﻿<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Ethnomuseum.pl Blog &#187; &#8222;z życia działu&#8221;</title>
	<atom:link href="http://ethnomuseum.pl/blog/category/z-zycia-dzialu/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://ethnomuseum.pl/blog</link>
	<description>Blog Działu Etnografii Polski i Europy Państwowego Muzeum Etnograficznego w Warszawie</description>
	<lastBuildDate>Mon, 14 May 2012 10:37:16 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Tajemnice Druzów — białe brody, pomarańczowe ciastka i opowieści o kosmicznym Umyśle</title>
		<link>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/03/04/tajemnice-druzow-biale-brody-pomaranczowe-ciastka-i-opowiesci-o-kosmicznym-umysle/</link>
		<comments>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/03/04/tajemnice-druzow-biale-brody-pomaranczowe-ciastka-i-opowiesci-o-kosmicznym-umysle/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 04 Mar 2010 11:54:22 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Karolina Marcinkowska</dc:creator>
				<category><![CDATA["z życia działu"]]></category>
		<category><![CDATA[badania terenowe]]></category>
		<category><![CDATA[Bliski Wschód]]></category>
		<category><![CDATA[Druzowie]]></category>
		<category><![CDATA[islam]]></category>
		<category><![CDATA[kultura masowa]]></category>
		<category><![CDATA[mniejszości]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ethnomuseum.pl/blog/?p=2520</guid>
		<description><![CDATA[Zielony, złoty i czerwony: barwy pachnące spokojnym reggae i słońcem Etiopii. Mocne, intensywne, życiodajne. Miewają zaskakujące wcielenia – jak w przypadku pomarańczowego, słodkiego ciastka knafe. Ale bywają też pokrzepiające, szczególnie gdy poranek deszczowy, mglisty. Wtedy można go spędzić z kolorami w głowie, w przytulnej cukierni znajdującej się gdzieś w górach Karmel, na południowym wschodzie od miasta Haifa. Niebieski, głęboki jak morze, jak niebo bezkresne, jak [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong> </strong></p>
<div id="attachment_2543" class="wp-caption alignleft" style="width: 259px"><strong><strong><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/03/1.-Fotografie-medrcow-‘uqqāl-i-kolory-Druzow.-Fot.-Karolina-Marcinkowska.jpg"><img class="size-medium wp-image-2543   " style="margin: 5px 2px;" title="Fotografie medrcow ‘uqqāl i&nbsp;kolory Druzow, fot. K. Marcinkowska" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/03/1.-Fotografie-medrcow-‘uqqāl-i-kolory-Druzow.-Fot.-Karolina-Marcinkowska-300x224.jpg" alt="" width="249" height="186" /></a></strong></strong><p class="wp-caption-text">Fotografie mędrców ‘uqqāl i kolory Druzow, fot. K. Marcinkowska</p></div>
<p>Zielony, złoty i czerwony: barwy pachnące spokojnym reggae i słońcem Etiopii. Mocne, intensywne, życiodajne. Miewają zaskakujące wcielenia – jak w przypadku pomarańczowego, słodkiego ciastka <a href="http://www.theworldwidegourmet.com/recipes/knafe-lebanese-pastry/" target="_blank">knafe</a>. Ale bywają też pokrzepiające, szczególnie gdy poranek deszczowy, mglisty. Wtedy można go spędzić z kolorami w głowie, w przytulnej cukierni znajdującej się gdzieś w górach Karmel, na południowym wschodzie od miasta Haifa.</p>
<p>Niebieski, głęboki jak morze, jak niebo bezkresne, jak tuareski szal towarzyszący mi zawsze w moich podróżach. Chroni twarze wędrowców przed piaskiem i złym spojrzeniem, a mnie być może przed odnalezieniem się w szarości. Jeszcze biały, kolor najwyższej cnoty, czystości duszy i ciała. I długiej brody uśmiechniętego starca ze zdjęcia wiszącego nad barem, podpisanego: „Welcome to the Druze village, Daliat El Carmel”.</p>
<p><span id="more-2520"></span></p>
<p>I tak, w jednej z wielu cukierni w tym małym miasteczku przytulonym równocześnie do gór i szosy, w oparach sziszy i z boskim, niepowtarzalnym smakiem knafe w gębie, rozmyślam sobie o kolorach i tajemnicach Druzów. Te pięć kolorów zdobi ich flagę i pięcioramienną gwiazdę – symbol religii i dziedzictwa kulturowego tej grupy narodowo-religijnej.</p>
<p>Barwy, smaki, klimaty pobudzające do wiecznie powracających w mojej głowie pytań związanych z Izraelem — krajem, który wielością swoich zagadek, paradoksów i sprzeczności przyciąga mnie już kolejny raz.</p>
<h2>Druzyjska dusza a masowy popyt na ogólnoświatowe pamiątki</h2>
<p>Pięć barw symbolizujących podstawowe zasady moralne oraz profetów religii Druzów, to na pierwszy rzut oka jedyne autentyczne odzwierciedlenie tego, co można zobaczyć w wioskach zamieszkanych przez tą społeczność. Mówi się o wioskach i do wiosek podążają też tłumnie wycieczkowicze izraelscy i inni ciekawscy /do których ja się też zaliczam/ marzący o odsłonięciu chociażby rąbka tajemnicy z życia owianych legendą Druzów.</p>
<div id="attachment_2545" class="wp-caption alignleft" style="width: 206px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/03/2.-Jedna-z-nieprawdopodobnych-cukierni-druzyjskich-w-Daliat-El-Carmel.-Fot.-Karolina-Marcinkowska.jpg" rel="wp-prettyPhoto[g2520]"><img class="size-medium wp-image-2545  " style="margin: 5px 2px;" title="Jedna z&nbsp;nieprawdopodobnych cukierni  druzyjskich w&nbsp;Daliat El Carmel, fot. K. Marcinkowska" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/03/2.-Jedna-z-nieprawdopodobnych-cukierni-druzyjskich-w-Daliat-El-Carmel.-Fot.-Karolina-Marcinkowska-300x224.jpg" alt="" width="196" height="146" /></a><p class="wp-caption-text">Jedna z nieprawdopodobnych cukierni  druzyjskich w Daliat El Carmel, fot. K. Marcinkowska</p></div>
<p>Do Daliat El Carmel oraz pobliskiej Isfiya można z łatwością dojechać jednym z wielu szalonych busików-szerutów z Haify. Ciężko sobie teraz wyobrazić, że około 400 lat temu, w okresie osiedlenia się Druzów przybyłych tu z północnej Syrii, wzgórza Golan były  niezamieszkałe, dzikie, wessane przez góry.</p>
<p>Osady te nie mają wiele wspólnego z wioskami: Daliat El Carmel to ciąg sklepików z pamiątkami i kawiarenek umieszczonych wzdłuż szosy głównej, w pięknym — choć stłamszonym nieco przez wszechobecny harmider i tandetę — krajobrazie górskim. A między szaliczkami, obrazkami i naszyjnikami, pochodzącymi chyba z każdego zakątka globu tylko nie z samego Daliat, miga biel bród druzyjskich sprzedawców.</p>
<p>W samym Izraelu Druzowie stanowią jedną z wielu mniejszości wyznaniowych i etnicznych -  liczy sobie ona około 110 tysięcy członków zamieszkujących przede wszystkim w północnej części Izraela, na terenach prowincji galilejskiej i wzgórzach Golan.</p>
<p>Sami Druzowie nie uważają się za muzułmanów, mimo tego, iż ich religia wyrosła około tysiąca lat temu z egipskiego <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Isma'ilizm" target="_blank">isma’ilizmu</a>. Wolą określać się mianem Muwahiddun, czyli wyznawców „religii jedyności Boga” – inaczej unitarianizmu. Przez wieki ortodoksyjni muzułmanie uznawali Druzów za heretyków – w ich wierze widzieli więcej wpływów chrześcijaństwa, gnostycyzmu, zoroastryzmu i neoplatonizmu, niż islamu. Choć to właśnie zapożyczona z islamu szyickiego zasada taqiyyi – skrywania własnej religii, jest bodaj najbardziej charakterystycznym rysem ich wiary.</p>
<p>Na ulicach i w knajpach oraz oczywiście w licznych sklepikach z pamiątkami usiłowałam zagadać z siwobrodymi, wąsatymi panami w białych turbanach. Odpowiadano mi uśmiechając się czarująco, że podstawą religii Druzów jest jej Tajemniczość – tyle powinno mnie zadowolić. I powracano do zachwalania „tradycyjnych” fajek z Turcji, wyplatanych ręcznie dywaników z Radżastanu i plastikowych wielbłądów „made in China”, przypinając im na chybił trafił etykietkę: „druzyjskie”.</p>
<p>Nie dałam się ogłupić – poszukiwałam dalej. Za główną ulicą obklejoną sklepami widać betonową „bramę” z napisem: „Welcome to the traditional druze old Town”.<br />
…<br />
Duszo wszechobecna, druzyjska tajemnico, gdzie mogę odnaleźć Twoje ślady?</p>
<h2>Hinduski Platon żongluje kolorami, a małżonki szuka w Internecie</h2>
<p>A dusza, emanacja jedynego Boga, jest według Druzów wszędzie. Czasem ujawnia się pod postacią ludzką; wybrańcami byli m.in. Chrystus, kalif al-Hakim, Mojżesz, Muhammed. Porównuje się ich symbolicznie do zasłon twarzy zakładanych przez kobiety druzyjskie: za materialną formą ukrywa się Boska emanacja, wielki, kosmiczny Umysł.</p>
<div id="attachment_2525" class="wp-caption alignright" style="width: 183px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/03/3.-Pyszne-pomaranczowe-ciastko-knafe-Fot-Ewa-Paszkowicz1.jpg" rel="wp-prettyPhoto[g2520]"><img class="size-medium wp-image-2525" title="Pyszne, pomaranczowe ciastko knafe, fot. E. Paszkowicz" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/03/3.-Pyszne-pomaranczowe-ciastko-knafe-Fot-Ewa-Paszkowicz1-225x300.jpg" alt="" width="173" height="231" /></a><p class="wp-caption-text">Pyszne, pomarańczowe ciastko knafe, z serem, pistacjami i syropem różanym, pomaga na pewno w rozmyślaniach o kolorach i losie druzyjskich „wiosek”… fot. E. Paszkowicz</p></div>
<p>Poszukiwanie jedynego Boga jest więc bezcelowe, bo stworzona przez niego światłość, ujawniająca się między innymi w rozumie, słowie i innych emanacjach Jedynego, tworzą świat materialny i to, co nas otacza. Kto wie, może nawet w tym całym konsumpcyjno-turystycznym cyrku powstałym w „wiosce” Druzów przemyka gdzieś nieśmiało wędrująca, wieczna dusza…</p>
<p>Jeden z badaczy religii druzyjskiej porównał tę doktrynę do efektów zabawy żonglera, który rzucał w niebo różne kolorowe idee i łapał na przemian te, które mu akurat wpadały do ręki. Teoria emanacji Boga pachnie Platonem, reguła prawdomówności – Chrześcijaństwem, zasady żywieniowe – islamem, wędrówka dusz – hinduską wiarą w reinkarnację. Jedną z bardziej fascynujących idei druzyjskich jest właśnie przekonanie o równości wszystkich ludzi, która pochodzi z faktu nieustannego przemieszczania się dusz stworzonych przez Boga tylko jeden raz. Gdy ciało umiera, dusza przenosi się do kolejnego „futerału”, przenosząc ze sobą wszystkie stany ducha i przeżycia poprzednich właścicieli.</p>
<p>Zgodnie z tą zasadą Druzem nie można się „stać”, można się nim tylko urodzić – jest ich około miliona, rozproszonych po terenach Syrii, Libanu, Jordanii i Izraela, a ich dusze wstępują do kolejnych potomków druzyjskich z krwi i kości. Nie lada zagwozdką jest dla Druza znalezienie partnera! Tutaj także z pomocą przybiegły wynalazki technologii i cywilizacji konsumpcyjnej – powstała strona internetowa <a href="http://druzecafe.com/index.html" target="_blank">„Druz cafe”</a>, która szczyci się łączeniem dusz druzyjskich i podtrzymywaniem zamkniętego kręgu wcieleń.</p>
<h2>Ślady tajemnicy, ułamki historii, paprochy tradycji</h2>
<p>Nie ma więc wśród Druzów potrzeby nawracania, przekonywania innych do swojej religii, nie ma też ceremonii religijnych czy oficjalnej liturgii, świąt religijnych, czy obowiązku pielgrzymki. Świętem jest codzienność, modlitwą — prawdomówność i szczerość wobec bliźnich, wiara w jedynego Boga i jego moc.</p>
<p>Wszyscy ludzie są równi, kobiety mają te same prawa, co mężczyźni, a sprawy społeczności omawiane są wspólnie w domach modlitw zwanych hilwah lub pomieszczeniach wydzielanych w domach prywatnych. To tam można dostrzec ślady tego tak silnego, choć niewidocznego gołym okiem dziedzictwa: starannie oprawione fotografie mędrców ‘uqqāl, gwiazdy o pięciu kolorowych ramionach, koszyki i tkaniny wykonywane jeszcze do niedawna wyłącznie przez Druzów…</p>
