<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Ethnomuseum.pl Blog &#187; pamięć</title>
	<atom:link href="http://ethnomuseum.pl/blog/tag/pamiec/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://ethnomuseum.pl/blog</link>
	<description>Blog Działu Etnografii Polski i Europy Państowego Muzeum Etnograficznego w Warszawie</description>
	<lastBuildDate>Fri, 03 Sep 2010 06:21:14 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=abc</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Co robi etnolog na badaniach terenowych? Czyli urlop w czasie pracy i praca w czasie urlopu.</title>
		<link>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/09/02/co-robi-etnolog-na-badaniach-terenowych-czyli-urlop-w-czasie-pracy-i-praca-w-czasie-urlopu/</link>
		<comments>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/09/02/co-robi-etnolog-na-badaniach-terenowych-czyli-urlop-w-czasie-pracy-i-praca-w-czasie-urlopu/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 02 Sep 2010 08:18:47 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Bratek Robotycki</dc:creator>
				<category><![CDATA[Antropologia kultury]]></category>
		<category><![CDATA[Wycieczki]]></category>
		<category><![CDATA[badania terenowe]]></category>
		<category><![CDATA[inspiracja]]></category>
		<category><![CDATA[pamięć]]></category>
		<category><![CDATA[polityka]]></category>
		<category><![CDATA[tożsamość]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ethnomuseum.pl/blog/?p=3714</guid>
		<description><![CDATA[Pytanie oczywiste i wydawać by się mogło, całkowicie bezsensowne, ale nie we współczesnym świecie. Wszakże rzeczy oczywistych nie ma, a jeśli są, to nie są tak oczywiste, jak zdają się być. Badania terenowe, to dla etnologa chleb powszedni. Nawet typ „gabinetowy” ma z nimi do czynienia. Wprawdzie nie może on dostrzec rysów twarzy informatorów, przeczytać [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="attachment_3718" class="wp-caption alignright" style="width: 310px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/09/IMG_1545.jpg"><img class="size-medium wp-image-3718 " title="Fot. M. Chlanda" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/09/IMG_1545-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" /></a><p class="wp-caption-text">Fot. M.Chlanda</p></div>
<p style="text-align: left;">Pytanie oczywiste i wydawać by się mogło, całkowicie bezsensowne, ale nie we współczesnym świecie. Wszakże rzeczy oczywistych nie ma, a jeśli są, to nie są tak oczywiste, jak zdają się być. Badania terenowe, to dla etnologa chleb powszedni. Nawet typ „gabinetowy” ma z nimi do czynienia. Wprawdzie nie może on dostrzec rysów twarzy informatorów, przeczytać mowy ciała, tym niemniej ma przed sobą spisane przez etnograficznych czeladników wywiady i przywiezione (czasem krzyczące) artefakty, fotografie czy zarejestrowane filmy. Jako przedstawiciel etnologicznej fraterii, choć o niezidentyfikowanym charakterze, bo ni „gabinetowy” ni rasowy, archetypowy badacz, trafiłem na egzotyczną dla mnie ziemię Puszczy Zielonej…</p>
<p><span id="more-3714"></span>Kwestionariusz w dość nieprecyzyjny sposób określił mi rodzaj informatorów – szukałem tubylców z wyższym wykształceniem chcąc się dowiedzieć czy istnieje jeszcze wśród nich etos inteligencki. Były to badania pilotażowe, które miały zweryfikować wartość i zasadność stawianych pytań… Obawiałem się trochę dwu rzeczy: po pierwsze braku zrozumienia terminu „etos”, oraz światopoglądowego charakteru poruszanych zagadnień. I kolejno: niezrozumienie tematu skutkowałoby brakiem wspólnej płaszczyzny dialogu i odbierałoby sens rozmowie; a natura tego typu pytań tworzyłaby wprawdzie płaszczyznę do dyskusji i działała na nią ożywczo, ale w kontekście kwestionariusza nie byłaby miernikiem jego precyzyjności. Raczej przeciwnie, byłaby miarą rozmycia i strachu u informatora. Z jednej strony otwierałaby bowiem szerokie perspektywy rozmowy, a z drugiej zamykałaby je i nie pozwalała posłużyć się wytrychem i uciec w ogólne i odwieczne: <em>bo tak było od zawsze</em>; <em>dlaczego nie; tak robiła moja matka, to i ja tak robię</em>… Inne kwestie weryfikuje teren, a  że ten płaski był i jest jak stół, zatem specjalnie się nie obawiałem.</p>
<p>Niemiej, dzięki pomocy Dyrektor Muzeum w Ostrołęce, pani Marii Samsel dotarliśmy do respondentów, którzy uczynili moje obawy nieuzasadnionymi, a same badania ogromnie ciekawymi, choć bardzo jednostronnymi.</p>
<p>Wraz z szefową mojego działu z PME rozmawialiśmy z ludźmi, których zaangażowanie w sprawy rozwoju i promocji regionu, kształtowania tożsamości lokalnej, budowania wizerunku niezłomnego Kurpa było więcej niż żarliwe. Kurpiowszczyzna według nich, to ziemia rodząca i zamieszkana przez ludowych artystów i zespoły artystyczne. Ziemia stworzona do bycia promowaną – stroje, kwiaty z bibuły, leluje, kierce, świątki. Ziemia, która w najgorszym razie wyda dobrego nieuzdolnionego człowieka, który zajmie się hodowlą wszechobecnego tam bydła i założy gospodarstwo agroturystyczne. Ziemia dosłownie mlekiem i miodem płynąca. O bydle już wspominałem, a dorzucić muszę jeszcze wzmiankę o jednym z większych świąt ludowych w regionie jakim jest miodobranie w Myszyńcu.</p>
<p>Legendarny złoczyńca, uciekinier, pejoratywnie określany <em>butem</em> (Kurp), przemienił się w pantofelek Kopciuszka, w wykwintny łapeć pasujący tylko do Kurpa. Prawdą jest, że taka przemiana, to ciężka praca i jako taka ma ona niepoliczalną wartość. Nie śmiem jej kwestionować. Umiejętność korzystania z unijnych dotacji i obrotność są niezbędne aby funkcjonować w globalnym przy pomocy lokalnego, w medialnym przy pomocy tradycyjnego, by zmieniać stare na nowe-stare. Ale jaką to ma etnologiczną wartość? Czymże jest wymuskany wizerunek Kurpa dla etnologa? Bo na pewno nie zjawiskiem samym w sobie, jakiego on poszukuje. Jest tworem specjalistów i pasjonatów od polityki kulturalnej. Jest czymś innym niż podmiotem i przedmiotem tradycji wynalezionej. Zdaje się być raczej tworem marketingowo-społecznym o ludowym profilu, atrakcją turystyczną z folderu promocyjnego. Idealnym obrazem dekonstrukcji i rozbicia wartości pojęć – <em>ludowy, tradycyjny, swojski.</em></p>
<p>Wracając jednak do postawy etosowej, niesienia kaganka oświaty, etosu pracy, wzorców i moralnych prerogatyw; z rozmów wynikało, że są te wartości dla naszych rozmówców istotą życia w społeczności. Iście pozytywistyczne postawy reprezentujące tradycyjne, jeśli jest jakieś inne, rozumienie etosu inteligencji. Konstatacja takiego stanu rzeczy może być zadziwiająca, a zarazem krzepiąca. W świecie, gdzie inteligencja to członkowie stowarzyszenia Mensa i liczba IQ;  gdzie z socjologicznego punktu widzenia, inteligencją są ludzie z wyższym nijakim wykształceniem; gdzie społeczeństwo, to klasa średnia i średnio czymkolwiek zainteresowana, istnieje „banda” regionalistów-naukowców-badaczy-fascynatów, która robi wszystko aby przynajmniej na Kurpiach było inaczej. Czy lepiej – nie wiem. Dla etnologa, tradycje wynalezione są o tyle interesujące, o ile ich korzenie odsyłają in illo tempore, równocześnie dając się datować metodami innymi niż węglem C14. Tradycyjna(?) i obrzędowa kurpiowszczyzna jest dla mnie mało nęcąca i zapładniająca intelektualnie. Interesująca staje się dopiero wtedy gdy dostrzeżemy związek między panią robiącą wrzosy z bibuły i wielką polityką, między rzeźbiarzem ludowym a filmem przyrodniczym na Discovery oraz kiedy zdamy sobie sprawę, że współczesny regionalizm to gra. Konkurs na najbardziej regionalną izbę, najbardziej ludowego artystę, najbardziej kurpiowskie wycinanki. Zawody na leluje, gdzie wygraną jest rozpoznawalność i szansa zaistnienia, ale nie łudźmy się – też tylko w określonych kręgach. Rywalizacja kaleka, ponieważ jury nie ma żadnych stałych współczynników oceny. Nawet sam byt jury może zostać zakwestionowany. Nie wiadomo przecież czy najbardziej ludowe jest odwzorowanie dawnego, artystyczna inspiracja, uaktualnienie czy „nowe” samo w sobie. Ale bawmy się w ludowe, lub nie odbierajmy innym możliwości zabawy.</p>
<p>Kiedy stwierdzimy, że swoista schizofrenia bycia równocześnie lokalnym i globalnym, tradycyjnym i nowoczesnym, tradycyjnym i medialnym, łapciem i kozakiem  to nie jest choroba, a tylko właściwość rzeczywistości kulturowej, możemy skupić się na refleksji. Ale jej wynikiem nie będzie skrupulatny opis i ocena, a wielowątkowa narracja. Dlatego też tak zadziwiająca i warta badania jest postawa etosowa inteligencji małomiasteczkowej na kurpiowszczyźnie. Postawa spójna, chciałoby się rzec archaiczna w konfrontacji z heterogenicznym i przyśpieszającym światem kultury.</p>
