione na podwyższeniach, wśród drewnianych ludowych świątków, niepodzielnie królują żywe rzeźby. Modelki ucharakteryzowane przez studentów Wyższej Szkoły Artystycznej i Aktywnego Studium Plastycznego na polskie Madonny, zarówno te najbardziej znane, słynące cudami wizerunki Czarnej Madonny i Matki Boskiej Ostrobramskiej, jak i bliskie sercom  mieszkańców stolicy Madonny z warszawskich kapliczek, zacierają granice między tradycją a współczesnością, snem a jawą, rzeczywistością a prawami bezsennej nocy w muzeum, podczas której wszystko może się zdarzyć &#8211; rzeźba ożywa, żaba z aborygeńskiej bajki zagraża swoim apetytem światu, a w sali kinowej, w filmowej opowieści, po zamknięciu sklepu przybrane w kwiatowe stroje szpulki drutu rozpoczynają bal… I znów wszystko, co dzieje się w majową nocą w muzeum przypomina sen, ale ten dobry, przyjemny nad którym, zgodnie z ludowymi wierzeniami czuwała Matka Boska.</p>
<div id="attachment_3031" class="wp-caption alignleft" style="width: 276px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/05/madonna2.jpg"><img class="size-medium wp-image-3031 " title="Madonna, fot. A. Pietrzyk." src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/05/madonna2-266x300.jpg" alt="" width="266" height="300" /></a><p class="wp-caption-text">Madonna, fot. A. Pietrzyk.</p></div>
<p>Według naszych przodków bowiem, modlitwa do Maryi odżegnywała koszmary i zwalczała bezsenność, zapewniając „skołatanej głowie” i zmęczonemu całodniowym wysiłkiem ciału zdrowy sen. Dlatego też u stóp żywych rzeźb w galerii leżą sterty recept na bezsenność.<br />
-<em>No tak! Cebula dobra na wszystko </em>– komentuje nowo zdobytą wiedzę o zwalczaniu bezsenności starsza pani, której nieskrywaną radość daje odgadywanie, którym wyobrażeniem spośród tradycyjnych wizerunków jest która modelka. Nie tylko jej! Publiczność żywo reaguje na niecodzienne rzeźby. Przechadzając się po sali niejednokrotnie można usłyszeć westchnienia zwiedzających:<br />
- <em>Ach te madonny! Boskie!</em> –i towarzyszące im dociekliwe pytania – <em>A Pani, którą jest Madonną?</em><br />
Ludowe wierzenia na zdrowy sen polecały cebulę, herbatę z chmielu i imbiru. Powszechnie wiadomo też, że nic tak nie sprowadzi dobrych snów, jak kołysanka nucona przez bliską osobę. „Ach śpij kochanie, jeśli gwiazdkę z nieba chcesz dostaniesz…” śpiewał swego czasu Adolf Dymsza. A jednak Kapela Braci Dziobaków rozpoczynając o wpół do pierwszej w nocy koncert księżycowy, postanowiła przekornie muzealnych gości rozbudzić, a nie ukołysać do snu. Na początek więc przy akompaniamencie tradycyjnych skrzypiec rozbrzmiewają żywe, wesołe pieśni weselne – <em>-Nie wiem, jak teraz ale kiedyś </em>– tłumaczy takie otwarcie koncertu pomysłodawczyni &#8211; <em>wesele było po to, by w przyszłości rodziły się dzieci, którym następnie śpiewano kołysanki… Do kołysanek też dojdziemy</em> – zapewnia.<br />
I faktycznie. Stopniowo nastrój zmienia się, uspokaja, wycisza. Staje bardziej nostalgiczny. Kołyszemy się coraz wolniej, senniej w takt wygrywanych melodii. Ktoś przymyka oczy, ktoś opiera się plecami o towarzysza, ktoś wygodnie rozciąga na podłodze. Naprzeciwko brodaty pan pisze coś zawzięcie na kartce.<br />
- <em>Nastrój jest tak swojski, że gdyby nie to co się tu dzieje, przekimałbym się z chęcią choćby obok, pod tym wigilijnym stołem. Ale nie da się. Oni grają tak fajnie! Inspirują. Napisałem do ich muzyki tekst</em> &#8211; opowiada po zakończeniu koncertu. Podobnego zdania jest kobieta w czerwonej bluzce – <em>To muzeum nie usypia, raczej działa jak środek rozbudzający. W żadnym razie nie jest instytucją statyczną, skostniałą. Tu zawsze dużo się dzieje. W ciągu roku są organizowane ciekawe koncerty folkowe, funkcjonuje Etnokino. W Noc Muzeów, zawsze tu jest najciekawszy program. Dziś np.: zachwycił mnie koncert księżycowy zorganizowany w Sali Obrzędów Dorocznych. Doskonale wpisał się swym charakterem, muzyką w otoczenie – chłopską izbę z jednej a postacie kolędników z drugiej strony. Nastąpiła korelacja między dynamiką zespołu a statyką ekspozycji, co dało niesamowity efek</em>t – kończy.</p>