<div id="attachment_2546" class="wp-caption alignleft" style="width: 250px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/03/4.-Brodacze-koszyki-i-wielka-Tajemnica-fot.-Karolina-Marcinkowska.jpg" rel="wp-prettyPhoto[g2520]"><img class="size-medium wp-image-2546 " style="margin: 5px 2px;" title="Brodacze, koszyki i&nbsp;wielka Tajemnica, fot. K. Marcinkowska" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/03/4.-Brodacze-koszyki-i-wielka-Tajemnica-fot.-Karolina-Marcinkowska-300x224.jpg" alt="" width="240" height="179" /></a><p class="wp-caption-text">Brodacze, koszyki i wielka Tajemnica, fot. K. Marcinkowska</p></div>
<p>Społeczności druzyjskie na Bliskim Wschodzie zawsze starały się utrzymać swoją neutralną postawę w kwestiach politycznych – w czasach protektoratu brytyjskiego na ziemiach Izraela, Druzowie trzymali się z dala od konfliktu palestyńsko-izraelskiego. Podkreślali swoją odrębność od wyznawców islamu i Arabów, zostali uznani przez rząd Izraela za odrębną grupę narodową i religijną (na podobieństwo Czerkiesów i Beduinów). Od 1948 walczyli u boku Izraelczyków i – w przeciwieństwie do Palestyńczyków – dostali od rządu izraelskiego oficjalne pozwolenie na wcielanie się do armii izraelskiej i obowiązek odbywania służby wojskowej.</p>
<p>Jeden ze spotkanych przeze mnie brodaczy druzyjskich szczycił się kameleonową naturą społeczności Druzów na całym świecie: „Druzowie w Izraelu to Izraelczycy, a w Polsce to Polacy! Są i u Ciebie, wyznają swoją tajemną religię w spokoju i harmonii z innymi, dlatego może jeszcze nie wiesz o ich istnieniu!”.</p>
<p>Ciężko mi było uwierzyć w istnienie Druzów nawet w ich własnej „wiosce”, zakopanej przez pamiątki z różnych stron świata i oblężonej przez tłumy przybyszy, których wyraźnie nie zaprzątała kwestia druzyjska, jakkolwiek tajemnicza czy wyjątkowa by ona była…</p>
<p>Warto było zawitać do Daliat El Carmel aby stwierdzić, że ostał się na pewno „welon” duszy druzyjskiej: sumiaste wąsy i biały turban. A tajemniczy uśmiech sprzedawców pamiątek przypominał o tym, że istota, której poszukiwałam, tkwi w ukryciu, bo religia Druzów jest Tajemnicą, która bądź co bądź przetrwała już około tysiąca lat…</p>
<div id="attachment_2547" class="wp-caption alignright" style="width: 110px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/03/5.-gwiazda-druzyjska.png" rel="wp-prettyPhoto[g2520]"><img class="size-full wp-image-2547 " style="margin-top: 5px; margin-bottom: 5px;" title="Gwiazda druzyjska" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/03/5.-gwiazda-druzyjska.png" alt="" width="100" height="100" /></a><p class="wp-caption-text">Gwiazda druzyjska</p></div>
<p style="text-align: center;">
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/03/04/tajemnice-druzow-biale-brody-pomaranczowe-ciastka-i-opowiesci-o-kosmicznym-umysle/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Muzea w stronę nowego</title>
		<link>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/01/10/muzea-w-strone-nowego/</link>
		<comments>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/01/10/muzea-w-strone-nowego/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 10 Jan 2010 12:07:32 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ela Skokowska</dc:creator>
				<category><![CDATA["z życia działu"]]></category>
		<category><![CDATA[eksponaty]]></category>
		<category><![CDATA[muzeum]]></category>
		<category><![CDATA[wystawy]]></category>
		<category><![CDATA[edukacja]]></category>
		<category><![CDATA[innowacja]]></category>
		<category><![CDATA[wystawa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ethnomuseum.pl/blog/?p=2360</guid>
		<description><![CDATA[Pamiętam, jak dawno, dawno temu, zdaje się, że jeszcze w podstawówce, była zima podobna do tej teraz. Przypuszczam, że musiał być to mimo wszystko jakiś sezon ogórkowy, ponieważ nauczyciele, zamiast męczyć w gmachu szkoły, wyprowadzili nas na wycieczkę. Do Muzeum Etnograficznego. I tutaj w zasadzie kończy się dokładność tego wspomnienia. Podejrzewam, że oglądaliśmy stroje ludowe i jakieś narzędzia, ale tego nie pamiętam. Mam jakieś mętne wrażenie takiego [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="attachment_2456" class="wp-caption alignleft" style="width: 203px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/02/Lepsze-Muzeum-wizja-uczestników-warsztatów-Język-ekspozycji-fot.-E.-Wołkanowska.jpg"><img class="size-medium wp-image-2456 " style="margin-top: 5px; margin-bottom: 5px;" title="Lepsze  Muzeum - wizja uczestników warsztatów Język ekspozycji, fot. E. Wołkanowska" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/02/Lepsze-Muzeum-wizja-uczestników-warsztatów-Język-ekspozycji-fot.-E.-Wołkanowska-286x300.jpg" alt="" width="193" height="202" /></a><p class="wp-caption-text">Lepsze  Muzeum — wizja uczestników warsztatów Język ekspozycji, fot. E. Wołkanowska</p></div>
<p>Pamiętam, jak dawno, dawno temu, zdaje się, że jeszcze w podstawówce, była zima podobna do tej teraz. Przypuszczam, że musiał być to mimo wszystko jakiś sezon ogórkowy, ponieważ nauczyciele, zamiast męczyć w gmachu szkoły, wyprowadzili nas na wycieczkę. Do Muzeum Etnograficznego.<br />
I tutaj w zasadzie kończy się dokładność tego wspomnienia. Podejrzewam, że oglądaliśmy stroje ludowe i jakieś narzędzia, ale tego nie pamiętam. Mam jakieś mętne wrażenie takiego specyficznego zakurzenia i gablot. Przypuszczam, że mogliśmy nudzić się niczym mopsy – Muzeum nie zrobiło na nas większego wrażenia. Bardziej chyba poruszył mnie ten obfity śnieg na zewnątrz i gruby wełniany sweterek, w który mnie ubrano, ponieważ obie te rzeczy pamiętam doskonale.<span id="more-2360"></span></p>
<p>Muzeum Etnograficzne u progu 2010 roku to zupełnie co innego. Dysponuje kawiarnią, księgarnią, kinem. Urządza rozmaite imprezy, koncerty, warsztaty. Ogranicza gabloty i stawia na bardziej obrazowe sposoby przedstawiania. Na przykład na wystawie stałej dotyczącej Afryki biżuteria, strój i narzędzia są prezentowane na specjalnym manekinie, wyglądającym jak żywy. Być może dzięki temu dzieci szkolne nie budują sobie wizji Afryki jako kontynentu zagablotowanego. W ogóle zdawać by się mogło, że zadziwiająco duża frekwencja na warsztatach dla dzieci i rodziców, tłumy na wernisażach i koncertach oraz innych imprezach są wystarczającym dowodem na to, że bycie w Muzeum jest obecnie najbardziej popularną formą rozrywki.</p>
<div id="attachment_2459" class="wp-caption alignright" style="width: 310px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/02/koncert-ElBichio-w-Muzeum-2-fot.-E.-Chomicka.jpg" rel="wp-prettyPhoto[g2360]"><img class="size-medium wp-image-2459" title="Koncert ElBichio w&nbsp;Muzeum, fot. E. Chomicka" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/02/koncert-ElBichio-w-Muzeum-2-fot.-E.-Chomicka-300x200.jpg" alt="" width="300" height="200" /></a><p class="wp-caption-text">Koncert ElBichio w Muzeum, fot. E. Chomicka</p></div>
<p>No właśnie, “bycie w muzeum”. Muzeum chce przyciągnąć widzów — funkcję popularyzatorską pełnią m.in. filmy, muzyka i tartinki. Imprezy rzeczywiście spełniają swoją rolę — na niektóre koncerty, a już szczególnie na Noc Muzeów, ściągają tłumy. Pomimo tego, że Muzeum stara się dziś tworzyć wystawy interaktywne, multimedialne i na wszelkie sposoby zadziwiające zwiedzających, to jednak na co dzień nie szturmują oni ekspozycji.  Na wystawie <a href="http://www.ethnomuseum.pl/doc_138-_zakochany-chopin-inspiracje-mazowieckie.html" target="_blank">„Zakochany Chopin. Inspiracje mazowieckie”</a> możemy nie tylko obejrzeć eksponaty, ale też posłuchać fonogramów, a <a href="http://www.ethnomuseum.pl/doc_147.html" target="_blank">wystawa szopek krakowskich</a> nie tylko prezentuje te miniaturowe budowle — są też nagrania (np. szopki przygotowanej przez aktorów teatru „Guliwer”) oraz możliwość ułożenia własnej kolorowej szopki.</p>
<p>Powstają przeróżne projekty wystaw, mających na celu zaangażować widzów, zachęcić ich do współtworzenia wystawy, zaproponowania czegoś od siebie. Muzeum wychodzi do ludzi — organizuje <a href="http://www.larp.pl/Strona_g%C5%82%C3%B3wna" target="_blank">LARPy</a>, etnobazary, dyskusje, cykle filmowe. Podobnie czynią inne muzea na całym świecie. W Warszawie mamy niedawno powstały przykład  „nowego” muzeum — <a href="http://www.1944.pl/" target="_blank">Muzeum Powstania Warszawskiego</a>. Cieszy się ono dużą popularnością, o czym świadczą liczne zachwyty nad taką nowoczesną formułą muzeum. Są też głosy krytyczne, zazwyczaj dotyczące wyznaczenia granicy pomiędzy szacunkiem do historii a rozrywką. Tragizm historii Powstania sprawia, że niezwykle ważne wydaje się ustalenie takiej granicy.</p>
<div id="attachment_2460" class="wp-caption alignright" style="width: 310px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/02/Fragment-wystawy-Zakochany-Chopin-inspiracje-mazowieckie.-fot.-E.-Chomicka.jpg" rel="wp-prettyPhoto[g2360]"><img class="size-medium wp-image-2460" title="Fragment wystawy Zakochany Chopin - inspiracje mazowieckie. fot. E. Chomicka" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/02/Fragment-wystawy-Zakochany-Chopin-inspiracje-mazowieckie.-fot.-E.-Chomicka-300x200.jpg" alt="" width="300" height="200" /></a><p class="wp-caption-text">Fragment wystawy Zakochany Chopin — inspiracje mazowieckie. fot. E. Chomicka</p></div>
<p>W <a href="http://www.ethnomuseum.pl/doc_83.html" target="_blank">„Etnografii Nowej”</a> możemy przeczytać bardzo interesujący artykuł prof. Czesława Robotyckiego <em>Czy można współcześnie tworzyć muzea etnograficzne?</em> Tekst przywołuje artykuł Aleksandra Jackowskiego z 1993 roku <em>Czy wymyślilibyśmy dzisiaj muzea etnograficzne?</em> Mamy zatem do czynienia z dyskusją o przyszłości muzeów. Jackowski postuluje zmiany, jakie muszą zajść w muzeach i skansenach, aby mogły skutecznie pełnić swoje role w edukacji społecznej („patriotycznym wychowaniu narodu”). Robotycki, uznając aktualność tego zagadnienia, konfrontuje je z sytuacją muzeów 16 lat po publikacji Jackowskiego.</p>
<p>Zainspirowawszy się tą dyskusją, sama zaczęłam się zastanawiać nad wizją bliższej i dalszej przyszłości muzeów. Wiadomo, że gabloty już nie wystarczą. W multimediach, aktywizowaniu widza i podobnych praktykach tkwi potencjał nowych muzeów. Atrakcyjne są możliwości wypowiedzenia widzów na wystawie, przymierzenia stroju ludowego czy samodzielnego wykonania regionalnej ozdoby choinkowej. Pojawia się jednak pytanie, czy w działalności edukacyjnej i w imię spełniania swojej popularyzatorskiej misji, muzeum powinno iść w stronę rozrywki? Jeżeli tak, to jak daleko? Czy zabawa wyklucza poszanowanie historii, tradycji? Jak powinny być rozłożone akcenty na funkcje edukacyjne, popularyzatorskie i rozrywkowe? Czy należy robić z muzeum/skansenu wesołe miasteczko? A jeżeli już zrobimy zeń Disneyland, to gdzie jest autentyczność? Jakie są oczekiwania widzów?</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/01/10/muzea-w-strone-nowego/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Moje malgaskie vintana — fragmenty zapisków terenowych</title>
		<link>http://ethnomuseum.pl/blog/2009/12/15/moje-malgaskie-vintana-fragmenty-zapiskow-terenowych/</link>
		<comments>http://ethnomuseum.pl/blog/2009/12/15/moje-malgaskie-vintana-fragmenty-zapiskow-terenowych/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 15 Dec 2009 00:02:10 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Karolina Marcinkowska</dc:creator>
