Beta

Bądź na bieżąco - RSS

Archiwum tagu „Tradycja”

Gotuj się na potrawy regionalne: Wigilia

23 grudnia 2011 | | 1 komentarz

Wie­cze­rzę wigi­lijną roz­po­czyna uka­za­nie się na nie­bie pierw­szej gwiazdy. To pamiątka po gwieź­dzie betle­jem­skiej, która w noc naro­dze­nia Jezusa wska­zy­wała drogę paste­rzom i Wschod­nim Mędr­com, w naszej tra­dy­cji zwa­nym Trzema Kró­lami. Jesz­cze przed zaję­ciem miejsc za sto­łem, należy poła­mać się opłat­kiem — jest to wyłącz­nie pol­ski oby­czaj, cha­rak­te­ry­styczny dla naszej tra­dy­cji, a wywo­dzący się z obrzę­dów sta­ro­chrze­ści­jań­skich. Wie­cze­rza wigi­lijna składa się z potraw post­nych, któ­rych liczbę i rodzaj okre­śla oby­czaj regio­nalny i domowy. W nie­któ­rych domach podaje się 12 dań, bo tyle jest mie­sięcy w roku (lub wg innej inter­pre­ta­cji — bo tylu było apo­sto­łów), w innych — gotuje się nie­pa­rzy­stą liczbę potraw. Jed­nak rzadko liczy się skru­pu­lat­nie dania. Ważne jest jedno: im wię­cej potraw na stole, tym więk­szy dosta­tek spły­nie na dom w nad­cho­dzą­cym roku. Nie­gdyś, zwłasz­cza na wsi, wie­cze­rzę przy­rzą­dzano wyłącz­nie z pło­dów ziemi: z wszyst­kiego co w polu, w lesie, w ogro­dzie i w wodzie. Był to wyraz hołdu skła­da­nego Ziemi – Żywi­cielce. Taki zestaw dań wigi­lij­nych, spo­ży­wa­nych z wielką powagą i namasz­cze­niem, miał także zapew­niać obfi­tość zbóż, warzyw, owo­ców, a ryba­kom obfite połowy. Na stole, na hono­ro­wym miej­scu kła­dziono cały boche­nek chleba, a cza­sem także czo­snek, który dawał siłę i odpor­ność na cho­roby, zdrowe zęby, a oprócz tego chro­nił przed cza­rami, złymi duchami i wam­pi­rami. Stary zwy­czaj naka­zuje, aby skosz­to­wać każ­dej potrawy wigi­lij­nej, bo w ten spo­sób oka­zuje się sza­cu­nek pło­dom ziemi i pokar­mom z nich przy­go­to­wa­nym. Zacho­wa­nie takie zapew­niało także pełne zapa­sów spi­żar­nie i strze­gło przed gło­dem. Wie­rzono, że osobę, która nie spró­buje któ­re­goś z wigi­lij­nych dań, w nad­cho­dzą­cym roku omi­nie jakaś korzyść, jakaś przy­jem­ność.

Czy­taj całość »

Kategorie: Bez kategorii, potrawy regionalne, rok obrzędowy, Tradycja
Tagi: , , , , , , , ,

Res musealiae: Maglownica w swej funkcji pierwotnej/ maglownica sensualna/maglownica racjonalna/maglownica – fotel/ maglownica jako idea

Część I

 

