<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Ethnomuseum.pl Blog &#187; wydarzenia</title>
	<atom:link href="http://ethnomuseum.pl/blog/category/wydarzenia/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://ethnomuseum.pl/blog</link>
	<description>Blog Działu Etnografii Polski i Europy Państowego Muzeum Etnograficznego w Warszawie</description>
	<lastBuildDate>Fri, 23 Jul 2010 22:41:52 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=abc</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Tomek i Julka znaleźli Olędra!</title>
		<link>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/07/02/tomek-i-julka-znalezli-oledra/</link>
		<comments>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/07/02/tomek-i-julka-znalezli-oledra/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 02 Jul 2010 06:51:07 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Olga Mędrzejewska</dc:creator>
				<category><![CDATA[Olędrzy]]></category>
		<category><![CDATA[Warszawa]]></category>
		<category><![CDATA[muzeum]]></category>
		<category><![CDATA[wydarzenia]]></category>
		<category><![CDATA[wystawy]]></category>
		<category><![CDATA[edukacja]]></category>
		<category><![CDATA[inspiracja]]></category>
		<category><![CDATA[wystawa]]></category>
		<category><![CDATA[życie warszawy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ethnomuseum.pl/blog/?p=3305</guid>
		<description><![CDATA[Proszę nam tu napisać – mama stuka palcem w kartę tytułową książki – Tomek i Julka znaleźli Olędra, dnia 26 czerwca 2010 r. w  Muzeum Etnograficznym!
Czerwcowe, spokojne i słoneczne popołudnie. Dwójka niestrudzonych poszukiwaczy przygód wraz z mamą właśnie zwycięsko zakończyła zmagania w grze &#8220;Gdzie jest Olęder?&#8221; towarzyszącej otwarciu nowej wystawy w Państwowym Muzeum Etnograficznym: &#8220;Bobry  [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="attachment_3317" class="wp-caption alignleft" style="width: 310px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/07/oleder10.jpg"><img class="size-medium wp-image-3317 " title="Zapomniany Świat Olędrów, fot. O. Mędrzejewska" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/07/oleder10-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" /></a><p class="wp-caption-text">Zapomniany Świat Olędrów, fot. O. Mędrzejewska</p></div>
<p><em>Proszę nam tu napisać </em>– mama stuka palcem w kartę tytułową książki – <em>Tomek i Julka znaleźli Olędra</em>, <em>dnia 26 czerwca 2010 r. w  Muzeum Etnograficznym!</em><br />
Czerwcowe, spokojne i słoneczne popołudnie. Dwójka niestrudzonych poszukiwaczy przygód wraz z mamą właśnie zwycięsko zakończyła zmagania w grze &#8220;Gdzie jest Olęder?&#8221; towarzyszącej otwarciu nowej wystawy w Państwowym Muzeum Etnograficznym: &#8220;Bobry  Pana Boga – Zapomniany świat Olędrów&#8221;.</p>
<p><span id="more-3305"></span></p>
<p>Przez ostatnie 40 minut rodzina mierzyła się z zadaniami przygotowanymi przez Agatę Smagałę z Działu Naukowo-Oświatowego. By odnaleźć bohatera gry, Tomek i Julka musieli między innymi stoczyć bitwę łódek z łupiny orzecha (wygrywał ten, kto silniejszym podmuchem wywróci łódkę przeciwnika) w imieniu dwóch rywalizujących o dziewczynę osadników, odpowiedzieć na pytania związane z wpływem rzeki na życie Olędrów oraz odnaleźć „ukryte gdzieś w terenie” informacje o pobliskim kościele ewangelicko-augsburskim pod wezwaniem Św. Trójcy. Najwięcej frajdy sprawiły im chyba gry i zabawy, w które podobno dawno temu grały dzieci osadników z Niderlandów i Fryzji. Z zamkniętymi oczami należało losować z woreczka tajemnicze przedmioty</p>
<div id="attachment_3308" class="wp-caption alignright" style="width: 160px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/07/oleder19b.jpg"><img class="size-thumbnail wp-image-3308" title="Gdzie jest Olęder? fot. O. Mędrzejewska" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/07/oleder19b-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a><p class="wp-caption-text">Gdzie jest Olęder? fot. O. Mędrzejewska </p></div>
<p>i odgadywać, po samym dotyku, co trzyma się w rękach. A można było wyciągnąć zarówno dziurkacz do papieru jak i szklanego słonika czy glinianego ptaszka-gwizdek, który dostarczył chyba najwięcej trudności. Nie czas jednak było na rozpamiętywanie trudów zgadywanki, gdy w muzeum czekały już kolejne zadania! Mali poszukiwacze musieli tym razem odnaleźć wiklinowe przedmioty, niezbędne w codziennym życiu i pracy każdego mieszkańca olęderskiej osady. Uzbrojeni w zdjęcia przedmiotów niczym w portrety pamięciowe, ruszyli na łowy w sali rękodzieła i rzemiosła ludowego. Ale jak wśród wielu dziwnych, interesujących przedmiotów odnaleźć te właściwe? Jak nie rozpraszać się i nie gubić celu, gdy pod ścianą przycupnął wielki miech kowalski, a mama opowiada, do czego służył, powołując się na stryjka kowala? Na szczęście opowieści rodzinne, choć ciekawe, nie mogły konkurować z ekscytacją poszukiwań i po chwili w gąszczu koszy, dzbanków a nawet torebkopodobnych wiklinowych pojemników Julka odnalazła ostatni poszukiwany obiekt – wierszę. Co zacz, dowiesz się Czytelniku, odwiedzając muzeum. (Podpowiedź: eksponat nr 42 w Sali Rękodzieła i Rzemiosła Ludowego na drugim piętrze). Co ciekawe, wędrówka przez muzealne sale, prócz dreszczyku emocji związanego z grą dostarczyła uczestnikom także całkiem niespodziewanej nowej wiedzy z zakresu powinowactwa (dzieci poznały nowy termin – stryjek &#8211; określający brata ojca dziadka), ornitologii (dzięki drewnianej rzeźbie Tomek już nigdy nie pomyli dudka z sójką) oraz tradycyjnych motywów w polskich obrazach na szkle i związanego z nim nazewnictwa – <em>Drzewo genealogiczne odtwarza historie rodziny</em>.<em> Kto był czyim synem lub córką, kto czyją ciocią czy cioteczną babcią. O proszę, tu macie np. Adama i Ewę. Od nich, jak konary odchodzą ich dzieci, a od ich dzieci – kolejne dzieci, i tak dalej do</em></p>
<div id="attachment_3313" class="wp-caption alignleft" style="width: 160px"><em><em><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/07/oleder18.jpg"><img class="size-thumbnail wp-image-3313" title="Gdzie jest Olęder? fot. O. Mędrzejewska" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/07/oleder18-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a></em></em><p class="wp-caption-text">Gdzie jest Olęder? fot. O. Mędrzejewska</p></div>
<p><em>samej góry</em> &#8211; tłumaczyła Tomkowi i Julce mama, rozglądając się jednocześnie za snopkami zbóż, będącymi wskazówką do rozwiązania kolejnej zagadki. Wcześniej drogę w labiryncie wyznaczonym przez rzeźby, obrazy i szopki wskazała im pani pilnująca Galerii Polskiej Sztuki Ludowej –<em> Państwo w poszukiwaniu snopków jak mniemam? Proszę iść prosto, prosto! Więcej jednak nic nie podpowiem</em> – uśmiechnęła się filuternie. Poszukiwacze musieli zatem samodzielnie wytropić zboże najczęściej uprawiane przez nadrzecznych osadników oraz narzędzia niezbędne im w pracy na roli. Po wykonaniu tego zadania zdobyli kolejne naklejki na mapie olęderskiej wsi i do pełni szczęścia brakowało już tylko jednej, najważniejszej – postaci samego Olędra.</p>
<div id="attachment_3315" class="wp-caption alignright" style="width: 160px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/07/oleder15.jpg"><img class="size-thumbnail wp-image-3315" title="Gra planszowa, fot. O. Mędrzejewska" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/07/oleder15-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a><p class="wp-caption-text">Gra planszowa, fot. O. Mędrzejewska</p></div>
<p>Ale, ale kim jest tajemniczy Olęder? Czy Olęder to osadnik, który w XVI wieku uciekając przed prześladowaniami religijnymi przywędrował do Rzeczypospolitej z Niderlandów i Fryzji, Niemiec czy Węgier? Czy po przybyciu do Polski, w zamian za prawo do osiedlenia się na złagodzonych zasadach (dożywotnia dzierżawa za czynsz) – miał zajmować się głównie melioracją i osuszaniem terenów podmokłych, produkcją sera i pasterstwem, a może karczowaniem lasów? – tak brzmiało jedno z pytań w grze planszowej, w którą na placu przed muzeum, pod rozłożystym kasztanowcem można było zagrać w sobotę. Kolorowe bobry z modeliny, symbolizujące osadników olęderskich, powoli acz systematycznie opanowywały mapę XVII-wiecznych ziem polskich wzdłuż Wisły, Bugu, Bzury, Warty i Wkry, zaczynając swoją ekspansję (zgodnie z historią osadnictwa olęderskiego na ziemiach polskich) od Żuław Wiślanych. W trakcie gry należało nie tylko wykazać się wiedzą na temat tajemniczych Olędrów (czym był terp, a czym wolnizna, jak ubierały się olęderskie elegantki i z jakiego warzywa najczęściej przygotowywały swym mężom przetwory? Jaki żółty ser zawdzięczamy Olędrom oraz kim byli mennonici), ale i prawdziwym zmysłem strategicznym! Gracze, po udzieleniu poprawnej odpowiedzi, stawali przed dylematem: czy zbierać punkty, którymi w przyszłości można by opłacić gościnę w chacie „kolegi bobra”, czy inwestować je we własne domostwo, licząc na rychłe odwiedziny i spłatę innego gracza. Temu, kto lekkomyślnie zainwestował zbyt dużo punktów w rozbudowę swojego osiedla, groziła często… pańszczyzna.</p>
<div id="attachment_3314" class="wp-caption alignleft" style="width: 160px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/07/oleder20.jpg"><img class="size-thumbnail wp-image-3314" title="Gra planszowa, fot. O. Mędrzejewska" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/07/oleder20-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a><p class="wp-caption-text">Gra planszowa, fot. O. Mędrzejewska</p></div>
<p><em>Zasada jest prosta</em> – tłumaczył mistrz gry – <em>jeśli nie jesteś w stanie zapłacić za gościnę w czyjejś osadzie, udajesz się na jedną kolejkę w pańszczyznę. Tzn. odpowiadasz na pytanie zadane swojemu przeciwnikowi. Jeśli odpowiesz poprawnie – zdobyte punkty oddajesz osadnikowi, u którego masz dług. Jeśli odpowiesz błędnie, on ma jeszcze jedną szansę – może odpowiadać samodzielnie.</em> &#8211; Ten niecodzienny obowiązek przydarzył się podczas gry pani Ani: &#8211; <em>Musi Pani oddać 2 domy i na rok iść w pańszczyznę! </em>– usłyszała surowy nakaz wydany przez mistrza gry, gdy okazało się, że pobyt w rozbudowanej osadzie Eweliny, przeciw której grała, jest niewspółmiernie kosztowny do zasobów zebranych podczas gry -<em> Trudno, taki los! Widać, nie jest mi pisane posiadanie wielkiego majątku i licznych domów – stoicko podeszła do sprawy pani Ania. – A gdzie będzie można kupić taką grę? </em>– dopytywała się po jej ukończeniu.</p>
<div id="attachment_3312" class="wp-caption alignright" style="width: 160px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/07/oleder13.jpg"><img class="size-thumbnail wp-image-3312" title="Warsztaty wikliniarskie, fot. O. Mędrzejewska" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/07/oleder13-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a><p class="wp-caption-text">Warsztaty wikliniarskie, fot. O. Mędrzejewska</p></div>
<p>Po intelektualnych i strategicznych zmaganiach uczestnicy mogli zrelaksować się próbując swych sił w sztukach plastycznych i wikliniarstwie. W namiotach opodal, do godz. 18 trwał nieprzerwanie warsztat wyplatania koszy z wikliny, na stołach dzieci malowały farbami wymarzoną Wisłę, a dorośli zdobili białe kafelki na wzór holenderski. Wśród tradycyjnych wiatraków, łódek i ryb – motywów ściśle związanych z życiem i pracą ludności zasiedlającej tereny nadrzeczne, można było odnaleźć także scenki rodzajowe oraz wysłuchać ich interpretacji:</p>
<div id="attachment_3307" class="wp-caption alignleft" style="width: 160px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/07/oleder9.jpg"><img class="size-thumbnail wp-image-3307 " title="Malowanie kafelków, fot. O. Mędrzejewska" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/07/oleder9-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a><p class="wp-caption-text">Malowanie kafelków, fot. O. Mędrzejewska</p></div>
<p>- <em>Namalowałam Mamę i Tatę Olędrów. Tata, jak na rybaka przystało, trzyma w ręku wędkę i rybę. Mama – pobożna, skromnie ubrana luteranka, śpiewa religijne pieśni i trzyma wędkę wraz z Tatą, na znak, że podziela jego zainteresowania i sposób życia </em>– opowiadała o swojej pracy wolontariuszka Kasia.</p>
<p>Wystawę &#8220;Bobry Pana Boga – Zapomniany świat Olędrów&#8221; można oglądać do końca sierpnia na placu Małachowskiego, między Państwowym Muzeum Etnograficznym a Zachętą. Na grę planszową zapraszamy do muzealnej kawiarni Biały Konik.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/07/02/tomek-i-julka-znalezli-oledra/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Psychogeograficzne doświadczanie</title>
		<link>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/06/25/psychogeograficzne-doswiadczanie/</link>
		<comments>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/06/25/psychogeograficzne-doswiadczanie/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 25 Jun 2010 15:02:51 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jacek_Drozda</dc:creator>
				<category><![CDATA[Antropologia kultury]]></category>
		<category><![CDATA[Warszawa]]></category>
		<category><![CDATA[wydarzenia]]></category>
		<category><![CDATA[doświadczenie]]></category>
		<category><![CDATA[Guy Debord]]></category>
		<category><![CDATA[Międzynarodówka Sytuacjonistyczna]]></category>
		<category><![CDATA[mieszkania]]></category>
		<category><![CDATA[psychogeografia]]></category>
		<category><![CDATA[Raoul Vaneigem]]></category>
		<category><![CDATA[sytuacjonizm]]></category>
		<category><![CDATA[The Promised City]]></category>
		<category><![CDATA[władza]]></category>
		<category><![CDATA[X Apartments]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ethnomuseum.pl/blog/?p=3292</guid>
		<description><![CDATA[O przestrzeniach miejskich, miejskości, antropologii miasta, tekstualności metropolii od dziesięcioleci mówi się i pisze bardzo wiele. Baudelaire, Benjamin, Simmel, Kracauer, Sue, Żeromski, Hannerz, Tonkiss  i setki innych, pisarzy, naukowców, czy ingerujących w strukturę materialną i symboliczną miasta artystów analizują funkcjonowanie wielkich ludzkich osiedli i generowanych przez nie zjawisk kulturowych.