<p>***</p>
<p>Jako etnolog, ale już incognito, odwiedziłem ostatnio niewielką wieś z wielką stacją kolejową &#8211; czyli Stróże na Sądecczyźnie. Zastały mnie tam innego rodzaju sytuacje etnograficzne, w żaden sposób przeze mnie nie wywoływane i nie prowokowane. Były to, skądinąd błahy i badawczo rozpoznany do granic poznania, mecz piłki nożnej oraz gablota w sali recepcyjnej budynku Centrum Rehabilitacyjno-Szkoleniowego, w której zaaranżowana została drobna kommemoracyjna wystawa poświęcona ofiarom katastrofy lotniczej w Smoleńsku.</p>
<p>Pomijając poziom spotkania między beniaminkiem I ligi &#8211; Kolejarzem Stróże,  a Podbeskidziem Bielsko-Biała, warto zwrócić uwagę na swoistą unikalność zaistniałego wydarzenia i doświadczenia: pierwszy gol, rożny, faul, spalony; wszystko pierwsze w I lidze i w końcu koniec pierwszej połowy. Wszystko miało być czymś niepowtarzalnym, całkowicie nowym mimo że odegranym wedle zwyczajnego scenariusza. Nie stało się tak,  nie zrobił mecz najmniejszego wrażenia na stróżańskich kibicach. Poza sporadycznymi uszczypliwymi komentarzami, pojedynczymi okrzykami uczestnicy wydarzenia nie przystawali do opatrzonego telewizyjnego wizerunku fana.   Na trybunach panowała atmosfera chłodnego dystansu i zimnej ironii wobec wszelkiego dziania się – istny smutek meczu. Pierwszoligowa inicjacja nie była momentem przejścia, ani fazą liminalną, nie stworzyła wspólnoty perspektyw czy uczestnictwa. Niemiejski kontekst meczu odbił się chyba na naturze hiperrzeczywistości i stadionowym nie-miejscu do których mamy dostęp poprzez media, i stały się one tylko zwyczajną rzeczywistością i miejscem. Czy Stróże to wieś antropologów niezaangażowanych? Zimnych obserwatorów z których każdy zna się na piłce? Oklaski kibiców drużyny przyjezdnej były inwazją w spokój kontemplacji piłkarskiej taktyki i ruchu ciał… Prawdę mówiąc brakowało tam wszystkiego, co w kontekście piłki nożnej zostało wykreowane i co z tym sportem jest kojarzone. Słowem pierwszoligowy kadr lub pierwszoligowa kadra nie poruszyły mieszkańców Stróż. Ale czy tylko rozentuzjazmowane tłumy obrazują prawdę piłki?</p>
<div id="attachment_3717" class="wp-caption alignleft" style="width: 310px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/09/IMG_1539.jpg"><img class="size-medium wp-image-3717 " title="Fot. M.Chlanda" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/09/IMG_1539-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" /></a><p class="wp-caption-text">Fot. M.Chlanda</p></div>
<p>Poruszyło natomiast co innego. To co dotknęło i dotyka wszystkich – to znaczy tragedia smoleńska. Wchodząc do Centrum rehabilitacyjnego w przedsionku mijamy tablicę upamiętniającą wszystkie ofiary wypadku. Sama tablica nie dziwi, jest osobistym hołdem i wyrazem pamięci, ale już refleks jej fundatorów zdumiewa. Podejrzewam, że była pierwszą w Polsce (12-06-2010). Wszystko to bowiem odczytujemy w kontekście nierozstrzygniętego wciąż konfliktu wokół krzyża na Krakowskim Przedmieściu, nieudolności państwa, karnawalizacji czaso-przestrzeni itd. (ale jak długo może trwać karnawał?). Kawałek dalej, w głównym holu zaś znajduje się 5 gablot, gdzie w czterech znajdują się wota do senatora Stanisława Koguta, a piąta poświęcona jest „pamięci” ofiar wypadku: wypełniają ją wizytówki zmarłych (z osobistego wizytownika), okolicznościowy bilet kolejowy, fotografie i inne przedmioty mniej lub bardziej związane z katastrofą &#8211; ale raczej mniej. Szukając powiązań między Centrum Rehabilitacyjnym, Stróżami a Smoleńskiem i światem mediów odnaleźć można tylko jedno i niestety polityczne – postać senatora Koguta. Wszystkie przedmioty w bezsporny sposób odsyłają nas do jego osoby (identyfikator vipowski z uroczystości pogrzebowych, inny imienny identyfikator ze zjazdu solidarności w Krakowie – jaki jest jego związek z żałobą?). Gablota zdaje się już przerastać jednostkowe cierpienie wywołane tragedią i uspołeczniać je w dobrze znany nam sposób. Obiera drogę wytyczoną lata temu. Czyni to w romatyczno-ludowo-socjalistycznej manierze… Swego czasu boleśnie doświadczyłem materializacji takiego myślenia, na jednej takiej gablocie rozbiłem sobie głowę w szkole… Pierwsze dwa człony są wyrazem wrażliwości i ukształtowania odbioru społecznego wszelkiej tragedii poprzez ograne i zobiektywizowane kulturowo reprezentacje, wyuczone i przyswojone, prawie instynktowne, interpretacje zjawisk. Natomiast ostatni jest wyrazem estetyki braku. Braku właściwych form wyrazu dla przedstawienia pamięci i śmierci. Zerwania łączności między materią a pamięcią. Jest to wynikiem utraty referencji życia w śmierci i pamięci w zapomnieniu. Nazywam ten rodzaj przedstawiania socjalistycznym ze względu na podobieństwo do zdiagnozowanej pustki ideowej i prowizorium podobnych zjawisk z okresu PRL-u. Wystrój gabloty zamiast być symboliczną reprezentacją, metaforyzacją straty i bólu jest informacją o osobie senatora. Buduje obraz jego osoby, tak jak kiedyś budowało obraz nieskazitelnej władzy, w oparciu o insygnia przynależności (VIP, Solidarność, Władza) w oparach kategorii wzniosłości – człowiekiem wstrząsa tylko pusty śmiech. Nieobecność hipostazy, która jest chyba istotą procesu upamiętniania (nawet w swoim błędnym logicznym wymiarze) staje się dla mnie postawą tego co rozumiem po określeniem estetyka braku.</p>
<div id="attachment_3716" class="wp-caption alignright" style="width: 310px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/09/IMG_1535.jpg"><img class="size-medium wp-image-3716 " title="Fot. M.Chlanda" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/09/IMG_1535-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" /></a><p class="wp-caption-text">Fot. M.Chlanda</p></div>
<p>Warto jeszcze rzucić okiem na jedną gablotę, tę z wotami. I na krótko się przy niej zatrzymać. Wśród licznych odznaczeń i dyplomów podkreślających jak najbardziej słuszne zaangażowanie w rozwój regionu i lokalnej społeczności, dostrzeżemy medal zaskakujący: „Stanisławowi Kogutowi za wszystko…”. &#8211; wysublimowany żart? &#8211; wyrafinowana ironia?  -  wiernopoddańczy hołd? Odznaczenie od NSZZ Solidarność Kolejarzy wymyka się wszelkiemu rozumieniu. Jest medalem biorącym wszystkie inne w nawias. Ustanawia autonomiczną przestrzeń wartości, która symetrie znajduje tylko w wieczności.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/09/02/co-robi-etnolog-na-badaniach-terenowych-czyli-urlop-w-czasie-pracy-i-praca-w-czasie-urlopu/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wurst, kebab i Sobieski pod Wiedniem</title>
		<link>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/07/19/wurst-kebab-i-sobieski-pod-wiedniem/</link>
		<comments>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/07/19/wurst-kebab-i-sobieski-pod-wiedniem/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 19 Jul 2010 13:00:03 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jacek_Drozda</dc:creator>
				<category><![CDATA[Antropologia kultury]]></category>
		<category><![CDATA[Historia]]></category>
		<category><![CDATA[Wycieczki]]></category>
		<category><![CDATA[polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Austria]]></category>
		<category><![CDATA[kebab]]></category>
		<category><![CDATA[nacjonalizm]]></category>
		<category><![CDATA[naród]]></category>
		<category><![CDATA[pamięć]]></category>
		<category><![CDATA[patriotyzm]]></category>
		<category><![CDATA[Polacy]]></category>
		<category><![CDATA[Sobieski]]></category>
		<category><![CDATA[Turcy]]></category>
		<category><![CDATA[Wiedeń]]></category>
		<category><![CDATA[wino]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ethnomuseum.pl/blog/?p=3359</guid>
		<description><![CDATA[Wzgórze Kahlenberg, u którego stóp leży Wiedeń, jest jednym z wielu znajdujących się poza granicami naszego kraju miejsc patriotycznego kultu Polaków. W 1683 roku, w słynnej bitwie polskie wojska pod wodzą Jana Sobieskiego, stanowiące główną siłę koalicji antytureckiej, powstrzymały podbój Europy przez wojska wezyra Kara Mustafy. Ta spektakularna wiktoria militarna nie tylko zakończyła osmańską ekspansję, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="attachment_3360" class="wp-caption alignleft" style="width: 310px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/07/imbiss_sobieski.jpg"><img class="size-medium wp-image-3360 " title="imbiss_sobieski" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/07/imbiss_sobieski-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" /></a><p class="wp-caption-text">Imbiss &quot;Sobieski&quot;, fot. J. Drozda</p></div>