<p>Jak zatem jest z tą bezsennością w muzeum? Muzeum działa jak środek nasenny czy spędza sen z powiek? Może odpowiedź, jedną z wielu, stanowi niesforne wyznanie na ścianie dekodera snów: „Najlepiej śni mi się, gdy jestem zmęczony, np. całonocnym chodzeniem z mamą po muzeach…”.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/05/19/jaka-jest-pani-madonna-czyli-o-bezsennosci-w-muzeum-2/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Popieramy akcję „Obywatele Kultury”!</title>
		<link>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/05/12/popieramy-akcje-%e2%80%9eobywatele-kultury%e2%80%9d/</link>
		<comments>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/05/12/popieramy-akcje-%e2%80%9eobywatele-kultury%e2%80%9d/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 12 May 2010 15:24:25 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jacek_Drozda</dc:creator>
				<category><![CDATA[Warszawa]]></category>
		<category><![CDATA[muzeum]]></category>
		<category><![CDATA[wydarzenia]]></category>
		<category><![CDATA[akcje społeczne]]></category>
		<category><![CDATA[instytucje kultury]]></category>
		<category><![CDATA[Noc Muzeów]]></category>
		<category><![CDATA[Obywatele Kultury]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ethnomuseum.pl/blog/?p=2966</guid>
		<description><![CDATA[
Noc Muzeów zbliża się wielkimi krokami. Choć w Państwowym Muzeum Etnograficznym w Warszawie będzie można uczestniczyć w wielu unikalnych wydarzeniach, wiele instytucji współtworzących nocne święto kultury podejmie pewien wspólny projekt. Będzie nim zademonstrowanie poparcia dla akcji „Obywatele Kultury” – społecznej inicjatywy, której uczestnicy domagają się zwiększenia publicznych nakładów na kulturę przynajmniej do wysokości 1%  budżetu [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/05/Obywatele-kultury_logo.jpg"><img class="alignleft size-full wp-image-2970" title="Obywatele-kultury_logo" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/05/Obywatele-kultury_logo.jpg" alt="" width="267" height="261" /></a></p>
<p>Noc Muzeów zbliża się wielkimi krokami. Choć w Państwowym Muzeum Etnograficznym w Warszawie będzie można uczestniczyć w wielu unikalnych wydarzeniach, wiele instytucji współtworzących nocne święto kultury podejmie pewien wspólny projekt. Będzie nim zademonstrowanie poparcia dla akcji <a href="http://obywatelekultury.pl/" target="_blank">„Obywatele Kultury”</a> – społecznej inicjatywy, której uczestnicy domagają się zwiększenia publicznych nakładów na kulturę przynajmniej do wysokości 1%  budżetu państwa. Wśród osób popierających ten postulat znaleźli się m.in.: Magdalena Abakanowicz, Krystyna Janda, Maria Janion, Krystian Lupa, Tadeusz Różewicz, Wilhelm Sasnal, Krzysztof Warlikowski i Artur Żmijewski.</p>
<p><span id="more-2966"></span></p>
<p>Dofinansowanie szeroko rozumianej sfery kultury jest w interesie wszystkich instytucji z „kulturą” w nazwie, ale skorzystają na nim właściwie wszyscy Polacy zainteresowani literaturą, filmem, teatrem, malarstwem, sztuką performance, tańcem, rzeźbą, interwencjami artystycznymi w przestrzeń publiczną, net-artem, operą, muzealnictwem historycznym, architekturą i dziesiątkami innych dziedzin związanych ze sztuką. Terminem „kultura” wszyscy posługują się dziś z niebywałą łatwością, jego frazeologiczna kariera jest naprawdę imponująca, choć nie przekłada się na rzeczywistą kondycję życia kulturalnego organizowanego przez instytucje publiczne (narodowe i samorządowe), pozarządowe oraz prywatne. Kultury wszędzie niby coraz więcej, lecz ciągłość wielu przedsięwzięć jest zagrożona, a rozwój niektórych wręcz niemożliwy, gdyż sfera kultury stała się częścią bezwzględnego systemu konkurencji. A przecież potrzebujemy naszych muzeów, kin, teatrów, czy klubów tak po prostu, by czuć się ludźmi naprawdę. One służą nam takie, jakimi je wymyślono i jakimi próbuje się je czynić w ramach działań modernizacyjnych. Ale „modernizacja” nie może oznaczać jedynie wyścigu po granty, marketingowych wojenek między podmiotami, które w istocie powinny współpracować zamiast walczyć, czy komercjalizacji uczuć, współtworzących przecież wspólną kulturę.</p>