Miejskość zajmuje właściwie wszystkich obserwatorów współczesności i [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="attachment_3293" class="wp-caption alignleft" style="width: 282px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/06/debord_vaneigem.jpg"><img class="size-full wp-image-3293 " title="Wielcy sytuacjoniści:  Guy Debord (pierwszy z prawej) i Raoul Vaneigem (drugi z prawej)" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/06/debord_vaneigem.jpg" alt="" width="272" height="196" /></a><p class="wp-caption-text">Wielcy sytuacjoniści:  Guy Debord (pierwszy z prawej) i Raoul Vaneigem (drugi z prawej)</p></div>
<p>O przestrzeniach miejskich, miejskości, antropologii miasta, tekstualności metropolii od dziesięcioleci mówi się i pisze bardzo wiele. Baudelaire, Benjamin, Simmel, Kracauer, Sue, Żeromski, Hannerz, Tonkiss  i setki innych, pisarzy, naukowców, czy ingerujących w strukturę materialną i symboliczną miasta artystów analizują funkcjonowanie wielkich ludzkich osiedli i generowanych przez nie zjawisk kulturowych.</p>
<p><span id="more-3292"></span></p>
<p>Miejskość zajmuje właściwie wszystkich obserwatorów współczesności i nie ma już nic wspólnego z preindustrialną, utożsamianą niekiedy nawet z podłością i zacofaniem mieszczańskością. Jej niekwestionowaną zaletą jest elastyczność na poziomie symbolicznym  &#8211; daje się połączyć z niemal wszystkimi modnymi we współczesnej humanistyce kategoriami: pamięcią, traumą, różnorodnością, płynnością, cielesnością, etc. Stanowi również chyba najatrakcyjniejsze odniesienie dla opisów szeroko rozumianej kategorii „doświadczenia”. Miasto jest przecież sferą, której uczestnicy wystawieni są na działanie bodźców wszelkiego typu, zarówno tych odczuwanych zmysłowo, jak i metaforycznych konstrukcji oddziałujących na wyobraźnię, kształtujących wiedzę i tożsamość. Ale z „doświadczeniem” humaniści w pewnym sensie wciąż nie mogą się uporać. Niezależnie od wybranej przez autorów formy, jego opisy zawsze stanowią relacje ex post, a wtedy, co oczywiste, odbiorca może już tylko „wczuwać się” w sytuację, a nie bezpośrednio jej doświadczać.  Jednak reprezentacje doświadczenia stanowią jeden z najważniejszych budulców kultury symbolicznej – chodzi tu po prostu o opowiadanie historii.</p>
<p>W zeszły weekend wziąłem udział w wydarzeniu zatytułowanym „X Apartments” realizowanym w ramach przedsięwzięcia <a href="http://www.promised-city.org/" target="_blank">„The Promised City”</a>, które za pomocą wielu rodzajów ekspresji artystycznej, form naukowych i innych narzędzi dokonuje wielowątkowej reinterpretacji przestrzeni warszawy i kilku innych metropolii. Projekt ten zasługiwałby na osobną analizę, na której przeprowadzenie nie ma tu miejsca, ale nie sądzę też, by w ogóle była ona niezbędna. Z pewnością wiele osób podejmie takie działania, lecz w erudycyjnych interpretacjach zjawisk  zawsze ginie złożona perspektywa odbiorców, którzy przecież współtworzą projekty takie, jak „The Promised City”. Czym innym jest naukowa, czy popularno-naukowa ewaluacja przedsięwzięcia, a czym innym interpretacja przez pryzmat uczestnictwa w jego konkretnych aspektach.  Mokotowska edycja „X Apartments” (impreza odbywała się w kilku dzielnicach Warszawy), która wypełniła mi sobotnie popołudnie, pozwoliła mi zetknąć się z oryginalnym potraktowaniem pozornie niczym nie wyróżniających się mieszkań, jako   przestrzeni performatywnej. Nie sceny, lecz upodmiotowionych w swoisty sposób przestrzeni. Nie chcę streszczać tu poszczególnych wydarzeń, w centrum których się znalazłem, oceniać ich wartości artystycznej, czy tworzyć jakiegoś rankingu atrakcyjności.  Rozmyślając o „X Apartments” a posteriori, analizuję przede wszystkim własne doświadczenie uczestnictwa w dynamicznej sytuacji, której nie sposób jednoznacznie zakwalifikować; nie można jej przyporządkować do kategorii alternatywnego zwiedzania, czy traktować jak gry miejskiej. Oglądanie filmu w towarzystwie Tomasza Knapika, czytającego na żywo tłumaczenia kwestii wypowiadanych przez aktorów po angielsku; bardzo inwazyjny, ale pozostawiający pod ogromnym wrażeniem, zmuszającym do głębokiej refleksji nad własnym postrzeganiem „architektury rzeczywistości” krótki spektakl w wykonaniu aktorów Teatru Nowego; zwiedzanie zapuszczonego mieszkania, którego historia czeka na ponowne opowiedzenie – te i inne działania sytuują uczestnika na zupełnie innej niż spodziewana przezeń pozycji. Nie jest widzem, ale nie zostaje też zmuszony do aktywnego udziału w tworzeniu wcześniej zaprojektowanego „przedstawienia”. Znajduje się na przecięciu tak wielu wątków, że próby generalizacji  jego położenia muszą spełznąć  na niczym lub przerodzić się w esencjalistyczną, pretensjonalną diatrybę, która pod warstwą symulowanej erudycji skrywa bezsilność autora. Dla mnie „X Apartments” stało się inspiracją do refleksji o pożytkach z <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Psychogeography" target="_blank">psychogeografii </a>– od dawna interesującej mnie starej koncepcji sytuacjonistów, która dziś znajduje częściową realizację w wielu dziedzinach sztuki, czy strategiach reklamowych. Najczęściej w zwulgaryzowanej formie i nie pod wspomnianą nazwą.</p>
<p>Psychogeografię <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Guy_Debord" target="_blank">Guy Debord</a>, najbardziej znana postać <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Sytuacjonizm_%28ruch_spo%C5%82eczno-artystyczny%29" target="_blank">Międzynarodówki Sytuacjonistycznej</a>, uznawał za złożone studium oddziaływania przestrzeni i determinujących jej charakter czynników symbolicznych oraz materialnych na ludzkie funkcjonowanie. Celem psychogeografii była rekonstrukcja świadomości jednostki działającej w mieście. Jego osiągnięcie skutkowałoby ostatecznym upodmiotowieniem tej jednostki, która od tej chwili tworzyłaby miasto sama dla siebie, wymykając się wszelkiej władzy i konwencjonalizacji przestrzeni dokonywanej przez kulturę. Teoria ta stanowiła wyraz głównych założeń sytuacjonistów, którzy koncepcję idealnej kondycji ludzkiej zawarli w utopijnej wizji jednostki ciągle odkrywającej otoczenie, permanentnie poszukującej znaczeń poprzez rodzaj swobodnej zabawy rzeczywistością. W skrócie, psychogeografia to metoda autorefleksji i krytycznego patrzenia na otoczenie, która relatywizuje zastane znaczenia, „nagina” miasto do potrzeb indywiduum. Można również powiedzieć, że psychogeografia w pewnej mierze jest nowym rodzajem miejskiej ekologii, przyjmując tu pierwotne znaczenie tego pojęcia (od greckiego oikos oznaczającego zarówno „dom” jak i „sposób zamieszkiwania” i wpisane w niego relacje międzyludzkie).</p>
<p>Czy chodzenie po mieście według wskazówek sformułowanych przez autorów artystycznego projektu jest praktyką psychogeograficzną? Jako takie – raczej nie, choć poszczególne elementy artystyczne , a przede wszystkim sama gotowość na niecodzienną formę włóczęgostwa osób chcących partycypować w wydarzeniu takim, jak choćby wspomniane „X Apartments”, zawierają psychogeograficzny pierwiastek. W przypadku wysuniętej przez sytuacjonistów propozycji teoretycznej i praktycznej zabawy konstrukcją miasta, namiastkowość okazuje się kategorią kluczową. Psychogeografia jest przecież projektem subiektywnym, lecz jedynie wielostronna inicjatywa wcielenia jej w życie mogłaby umożliwić zaistnienie obiektywnych okoliczności podstawowych, optymalnych dla nowej mechaniki relacji społecznych. Dlatego projektowi psychogeograficznemu nie udaje się osiągnąć koherencji i tylko jego namiastki mogą być realizowane w warunkach rzeczywistych. Ale ten problem daleki jest od najważniejszego aspektu całej sprawy – nieszczęsnego doświadczenia. Znalezienie się w sytuacji, która modyfikuje „stan obiektywny” miasta jest emocjonalnie poruszającą grą z kodami kulturowymi, pamięcią i oczekiwaniami wobec danych miejsc i osób. Głos<a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Tomasz_Knapik" target="_blank"> Tomasza Knapika</a>, siedzącego tuż obok widza to mocne uderzenie w schemat poznawczy – lektora przecież nigdy nie widać, ale jeśli już zdarzy się nam go zobaczyć, to przeważnie w programie telewizyjnym poświęconym kulisom pracy i życiu prywatnemu znanych osób. Jeśli lektor zasiada razem z nami przed ekranem, to dekonstrukcji ulegają prymarne dla tej sytuacji znaczenia. Pojawiają się pytania: skąd tak naprawdę płynie głos Tomasza Knapika, czy ja dalej jestem widzem, czy może nasza obecność w tym miejscu sama jest spektaklem, a jeśli tak – to kto go ogląda?</p>
<p>Nieoczywistość opisanej sytuacji uświadamia nam jedno: dominacja swoistych wzorów sytuacji codziennych jest porażająco silna. Czasowe jej zawieszenie poprzez udział w niezwykłej eksploracji przestrzeni wydającej się najzupełniej banalną, można uznać za postępowanie zgodne z zasadą dérive. Tym mianem Debord określił praktykę doświadczania miasta przy porzuceniu dotychczasowej wiedzy i opinii na jego temat, traktując je jako całkowicie nowy, nagle objawiający się fenomen. Dérive to „unoszenie się” w przestrzeni, której wcześniejsze znaczenia zostają odwołane. Dzięki jego zastosowaniu, możemy podjąć walkę z – jak pisał inny znany sytuacjonista <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Raoul_Vaneigem" target="_blank">Raoul Vaneigem</a> – wszechobecnym wrogiem, wypełniającym całą przestrzeń wokół nas. Autor „Rewolucji życia codziennego” wskazywał na wielopostaciową formę istnienia tego wroga – to nie tylko porządek moralny, ekonomiczny i obyczajowy narzucany przez władzę, lecz nawet podstawowa geometria świata – determinant naszej percepcji.</p>
<p>Międzynarodowy projekt „X Apartments”, podobnie jak wiele innych inicjatyw proponujących nowy model poznawania i oswajania przestrzeni, jest przejawem powrotu zainteresowania ideami sytuacjonistycznymi, w tym psychogeografią. Z antropologicznego punktu widzenia, jej fenomen wydaje się niezmiernie frapujący. Postuluje bowiem zerwanie z większością znanych prawideł proksemiki, urbanistyki i innych dziedzin, które dookreślają charakter międzyludzkich relacji, w ten sposób stając się polami działania władzy symbolicznej. Jakkolwiek stworzenie antropologii psychogeograficznej wymagałoby poświęcenia temu celowi licznych karier i tysięcy książkowych stronic i pomimo to pozostałoby działaniem pozbawionym sensu, to pewne ucieczki w stronę psychogeograficznego czytania przestrzeni, tej faktycznej i tej wyobrażonej, wydają mi się czymś niezwykle inspirującym.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/06/25/psychogeograficzne-doswiadczanie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>… i po żałobie</title>
		<link>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/06/08/%e2%80%a6-i-po-zalobie/</link>
		<comments>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/06/08/%e2%80%a6-i-po-zalobie/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 08 Jun 2010 10:29:36 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Bratek Robotycki</dc:creator>
				<category><![CDATA[Antropologia kultury]]></category>
		<category><![CDATA[badania terenowe]]></category>
		<category><![CDATA[wydarzenia]]></category>
		<category><![CDATA[pamięć]]></category>
		<category><![CDATA[polityka]]></category>
		<category><![CDATA[rytuał]]></category>
		<category><![CDATA[żałoba]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ethnomuseum.pl/blog/?p=3249</guid>
		<description><![CDATA[Minęły już dwa miesiące od tragicznego wypadku samolotu, w którym zginęło wielu najwyższych polskich urzędników państwowych. Powoli zapominamy o tragedii, albo już o niej zapomnieliśmy. Ekscytujemy się teraz innymi wydarzeniami, dla których „smoleński dramat” jest &#8211; szczęśliwie &#8211; coraz mniej widocznym tłem. Jednakże powróćmy jeszcze na moment do tamtych chwil…
&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;.
Jakiś czas po katastrofie większość komentatorów, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="attachment_3251" class="wp-caption alignleft" style="width: 310px"><img class="size-medium wp-image-3251" title="Fot. B. Robotycki" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/06/IMG_1306bratek-300x216.jpg" alt="" width="300" height="216" /><p class="wp-caption-text">Fot. B. Robotycki</p></div>
<p>Minęły już dwa miesiące od tragicznego wypadku samolotu, w którym zginęło wielu najwyższych polskich urzędników państwowych. Powoli zapominamy o tragedii, albo już o niej zapomnieliśmy. Ekscytujemy się teraz innymi wydarzeniami, dla których „smoleński dramat” jest &#8211; szczęśliwie &#8211; coraz mniej widocznym tłem. Jednakże powróćmy jeszcze na moment do tamtych chwil…</p>
<p><span style="color: #ffffff;">&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;.</span></p>
<p><span id="more-3249"></span>Jakiś czas po katastrofie większość komentatorów, rozpoczynając swoje rozważania nad nawarstwionymi wokół tego zdarzenia osobliwościami, zastanawiała się, czy nabraliśmy już wystarczająco dużo dystansu, aby spojrzeć na nie zobiektywizowanym okiem. Czy można już bez obawy ostracyzmu i wyklęcia towarzyskiego krytycznie zinterpretować okolicznościowe peregrynacje, przyjrzeć się znaczącym elementom funeralnego kiermaszu, ponownie spojrzeć na osobliwe miejsca oddawania czci i materializowania się pamięci? Czy można przedsięwziąć próby demityzacji tak szybko zmityzowanych i wtórnie usymbolizowanych znaków w wyniku nieustającej  ludo-semiozy? Czy można, nie popadając w pułapkę pajęczyn politycznych afiliacji, dokonać opisu i interpretacji zaistniałych faktów? Czy mamy do czynienia z kolejnym zdarzeniem, które świadczy o końcu historii? Aby uzupełnić listę ważkich przecież pytań, wspomnieć też wypada o realnym przedmiocie sporu, związanym z miejscem pochówku prezydenta. Natomiast z pozycji metaantropologicznej dopytać można jeszcze: czy antropologiczny lancet poznawczy nie ponacina świeżo zagojonych ran, jeśli zdążyły się już one zabliźnić? Czy sama chęć zrozumienia nie jest już istotnie naznaczona oceną i naruszeniem normy?<br />
W tych okolicznościach, tego typu pytania etnologowi narzucają się same przez się. Są one wszakże wynikiem współistnienia problemów etycznych i poznawczych w dziedzinie refleksji nad kulturą. Każdy antropolog ma świadomość oceniającej wartości narzędzi i metod, którymi się posługuje. A taki  ich charakter uwidacznia się tym bardziej, im bardziej wykorzystane są one do analizy zjawisk,  które posiadają wymiary styczne z sacrum lub tabu, wzajemnie do siebie nieprzystające: osobisty, intymny i emocjonalny, spontaniczny oraz społeczny, państwowy, narodowy, masowy i wyreżyserowany.</p>
<div id="attachment_3253" class="wp-caption alignright" style="width: 310px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/06/IMG_1323bratek.jpg"><img class="size-medium wp-image-3253" title="Fot. B. Robotycki" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/06/IMG_1323bratek-300x220.jpg" alt="" width="300" height="220" /></a><p class="wp-caption-text">Fot. B. Robotycki</p></div>
<p>Nie popadajmy jednak w paranoję i nie uciekajmy od ocen i interpretacji, nie pozostawiajmy wszystkiego gminnej wieści, kojącej sile upływu czasu, czy potocznemu osądowi, że to historia dokona ocen za nas. Niektóre rzeczy warto nazwać od razu, by odrobinę je odczarować i zniżyć do poziomu racjonalnej antropologicznej analizy. Inne dopiero nazwane zwrócą przecież na siebie uwagę. Dystans czasowy jest ważny, ale nie może być traktowany jak fetysz. Istotą  dystansu antropologicznego w sytuacji, kiedy jest się uczestnikiem wydarzeń, stają się zdolności kontrastowania i różnicowania dostrzeżonych informacji oraz intelektualna kompetencja zawieszenia sądu. Wprawdzie nie da się ostatecznie zmierzyć najmniejszej niezbędnej wartości tych walorów, ale przymrużmy oko i niech lakmusowym papierkiem będzie reakcja na zasłyszane na ulicy dowcip i zagadkę:<br />
- „Wieża, wieża odbiór – tu Tupolew 154m”.<br />
- „Tak, tu wieża – tu też niezły polew”.<br />
„Czemu położono prezydenta Kaczyńskiego na Wawelu niedaleko Piłsudskiego? Aby miał zimnego Lecha pod ręką”.<br />
Powyższe żarty są oczywiście nie tylko miarą dystansu. Przywołałem je tutaj nie po to, aby prowokować, a li tylko by zobrazować kulturową drogę kanalizacji emocji. Społeczną reakcję na nadmiar i przesyt. Delikatnie zasugerować, jak, kiedy i gdzie śmiech się uobecnia i jaką pełni rolę. Dowcip był bowiem rysem czasu karnawałowego, świątecznego w okresie powszedniości. Jednakże współcześnie znacznie się zdewaluował i w niewielkim stopniu znajduje referencję w czasie „niezwyczajnym”. Nosi jego znamiona, lecz jest według mnie raczej elementem jednorazowej gry o konkretnym charakterze, mocno skontekstualizowanym. Jest jednym z pociągnięć szkicu obrazu współczesności, której istotą jest heterogeniczność pojedynczych zjawisk. Chciałem pokazać, że zasadnym komentarzem do rzeczywistości obok naukowych dysertacji, wywiadów, esejów, wypowiedzi słów autorytetów, są także owe folkloryzujące reakcje;  że folklor współczesny nie jest tylko domeną stacji telewizyjnych i rozgłośni radiowych – oralnych powielaczy.</p>
<div id="attachment_3252" class="wp-caption alignleft" style="width: 210px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/06/IMG_1309bratek.jpg"><img class="size-medium wp-image-3252 " title="Fot. B. Robotycki" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/06/IMG_1309bratek-200x300.jpg" alt="" width="200" height="300" /></a><p class="wp-caption-text">Fot. B. Robotycki</p></div>
<p>Mówiąc o śmierci trudno uniknąć patetycznej wzniosłości lub banału, dlatego dla etnologa interesujące są zjawiska przyległe, zachowania, reakcje, manipulacje, symboliczna przemoc i instytucjonalna opresyjność związane ze śmiercią, a nie ona sama. Nie jest to zachowanie obrazoburcze, kontrowersyjne i odmienne od innych postaw badawczych. Dokumentacja etnograficzna, dotycząca tematów związanych ze śmiercią, analizą obrzędów pogrzebowych, symboliki poszczególnych zachowań i artefaktów, jest nieprzebrana. Sposoby podejścia do przedmiotu są różnorakie, a każdy ważki. Z tego też powodu trudno nie popaść w spetryfikowane już schematy intelektualne czy semantyczne pułapki. Zaznaczyć jednak trzeba, że to pozorne grzęzawisko intelektualne, poza niebezpieczeństwem wchłonięcia, u źródeł ma istotne koncepcje i kryje ważne, nieprzebrzmiałe myśli. Nie są to jedyne zagrożenia, wynikające z refleksji nad kwestią śmierci.  Wokół niej narosły bowiem kwestie moralne, etyczne, estetyczne, które w pewnym sensie pilnują zastanego porządku. Wszystkie je  możemy odnaleźć w etnograficznych, socjologicznych czy  historycznych opracowaniach problemu śmierci. I takie też stanowisko, obok „dystansu”, jest czynnikiem skłaniającym mnie do pochylenia się nad medialnym, społecznym i kulturowym obrazem kwietniowej katastrofy i jej konsekwencji.<br />