<p>Wzgórze Kahlenberg, u którego stóp leży Wiedeń, jest jednym z wielu znajdujących się poza granicami naszego kraju miejsc patriotycznego kultu Polaków. W 1683 roku, w słynnej bitwie polskie wojska pod wodzą Jana Sobieskiego, stanowiące główną siłę koalicji antytureckiej, powstrzymały podbój Europy przez wojska wezyra Kara Mustafy. Ta spektakularna wiktoria militarna nie tylko zakończyła osmańską ekspansję, ale doprowadziła też do powstania Świętej Ligi – przymierza katolickich państw, występujących przeciw Imperium Osmańskiemu. Podobne sojusze zawierano już wcześniej, ale i później, nie tylko przeciw Turkom i Tatarom, ale również ewangelikom, czy nawet katolickim państwom, którym nie po drodze było z polityką papieży. Ta tradycja znajduje pewną kontynuację w dzisiejszych „przymierzach strachu” konstruowanych przez pełnych obaw przed islamem polityków i aktywistów. Choć dziś nie chodzi już o roszczenia terytorialne, retoryka przeciwników obecności islamu w Europie zdaje się odwoływać do tego rodzaju zagrożenia – „obcy” chcą przejąć „nasze terytorium”, tu rozumiane nie jako obszar geograficzny, lecz przestrzeń kulturową.</p>
<p><span id="more-3359"></span></p>
<p>Choć słynna odsiecz wiedeńska miała charakter obrony katolików przed inwazją innowierców, to powoływanie się przez niektórych uczestników dzisiejszego życia politycznego na jej dokonania jako na zacny przykład przeciwstawienia się czcigodnej Europy barbarzyńskim hordom, jest praktyką nie do końca zasadną. Antytureckie zjednoczenie nie było przecież spójną unią katolików powołaną w imię Boga, lecz permanentnie zmieniającym swój kształt w wyniku politycznych targów układem, w praktyce nieszczególnie przywiązanym do jakichkolwiek chrześcijańskich wartości. Warto wspomnieć też zupełnie błahy fakt &#8211; podobieństwo ubioru polskich wojaków (przecież nie byli do tylko majestatyczni husarze) do tureckich, które król Sobieski nakazał znieść przez przewiązanie się wszystkich w pasie powrósłami słomianymi. Miało to uchronić austriackie wojska sprzymierzone z Polakami przed pomyłką, która mogła zaowocować istotnym zwrotem historii…</p>
<p>Historia na szczęście potrafi śmiać się z politycznego patosu. Na wspomnianym wzgórzu Kahlenberg (po polsku „Łysa Góra”), oprócz polskiego kościoła i wspaniałego tarasu widokowego znajdują się punkty sprzedaży pamiątek i bary szybkiej obsługi. W tym niejaki imbiss „Sobieski”, w którym pracują Polacy. Terminem „imbiss” w języku niemieckim określa się lokal typu fast-food właśnie. W austriackich imbissach serwuje się wszelkiego rodzaju przekąski – wursty w bułce, rybę z frytkami, pizzę, hamburgery, gyros, dania chińskie i indyjskie, a także bliskowschodni kebab, w krajach germańskich najczęściej nazywany „döner”. Oprócz sycących dań i orzeźwiających napojów, w imbissach nabyć można piwo i wspaniałe austriackie białe wino wytwarzane z winorośli szczepu Grüner Veltliner – do spożycia na miejscu. Dobry kebab z prawdziwej baraniny i łyk znakomitego trunku (wersja kapslowana, lecz nieustępująca jakością korkowanej dla zagorzałych entuzjastów jedzenia w pośpiechu) wspaniale umilą czas zwiedzającym miejsce, z którego armia Sobieskiego przypuściła atak na siły osmańskie. Autor niniejszego tekstu nie waha się głosić takiego poglądu, pomimo faktu, że od pewnego czasu usilnie stara się być uczciwym wegetarianinem.</p>
<p>Turecki kebab, niemiecki wurst, austriackie wino i polska tradycja patriotyczna. Intrygujący – nawiążę jeszcze raz do sztuki winiarskiej – kupaż kulturowy na wzgórzu Kahlenberg. Ale nie tylko tam, przecież w każdym zakątku świata przemysł turystyczny z historii i polityki korzysta wedle własnego uznania, z podręcznikowych opisów dziejów świata czerpiąc w ograniczonym wymiarze. Kahlenberg zwiedzają nie tylko Polacy i biali Europejczycy, ale też liczni muzułmanie. Chciałbym poddać pod rozwagę ksenofobów następującą kwestię: czy potomkowie pokonanych pod Wiedniem Turków, wchodzący do polskiego kościoła na Kahlenbergu, profanują miejsce tryumfu katolików, czy też czynią to rodzimi amatorzy alkoholu, którzy, kosztując wyśmienitego Grüner Veltlinera, skupiają się bardziej na ilości, niż wartej spokojnej degustacji jakości wina i wizytę na austriackim wzgórzu pamiętać będą głównie z powodu tzw. zespołu dnia następnego? Zresztą, może pytanie to wcale nie jest warte odpowiedzi. Nie wniesie ona nic do refleksji nad wielokulturowością, której ślady znajdziemy w każdym miejscu pamięci: w produkowanych w Chinach souvenirach, odwołujących się choćby  do wydarzeń z historii Polski; w etnicznym pochodzeniu zwiedzających; także w samej „materii” historycznej – nikt nie będzie chyba twierdził, że armia Sobieskiego była homogeniczną, polską i katolicką zbiorowością…</p>
<div id="attachment_3362" class="wp-caption alignleft" style="width: 235px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/07/glosuj_na_jarka1.jpg"><img class="size-medium wp-image-3362 " title="glosuj_na_jarka" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/07/glosuj_na_jarka1-225x300.jpg" alt="" width="225" height="300" /></a><p class="wp-caption-text">&quot;Głosuj na Jarka...&quot;, fot. J. Drozda</p></div>
<p>W całej tej zabawnej dość sprawie pojawił się jeden zgrzyt. Ponieważ wybory prezydenckie już za nami, pozwolę sobie na podniesienie tej związanej z polityką &#8211; lecz mnie interesującej z antropologicznego punktu widzenia &#8211; kwestii. Otóż, semantycznie gęste pojęcie „patriotyzmu” jest w Polsce niezwykle mocno związane z historią, a raczej z przywiązaniem do tradycyjnie sankcjonowanej wersji historiograficznej analizy dziejów narodu. Ta z kolei stanowi podstawowy element retoryki politycznej reprezentantów wszelkich opcji światopoglądowych, szczególnie jednak bliska jest stronnictwom uznawanym za prawicowe. Nie wiem, co jeden z niedawnych kandydatów do objęcia urzędu prezydenckiego myślałby o widocznych na zdjęciu obok owocach pracy agitatorów, walczących o jego zwycięstwo w wyborczej batalii. Być może byłby dumny, że jego zwolennicy manifestują swoje poparcie na Kahlenbergu, być może irytowałaby go bliskość wspomnianego imbissu „Sobieski”… Niezależnie od politycznych wyborów, symboliczne i materialne formy upamiętniania wojennych tryumfów pozostają najwyraźniejszymi nośnikami tego, co uznawane jest za „patriotyczne”. Ten mechanizm ma wymiar uniwersalny, a zainteresowanym jego analizą polecam lekturę tekstów znanych autorów: Erica Hobsbawma, Davida Cannadine’a, Benedicta Andersona, Alasdaira MacIntyre’a czy młodszego Charlesa Blattberga, który pisuje o możliwości implementacji „nowego patriotyzmu”, dystansującego się od nacjonalistycznych konotacji.</p>
<p>Jednak na wzgórzu nieopodal Wiednia nie słychać już przecież świstu husarskich pióropuszy, lecz przede wszystkim prowadzone w wielu językach konwersacje czy brzęk monet wręczanych sprzedawcom pocztówek i breloczków. Zwykłym truizmem byłoby tu jakiekolwiek stwierdzenie dotyczące globalizacji, różnorodności i przenikania się znaczeń. Tyle, że jako podobnie nieoryginalne jawi się odgrzewanie patosu historycznego w jego wersji rodem z podręcznika dla uczniów podstawówek. Z całym szacunkiem dla tych ostatnich!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/07/19/wurst-kebab-i-sobieski-pod-wiedniem/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>… i po żałobie</title>
		<link>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/06/08/%e2%80%a6-i-po-zalobie/</link>
		<comments>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/06/08/%e2%80%a6-i-po-zalobie/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 08 Jun 2010 10:29:36 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Bratek Robotycki</dc:creator>
				<category><![CDATA[Antropologia kultury]]></category>
		<category><![CDATA[badania terenowe]]></category>
		<category><![CDATA[wydarzenia]]></category>
		<category><![CDATA[pamięć]]></category>
		<category><![CDATA[polityka]]></category>
		<category><![CDATA[rytuał]]></category>
		<category><![CDATA[żałoba]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ethnomuseum.pl/blog/?p=3249</guid>
		<description><![CDATA[Minęły już dwa miesiące od tragicznego wypadku samolotu, w którym zginęło wielu najwyższych polskich urzędników państwowych. Powoli zapominamy o tragedii, albo już o niej zapomnieliśmy. Ekscytujemy się teraz innymi wydarzeniami, dla których „smoleński dramat” jest &#8211; szczęśliwie &#8211; coraz mniej widocznym tłem. Jednakże powróćmy jeszcze na moment do tamtych chwil…
&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;.