Co to jest maglow­nica ? Wg nie­peł­nej defi­ni­cji ze Słow­nika Języka Pol­skiego to „desz­czułka z poprzecz­nymi kar­bami do ręcz­nego maglo­wa­nia”[1] Taką desz­czułką nie­wiele uda­łoby się zdzia­łać. Potrze­bu­jemy jesz­cze wałka. Maglow­nica, zwana ina­czej wał­kow­nicą, składa się z dwóch czę­ści: wałka oraz gru­bej deski z uchwy­tem, która ma z jed­nej strony formę kar­bo­waną, z dru­giej znaj­du­jemy „pole do popisu” – powierzch­nię, która bywała zdo­biona deko­ra­cją sny­cer­ską, rzeź­biar­ską, lub pozo­sta­wała saute nie­na­ru­szona, jedy­nie wygła­dzona. Narzę­dzie to wystę­po­wało powszech­nie u Sło­wian Pół­noc­nych: na Wiel­ko­rusi, Rusi, w Pol­sce, Cze­chach, na Sło­wa­cji. Ręcz­nie tkana lniana bie­li­zna (czę­ści odzieży, pościel, obrusy, ścierki), była sztywna i szorstka, ażeby nadać jej po upra­niu i wysu­sze­niu mięk­kość i pozbyć się zagnie­ceń, bie­li­znę nale­żało wyma­glo­wać. W tym celu nawi­jano ją na wałek, kła­dziono na czy­stym prze­ście­ra­dle na stole, a następ­nie mocno przy­ci­ska­jąc „jeż­dżono” maglow­nicą (czę­ścią kar­bo­waną od spodu) do momentu, aż zaczy­nała się lustrzyć, czyli świe­cić. Po woj­nie, ten kobiecy sprzęt został na wsi zarzu­cony, dzi­siaj bez komen­ta­rza byłby nie­roz­po­zna­walny. Maglow­nice zacho­wały nie­czy­telną dla wielu formę, zbli­żoną struk­turę –wszę­dzie tam gdzie wystę­po­wały; te pokryte relie­fami mogą peł­nić rolę deko­ra­cyjną, można je podzi­wiać i ana­li­zo­wać orna­men­ta­cyjne niu­anse. Fak­tura kar­bów nie wydaje się kwe­stią fascy­nu­jącą; bywały pół­okrą­głe, trój­kątne lub wycięte w „zęby.” A jed­nak to karby podzia­łały na wyobraź­nię twórcy fotela-maglownicy. Dla tych, któ­rzy znają narzę­dzie, fotel-maglownica budzi pro­ste sko­ja­rze­nie ze zwy­kłą maglow­nicą lub drew­nianą tarą do pra­nia. Inni być może nie będą mieć sko­ja­rzeń z wiej­skim codzien­nym sprzę­tem. Zewnętrzne karby słu­żące do wygła­dza­nia zagnie­ceń tu peł­nią rolę masa­żera dla ciała. Czy mamy do czy­nie­nia z trans­po­zy­cją zbyt dosłowną, czy dosko­nałą inspi­ra­cją, zarówno este­tyczną jak i ze względu na ergo­no­mikę?

Czy­taj całość »

Kategorie: eksponaty, Muzealia, muzeum, Tradycja
Tagi: , , , ,

Grudzień

1 grudnia 2011 | | 1 komentarz

Od zimy i grudy zimo­wej ma nazwę. Jed­nak wię­cej w tym mie­siącu bywa dni pochmur­nych niż mroź­nych a jasnych, tak, że cza­sami led­wie kilka dni nali­czyć można, w któ­rych słońce bły­śnie. Pora też adwen­towa za naj­po­sęp­niej­szą w całym roku uwa­żaną bywa.” Oskar Kolberg

Kategorie: rok obrzędowy, Tradycja
Tagi: , , , ,

Res musealiae: Krzyże z żelaza

Naj­prost­sze w for­mie – kute z dwóch pasów metalu łączo­nych ze sobą nitem (rza­dziej zgrze­wa­nych)[1]; małe „z surowca jaki się nada­rzył, z wszel­kiego rodzaju ścin­ków i odpad­ków”[2], duże, o impo­nu­ją­cych wymia­rach – ze spe­cjal­nych sztab, jakich uży­wano do wyrobu osi u wozów, zaty­kane na szczy­cie domu, bramy cmen­tar­nej, wbi­jane w wierz­cho­łek drew­nia­nego krzyża, wień­czące kapliczki – wyku­wane ze sztab, szta­bek, sztyw­nych prę­tów o prze­kroju okrą­głym lub kwa­dra­to­wym, for­mo­wane z drutu jako ple­cionki, i z taśmy; przy­bi­jane do desek w szczy­cie budynku miesz­kal­nego – z pła­tów roz­kle­pa­nego pła­sko­wnika lub goto­wej bla­chy; póź­niej­sze z fabrycz­nych kwa­dra­to­wych prę­tów i powo­jenne z rur i kątow­ni­ków – krzyże z żelaza. Zależ­nie od prze­zna­cze­nia, wyko­ny­wane z zasto­so­wa­niem okre­ślo­nego mate­riału i okre­ślo­nej kowal­skiej obróbki, co decy­do­wało zasad­ni­czo o ich for­mie pla­stycz­nej: zakoń­cze­nia ramion z kutymi moty­wami liści, kwia­tów lilii, krzy­ży­ków, pół­księ­ży­ców, trój­ką­tów, tra­pe­zów, pro­sto­ką­tów, miej­sce krzy­żo­wa­nia ramion pod­kre­ślone peł­nymi, bądź ażu­ro­wymi wyobra­ża­ją­cymi słońce kół­kami, z inskryp­cją „IHS”; pro­mie­niami pro­stymi, fali­stymi lub fan­ta­zyj­nie wygię­tymi – poje­dyn­czymi, podwój­nymi, potrój­nymi. Na głów­nym ramie­niu poja­wiały się: sym­bo­liczny pół­księ­życ, gwiazdy (jako zwy­cię­stwo nad pogań­stwem), cho­rą­giewka z datą i kogut, peł­niące nie­kiedy funk­cje wia­trow­ska­zów. Krzyże pra­wo­sławne wyróż­niała uko­śna belka. Wystę­po­wały dwa typy krzyży: samo­istne (do 5 m wyso­ko­ści licząc wraz z kamienną pod­stawą i ok. 1,5 m sze­ro­ko­ści) i figury uzu­peł­nia­jące, wystę­pu­jące jako zwień­cze­nia krzyży drew­nia­nych, kapli­czek, bram cmen­tar­nych, szczy­tów budyn­ków miesz­kal­nych (40–70 cm wyso­ko­ści i 20–50 cm szerokości).