Półtoratygodniowy paraliż polskiej państwowości skończył się wraz z żałobą narodową. Z nią też skończyła się niestrawność i nudności wywołane medialnym szumem, monochromatycznością internetowych portali i prasowych publikacji, poszukiwaniem nieistniejących newsów i błądzeniem we mgle uspołecznionego (unarodowionego) współodczuwania. Ale nie mówmy, że wraz ze śmiercią ok. 100 osób skończyła się jakaś epoka, bowiem jeśli coś miało się skończyć, to najpierw musiało się zacząć. A kiedy i gdzie się zaczęło – nikt nie wie. Tak jak po 11/9 jesteśmy w stanie pisać historię, tak i po naszej lokalnej tragedii jesteśmy zdolni chwycić za pióra i interpretować.</p>
<div id="attachment_3255" class="wp-caption alignright" style="width: 310px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/06/IMG_1329bratek.jpg"><img class="size-medium wp-image-3255 " title="Fot. B. Robotycki" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/06/IMG_1329bratek-300x200.jpg" alt="" width="300" height="200" /></a><p class="wp-caption-text">Fot. B. Robotycki</p></div>
<p>Doświadczyliśmy wydarzenia bez precedensu, ale jego unikalność nie upoważnia do jego sakralizacji i zawłaszczania go dla jednej grupy. A z tym ewidentnie mamy do czynienia. Żałoba i pogrzeb stały się świętem kościelnym o państwowym kolorycie, przeznaczonym dla określonego odbiorcy. Zredukowanym obrzędem przejścia,  w którym do przejścia było tylko zatłoczone Krakowskie Przedmieście. Pozostaje otwarte pytanie, co z obywatelami „niezrzeszonymi” lub tymi, którzy potrafią oddzielić Państwo od Kościoła? Gdzie oni mieli znaleźć ujście dla poczucia straty, według konstruktorów polityki kulturalnej. Stracili wszakże najwyższego urzędnika, a potrzeba ekspresji pozostała nieumiejscowiona. Nie myślę tu o pomysłach stworzenia dla nich świeckiego panteonu narodowego, ani o wielowyznaniowym bazarze jeremiad. Zwrócić chcę tylko uwagę na nieoczywiste informacje, zawarte w przekazie medialnym i obrazie zdarzenia, które charakterystyczne są dla grup szukających własnych fundamentów i barw tożsamościowych. Treść jednej to: żałobę prawdziwie celebrować może tylko ten, kto jest z Kościołem i w kościele. Druga zaś rozbrzmiewała w wypowiedziach wielu polityków i połączona jest ze swoistym widzeniem świata &#8211; postrzeganiem „typu ludowego”, nieumiejętnością rozdzielenia porządków rzeczywistości: religijnego, społecznego, państwowego, politycznego. Przykładem jest wypowiedź pani Elżbiety Jakubiak, która, rugając za pewną wypowiedź członka komitetu honorowego kandydata na prezydenta Marszałka Komorowskiego, stwierdziła, „że Polska to katolickie państwo”(10-05-2010, Radio Tok FM). Bezpośrednią konsekwencją tego typu zachowań i percepcji rzeczywistości jest poczucie wykluczenia drugiej strony.<br />
Mówmy raczej o nieszczęśliwym wypadku, niż o bohaterskiej śmierci, o której mogliśmy usłyszeć zarówno z kościelnych ambon, jak i z radioodbiorników oraz innych przekaźników. Nie łączmy śmierci 20000 polskich żołnierzy ze śmiercią ok. 100 państwowych urzędników. Przecież poza nieuzasadnionym historycznym odwołaniem i geograficznym kontekstem oba te wydarzenia nie mają żadnej wspólnej płaszczyzny, na której można by je rozpatrywać. Czyż nie jest nadużyciem określenie listy ofiar katastrofy – „drugą listą katyńską” a samego wydarzenia „drugim Katyniem” ( prezenter radia RMF, 10-04-2010, ok. godz. 17). Manipulacja faktami, dyskursywna opresyjność mają nie tylko swoją  wagę polityczną, ale dają również obraz konstrukcji i odbioru danych faktów. Precyzyjnie też określają grupę docelową dla newsów i zagarniają ustalone sensy. Wszakże konotacje „Listy katyńskiej” są jednoznaczne: kłamstwo, wieloletnie zabiegi dotarcia do prawdy, ukryty mord, elita, najwyższa poniesiona cena za wolność, ofiarność. Osadzając w takim tle znaczeniowym ofiary kwietniowego wypadku konstruuje się miraż rzeczywistości, mający odniesienie tylko w świecie emocji, konfrontacyjnie rozumianej historii i zubożałego mitu. Dezorientuje się zastane i wypracowane w dialogu porządki &#8211; historyczny i polityczny, a uwypukla te wykreowane, pseudomityczne, tworzące zręby hermetycznej wspólnoty. Mityzacja w tym przypadku dzieli, a tym bardziej mityzacja polityczno-historyczna. Powstaje rozwarstwienie i oddzielanie w oparciu o jasno zdefiniowaną wizję rzeczywistości. Rzeczywistości, gdzie wypadek staje się pretekstem do konstruowania teorii spiskowych, gdzie ofiary stają się bohaterami, tragiczna śmierć &#8211; śmiercią męczeńską w imię ideałów, a Smoleńsk miejscem kaźni polskiej inteligencji. Chyba można dostrzec absurd tej sytuacji?<br />
Obok przedstawionego, dzielącego, mechanizmu mityzacji najistotniejszym w niej jest proces fuzji nieprzystających płaszczyzn i pozornie niezwiązanych ze sobą elementów. Warunkiem sine qua non zaistnienia procesów mityzacji jest również, wspomniana już, kompetencja poznawcza – postrzegania typu ludowego.</p>
<p>Kolejną egzemplifikacją scalenia dwu niekompatybilnych wymiarów są liczne odniesienia religijne i zabawy z kalendarzem. Mimo iż 10  kwietnia nie jest rocznicą śmierci papieża Polaka ( 2 IV 2005), to stał się nią. A jak się to dokonało? Nic prostszego! Kalendarz astronomiczny został jednorazowo zmieniony na liturgiczny, w wyniku czego śmierć urzędników państwowych nastąpiła w tym samym czasie, co śmierć Jana Pawła II. Tu bardzo ważne jest podkreślenie, że stało się to w tym samym czasie. Czas liturgiczny bowiem ma charakter cykliczny, w przeciwieństwie do czasu w historii, gdzie jest on linearny, czy w fizyce, gdzie nie ma już nawet takiego charakteru. Czemu służy datowanie wypadku na pierwszą sobotę po Wielkiej Nocy, na okolice Święta Miłosierdzia Bożego, najbardziej polskiego z kościelnych świąt, ustanowionego wszak przez papieża Polaka w 2000 roku na podstawie objawień siostry Faustyny Kowalskiej? Igrając z czasem zapomniano tylko, że wszelkie święta związane z czasem Wielkanocy są ruchome, zatem powstaje problem, kiedy w przyszłości będziemy wspominać tragiczną śmierć. Zabieg ten miał na celu wpisanie nowych sensów w zdarzenie i zmianę optyki odbioru: symboliczne wzbogacenie katastrofy lotniczej, nadanie jej charakteru tajemnicy i ofiary, co jeszcze wzmacniane było różnymi, choć już z kościołem katolickim niezwiązanymi, spiskowymi teoriami dziejów. Poprzez stworzenie wokół tragicznie zmarłych aury świętości i męczeństwa, które wpisują się w rozpowszechniony ludowo-romantyczny obraz rzeczywistości, objawia się kolejny mechanizm mityzacji, jakim jest nadbudowywanie struktur symbolicznych i znaczeniowych.<br />
Paweł Kowal w rozmowie z Jackiem Żakowskim powiedział: „Pan Bóg jakby ich wybrał – mistyka tego polega na tym, że każdy miał tam swojego przedstawiciela”. Pomijając wątpliwą mistyczność wyboru skupmy się nad tworzonym przez słowa obrazem. Czyż przed oczami nie mamy kolażu biblijnej arki Noego, pomieszanej z okropnościami z „Tratwy Meduzy” i wybranych, którzy w imię ideałów idą na śmierć? Nieprzyzwoity patos i butna wzniosłość natychmiast powodują, że zastanawiamy się, czy odpowiednia miara została nadana rzeczy i słowom. Przełamywanie zasady swoistego dekorum również znajduje swoje uzasadnienie w we wspomnianej wizji rzeczywistości, w dyskursie mityzacji, ewentualnie w politycznym cynizmie ( tym jednak zajmować się nie będę).</p>
<div id="attachment_3256" class="wp-caption alignright" style="width: 218px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/06/IMG_1381bratek.jpg"><img class="size-medium wp-image-3256" title="Fot. B. Robotycki" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/06/IMG_1381bratek-208x300.jpg" alt="" width="208" height="300" /></a><p class="wp-caption-text">Fot. B. Robotycki</p></div>
<p>W dniach żałoby Warszawa, a w szczególności Krakowskie Przedmieście oraz okoliczne pomniki i tablice komemoracyjne były teatrum ekspresji zbiorowego przeżywania. Zdawało się, że nieistotne było,  komu i gdzie „stawia się świeczkę”. Otrzymali ją kardynał Wyszyński, Piłsudski, powstańcy i, co zrozumiałe, ofiary zbrodni katyńskiej. Znicze lądowały na ławkach, w donicach i przy tablicach informacyjnych. Czy rzeczywiście były to miejsca przypadkowe? Dwa portrety, „monidła” pary prezydenckiej wraz z „iskrami pamięci” zostały umieszczone pod słowami Jana Pawła II: „ szukałem was, wy teraz przyszliście do mnie, za to wam dziękuję”, które znajdują się na ścianie kościoła św. Anny. Modus operandi tych działań jest zbliżony do wcześniej już opisanego, który można by nazwać saturacją symboliczną. Pamięć ogniskowała się w centrach społecznej wyobraźni o patriotyzmie, walce o wolność, polskości itp. Ale dochodzi jeszcze jeden niebagatelny element wzorca polskości – świętość. Atrybuowana Janowi Pawłowi II, nim został świętym, przechodzi na postacie Lecha i Marii Kaczyńskich, czyniąc z nich składową specyficznie rozumianej polskości – polskości typu ludowego. W jakich rozpatrywać ją kategoriach? Gry symbolami? Przypadkowej koincydencji i synergii? Cynicznej rozgrywki? Kiczowatego przeładowania? Prawdopodobnie poprzez każdą z nich, gdyż w kulturze nie ma zjawisk jednorodnych.</p>
<div id="attachment_3254" class="wp-caption alignleft" style="width: 310px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/06/IMG_1325bratek.jpg"><img class="size-medium wp-image-3254" title="Fot. B. Robotycki" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/06/IMG_1325bratek-300x200.jpg" alt="" width="300" height="200" /></a><p class="wp-caption-text">Fot. B. Robotycki</p></div>
<p>Wbrew wrażeniom, jakie można było odnieść, oglądając relacje telewizyjne, rzeczywistość na dni żałoby nie stała się czarno-biała. Mogę powiedzieć więcej, na szczęście nie straciła nic ze swojego kolorytu. Prócz stoisk ze zniczami, szybko spreparowanymi portretami pary prezydenckiej, kwiatami i emblematami polskości było piwo, oscypek, kwas chlebowy, parasole. A obok nieskończenie długiej kolejki do Pałacu Namiestnikowskiego spotkać można było przechadzających się turystów. Usilne próby stłamszenia różnorodności nie powiodły się. Jednoczesna w tym wina i zasługa mediów, które napędzały cały ten kiermasz. Im bardziej chciały upodobnić go do żałobnego konduktu, tym bardziej stawał się on karnawałowym korowodem.</p>
<p>Po części można się zgodzić z komentarzem prof. Rocha Sulimy („Polityka” nr 19, 8 maja 2010), że obchody te nosiły znamiona rytuałów i że ich estetyczny wyraz został wyznaczony przez odwołanie się do dni żałoby po papieżu Janie Pawle II. Jednakże masowy charakter obchodów, o którym Sulima też wspominał, przerósł lub nie dorósł do rytualnych struktur. Pompa i wyszukana celebracja nie zastąpią znanych etapów obrzędu przejścia, straciliśmy bowiem metafizyczne odniesienie na rzecz widzialnej i medialnej sfery faktu. Nasza wrażliwość  jest wrażliwością mediów i odwrotnie, co wcale nie jest złym zjawiskiem, tylko innym. Może lepiej mówić o Schechnerowskiej performatywności, która ma znamiona akcydentalności i updatingu lub konceptualizować wydarzenia jako schematy gier. Wtedy pozbywamy się obowiązku zadośćczynienia spetryfikowanym rytualnym strukturom, a możemy je określić jako jednorazowe sytuacje o charakterze rytualnym, mitycznym itp. Spojrzenie na tego typu wydarzenia poprzez schematy gier w większym stopniu zdialogizuje i wyrówna poziomy uczestnictwa. Uaktywni widza, a odbierze kompetencje twórcom oferty kulturalnej, zdemokratyzuje czy umasowi możliwości ekspresji. Profesor Sulima mówi o rytuale współczesnym i o skradzionej formie rytualnej. Tak, są to adekwatne terminy, ale wciąż z wpisanym wewnętrznym szkieletem modeli rozwiązań. A według mnie  widowiskowość i obrazowość (zbiorczo: wizualność) jest bardziej amorficzna i przypadkowa, co nie oznacza, że wymyka się poznaniu. Do opisu zaistniałej sytuacji można również posłużyć się Turnerowską koncepcją communitas, co też wielu czyni. A i w moich próbach analizy można odnaleźć do niej nawiązania. Jednakże communitas posiada wyraźne znamię liminalności, a przekonany jestem, że istotą tego typu zjawisk jest ciągłość i swego rodzaju schematyczność następstw – czyli wielopostaciowość gry.</p>
<p>Najbardziej rytualnopodobną formę przybrały obrzędy pogrzebowe, które miały miejsce w Krakowie. Jednakże nie one mnie interesują, a tylko szum, jaki powstał wokół wyboru miejsca pochówku. Choć też nie ten polityczny, dzielący ludzi na zwolenników i przeciwników inhumacji na Wawelu. Na temat przemocy symbolicznej, historycznych kontekstów, politycznych sympatii, symboliki centrum i peryferii wylano morze atramentu. Chodzi tu o szum głębszy, niesprecyzowany, którego nie wszyscy są świadomi, a nie jest on bez znaczenia. Miejsce, rozumiane topograficznie i nagrobek są istotą sprawy, są trwałym materialnym bodźcem i utrwalaczem dla pamięci. Grób wypełnia puste miejsce po stracie. Jest jednym z elementów tworzących pamięciową mapę zagadnień metafizycznych: podróż do grobu jako przeżycie. Jest fizyczną reprezentacją obecności i jej braku. „Jego (grobu) niezwykła funkcja magiczna opiera się na odnowieniu obecności zmarłych poprzez przypisanie wspomnienia do widzialnego śladu, miejsca i znaku; na zbliżeniu nieobecności z istniejącym przedmiotem, który przeczy nieistnieniu zaginionego nadając lenno reprezentacji pamięci”¹. Istotą sporu nie było więc: gdzie pochować ciało, ale natura pamięci i sposoby jej kształtowania, jej wymiar społeczny i jednostkowy. Nie rozchodziło się o siłę i wpływ przeżycia na ludzkie zachowanie.  Spór nad grobem toczył się o przyszłość, a jego złożoność wynikała z przemieszania kilku poziomów uczestnictwa w świecie: jednostkowego ze społecznym, państwowego z prywatnym oraz wewnętrznych sprzeczności w każdym z nich. Z równoczesnej chęci wymazania i zapamiętania, co dotyczy zarówno płaszczyzn indywidualnych i zbiorowych.</p>
<div id="attachment_3257" class="wp-caption alignright" style="width: 191px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/06/IMG_1394-bratek.jpg"><img class="size-medium wp-image-3257" title="Fot. B. Robotycki" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/06/IMG_1394-bratek-181x300.jpg" alt="" width="181" height="300" /></a><p class="wp-caption-text">Fot. B. Robotycki</p></div>
<p>Proces mityzacji i jego poszczególne etapy są redukowalne do modelu. Ale już sam jego wynik nie, ponieważ jest rezultatem współoddziaływania niezliczonej ilości czynników, od biologicznych po kulturowe. Powstały w tym przypadku zubożały mit, bo o micie jako takim mowy być nie może, jest tworem bardzo elastycznym. Wchłania w swoje amorficzne ciało wszelkie interpretacje, mogące ujednolicić reprezentacje lub te, wobec których może stanąć w opozycji, by zbudować definiowalną tożsamość. Naturą takiego mitu jest dodatkowo krótkotrwałość. Przeważnie rozpada się on wraz ze zmianą kontekstu. Łatwiej bowiem zbudować niby-mit z prefabrykatów kultury, niż osadzić go na strukturze długiego trwania. W ten też sposób Matka Boska Częstochowska została zaangażowana w sprawę katyńską. Według wierzeń ludowych jedna ze szram na jej licu jest symbolicznym obrazem katyńskiej zbrodni, natomiast druga, jak mogliśmy się ostatnio dowiedzieć, była znamieniem nieodgadnionym, aż do sądnego dnia – 10 kwietnia 2010. Co więcej, w nową sukienkę cudownego obrazu zostanie wpleciona stalowa nić, z odpowiednio spreparowanej śruby, skradzionej z miejsca wypadku. Teraz pozostaje nam czekać potwierdzenia zasłyszanych w pociągu informacji o 3 przepowiedni fatimskiej, w której to zawarte miały być przepowiednie katastrofy w Smoleńsku..</p>
<p>Na zakończenie pozwolę sobie przytoczyć słowa Rogera Caillois z książki „Człowiek i sacrum”, które mimo że sprzed ponad pół wieku, opisują precyzyjnie charakter współczesnego świata. „Wszystko zostało pomniejszone, podzielone na kawałki, zautonomizowane. Odtąd można stracić w jednym miejscu, a zyskać w innym. Nic nie angażuje już człowieka w całości. Nasz wiek kompensuje straty tych, którym obojętne się stało ich zbawienie. Zmniejszyła się waga każdego przeciwieństwa, wzrosła zaś jego autonomia. Sfera profanum bardzo się rozszerzyła i teraz obejmuje prawie  wszystkie ludzkie sprawy”². Zatem zagrajmy w żałobę.</p>
<address><span style="color: #000000;">¹</span>J. Didier Urbain, Deuil, trace et mémoire, http://www.mediologie.org/collection/07_monuments/urbain.pdf</address>
<address>²R. Caillois, „Człowiek i sacrum”, Warszawa 2009, s. 69.</address>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/06/08/%e2%80%a6-i-po-zalobie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Dzyń, dzyń! / Puk, puk!</title>
		<link>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/06/03/dzyn-dzyn-puk-puk/</link>
		<comments>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/06/03/dzyn-dzyn-puk-puk/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 03 Jun 2010 20:29:23 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ela Skokowska</dc:creator>
				<category><![CDATA[Antropologia kultury]]></category>
		<category><![CDATA[badania terenowe]]></category>
		<category><![CDATA[muzeum]]></category>
		<category><![CDATA[wydarzenia]]></category>
		<category><![CDATA[wystawy]]></category>
		<category><![CDATA[gry]]></category>
		<category><![CDATA[innowacja]]></category>
		<category><![CDATA[inspiracja]]></category>
		<category><![CDATA[kieratówka]]></category>
		<category><![CDATA[tożsamość]]></category>
		<category><![CDATA[wystawa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ethnomuseum.pl/blog/?p=3202</guid>
		<description><![CDATA[- Dzień dobry pani, ja jestem studentką i robię tutaj takie badania, bo ja będę pisała pracę o B.