<p>Podczas Nocy Muzeów będzie można złożyć podpis na petycji do Prezesa Rady Ministrów Donalda Tuska. Premier Tusk jako pierwszy poświęcił kulturze większą wzmiankę w <a href="http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,4701279.html?as=8&amp;startsz=x" target="_blank">exposé</a>, nakreślając założenia polityki swojego rządu. Jednak wsparcia dla kultury jest wciąż  zbyt mało, co nie znaczy, że zwolennicy „Obywateli dla Kultury” domagają się o prostu strumienia gotówki, który miałby zasilić konta instytucji. Zacząć trzeba od żmudnej pracy edukacyjnej, od reform administracyjnych, ale i od zdania sobie sprawy z faktu, że kultura jest wspólnym, najwyższym dobrem. Nie tylko obiecującą gałęzią gospodarki, czy podwaliną istnienia narodu, lecz po prostu najistotniejszym zbiorowym interesem, w dużej mierze sensem naszej codzienności. Zachęcamy wszystkich do zastanowienia się nad poparciem <a href="http://obywatelekultury.pl/" target="_blank">„Obywateli Kultury”</a>!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/05/12/popieramy-akcje-%e2%80%9eobywatele-kultury%e2%80%9d/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>„Inny” też patrzy. Refleksje po wydarzeniu „Wieża Babel. Warszawa Wielokulturowa”</title>
		<link>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/03/26/%e2%80%9einny%e2%80%9d-tez-patrzy-refleksje-po-wydarzeniu-%e2%80%9ewieza-babel-warszawa-wielokulturowa%e2%80%9d/</link>
		<comments>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/03/26/%e2%80%9einny%e2%80%9d-tez-patrzy-refleksje-po-wydarzeniu-%e2%80%9ewieza-babel-warszawa-wielokulturowa%e2%80%9d/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 26 Mar 2010 12:20:25 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jacek_Drozda</dc:creator>
				<category><![CDATA[Antropologia kultury]]></category>
		<category><![CDATA[Warszawa]]></category>
		<category><![CDATA[wydarzenia]]></category>
		<category><![CDATA[wielokulturowość]]></category>
		<category><![CDATA[życie warszawy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ethnomuseum.pl/blog/?p=2718</guid>
		<description><![CDATA[Niezależnie od naszego stosunku do rozmaitych określeń upłynnienia symbolicznych rygorów, relatywizacji podziałów i przekraczania arbitralnych granic, zazwyczaj uznajemy lub przynajmniej nieświadomie godzimy się z faktem, że podstawową konotacją rozważanego wciąż na nowo pojęcia „kultura” jest dziś właśnie różnorodność, otwartość, wielość. Sprzeciw wobec tej logiki interpretacji oznaczać może ksenofobiczne skłonności lub przynajmniej skrajnie konserwatywny tradycjonalizm. Na [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="attachment_2720" class="wp-caption alignleft" style="width: 181px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/03/2502696944_b324eedc3b_m.jpg"><img class="size-thumbnail wp-image-2720  " style="margin: 5px 2px;" title="fot. MeganJane11, Flickr CC." src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/03/2502696944_b324eedc3b_m-150x150.jpg" alt="" width="171" height="171" /></a><p class="wp-caption-text">fot. MeganJane11, Flickr CC.</p></div>