				<category><![CDATA["z życia działu"]]></category>
		<category><![CDATA[Afryka]]></category>
		<category><![CDATA[Antropologia kultury]]></category>
		<category><![CDATA[badania terenowe]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ethnomuseum.pl/blog/?p=2144</guid>
		<description><![CDATA[„Dlaczego akurat Madagaskar?” — powtarzające się pytanie Malgaszów i nie tylko. A ja dopiero teraz zauważyłam, że nie wiadomo dlaczego silę się zawsze na jakieś formułki typu: „bo to między Afryką a Azją, coś unikalnego, niepowtarzalnego, itd itp…i kult przodków i różnorodność…”. A to, co naprawdę czuję, odpowiedź, która jest najbliższa „mojej” prawdy, to – „bo takie jest moje VINTANA”. To jedno z tych trudno przetłumaczalnych, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="attachment_2151" class="wp-caption alignleft" style="width: 310px"><img class="size-medium wp-image-2151" style="margin: 5px 2px;" title="Król Marcel, król Soazara (na&nbsp;codzień żona Marcela) i&nbsp;ja, fot. Jarsyl Mamodje" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/12/król-Marcel-jego-żona-obecnie-król-i-ja-fot.-Jarsyl-Mamodje-300x224.jpg" alt="Król Marcel, jego żona - obecnie król i&nbsp;ja, fot. Jarsyl Mamodje" width="300" height="224" /><p class="wp-caption-text">Król Marcel, król Soazara (na codzień żona Marcela) i ja, fot. Jarsyl Mamodje</p></div>
<p>„Dlaczego akurat Madagaskar?” — powtarzające się pytanie Malgaszów i nie tylko. A ja dopiero teraz zauważyłam, że nie wiadomo dlaczego silę się zawsze na jakieś formułki typu: „bo to między Afryką a Azją, coś unikalnego, niepowtarzalnego, itd itp…i kult przodków i różnorodność…”. A to, co naprawdę czuję, odpowiedź, która jest najbliższa „mojej” prawdy, to – „bo takie jest moje VINTANA”. To jedno z tych trudno przetłumaczalnych, malgaskich słów, oznaczających coś między przeznaczeniem a drogą wytyczoną przez przodków. Przodkowie (a nie lemury!) to przecież główni panowie i władcy Czerwonej Wyspy. Nazwę kraju, dziwną i nic mi kiedyś nie mówiącą, pamiętam dobrze z dzieciństwa – to był moment, w którym znajomy mamy, różdżkarz, narysował mapę „moich” miejsc. Był Berlin, coś jeszcze brzmiącego dość domowo i… Madagaskar. Pamiętam, że pojawił się wtedy w mojej głowie trochę komiksowy, wielki znak zapytania i migający komunikat: „po co, na co i kiedy w ogóle bym miała się tam znaleźć??”. Teraz już wiem…!</p>
<p><span id="more-2144"></span></p>
<h3>Ciało futerałem dla królewskiej duszy</h3>
<div id="attachment_2148" class="wp-caption alignleft" style="width: 310px"><img class="size-medium wp-image-2148" style="margin: 5px 2px;" title="Nadine w&nbsp;momencie wchodzenia ducha króla w&nbsp;jej ciało, fot.Karolina Marcinkowska" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/12/Nadine-w-momencie-wchodzenia-ducha-króla-w-jej-ciało-fot.Karolina-Marcinkowska-300x224.jpg" alt="Nadine w&nbsp;momencie wchodzenia ducha króla w&nbsp;jej ciało, fot.Karolina Marcinkowska" width="300" height="224" /><p class="wp-caption-text">Nadine w momencie wchodzenia ducha króla w jej ciało, fot.Karolina Marcinkowska</p></div>
<p>Twarz fryzjerki — opętanej Nadine - rozpromienia się, jak opowiada o swoim duchu <em>czumba</em>. To on sprawił, że wyszła cało z poważnej choroby, nauczyła się zawodu fryzjerki, dała sobie radę w ciężkich czasach. Dlatego też musi teraz służyć duchowi królewskiemu, który wybrał jej ciało jako tymczasowy futerał dla swojej duszy. Nie łatwo sprostać wymaganiom ducha, narzuconym przez niego zakazom i nakazom. Nadine może organizować ceremonie tylko we wtorki i środy (takie były — wedle skomplikowanych wyliczeń astrologów — sprzyjające dni dla króla), nie może jeść kurczaka ani pić piwa. Równocześnie, jej status w dzielnicy uległ znacznej przemianie – jest szanowana, lubiana i traktowana niejako z ostrożnością. Duch króla może się zemścić, jeśli zauważy, że ktoś zaszkodzi Nadine, która poniekąd jest częścią jego. Jej ciało jest niezbędne do zaistnienia spotkania żywych, potrzebujących rady i wróżby, ze zmarłym królem. Nie ma ani cienia zwątpienia, zażenowania, wszystko to, co mówi Nadine, pochodzi z głębi jej serca. Wygląda trochę tak, jakby mówiła o idealnym kochanku, wiernym i jedynym, któremu ufa bezgranicznie, który po prostu JEST ZAWSZE, jest częścią jej samej.</p>
<h3>W poszukiwaniu straconego czasu — ceremonia „czumba” jako spotkanie idealne</h3>
<div id="attachment_2150" class="wp-caption alignleft" style="width: 310px"><img class="size-medium wp-image-2150" style="margin: 5px 2px;" title="Duch urzędnika w&nbsp;ciele Celestine, Majunga, fot.Karolina Marcinkowska" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/12/Duch-urzędnika-w-ciele-Celestine-Majunga-fot.Karolina-Marcinkowska-300x224.jpg" alt="Duch urzędnika w&nbsp;ciele Celestine, Majunga, fot.Karolina Marcinkowska" width="300" height="224" /><p class="wp-caption-text">Duch urzędnika w ciele Celestine, Majunga, fot.Karolina Marcinkowska</p></div>
<p>Odwiedziny znajomej Celestine, opętanej przez ducha króla Soazara. Położenie jej domu, na wysepce przyklejonej do bajora wysychającego i wzbierającego wedle własnego widzi mi się, mogłoby spokojnie dorównać  benińskiemu Ganvie. Niewiele by trzeba, żeby zrobić z tego malowniczo-slumsowej okolicy turystyczną perełkę. Tylko pytanie, po co i na co, a przede wszystkim, czy którykolwiek mieszkaniec w ogóle czegoś takiego potrzebuje? Niestety zyski z turystyki nie wzbogacają zazwyczaj samych mieszkańców, czyniąc jedynie z ich codzienności dość nieznośną, fotografowaną przez efemeryczne tłumy rzeczywistość…</p>
<p>Coś takiego jest w tym zlepku budek z blachy falistej, mostków z byle jak rzuconych desek, ogólnego wrażenia prowizorki, że czuje się jakąś przedziwną harmonię, naturalnie wykreowaną przez ludzi. Jak w ukrytym mechanizmie zegarka, bo nie w pięknej, zewnętrznej tarczy czy paseczku ze skóry. Bo paseczka pewnie tu nawet nie ma. A propos zegarków, dałam szansę mojemu pomarańczowemu, ponoć niezniszczalnemu budzikowi. Dziś wyjęłam go z plecaka — wskazówka dygotała spocona raz w jedną stronę, raz w drugą, jakby czas kołysał się między chwilą przed „teraz” a chwilą „zaraz”. A „teraz” tu nie ma – na pewno jest „przed”… A takie dygotanie to, kto wie, może symbolizuje naturę duchów <em>czumba</em>, raz tam, raz tu, a właściwie nigdy „tu i teraz”. Gdzieś „pomiędzy”, „in betweex and between” – eh, ci klasycy antropologii!</p>
<p>No, ale wracając do domu Celestine – dobrze odnajduję się w malgaskiej rzeczywistości, chociażby fakt, że ktoś, kogo się szuka (jak ja poszukiwałam Celestine) zmienił dom, nie jest żadnym problemem. Bo wcześniej też nie miał adresu. Po prostu należy udać się w bliżej nieokreśloną „okolicę” i pytać o daną osobę. Można ją opisać, mówiąc, że mąż gra na akordeonie, bo przecież to, że mają dużo dzieci, w kontekście malgaskim nie jest raczej relewantne… Wyobrażam sobie, że tutaj wszyscy wiedzą wszystko o swoich sąsiadach bliższych i dalszych, a z drugiej strony nikt nie zagląda do domu, który zazwyczaj nie ma okien, a drzwi traktuje się jak nocny wachlarz. Tak sobie myślę, że panuje tu jakieś niepisane prawo nie powstrzymywania się od ciekawości (bo przecież co i rusz ktoś po prostu wchodzi i się przygląda, nie starając się nawet udawać, że nie jest ciekawy, co się dzieje u kogoś w domu) z równoczesnym szacunkiem dla „prywatności” innych – a ta na pewno oznacza co innego niż u nas.</p>
<p>Pech chciał (a raczej kolejny duch <em>czumba</em>), że Celestine nie uwolniła się łatwo od ducha. Przepychał się w jej ciele następny, tym razem urzędnik, który  (jak przestrzegał mąż Celestine) mało mówi i głównie siedzi na krześle. Nie bez przyczyny był za życia urzędnikiem – dlatego też pojawia się w białym, europejskim kapeluszu i bawełnianej koszuli. Jest dość gburowaty i ogólnie sprawia wrażenie kogoś, kogo niewiele cokolwiek obchodzi. Przyszedł nie pytany (czy to cecha urzędników?), po prostu bezczelnie się wepchnął bez kolejki, nie dając biednej, ciężarnej na dodatek Celestine chwilki wytchnienia. Był moment, w którym nawet miałam wrażenie, że rodzi – a tutaj hop! Urzędnik na krześle.</p>
<h3>Kondukt pogrzebowy jak zimny prysznic</h3>
<div id="attachment_2160" class="wp-caption alignleft" style="width: 235px"><img class="size-medium wp-image-2160" style="margin: 5px 2px;" title="Siesta sprzedawcy mięsa, Majunga, fot.Karolina Marcinkowska" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/12/siesta-sprzedawcy-mięsa-Majunga-fot.Karolina-Marcinkowska-225x300.jpg" alt="Siesta sprzedawcy mięsa, Majunga, fot.Karolina Marcinkowska" width="225" height="300" /><p class="wp-caption-text">Siesta sprzedawcy mięsa, Majunga, fot.Karolina Marcinkowska</p></div>
<p>Przepisywanie i tłumaczenie nagranych w trakcie ceremonii wywiadów — sekundy przepisuje się w paręnaście minut, tracę powoli poczucie czasu, aż nagle… dobiegają mnie szalone dźwięki dęciakiów, nieprawdopodobnie ŻYWA muzyka, ciężka do określenia, bo nie wesoła, ale szybka, skoczna, choć nie do tańca. Piękna, jakby zupełnie prosta, ale o wymalowanej na twarzy (ta muzyka na pewno miała twarz) miłości do życia w czystej postaci. Zgadłam – to pochód pogrzebowy, ale co tam pochód – tłumek ludzi biegnących, nie obliczalnym truchtem grupy ludzi których łączy wspólny cel, tylko nieco oszalałym, choć w tym samym kierunku, opętanych wspólną ideą, może pamięcią o zmarłym. Nie może być smutno – nawet ochłapy mięsa wołu niesione na głowie wirują, nie pozwalając muchom na miły odpoczynek.  Przypomniało mi się o śpiącym sprzedawcy mięsa tuż za rogiem! Trębacze muszą być chyba wytrenowani żeby sprostać szalonemu tempu! Na chwilę, w której przebiega procesja, zasadniczo niespieszny i otumaniony upałem ruch uliczny fragmentarycznie zastyga, zanika gdzieś, kondukt to jak niewidzialna szarańcza działająca w jakiejś rzeczywistości obok tej widzialnej! Zadziwia mnie jak wspaniale działa ta muzyka, to jak zimny prysznic podczas gorącego dnia, jak łyk chłodnej wody, eh, coś banalnie prostego, ale jak bardzo sprowadzającego na ziemię. Zatacza pętlę znowu do Życia, do chwili, która ucieka, pewnie zderzając się z pochodem „pogrzebowym”.</p>
<h3>Mangowe emocje</h3>
<p>Pora na kolejne mango – tylko które? Dostałam zamiast dwóch siedem, trzy mają zieloną skórę. Myślałam, ze będą dojrzewać, a te przy obieraniu zapadają się w palce. Stoję nad umywalką i</p>
<div id="attachment_2172" class="wp-caption alignleft" style="width: 310px"><img class="size-medium wp-image-2172" title="Sezon mangowy w&nbsp;pełni, fot.Karolina Marcinkowska" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/12/Sezon-mangowy-w-pełni-fot.Karolina-Marcinkowska-300x224.jpg" alt="Sezon mangowy w&nbsp;pełni, fot.Karolina Marcinkowska" width="300" height="224" /><p class="wp-caption-text">Sezon mangowy w pełni, fot.Karolina Marcinkowska</p></div>
<p>pomarańczowy sok cieknie mi aż do łokci, tam się skrapla, a dziura od zlewu wsysa cały ten sok z odgłosem niewiele różniącym się od strużki wody. Obieram od góry, im mniej skórki, tym bardziej wszystko śliskie, mój mały nożyk ślizga się jak łyżwa na lodzie (obrazek lodowiska na Stegnach i mnie pędzącej na łyżwach, w tle hity z lat 70-tych, jakoś ima się mnie na Madagaskarze). Im mniej skórki, tym gorzej się trzyma, trzeba uważać, żeby</p>