- Wejdź, kochana, wejdź.
[kawa/herbata, a może i ciasteczka; dyktafon]
-A skąd ty przyjechałaś tutaj, moje dziecko?
- Z Warszawy.
- Aż z Warszawy, no, no. I co mówiłaś, że studiujesz?
- Etnologię.

- Etnologię&#8230; a to nie o owadach jest?
- Nie, nie. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="attachment_3204" class="wp-caption alignleft" style="width: 284px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/06/30306_125941037434945_100000571489619_241679_6760357_n.jpg"><img class="size-medium wp-image-3204" title="Sieci znaczeń, fot. P. Strojnowski" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/06/30306_125941037434945_100000571489619_241679_6760357_n-300x224.jpg" alt="Sieci znaczeń, fot. P. Strojnowski" width="274" height="204" /></a><p class="wp-caption-text">Sieci znaczeń, fot. P. Strojnowski</p></div>
<p style="text-align: justify;">- Dzień dobry pani, ja jestem studentką i robię tutaj takie badania, bo ja będę pisała pracę o B.</p>
<p style="text-align: justify;">- Wejdź, kochana, wejdź.</p>
<p style="text-align: justify;">[kawa/herbata, a może i ciasteczka; dyktafon]</p>
<p style="text-align: justify;">-A skąd ty przyjechałaś tutaj, moje dziecko?</p>
<p style="text-align: justify;">- Z Warszawy.</p>
<p style="text-align: justify;">- Aż z Warszawy, no, no. I co mówiłaś, że studiujesz?</p>
<p style="text-align: justify;">- Etnologię.</p>
<p style="text-align: justify;"><span id="more-3202"></span></p>
<p style="text-align: justify;">- Etnologię&#8230; a to nie o owadach jest?</p>
<p style="text-align: justify;">- Nie, nie. To jest taka nauka o kulturze.</p>
<p style="text-align: justify;">- I wy tak badacie społeczeństwo, tak? To taka socjologia, tak?</p>
<p style="text-align: justify;">- No nie, nie do końca.  Bo my tak badamy ludzi no&#8230; pojedynczo, rozumie pani. To się nazywa też antropologią.</p>
<p style="text-align: justify;">- A to nie są ci, co to jakieś czaszki tam oglądają? Czytałam taki artykuł ostatnio w &#8220;Focusie&#8221;, ja to lubię takie ciekawostki, wiesz. Że właśnie pojechali archeolodzy tam na jakieś wykopaliska gdzieś do Afryki i tam tacy antropolodzy właśnie znaleźli jakieś kości i czaszkę, i z tego się dowiedzą, z jakich to jest czasów, co tam wykopali. Ale to ja nie wiem, dlaczego wy tutaj w B. coś badacie. U nas nic takiego to nie będzie&#8230;</p>
<p style="text-align: justify;">- No nie, bo to jest antropologia fizyczna, my się tym nie zajmujemy. No&#8230; my tak po prostu chodzimy po domach i rozmawiamy z ludźmi o różnych rzeczach. Jeżeli nas wpuszczą, oczywiście.</p>
<p style="text-align: justify;">- Wiesz, jak ty byś chodziła nie jedna, tylko z kimś, to bym pewnie nie puściła, bo to wiesz, te Jehowy ostatnio tak chodzą i oni zawsze po dwoje chodzą. I też chcą rozmawiać. Wiesz, przychodzą, najczęściej to chłopak i dziewczyna, grzeczni bardzo, nie powiem, i mówią, że  chcieliby razem Biblię poczytać i porozmawiać. Ja to nigdy nie puszczam, mój mąż nieboszczyk ich bardzo nie lubił. Zawsze im mówił, że Biblię to on może sobie sam poczytać albo w kościele. No, ale jak patrzę teraz przez judasza, że taka dziewczynka stoi, sama jeszcze, więc może nie Jehowa, to pomyślałam: otworzę, co mi tam. Oni teraz zbudowali ten swój kościół, czy tam świątynię, ja nie wiem, tak to nazywają,  tutaj w B., niedaleko przy torach, dlatego coraz częściej chodzą. Zwłaszcza w tych budynkach, bo tu blisko mają. Słyszałam od sąsiadki, że&#8230;</p>
<p style="text-align: justify;">______________________________________________________________________________________________</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">
<div id="attachment_3217" class="wp-caption alignright" style="width: 160px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/06/30306_125938847435164_100000571489619_241670_1129943_n.jpg"><img class="size-thumbnail wp-image-3217" title="Raz, dwa, trzy, etnograf patrzy! Fot. P. Strojnowski" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/06/30306_125938847435164_100000571489619_241670_1129943_n-150x150.jpg" alt="Raz, dwa, trzy, etnograf patrzy! Fot. P. Strojnowski" width="150" height="150" /></a><p class="wp-caption-text">Raz, dwa, trzy, etnograf patrzy! Fot. P. Strojnowski</p></div>
<p>Myślę, że każdy etnograf przeżył w terenie takie chwile, kiedy miał ochotę walić głową w ścianę albo przeciwnie:  wyprzeć się niczym św. Piotr  i stwierdzić, że owszem, jest socjologiem, a potem czekać na piorun, który spadnie z nieba,  aby go pokarać.</p>
<p style="text-align: justify;">Kryzys związany z tożsamością naszej dyscypliny trwa już od pewnego czasu. Ma swoje dobre strony: mamy dużą swobodę wyboru tematów badawczych, włączając w to wycieczki na tereny dawniej uznawane za socjologiczne, kulturoznawcze, psychologiczne czy wręcz medyczne. Inna sprawa, że dziedziny te też się specjalnie wzajemnie nie ograniczają, prowadząc ekspansję w głąb naszych &#8211; rdzennie przecież etnograficznych &#8211; ziem.</p>
<p style="text-align: justify;">Kolejną zaletą tego stanu rzeczy jest mnożenie się prac teoretycznych, obfitujących w celne metafory i zgrabne cytaty, którymi można okrasić prace dyplomowe czy chociaż eseje na zaliczenie przedmiotu.</p>
<p style="text-align: justify;">Jednak, ogólnie rzecz ujmując, korzyści z postmodernistycznego rozmycia kończą się tam, gdzie zaczyna się Teren i Praktyka. Niewinne pytanie rozmówcy czy rozmówczyni zbija nas z pantałyku, bo jak tu wytłumaczyć ludziom Clifforda, Geertza, Rorty&#8217;ego i może jeszcze trochę Hastrup. Ha, wytłumaczyć to nie problem, ale zrobić to zanim się znudzą i nas wyrzucą? Chociaż nawet nie zdążyliśmy zadać tych kilku pytań&#8230;</p>
<p style="text-align: justify;">A przecież oni mają święte prawo wiedzieć, czym zajmują się ludzie, którzy wypijają im kawę i herbatę, wyjadają obiady, pytają o kolor Lenina i jeszcze nagrywają to wszystko cyfrowym wynalazkiem. A my powinniśmy być w stanie wytłumaczyć w jednym czy dwóch zdaniach, po co tak naprawdę włóczymy się po ich Terenie. I to wytłumaczyć w taki sposób,  żeby nie wyjść na nekromantów, łapaczy motyli czy &#8211; co gorsza &#8211; socjologów.</p>
<p style="text-align: justify;">
<div id="attachment_3219" class="wp-caption alignleft" style="width: 175px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/06/30306_125938624101853_100000571489619_241667_3126574_n.jpg"><img class="size-thumbnail wp-image-3219" title="&quot;A gdzie jest człowiek?&quot;, fot. P. Strojnowski" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/06/30306_125938624101853_100000571489619_241667_3126574_n-150x150.jpg" alt="&quot;A gdzie jest człowiek?&quot;, fot. P. Strojnowski" width="165" height="165" /></a><p class="wp-caption-text">&quot;A gdzie jest człowiek?&quot;, fot. P. Strojnowski</p></div>
<p>Z okazji jubileuszu 75-lecia Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej UW młodzi etnografowie/etnolodzy/antropolodzy, trochę podirytowani istniejącym stanem rzeczy, postanowili za pomocą specjalnej wystawy pokazać, czym w zasadzie jest antropologia. Może nie tyle pokazać, ile raczej zaproponować swoją wizję. Albo może&#8230; innymi słowy&#8230;</p>
<p style="text-align: justify;">Cóż, najlepiej będzie, jeśli sami się wybierzecie i zobaczycie, a nawet pogracie w specjalną, interaktywną etno-grę. Bo tak naprawdę, jak mawia Geertz, <em>antropologom zadawane bywa nieobce im samym pytanie, jak to, co robią, różni się od tego, czym zajmują się socjolodzy, historycy, psycholodzy czy politolodzy. Na to pytanie nie ma gotowej odpowiedzi poza tym, że z całą pewnością robią to właśnie, co robią.</em> (C. Geertz, <em>Zastane światło</em>)</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;"><strong>Niniejszym studenci Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej UW zapraszają na wystawę &#8220;A gdzie jest człowiek?&#8221;, którą można oglądać w Państwowym Muzeum Etnograficznym w Warszawie od 25 maja do 7 czerwca 2010 roku.</strong></p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/06/03/dzyn-dzyn-puk-puk/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Golić brodę tępą brzytwą</title>
		<link>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/05/25/golic-brode-tepa-brzytwa/</link>
		<comments>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/05/25/golic-brode-tepa-brzytwa/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 25 May 2010 22:56:12 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ela Skokowska</dc:creator>
				<category><![CDATA[EtnoWarszawa]]></category>
		<category><![CDATA[Tradycja]]></category>
		<category><![CDATA[Warszawa]]></category>
		<category><![CDATA[muzeum]]></category>
		<category><![CDATA[muzyka]]></category>
		<category><![CDATA[wydarzenia]]></category>
		<category><![CDATA[wystawy]]></category>
		<category><![CDATA[inspiracja]]></category>
		<category><![CDATA[Noc Muzeów]]></category>
		<category><![CDATA[wystawa]]></category>
		<category><![CDATA[życie warszawy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ethnomuseum.pl/blog/?p=2990</guid>
		<description><![CDATA[- niepowodzenia w szkole.  To fragment sennika, podobno babilońskiego (cokolwiek to oznacza), który z tajemniczych względów zapadł mi niegdyś w pamięć.