Jakiś czas po katastrofie większość komentatorów, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="attachment_3251" class="wp-caption alignleft" style="width: 310px"><img class="size-medium wp-image-3251" title="Fot. B. Robotycki" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/06/IMG_1306bratek-300x216.jpg" alt="" width="300" height="216" /><p class="wp-caption-text">Fot. B. Robotycki</p></div>
<p>Minęły już dwa miesiące od tragicznego wypadku samolotu, w którym zginęło wielu najwyższych polskich urzędników państwowych. Powoli zapominamy o tragedii, albo już o niej zapomnieliśmy. Ekscytujemy się teraz innymi wydarzeniami, dla których „smoleński dramat” jest &#8211; szczęśliwie &#8211; coraz mniej widocznym tłem. Jednakże powróćmy jeszcze na moment do tamtych chwil…</p>
<p><span style="color: #ffffff;">&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;.</span></p>
<p><span id="more-3249"></span>Jakiś czas po katastrofie większość komentatorów, rozpoczynając swoje rozważania nad nawarstwionymi wokół tego zdarzenia osobliwościami, zastanawiała się, czy nabraliśmy już wystarczająco dużo dystansu, aby spojrzeć na nie zobiektywizowanym okiem. Czy można już bez obawy ostracyzmu i wyklęcia towarzyskiego krytycznie zinterpretować okolicznościowe peregrynacje, przyjrzeć się znaczącym elementom funeralnego kiermaszu, ponownie spojrzeć na osobliwe miejsca oddawania czci i materializowania się pamięci? Czy można przedsięwziąć próby demityzacji tak szybko zmityzowanych i wtórnie usymbolizowanych znaków w wyniku nieustającej  ludo-semiozy? Czy można, nie popadając w pułapkę pajęczyn politycznych afiliacji, dokonać opisu i interpretacji zaistniałych faktów? Czy mamy do czynienia z kolejnym zdarzeniem, które świadczy o końcu historii? Aby uzupełnić listę ważkich przecież pytań, wspomnieć też wypada o realnym przedmiocie sporu, związanym z miejscem pochówku prezydenta. Natomiast z pozycji metaantropologicznej dopytać można jeszcze: czy antropologiczny lancet poznawczy nie ponacina świeżo zagojonych ran, jeśli zdążyły się już one zabliźnić? Czy sama chęć zrozumienia nie jest już istotnie naznaczona oceną i naruszeniem normy?<br />
W tych okolicznościach, tego typu pytania etnologowi narzucają się same przez się. Są one wszakże wynikiem współistnienia problemów etycznych i poznawczych w dziedzinie refleksji nad kulturą. Każdy antropolog ma świadomość oceniającej wartości narzędzi i metod, którymi się posługuje. A taki  ich charakter uwidacznia się tym bardziej, im bardziej wykorzystane są one do analizy zjawisk,  które posiadają wymiary styczne z sacrum lub tabu, wzajemnie do siebie nieprzystające: osobisty, intymny i emocjonalny, spontaniczny oraz społeczny, państwowy, narodowy, masowy i wyreżyserowany.</p>
<div id="attachment_3253" class="wp-caption alignright" style="width: 310px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/06/IMG_1323bratek.jpg"><img class="size-medium wp-image-3253" title="Fot. B. Robotycki" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/06/IMG_1323bratek-300x220.jpg" alt="" width="300" height="220" /></a><p class="wp-caption-text">Fot. B. Robotycki</p></div>
<p>Nie popadajmy jednak w paranoję i nie uciekajmy od ocen i interpretacji, nie pozostawiajmy wszystkiego gminnej wieści, kojącej sile upływu czasu, czy potocznemu osądowi, że to historia dokona ocen za nas. Niektóre rzeczy warto nazwać od razu, by odrobinę je odczarować i zniżyć do poziomu racjonalnej antropologicznej analizy. Inne dopiero nazwane zwrócą przecież na siebie uwagę. Dystans czasowy jest ważny, ale nie może być traktowany jak fetysz. Istotą  dystansu antropologicznego w sytuacji, kiedy jest się uczestnikiem wydarzeń, stają się zdolności kontrastowania i różnicowania dostrzeżonych informacji oraz intelektualna kompetencja zawieszenia sądu. Wprawdzie nie da się ostatecznie zmierzyć najmniejszej niezbędnej wartości tych walorów, ale przymrużmy oko i niech lakmusowym papierkiem będzie reakcja na zasłyszane na ulicy dowcip i zagadkę:<br />
- „Wieża, wieża odbiór – tu Tupolew 154m”.<br />
- „Tak, tu wieża – tu też niezły polew”.<br />
„Czemu położono prezydenta Kaczyńskiego na Wawelu niedaleko Piłsudskiego? Aby miał zimnego Lecha pod ręką”.<br />
Powyższe żarty są oczywiście nie tylko miarą dystansu. Przywołałem je tutaj nie po to, aby prowokować, a li tylko by zobrazować kulturową drogę kanalizacji emocji. Społeczną reakcję na nadmiar i przesyt. Delikatnie zasugerować, jak, kiedy i gdzie śmiech się uobecnia i jaką pełni rolę. Dowcip był bowiem rysem czasu karnawałowego, świątecznego w okresie powszedniości. Jednakże współcześnie znacznie się zdewaluował i w niewielkim stopniu znajduje referencję w czasie „niezwyczajnym”. Nosi jego znamiona, lecz jest według mnie raczej elementem jednorazowej gry o konkretnym charakterze, mocno skontekstualizowanym. Jest jednym z pociągnięć szkicu obrazu współczesności, której istotą jest heterogeniczność pojedynczych zjawisk. Chciałem pokazać, że zasadnym komentarzem do rzeczywistości obok naukowych dysertacji, wywiadów, esejów, wypowiedzi słów autorytetów, są także owe folkloryzujące reakcje;  że folklor współczesny nie jest tylko domeną stacji telewizyjnych i rozgłośni radiowych – oralnych powielaczy.</p>
<div id="attachment_3252" class="wp-caption alignleft" style="width: 210px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/06/IMG_1309bratek.jpg"><img class="size-medium wp-image-3252 " title="Fot. B. Robotycki" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/06/IMG_1309bratek-200x300.jpg" alt="" width="200" height="300" /></a><p class="wp-caption-text">Fot. B. Robotycki</p></div>
<p>Mówiąc o śmierci trudno uniknąć patetycznej wzniosłości lub banału, dlatego dla etnologa interesujące są zjawiska przyległe, zachowania, reakcje, manipulacje, symboliczna przemoc i instytucjonalna opresyjność związane ze śmiercią, a nie ona sama. Nie jest to zachowanie obrazoburcze, kontrowersyjne i odmienne od innych postaw badawczych. Dokumentacja etnograficzna, dotycząca tematów związanych ze śmiercią, analizą obrzędów pogrzebowych, symboliki poszczególnych zachowań i artefaktów, jest nieprzebrana. Sposoby podejścia do przedmiotu są różnorakie, a każdy ważki. Z tego też powodu trudno nie popaść w spetryfikowane już schematy intelektualne czy semantyczne pułapki. Zaznaczyć jednak trzeba, że to pozorne grzęzawisko intelektualne, poza niebezpieczeństwem wchłonięcia, u źródeł ma istotne koncepcje i kryje ważne, nieprzebrzmiałe myśli. Nie są to jedyne zagrożenia, wynikające z refleksji nad kwestią śmierci.  Wokół niej narosły bowiem kwestie moralne, etyczne, estetyczne, które w pewnym sensie pilnują zastanego porządku. Wszystkie je  możemy odnaleźć w etnograficznych, socjologicznych czy  historycznych opracowaniach problemu śmierci. I takie też stanowisko, obok „dystansu”, jest czynnikiem skłaniającym mnie do pochylenia się nad medialnym, społecznym i kulturowym obrazem kwietniowej katastrofy i jej konsekwencji.<br />
Półtoratygodniowy paraliż polskiej państwowości skończył się wraz z żałobą narodową. Z nią też skończyła się niestrawność i nudności wywołane medialnym szumem, monochromatycznością internetowych portali i prasowych publikacji, poszukiwaniem nieistniejących newsów i błądzeniem we mgle uspołecznionego (unarodowionego) współodczuwania. Ale nie mówmy, że wraz ze śmiercią ok. 100 osób skończyła się jakaś epoka, bowiem jeśli coś miało się skończyć, to najpierw musiało się zacząć. A kiedy i gdzie się zaczęło – nikt nie wie. Tak jak po 11/9 jesteśmy w stanie pisać historię, tak i po naszej lokalnej tragedii jesteśmy zdolni chwycić za pióra i interpretować.</p>
<div id="attachment_3255" class="wp-caption alignright" style="width: 310px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/06/IMG_1329bratek.jpg"><img class="size-medium wp-image-3255 " title="Fot. B. Robotycki" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/06/IMG_1329bratek-300x200.jpg" alt="" width="300" height="200" /></a><p class="wp-caption-text">Fot. B. Robotycki</p></div>
