﻿<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Ethnomuseum.pl Blog &#187; maorysi</title>
	<atom:link href="http://ethnomuseum.pl/blog/tag/maorysi/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://ethnomuseum.pl/blog</link>
	<description>Blog Działu Etnografii Polski i Europy Państwowego Muzeum Etnograficznego w Warszawie</description>
	<lastBuildDate>Mon, 06 Feb 2012 06:18:52 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Historia pewnej głowy</title>
		<link>http://ethnomuseum.pl/blog/2009/09/02/historia-pewnej-glowy/</link>
		<comments>http://ethnomuseum.pl/blog/2009/09/02/historia-pewnej-glowy/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 02 Sep 2009 13:13:37 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Katarzyna Lipińska</dc:creator>
				<category><![CDATA[muzeum]]></category>
		<category><![CDATA[wystawy]]></category>
		<category><![CDATA[Australia i Ocenia]]></category>
		<category><![CDATA[eksponaty]]></category>
		<category><![CDATA[magazyny]]></category>
		<category><![CDATA[maorysi]]></category>
		<category><![CDATA[tatuaże]]></category>
		<category><![CDATA[wolontariat]]></category>
		<category><![CDATA[zbiory]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ethnomuseum.pl/blog/?p=1242</guid>
		<description><![CDATA[Państwowe Muzeum Etnograficzne w Warszawie to nie tylko eleganckie ekspozycje, atrakcyjna kawiarnia, wykłady czy odczyty. Pod tą uporządkowaną   powierzchnią kryje się znacznie więcej. Jak już mogliście wyczytać na naszym blogu, w podziemiach tego  gmachu mieszczą się magazyny. Wchodząc tam zstępujemy w świat chaosu. Odrzuconych, nie pasujących do żadnej całości elementów, części składowych potencjalnych wystaw. W ogromnych szufladach, na rozłożystych półkach znajdziemy przedmioty z całego świata [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="attachment_1253" class="wp-caption alignleft" style="width: 310px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/09/fot-jacek-sielski-151.jpg" rel="wp-prettyPhoto[g1242]"><img class="size-medium wp-image-1253" style="border: 1px solid black; margin: 5px 2px;" title="Tędy dotrzemy do&nbsp;muzealnych podziemi, fot. Jacek Sielski" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/09/fot-jacek-sielski-15-300x200.jpg" alt="Tędy dotrzemy do&nbsp;muzealnych podziemi, fot. Jacek Sielski" width="300" height="200" /></a><p class="wp-caption-text">Tędy dotrzemy do muzealnych podziemi, fot. Jacek Sielski</p></div>
<p>Państwowe Muzeum Etnograficzne w Warszawie to nie tylko eleganckie ekspozycje, atrakcyjna kawiarnia, wykłady czy odczyty. Pod tą uporządkowaną   powierzchnią kryje się znacznie więcej. Jak już mogliście wyczytać na naszym blogu, w podziemiach tego  gmachu mieszczą się magazyny. Wchodząc tam zstępujemy w świat chaosu. Odrzuconych, nie pasujących do żadnej całości elementów, części składowych potencjalnych wystaw. W ogromnych szufladach, na rozłożystych półkach znajdziemy przedmioty z całego świata — naczynia, zabawki, fragmenty strojów, instrumenty muzyczne , broń. Gdy spacerowałam pomiędzy regałami, czułam się nieco zagubiona. Te artefakty nie tworzyły żadnej narracji, były dla mnie obce, odległe, zagadkowe.Kusiło mnie, żeby je choć trochę sobie przybliżyć. Największe emocje wzbudził we mnie bardzo niepokojący eksponat. Coś co nie mieściło się w żadnych, bliskich mi systemach klasyfikacji. Była to ludzka głowa. Głowa — trofeum, maoryskiego … no właśnie kogo? Wodza? Notabla? O tym świadczyłyby eleganckie tatuaże symetrycznie wyrysowane po jego twarzy. Ale gdy zainteresowałam się tą sprawą, okazało się, że odpowiedź na tę zagadkę nie jest wcale tak prosta do ustalenia.<br />
<span id="more-1242"></span></p>
<h3>Kraina tatuaży</h3>
<p>Zapewne każdy z odwiedzających tę stronę zetknął się, choć powierzchownie,  z maoryską kulturą. Niewątpliwie pierwszą rzeczą, która przykuwa uwagę,  są zjawiskowe tatuaże pokrywające twarze i ciała jej przedstawicieli.  Założyłam, że w przeciwieństwie do naszej współczesnej kultury, gdzie tatuaż pełni jedynie funkcję zdobniczą i nie jest znakiem odsyłającym do żadnych znaczeń, w kulturze tradycyjnej musiał sprawować ważną funkcje symboliczną.</p>