W nocy z soboty na niedzielę 15/16 maja przed tak złym snem i związanym z nim losem  schroniło się w Muzeum Etnograficznym prawie 8 tysięcy ludzi. Powszechny lęk wygonił na ulice jeszcze więcej osób &#8211; [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="attachment_2995" class="wp-caption alignleft" style="width: 168px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/05/IMG_43461.jpg"><img class="size-medium wp-image-2995" title="Jedna z Madonn przygotowanych przez studentów WSA ASPTTF, fot. E. Skokowska" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/05/IMG_43461-225x300.jpg" alt="Jedna z Madonn przygotowanych przez studentów WSA ASPTTF, fot. E. Skokowska" width="158" height="210" /></a><p class="wp-caption-text">Jedna z Madonn przygotowanych przez studentów WSA ASPTTF, fot. E. Skokowska</p></div>
<p style="text-align: justify;">- niepowodzenia w szkole.  To fragment sennika, podobno babilońskiego (cokolwiek to oznacza), który z tajemniczych względów zapadł mi niegdyś w pamięć.</p>
<p style="text-align: justify;">W nocy z soboty na niedzielę 15/16 maja przed tak złym snem i związanym z nim losem  schroniło się w Muzeum Etnograficznym prawie 8 tysięcy ludzi. Powszechny lęk wygonił na ulice jeszcze więcej osób &#8211; unikały one  nieszczęścia zwiedzając różne muzea, galerie, warszawską Giełdę, Sejm, a nawet niektóre centra handlowe. Do powszechnie cenionych rozrywek należało stanie w ogromnej kolejce do niedawno otwartego Muzeum Fryderyka Chopina.</p>
<p style="text-align: justify;">Jednak, jak już wspominałam, nasze Muzeum nie świeciło pustkami. Przechadzając się wśród zwiedzających, uzbrojona w aparat i dyktafon, poczyniłam kilka spostrzeżeń, którymi pragnęłabym się teraz z Wami podzielić.</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;"><span id="more-2990"></span></p>
<h2 style="text-align: justify;">Nocne muzykowanie</h2>
<div class="mceTemp" style="text-align: justify;">
<dl id="attachment_2999" class="wp-caption alignright" style="width: 160px;">
<dt class="wp-caption-dt"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/05/IMG_4355.jpg"><img class="size-thumbnail wp-image-2999" title="Występ duetu na karimbach, fot. E. Skokowska" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/05/IMG_4355-150x150.jpg" alt="Występ duetu na karimbach, fot. E. Skokowska" width="150" height="150" /></a></dt>
<dd class="wp-caption-dd">Występ duetu na karimbach, fot. E. Skokowska</dd>
</dl>
</div>
<p style="text-align: justify;">Gwoździem programu były oczywiście koncerty w sali kinowej. Grały kolejno: Village Kollektiv, Port Mone, Moulay Sherif. Wszystkie zespoły wypadły świetnie, dzieląc się z widownią ogromną dawką pozytywnej energii, która rzucała się w oczy, gdy patrzyłam na tłumy wychodzące z sali.</p>
<p style="text-align: justify;">Entuzjaści muzyki mieli możliwość posłuchać także duetu na karimbach, a potem na didgeridoo (zespół Balanda).  Kapela Braci Dziobaków zagrała ballady i kołysanki, które &#8211; pomimo świetnego wykonania &#8211; nikogo nie skłoniły do snu. Taka to była niezwykła noc.  Wypytywani słuchacze z zachwytem opowiadali o egzotycznych i swojskich melodiach, niektórzy nawet od razu po koncercie wymykali się do domu, by na spokojnie ochłonąć po tylu muzycznych wrażeniach.</p>
<h2 style="text-align: justify;">Karuzela z Madonnami</h2>
<p style="text-align: justify;">Inni jednak dalej brali udział w oferowanych atrakcjach: przeżywali silne emocje i entuzjastycznie wcielali się w role kangurów i strusi podczas opowiadania aborygeńskich opowieści przez Grupę Studnia O. Powodzeniem cieszyły się też projekcje niezwykłych filmów animowanych &#8211; niby po północy, niby na dobranoc, ale nie warto było nawet zmrużyć oka!</p>
<p style="text-align: justify;">Niesamowite wrażenie robiły spacerujące po Galerii Polskiej Sztuki Ludowej Madonny. Niektóre przerażające, a wszystkie piękne.  Stroje, fryzury i makijaże dzielnych dziewcząt były dziełem studentów <a href="http://www.charakteryzacja.pl" target="_blank">Wyższej Szkoły Artystycznej i Aktywnego Studium Plastycznego</a>.  Kunsztownie wykonane żywe rzeźby, były w  większości zainspirowane wizerunkami Matki Boskiej &#8211; nie tylko tymi z polskiej ikonografii ludowej, ale także tymi z przedstawień południowoamerykańskich.</p>
<p style="text-align: justify;">
<div class="mceTemp" style="text-align: justify;">
<dl id="attachment_3101" class="wp-caption alignleft" style="width: 160px;">
<dt class="wp-caption-dt"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/05/IMG_43451.jpg"><img class="size-thumbnail wp-image-3101" title="Zdjęcie z Madonną, fot. E. Skokowska" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/05/IMG_43451-150x150.jpg" alt="Zdjęcie z Madonną, fot. E. Skokowska" width="150" height="150" /></a></dt>
<dd class="wp-caption-dd">Zdjęcie z Madonną, fot. E. Skokowska</dd>
</dl>
</div>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">Na pierwszy rzut oka budziły zachwyt lub lęk.  I to nie tylko u dzieci. Ja sama przeżyłam chwilę grozy, ujrzawszy Madonnę zainspirowaną, jak mi się zdaje, gotycką katedrą. Miała ona szatę ozdobioną &#8211; podobnie jak nimb &#8211; witrażami, na piersiach (jakby organami), a w pasie wisiało kadzidło. Całe ciało miała pomalowane na czarno, a na powiekach wymalowano jej&#8230; oczy o czarnych białkach. Kiedy zobaczyłam ją pierwszy raz, poczułam wręcz zabobonny strach i wcale nie dziwiłam się dzieciom, które chowały się za rodzicami.</p>
<p style="text-align: justify;">Po drugim spojrzeniu zwiedzający pytali o możliwość zrobienia zdjęcia z którąś z modelek, po czym stawali obok niej z radosnym uśmiechem i czekali na pstryknięcie.</p>
<p style="text-align: justify;">Trzeci rzut oka wywoływał współczucie. Starannie ubrane i umalowane dziewczyny męczyły się, stojąc na swoich postumentach (pomimo że często zamieniały się miejscami). Było ich 12, na sali jednocześnie bywały po 3, a w tym czasie reszta odpoczywała. Ustawione przez pracowników Muzeum wiatraki niewiele im pomagały, ponieważ w sali panował prawdziwy skwar &#8211; przypuszczam, że właśnie z powodu silnych emocji.</p>
<p style="text-align: justify;">Madonny ze swojej strony także pragnęły ulżyć bezsennym zwiedzającym: można było dostać od nich niezawodne recepty na dobry sen. Nikt z nich jednak tak od razu nie skorzystał &#8211; było jeszcze wiele do obejrzenia.</p>
<h2 style="text-align: justify;">
<p class="mceTemp">
<p>Wół [jak się śni] to nieprzyzwoity kolega</h2>
<p style="text-align: justify;">
<div id="attachment_3011" class="wp-caption alignleft" style="width: 289px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/05/IMG_4363qq.jpg"><img class="size-medium wp-image-3011" title="Z &quot;Polskiego Sennika Ludowego&quot; Stanisławy Niebrzegowskiej, fot. E. Skokowska " src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/05/IMG_4363qq-300x195.jpg" alt="" width="279" height="181" /></a><p class="wp-caption-text">Z &quot;Polskiego Sennika Ludowego&quot; Stanisławy Niebrzegowskiej, fot. E. Skokowska </p></div>
<p>Cytat ten pochodzi z <em>Polskiego sennika ludowego</em> Stanisławy Niebrzegowskiej, podobnie jak wiele innych, które zawisły w holu na drugim piętrze muzeum. Była to instalacja <em>Sennik: dekoder snów</em>, przygotowana przez pracowników Zespołu Edukacji Dorosłych i muzealnych wolontariuszy.</p>
<p style="text-align: justify;">Wystawa składała się z przeróżnych cytatów, które bezwzględnie pomogłyby każdemu, komu śnił się kiedy &#8220;ksiądz&#8221;, &#8220;pokichane dziecko&#8221;, albo chociaż &#8220;piersi&#8221; (<em>wzniosłego uczucia doznasz</em>). Istotnym, wręcz kluczowym elementem całego przedsięwzięcia była interaktywność. Zwiedzający mieli uczestniczyć w budowaniu instalacji: mieli 2 kolumny oraz całkiem duże powierzchnie ścian do wyrażenia swoich opinii i doznań, zatytułowanych: &#8220;Wyśniło mi się&#8221;, &#8220;Nie rozumiem snu, w którym&#8221;, &#8220;Najlepiej śni mi się, gdy&#8221;, &#8220;Miałem koszmar&#8221;.</p>
<p style="text-align: justify;">Pewien młody człowiek, którego zapytałam o zdanie, stwierdził, że bardzo nie podobała mu się ta instalacja i że gdyby wiedział, że będzie tu coś takiego, na pewno nie wybrałby się do Muzeum tej nocy. Jednak po paru godzinach trwania Nocy Muzeów kolumny, ściany i wiele innych dostępnych powierzchni zapełniło się kartkami ze zwierzeniami naszych gości, co wskazuje na to, że nie był to powszechny pogląd.</p>
<p style="text-align: justify;">Przechadzając się wzdłuż ścian doszłam do wniosku, że żadne &#8220;pokichane dzieci&#8221; ani nawet &#8220;świnie&#8221; (<em>goście przyjdą</em>) nie mogą równać się z naszymi snami: o zakonnicach w rajstopach na głowie, o dziwacznych stworach, o wampirach pijących krew i o pani od matematyki. Co na to Freud? Nie wiem, ale na przykład Stanisława Niebrzegowska nie dość, że nie potrafiłaby nam pomóc, to jeszcze złapałaby się za głowę i uciekła z krzykiem &#8211; współczesne sny zdradzają bardzo rozwiniętą wyobraźnię swoich posiadaczy.</p>
<p style="text-align: justify;">Zauważyłam, że większość najpierw przechadzała się po holu i czytała uważnie kartki pozostawione przez innych, a dopiero potem zabierała się za sporządzenie własnych. Muszę przyznać, że byłam nieco zaskoczona tak szerokim odzewem wśród zwiedzających. Rzadko kiedy można zaobserwować taką interaktywność i ochotę na współtworzenie wystawy. Tymczasem kolejka po długopis była długa, a miejsca na ścianach wkrótce zaczęło brakować. Jeden ze znajomych, który spędził w Muzeum całą noc, w okolicach godziny 2 próbował odnaleźć pozostawioną 5 godzin wcześniej notatkę &#8211; była ona pokryta kilkoma warstwami nowszych sennych zwierzeń.</p>
<p style="text-align: justify;">Nawet dzisiaj, w skąpym, bo skąpym, ale świetle dziennym, wystawa prezentuje się ciekawie i zachęca pracowników i zwiedzających Muzeum do zapoznawania się ze współczesnym sennikiem miejskim.</p>
<h2 style="text-align: justify;">Świetnografia</p>
<p class="mceTemp">
</h2>
<p style="text-align: justify;">
<div id="attachment_3086" class="wp-caption alignright" style="width: 201px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/05/IMG_4351.jpg"><img class="size-medium wp-image-3086" title="Kolejka d wystaw &quot;Zwykłe-Niezwykłe&quot;, &quot;Jaśnienie&quot;, &quot;Świetnograficzne&quot;, fot. E. Skokowska. " src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/05/IMG_4351-225x300.jpg" alt="" width="191" height="254" /></a><p class="wp-caption-text">Kolejka do wystawy &quot;Zwykłe-Niezwykłe&quot;, &quot;Jaśnienie&quot;, &quot;Świetnograficzne&quot;, fot. E. Skokowska. </p></div>
<p>Dużym powodzeniem, jak można było wywnioskować z ustawiającej się do niej kolejki, cieszyła się wystawa <em>Świetnograficzne: polska grafika reklamowa 1918-1989</em>. Była to także kolejka do nagradzanej już wystawy <em>Zwykłe-niezwykłe: fascynujące kolekcje</em>, która prezentowała niewielką, a nader interesującą część naszych zbiorów oraz do wystawy fotografii <em>Jaśnienie</em>. Na samym końcu docierało się do ekspozycji <em>Świetnograficzne</em> i czuło klimat centrum Warszawy w dowolnym roku od 1918 do 1989, oglądało się plakaty, wywieszki i ulotki oraz bywało zachęconym do kupna proszku, lotu na loterię czy biletu do cyrku. Pracownicy Muzeum obdarowywali też zwiedzających plakatami Totalizatora Sportowego z dawnych lat.</p>
<p style="text-align: justify;">Jak już wspominałam i jak widać na załączonym obrazku, aby dostać się na te wystawy, należało wystać swoje w kolejce.  Kolejka powstała także z tego powodu, że na sale wystawowe wpuszczano grupkami, aby każdy miał szansę dojrzeć coś niekoniecznie komuś innemu przez ramię. Spełniała ponadto rolę integracyjną &#8211; nawiązywano rozmowy, znajomości, wymieniano komentarze. Byłoby to idealne miejsce do rozmowy o Nocy Muzeów, gdyby nie fakt, że kolejka przesuwała się dość szybko i wtedy rozmowa bywała gwałtownie urywana. No, ale nie można mieć wszystkiego, prawda?</p>
<p style="text-align: justify;">O ile wyrazy podziwu, zadowolenia z plakatów i ze zrobionych tym wystawom zdjęć nie wydały mi się szczególnie zaskakujące, o tyle zdziwiłam się nieco podczas kilku rozmów o etnograficznych wystawach stałych. Te egzotyczne, azjatyckie czy związane z Australią, kilku rozmówców bardzo chwaliło. Pewna młoda osoba wyznała, że zawsze fascynowała ją Australia, choć nigdy tam nie była i teraz przed planowaną podróżą w wymarzone miejsce postanowiła wybrać się do muzeum, aby dowiedzieć się czegoś o kulturze tego kontynentu. Z wypowiedzi wynikało, że uzyskana wiedza wywarła nader pozytywne wrażenie na przyszłej podróżniczce.</p>
<p style="text-align: justify;">Dość zabawne, że nie przyszło mi w ogóle do głowy, że przy takiej konkurencji koncertów, imprez, nowych i okazjonalnych wystaw, nasze klasyczne wystawy stałe mogą być dla kogoś gwoździem programu. A jednak były, jak dowiedziałam się od grupy młodych ludzi, którzy wybrali się tamtej nocy specjalne dla części wystawy dotyczącej Chin.  Pewien pan przyszedł po raz kolejny, aby zwiedzić wystawę afrykańską. Bardzo też żałował, że oprócz przechadzających się po Galerii Sztuki Ludowej  Madonn, na sali z eksponatami z Afryki nie szaleją wolontariusze przebrani za szamanów. Taka wypowiedź powinna zainspirować muzealników w  przygotowaniach do przyszłorocznej Nocy Muzeów. Jestem przekonana, że wolontariusze będą, podobnie jak ja,  zauroczeni możliwością odbywania podniebnych lotów po muzealnych salach.</p>
<h2 style="text-align: justify;">Kto nocuje w Muzeum Etnograficznym?</h2>
<p style="text-align: justify;">Ano, właśnie: kto? Podczas wałęsania się po Muzeum zastanawiałam się dość długo, kim są ludzie, którzy tu przyszli i dlaczego znaleźli się akurat tutaj?</p>
<p style="text-align: justify;">Przede wszystkim byli to ludzie związani z Muzeum, jego sympatycy, spędzający tu też na co dzień swój wolny czas, biorący udział w różnego rodzaju warsztatach, np. muzycznych &#8211; jak jedna z wypytywanym przeze mnie pań. Przyciągnęły ją tu koncerty, a wybór naszego Muzeum był dla niej prawie oczywisty &#8211; tutaj najczęściej wybiera się, aby obcować z szeroko pojętą kulturą.</p>
<p style="text-align: justify;">Spotkałam tej nocy wielu znajomych, którzy pojawiają się w Muzeum regularnie, by posłuchać muzyki, potańczyć, zyskać jakieś nowe umiejętności czy po prostu popodziwiać zbiory. Pojawili się tłumnie studenci etnologii, co nie wymaga chyba wytłumaczenia (choć raczej nie była nim zbliżająca się &#8211; jak zwykle zbyt szybko &#8211; sesja). Mówiono też, że nocna pora sprzyja kulturalno-muzealnym spacerom, bo kiedyż można znaleźć na to czas w ciągu dnia?</p>
<p style="text-align: justify;">
<div class="mceTemp" style="text-align: justify;">
<dl id="attachment_3102" class="wp-caption alignleft" style="width: 160px;">
<dt class="wp-caption-dt"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/05/IMG_4343.jpg"><img class="size-thumbnail wp-image-3102  " title="Interaktywne zwiedzanie - tłumek przy długopisach, instalacja &quot;Sennik: Dekoder snów&quot;, fot. E. Skokowska" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/05/IMG_4343-150x150.jpg" alt="Interaktywne zwiedzanie - tłumek przy długopisach, wystawa &quot;Sennik: Dekoder snów&quot;, fot. E. Skokowska" width="150" height="150" /></a></dt>
<dd class="wp-caption-dd">Interaktywne zwiedzanie &#8211; tłumek przy długopisach, wystawa &#8220;Sennik: Dekoder snów&#8221;, fot. E. Skokowska</dd>
</dl>
</div>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">Zwiedzający przybywali najczęściej parami lub grupkami &#8211; składały się one z osób &#8220;wyciągających&#8221; i &#8220;wyciągniętych&#8221;. Zagadnięte małżeństwo w średnim wieku było przykładem takiej relacji. Podczas gdy żona rozmawiała przez telefon, pan z bardzo nieszczęśliwa miną opowiadał o swojej tragedii &#8211; jak to <em>w chłodną deszczową noc małżonka bezlitośnie wywlokła go z domu</em> i popędziła na Kredytową. Spieszę nadmienić, że mina miała na celu chyba tylko i wyłącznie ukrycie szerokiego uśmiechu zdobiącego twarz ofiary dyskryminacji &#8211; wizyta wcale nie była taka okropna. Żona, kiedy wróciła już po rozmowie, przyznała, że dopiero ostatnio zaczęła bywać w Muzeum, a zaciekawiły ją pojawiające się w mediach informacje o zmianach, jakie Muzeum przechodzi, by sprostać wymogom  jakie stawia się przed nowoczesną instytucją kultury. Taki argument dość często był wymieniany wśród powodów wyboru Muzeum jako miejsca spędzenia nocy.</p>
<p style="text-align: justify;">Napotkałam także kilka osób, które w Muzeum Etnograficznym były pierwszy raz w życiu i dopiero rozsmakowywały się w jego zbiorach.  Pewien młodzieniec opowiadał z ożywieniem, że nie myślał, <em>że tego typu muzeum może być takie nowoczesne, wiesz, ta wystawa o snach albo o reklamach&#8230; Wydawało mi się, że będą jakieś tam skorupy, jak w Muzeum Archeologicznym, ale nie. Właśnie bardzo mi się podoba i myślę, że nieraz jeszcze przyjdę. </em></p>
<p style="text-align: justify;">Prosto z próby przybył też tłumnie studencki Zespół Pieśni i Tańca. Jeszcze w holu zaintonowali kilka ludowych przyśpiewek, wzbudzając sympatię i rozbawienie zgromadzonych tam osób.</p>
<p style="text-align: justify;">Cóż,  tym optymistycznym akcentem czas skończyć ten dość już długi tekst. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie &#8211; w końcu tyle się działo&#8230; Oby z każdym rokiem działo się więcej!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/05/25/golic-brode-tepa-brzytwa/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jaką jest pani Madonną? Czyli o bezsenności w muzeum&#8230;</title>
		<link>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/05/19/jaka-jest-pani-madonna-czyli-o-bezsennosci-w-muzeum-2/</link>
		<comments>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/05/19/jaka-jest-pani-madonna-czyli-o-bezsennosci-w-muzeum-2/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 19 May 2010 13:33:27 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Olga Mędrzejewska</dc:creator>
				<category><![CDATA[Warszawa]]></category>
		<category><![CDATA[muzeum]]></category>
		<category><![CDATA[wydarzenia]]></category>
		<category><![CDATA[Noc Muzeów]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ethnomuseum.pl/blog/?p=3028</guid>
		<description><![CDATA[Tradycyjnie już nocne marki z całej Warszawy ściągały w połowie maja na Kredytową, by aktywnie zwalczać&#8230; hmm no właśnie co? Sen czy bezsenność? Kto w sobotnią, majową noc i dlaczego odwiedzał warszawskie muzea? Czego w nich szukał?