<p>Niezależnie od naszego stosunku do rozmaitych określeń upłynnienia symbolicznych rygorów, relatywizacji podziałów i przekraczania arbitralnych granic, zazwyczaj uznajemy lub przynajmniej nieświadomie godzimy się z faktem, że podstawową konotacją rozważanego wciąż na nowo pojęcia „kultura” jest dziś właśnie różnorodność, otwartość, wielość. Sprzeciw wobec tej logiki interpretacji oznaczać może ksenofobiczne skłonności lub przynajmniej skrajnie konserwatywny tradycjonalizm. Na szczęście taki rodzaj percepcji współczesności, pomimo wielu przeszkód, jest systematycznie wypierany ze sfery edukacji. Przykładem może być wydarzenie nazwane „Wieża Babel. Warszawa Wielokulturowa”, na które zostałem zaproszony jako przedstawiciel Państwowego Muzeum Etnograficznego.</p>
<p><span id="more-2718"></span></p>
<p>Nie będę szczegółowo relacjonował przebiegu owej imprezy, gdyż to, co chyba najbardziej w niej interesujące zawiera się w pewnej nadbudowie, w ogólnym sposobie, w jaki „Wieża Babel” podkreśla pewne powszechnie uznawane za pozytywne wartości. Wszystko działo się w piątek 19 marca w stołecznym liceum im. Stefana Batorego, szkole od lat cieszącej się opinią jednej z najlepszych w kraju. Mnie przypadła rola uczestnika dyskusji panelowej, w której oprócz znakomitych przedstawicielek instytucji naukowych, moderującej debatę dr Katarzyny Waszczyńskiej z Instytutu Etnologii i Antropologii Kultury UW oraz dr Joanny Wasilewskiej z Muzeum Azji i Pacyfiku, partycypowali uczniowie z klas gimnazjalnych i licealnych. Obejrzeliśmy przygotowane przez uczniów filmy dotyczące etnicznego zróżnicowania w Warszawie oraz krótkie przedstawienia mające na celu zaprezentowanie „innych kultur”, czasem też ich relacji z kulturą polską. Można było również skosztować potraw kojarzonych z kuchnią etniczną z wielu stron świata, od Włoch po Australię. W auli będącej areną wszystkich tych działań, panował iście wielokulturowy gwar, ciężko było o dłuższą chwilę ciszy. Ale niech to stwierdzenie nie zostanie odczytane jako zgryźliwość entuzjasty typowo konferencyjnej konwencji debatowania, którym w żadnym wypadku nie mógłbym siebie nazwać. Ten, jak mogliby powiedzieć niektórzy, chaos, stanowił istotny element imprezy. Taka jest przecież wielokulturowość – dynamiczna, czasem trudna do opisania za pomocą czysto naukowego instrumentarium językowego.</p>
<p>Dla mnie „Wieża Babel” stanowiła okazję do refleksji nad podejściem do różnorodności, prezentowanym przez instytucje i odbiorców ich działań, a nie różnorodnością jako taką. Powinienem tu zwrócić uwagę na pewien terminologiczny bałagan, do którego odniosłem się także podczas samej debaty. Otóż, „wielokulturowość” bywa niekiedy przedstawiana jako swoisty punkt wyjścia do „dialogu międzykulturowego” – kategorii stale obecnej od kilku lat w retoryce Unii Europejskiej oraz innych międzynarodowych organizacji promujących poszanowanie dla tożsamości, etyki i wizji przyszłości formacji kulturowych żyjących coraz bliżej siebie. Niestety, można odnieść wrażenie, że ów dialog częściej stanowi nieodzowny składnik metajęzyka wykształconego na potrzeby aktorów biurokratycznego spektaklu niż autentyczne zjawisko. Idea, która legła u podstaw definicji tego konstruktu jest tyleż zacna, co w dużej mierze niekompatybilna z potrzebami potencjalnych jej beneficjentów.  Przypomnijmy, że biblijna Wieża Babel okazała się projektem niemożliwym do realizacji, gdyż Bóg nie zgodził się na istnienie kolektywu jednomyślnych ludzi, mogących ustanowić nową, własną „boskość” znajdującą wyraz w absolutnej skuteczności wszelkich swych działań. Dziś wizja absolutnego porozumienia nie wydaje się niebezpieczna ze względu na rzekomo „bluźnierczy” charakter (Wieża Babel była w oczach Boga manifestacją egoizmu człowieka, pragnącego sięgnąć niebios bez aprobaty stwórcy, zawsze nadrzędnego wobec ziemskich istot), lecz w związku z rekonfiguracją wartości przejawiającą się w obecnej afirmacji różnorodności. Mówimy dziś o koegzystencji i równouprawnieniu, nie o konieczności homogenizacji kulturowej w celu osiągnięcia boskiego statusu. To oczywiste – zakrzykną osoby uznające się za „tolerancyjne” i „otwarte”. Jednak dialog międzykulturowy, paradoksalnie, czasem wydaje się zdecydowanie niewystarczająco „dialektyczny”, czego nie dostrzegają upolitycznione instytucje, często redukujące znaczenie porozumienia między wieloma „innymi” do schematu efektywnej ekonomicznie współpracy w budowaniu „wspólnego dobrobytu”.</p>