<div id="attachment_1258" class="wp-caption alignleft" style="width: 280px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/09/fot-jacek-sielski-24.jpg" rel="wp-prettyPhoto[g1242]"><img class="size-medium wp-image-1258" style="border: 1px solid black; margin: 5px 2px;" title="Podróżników zachwycały zjawiskowe tatuaże, fot. Jacek Sielski" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/09/fot-jacek-sielski-24-300x225.jpg" alt="Podróżników zachwycały zjawiskowe tatuaże, fot. Jacek Sielski" width="270" height="203" /></a><p class="wp-caption-text">Podróżników zachwycały zjawiskowe tatuaże Nowozelandczyków, fot. Jacek Sielski</p></div>
<p>Pierwszym podróżnikiem, który odkrył i postarał się opisać kulturę rdzennych mieszkańców Nowej Zelandii, był znany nam wszystkim James Cook. Oczywiście także on był oczarowany niezwykłością maoryskich tatuaży (przez samych mieszkańców wyspy nazywanych <em>moko</em>), poświęcił im więc znaczne miejsce w swoich relacjach. Zauważył, że ich wzornictwo nie jest przypadkowe, znacznie różni się od siebie w różnych rejonach wyspy, a także,  że wraz z wiekiem tubylca jego ciało gęstnieje od wzorów. Praktycznie nie ma wśród mieszkańców osób, których ciała byłyby puste (wyjątkiem są niewolnicy i dzieci). Pustka jest równoznaczna ze szpetotą. Nawet dłużej zamieszkujący wyspę misjonarze przyznawali, że przejęli od swoich sąsiadów te kategorie estetyczne i twarze nie umalowane wydają im się mniej atrakcyjne. Mężczyźni byli obficiej wytatuowani niż kobiety. Tatuaż był oznaką prestiżu i ówczesnym dokumentem tożsamości, a mężczyzna bardziej liczył się jako „obywatel”, członek społeczności.Kobiety również poddawały się temu bolesnemu zabiegowi. Nie pozwalano, by ich usta pozostały czerwone — uważano to za oszpecające, tatuowano im więc wargi i podbródki.</p>
<h3>Zapisane w ciele</h3>
<p>Obserwatorzy maoryskiej kultury próbując dociec znaczenia tego zjawiska, snuli różne przypuszczenia. Ich uwagę przykuł fakt, że mieszkańcy komunikowali się za pomocą symboli, hieroglifów. Gdy wódz jednego plemienia wypowiadał innemu plemieniu wojnę , przesyłał jego przywódcy wytatuowanego ziemniaka. Ważniejszym i szerzej opisanym spostrzeżeniem jest jednak nadanie tatuażom rangi europejskiego herbu, z tą jednak różnicą, że wyrażał on tożsamość indywidualną osoby, którą zdobił, a nie tożsamość zbiorową jako członka jakiegoś klanu. Gdy na wyspę przybyli Europejczycy, Maorysi w zawieranych z nimi pisemnych umowach posługiwali się nawet swoim wzorem tatuażu zamiast podpisem. Te oznaczenia były ważne ze względu na możliwość identyfikacji zwłok wojownika po jego śmierci na polu bitwy. Po tatuażu można było poznać, z jakiego klanu wywodzi się dana osoba i jaką ma pozycje społeczną.</p>
<h3>Bolesna droga do piękna</h3>
<p>Sam proces tatuowania można porównać do fazy liminalnej (przejściowej) obrzędu przejścia. Ten, który się jemu poddał ( u Maorysów był to</p>
<div id="attachment_1268" class="wp-caption alignleft" style="width: 310px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/09/fot-jacek-sielski-6.jpg" rel="wp-prettyPhoto[g1242]"><img class="size-medium wp-image-1268" style="border: 1px solid black; margin: 5px 2px;" title="Narzędzia ze zbiorów australijskich, fot.Jacek Sielski" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/09/fot-jacek-sielski-6-300x200.jpg" alt="Narzędzia ze zbiorów australijskich, fot.Jacek Sielski" width="300" height="200" /></a><p class="wp-caption-text">Narzędzia ze zbiorów australijskich, fot.Jacek Sielski</p></div>