<p>Doświadczyliśmy wydarzenia bez precedensu, ale jego unikalność nie upoważnia do jego sakralizacji i zawłaszczania go dla jednej grupy. A z tym ewidentnie mamy do czynienia. Żałoba i pogrzeb stały się świętem kościelnym o państwowym kolorycie, przeznaczonym dla określonego odbiorcy. Zredukowanym obrzędem przejścia,  w którym do przejścia było tylko zatłoczone Krakowskie Przedmieście. Pozostaje otwarte pytanie, co z obywatelami „niezrzeszonymi” lub tymi, którzy potrafią oddzielić Państwo od Kościoła? Gdzie oni mieli znaleźć ujście dla poczucia straty, według konstruktorów polityki kulturalnej. Stracili wszakże najwyższego urzędnika, a potrzeba ekspresji pozostała nieumiejscowiona. Nie myślę tu o pomysłach stworzenia dla nich świeckiego panteonu narodowego, ani o wielowyznaniowym bazarze jeremiad. Zwrócić chcę tylko uwagę na nieoczywiste informacje, zawarte w przekazie medialnym i obrazie zdarzenia, które charakterystyczne są dla grup szukających własnych fundamentów i barw tożsamościowych. Treść jednej to: żałobę prawdziwie celebrować może tylko ten, kto jest z Kościołem i w kościele. Druga zaś rozbrzmiewała w wypowiedziach wielu polityków i połączona jest ze swoistym widzeniem świata &#8211; postrzeganiem „typu ludowego”, nieumiejętnością rozdzielenia porządków rzeczywistości: religijnego, społecznego, państwowego, politycznego. Przykładem jest wypowiedź pani Elżbiety Jakubiak, która, rugając za pewną wypowiedź członka komitetu honorowego kandydata na prezydenta Marszałka Komorowskiego, stwierdziła, „że Polska to katolickie państwo”(10-05-2010, Radio Tok FM). Bezpośrednią konsekwencją tego typu zachowań i percepcji rzeczywistości jest poczucie wykluczenia drugiej strony.<br />
Mówmy raczej o nieszczęśliwym wypadku, niż o bohaterskiej śmierci, o której mogliśmy usłyszeć zarówno z kościelnych ambon, jak i z radioodbiorników oraz innych przekaźników. Nie łączmy śmierci 20000 polskich żołnierzy ze śmiercią ok. 100 państwowych urzędników. Przecież poza nieuzasadnionym historycznym odwołaniem i geograficznym kontekstem oba te wydarzenia nie mają żadnej wspólnej płaszczyzny, na której można by je rozpatrywać. Czyż nie jest nadużyciem określenie listy ofiar katastrofy – „drugą listą katyńską” a samego wydarzenia „drugim Katyniem” ( prezenter radia RMF, 10-04-2010, ok. godz. 17). Manipulacja faktami, dyskursywna opresyjność mają nie tylko swoją  wagę polityczną, ale dają również obraz konstrukcji i odbioru danych faktów. Precyzyjnie też określają grupę docelową dla newsów i zagarniają ustalone sensy. Wszakże konotacje „Listy katyńskiej” są jednoznaczne: kłamstwo, wieloletnie zabiegi dotarcia do prawdy, ukryty mord, elita, najwyższa poniesiona cena za wolność, ofiarność. Osadzając w takim tle znaczeniowym ofiary kwietniowego wypadku konstruuje się miraż rzeczywistości, mający odniesienie tylko w świecie emocji, konfrontacyjnie rozumianej historii i zubożałego mitu. Dezorientuje się zastane i wypracowane w dialogu porządki &#8211; historyczny i polityczny, a uwypukla te wykreowane, pseudomityczne, tworzące zręby hermetycznej wspólnoty. Mityzacja w tym przypadku dzieli, a tym bardziej mityzacja polityczno-historyczna. Powstaje rozwarstwienie i oddzielanie w oparciu o jasno zdefiniowaną wizję rzeczywistości. Rzeczywistości, gdzie wypadek staje się pretekstem do konstruowania teorii spiskowych, gdzie ofiary stają się bohaterami, tragiczna śmierć &#8211; śmiercią męczeńską w imię ideałów, a Smoleńsk miejscem kaźni polskiej inteligencji. Chyba można dostrzec absurd tej sytuacji?<br />
Obok przedstawionego, dzielącego, mechanizmu mityzacji najistotniejszym w niej jest proces fuzji nieprzystających płaszczyzn i pozornie niezwiązanych ze sobą elementów. Warunkiem sine qua non zaistnienia procesów mityzacji jest również, wspomniana już, kompetencja poznawcza – postrzegania typu ludowego.</p>
<p>Kolejną egzemplifikacją scalenia dwu niekompatybilnych wymiarów są liczne odniesienia religijne i zabawy z kalendarzem. Mimo iż 10  kwietnia nie jest rocznicą śmierci papieża Polaka ( 2 IV 2005), to stał się nią. A jak się to dokonało? Nic prostszego! Kalendarz astronomiczny został jednorazowo zmieniony na liturgiczny, w wyniku czego śmierć urzędników państwowych nastąpiła w tym samym czasie, co śmierć Jana Pawła II. Tu bardzo ważne jest podkreślenie, że stało się to w tym samym czasie. Czas liturgiczny bowiem ma charakter cykliczny, w przeciwieństwie do czasu w historii, gdzie jest on linearny, czy w fizyce, gdzie nie ma już nawet takiego charakteru. Czemu służy datowanie wypadku na pierwszą sobotę po Wielkiej Nocy, na okolice Święta Miłosierdzia Bożego, najbardziej polskiego z kościelnych świąt, ustanowionego wszak przez papieża Polaka w 2000 roku na podstawie objawień siostry Faustyny Kowalskiej? Igrając z czasem zapomniano tylko, że wszelkie święta związane z czasem Wielkanocy są ruchome, zatem powstaje problem, kiedy w przyszłości będziemy wspominać tragiczną śmierć. Zabieg ten miał na celu wpisanie nowych sensów w zdarzenie i zmianę optyki odbioru: symboliczne wzbogacenie katastrofy lotniczej, nadanie jej charakteru tajemnicy i ofiary, co jeszcze wzmacniane było różnymi, choć już z kościołem katolickim niezwiązanymi, spiskowymi teoriami dziejów. Poprzez stworzenie wokół tragicznie zmarłych aury świętości i męczeństwa, które wpisują się w rozpowszechniony ludowo-romantyczny obraz rzeczywistości, objawia się kolejny mechanizm mityzacji, jakim jest nadbudowywanie struktur symbolicznych i znaczeniowych.<br />
Paweł Kowal w rozmowie z Jackiem Żakowskim powiedział: „Pan Bóg jakby ich wybrał – mistyka tego polega na tym, że każdy miał tam swojego przedstawiciela”. Pomijając wątpliwą mistyczność wyboru skupmy się nad tworzonym przez słowa obrazem. Czyż przed oczami nie mamy kolażu biblijnej arki Noego, pomieszanej z okropnościami z „Tratwy Meduzy” i wybranych, którzy w imię ideałów idą na śmierć? Nieprzyzwoity patos i butna wzniosłość natychmiast powodują, że zastanawiamy się, czy odpowiednia miara została nadana rzeczy i słowom. Przełamywanie zasady swoistego dekorum również znajduje swoje uzasadnienie w we wspomnianej wizji rzeczywistości, w dyskursie mityzacji, ewentualnie w politycznym cynizmie ( tym jednak zajmować się nie będę).</p>
<div id="attachment_3256" class="wp-caption alignright" style="width: 218px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/06/IMG_1381bratek.jpg"><img class="size-medium wp-image-3256" title="Fot. B. Robotycki" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/06/IMG_1381bratek-208x300.jpg" alt="" width="208" height="300" /></a><p class="wp-caption-text">Fot. B. Robotycki</p></div>
<p>W dniach żałoby Warszawa, a w szczególności Krakowskie Przedmieście oraz okoliczne pomniki i tablice komemoracyjne były teatrum ekspresji zbiorowego przeżywania. Zdawało się, że nieistotne było,  komu i gdzie „stawia się świeczkę”. Otrzymali ją kardynał Wyszyński, Piłsudski, powstańcy i, co zrozumiałe, ofiary zbrodni katyńskiej. Znicze lądowały na ławkach, w donicach i przy tablicach informacyjnych. Czy rzeczywiście były to miejsca przypadkowe? Dwa portrety, „monidła” pary prezydenckiej wraz z „iskrami pamięci” zostały umieszczone pod słowami Jana Pawła II: „ szukałem was, wy teraz przyszliście do mnie, za to wam dziękuję”, które znajdują się na ścianie kościoła św. Anny. Modus operandi tych działań jest zbliżony do wcześniej już opisanego, który można by nazwać saturacją symboliczną. Pamięć ogniskowała się w centrach społecznej wyobraźni o patriotyzmie, walce o wolność, polskości itp. Ale dochodzi jeszcze jeden niebagatelny element wzorca polskości – świętość. Atrybuowana Janowi Pawłowi II, nim został świętym, przechodzi na postacie Lecha i Marii Kaczyńskich, czyniąc z nich składową specyficznie rozumianej polskości – polskości typu ludowego. W jakich rozpatrywać ją kategoriach? Gry symbolami? Przypadkowej koincydencji i synergii? Cynicznej rozgrywki? Kiczowatego przeładowania? Prawdopodobnie poprzez każdą z nich, gdyż w kulturze nie ma zjawisk jednorodnych.</p>
<div id="attachment_3254" class="wp-caption alignleft" style="width: 310px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/06/IMG_1325bratek.jpg"><img class="size-medium wp-image-3254" title="Fot. B. Robotycki" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/06/IMG_1325bratek-300x200.jpg" alt="" width="300" height="200" /></a><p class="wp-caption-text">Fot. B. Robotycki</p></div>