<p>Powyższe sceptyczne stwierdzenia przytaczam przede wszystkim z powodu dominacji niepokojącej tendencji do posługiwania się niemal wyłącznie humorem i stereotypami, dostrzegalną w projektach przedstawianych przez uczniów liceum im. Batorego. Nie jest to w żadnym wypadku domena wyłącznie tej społeczności, lecz po prostu najpowszechniejszy paradygmat konstruowania wypowiedzi na temat etniczności i relacji między różnymi grupami kulturowymi. Mogłoby się wydawać, że nie ma nic złego w wyśmiewaniu cech, zwłaszcza tych negatywnych, standardowo przypisywanych własnej i innym kulturom. W spektaklach, do których się tu odnoszę, znalazła się pokaźna dawka autoironii &#8211; to niezwykle istotne. Pomysły uczniów i sposoby ich realizacji jasno dowodzą jednego: uczestnicy „Wieży Babel” uznają i świetnie rozumieją pozytywny wymiar różnorodności kulturowej. Nie mają nic wspólnego z etnocentryzmem ani żadną inną formą szowinistycznej wiary w supremację „naszej” tożsamości. Jednocześnie wykazują silne przywiązanie do wizerunku różnorodności kulturowej jako pola twórczych interakcji, spotkania rozmaitych stylów życia i szczęśliwych, wzajemnie tolerujących się zbiorowości. Jako główną, w skali globalnej, przyczynę zmian miejsc zamieszkania przez ludzi, uczniowie właściwie bez wyjątku wymieniali takie czynniki jak: chęć podniesienia statusu materialnego, znalezienia bardziej komfortowego środowiska pracy, możliwość rozwoju zawodowego, związek z osobą innej narodowości etc. Cóż, trudno nie zgodzić się z tymi spostrzeżeniami, choć ich optymistyczna interpretacja może wzbudzać obawy. Emigracja zarobkowa to nie tylko przelot do Londynu, najpierw ciężka robota w gastronomii, a później awans i szczęśliwe życie w kosmopolitycznym otoczeniu. Zazwyczaj jest to wypełniona cierpieniem tułaczka ludzi o biografiach wypełnionych doświadczeniami wojen, klęsk żywiołowych, nędzy, chorób i odrzucenia. Oto rodowód znacznej części naszej idealizowanej wielokulturowości. Tworzą ją między innymi: setki Afrykańczyków próbujących nielegalnie przedostać się na hiszpańskie Wyspy Kanaryjskie; Chińczycy tygodniami podróżujący w nieludzkich warunkach do Europy dzięki „pomocy” oferowanej przez chciwych przemytników; hinduskie dzieci biegające po wysypiskach śmieci w poszukiwaniu jedzenia, czy Polacy świadczący niewolniczą pracę na rzecz pozbawionych skrupułów właścicieli zakładów przemysłowych w zachodniej Europie. Wielu z tych wyniszczonych fizycznie, pogrążonych w depresji i strachu ludzi nigdy nie będzie w stanie promować intrygujących, „egzotycznych zwyczajów”, które uwielbiamy poznawać przy okazji wielokulturowych festynów.</p>
<p>Nie próbuję nikogo przekonywać, że o różnorodności powinniśmy mówić tylko przez pryzmat często towarzyszącej jej niesprawiedliwości. W żadnym razie nie oczekuję takiego podejścia od gimnazjalistów i licealistów. Oni powinni poznawać i promować różnorodność jako wspólne dobro, z którego bez względu na pochodzenie, wyznanie i poglądy każdy winien wynosić jedynie pozytywne doświadczenia. Nie należy jednak zapominać, że budulcem naszej różnorodnej (po)nowoczesności jest też cierpienie milionów ludzi, którego naprawdę nie pokonuje się filantropijnymi gestami, SMS-owymi darowiznami, ani też politycznymi apelami o pokój lub chwytającymi za serce reportażami z gett biedy. Dlatego poruszyły mnie wypowiedzi uczniów, którzy powodu napływu Koreańczyków do Polski upatrywali jedynie w inwestycjach wschodnioazjatyckich koncernów w naszym kraju. Nie wspominali o pracujących w koszmarnych warunkach, często za darmo, brygadach robotników z totalitarnego państwa rządzonego przez Kim Dzong Ila lub o dzieciach ofiar wojny z lat 1950-53, które, na mocy porozumienia ówczesnych władz PRL i komunistycznej Korei, część młodości spędziły w polskich domach dziecka.</p>