<p>każdy wolny człowiek, wchodzący w okres adolescencji), uzyskiwał tożsamość i swoje miejsce w grupie. Pułkownik Rutherford, który w 1816 roku został porwany wraz ze swoją załogą, a następnie był przez kilka lat więziony przez jedno z maoryskich plemion, dostąpił zaszczytu udziału w tej ceremonii. Inicjacja, tak jak każda ceremonia, była  obciążona licznymi tabu, np. osoba poddawana zabiegowi nie mogła jeść ani pić dotykając naczynia, poruszać się (była więc karmiona i pojona przez kobiety lub niewolników), spożywać ryb lub potraw, które były wytatuowane. Ważny był też zwyczajowy zakaz okazywania bólu. O to musiało być niezwykle trudno, bo, jak opisywał Rutherford, zabiegi trwały wiele godzin, po ciele tatuowanego lała się krew, a rany nieraz były tak głębokie, że gdy poddany operacji człowiek zapalił fajkę, dym ulatniał się przez jego policzki. Rekonwalescencja trwała nieraz kilka miesięcy. Trudno się temu dziwić, biorąc pod uwagę,  jakich narzędzi używano. Przed pojawieniem się Europejczyków były to drewniane rylce lub ostre kości ptaków, rekinów, czy kość płetwowa wieloryba. Później zastąpiono je żelaznym rylcem, który płycej zanurzano w skórze. Niestety innowacje, które zostały wprowadzone w tej dziedzinie przez Europejczyków, niekoniecznie czyniły ten proces bezpieczniejszym. Podczas gdy do tej pory jako barwnika używano naturalnych produktów ( z rośliny rozkładającej się w gąsienicy — jako symbolu czegoś znajdującego się na granicy dwóch światów:  zwierzęcego i roślinnego), teraz używano m.in … prochu strzelniczego.</p>
<h3>Łowcy głów</h3>
<p>Niestety zachwyt podróżników nad oryginalnością maoryskich form wyrazu ustąpił miejsca chciwości kupców i europejskiej żądzy posiadania. Generał Horatio Robley, który spędził w Nowej Zelandii wiele lat, opisał straszliwe procedery, które były tego następstwem. Na XIX wiek przypada okres rozwoju muzealnictwa w Europie. To kolekcjonerskie zbiory, które tworzyły ówczesne komnaty osobliwości, stanowiły podwaliny rozwoju etnografii. Przebywający w odległych krainach podróżnicy wyczuli popyt na wszystko, co „egzotyczne”, „dziwaczne”, właśnie osobliwe.</p>
<div id="attachment_1271" class="wp-caption alignleft" style="width: 310px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/09/fot-jacek-sielski-22.jpg" rel="wp-prettyPhoto[g1242]"><img class="size-medium wp-image-1271" style="border: 1px solid black; margin: 5px 2px;" title="W głowie zmarłego tkwi energia zwana tapu, fot.Jacek Sielski" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/09/fot-jacek-sielski-22-300x225.jpg" alt="W głowie zmarłego tkwi energia zwana tapu, fot.Jacek Sielski" width="300" height="225" /></a><p class="wp-caption-text">W głowie zmarłego tkwi energia zwana tapu, fot.Jacek Sielski</p></div>
<p>Maorysi mieli zwyczaj zachowywania głów swoich zmarłych, by nie zatarła się pamięć o nich, oraz by zachować ich magiczną energię zwaną tapu. Europejczycy dostrzegli w tym zwyczaju okazje do zarobienia dużych pieniędzy.  Zakupywali od plemion specjalnie zakonserwowane, osuszone głowy wrogów, poległych na polu bitwy i odsprzedawali je kolekcjonerom oraz muzealnikom. W zamian oferowali tubylcom broń, oraz metalowe narzędzia. Popyt na te osobliwe „pamiątki” stale rósł. Sami przywódcy plemion zauważyli, że świeżo spreparowane głowy wyglądają nie mniej efektownie niż starsze dawno zakonserwowane. W celu zwiększenia zysków wybierali najmniej wartościowych spośród swoich niewolników, tatuuowali ich twarze, by następnie pozbawić ich życia i wystawić ich głowy na sprzedaż. Jeden z miejscowych misjonarzy opisał taką transakcję. Gdy kupiec skrytykował wartość zdobienia jednej z głów, wódz wskazał mu swoich niewolników i zapytał „Która z tych twarzy podoba Ci się najbardziej? Tę, którą wybierzesz, każę odpowiednio przygotować”. Wśród niewolników zapanował popłoch. W takich sytuacjach zdarzały się przypadki ucieczek i wykradania głów mających iść na sprzedaż. Także na polach bitwy rozgrywały się dramatyczne sceny, kiedy trafieni wojownicy wzywali swoich braci, by chronili ich głowy przed tym poniżającym przeznaczeniem. Wielki niepokój wśród mieszkańców wyspy wzbudzał fakt, że głowy były wystawiane w miejscowych muzeach i na specjalnych targach. Dochodziło do krwawych aktów zemsty na kupcach, którzy odmawiali ludziom wydawania głów ich krewnych. Te incydenty doprowadziły do ustanowienia przez Gubernatora Nowej Zelandii aktu, który nakazywał całkowite zakończenie owych praktyk.</p>
<h3>Co pozostało?</h3>