<p>Wbrew wrażeniom, jakie można było odnieść, oglądając relacje telewizyjne, rzeczywistość na dni żałoby nie stała się czarno-biała. Mogę powiedzieć więcej, na szczęście nie straciła nic ze swojego kolorytu. Prócz stoisk ze zniczami, szybko spreparowanymi portretami pary prezydenckiej, kwiatami i emblematami polskości było piwo, oscypek, kwas chlebowy, parasole. A obok nieskończenie długiej kolejki do Pałacu Namiestnikowskiego spotkać można było przechadzających się turystów. Usilne próby stłamszenia różnorodności nie powiodły się. Jednoczesna w tym wina i zasługa mediów, które napędzały cały ten kiermasz. Im bardziej chciały upodobnić go do żałobnego konduktu, tym bardziej stawał się on karnawałowym korowodem.</p>
<p>Po części można się zgodzić z komentarzem prof. Rocha Sulimy („Polityka” nr 19, 8 maja 2010), że obchody te nosiły znamiona rytuałów i że ich estetyczny wyraz został wyznaczony przez odwołanie się do dni żałoby po papieżu Janie Pawle II. Jednakże masowy charakter obchodów, o którym Sulima też wspominał, przerósł lub nie dorósł do rytualnych struktur. Pompa i wyszukana celebracja nie zastąpią znanych etapów obrzędu przejścia, straciliśmy bowiem metafizyczne odniesienie na rzecz widzialnej i medialnej sfery faktu. Nasza wrażliwość  jest wrażliwością mediów i odwrotnie, co wcale nie jest złym zjawiskiem, tylko innym. Może lepiej mówić o Schechnerowskiej performatywności, która ma znamiona akcydentalności i updatingu lub konceptualizować wydarzenia jako schematy gier. Wtedy pozbywamy się obowiązku zadośćczynienia spetryfikowanym rytualnym strukturom, a możemy je określić jako jednorazowe sytuacje o charakterze rytualnym, mitycznym itp. Spojrzenie na tego typu wydarzenia poprzez schematy gier w większym stopniu zdialogizuje i wyrówna poziomy uczestnictwa. Uaktywni widza, a odbierze kompetencje twórcom oferty kulturalnej, zdemokratyzuje czy umasowi możliwości ekspresji. Profesor Sulima mówi o rytuale współczesnym i o skradzionej formie rytualnej. Tak, są to adekwatne terminy, ale wciąż z wpisanym wewnętrznym szkieletem modeli rozwiązań. A według mnie  widowiskowość i obrazowość (zbiorczo: wizualność) jest bardziej amorficzna i przypadkowa, co nie oznacza, że wymyka się poznaniu. Do opisu zaistniałej sytuacji można również posłużyć się Turnerowską koncepcją communitas, co też wielu czyni. A i w moich próbach analizy można odnaleźć do niej nawiązania. Jednakże communitas posiada wyraźne znamię liminalności, a przekonany jestem, że istotą tego typu zjawisk jest ciągłość i swego rodzaju schematyczność następstw – czyli wielopostaciowość gry.</p>
<p>Najbardziej rytualnopodobną formę przybrały obrzędy pogrzebowe, które miały miejsce w Krakowie. Jednakże nie one mnie interesują, a tylko szum, jaki powstał wokół wyboru miejsca pochówku. Choć też nie ten polityczny, dzielący ludzi na zwolenników i przeciwników inhumacji na Wawelu. Na temat przemocy symbolicznej, historycznych kontekstów, politycznych sympatii, symboliki centrum i peryferii wylano morze atramentu. Chodzi tu o szum głębszy, niesprecyzowany, którego nie wszyscy są świadomi, a nie jest on bez znaczenia. Miejsce, rozumiane topograficznie i nagrobek są istotą sprawy, są trwałym materialnym bodźcem i utrwalaczem dla pamięci. Grób wypełnia puste miejsce po stracie. Jest jednym z elementów tworzących pamięciową mapę zagadnień metafizycznych: podróż do grobu jako przeżycie. Jest fizyczną reprezentacją obecności i jej braku. „Jego (grobu) niezwykła funkcja magiczna opiera się na odnowieniu obecności zmarłych poprzez przypisanie wspomnienia do widzialnego śladu, miejsca i znaku; na zbliżeniu nieobecności z istniejącym przedmiotem, który przeczy nieistnieniu zaginionego nadając lenno reprezentacji pamięci”¹. Istotą sporu nie było więc: gdzie pochować ciało, ale natura pamięci i sposoby jej kształtowania, jej wymiar społeczny i jednostkowy. Nie rozchodziło się o siłę i wpływ przeżycia na ludzkie zachowanie.  Spór nad grobem toczył się o przyszłość, a jego złożoność wynikała z przemieszania kilku poziomów uczestnictwa w świecie: jednostkowego ze społecznym, państwowego z prywatnym oraz wewnętrznych sprzeczności w każdym z nich. Z równoczesnej chęci wymazania i zapamiętania, co dotyczy zarówno płaszczyzn indywidualnych i zbiorowych.</p>
<div id="attachment_3257" class="wp-caption alignright" style="width: 191px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/06/IMG_1394-bratek.jpg"><img class="size-medium wp-image-3257" title="Fot. B. Robotycki" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/06/IMG_1394-bratek-181x300.jpg" alt="" width="181" height="300" /></a><p class="wp-caption-text">Fot. B. Robotycki</p></div>
<p>Proces mityzacji i jego poszczególne etapy są redukowalne do modelu. Ale już sam jego wynik nie, ponieważ jest rezultatem współoddziaływania niezliczonej ilości czynników, od biologicznych po kulturowe. Powstały w tym przypadku zubożały mit, bo o micie jako takim mowy być nie może, jest tworem bardzo elastycznym. Wchłania w swoje amorficzne ciało wszelkie interpretacje, mogące ujednolicić reprezentacje lub te, wobec których może stanąć w opozycji, by zbudować definiowalną tożsamość. Naturą takiego mitu jest dodatkowo krótkotrwałość. Przeważnie rozpada się on wraz ze zmianą kontekstu. Łatwiej bowiem zbudować niby-mit z prefabrykatów kultury, niż osadzić go na strukturze długiego trwania. W ten też sposób Matka Boska Częstochowska została zaangażowana w sprawę katyńską. Według wierzeń ludowych jedna ze szram na jej licu jest symbolicznym obrazem katyńskiej zbrodni, natomiast druga, jak mogliśmy się ostatnio dowiedzieć, była znamieniem nieodgadnionym, aż do sądnego dnia – 10 kwietnia 2010. Co więcej, w nową sukienkę cudownego obrazu zostanie wpleciona stalowa nić, z odpowiednio spreparowanej śruby, skradzionej z miejsca wypadku. Teraz pozostaje nam czekać potwierdzenia zasłyszanych w pociągu informacji o 3 przepowiedni fatimskiej, w której to zawarte miały być przepowiednie katastrofy w Smoleńsku..</p>
<p>Na zakończenie pozwolę sobie przytoczyć słowa Rogera Caillois z książki „Człowiek i sacrum”, które mimo że sprzed ponad pół wieku, opisują precyzyjnie charakter współczesnego świata. „Wszystko zostało pomniejszone, podzielone na kawałki, zautonomizowane. Odtąd można stracić w jednym miejscu, a zyskać w innym. Nic nie angażuje już człowieka w całości. Nasz wiek kompensuje straty tych, którym obojętne się stało ich zbawienie. Zmniejszyła się waga każdego przeciwieństwa, wzrosła zaś jego autonomia. Sfera profanum bardzo się rozszerzyła i teraz obejmuje prawie  wszystkie ludzkie sprawy”². Zatem zagrajmy w żałobę.</p>
<address><span style="color: #000000;">¹</span>J. Didier Urbain, Deuil, trace et mémoire, http://www.mediologie.org/collection/07_monuments/urbain.pdf</address>
<address>²R. Caillois, „Człowiek i sacrum”, Warszawa 2009, s. 69.</address>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ethnomuseum.pl/blog/2010/06/08/%e2%80%a6-i-po-zalobie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Dziady, cmentarze i złota polska jesień</title>
		<link>http://ethnomuseum.pl/blog/2009/10/30/dziady-cmentarze-i-zlota-polska-jesien/</link>
		<comments>http://ethnomuseum.pl/blog/2009/10/30/dziady-cmentarze-i-zlota-polska-jesien/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 30 Oct 2009 12:14:58 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Pawel Matwiejczuk</dc:creator>
				<category><![CDATA[Olędrzy]]></category>
		<category><![CDATA[Tradycja]]></category>
		<category><![CDATA[cmenatrze]]></category>
		<category><![CDATA[dziady]]></category>
		<category><![CDATA[dziedzictwo]]></category>
		<category><![CDATA[pamięć]]></category>
		<category><![CDATA[reformacja]]></category>
		<category><![CDATA[święta]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ethnomuseum.pl/blog/?p=1807</guid>
		<description><![CDATA[Jesień jest jedną z piękniejszych pór roku, o ile nie pada zbyt intensywnie. Na jesieni wspominam z żoną czasy naszego narzeczeństwa, kiedy dawaliśmy się porwać romantyczności spacerów, pogubieni gdzieś w uliczkach Żoliborza pośród starych drzew i suchych liści zalegających chodniki.