&#8230;&#8230;&#8230;

Punktualnie o 19 otwieramy ciężkie drzwi Muzeum Etnograficznego. Do holu wchodzą pierwsi goście. Jedni jeszcze lekko onieśmieleni, nie wiedzą [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="attachment_3030" class="wp-caption alignleft" style="width: 240px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/05/madonna.jpg"><img class="size-medium wp-image-3030 " title="Madonna, fot. A. Pietrzyk." src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/05/madonna-244x300.jpg" alt="" width="230" height="290" /></a><p class="wp-caption-text">Madonna, fot. A. Pietrzyk.</p></div>
<p>Tradycyjnie już nocne marki z całej Warszawy ściągały w połowie maja na Kredytową, by aktywnie zwalczać&#8230; hmm no właśnie co? Sen czy bezsenność? Kto w sobotnią, majową noc i dlaczego odwiedzał warszawskie muzea? Czego w nich szukał?</p>
<div id="attachment_3034" class="wp-caption alignright" style="width: 230px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/05/sen.jpg"><img class="size-medium wp-image-3034 " title="Sennik, fot. A.Pietrzyk." src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/05/sen-300x224.jpg" alt="" width="220" height="170" /></a><p class="wp-caption-text">Sennik, fot. A.Pietrzyk.</p></div>
<p><span style="color: #ffffff;">&#8230;&#8230;&#8230;</span></p>
<p><span id="more-3028"></span><br />
Punktualnie o 19 otwieramy ciężkie drzwi Muzeum Etnograficznego. Do holu wchodzą pierwsi goście. Jedni jeszcze lekko onieśmieleni, nie wiedzą czego spodziewać się w środku. Inni już mocno zabiegani –  budynek naszego muzeum jest pierwszym z długiej listy instytucji kulturalnych, które zamierzają w ciągu jednej nocy odwiedzić. Zdarzają się też zahartowani w muzealnych bojach bywalcy. Ci wiedzą dokładnie czego oczekują, zgodnie z własnymi zainteresowaniami, po dokładnym przestudiowaniu programu całej Nocy Muzeów, mają gotowy, przemyślany plan poruszania się po mieście. Przychodzą więc na konkretne wydarzenia lub z zainteresowaniem, niezmordowanie buszują po jednym, ulubionym muzeum przez całą noc.<br />
W tym roku Noc Muzeów przebiega na Kredytowej pod hasłem „Bezsenności w muzeum”. Wszystkie imprezy dodatkowe, mające uatrakcyjnić ten wyjątkowy wieczór, krążą wokół tematu snu i bezsenności. Pod zagadkowymi tytułami kryją się sposoby na bezsenność: koncerty kołysanek i ballad, tradycyjne opowieści snute do snu przez opowiadaczy ze Studni O, filmowe bajki na dobranoc ze studia filmowego Semafor; ludowe recepty na dobry, spokojny sen rozdawane przez ożywione na jedną noc rzeźby z galerii Polskiej Sztuki Ludowej. Wreszcie wspólne z muzealnymi gośćmi tworzenie współczesnego sennika i poszukiwanie najbardziej skutecznych sposobów na zapewnienie pogodnych snów – tzw. &#8220;dekoder snów&#8221; w holu na ostatnim piętrze.</p>
<div id="attachment_3033" class="wp-caption alignleft" style="width: 310px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/05/sennik1.jpg"><img class="size-medium wp-image-3033" title="Sennik, fot. A. Pietrzyk." src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/05/sennik1-300x211.jpg" alt="" width="300" height="211" /></a><p class="wp-caption-text">Sennik, fot. A. Pietrzyk.</p></div>
<p>Wszystko zostało podporządkowane jednemu celowi &#8211; zapewnić muzealnym gościom jak najwięcej, jak najskuteczniejszych recept na bezsenne noce. A przecież nocna wizyta w muzeum też jest pewnego rodzaju sposobem na bezsenną noc… I tylko od muzeum zależy, czy stanie się tabletką nasenną czy wręcz przeciwnie, pomoże aktywie zwalczać sen  przez ciekawie zaaranżowane wystawy i nowatorskie podejście do tematów, popularne wśród widzów eventy – koncerty, interakcyjne wystawy angażujące nie tylko wzrok i słuch zwiedzających, ale zapraszające do wspólnego działania w przestrzeni muzealnej. Tylko, czy tego naprawdę oczekują widzowie? Co pragną zwalczyć nasi zwiedzający? Sen czy bezsenność?<br />
- <em>Chyba sen, skoro jesteśmy tu o północy?</em> – odpowiada wyraźnie zmęczona już zwiedzaniem blondynka &#8211; <em>Wpadłyśmy tylko na chwilę, a krążymy po wystawach od ponad godziny, bo ciągle znajdujemy coś ciekawego: tu grają, tam śpiewają, w sali kinowej obejrzałyśmy z koleżanką ciekawe animacje. I tylko ciągle nie wiem, co i dlaczego mi się śni. A ja mam dużo dziwnych snów &#8211; już i latałam i śnili mi się ludzie rozsypujący się w piasek. W senniku nie potrafię jednak odnaleźć ich znaczenia </em>– żali się rozglądając ciekawie po tłumnie odwiedzanej wystawie „Zwykłe niezwykłe: fascynujące kolekcje”.<br />
- <em>Trzeba szukać wyjaśnień pojedynczych elementów ze snu</em> – podpowiada koleżanka – <em>sprawdź hasła człowiek, piasek, latanie.</em></p>
<p>A co na to tradycyjne metody odczytywania snów, kultywowane przez wieki przez nasze babcie? W poszukiwaniu odpowiedzi udaję się na ostatnie piętro, do &#8220;dekodera snów&#8221;. Tu również mimo otulającej zwiedzających jak puch bieli ścian i zwiewnych zasłon, na których umieszczono cytaty z senników i poetyckie wizje snów,  mimo ustawionej pod ścianą wygodnej kanapy z miękkimi poduchami – atmosfera nijak nie sprzyja spokojnemu zasypianiu. Nieustannie kłębią się chętni, pragnący lepiej poznać siebie i motywy swojego postępowania zapisane w snach, gdyż jak już twierdzili starożytni: &#8220;zazwyczaj owe błąkające się widzenia senne głównie tych spraw dotyczą, o których się za dnia myślało&#8221; (Herodot, Dzieje). To tu można szukać ludowych, literackich i naukowych wskazówek do odczytania swoich snów.</p>
<div id="attachment_3032" class="wp-caption alignright" style="width: 267px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/05/sennik4.jpg"><img class="size-medium wp-image-3032" title="Sennik, fot. A. Pietrzyk." src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/05/sennik4-257x300.jpg" alt="" width="257" height="300" /></a><p class="wp-caption-text">Sennik, fot. A. Pietrzyk.</p></div>
<p>Ale nie tylko! W umieszczonych na słupach poszewkach na poduszki kryją się kartki z niedokończonymi zdaniami: „Najlepiej śni mi się gdy…”, „Nie rozumiem snu,w którym …”, „Wyśniło mi się, że…”, „Miałem koszmar, że…”. Obok na stolikach sterty mazaków zachęcają nocnych marków do zwierzeń nie tylko z najpiękniejszych snów, ale też snów niezrozumiałych, dziwnych i koszmarnych. Z godziny na godzinę przybywa wyznań i sennych opowieści. Gdy brakuje miejsca na słupach, kartki rozpełzają się po całej przestrzeni – zapełniając wszystkie ściany od góry do dołu, nachodząc na siebie i wzajemnie się przenikając. A gdy brakuje samoprzylepnej taśmy, którą można przymocować wyznanie, w ruch idą elementy zastane – wystające ze ścian gwoździe (pozostałość po czasowych wystawach galerii) a nawet… gumy do żucia. Stopniowo tworzy się oniryczny obraz muzealnych gości. Jak sen – pełen sprzeczności („…chcę uciec przed tym co mnie goni, a im bardziej chcę uciec tym wolniej biegnę”), surrealizmu („nie rozumiem snu, w którym podnosi mnie kogut”), niespodziewanych zwrotów akcji („…sen, w którym żona mówi – teraz moja kolej!”), absurdalnego humoru („wyśniło mi się, że w ostatnim etapie pewnego konkursu, kazano mi pogrupować kabanosy. Ten o smaku lawendy trafił do grupy kabanosów kwiatowych”).</p>
<p>Tymczasem, za przepierzeniem, w Galerii Polskiej Sztuki Ludowej, ustawione na podwyższeniach, wśród drewnianych ludowych świątków, niepodzielnie królują żywe rzeźby. Modelki ucharakteryzowane przez studentów Wyższej Szkoły Artystycznej i Aktywnego Studium Plastycznego na polskie Madonny, zarówno te najbardziej znane, słynące cudami wizerunki Czarnej Madonny i Matki Boskiej Ostrobramskiej, jak i bliskie sercom  mieszkańców stolicy Madonny z warszawskich kapliczek, zacierają granice między tradycją a współczesnością, snem a jawą, rzeczywistością a prawami bezsennej nocy w muzeum, podczas której wszystko może się zdarzyć &#8211; rzeźba ożywa, żaba z aborygeńskiej bajki zagraża swoim apetytem światu, a w sali kinowej, w filmowej opowieści, po zamknięciu sklepu przybrane w kwiatowe stroje szpulki drutu rozpoczynają bal… I znów wszystko, co dzieje się w majową nocą w muzeum przypomina sen, ale ten dobry, przyjemny nad którym, zgodnie z ludowymi wierzeniami czuwała Matka Boska.</p>
<div id="attachment_3031" class="wp-caption alignleft" style="width: 276px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/05/madonna2.jpg"><img class="size-medium wp-image-3031 " title="Madonna, fot. A. Pietrzyk." src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/05/madonna2-266x300.jpg" alt="" width="266" height="300" /></a><p class="wp-caption-text">Madonna, fot. A. Pietrzyk.</p></div>
<p>Według naszych przodków bowiem, modlitwa do Maryi odżegnywała koszmary i zwalczała bezsenność, zapewniając „skołatanej głowie” i zmęczonemu całodniowym wysiłkiem ciału zdrowy sen. Dlatego też u stóp żywych rzeźb w galerii leżą sterty recept na bezsenność.<br />
-<em>No tak! Cebula dobra na wszystko </em>– komentuje nowo zdobytą wiedzę o zwalczaniu bezsenności starsza pani, której nieskrywaną radość daje odgadywanie, którym wyobrażeniem spośród tradycyjnych wizerunków jest która modelka. Nie tylko jej! Publiczność żywo reaguje na niecodzienne rzeźby. Przechadzając się po sali niejednokrotnie można usłyszeć westchnienia zwiedzających:<br />
- <em>Ach te madonny! Boskie!</em> –i towarzyszące im dociekliwe pytania – <em>A Pani, którą jest Madonną?</em><br />
Ludowe wierzenia na zdrowy sen polecały cebulę, herbatę z chmielu i imbiru. Powszechnie wiadomo też, że nic tak nie sprowadzi dobrych snów, jak kołysanka nucona przez bliską osobę. „Ach śpij kochanie, jeśli gwiazdkę z nieba chcesz dostaniesz…” śpiewał swego czasu Adolf Dymsza. A jednak Kapela Braci Dziobaków rozpoczynając o wpół do pierwszej w nocy koncert księżycowy, postanowiła przekornie muzealnych gości rozbudzić, a nie ukołysać do snu. Na początek więc przy akompaniamencie tradycyjnych skrzypiec rozbrzmiewają żywe, wesołe pieśni weselne – <em>-Nie wiem, jak teraz ale kiedyś </em>– tłumaczy takie otwarcie koncertu pomysłodawczyni &#8211; <em>wesele było po to, by w przyszłości rodziły się dzieci, którym następnie śpiewano kołysanki… Do kołysanek też dojdziemy</em> – zapewnia.<br />
I faktycznie. Stopniowo nastrój zmienia się, uspokaja, wycisza. Staje bardziej nostalgiczny. Kołyszemy się coraz wolniej, senniej w takt wygrywanych melodii. Ktoś przymyka oczy, ktoś opiera się plecami o towarzysza, ktoś wygodnie rozciąga na podłodze. Naprzeciwko brodaty pan pisze coś zawzięcie na kartce.<br />
- <em>Nastrój jest tak swojski, że gdyby nie to co się tu dzieje, przekimałbym się z chęcią choćby obok, pod tym wigilijnym stołem. Ale nie da się. Oni grają tak fajnie! Inspirują. Napisałem do ich muzyki tekst</em> &#8211; opowiada po zakończeniu koncertu. Podobnego zdania jest kobieta w czerwonej bluzce – <em>To muzeum nie usypia, raczej działa jak środek rozbudzający. W żadnym razie nie jest instytucją statyczną, skostniałą. Tu zawsze dużo się dzieje. W ciągu roku są organizowane ciekawe koncerty folkowe, funkcjonuje Etnokino. W Noc Muzeów, zawsze tu jest najciekawszy program. Dziś np.: zachwycił mnie koncert księżycowy zorganizowany w Sali Obrzędów Dorocznych. Doskonale wpisał się swym charakterem, muzyką w otoczenie – chłopską izbę z jednej a postacie kolędników z drugiej strony. Nastąpiła korelacja między dynamiką zespołu a statyką ekspozycji, co dało niesamowity efek</em>t – kończy.</p>
<p>Jak zatem jest z tą bezsennością w muzeum? Muzeum działa jak środek nasenny czy spędza sen z powiek? Może odpowiedź, jedną z wielu, stanowi niesforne wyznanie na ścianie dekodera snów: „Najlepiej śni mi się, gdy jestem zmęczony, np. całonocnym chodzeniem z mamą po muzeach…”.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/05/19/jaka-jest-pani-madonna-czyli-o-bezsennosci-w-muzeum-2/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Popieramy akcję „Obywatele Kultury”!</title>
		<link>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/05/12/popieramy-akcje-%e2%80%9eobywatele-kultury%e2%80%9d/</link>
		<comments>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/05/12/popieramy-akcje-%e2%80%9eobywatele-kultury%e2%80%9d/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 12 May 2010 15:24:25 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jacek_Drozda</dc:creator>
				<category><![CDATA[Warszawa]]></category>
		<category><![CDATA[muzeum]]></category>
		<category><![CDATA[wydarzenia]]></category>
		<category><![CDATA[akcje społeczne]]></category>
		<category><![CDATA[instytucje kultury]]></category>
		<category><![CDATA[Noc Muzeów]]></category>
		<category><![CDATA[Obywatele Kultury]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ethnomuseum.pl/blog/?p=2966</guid>
		<description><![CDATA[
Noc Muzeów zbliża się wielkimi krokami. Choć w Państwowym Muzeum Etnograficznym w Warszawie będzie można uczestniczyć w wielu unikalnych wydarzeniach, wiele instytucji współtworzących nocne święto kultury podejmie pewien wspólny projekt. Będzie nim zademonstrowanie poparcia dla akcji „Obywatele Kultury” – społecznej inicjatywy, której uczestnicy domagają się zwiększenia publicznych nakładów na kulturę przynajmniej do wysokości 1%  budżetu [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/05/Obywatele-kultury_logo.jpg"><img class="alignleft size-full wp-image-2970" title="Obywatele-kultury_logo" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/05/Obywatele-kultury_logo.jpg" alt="" width="267" height="261" /></a></p>
<p>Noc Muzeów zbliża się wielkimi krokami. Choć w Państwowym Muzeum Etnograficznym w Warszawie będzie można uczestniczyć w wielu unikalnych wydarzeniach, wiele instytucji współtworzących nocne święto kultury podejmie pewien wspólny projekt. Będzie nim zademonstrowanie poparcia dla akcji <a href="http://obywatelekultury.pl/" target="_blank">„Obywatele Kultury”</a> – społecznej inicjatywy, której uczestnicy domagają się zwiększenia publicznych nakładów na kulturę przynajmniej do wysokości 1%  budżetu państwa. Wśród osób popierających ten postulat znaleźli się m.in.: Magdalena Abakanowicz, Krystyna Janda, Maria Janion, Krystian Lupa, Tadeusz Różewicz, Wilhelm Sasnal, Krzysztof Warlikowski i Artur Żmijewski.</p>
<p><span id="more-2966"></span></p>