<p>obślizgłe cielsko nie plasło i nie wiło się po umywalce. Wykrawam małe plastry i wrzucam je do gęby. Zaraz obklejona jestem pomarańczowym miąższem. Zęby pokryte śluzą mangową – pomiędzy nimi strączki pomarańczowe – zabawa na kolejne parę minut! Ale radość na duszy, tak się bawić z mangiem nad umywalką, szczególnie jak takie majstrowanie kojarzy się bardziej z myciem zębów no i nie ma takiego pysznego smaku, nie daje tyle radości!</p>
<h3>Duchy czumba najlepszymi klientami!</h3>
<p>Uśmiechnięty, wielki Hindus w białej podkoszulce wyłania się z nad sterty bali z różnokolorowymi materiałami wszelkiej maści. Jego żona, nieśmiało, ale ciekawsko nastawia ucha i podziwia z nieukrywanym uwielbieniem swojego rozgadanego męża, stojąc w jego cieniu, za jeszcze większą ilością bali. Jeszcze tydzień temu żył jego dziadek, byłby w stanie nawet ze swoimi 112 latami poopowiadać mi niemało – w to nie wątpię! Miałam na końcu języka pytanie: „przecież to, że umarł, nie oznacza, że nie można sobie z nim pogadać!”. No ale mój pan sprzedawca bławatnik, kolorów Indii nigdy nie zaznał, jest urodzonym na Madagaskarze muzułmaninem szyitą i  uznaje tylko jednego Boga. A wyznawcy <em>czumba</em> to… „ależ Madame!!! To moi najlepsi klienci! I to jacy wymagający, Pani droga!” aż wypieki na twarzy mu wyskakują! „Oooo śśś właśnie wchodzą przyjezdni z Mauritiusa, eh, ci to są nieszcześnicy, rozrzutnicy, kupują tyle, ile im duch <em>czumba </em>rozkaże! I Madame, żeby Madame wiedziała, to nie to, że koszula może mieć 4 guziki – 3 są obowiązkowe, a koszulka musi być Lacoste koniecznie, no oczywiście nie taka zupełnie seria limitowana, no to taka kopia troszeczkę, ale Lacoste musi być, bo jak nie, <em>czumba </em>się obrazi! I Madame, jak się poliester podepchnie to się obrażają, w życiu! Bawełna 100% musi być! A żeby Madame wiedziała, to niektóre duchy to i palta mieć muszą, i kapelusze takie, co to Turcy albo Marokańczycy noszą, z dzyndzlem czarnym koniecznie.</p>
<div id="attachment_2155" class="wp-caption alignleft" style="width: 310px"><img class="size-medium wp-image-2155" style="margin: 5px 2px;" title="Hindus-bławatnik prezentuje ulubione tkaniny duchów czumba, fot. Karolina Marcinkowska" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/12/Hindus-bławatnik-prezentuje-ulubione-tkaniny-duchów-czumba-fot.-Karolina-Marcinkowska-300x225.jpg" alt="Hindus-bławatnik prezentuje ulubione tkaniny duchów czumba, fot. Karolina Marcinkowska" width="300" height="225" /><p class="wp-caption-text">Hindus-bławatnik prezentuje ulubione tkaniny duchów czumba, fot. Karolina Marcinkowska</p></div>
<p>Albo kapelusze kowboja też lubią…O Madame, to bez nich to byśmy tu na targu padli!”. I spędzam wspaniałe popołudnie wśród metrów materiałów i tkanin przeróżnych, każdy o innej nazwie, jedna jako obrus dla ducha najczęściej kupowana, inna jako narzutka, chusteczka, lamba…</p>
<p>Wychodzę kupić moje ulubione śniadanko: 2 manga i kwadracik ryżopodobnego od uśmiechniętej babci, z którą zawsze zamieniam conajmniej 3 grzecznościowe pozdrowienia, przed zakupieniem gumowatej kosteczki, a ona też nigdy nie zapomina wspomnieć, że kosteczka jest całkiem czym innym niż inne kosteczki sprzedawane przez jej sąsiadów, bo jej jest słodka – przy tym uśmiecha się tak, że nikt nie jest w stanie się oprzeć, a wyobraźnia zaczyna pracować tak mocno, że szara kosteczka przemienia się w mały torcik z wisienką.</p>
<h3>Mafana be!!!! Gorąco!</h3>
<p>Złapałam się na tym, że wyostrza mi się uwaga na dźwięk zdania „Mais s’est vrai, eeee?” („To prawda!”). To trochę jak nasze „za siedmioma górami, za siedmioma lasami”. I na 80, 90% będzie mowa o kulcie <em>czumba</em>! Tak naprawdę mam wrażenie, że jakiekolwiek nie byłyby wypowiedzi i tłumaczenia, każdy tu poniekąd wierzy w istnienie <em>czumba</em>. A na pewno wywołuje to tysiące widzianych i przeżytych historii, które na tyle odcisnęły się na wyobraźni moich rozmówców, że nie sposób ich zapomnieć.</p>
<div id="attachment_2156" class="wp-caption alignleft" style="width: 310px"><img class="size-medium wp-image-2156" style="margin: 5px 2px;" title="Mafana be!!! Gorąco! Fot.Karolina Marcinkowska" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/12/Mafana-be-Gorąco-Fot.Karolina-Marcinkowska-300x224.jpg" alt="Mafana be!!! Gorąco! Fot.Karolina Marcinkowska" width="300" height="224" /><p class="wp-caption-text">Mafana be!!! Gorąco! Fot.Karolina Marcinkowska</p></div>
<p>Dzisiaj to faktycznie jest „mafana be” – bardzo gorąco!! To słowo odbija się echem na ustach tych niewielu, których spotykam na ulicy. Idąc na spotkanie z jedną z opetanych, silę się czasem na spowolnienie i staram nauczyć się malgaskiego tempa „przesuwania się”  (bo chodem ciężko to to nazwać, raczej łazem może). Wypracowałam system, który pozwala mi na szybkie (zgodne z moim rytmem) przemieszczanie się długimi, powłóczystymi krokami tak, aby wydawały się one wolne i nie odstawały aż tak bardzo od tempa reszty ludzi.</p>
<p>W nocy nachodzi mnie wielka chęć wskoczenia po raz trzeci pod przysznic, tak już nocną porą, bo też gorąc wisi nadal w powietrzu. Mój ulubiony prysznic z widokiem na ulicę (brak trzech cegieł) wolny o tej porze. Zamydlona gapię się przez szparę. Ehhh, warto było, bo też zapomniałam już, jak wyglądają ryksze <em>pousse-pousse</em> kiedy nie świeci słońce!!! To jak małe świetliki migoczące w ociężałym, gorącym powietrzu nocy – każdy rykszarz ma swój własny patent na przymocowanie lampki oliwnej, niektórzy nawet świecy w butelce plastikowej pod siedzonko klienta. To malutkie świtełko dynda sobie pod tyłkiem wożonego, oświetlając nieco pięty sunącego na zgiętych kolanach rykszarza. Jak dwie ryksze mijają się w nocy, światełka łączą swoją moc w miarę swoich skromnych możliwości, a przy odrobinie wyobraźni ma się wrażenie, że miejsce spotkania jest jasnością.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ethnomuseum.pl/blog/2009/12/15/moje-malgaskie-vintana-fragmenty-zapiskow-terenowych/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Krasnoludki w odwrocie? Reportaż z „krasnalskiego zagłębia”</title>
		<link>http://ethnomuseum.pl/blog/2009/10/29/krasnoludki-w-odwrocie-reportaz-z-%e2%80%9ekrasnalskiego-zaglebia%e2%80%9d/</link>
		<comments>http://ethnomuseum.pl/blog/2009/10/29/krasnoludki-w-odwrocie-reportaz-z-%e2%80%9ekrasnalskiego-zaglebia%e2%80%9d/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 29 Oct 2009 14:17:27 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Anita Broda</dc:creator>
				<category><![CDATA["z życia działu"]]></category>
		<category><![CDATA[wydarzenia]]></category>
		<category><![CDATA[badania terenowe]]></category>
		<category><![CDATA[krasnoludki]]></category>
		<category><![CDATA[Nowa Sól]]></category>
		<category><![CDATA[reportaż]]></category>
		<category><![CDATA[sesja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ethnomuseum.pl/blog/?p=1815</guid>
		<description><![CDATA[Wczoraj (28 października) zakończyła się sesja o krasnoludkach. My postawiłyśmy na przekaz filmowy, połączony z naszym komentarzem – reportaż etnograficzny z krainy krasnoludków. Opowieść o wizycie w Nowej Soli. A było tak: Jak na reporterów przystało wyjeżdżamy rankiem o 5.30, z kamerą, mikrofonem i dwoma aparatami – my dwie niżej podpisane, operator, dźwiękowiec i reżyser w jednej osobie – Łukasz Rosiński oraz nasz kierowca – pan Mariusz Horoś. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="attachment_3547" class="wp-caption alignleft" style="width: 209px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/08/Krasnal-ogrodowy-fot.-A.-Broda.jpg" rel="wp-prettyPhoto[g1815]"><img class="size-medium wp-image-3547" title="Krasnal ogrodowy, fot. A. Broda" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/08/Krasnal-ogrodowy-fot.-A.-Broda-199x300.jpg" alt="" width="199" height="300" /></a><p class="wp-caption-text">Krasnal ogrodowy, fot. A. Broda</p></div>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: 150%; tab-stops: 18.0pt;">Wczoraj (28 października) zakończyła się sesja o krasnoludkach. My postawiłyśmy na przekaz filmowy, połączony z naszym komentarzem – reportaż etnograficzny z krainy krasnoludków. Opowieść o wizycie w Nowej Soli. A było tak:</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: 150%; tab-stops: 18.0pt;">Jak na reporterów przystało wyjeżdżamy rankiem o 5.30, z kamerą, mikrofonem i dwoma aparatami – my dwie niżej podpisane, operator, dźwiękowiec i reżyser w jednej osobie – Łukasz Rosiński oraz nasz kierowca – pan Mariusz Horoś.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: 150%; tab-stops: 18.0pt;"><span style="mso-tab-count: 1;"> </span>Jedziemy do Nowej Soli, o której chyba wszyscy w Polsce wiedzą, że słynie z produkcji figur krasnali (i nie tylko). Chcemy dotrzeć do miejsca, skąd rozlały się one szeroką falą po całej Polsce i naszych zachodnich sąsiadach. Jak to z krasnoludkiem bywało? Czemu to tutaj właśnie powstało prawdziwie bajkowe zagłębie? Aby znaleźć odpowiedź na te pytania trzeba pokonać ponad 400 kilometrów. Gdyby nie Autostrada, nie mielibyśmy szans na dotarcie do Nowej Soli przed zmrokiem. Już przy wjeździe na drogę krajową S3 w kierunku Zielonej Góry rozpoczynamy baczne obserwacje. Są! Na licznych przydrożnych stoiskach kłębowisko kolorowych postaci: dzikie i udomowione zwierzęta, antyczne rzeźby, postacie z bajek… rozmaitość. W centrum handlowego chaosu – „nasze” krasnale. Ale pędzimy dalej do źródła, czyli producentów ogrodowych figur, licząc, że zdradzą nam tajemnice krasnoludków…</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: 150%; tab-stops: 18.0pt;"><span id="more-1815"></span></p>
<div id="attachment_3551" class="wp-caption alignleft" style="width: 160px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/08/Krasnal-Soluś-z-Nowej-Soli-fot.-A.-Broda.jpg"><img class="size-thumbnail wp-image-3551" title="Krasnal Soluś  z&nbsp;Nowej Soli, fot. A. Broda" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/08/Krasnal-Soluś-z-Nowej-Soli-fot.-A.-Broda-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a><p class="wp-caption-text">Krasnal Soluś  z Nowej Soli, fot. A. Broda</p></div>
<p><strong>Soluś z Księgi Rekordów Guinnesa</strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: 150%; tab-stops: 18.0pt;">Nowa Sól – do czasu wojny trzydziestoletniej osada żyjąca z oczyszczania soli. To już tak odległa przeszłość, że poza nazwą miejscowości nic solnego tu nie ocalało. Więcej śladów pozostawił dziewiętnastowieczny przemysł włókienniczy i ciężki – w zabudowaniach nieczynnych fabryk i hut mają dziś swoje siedziby prywatne przedsiębiorstwa. Także te zajmujące się wyrobem i dystrybucją „dekoracyjnych figur ogrodowych”.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: 150%; tab-stops: 18.0pt;"><span style="mso-tab-count: 1;"> </span>A my na przedmieściach Nowej Soli szukamy krasnali. Wypatrujemy ich wszędzie przez siatki ogrodzeń i ponad płotami, ale, co dziwne, nie natykamy się na żadnych patronów tutejszych domostw. Czyżby w Królestwie Gipsowego Krasnala, mekce wielbicieli dekoracyjnego kiczu, gardzono tym produktem i odmawiano mu miejsca w przydomowych ogródkach?…</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: 150%; tab-stops: 18.0pt;"><span style="mso-tab-count: 1;"> </span>Na szczęście jest w Nowej Soli, tu przy wjeździe do miasta, miejsce którego przeoczyć nie sposób. Park Krasnala a w nim gigantyczny krasnoludek Soluś, prawdziwy mega-krasnal z atrybutami przypominającymi zamierzchłe czasy w historii miejscowości – kubłem soli i szuflą. Soluś ma certyfikat z Księgi Guinnesa dla największego krasnala na świecie (wys. 5,41 m). Jego o cały metr niższy krewny stoi na polu golfowym w stanie Nowy Jork. W Parku Krasnala Soluś nie jest samotnikiem — prawie pół godziny zajmuje nam obejrzenie wszystkich megastworzeń, jakie tu zgromadzono: kaczek, krów, słoni, żyraf… Samych krasnoludków jest jednak niewiele, zgrupowano je w bocznej alejce, przy chatce wokół Królewny Śnieżki. W parku oprócz nas jest kilku zwiedzających. Robią sobie zdjęcia na tle wielkiego byka…</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: 150%; tab-stops: 18.0pt;">