Koniec października i początek listopada to także dwa dni świąt. 31 października przypada święto reformacji – [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="attachment_3542" class="wp-caption alignleft" style="width: 310px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/08/jesien.gif"><img class="size-medium wp-image-3542" title="Fot. Paweł Matwiejczuk" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/08/jesien-300x225.gif" alt="" width="300" height="225" /></a><p class="wp-caption-text">Fot. Paweł Matwiejczuk</p></div>
<p>Jesień jest jedną z piękniejszych pór roku, o ile nie pada zbyt intensywnie. Na jesieni wspominam z żoną czasy naszego narzeczeństwa, kiedy dawaliśmy się porwać romantyczności spacerów, pogubieni gdzieś w uliczkach Żoliborza pośród starych drzew i suchych liści zalegających chodniki.<br />
Koniec października i początek listopada to także dwa dni świąt. 31 października przypada święto reformacji – wspomnienie dnia, w którym w 1517 roku Marcin Luter przybił na drzwiach kościoła zamkowego w Wittemberdze swoje 95 tez przeciw odpustom. Dziś taki akt kojarzyłby się jednoznacznie z wandalizmem. Spróbowałby ktoś przybić kartkę na kościelne drzwi – interwencja patrolu, noc na dołku i kolegium gwarantowane! A jednak w XVI wieku takie postępowanie nikogo nie dziwiło. W tamtych czasach na drzwiach kościoła wisiały liczne kartki zawierające drobne ogłoszenia, zaproszenia, postanowienia władz. Wrota kościelne były medium, do którego przypinano informacje. Sugestywnie oddaje ten stan rzeczy scena z filmu <a href="http://www.luter.pl/tapety/2_1024.jpg" target="_blank">„Luter” w reżyserii Erica Tilla</a>.</p>
<p><span id="more-1807"></span></p>
<h3>Cmentarz jako park</h3>
<p>Analogicznie przez całe średniowiecze i epokę nowożytną cmentarze zajmowały teren wokół kościołów tak na wsi jak i w mieście. Po mszy niedzielnej ludzie szli pospacerować na cmentarz, zupełnie tak, jak dziś chodzimy do parku. Dla żyjących cmentarz pełnił wtórną rolę miejsca spotkań towarzyskich i rekreacji.</p>
<div id="attachment_3544" class="wp-caption alignleft" style="width: 272px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/08/zelazny-krzyz.gif"><img class="size-medium wp-image-3544" title="Cmentarz w Śladowie, fot. Paweł Matwiejczuk" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/08/zelazny-krzyz-262x300.gif" alt="" width="262" height="300" /></a><p class="wp-caption-text">Cmentarz w Śladowie, fot. Paweł Matwiejczuk</p></div>
<p>W ten sposób zbliżamy się do kolejnego święta w liturgicznym kalendarzu: 1 listopada – to pamiątka Świętych Pańskich i pamiątka Umarłych, w kościele katolickim obchodzona jako Dzień Zaduszny 2 listopada, który w tradycji ludowej jest początkiem Dziadów, trwających do Trzech Króli (6 stycznia).</p>
<h3>Gdy ci smutno, idź na cmentarz</h3>
<p>Pewna moja znajoma często powiada: idź na pogrzeb &#8211; poczujesz, że żyjesz. Nie da się ukryć, że coś w tym jest. Ze swej strony chciałbym namówić wszystkich sympatyków naszego forum do dwóch rzeczy:<br />
Po pierwsze do odwiedzenia nekropolii w najbliższy weekend i wsparcia groszem prowadzonych tam kwest na rzecz ratowania zabytków. Wraz z żoną będziemy kwestować w sobotę na <a href="http://trojca.waw.pl/index.php?option=com_content&amp;view=article&amp;id=23&amp;Itemid=26" target="_blank">cmentarzu ewangelickim przy ul. Młynarskiej.</a> Wydaje mi się, że ta nekropolia skupia niczym soczewka dzieje dawnej Warszawy w wielości postaci, barw, obrazów, smaków…<br />
Po drugie, jako amator <a href="http://www.holland.org.pl/" target="_blank">olęderskiego osadnictwa na Mazowszu</a>, zachęcam wszystkich, by również po świętach uczęszczali na stare cmentarze w swojej okolicy. Chcę Was namówić do wzięcia na siebie niełatwego zadania. Jest nim pamięć o dawnych sąsiadach: Żydach, Niemcach, Rosjanach, a może o Polakach, którzy po prostu nieco inaczej się modlili, a których skazano na powtórną śmierć, niszcząc lub zaniedbując miejsca ich doczesnego spoczynku. Pamiętać oznacza chcieć poznać historię, obrzędy, kulturę i zwyczaje innych ludzi. Uznać dawnych mieszkańców swojego miasta czy wsi za swoich, pamięć o nich pielęgnować jako część wspólnego ogólnoludzkiego dziedzictwa.</p>
<div id="attachment_3543" class="wp-caption alignleft" style="width: 299px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/08/lezaczek-secymin.gif"><img class="size-medium wp-image-3543" title="Cmentarz w Secyminie, fot. Paweł Matwiejczuk" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/08/lezaczek-secymin-289x300.gif" alt="" width="289" height="300" /></a><p class="wp-caption-text">Cmentarz w Secyminie, fot. Paweł Matwiejczuk</p></div>
<p>Namawiam do zainteresowania lokalnymi cmentarzami, czy coraz bardziej niszczejącymi nekropoliami wojennymi żołnierzy Armii Radzieckiej. Miarą naszego człowieczeństwa jest troska i pamięć o tych, którzy byli przed nami.</p>
<h3>Dziady olęderskie</h3>
<p>Na kilka dni przed świętami chcę wspomnieć zmarłych, o których nikt nie pamięta. Sąsiedzi skazali ich na zapomnienie, niszcząc po wojnie z zapamiętaniem i barbarzyństwem olęderskie cmentarze. Jestem ciekaw czy ktoś z żyjących życzyłby sobie, aby z grobem rodziców czy dziadków ktoś zrobił to samo?<br />
Wspominam zmarłych Olędrów z Pisków Duchownych, Secymina, Wilkowa, Gniewniewic, Śladowa, Nowej Małej Wsi i dalszych wsi Mazowsza. Przypominam żywym ich imiona i wyrywam od zapomnienia i anonimowości:<br />
Katarzyna Ruppel;<br />
Emma Marchwart z domu Ruppel;<br />
Johan Michael Krüger;<br />
Wilhelm Berwald;<br />
Karol Balich;<br />
Karoline Werman z domu Witzke;<br />
Mathilda Zilke z domu Neubauer;<br />
Judwig Neubauer;<br />
Olga Klatt z domu Link;<br />
Johan Radke;<br />
Jakub Stefan Drachemberg;<br />
Wilhelm Marz;<br />
Ferdinand Werman;<br />
Oskar Hammermeister;<br />
Emma Peter;<br />
Melita Peter;<br />
Rudolf Peter;<br />
Olga Peter z domu Bleich;<br />
Heinrich Peter;<br />
Karolina Peter z domu Brokop;<br />
Emilie Karau z domu Daj;<br />
Emilie Gleske z domu Japs;<br />
Heinrich Kolm;<br />
Emilie Meister z domu Bleich;<br />
Natalie Bleich;<br />
Ewa Werman z domu Hopp<br />
Christine 1voto Wermann, 2 voto Peter z domu Heise;<br />
Elizabeth Werner;<br />
Heinrich Schattschneider;<br />
Anna Natalie Stürmer z domu Dalig;<br />
Heinrich Sejdens;<br />
Louise Sejdens z domu Reimann;<br />
Michael Mandau;<br />
Michael Mandau;<br />
Juliana Mandau z domu Albrecht;<br />
Georg Mandau;<br />
Luise Mandau z domu Abram;<br />
Georg Brokop;<br />
Peter Brokop;<br />
Loisa Brokop z domu Iadischke;<br />
Michael i Julianna Mandau;<br />
Karoline Gatzke;<br />
Friedrich Gatzke;</p>
<p>Wieczny Pokój im i wszystkim bezimiennym.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ethnomuseum.pl/blog/2009/10/30/dziady-cmentarze-i-zlota-polska-jesien/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Shire, albo raj … leniuchów</title>
		<link>http://ethnomuseum.pl/blog/2009/10/05/shire-albo-raj-%e2%80%a6-leniuchow/</link>
		<comments>http://ethnomuseum.pl/blog/2009/10/05/shire-albo-raj-%e2%80%a6-leniuchow/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 05 Oct 2009 08:36:42 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Pawel Matwiejczuk</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>
		<category><![CDATA[hodowla]]></category>
		<category><![CDATA[Olędrzy]]></category>
		<category><![CDATA[pamięć]]></category>
		<category><![CDATA[rolnictwo]]></category>
		<category><![CDATA[tożsamość]]></category>
		<category><![CDATA[wieś]]></category>
		<category><![CDATA[Wisła]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ethnomuseum.pl/blog/?p=1633</guid>
		<description><![CDATA[ 
 
Pachnący ciepły chleb z prawdziwym wiejskim masłem, ser Gouda, jaja od zielononóżki, smakowity szczupak w panierce z tłuczonych włoskich orzechów i sum w galarecie. Soczysty wołowy stek, buraczki na ciepło i sznaps na trawienie. Na deser świeże owoce prosto z sadu: gruszki, jabłka, śliwki, do tego miseczka wybornej marmolady z cukrowych buraków z [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p align="center"><em> </em></p>
<p><em> </em></p>
<div id="attachment_1635" class="wp-caption alignleft" style="width: 310px"><img class="size-medium wp-image-1635" style="border: 1px solid black; margin: 5px 2px;" title="Mazowiecki krajobraz; fot. Paweł Matwiejczuk" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/10/pole-300x225.GIF" alt="Mazowiecki krajobraz; fot. Paweł Matwiejczuk" width="300" height="225" /><p class="wp-caption-text">Mazowiecki krajobraz; fot. Paweł Matwiejczuk</p></div>