<p>Podczas „Wieży Babel” zabrakło odniesienia do mniej spektakularnego wydania różnorodności kulturowej, jakim jest choćby problem zanikających świadectw mniej znanego oblicza wieloetnicznego charakteru polskich ziem. Trzeba jednak przyznać, że kwestia ta nie została całkowicie pominięta – na wielkie uznanie zasługują młodzi autorzy filmu ukazującego tragiczny stan cmentarza żydowskiego na Bródnie. Nie był to martyrologiczny obraz niszczejącego zabytku, lecz celny komentarz do wybiórczego charakteru strategii upamiętniania brutalnie zdeptanej żydowskiej kultury przedwojennej Warszawy i obecnego renesansu zainteresowania tematyką Zagłady. Atrakcyjne imprezy kulturalne i projekty artystyczne nawiązujące do wspólnej historii Żydów i Polaków zdecydowanie łatwiej jest finansować i popularyzować, niż choćby podstawowe działania konserwacyjne, niezbędne dla zachowania materialnego świadectwa tak ważnej dla Warszawy kultury.</p>
<p>Reprezentacja medialna odegrała kluczową rolę w percepcji mniejszości etnicznych i narodowych. Znalazło się zatem miejsce nawet na prezentację społeczności mieszkających w Warszawie Australijczyków, określanej zresztą mianem „mniejszości”, lecz nie poświęcono uwagi Ormianom, Karaimom, przedstawicielom powojennej fali emigrantów z Grecji, nie wspominając już o wieloetnicznego rodowodu osadnikach niegdyś zaludniających podwarszawskie tereny. Daleki jestem od tworzenia „indeksu ważności” konkretnych grup dla dziejów Warszawy, lecz warto pamiętać o tym, że różnorodność kulturowa nie jest nagle pojawiającym się fenomenem, lecz długotrwałym  procesem, posiada swą historyczną logikę.</p>
<p>Francuski antropolog Marc Augé napisał w jednej ze swych książek, że ludzkie życie jest swoistą fikcją, która przecina się z fikcjami „innych”. Fikcja nie oznacza tu fałszu, wymysłu, czy napisanej w wyobraźni historii, lecz pewną opowieść. Człowiek zawsze stawia się na pozycji obserwatora obcych, a reprezentanci kultury zachodniej miewają ku temu szczególne skłonności. Augé pyta jednak, skąd pewność, że podglądany przez nas „inny” sam nie zaczął nas podglądać znacznie wcześniej? Jeśli wielokulturowość jest właśnie fikcją „odgrywaną” przez innych, pamiętajmy, że „inni” również oglądają spektakl, w którym aktorami jesteśmy my – „tolerancyjni” obserwatorzy.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/03/26/%e2%80%9einny%e2%80%9d-tez-patrzy-refleksje-po-wydarzeniu-%e2%80%9ewieza-babel-warszawa-wielokulturowa%e2%80%9d/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rewolucjoniści w Muzeum Etnograficznym</title>
		<link>http://ethnomuseum.pl/blog/2009/12/10/rewolucjonisci-w-muzeum-etnograficznym/</link>
		<comments>http://ethnomuseum.pl/blog/2009/12/10/rewolucjonisci-w-muzeum-etnograficznym/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 10 Dec 2009 15:25:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ela Skokowska</dc:creator>
				<category><![CDATA[Warszawa]]></category>
		<category><![CDATA[muzeum]]></category>
		<category><![CDATA[wydarzenia]]></category>
		<category><![CDATA[wystawy]]></category>
		<category><![CDATA[Deadline]]></category>
		<category><![CDATA[gry]]></category>
		<category><![CDATA[LARP]]></category>
		<category><![CDATA[wystawa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ethnomuseum.pl/blog/?p=2044</guid>
		<description><![CDATA[W sobotę 28 listopada mogliśmy być świadkami przedziwnych wydarzeń rozgrywających się w Muzeum, tajemniczej instytucji znajdującej się &#8211; jak wiemy &#8211; w Innym Wymiarze. Zamieszkującym je Naukowcom udało się w końcu, dzięki Maszynie do Podróży między Wymiarami, ściągnąć pomoc dla muzealnego Ruchu Oporu.