<div id="attachment_3550" class="wp-caption alignleft" style="width: 160px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/08/Figury-ogrodowe-fot.-A.-Broda.jpg" rel="wp-prettyPhoto[g1815]"><img class="size-thumbnail wp-image-3550" title="Figury ogrodowe, fot. A. Broda" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/08/Figury-ogrodowe-fot.-A.-Broda-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a><p class="wp-caption-text">Figury ogrodowe, fot. A. Broda</p></div>
<p><strong>Indianie i nietrzeźwy woźnica</strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: 150%; tab-stops: 18.0pt;">Trafiamy do wytwórców krasnali. Grzegorz Nowak z Betoplastu, to nasz pierwszy kontakt – a jednocześnie jeden z pierwszych producentów nowosolskich krasnali. Prezentuje swe wyroby w dużej szklarni oraz na podwórku, wprost na trawie. Jak się później dowiemy, inni – więksi – mówią o nim „producent podwórkowy”. Obok klasycznych Matek Boskich i oczywiście krasnali, znajdujemy tu szereg zaskakujących innowacji, estetycznie dyskusyjnych – jak np. głowy Indian na bawolich czaszkach czy pijany woźnica (pierwowzorem jest sam producent) z dwukonnym zaprzęgiem, wiozący na targ świnię – podobno hit sezonu. Oferta Betoplastu obejmuje także<span style="mso-spacerun: yes;"> </span>wzory „tylko dla dorosłych”, w tym nieskromnie obnażające się krasnale, zwane pieszczotliwie przez właściciela „zbereźnikami”… Obowiązujący dotąd wizerunek niewinnego krasnoludka z koszyczkiem jabłek w dłoniach czy marchewką w ręku, został w ten sposób brutalnie przełamany.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: 150%; tab-stops: 18.0pt;"><span style="mso-tab-count: 1;"> </span>Pracownik kolejnej firmy, Marcin Walasek, chwali się, że to jego zakład wykonał na zlecenie miasta nowosolskiego Solusia, a inne swoje wyroby wyeksportował z sukcesem do wielu miejsc na świecie – Oskara do Hollywood, krowy na Cowparade, maskotka na Eurobasket 2005… Krasnale – owszem, są produkowane, ale stanowią niewielką tylko część oferty Malpolu. Marcin Walasek podkreśla to z naciskiem…</p>
<div id="attachment_3548" class="wp-caption alignleft" style="width: 160px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/08/Głowa-Indianina-fot.-A.-Broda.jpg"><img class="size-thumbnail wp-image-3548" title="Głowa Indianina, fot. A. Broda" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/08/Głowa-Indianina-fot.-A.-Broda-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a><p class="wp-caption-text">Głowa Indianina, fot. A. Broda</p></div>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: 150%; tab-stops: 18.0pt;"><span style="mso-tab-count: 1;"> </span>Trzecim naszym rozmówcą jest Patryk Patora z największej w Nowej Soli firmy Rosłon. Rozmiar przedsiębiorstwa znajduje swe odzwierciedlenie w eleganckim wystroju wnętrz biura, znacznie odbiegającym od pozostałych mieszczących się w tym samym poprzemysłowym kompleksie, po dawnej fabryce nici „Odra”. Pan Patryk oprowadza nas po firmie, prezentując magazyn najróżnorodniejszych figur we wszystkich możliwych rozmiarach. Oferta firmy jest imponująca – ponad 1600 wzorów, tworzonych obecnie głównie na potrzeby reklamy. Krasnale giną przytłoczone potężnymi żubrami od „Żubra”, słoniami, stworzonymi do promocji poznańskiego ZOO, końmi z wyścigów w Nördlingen i Mannheim…i tak dalej, i tak dalej. Poczciwe krasnoludki to tylko 5, 10 % produkcji firmy. Ale co ważne – Rosłon ma prawdziwie „muzealnicze” podejście do swej pracy, co po prostu musimy docenić. Wszystkie formy są katalogowane i skrzętnie przechowywane w magazynie. Część niesprzedanych egzemplarzy jest pozostawiana „na pamiątkę”, dzięki czemu klient może nie tylko obejrzeć ale nawet dotknąć wyroby firmy. Brawo! Zwłaszcza, że w Nowej Soli ma powstać muzeum krasnala. Na razie jeden z pierwszych krasnali znalazł swoje miejsce w miejscowym Muzeum Miejskim.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: 150%; tab-stops: 18.0pt;">
<div id="attachment_3552" class="wp-caption alignleft" style="width: 160px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/08/Krasnoludek-płci-żeńskiej-Nowa-Sól-fot.-A.-Broda.jpg"><img class="size-thumbnail wp-image-3552" title="Krasnoludek płci żeńskiej, Nowa Sól, fot. A. Broda" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/08/Krasnoludek-płci-żeńskiej-Nowa-Sól-fot.-A.-Broda-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a><p class="wp-caption-text">Krasnoludek płci żeńskiej, Nowa Sól, fot. A. Broda</p></div>
<p><strong>Krasnoludki z fiberglassu</strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: 150%; tab-stops: 18.0pt;">Wszystkie firmy w Nowej Soli zaczynały od wyrobu krasnoludków z gipsu, później przestawiono się na bardziej trwałe sztuczne tworzywa i biały beton. Obecnie króluje tzw. fiberglass, laminat wykorzystywany także np. przy produkcji łodzi… Co do krasnali to część firm porzuciła ich produkcję, jako nieopłacalną, na rzecz innych artykułów dekoracyjnych. Pozostały tylko nazwy, jak choćby Krasbud – dziś producent popierś, kolumn i świeczników.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: 150%; tab-stops: 18.0pt;"><span style="mso-tab-count: 1;"> </span>Niestety, nie udało nam się dotrzeć do pierwszego producenta krasnali, więc nie ustaliliśmy jak wyglądał protoplasta. Wiemy tyle, że krasnoludki zeszły na drugi plan, gdyż takie są reguły rynku. A to przecież one uchroniły przed ekonomiczną zapaścią Nową Sól, po upadku dużych przedsiębiorstw w latach 90. XX w. Jak się okazało nie tylko uratowały, ale też sprawiły, że wyspecjalizowane w produkcji figur firmy z Nowej Soli odnoszą obecnie gospodarcze sukcesy. Stąd krasnal stał się symbolem przedsiębiorczości nowosolan.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: 150%; tab-stops: 18.0pt;"><span style="mso-tab-count: 1;"> </span>Czyżby krasnoludki rzeczywiście były w odwrocie? Panie, panowie – kupujmy krasnale! Nie pozwólmy im odejść w zapomnienie. My grubo po północy wracamy – w każdym razie – z krasnalami, które mają nad nami czuwać na podczas sesji. Na pewno jednak wrócimy do Nowej Soli, kontynuować badania nad krasnoludkowym rodem. Jeden dzień na dotarcie do historii nowosolskich krasnali to wszak znacznie za mało…</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: 150%; tab-stops: 18.0pt;">
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: 150%; tab-stops: 18.0pt;">
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: 150%; tab-stops: 18.0pt;"><strong>Epilog</strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: 150%; tab-stops: 18.0pt;">Dwa krasnale, które przyjechały z nami z Nowej Soli wystąpiły na „krasnoludkowej” sesji. Chyba zrobiły duże wrażenie…Musimy więc przyznać, że potrafią być „źródełkiem radości”…</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: right; line-height: 150%; tab-stops: 18.0pt;">Anita Broda, Małgorzata Jaszczołt</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ethnomuseum.pl/blog/2009/10/29/krasnoludki-w-odwrocie-reportaz-z-%e2%80%9ekrasnalskiego-zaglebia%e2%80%9d/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Mapy pamięci, notatki z koralików i drewniane tabliczki zamiast komputerów?</title>
		<link>http://ethnomuseum.pl/blog/2009/10/21/mapy-pamieci-notatki-z-koralikow-i-drewniane-tabliczki-zamiast-komputerow/</link>
		<comments>http://ethnomuseum.pl/blog/2009/10/21/mapy-pamieci-notatki-z-koralikow-i-drewniane-tabliczki-zamiast-komputerow/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 21 Oct 2009 08:06:32 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Karolina Marcinkowska</dc:creator>
				<category><![CDATA["z życia działu"]]></category>
		<category><![CDATA[Afryka]]></category>
		<category><![CDATA[eksponaty]]></category>
		<category><![CDATA[Kongo]]></category>
		<category><![CDATA[Luba]]></category>
		<category><![CDATA[lukasa]]></category>
		<category><![CDATA[mapy]]></category>
		<category><![CDATA[Power Point]]></category>
		<category><![CDATA[symbolika]]></category>
		<category><![CDATA[znaczenia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ethnomuseum.pl/blog/?p=1694</guid>
		<description><![CDATA[Właśnie jestem w trakcie pracy nad prelekcją multimedialną: zbieram materiały, układam je w logiczną całość, porządkuję zdjęcia tak, by ich kolejność naprowadzała moją wypowiedź na sugerowaną w temacie ścieżkę. Równocześnie wykonuję inną pracę, nie wymagającą zbytniego udziału intelektu, dość mechaniczną i znienawidzoną przez wszystkich muzealników: drukuję wypełnione już karty katalogu naukowego obiektów. Zatrzymuję się niepostrzeżenie nad jednym opisem, opatrzonym zdjęciem i obszernym komentarzem [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="attachment_1732" class="wp-caption alignleft" style="width: 179px"><img class="size-medium wp-image-1732" style="margin: 5px 2px;" title="Tabliczka lukasa, dar p.Klaasa de Jonge, 23176 PME, Fot. Edward Koprowski" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/10/Tabliczka-lukasa-dar-p.Klaasa-de-Jonge-23176-PME-Fot.-Edward-Koprowski2-169x300.jpg" alt="Tabliczka lukasa, dar p.Klaasa de Jonge, 23176 PME, Fot. Edward Koprowski" width="169" height="300" /><p class="wp-caption-text">Tabliczka lukasa, dar Klaasa de Jonge, 23176 PME, Fot. Edward Koprowski</p></div>
<p>Właśnie jestem w trakcie pracy nad prelekcją multimedialną: zbieram materiały, układam je w logiczną całość, porządkuję zdjęcia tak, by ich kolejność naprowadzała moją wypowiedź na sugerowaną w temacie ścieżkę. Równocześnie wykonuję inną pracę, nie wymagającą zbytniego udziału intelektu, dość mechaniczną i znienawidzoną przez wszystkich muzealników: drukuję wypełnione już karty katalogu naukowego obiektów. Zatrzymuję się niepostrzeżenie nad jednym opisem, opatrzonym zdjęciem i obszernym komentarzem dotyczącym znaczenia i symboliki tabliczki zwanej <em>lukasa</em>.</p>
<p>I nagle — olśnienie! Tyle zbieżności można odnaleźć w logice konstruowania układu prelekcji w Power Point-cie (a następnie jego „werbalizowania” podczas wykładu) i w odczytywaniu treści z drewnianej tabliczki przez mędrca z Konga!<br />
<span id="more-1694"></span></p>
<h3>Tabliczka lukasa – narzędzie mnemotechniczne ludu Luba</h3>
<p>Do czego może służyć tajemnicza, drewniana tabliczka antropomorficzna o zewnętrznej powierzchni zdobionej gwoździami, koralikami, monetami umieszczonymi w nieregularnym układzie? Jak to zwykle bywa w przypadku tradycyjnej sztuki afrykańskiej, wszystkie obiekty mają swoje znaczenie, ukryte treści.</p>
<p>Tabliczki <em>lukasa,</em> pochodzące z niezmiernie ciekawej kolekcji darowanej niedawno Muzeum przez Holendra Klaasa de Jonge, przypisane są ludowi Luba z Demokratycznej Republiki Konga. To właśnie w tamtych rejonach Afryki, przedmioty te używane były przez członków stowarzyszenia <em>Mbudye</em> do odszyfrowywania ważnej dla całej społeczności wiedzy dotyczącej mitów, historii, układów przestrzennych i relacji społecznych obecnych w królestwie.</p>