<p>W XIX wieku tradycja <em>moko</em> zaczęła powoli zanikać. Maorysi łatwo się zasymilowali i przyzwyczaili do nowych reguł życia społecznego, większość obyczajów straciła rację bytu. Dopiero w XX wieku, epoce dekolonizacji, sprzeciwu wobec zachodniej dominacji, przekształcenia się tradycyjnych społeczeństw we wspólnoty symboliczne, tatuaż powrócił jako symbol maoryskiej tożsamości, ale nic poza tym.<br />
Handel głowami zakazany został prawie 200 lat temu, ale do dziś pozostają one w zbiorach światowych muzeów. Od kilkunastu lat działacze maoryskich organizacji  walczą o powrót tych eksponatów do rodzinnej ziemi i prawo do ich godnego pochówku. Wielka Brytania zadecydowała, że zgodnie z ustawą z 2004 roku o „szczątkach ludzkich”, te znajdujące się w zbiorach muzealnych, których wiek nie przekracza 1000 lat, mają być zwrócone ich społecznościom. Kontrowersje w tej sprawie miały miejsce we Francji, gdzie wystąpił konflikt decyzyjny pomiędzy władzami Rouen a Ministerstwem Kultury o to, czy przechowywane w miejscowym muzeum obiekty mają być odesłane do Nowej Zelandii. Minister Kultury nie wyraził na to zgody, argumentując, że są one dziełem sztuki i pozbycie się ich stworzyłoby straszliwy precedens. Inne instytucje kultury powołują się na to, że głowy nie są wystawiane na wystawach, tylko trzymane w ukryciu, w odpowiednich warunkach. Sprawa jest skomplikowana nie tylko prawnie — wielu muzealników zwraca uwagę na to, że przed pojawieniem się Europejczyków Maorysi także niegodnie obchodzili się z głowami swoich wrogów, później sami brali udział w procederze handlu nimi, oraz, że ofiarą tego zjawiska padli także mieszkańcy wyspy nie będący Maorysami. Niełatwo również dziś o ustalenie dokładnego pochodzenia poszczególnych obiektów.</p>
<h3>Tajemnicze zniknięcie</h3>
<div id="attachment_1273" class="wp-caption alignleft" style="width: 310px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/09/fot-jacek-sielski-2.jpg" rel="wp-prettyPhoto[g1242]"><img class="size-medium wp-image-1273" style="border: 1px solid black; margin: 5px 2px;" title="Co się stało z&nbsp;drugą &quot;głową&quot;?, fot. Jacek Sielski" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/09/fot-jacek-sielski-2-300x200.jpg" alt="Co sie stało z&nbsp;drugą &quot;głową&quot;?, fot. Jacek Sielski" width="300" height="200" /></a><p class="wp-caption-text">Co sie stało z drugą „głową”?, fot. Jacek Sielski</p></div>
<p>Prawdopodobnie, tak jak w przypadku głowy znajdującej się w naszym muzeum, brakuje dokumentów, które wyjaśniałyby, jak trafiły one do zbiorów. Próbując dowiedzieć się czegoś o tym obiekcie, porozmawiałam z pracownikami magazynów i działu inwentaryzacji. Jedyny zapis, jaki pozostał w księgach, to data wycenienia – 1970 rok. Wiadomo, że pochodzi ona ze zbiorów niemieckich, ale na jakiej zasadzie została przekazana  naszej placówce, nie wiadomo. Informacje, które uzyskałam, to plotki i anegdoty. Poza widzianą przeze mnie głową, w muzeum kiedyś znajdowała się także druga, która w dokumentacji nie pozostawiła po sobie żadnego śladu. Jedna z historii mówi, że była źle utrzymana i muzeum oddało ją zakonnikom w Pieniężnie, by tam dokonali jej pochówku.</p>
<h3>Czy będzie można zobaczyć „głowę” ?</h3>
<p>Czytelnika zapewne zastanawia, czy będzie on mógł zobaczyć opisany przeze mnie obiekt na własne oczy. Odwiedzający muzeum mieli szansę go ujrzeć na pierwszej wystawie stałej poświęconej Australii i Oceanii, był on wystawiany także całkiem niedawno na ekspozycji prezentującej różne techniki zdobienia ciała, gdzie, jak wspominają pracownicy Działu Etnografii Krajów Pozaeuropejskich, cieszył się  największym zainteresowaniem. Specyfika tego „eksponatu” sprawia, że nie jest on łatwy w utrzymaniu, powinien znajdować się w specjalnych warunkach. Istnieje jednak szansa, że znów ujrzy on światło dzienne.<br />
Pozostaje tylko bacznie obserwować, co dzieje się w muzeum, bo ma ono w swoich zasobach jeszcze wiele rzeczy, które zadziwiają  i budzą emocje.</p>
<p><em>Korzystałam z książki Horatio Robley’a „Moko or the Maori Tatooing”</em>.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ethnomuseum.pl/blog/2009/09/02/historia-pewnej-glowy/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