Nie wiem, czy wiecie, ale Służba, która sprawuje władzę w Muzeum, ostatnio uwięziła [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="attachment_2182" class="wp-caption alignleft" style="width: 253px"><a href="http://picasaweb.google.com/bartczak.kamil/WNiewoliPowagi2009#5410035310279382386"><img class="size-medium wp-image-2182" style="border: 1px solid black; margin: 2px 5px;" title="fot. Kamil Bartczak" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/12/wiezien-300x200.jpg" alt="fot. Kamil Bartczak" width="243" height="162" /></a><p class="wp-caption-text">fot. Kamil Bartczak</p></div>
<p>W sobotę 28 listopada mogliśmy być świadkami przedziwnych wydarzeń rozgrywających się w Muzeum, tajemniczej instytucji znajdującej się &#8211; jak wiemy &#8211; w Innym Wymiarze. Zamieszkującym je Naukowcom udało się w końcu, dzięki Maszynie do Podróży między Wymiarami, ściągnąć pomoc dla muzealnego Ruchu Oporu.</p>
<p><span id="more-2044"></span></p>
<p>Nie wiem, czy wiecie, ale Służba, która sprawuje władzę w Muzeum, ostatnio uwięziła Profesora, przywódcę Ruchu. Aby go wyzwolić, trzeba było zawezwać posiłki z Innego Wymiaru, ponieważ wszyscy Naukowcy, nawet ci należący do Ruchu, zostali przez Służbę rozbrojeni &#8211; pozbawieni poczucia humoru. Opowiadanie dowcipów było zabronione! Muzeum miało pogrążyć się w strachu i marazmie.</p>
<p>Dlatego właśnie członkowie Ruchu Oporu za pomocą Maszyny sprowadzili mieszkańców Innego Wymiaru, którzy za pomocą zabawnego performancu musieli pokonać Służbę i uwolnić Profesora.</p>
<div id="attachment_2185" class="wp-caption alignright" style="width: 253px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/12/zolnierz1.JPG"><img class="size-medium wp-image-2185" style="border: 1px solid black; margin: 2px;" title="Fot. Dagmara Chmielarz" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/12/zolnierz1-300x201.jpg" alt="Fot. Dagmara Chmielarz" width="243" height="163" /></a><p class="wp-caption-text">Fot. Dagmara Chmielarz</p></div>
<p>Gdyby im się to nie udało, na zawsze pozostaliby w Muzeum, bo tylko Profesor potrafi naprawić Maszynę tak, by odsyłała ona obiekty do ich właściwego Wymiaru.</p>
<p style="text-align: justify;">Sami więc widzicie, że przed przybyszami z Innego Wymiaru zostało postawione wyjątkowo trudne zadanie. Ola Dowgird, która brała udział w akcji uwolnienia Profesora, opisuje ją tak:</p>
<blockquote style="text-align: justify;">
<p style="text-align: left;">Nazwa <a href="http://www.larp.pl/Strona_g%C5%82%C3%B3wna" target="_blank">LARP</a> nic mi nie mówiła, kiedy zapisywałam się na grę w Muzeum Etnograficznym. Byłam po prostu ciekawa, co można wymyślić w muzeum&#8230;</p>
<p style="text-align: justify;">I zaczęło się od oślepiającego światła w oczy i spotkania z dziwnym naukowcem, który wyjaśnił nam &#8211; a na szczęście byłam z moją przyjaciółką &#8211; że przeniosłyśmy się w czasie i żeby wrócić, musimy odnaleźć uwięzionego profesora, który jako jedyny jest w stanie naprawić maszynę do teleportacji materii. Wtedy też przydzielono nam przewodnika, pewną wysoką i gibką postać w białym kitlu, która poprowadziła nas jakimś wąskim korytarzem w czeluście muzeum. Podczas tej wędrówki nie wchodziłyśmy, poza jednym wyjątkiem, do sal muzealnych. Zwiedzałyśmy kazamaty i strychy.</p>