<p>Na pierwszy rzut oka ciężko sobie wyobrazić, że tabliczki te były ważnymi narzędziami o znaczeniu zarówno politycznym, jak i duchowym. Tabliczka <em>lukasa </em>jest swoistą mapą pamięci, zapisem mitów, systemów pokrewieństwa w formie układu koralików, rytych rysunków, wzorów. Podzielona jest zazwyczaj na dwie części: męską i żeńską, zwieńczoną czasem rzeźbioną, kobiecą główką.</p>
<p>Koraliki czy muszelki kauri sugerują przestrzenne rozmieszczenie instytucji związanych z dworem królewskim, z miejscami kultu bądź wydobycia bogactw naturalnych. Wyszkoleni mówcy przebiegali oczyma wyobraźni przestrzeń królestwa: zarówno tę widzialną, jak i symboliczną. W zależności od słuchaczy, konstruowali swoją wypowiedź podążając za podpowiedzią zapisaną na tabliczce.</p>
<h3>Ukryte powinowactwa wyobrażonego miasta Ersilia, programu Power Point i kongijskiej tabliczki</h3>
<div id="attachment_1727" class="wp-caption alignleft" style="width: 167px"><img class="size-medium wp-image-1727" style="margin: 5px 2px;" title="Tabliczka lukasa ze zbiorów Felix Collection" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/10/Tabliczka-lukasa-ze-zbiorów-Felix-Collection-196x300.jpg" alt="Tabliczka lukasa ze zbiorów Felix Collection" width="157" height="240" /><p class="wp-caption-text">Tabliczka lukasa ze zbiorów Felix Collection</p></div>
<p>Wymowa tabliczki <em>lukasa</em> jest niewątpliwie bardziej subtelna od zapisu wykonanego w programie Power Point — odczytanie treści jest subiektywne, jej sformułowanie i interpretacja zależy od mędrca. A też nie każdy posiada wystarczającą wiedzę, by odcyfrować znaczenie układu koralików, monet i muszelek. Tabliczki stymulują wyobraźnię i naprowadzają pamięć oratorów na tylko im znane ścieżki. Dla większości pozostaną jedynie ozdobnymi przedmiotami, a dla kongijskich mędrców to niezbędne narzędzia pomocne w kreowaniu opowieści, odnajdywaniu zaszyfrowanych znaczeń.</p>
<p>I znowu skojarzenie, tym razem literackie. W jednym z „niewidzialnych miast” opisanych przez Italo Calvino, relacje i powinowactwa między ludźmi, ich wspólne marzenia, plany, sny, zapisane były za pomocą różnokolorowych nici łączących poszczególne domy. Ich przebieg, sploty i tworzące się supły sugerowały to, czego nie widać w „zwykłych” miastach, a co właściwie jest najważniejsze! W powieści Calvino, narratorem i „czytającym ze snów” opowiadaczem historii jest Marco Polo, który porządkuje swoje liczne przygody zgodnie ze skomplikowanym układem matematycznym, by przekazać je potem, ubrane w piękną formę, władcy największego imperium w dziejach, Kubilaj Chanowi.</p>
<p>Wydaje się, że potrzeba zapisywania i ubierania w słowa tego, co kryje się za widzialnym odbiciem rzeczywistości – czy to za pomocą sztuki, techniki czy rytuału — jest silna w każdej kulturze. A czy będzie to literacka kreacja, program komputerowy czy tabliczka drewniana /będąca zresztą nawet dla laików po prostu pięknym przedmiotem/ — „sposób użycia” okazuje się być podobny!</p>
<p><img class="alignleft size-full wp-image-1717" title="Lukasa - znaczenia" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/10/Lukasa-znaczenia.JPG" alt="Lukasa - znaczenia" width="544" height="407" /></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ethnomuseum.pl/blog/2009/10/21/mapy-pamieci-notatki-z-koralikow-i-drewniane-tabliczki-zamiast-komputerow/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Muzeum! Pojedynek na wiertarki.</title>
		<link>http://ethnomuseum.pl/blog/2009/09/13/muzeum-pojedynek-na-wiertarki/</link>
		<comments>http://ethnomuseum.pl/blog/2009/09/13/muzeum-pojedynek-na-wiertarki/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 13 Sep 2009 08:03:35 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ewa Wołkanowska</dc:creator>
				<category><![CDATA["z życia działu"]]></category>
		<category><![CDATA[muzeum]]></category>
		<category><![CDATA[Etnokino]]></category>
		<category><![CDATA[film]]></category>
		<category><![CDATA[magazyny]]></category>
		<category><![CDATA[remont]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ethnomuseum.pl/blog/?p=1318</guid>
		<description><![CDATA[Przez kilka lat wynajmowałam z przyjaciółkami mieszkanie na Mokotowie. Było dosyć duże (w porównaniu z pokojem w akademiku każde wydawałoby się duże), ale i lokatorek było też niemało, raczej jasne, ale też obskurne, mebli miało co niemiara, ale robiłyśmy wszystko, by je choć odrobinę upiększyć, zaklejając plakatami, komiksami czy wycinkami z gazet. Skrzętnie notowałyśmy też swoje „złote myśli” i naklejałyśmy je na szafki kuchenne. W centralnym miejscu [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="attachment_1345" class="wp-caption alignleft" style="width: 310px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/09/pojedynek.jpg" rel="wp-prettyPhoto[g1318]"><img class="size-medium wp-image-1345" style="margin: 5px 2px;" title="Fragment filmu &quot;Gucza! Pojedynek na&nbsp;trąbki&quot; granego od&nbsp;czasu do&nbsp;czasu w&nbsp;&quot;Etnokinie&quot;." src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/09/pojedynek-300x200.jpg" alt="Fragment filmu &quot;Gucza! Pojedynek na&nbsp;trąbki&quot; granego od&nbsp;czasu do&nbsp;czasu w&nbsp;&quot;Etnokinie&quot;." width="300" height="200" /></a><p class="wp-caption-text">Fragment filmu „Gucza! Pojedynek na trąbki” granego od czasu do czasu w „Etnokinie”.</p></div>
<p>Przez kilka lat wynajmowałam z przyjaciółkami mieszkanie na Mokotowie. Było dosyć duże (w porównaniu z pokojem w akademiku każde wydawałoby się duże), ale i lokatorek było też niemało, raczej jasne, ale też obskurne, mebli miało co niemiara, ale robiłyśmy wszystko, by je choć odrobinę upiększyć, zaklejając plakatami, komiksami czy wycinkami z gazet. Skrzętnie notowałyśmy też swoje „złote myśli” i naklejałyśmy je na szafki kuchenne. W centralnym miejscu wisiało hasło Aliny: „Są takie dni, kiedy nawet kobieta kobiety nie zrozumie…”, które było dla nas synonimem „mam wszystkiego dość”.  I pomimo tego, że już dawno ukończyłyśmy studia i wyprowadziłyśmy się ze studenckiego mieszkania, to zdanie wraca do mnie co jakiś czas. I w dalszym ciągu SĄ TAKIE DNI.<br />
Mało tego, są takie tygodnie, kiedy każdy dzień zdaje się być niekończącym się poniedziałkiem. Są też takie czwartki,  w które się nie wierzy, że weekend kiedykolwiek nastąpi. Kiedy się marzy tylko o tym, aby „wsiąść do pociągu byle jakiego”, a już jadąc tym pociągiem, wyrzucić przez okno telefon komórkowy do Wisły. Taki właśnie był ubiegły tydzień.</p>
<p><span id="more-1318"></span></p>
<h3>R jak… (rozrywka? radość? rozum?) R E M O N T</h3>
<p>Muzealne ekspozycje wprawdzie <a href="http://www.pme.waw.pl/expositions.php?type=1" target="_blank">działają</a> i zwiedzających z dnia na dzień przybywa, ale wystarczy wejść przez drzwi oznakowane tabliczką „Nieupoważnionym wstęp wzbroniony” i znaleźć się w innej rzeczywistości. Na<a href="http://www.pme.waw.pl/about.php" target="_blank"> Kredytowej 1</a> nastała era remontów. Pewnie każdy, kto kiedykolwiek robił remont we własnym domu, wie, jak choćby zwyczajne przemalowanie ścian może skomplikować życie. Co dopiero w instytucji (w której nota bene spędza się większą część dnia), mieszczącej się w zabytkowym kilkupiętrowym budynku.</p>
<h3>Rękawice i fartuchy</h3>
<p>Zerknęłam ostatnio do <a href="http://www.pme.waw.pl/departments.php?department=15" target="_blank">Magazynu Tkanin</a>, a tam jak w mrowisku: zabytkowe ubrania są pakowane do wielkich pudeł, tkaniny zdejmowane z</p>
<div id="attachment_1350" class="wp-caption alignleft" style="width: 310px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/09/fot-J-Sielski-87.JPG" rel="wp-prettyPhoto[g1318]"><img class="size-medium wp-image-1350" style="border: 1px solid black; margin: 5px 2px;" title="Magazyn Tkanik w&nbsp;trakcie przeprowadzki, fot. Jacek Sielski" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/09/fot-J-Sielski-87-300x200.jpg" alt="Magazyn Tkanik w&nbsp;trakcie przeprowadzki, fot. Jacek Sielski" width="300" height="200" /></a><p class="wp-caption-text">Magazyn Tkanin w trakcie przeprowadzki, fot. Jacek Sielski</p></div>
<p>dużych żelaznych wałków. Zajrzałam na poddasze do<a href="http://www.pme.waw.pl/departments.php?department=17" target="_blank"> Archiwum</a>. Usłyszałam tylko: „Pani Ewo, przenosimy się! Są może jacyś wolontariusze, którzy chcieliby założyć rękawice i białe fartuchy i nam w tym pomóc?”.  Tuż obok mieści się <a href="http://www.pme.waw.pl/departments.php?department=14" target="_blank">Dział Konserwacji</a> (uwielbiam tam zaglądać z tego względu, że na stołach zawsze mają jakieś fascynujące przedmioty z muzealnych kolekcji, których nigdy wcześniej nie widziałam). Tam również Wielkie Przenosiny. Chyba wszyscy pracownicy mieli już szansę oswoić  się z dźwiękiem telefonu przenikającego się z głosem wiertarki. Zabieganie, stres, narzekanie, niepewność — na każdym piętrze, w każdym pokoju. Brrr.</p>
<h3>W zakładowym kinie</h3>
<p>W czwartek po kolejnym dniu pracy pełnym narzekań schodziłam po muzealnych schodach (winda w takie dni oczywiście nie działa, bo nieszczęścia muszą chodzić stadami), czując, że każdy stopień jest tym ostatnim. W holu  zorientowałam się, że w<a href="http://www.filmowawarszawa.org/" target="_blank"> „Etnokinie”</a> za chwilę rozpocznie się pokaz filmu <a href="http://www.filmweb.pl/f426677/Gucza!+Pojedynek+na+tr%C4%85bki,2006" target="_blank">„Gucza! Pojedynek na trąbki” Dusana Milicy</a>. Zostałam. Zarzuciłam nogi na krzesło i przypomniałam słowa koleżanki: „dobrze jest mieć takie zakładowe kino”. Oj, dobrze. Film był o miłości i o muzyce, a dokładnie o grze na trąbce. Akcja toczyła się na tle najsłynniejszego festiwalu trębaczy w miejscowości Gucza. Mówi się o tym, że gdy chłopak tam zagra, staje się mężczyzną. Polakom gra na trąbce może się kojarzyć z Hejnałem Mariackim, na Bałkanach trąbka jednak potrafi sprawić, że będziesz się śmiał, irytował, płakał, kochał i tańczył.</p>
<h3>„Są takie dni, kiedy nawet kobieta kobiety nie zrozumie…”</h3>
<p>Muszę przyznać, że dzień zakończony w kinie na muzycznym filmie sprawił, że zapomniałam o stu telefonach, które tego dnia wykonałam i o stu,</p>
<div id="attachment_1352" class="wp-caption alignleft" style="width: 310px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/09/fot-J-Sielski-102.JPG" rel="wp-prettyPhoto[g1318]"><img class="size-medium wp-image-1352" style="border: 1px solid black; margin: 5px 2px;" title="Pierwsze nowe magazyny! Ciąg dalszy nastąpi. fot. Jacek Sielski" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/09/fot-J-Sielski-102-300x200.jpg" alt="Pierwsze nowe magazyny! Ciąg dalszy nastąpi. fot. Jacek Sielski" width="300" height="200" /></a><p class="wp-caption-text">Pierwsze nowe magazyny! Ciąg dalszy nastąpi. fot. Jacek Sielski</p></div>
<p>które odebrałam. Zapomniałam o rusztowaniach, drabinach, wiertarkach i kartonach. Remont się kiedyś skończy (a nasze magazyny i biura będą najbardziej nowoczesne na świecie, zobaczycie!), a winda zacznie działać. Muzyka rzeczywiście łagodzi obyczaje. Myślę, że dyrekcja  — w ramach podtrzymania ducha w pracownikach – powinna na czas remontów sprowadzić do muzeum „Golec Uorkiestrę”. Moglibyśmy wtedy codzienne przed rozpoczęciem pracy razem śpiewać: <a href="http://www.youtube.com/watch?v=6XzGmdXbZmU" target="_blank">„Tu na razie jest ściernisko, ale będzie San Francisko”</a>. Może wtedy rzadziej byłyby „TAKIE DNI”.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ethnomuseum.pl/blog/2009/09/13/muzeum-pojedynek-na-wiertarki/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Miłość, internet i wakacje w muzeum</title>