<p>Pachnący ciepły chleb z prawdziwym wiejskim masłem, ser Gouda, jaja od zielononóżki, smakowity szczupak w panierce z tłuczonych włoskich orzechów i sum w galarecie. Soczysty wołowy stek, buraczki na ciepło i sznaps na trawienie. Na deser świeże owoce prosto z sadu: gruszki, jabłka, śliwki, do tego miseczka wybornej marmolady z cukrowych buraków z dodatkiem dyni. Ogromny kufel zimnego, niepasteryzowanego piwa i fajka nabita pachnącym wiśnią tytoniem. Położyć się pod wierzbą i patrzeć w niebo, po którym wiatr pędzi kłębiaste baranki chmur.<em> </em></p>
<p>Obfitość jedzenia i napitku, lenistwo &#8211; bo przecież nie odpoczynek &#8211; to raj, o którym mógł marzyć każdy mazurski (tu: mazowiecki) chłop, bez różnicy na etniczną czy konfesyjną przynależność.</p>
<p><span id="more-1633"></span></p>
<h3>Sitz im Leben</h3>
<p>Położenie olęderskiej wsi między korytem Wisły a ścianą drzew Puszczy Kampinoskiej szybko weryfikowało ludzką skłonność do marzeń o obfitości i dobrobycie, które miałyby przyjść bez ciężkiej pracy. Życie nad rzeką, której wody regularnie zalewały tereny wiejskie z domami i zabudowaniami, nanosząc na pola, w zależności od pory roku, zabójczą krę lub żyzny muł, był nie lada sztuką. Umiejętna koegzystencja człowieka z przyrodą wymagała od olęderskich mieszkańców inteligencji, odwagi, hartu ducha i mrówczej pracowitości. Środowisko życia surowo weryfikowało wewnętrzne nastawienie człowieka. Leń i marzyciel klepał biedę, której zwykle towarzyszył wszędobylski bałagan.</p>
<h3>Olęder &#8211; pojęcie techniczne<em><br />
</em></h3>
<p>Początkowo Olędrami nazywano osadników wyznania mennonickiego, którzy przybywali na Mazowsze z Flandrii i Holandii od XVII do końca XVIII w. Na przełomie XVIII i XIX wieku wraz z osadnictwem fryderycjańskim rozpoczęło się stopniowe przemieszanie osadników. Szybko zaczęli przeważać liczebnie Niemcy wyznania luterańskiego. Słowo Olęder stało się terminem określającym przybysza, który podejmował określony sposób życia w specyficznym – nadrzecznym środowisku. Olędrzy byli wolnymi chłopami, którzy zajmowali się osuszaniem bagien,</p>
<div id="attachment_1638" class="wp-caption alignleft" style="width: 310px"><img class="size-medium wp-image-1638" style="border: 1px solid black; margin: 5px 2px;" title="Byki; fot. Paweł Matwiejczuk" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/10/bulls-300x225.GIF" alt="Byki; fot. Paweł Matwiejczuk" width="300" height="225" /><p class="wp-caption-text">Byki; fot. Paweł Matwiejczuk</p></div>
<p>karczowaniem nadrzecznych lasów i zarośli, sypaniem wałów i grobli. Osadnicy kopali kanały, rowy i stawy (doskonale spełniające funkcje zbiorników retencyjnych). Uprawiali zboże: jęczmień, owies, pszenicę oraz ziemniaki i buraki. Trudnili się hodowlą koni, bydła rasowego i popularnych dziś kurek zielononóżek. Sadzili drzewa owocowe, wyplatali kosze, a owoce i wyroby z wikliny ekspediowali do Warszawy statkami, które regularnie pływały wówczas po Wiśle.</p>
<p>A zatem Olęder to człowiek pracowity, z odwagą i inteligencją stawiający czoła przeciwnościom losu i kaprysom natury. To symbol hartu ducha przyprawionego szczyptą karności. To człowiek, który poprzez wysiłek i pracę zmierzał do celu, jakim był względny dobrobyt i pomyślność gospodarza i całej jego rodziny. Olęder to jednak nie <em>self made man</em>, bynajmniej nie uczestnik wiejskiego wyścigu szczurów. To osoba otwarta na innych, czego wyrazem była pomoc niesiona potrzebującym. Olęder to człowiek stuprocentowo praktyczny, a zarazem nie pozbawiony estetycznej wrażliwości i pociągu do radości życia.</p>
<h3>Cnota &#8230; synonim obciachu??</h3>
<p>Aktualny wpis o Olędrach ukazuje osadników jako ludzi odznaczających się pewnymi zaletami: pracowitością, stałością, wytrwałością. Ten i inne zespoły moralnych sprawności etyka nazywa cnotą. Obraz byłby ubrązowiony i polukrowany, gdyby nie złożona rzeczywistość ludzkiej egzystencji. Wszędzie, na wsi i w mieście znajdzie się leniuch, egoista czy zły człowiek. Jednak zagrożenie ze strony rzeki i poczucie sąsiedzkiej wspólnoty wobec żywiołu eliminowało z lokalnej społeczności jednostki leniwe czy egoistów, spychając ich na margines wiejskiej gromady.</p>
<p>Ogromie jestem ciekaw czym dla Was jest cnota? Zapraszam do dyskusji na ten temat!!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ethnomuseum.pl/blog/2009/10/05/shire-albo-raj-%e2%80%a6-leniuchow/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Stara ława</title>
		<link>http://ethnomuseum.pl/blog/2009/09/14/stara-lawa/</link>
		<comments>http://ethnomuseum.pl/blog/2009/09/14/stara-lawa/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 14 Sep 2009 09:11:17 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Pawel Matwiejczuk</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>
		<category><![CDATA[meble]]></category>
		<category><![CDATA[Olędrzy]]></category>
		<category><![CDATA[pamięć]]></category>
		<category><![CDATA[tożsamość]]></category>
		<category><![CDATA[wieś]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ethnomuseum.pl/blog/?p=1362</guid>
		<description><![CDATA[Ławę znalazłem pośród sterty drewnianych odpadów, które miały nam służyć jako opał na zimę. Po oczyszczeniu okazało się, że na jednym końcu brakuje dwóch nóg. Mój teść powiedział, że już od kilku dziesięcioleci nikt nie używał tego przedwojennego, prostego wiejskiego mebla. Wręby na grubej desce wyraźnie wskazują, że ten i ów gość w domu dziadków [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="attachment_1364" class="wp-caption alignleft" style="width: 310px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/09/lawa.gif"><img class="size-medium wp-image-1364" style="border: 1px solid black; margin: 5px 2px;" title="Stara ława, fot. Paweł Matwiejczuk" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/09/lawa-300x137.gif" alt="Stara ława, fot. Paweł Matwiejczuk" width="300" height="137" /></a><p class="wp-caption-text">Stara ława, fot. Paweł Matwiejczuk</p></div>
<p>Ławę znalazłem pośród sterty drewnianych odpadów, które miały nam służyć jako opał na zimę. Po oczyszczeniu okazało się, że na jednym końcu brakuje dwóch nóg. Mój teść powiedział, że już od kilku dziesięcioleci nikt nie używał tego przedwojennego, prostego wiejskiego mebla. Wręby na grubej desce wyraźnie wskazują, że ten i ów gość w domu dziadków próbował na drewnie swojego kozika czy może nawet noża.<br />
Siedzieli pospołu domownicy: Kowalewscy z Wróblewskimi. Siadywali sąsiedzi ze wsi: Ruppel, Krüger, Bucholz, Werner, Marchwart z Kromnowa i inni niemieccy osadnicy, żyjący od pokoleń w <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Piaski_Duchowne" target="_blank">Piaskach Duchownych</a>. Polacy i Niemcy dzielili niełatwą dolę koegzystencji we wsi położonej między korytem Wisły a Puszczą Kampinoską.<br />
Odnaleziony mebel postanowiłem odnowić i nareperować. Nie wiem, czy mi się to uda, bo cieśla ze mnie marny, ale na pewno podejmę próbę.</p>
<h3><strong>Pamięć o Olędrach</strong></h3>
<p>Podobnie jak w przypadku ławy, spróbuję odrestaurować coś jeszcze. Chciałbym przywrócić pamięć o naszych dawnych olęderskich sąsiadach, o których we wsi mało kto już pamięta.O tym właśnie będą moje wpisy na blogu. To opowieść o ludziach, z którymi łączą mnie: jedno miejsce na ziemi, zapał do pracy i konfesja ewangelicka; różnią: narodowość, język, kultura i tradycja.<br />
Z wyboru ja i żona jesteśmy ze wsi, to dziwi naszych przyjaciół i znajomych. Z wolnego wyboru ja sam opowiadam się jako Olęder – dziedzic luterańskiej tradycji, olęderskiego etosu pracy, osoba otwarta na radość życia i na drugiego człowieka.<br />
Postanowiłem naprawić starą ławę. Jest duża, więc zmieścimy się na niej razem z żoną i naszymi kotami. Ustawimy ją przed domem i będziemy wspólnie drwić z historii, która przepędziła Olędrów z Mazowsza, może po to, by razem z nami na drewnianej ławie mogły usiąść cienie Oskara i Michała Kügerów, Katarzyny Ruppel czy Emmy Marchwart. Znajdzie się miejsce i ciepło dla starych Olędrów w domu Polaków i Olędrów zarazem.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ethnomuseum.pl/blog/2009/09/14/stara-lawa/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