<p>Dofinansowanie szeroko rozumianej sfery kultury jest w interesie wszystkich instytucji z „kulturą” w nazwie, ale skorzystają na nim właściwie wszyscy Polacy zainteresowani literaturą, filmem, teatrem, malarstwem, sztuką performance, tańcem, rzeźbą, interwencjami artystycznymi w przestrzeń publiczną, net-artem, operą, muzealnictwem historycznym, architekturą i dziesiątkami innych dziedzin związanych ze sztuką. Terminem „kultura” wszyscy posługują się dziś z niebywałą łatwością, jego frazeologiczna kariera jest naprawdę imponująca, choć nie przekłada się na rzeczywistą kondycję życia kulturalnego organizowanego przez instytucje publiczne (narodowe i samorządowe), pozarządowe oraz prywatne. Kultury wszędzie niby coraz więcej, lecz ciągłość wielu przedsięwzięć jest zagrożona, a rozwój niektórych wręcz niemożliwy, gdyż sfera kultury stała się częścią bezwzględnego systemu konkurencji. A przecież potrzebujemy naszych muzeów, kin, teatrów, czy klubów tak po prostu, by czuć się ludźmi naprawdę. One służą nam takie, jakimi je wymyślono i jakimi próbuje się je czynić w ramach działań modernizacyjnych. Ale „modernizacja” nie może oznaczać jedynie wyścigu po granty, marketingowych wojenek między podmiotami, które w istocie powinny współpracować zamiast walczyć, czy komercjalizacji uczuć, współtworzących przecież wspólną kulturę.</p>
<p>Podczas Nocy Muzeów będzie można złożyć podpis na petycji do Prezesa Rady Ministrów Donalda Tuska. Premier Tusk jako pierwszy poświęcił kulturze większą wzmiankę w <a href="http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,4701279.html?as=8&amp;startsz=x" target="_blank">exposé</a>, nakreślając założenia polityki swojego rządu. Jednak wsparcia dla kultury jest wciąż  zbyt mało, co nie znaczy, że zwolennicy „Obywateli dla Kultury” domagają się o prostu strumienia gotówki, który miałby zasilić konta instytucji. Zacząć trzeba od żmudnej pracy edukacyjnej, od reform administracyjnych, ale i od zdania sobie sprawy z faktu, że kultura jest wspólnym, najwyższym dobrem. Nie tylko obiecującą gałęzią gospodarki, czy podwaliną istnienia narodu, lecz po prostu najistotniejszym zbiorowym interesem, w dużej mierze sensem naszej codzienności. Zachęcamy wszystkich do zastanowienia się nad poparciem <a href="http://obywatelekultury.pl/" target="_blank">„Obywateli Kultury”</a>!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/05/12/popieramy-akcje-%e2%80%9eobywatele-kultury%e2%80%9d/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>A jednak kwitnie &#8211; parę słów o teatrze ludowym</title>
		<link>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/04/09/a-jednak-kwitnie-pare-slow-o-teatrze-ludowym/</link>
		<comments>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/04/09/a-jednak-kwitnie-pare-slow-o-teatrze-ludowym/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 09 Apr 2010 08:47:15 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ela Skokowska</dc:creator>
				<category><![CDATA[Tradycja]]></category>
		<category><![CDATA[badania terenowe]]></category>
		<category><![CDATA[wydarzenia]]></category>
		<category><![CDATA[inspiracja]]></category>
		<category><![CDATA[tożsamość]]></category>
		<category><![CDATA[wieś]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ethnomuseum.pl/blog/?p=2783</guid>
		<description><![CDATA[
W tym tekście pragnęłabym napisać co nieco o teatrze, który traktowany jest przez media na tyle po macoszemu, że można mieć poważne wątpliwości nie tylko co do jego kwitnienia, ale nawet co do wegetacji. Niesłusznie. Teatr wiejski/ludowy/amatorski &#8211; jakby go nie nazywać &#8211; bo o nim będzie tu mowa, czuje się całkiem nieźle.
20 i 21 [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">
<div id="attachment_2814" class="wp-caption alignleft" style="width: 285px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/04/1P3210068.jpg"><img class="size-medium wp-image-2814   " title="&quot;Ballada o Alwerni&quot;, TL Tradycja z Okleśnej, fot. K. Matuszewska" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/04/1P3210068-300x225.jpg" alt="&quot;Ballada o Alwerni&quot;, TL Tradycja z Okleśnej, fot. K. Matuszewska" width="275" height="206" /></a><p class="wp-caption-text">&quot;Ballada o Alwerni&quot;, TL Tradycja z Okleśnej, fot. K. Matuszewska</p></div>
<p>W tym tekście pragnęłabym napisać co nieco o teatrze, który traktowany jest przez media na tyle po macoszemu, że można mieć poważne wątpliwości nie tylko co do jego kwitnienia, ale nawet co do wegetacji. Niesłusznie. Teatr wiejski/ludowy/amatorski &#8211; jakby go nie nazywać &#8211; bo o nim będzie tu mowa, czuje się całkiem nieźle.</p>
<p style="text-align: justify;">20 i 21 marca w Czarnym Dunajcu odbyły się Przepatrzowiny Teatrów Regionalnych Małopolski. Jest to pierwszy etap eliminacji do konkursu o wyższej randze &#8211; Regionalnych Sejmików Wiejskich Zespołów Teatralnych, których w Polsce jest pięć, a ich zwieńczeniem jest ogólnopolski Międzywojewódzki Sejmik, w którym biorą udział zwycięzcy z poprzedniego etapu.</p>
<p style="text-align: justify;"><span id="more-2783"></span></p>
<p style="text-align: justify;">Wybierałyśmy się z koleżanką z Warszawy do Czarnego Dunajca nie mając zielonego pojęcia, jak może wyglądać taki konkurs &#8211; chociaż udało mi się dostać program, nie wiedziałam nawet, gdzie Przepatrzowiny mają się odbywać. Kiedy wysiadłyśmy z autobusu przy rynku, który wyglądał dosyć ponuro, próbowałyśmy odnaleźć jakiś plakat z informacją o lokalizacji imprezy. Z tablicy informacyjnej dowiedziałyśmy się o niemal wszystkich dyskotekach w okolicy na przestrzeni ostatniego roku, niestety, o Przepatrzowinach nic a nic. Zaczepiony mieszkaniec wyraził podejrzenie, jakoby mogłyby odbywać się  w remizie, w której z tego, co pamięta, jeszcze 20 lat temu był dom kultury&#8230; może jeszcze jest?</p>
<p style="text-align: justify;">Szczęśliwie był. Odnalazłyśmy właściwą salę i mogłyśmy skupić się na sztuce.  Po paru minutach jej trwania zaczęłam rozglądać się po widowni i dopiero wtedy przeżyłam prawdziwy szok. Oprócz trzyosobowej komisji oceniającej spektakle, kamerzysty, fotografa, konferansjerki i organizatorki Przepatrzowin oraz kilkorga dzieci ze szkoły, której uczniowie właśnie byli na scenie, widzami niezależnymi byłyśmy tylko my!</p>
<div id="attachment_2812" class="wp-caption alignright" style="width: 160px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/04/1P3210018.jpg"><img class="size-thumbnail wp-image-2812 " title="&quot;Mazepa&quot;, AZT Niecieczanie z Niecieczy, fot. K. Matuszewska" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/04/1P3210018-150x150.jpg" alt="&quot;Mazepa&quot;, AZT Niecieczanie z Niecieczy, fot. K. Matuszewska" width="150" height="150" /></a><p class="wp-caption-text">&quot;Mazepa&quot;, AZT Niecieczanie z Niecieczy, fot. K. Matuszewska</p></div>
<p style="text-align: justify;">Teatr wiejski zatem kwitnie, tylko widownia nie za bardzo. Żywię nadzieję, że gdyby postarano się o jakąś promocję imprezy, napisano więcej niż  malutką notatkę w &#8220;Tygodniku Podhalańskim&#8221; na początku marca,  a zamiast dwóch czy trzech niewielkich plakatów sprytnie ukrytych przed ciekawskich wzrokiem, znalazło się ich nieco więcej, także w Zakopanem, gdzie o każdej porze roku są jacyś turyści, może przybyłoby kilku widzów, niekoniecznie będących krewnymi i znajomymi aktorów i reżyserów sztuk.</p>
<p style="text-align: justify;">Jeżeli już mowa o przedstawieniach: było ich osiem, a to, co najbardziej rzuciło mi się w oczy, to ich ogromna różnorodność. Były zatem sztuki pisane przez członków zespołu, sztuka Wandy Czubernatowej, a nawet <em>Mazepa</em> Słowackiego, spektakle obrzędowe i nieobrzędowe, w strojach &#8220;ludowych&#8221; i kostiumach z epoki, a nawet ogromne przedsięwzięcie (pierwotnie plenerowe), do którego scenografia montowana była blisko godzinę.</p>
<p style="text-align: justify;">Poziom sztuk był nierówny, zdarzyły się sztuki bardzo dopracowane, dowcipne, pomysłowe, w niektórych było widać, jak wiele pracy włożyli w nie uczestnicy, inne wypadły słabo. Niekiedy największy problem dla aktorów ( i  dla widzów także) stanowiła nieznajomość tekstu. Objawiało się to nieskoordynowanym dreptaniem w okolicach kurtyny, zza której nieszczęśliwie wystawał kawałek scenariusza trzymanego przez suflera.  Nie będę ukrywać, że dużo straciła na tym gra zapominalskiego aktora.</p>
<p style="text-align: justify;">
<div id="attachment_2813" class="wp-caption alignleft" style="width: 160px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/04/1P3210059.jpg"><img class="size-thumbnail wp-image-2813" title="&quot;Na Orawie dobrze&quot;, OGT im. E. Kowalczyka z Lipnicy Wielkiej na Orawie, fot. K. Matuszewska" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/04/1P3210059-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a><p class="wp-caption-text">&quot;Na Orawie dobrze&quot;, OGT im. E. Kowalczyka z Lipnicy Wielkiej na Orawie, fot. K. Matuszewska</p></div>
<p>Te spektakle, które z założenia miały być ludowe, stanowiły zdecydowaną większość tegorocznego repertuaru Przepatrzowin. Aktorzy bardzo ładnie prezentowali się w strojach regionalnych, które w większości przypadków miały niewiele wspólnego z codzienną współczesną ludowością. W życiu jeszcze nie widziałam górala w tak śnieżnobiałych portkach, jak na czarnodunajeckiej scenie, nawet na corocznym Festiwalu Ziem Górskich biel spodni jest raczej złamana.</p>
<p style="text-align: justify;">Ważnym atrybutem sztuk ludowych było mówienie gwarą. Nadawało specyficzny klimat i często było bardzo efektowne. Z wyjątkiem tych momentów, kiedy było widać, że mówienie gwarą sprawia aktorowi dużo większy problem niż widzowi zrozumienie jego wypowiedzi.  Gwarą mówiła też pani konferansjerka, która &#8211; ubrana w piękny strój góralski &#8211; sprawiała, że impreza nabierała wręcz familijnego charakteru.</p>
<p style="text-align: justify;">Jury z entuzjazmem przyjmowało  &#8220;etnograficzność&#8221; sztuk prezentowanych na Przepatrzowinach, o czym najdobitniej  świadczą <a href="http://www.mcksokol.pl/296,Przepatrzowiny_Teatrow_Regionalnych.htm" target="_blank">wyniki konkursu</a>. Preferowana &#8220;ludowość&#8221; miała &#8211; niestety &#8211; więcej wspólnego z cepeliadą, niż z rzeczywistością.  Szkoda, że w komisji znalazło się troje aktorów i reżyserów, będących jednocześnie instruktorami, wykładowcami czy scenografami, a zabrakło chociaż jednego etnografa. Poza ocenianiem sztuk według kryteriów teatru zawodowego (gra aktorska, scenografia, ruch sceniczny) przydałby się może jakiś kompetentny głos związany z samą regionalnością, która jest nawet w nazwie Przepatrzowin.</p>
<p style="text-align: justify;">
<div id="attachment_2803" class="wp-caption alignright" style="width: 160px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/04/IMG_4228.jpg"><img class="size-thumbnail wp-image-2803" title="&quot;Uroki&quot;, Grupa Obrzędowa KGW z Męciny, fot. E. Skokowska" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/04/IMG_4228-150x150.jpg" alt="&quot;Uroki&quot;, Grupa Obrzędowa KGW z Męciny, fot. E. Skokowska" width="150" height="150" /></a><p class="wp-caption-text">&quot;Uroki&quot;, Grupa Obrzędowa KGW z Męciny, fot. E. Skokowska</p></div>
<p style="text-align: justify;">Jednakże, jakby nie było, pomimo wszystkich trudności, teatr wiejski kwitnie, czego najlepszym dowodem jest osiem małopolskich zespołów teatralnych, które prezentowały w Czarnym Dunajcu swoje przedstawienia. I dopóki zespołom tym zwyczajnie chce się wystawiać sztuki, nawet przed widownią, której prawie nie ma, jak miało to miejsce w Czarnym Dunajcu, to znaczy, że trzymają się one mocno. Pytanie, co zrobić, żeby zakwitła publiczność?</p>
<p style="text-align: justify;">
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/04/09/a-jednak-kwitnie-pare-slow-o-teatrze-ludowym/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>„Inny” też patrzy. Refleksje po wydarzeniu „Wieża Babel. Warszawa Wielokulturowa”</title>
		<link>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/03/26/%e2%80%9einny%e2%80%9d-tez-patrzy-refleksje-po-wydarzeniu-%e2%80%9ewieza-babel-warszawa-wielokulturowa%e2%80%9d/</link>
		<comments>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/03/26/%e2%80%9einny%e2%80%9d-tez-patrzy-refleksje-po-wydarzeniu-%e2%80%9ewieza-babel-warszawa-wielokulturowa%e2%80%9d/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 26 Mar 2010 12:20:25 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jacek_Drozda</dc:creator>
				<category><![CDATA[Antropologia kultury]]></category>
		<category><![CDATA[Warszawa]]></category>
		<category><![CDATA[wydarzenia]]></category>
		<category><![CDATA[wielokulturowość]]></category>
		<category><![CDATA[życie warszawy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ethnomuseum.pl/blog/?p=2718</guid>
		<description><![CDATA[Niezależnie od naszego stosunku do rozmaitych określeń upłynnienia symbolicznych rygorów, relatywizacji podziałów i przekraczania arbitralnych granic, zazwyczaj uznajemy lub przynajmniej nieświadomie godzimy się z faktem, że podstawową konotacją rozważanego wciąż na nowo pojęcia „kultura” jest dziś właśnie różnorodność, otwartość, wielość. Sprzeciw wobec tej logiki interpretacji oznaczać może ksenofobiczne skłonności lub przynajmniej skrajnie konserwatywny tradycjonalizm. Na [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="attachment_2720" class="wp-caption alignleft" style="width: 181px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/03/2502696944_b324eedc3b_m.jpg"><img class="size-thumbnail wp-image-2720  " style="margin: 5px 2px;" title="fot. MeganJane11, Flickr CC." src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/03/2502696944_b324eedc3b_m-150x150.jpg" alt="" width="171" height="171" /></a><p class="wp-caption-text">fot. MeganJane11, Flickr CC.</p></div>
<p>Niezależnie od naszego stosunku do rozmaitych określeń upłynnienia symbolicznych rygorów, relatywizacji podziałów i przekraczania arbitralnych granic, zazwyczaj uznajemy lub przynajmniej nieświadomie godzimy się z faktem, że podstawową konotacją rozważanego wciąż na nowo pojęcia „kultura” jest dziś właśnie różnorodność, otwartość, wielość. Sprzeciw wobec tej logiki interpretacji oznaczać może ksenofobiczne skłonności lub przynajmniej skrajnie konserwatywny tradycjonalizm. Na szczęście taki rodzaj percepcji współczesności, pomimo wielu przeszkód, jest systematycznie wypierany ze sfery edukacji. Przykładem może być wydarzenie nazwane „Wieża Babel. Warszawa Wielokulturowa”, na które zostałem zaproszony jako przedstawiciel Państwowego Muzeum Etnograficznego.</p>