		<link>http://ethnomuseum.pl/blog/2009/08/18/milosc-internet-i-wakacje-w-muzeum/</link>
		<comments>http://ethnomuseum.pl/blog/2009/08/18/milosc-internet-i-wakacje-w-muzeum/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 18 Aug 2009 13:12:04 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Paweł Krzyworzeka</dc:creator>
				<category><![CDATA["z życia działu"]]></category>
		<category><![CDATA[muzeum]]></category>
		<category><![CDATA[my w mediach]]></category>
		<category><![CDATA[wydarzenia]]></category>
		<category><![CDATA[blogosfera]]></category>
		<category><![CDATA[innowacja]]></category>
		<category><![CDATA[koncerty]]></category>
		<category><![CDATA[remont]]></category>
		<category><![CDATA[Rozdiablony Anioł]]></category>
		<category><![CDATA[single]]></category>
		<category><![CDATA[wakacje]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ethnomuseum.pl/blog/?p=1191</guid>
		<description><![CDATA[Muzeum w sierpniu Wróciłem do pracy po urlopie, w naszych salach nie zastałem zwiedzających, gdyż ekspozycje są przez cały sierpień zamknięte. Po naszym budynku grasują za to panowie z wiertarkami, młotami i innymi narzędziami, przy pomocy których potrafią robić niezły hałas. Ekspozycje są zamknięte dla zwiedzających, nie znaczy to jednak, że nie ma po co do nas przychodzić. Etnokino działa i ma się dobrze, klubo-księgarnia Bily Konicek jest [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h3>Muzeum w sierpniu</h3>
<p>Wróciłem do pracy po urlopie, w naszych salach nie zastałem zwiedzających, gdyż <a href="http://pme.waw.pl/news.php?type=1&amp;item=177" target="_blank">ekspozycje są przez cały sierpień zamknięte.</a> Po naszym budynku grasują za to panowie z wiertarkami, młotami i innymi narzędziami, przy pomocy których potrafią robić niezły hałas. Ekspozycje są zamknięte dla zwiedzających, nie znaczy to jednak, że nie ma po co do nas przychodzić. Etnokino działa i ma się dobrze, klubo-księgarnia Bily Konicek jest otwarta. Zapraszamy!</p>
<h3>Stażystki w moim pokoju</h3>
<p>W swoim pokoju zastałem stażystki (?!) No tak, przecież zgodziłem się na ulokowanie ich tutaj podczas mojej nieobecności. Opowiedziały mi, że aktualnie przeglądają m.in. blogi <a href="http://www.muzeoblog.org/" target="_blank">muzeoblog</a> i <a href="http://museumtwo.blogspot.com" target="_blank">Museum 2.0</a>, odkrywają — z entuzjazmem — możliwości zaangażowania Internetu w działaniach muzeów, zwiększenia partycypacji zwiedzających. W najbliższy czwartek przedstawią inspirującą prezentację (zapowiada się, że będzie świetna)  na ten temat zespołowi pracowników muzeum pracującemu nad wystawą bożonarodzeniową. Ciekawe co z tego wyjdzie? Już od jakiegoś czasu słyszę, że tegoroczna wystawa bożonarodzeniowa ma być „inna”. Wysłuchałem koleżanek stażystek i przeniosłem się ze swoim laptopem do drugiego pokoju.</p>
<p>Opracowywany przez dziewczyny temat zainspirował mnie do nowego poszukiwania internetowego. Ciekawe co o Państwowym Muzeum Etnograficznym w Warszawie piszą blogerzy? Tego jeszcze nie sprawdzałem. A może w ogóle muzeum nie pojawia się na blogach. Nieee, nie możliwe.</p>
<h3>Rozdiablony Anioł o Muzeum</h3>
<p>Znalazłem różne rzeczy, najbardziej zaintrygował mnie chyba blog <a href="http://milosc-z-sieci.blog.onet.pl/" target="_blank">„Miłość z sieci”.</a> Jest to jeden z najpopularniejszych blogów na onet.pl. Autorką jest warszawianka, singielka, „która chciałaby się przekonać, że miłość jest możliwa i że można znaleźć ją w sieci”. Wpisy o perypetiach natury damsko-męskiej Rozdiablonego Anioła — taki nick przyjęła autorka — czytają i komentują tłumy. Rozdiablonemu Aniołowi i jej znajomym, jak wynika z wpisów blogowych, podobają się imprezy organizowane w naszym muzeum. Miło słyszeć, że oferujemy singlom ciekawe propozycje spędzenia wolnego czasu.</p>
<p><a href="http://milosc-z-sieci.blog.onet.pl/Po-weekendzie,2,ID378418214,n" target="_blank">Relacja Rozdiablonego Anioła z koncertu z cyklu „Jedna Europa, wiele kultur” »»&gt;</a></p>
<p><a href="http://milosc-z-sieci.blog.onet.pl/1,DA2009-07-25,index.html" target="_blank">Relacja Rozdiablonego Anioła z otwarcia Etnokina »»&gt;</a></p>
<p><strong>Inne:</strong></p>
<p>Dla zainteresowanych, <a href="http://blog.onet.pl/38299,archiwum_goracy.html" target="_blank">wywiad z autorką »&gt;</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ethnomuseum.pl/blog/2009/08/18/milosc-internet-i-wakacje-w-muzeum/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>W muzeum już straszy</title>
		<link>http://ethnomuseum.pl/blog/2009/04/06/w-muzeum-juz-straszy/</link>
		<comments>http://ethnomuseum.pl/blog/2009/04/06/w-muzeum-juz-straszy/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 06 Apr 2009 15:53:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Katarzyna Lipińska</dc:creator>
				<category><![CDATA["z życia działu"]]></category>
		<category><![CDATA[muzeum]]></category>
		<category><![CDATA[wampiry]]></category>
		<category><![CDATA[wydarzenia]]></category>
		<category><![CDATA[wystawy]]></category>
		<category><![CDATA[Rumunia]]></category>
		<category><![CDATA[wernisaż]]></category>
		<category><![CDATA[wolontariat]]></category>
		<category><![CDATA[wystawa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ethnomuseum.pl/blog/?p=354</guid>
		<description><![CDATA[Zaczęło się. W piątek, 3 kwietnia o godz. 18.00 w gmachu Państwowego Muzeum Etnograficznego w Warszawie została otwarta wystawa o złowieszczo brzmiącym tytule „Wampiry, strzygi i spółka”, która przyjechała do Warszawy z rumuńskiego Muzeum Wsi Banackiej w Timiszoarze. Jako wolontariusze współpracujący z muzeum postanowiliśmy zdać relację z wernisażu. Ekspozycja mieści się w „Sali kieratowej”, jednak już po przekroczeniu progu muzeum dało się odczuć jej klimat — w holu budynku, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Zaczęło się. W piątek, 3 kwietnia o godz. 18.00 w gmachu Państwowego Muzeum Etnograficznego w Warszawie została otwarta wystawa o złowieszczo brzmiącym tytule „Wampiry, strzygi i spółka”, która przyjechała do Warszawy z rumuńskiego <a href="http://www.msbtm.ro/" target="_blank">Muzeum Wsi Banackiej w Timiszoarze</a>. Jako wolontariusze współpracujący z muzeum postanowiliśmy zdać relację z wernisażu.</p>
<div id="attachment_359" class="wp-caption aligncenter" style="width: 310px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/04/img_2578.jpg" rel="wp-prettyPhoto[g354]"><img class="size-medium wp-image-359" title="img_2578" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/04/img_2578-300x200.jpg" alt="Prof. Otilia Hedesan z&nbsp;Uniwersytetu Zachodniego w&nbsp;Timiszoarze; fot.Jacek Sielski" width="300" height="200" /></a><p class="wp-caption-text">Prof. Otilia Hedesan (w środku) opowiada zebranym o strzygach; fot.Jacek Sielski</p></div>
<p><span id="more-354"></span>Ekspozycja mieści się w „<a href="http://ethnomuseum.pl/blog/?p=113" target="_blank">Sali kieratowej</a>”, jednak już po przekroczeniu progu muzeum dało się odczuć jej klimat — w holu budynku, gdzie odbyła się część powitalna dla gości, stały świeczki, służące do odpędzania ewentualnych strzyg mających chęć obejrzeć wystawę, pojawiły się też lampki z winem ( a może krwią?…) oraz rumuńskie wiktuały do nabycia w muzealnej kafejce Bily Konicek. Gości powitał dyrektor Muzeum Etnograficznego, dr Adam Czyżewski, a zaraz później zostali oni uraczeni przez p. prof. Otilię Hedesan z Uniwersytetu Zachodniego w Timiszoarze ludową opowieścią o tym, jak rozpoznać strzygę. <em>Dobrze, że nie spotykamy się tu o północy, mogłoby być niebezpiecznie…</em> — zażartował p. Dorian Branea, dyrektor Rumuńskiego Instytutu Kultury. <em>W rumuńskich wierzeniach istnieją cztery niebezpieczne pory dnia i nocy </em>- uściśliła prof. Hedesan — <em>północ, południe, szósta rano i szósta wieczorem. Czyli teraz. Ale nie ma się czego obawiać. Chronią nas ustawione tu świeczki, a w razie czego wystarczy strzydze wbić kołek w serce i koniec</em>.</p>
<div id="attachment_360" class="wp-caption aligncenter" style="width: 310px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/04/img_2595.jpg" rel="wp-prettyPhoto[g354]"><img class="size-medium wp-image-360" title="img_2595" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/04/img_2595-300x200.jpg" alt="Nawet najzwyczajniesze przedmioty mają swoje znaczenie i&nbsp;funkcje w&nbsp;obrzędzie pogrzebowym; fot.Jacek Sielski" width="300" height="200" /></a><p class="wp-caption-text">Nawet najzwyczajniesze pokazane na wystawie przedmioty mają swoje znaczenie i funkcje w obrzędzie pogrzebowym; fot.Jacek Sielski</p></div>
<h3>Wystawa</h3>
<p>Sama ekspozycja, ukazująca wystrój tradycyjnej chałupy rumuńskiej wraz z większością codziennych sprzętów zajmuje połowę powierzchni niedużej „Kieratówki”. Jednak myliłby się ten, kto by uznał ją za „zwykły skansen”. Każdy przedmiot jest szczegółowo opisany pod kątem  ochrony przed duszami zmarłych powracającymi, aby niepokoić żywych, a bogactwo znaczeń i rytuałów związanych ze zwykłą szpilką, odwróconą miotłą, krzesłem z antropomorficznym wizerunkiem jest wprost zdumiewająca. Poza tym uwagę przykuwają niesamowite maski przedstawiające ludzi i demony. W drugiej części sali odbyło się spotkanie z prof. Otylią Hedesan, pomysłodawczynią wystawy i autorką książki „Siedem esejów o strzygach”, stanowiącej jej punkt wyjścia. Jej opowieści i komentarze do pokazu slajdów stanowiącego rodzaj przewodnika po rumuńskich obrzędach pogrzebowych i środkach ochrony przed strzygami cieszyły się ogromną popularnością wśród zwiedzających. Przedstawiono także dwa krótkie filmy dokumentalne: „Jodło, jodełko…” Vasile Cretu i Sandu Dragosa z 1967 roku oraz współczesny: „W Transylwanii i na tamtym świecie” Floriana Iepana, w ciekawy sposób zestawiający spojrzenie na rumuńskie wierzenia zarówno wewnątrz kultury, jak i z zewnątrz.</p>
<h3>Kogo przyciągnęła ta niesamowita wystawa?</h3>
<p>Zgadywaliśmy zwiedzających o wstępne wrażenia z wystawy skonfrontowane z oczekiwaniami i wyobrażeniami na jej temat. <em>Podoba mi się ta inicjatywa, na pewno przyjdę zobaczyć coś więcej</em> — twierdzi Wiesław Andryczyk, śpiewak operetkowy. Jak sam mówi o sobie, lubi awangardowe i niszowe przedsięwzięcia, szuka czegoś oryginalnego, niezwykłego, mrocznego. W podobnym tonie wypowiadało się wielu gości, zwłaszcza tych szczególnie zainteresowanych kulturą ludową Rumunii, znających język rumuński, podróżników. Wielu z nich już wcześniej miało kontakty z <a href="http://www.icr.ro/warszaw/" target="_blank">Rumuńskim Instytutem Kultury</a> i zostało specjalnie zaproszonych. Jednego z nich, studenta PR, „etnografa z zamiłowania”, zainteresowanego także wizerunkiem wampira w popkulturze, „Wampiry…” pobudziły do refleksji o podobieństwach między kulturami w tej kwestii, że „kultura jest odpowiedzią na lęk przed śmiercią”. Jednak wystawa nie na wszystkich pasjonatach zrobiła wrażenie. <em>To jest nic, nic tu nie ma. Do Rumunii trzeba pojechać, żeby tego doświadczyć</em> — skwitował ekspozycję jeden z przybyłych, od 10 lat podróżujący po Rumunii i zakochany w jej kulturze. <em>Pogaństwo odeszło już do lamusa, teraz jest tam normalnie, po chrześcijańsku</em> — dodał.</p>