<div id="attachment_2188" class="wp-caption alignright" style="width: 253px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/12/DSC05693.JPG"><img class="size-medium wp-image-2188" style="border: 1px solid black; margin: 2px;" title="fot. Dagmara Chmielarz" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/12/DSC05693-300x200.jpg" alt="fot. Dagmara Chmielarz" width="243" height="162" /></a><p class="wp-caption-text">fot. Dagmara Chmielarz</p></div>
<p>Poczułam prawdziwy skurcz w żołądku, kiedy spotkałyśmy prawdziwie uzbrojonego żołnierza. Byłyśmy przesłuchiwane przez spec agentów. Natknęłyśmy się na naprawdę skostniałą biurokrację. Czułyśmy oddech systemu na plecach.<br />
Gra wymagała od uczestników pomysłowości i siły przekonywania. Wszyscy odgrywający swoje role byli bardzo dobrze przygotowani. Podczas samej gry poczułam fizyczne zmęczenie kolejnymi zadaniami. A jednocześnie &#8220;wciągnęłam się&#8221; w losy odgrywanej przeze mnie postaci.</p>
<div id="attachment_2191" class="wp-caption alignleft" style="width: 172px"><a href="http://picasaweb.google.com/bartczak.kamil/WNiewoliPowagi2009#5410035675889429826"><img class="size-medium wp-image-2191" style="border: 1px solid black; margin: 2px;" title="fot. Kamil Bartczak" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/12/rudy-200x300.jpg" alt="fot. Kamil Bartczak" width="162" height="243" /></a><p class="wp-caption-text">fot. Kamil Bartczak</p></div>
<p>Po zakończeniu siedzieliśmy wspólnie z aktorami gry i popijając herbatę w pięknej porcelanie opowiadaliśmy sobie wrażenia&#8230;<br />
Cóż więcej&#8230;.gorąco polecam!</p></blockquote>
<blockquote style="text-align: justify;"><p><span style="color: #ffffff;">&#8230;.</span></p></blockquote>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;"><span style="color: #ffffff;">&#8230;&#8230;.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="color: #ffffff;">&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;.</span></p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">Oczywiście dzielnym Rewolucjonistom udało się uwolnić Profesora, pokonując jego prześladowców śmiechem. Naukowcy nie wiedzieli, jak mają dziękować wybawicielom. A wdzięczny przywódca natychmiast przestawił Maszynę do teleportacji, aby odesłała bohaterów do ich świata, gdzie od tej chwili zapewne żyją długo i szczęśliwie, podobnie jak Naukowcy.</p>
<p style="text-align: justify;"><a href="http://picasaweb.google.com/bartczak.kamil/WNiewoliPowagi2009#" target="_blank">Zapraszamy do obejrzenia zdjęć z LARPu&gt;&gt;&gt;</a></p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;"><a href="http://www.larp.pl/Strona_g%C5%82%C3%B3wna" target="_blank">LARP</a> towarzyszący wystawie <a href="http://ethnomuseum.pl/blog/2009/10/26/obalamy-system/" target="_blank">Pomarańczowe Rewolucje</a> został zorganizowany przez <a href="http://pme.waw.pl/" target="_blank">Państwowe Muzeum Etnograficzne</a> i stowarzyszenie <a href="http://www.deadline.edu.pl/" target="_blank">Akademia Rozwoju &#8220;Deadline&#8221;</a>.</p>
<p style="text-align: center;">
<div id="attachment_2194" class="wp-caption aligncenter" style="width: 280px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/12/grupa.JPG"><img class="size-medium wp-image-2194" style="border: 1px solid black; margin: 2px;" title="fot. Kamil Bartczak" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/12/grupa-300x200.jpg" alt="fot. Kamil Bartczak" width="270" height="180" /></a><p class="wp-caption-text">fot. Kamil Bartczak</p></div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ethnomuseum.pl/blog/2009/12/10/rewolucjonisci-w-muzeum-etnograficznym/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