<p><span id="more-2718"></span></p>
<p>Nie będę szczegółowo relacjonował przebiegu owej imprezy, gdyż to, co chyba najbardziej w niej interesujące zawiera się w pewnej nadbudowie, w ogólnym sposobie, w jaki „Wieża Babel” podkreśla pewne powszechnie uznawane za pozytywne wartości. Wszystko działo się w piątek 19 marca w stołecznym liceum im. Stefana Batorego, szkole od lat cieszącej się opinią jednej z najlepszych w kraju. Mnie przypadła rola uczestnika dyskusji panelowej, w której oprócz znakomitych przedstawicielek instytucji naukowych, moderującej debatę dr Katarzyny Waszczyńskiej z Instytutu Etnologii i Antropologii Kultury UW oraz dr Joanny Wasilewskiej z Muzeum Azji i Pacyfiku, partycypowali uczniowie z klas gimnazjalnych i licealnych. Obejrzeliśmy przygotowane przez uczniów filmy dotyczące etnicznego zróżnicowania w Warszawie oraz krótkie przedstawienia mające na celu zaprezentowanie „innych kultur”, czasem też ich relacji z kulturą polską. Można było również skosztować potraw kojarzonych z kuchnią etniczną z wielu stron świata, od Włoch po Australię. W auli będącej areną wszystkich tych działań, panował iście wielokulturowy gwar, ciężko było o dłuższą chwilę ciszy. Ale niech to stwierdzenie nie zostanie odczytane jako zgryźliwość entuzjasty typowo konferencyjnej konwencji debatowania, którym w żadnym wypadku nie mógłbym siebie nazwać. Ten, jak mogliby powiedzieć niektórzy, chaos, stanowił istotny element imprezy. Taka jest przecież wielokulturowość – dynamiczna, czasem trudna do opisania za pomocą czysto naukowego instrumentarium językowego.</p>
<p>Dla mnie „Wieża Babel” stanowiła okazję do refleksji nad podejściem do różnorodności, prezentowanym przez instytucje i odbiorców ich działań, a nie różnorodnością jako taką. Powinienem tu zwrócić uwagę na pewien terminologiczny bałagan, do którego odniosłem się także podczas samej debaty. Otóż, „wielokulturowość” bywa niekiedy przedstawiana jako swoisty punkt wyjścia do „dialogu międzykulturowego” – kategorii stale obecnej od kilku lat w retoryce Unii Europejskiej oraz innych międzynarodowych organizacji promujących poszanowanie dla tożsamości, etyki i wizji przyszłości formacji kulturowych żyjących coraz bliżej siebie. Niestety, można odnieść wrażenie, że ów dialog częściej stanowi nieodzowny składnik metajęzyka wykształconego na potrzeby aktorów biurokratycznego spektaklu niż autentyczne zjawisko. Idea, która legła u podstaw definicji tego konstruktu jest tyleż zacna, co w dużej mierze niekompatybilna z potrzebami potencjalnych jej beneficjentów.  Przypomnijmy, że biblijna Wieża Babel okazała się projektem niemożliwym do realizacji, gdyż Bóg nie zgodził się na istnienie kolektywu jednomyślnych ludzi, mogących ustanowić nową, własną „boskość” znajdującą wyraz w absolutnej skuteczności wszelkich swych działań. Dziś wizja absolutnego porozumienia nie wydaje się niebezpieczna ze względu na rzekomo „bluźnierczy” charakter (Wieża Babel była w oczach Boga manifestacją egoizmu człowieka, pragnącego sięgnąć niebios bez aprobaty stwórcy, zawsze nadrzędnego wobec ziemskich istot), lecz w związku z rekonfiguracją wartości przejawiającą się w obecnej afirmacji różnorodności. Mówimy dziś o koegzystencji i równouprawnieniu, nie o konieczności homogenizacji kulturowej w celu osiągnięcia boskiego statusu. To oczywiste – zakrzykną osoby uznające się za „tolerancyjne” i „otwarte”. Jednak dialog międzykulturowy, paradoksalnie, czasem wydaje się zdecydowanie niewystarczająco „dialektyczny”, czego nie dostrzegają upolitycznione instytucje, często redukujące znaczenie porozumienia między wieloma „innymi” do schematu efektywnej ekonomicznie współpracy w budowaniu „wspólnego dobrobytu”.</p>
<p>Powyższe sceptyczne stwierdzenia przytaczam przede wszystkim z powodu dominacji niepokojącej tendencji do posługiwania się niemal wyłącznie humorem i stereotypami, dostrzegalną w projektach przedstawianych przez uczniów liceum im. Batorego. Nie jest to w żadnym wypadku domena wyłącznie tej społeczności, lecz po prostu najpowszechniejszy paradygmat konstruowania wypowiedzi na temat etniczności i relacji między różnymi grupami kulturowymi. Mogłoby się wydawać, że nie ma nic złego w wyśmiewaniu cech, zwłaszcza tych negatywnych, standardowo przypisywanych własnej i innym kulturom. W spektaklach, do których się tu odnoszę, znalazła się pokaźna dawka autoironii &#8211; to niezwykle istotne. Pomysły uczniów i sposoby ich realizacji jasno dowodzą jednego: uczestnicy „Wieży Babel” uznają i świetnie rozumieją pozytywny wymiar różnorodności kulturowej. Nie mają nic wspólnego z etnocentryzmem ani żadną inną formą szowinistycznej wiary w supremację „naszej” tożsamości. Jednocześnie wykazują silne przywiązanie do wizerunku różnorodności kulturowej jako pola twórczych interakcji, spotkania rozmaitych stylów życia i szczęśliwych, wzajemnie tolerujących się zbiorowości. Jako główną, w skali globalnej, przyczynę zmian miejsc zamieszkania przez ludzi, uczniowie właściwie bez wyjątku wymieniali takie czynniki jak: chęć podniesienia statusu materialnego, znalezienia bardziej komfortowego środowiska pracy, możliwość rozwoju zawodowego, związek z osobą innej narodowości etc. Cóż, trudno nie zgodzić się z tymi spostrzeżeniami, choć ich optymistyczna interpretacja może wzbudzać obawy. Emigracja zarobkowa to nie tylko przelot do Londynu, najpierw ciężka robota w gastronomii, a później awans i szczęśliwe życie w kosmopolitycznym otoczeniu. Zazwyczaj jest to wypełniona cierpieniem tułaczka ludzi o biografiach wypełnionych doświadczeniami wojen, klęsk żywiołowych, nędzy, chorób i odrzucenia. Oto rodowód znacznej części naszej idealizowanej wielokulturowości. Tworzą ją między innymi: setki Afrykańczyków próbujących nielegalnie przedostać się na hiszpańskie Wyspy Kanaryjskie; Chińczycy tygodniami podróżujący w nieludzkich warunkach do Europy dzięki „pomocy” oferowanej przez chciwych przemytników; hinduskie dzieci biegające po wysypiskach śmieci w poszukiwaniu jedzenia, czy Polacy świadczący niewolniczą pracę na rzecz pozbawionych skrupułów właścicieli zakładów przemysłowych w zachodniej Europie. Wielu z tych wyniszczonych fizycznie, pogrążonych w depresji i strachu ludzi nigdy nie będzie w stanie promować intrygujących, „egzotycznych zwyczajów”, które uwielbiamy poznawać przy okazji wielokulturowych festynów.</p>
<p>Nie próbuję nikogo przekonywać, że o różnorodności powinniśmy mówić tylko przez pryzmat często towarzyszącej jej niesprawiedliwości. W żadnym razie nie oczekuję takiego podejścia od gimnazjalistów i licealistów. Oni powinni poznawać i promować różnorodność jako wspólne dobro, z którego bez względu na pochodzenie, wyznanie i poglądy każdy winien wynosić jedynie pozytywne doświadczenia. Nie należy jednak zapominać, że budulcem naszej różnorodnej (po)nowoczesności jest też cierpienie milionów ludzi, którego naprawdę nie pokonuje się filantropijnymi gestami, SMS-owymi darowiznami, ani też politycznymi apelami o pokój lub chwytającymi za serce reportażami z gett biedy. Dlatego poruszyły mnie wypowiedzi uczniów, którzy powodu napływu Koreańczyków do Polski upatrywali jedynie w inwestycjach wschodnioazjatyckich koncernów w naszym kraju. Nie wspominali o pracujących w koszmarnych warunkach, często za darmo, brygadach robotników z totalitarnego państwa rządzonego przez Kim Dzong Ila lub o dzieciach ofiar wojny z lat 1950-53, które, na mocy porozumienia ówczesnych władz PRL i komunistycznej Korei, część młodości spędziły w polskich domach dziecka.</p>
<p>Podczas „Wieży Babel” zabrakło odniesienia do mniej spektakularnego wydania różnorodności kulturowej, jakim jest choćby problem zanikających świadectw mniej znanego oblicza wieloetnicznego charakteru polskich ziem. Trzeba jednak przyznać, że kwestia ta nie została całkowicie pominięta – na wielkie uznanie zasługują młodzi autorzy filmu ukazującego tragiczny stan cmentarza żydowskiego na Bródnie. Nie był to martyrologiczny obraz niszczejącego zabytku, lecz celny komentarz do wybiórczego charakteru strategii upamiętniania brutalnie zdeptanej żydowskiej kultury przedwojennej Warszawy i obecnego renesansu zainteresowania tematyką Zagłady. Atrakcyjne imprezy kulturalne i projekty artystyczne nawiązujące do wspólnej historii Żydów i Polaków zdecydowanie łatwiej jest finansować i popularyzować, niż choćby podstawowe działania konserwacyjne, niezbędne dla zachowania materialnego świadectwa tak ważnej dla Warszawy kultury.</p>
<p>Reprezentacja medialna odegrała kluczową rolę w percepcji mniejszości etnicznych i narodowych. Znalazło się zatem miejsce nawet na prezentację społeczności mieszkających w Warszawie Australijczyków, określanej zresztą mianem „mniejszości”, lecz nie poświęcono uwagi Ormianom, Karaimom, przedstawicielom powojennej fali emigrantów z Grecji, nie wspominając już o wieloetnicznego rodowodu osadnikach niegdyś zaludniających podwarszawskie tereny. Daleki jestem od tworzenia „indeksu ważności” konkretnych grup dla dziejów Warszawy, lecz warto pamiętać o tym, że różnorodność kulturowa nie jest nagle pojawiającym się fenomenem, lecz długotrwałym  procesem, posiada swą historyczną logikę.</p>
<p>Francuski antropolog Marc Augé napisał w jednej ze swych książek, że ludzkie życie jest swoistą fikcją, która przecina się z fikcjami „innych”. Fikcja nie oznacza tu fałszu, wymysłu, czy napisanej w wyobraźni historii, lecz pewną opowieść. Człowiek zawsze stawia się na pozycji obserwatora obcych, a reprezentanci kultury zachodniej miewają ku temu szczególne skłonności. Augé pyta jednak, skąd pewność, że podglądany przez nas „inny” sam nie zaczął nas podglądać znacznie wcześniej? Jeśli wielokulturowość jest właśnie fikcją „odgrywaną” przez innych, pamiętajmy, że „inni” również oglądają spektakl, w którym aktorami jesteśmy my – „tolerancyjni” obserwatorzy.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/03/26/%e2%80%9einny%e2%80%9d-tez-patrzy-refleksje-po-wydarzeniu-%e2%80%9ewieza-babel-warszawa-wielokulturowa%e2%80%9d/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Po Tuwie</title>
		<link>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/03/17/po-tuwie-2/</link>
		<comments>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/03/17/po-tuwie-2/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 17 Mar 2010 14:45:14 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Agata Pietrzyk</dc:creator>
				<category><![CDATA[EtnoWarszawa]]></category>
		<category><![CDATA[muzeum]]></category>
		<category><![CDATA[wydarzenia]]></category>
		<category><![CDATA[kuchnia tuwińska]]></category>
		<category><![CDATA[Tradycja]]></category>
		<category><![CDATA[tuwa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ethnomuseum.pl/blog/?p=2662</guid>
		<description><![CDATA[Zakończyliśmy Dni Republiki Tuwy w Państwowym Muzeum Etnograficznym. Za nami trzy dni pełne egzotyki. Egzotyki, która ma różne oblicza&#8230; Tuwa jest bowiem krajem, który pokazał, że ma swoją tradycję i głębokie kulturowe korzenie, że ma swoją historię (historię rosyjskich wpływów i oddziaływań), a w końcu, że ma swoją teraźniejszość (turystyczne atrakcje i pomysł na to, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="attachment_2649" class="wp-caption alignleft" style="width: 196px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/03/szaman-II.jpg"><img class="size-medium wp-image-2649 " style="margin: 5px 2px;" title="Szaman, fot. A. Pietrzyk." src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/03/szaman-II-237x300.jpg" alt="" width="186" height="235" /></a><p class="wp-caption-text">Szaman, fot. A. Pietrzyk.</p></div>
<p>Zakończyliśmy Dni Republiki Tuwy w Państwowym Muzeum Etnograficznym. Za nami trzy dni pełne egzotyki. Egzotyki, która ma różne oblicza&#8230; Tuwa jest bowiem krajem, który pokazał, że ma swoją tradycję i głębokie kulturowe korzenie, że ma swoją historię (historię rosyjskich wpływów i oddziaływań), a w końcu, że ma swoją teraźniejszość (turystyczne atrakcje i pomysł na to, jak je sprzedać). W efekcie mieliśmy obok siebie gromadzące pasjonatów warsztaty śpiewu gardłowego, gromadzące ekipy telewizyjne występy szamanów oraz gromadzące tłumy koncerty połączone z pokazami mody w takt muzyki disco. Wszystko to daje do myślenia, ale ów nadmiar wrażeń  paradoksalnie pozostawia ogromny poznawczy niedosyt&#8230;</p>
<p><span id="more-2662"></span></p>
<p>Aby choć trochę zaspokoić ów głód, podajemy przepisy na prawdziwe tuwińskie przysmaki, które przez kilka dni dostępne były w kluboksięgarni Bílý Koníček:</p>
<div id="attachment_2647" class="wp-caption alignright" style="width: 159px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/03/P3062945.jpg"><img class="size-thumbnail wp-image-2647 " style="margin: 5px 2px;" title="BORZAK czyli niesłodkie pączki, fot. A. Pietrzyk." src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/03/P3062945-150x150.jpg" alt="" width="149" height="149" /></a><p class="wp-caption-text">BORZAK czyli niesłodkie pączki, fot. A. Pietrzyk</p></div>
<p>BORZAK</p>
<p>1/2l. mleka<br />
250ml. śmietany<br />
150gr. margaryny<br />
szczypta sody<br />
mąka</p>
<p>Rozpuścić margarynę, ostudzić, dodać do niej mleko, śmietanę, sodę, a następnie dodawać mąkę, tak aby powstała kleista, dość gęsta konsystencja. Smażyć małe pączuszki na głębokim tłuszczu.</p>
<div id="attachment_2645" class="wp-caption alignleft" style="width: 162px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/03/P3062931.jpg"><img class="size-thumbnail wp-image-2645 " style="margin-top: 5px; margin-bottom: 5px;" title="Tradycyjna herbata tuwińska, fot. A. Pietrzyk." src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/03/P3062931-150x150.jpg" alt="" width="152" height="152" /></a><p class="wp-caption-text">Tradycyjna herbata tuwińska, fot. A. Pietrzyk.</p></div>
<p>TRADYCYJNA HERBATA TUWIŃSKA</p>
<p>Przygotowywana jest ze specjalnej prasowanej zielonej cierpkiej herbaty z dodatkiem mleka i soli.Herbatę gotuje się, następnie dodaje mleko i wyciąga fusy.Rytuał parzenia polega na napowietrzaniu herbaty poprzez przelewanie jej 40 razy.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/03/17/po-tuwie-2/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