<p>Wśród przybyłych, oprócz miłośników ludowej kultury rumuńskiej, pojawiła się także spora grupka długowłosych i ubranych na czarno młodzieńców i dziewcząt. Ci, z którymi udało się porozmawiać, praktycznie bez wyjątku interesowali się fantastyką, demonologią, ezoteryką i od dawna wyczekiwali tej wystawy, inni po prostu zobaczyli na ulicy plakat promujący wystawę z widocznym z daleka słowem-kluczem „Wampiry” oraz oprawą graficzną parafrazującą okładkę jednej z płyt heavymetalowej kapeli Napalm Death, co skłoniło ich do zajrzenia do muzeum. Niektórzy wychodzili wyraźnie zawiedzeni — małą liczbą eksponatów, brakiem „grozy, pali, okrucieństwa”, spodziewając się mocnych wrażeń w stylu wizerunków Draculi „legendarnego”, wysysającego krew z młodych dziewic, lub Draculi „historycznego”, wbijającego na pale swych wrogów. W tym kontekście dla wielu rozmówców szczególnie atrakcyjny okazał się sam pomysł na promocję wystawy oraz bogaty program imprez towarzyszących, na czele z sesjami gier RPG i pokazami filmów. Ekspozycja zebrała pozytywne opinie, jednak nie wywołała „dreszczyku emocji”. Muzeum Etnograficzne otrzymało wiele pochwał za tak niecodzienną inicjatywę, niektórzy zwiedzający nawet z pewnym zawstydzeniem przyznawali, że są tu pierwszy raz „z własnej woli” i wyrażali chęć obejrzenia innych wystaw, jeśli tylko zostaną one zaprezentowane w sposób ciekawszy i oryginalniejszy niż te zapamiętane z wycieczek szkolnych.</p>
<p><a href="http://www.flickr.com/photos/ethnomuseum/sets/72157616338495093/" target="_blank">Zdjęcia z wernisażu»&gt;</a></p>
<p><em>Katarzyna Lipińska</em></p>
<p><em>Franciszek Płóciennik</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ethnomuseum.pl/blog/2009/04/06/w-muzeum-juz-straszy/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>a jednak egzotyka…</title>
		<link>http://ethnomuseum.pl/blog/2009/04/03/a-jednak-egzotyka%e2%80%a6/</link>
		<comments>http://ethnomuseum.pl/blog/2009/04/03/a-jednak-egzotyka%e2%80%a6/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 03 Apr 2009 08:27:56 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Małgorzata Jaszczołt</dc:creator>
				<category><![CDATA["z życia działu"]]></category>
		<category><![CDATA[muzeum]]></category>
		<category><![CDATA[wystawy]]></category>
		<category><![CDATA[Huculszczyzna]]></category>
		<category><![CDATA[Korczew]]></category>
		<category><![CDATA[wystawa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ethnomuseum.pl/blog/?p=284</guid>
		<description><![CDATA[Fundacja Pałac w Korczewie (Korczew n/Bugiem, woj. mazowieckie) zwróciła się do Muzeum z prośbą o zorganizowanie wystawy edukacyjnej. Idąc jednym z moich ulubionych tropów pokazywania ładnych etnograficznych oczywistości, pomyślałam o prezentacji Huculszczyzny. Huculszczyzna… Zainteresowanie Huculszczyzną ma wiele odsłon. Jako piękna kraina na połoninach, budzi ona wspomnienia szczególnie wśród tych, którzy wywodzą się z Kresów oraz tych, którzy jeździli tam na letniska i do zdrojowisk. Antropolodzy [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.korczew-palac.pl/" target="_blank"></a></p>
<div id="attachment_285" class="wp-caption alignleft" style="width: 160px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/04/pisanka.jpg" rel="wp-prettyPhoto[g284]"><img class="size-thumbnail wp-image-285" style="margin-left: 3px; margin-right: 3px;" title="pisanka" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/04/pisanka-150x150.jpg" alt=" Muzeum Pisanki w&nbsp;Kołomyi, fot. J. Bartuszek, 2002 r., ze zbiorów prywatnych autorki" width="150" height="150" /></a><p class="wp-caption-text"> Muzeum Pisanki w Kołomyi, fot. J. Bartuszek, 2002 r., ze zbiorów prywatnych autorki</p></div>
<p><a href="http://www.korczew-palac.pl/" target="_blank">Fundacja Pałac w Korczewie</a> (Korczew n/Bugiem, woj. mazowieckie) zwróciła się do Muzeum z prośbą o zorganizowanie wystawy edukacyjnej. Idąc jednym z moich ulubionych tropów pokazywania ładnych etnograficznych oczywistości, pomyślałam o prezentacji Huculszczyzny.</p>
<h3>Huculszczyzna…</h3>
<p>Zainteresowanie Huculszczyzną ma wiele odsłon. Jako piękna kraina na połoninach, budzi ona wspomnienia szczególnie wśród tych, którzy wywodzą się z Kresów oraz tych, którzy jeździli tam na letniska i do zdrojowisk. Antropolodzy natomiast na przykładzie Huculszczyzny mogą badać i opisywać zjawisko fascynacji ludowością i mityzację ludu. Wyroby huculskiego rękodzieła przykuwają uwagę: kolorowe, o misternej ornamentyce, ciekawych motywach. Z kolei fascynacja wielu artystów przełożyła się na liczne dzieła o tematyce huculskiej (grafika, malarstwo, literatura), przykładem może być chociażby przypomniana ostatnio przez <a href="http://www.muzeum.krakow.pl/NewsItem.107.0.html?&amp;tx_ttnews[tt_news]=1484&amp;cHash=41174c9477)" target="_blank">Muzeum Narodowe Zofia Stryjeńska</a>, która w swojej twórczości również inspirowała się stylem huculskim.</p>
<p><span id="more-284"></span>Dla etnografa Huculszczyzna jest tematem „powszednim”, zatem mój pomysł wystawy huculskiej nie uzurpuje sobie prawa do szczególnej oryginalności, niejedną wystawę o Huculszczyźnie już zrealizowano. Pochodzę z niedalekich Korczewowi Siedlec, więc postanowiłam sprawdzić, co w tamtych okolicach wie się o Huculszczyźnie. I tu — wstyd przyznać — u nikogo z zapytanych przeze mnie krewnych i znajomych pojęcie Huculszczyzna nie budziło żadnych skojarzeń. Niejednemu Wyspy Kanaryjskie i „prawdziwie egzotyczne” Tajlandia, Chiny, Wietnam, Malediwy (to zasłyszane przeze mnie kierunki wyjazdów mieszkańców Siedlec) są niewątpliwie bliższe niż oddalona o 150 km od granicy polsko-ukraińskiej Huculszczyzna. Tytuł mojej wystawy przygotowanej dla Fundacji — „Huculszczyzna — bliska egzotyka”  — może wydać się naiwny, myślę jednak, że dla wielu Huculszczyzna okaże się właśnie egzotyką, egzotyką na wyciągnięcie ręki.</p>
<p>Mówiąc Kresy, myślimy: Litwa, Polesie, Pokucie, Huculszczyzna… Wszyscy powinni znać, oczywistość — myślą etnografowie. Jednak antropolog (etnograf) nieustannie się dziwi, odkrywając zdziwienie ludzi zapytanych o rzecz „oczywistą” — „nieoczywistą”.</p>
<p><em>Małgorzata Jaszczołt</em></p>
<p><em><br />
</em></p>
<div id="attachment_292" class="wp-caption aligncenter" style="width: 160px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/04/huculka.jpg" rel="wp-prettyPhoto[g284]"><img class="size-thumbnail wp-image-292" title="huculka" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/04/huculka-150x150.jpg" alt="Odpust na&nbsp;św. Spasa, fot. Justyna Pyz, 1997 r., Żabie, PME.Arch.I.16900/10" width="150" height="150" /></a><p class="wp-caption-text">Odpust na św. Spasa, fot. Justyna Pyz, 1997 r., Żabie, PME.Arch.I.16900/10</p></div>
<div id="attachment_293" class="wp-caption aligncenter" style="width: 160px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/04/huculki.jpg" rel="wp-prettyPhoto[g284]"><img class="size-thumbnail wp-image-293" title="huculki" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/04/huculki-150x150.jpg" alt="Odpust na&nbsp;św. Spasa, fot. Justyna Pyz, 1997 r., Żabie, PME.Arch.I.16900/14" width="150" height="150" /></a><p class="wp-caption-text">Odpust na św. Spasa, fot. Justyna Pyz, 1997 r., Żabie, PME.Arch.I.16900/14</p></div>
<p><em><br />
</em></p>
<p><em><br />
</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ethnomuseum.pl/blog/2009/04/03/a-jednak-egzotyka%e2%80%a6/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wampiry, strzygi i spółka nachchodzą!</title>
		<link>http://ethnomuseum.pl/blog/2009/03/23/wampiry-strzygi-i-spolka-nachchodza/</link>
		<comments>http://ethnomuseum.pl/blog/2009/03/23/wampiry-strzygi-i-spolka-nachchodza/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 23 Mar 2009 17:28:05 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Wpis Gościnny</dc:creator>
				<category><![CDATA["z życia działu"]]></category>
		<category><![CDATA[muzeum]]></category>
		<category><![CDATA[wampiry]]></category>
		<category><![CDATA[wydarzenia]]></category>
		<category><![CDATA[wystawy]]></category>
		<category><![CDATA[kieratówka]]></category>
		<category><![CDATA[wystawa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ethnomuseum.pl/blog/?p=113</guid>
		<description><![CDATA[Życie i śmierć to przeciwstawne stany, a obce sobie światy żywych i zmarłych nie powinny się przenikać. Co jednak dzieje się w przypadku, gdy śmierć następuje „niewłaściwie” lub kiedy żywi zaniedbują swoje obowiązki względem zmarłych podczas pogrzebu? Zgodnie z rumuńskimi wierzeniami, zmarli ci nie zaznają spokoju w zaświatach, ale wracają pod postacią upiorów – strzyg i wampirów – by nawiedzać swoje rodzinne strony, karmić się [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Życie i śmierć to przeciwstawne stany, a obce sobie światy żywych i zmarłych nie powinny się przenikać. Co jednak dzieje się w przypadku, gdy śmierć następuje „niewłaściwie” lub kiedy żywi zaniedbują swoje obowiązki względem zmarłych podczas pogrzebu? Zgodnie z rumuńskimi wierzeniami, zmarli ci nie zaznają spokoju w zaświatach, ale wracają pod postacią upiorów – strzyg i wampirów – by nawiedzać swoje rodzinne strony, karmić się żywymi. <strong>O ludowych metodach zapobiegania i przeciwdziałania powrotom zmarłych z zaświatów opowiada wystawa „Wampiry, strzygi i spółka” prezentowana przez Muzeum Wsi Banackiej w Timiszoarze.</strong></p>
<p>Scenariusz wystawy oparty został na książce profesor Otylii Hedeşan, która opisuje XVIII wieczne rumuńskie ludowe rytuały i praktyki związane z wiarą w możliwość powrotu zmarłych zza grobu. Ekspozycja zbudowana została wokół wybranych relacji podróżników i badaczy, którzy byli świadkami praktyk anty-wampirycznych w Rumunii „wieku wampirów”. Za pomocą dawnych opisów, eksponatów, fotografii, inscenizacji i projekcji zarejestrowanych współcześnie filmów, wystawa zapoznaje z niesamowitym światem ludowej magii, w której pozornie zwykłe przedmioty nabierają mocy zamykania drogi przed złem.</p>
<h3>„Kieratówka” —  przestrzeń spotkań z wampirami</h3>
<p>„Wampiry, strzygi i spółka” to pierwsza od lat wystawa, która otwarta zostanie na tak zwanej „Sali kieratowej”. Sala zawdzięcza swoja nazwę kieratowi, który został tam zamontowany w latach 70-tych ze względu na duże rozmiary pomieszczenia. Po zdemontowaniu instalacji, wnętrze zaczęło pełnić funkcje magazynu. Obecnie, odrestaurowana sala stanowić będzie ogniwo w ciągu ekspozycyjnym Muzeum. Na potrzeby wystawy, „Kieratówka” podzielona została na część wystawienniczą i „Przestrzeń spotkań z wampirami”, w której odbywać się będą wydarzenia towarzyszące wystawie. Projekt plastyczny obu pomieszczeń stworzył Przemysław Klonowski.</p>
<div id="attachment_132" class="wp-caption aligncenter" style="width: 310px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/03/kieratowka.jpg" rel="wp-prettyPhoto[g113]"><img class="size-full wp-image-132" title="kieratowka" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/03/kieratowka.jpg" alt="Przygotowujemy &quot;kieratówkę&quot; do&nbsp;wystawy. fot.Edward Koprowski" width="300" height="209" /></a><p class="wp-caption-text">Przygotowujemy „kieratówkę” do wystawy. fot.Edward Koprowski</p></div>
<p>Julia Włodarczyk<!--st1\:*{behavior:url(#ieooui) } --></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ethnomuseum.pl/blog/2009/03/23/wampiry-strzygi-i-spolka-nachchodza/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