Okres naj­lep­szej passy dla wyro­bów kowal­skich, nie tylko krzyży, to koniec wieku XIX, kiedy to poja­wiła się na wsi w dużym wybo­rze – stal prze­my­słowa i zaczął się popyt na wyroby kowal­skie. W wymia­rze pracy – żelazo ozna­czało trwal­sze, bar­dziej funk­cjo­nalne narzę­dzia i sprzęt gospo­dar­ski, w wymia­rze este­tycz­nym – stało się nową, nie wystę­pu­jącą do tej pory na wsi mate­rią, któ­rej walory zostały dostrze­żone i wyko­rzy­stane. Krzyże zaświad­czają, jak różne było poczu­cie este­tyki miesz­kań­ców wsi, nie tylko w potocz­nym rozu­mie­niu „kiczo­wate”, złak­nione bra­ku­ją­cych w codzien­nym, znoj­nym życiu świą­tecz­nych kolo­rów, ale także ceniące mini­ma­lizm, szla­chet­ność mate­riału, walor pro­stej lub wyszu­ka­nej, ale cały czas dosko­na­łej formy. Ta sztuka miała swo­ich twór­ców i odbior­ców, a sądząc po popu­lar­no­ści było ich cał­kiem wielu. Wizu­alna pre­zen­ta­cja krzyży była głę­boko prze­my­ślaną inten­cją. Na tle czy­stego nieba krzyż sta­no­wił mocny, oddzia­łu­jący eks­pre­syj­nie punkt. W tere­nie cze­ka­ją­cych na koro­zję i zapo­mnie­nie krzyży, pozo­stało nie­wiele. W muze­ach nie da się w pełni podzi­wiać tego efektu, który miały two­rzyć wraz ze sferą nie­bie­ską, ale możemy podzi­wiać ich wyszu­kane formy (wystawa stała w PME „Ręko­dzieło i rze­mio­sło ludowe”). Krzyże żela­zne wystę­po­wały w całej Pol­sce, ale naj­wię­cej było ich we wschod­nim pasie, na Pod­la­siu i z tych tere­nów oraz z rejonu Kur­piów pocho­dzą w więk­szo­ści krzyże z kolek­cji PME (96 krzyży kowalskich).

Może przy oka­zji pierw­szo­li­sto­pa­do­wych wyjaz­dów w różne strony Pol­ski uda się jesz­cze natra­fić w tere­nie wykuty z żelaza krzyż, na roz­staju dróg, przy dro­dze, na cmen­ta­rzu… po to by móc w pełni podzi­wiać efekty for­malne: kon­trast meta­licz­nej czerni krzyża z błę­ki­tem nieba, świe­tli­stość stali odbi­ja­ją­cej słońce, przej­rzy­stość ażuru, lek­kość syl­wetki, dopa­so­wa­nie mate­riału do formy, współ­gra­nie mate­rii z duchem…



[1] Woj­ciech Kowal­czuk, 1992, Krzyże  kowal­skie na Pod­la­siu, Bia­ły­stok: Muzeum Okrę­gowe w Białymstoku

[2] Jacek Olędzki, 1961, Arty­styczna twór­czość kowal­ska na tere­nie kur­piow­skiej Pusz­czy Zie­lo­nej od końca XIX w. do I wojny świa­to­wej [w:] Pol­ska sztuka Ludowa, nr 4

Kategorie: Antropologia kultury, badania terenowe, eksponaty, Muzealia, rok obrzędowy, sztuka ludowa, Tradycja
Tagi: , , , ,

Styl zakopiański — żywy i muzealny

Minęło ponad 100 lat od wybu­do­wa­nia willi Koliba dla Zyg­munta Gna­tow­skiego w roku 1896, (obec­nie sie­dziby Muzeum Stylu Zako­piań­skiego, filii Muzeum Tatrzań­skiego w Zako­pa­nem), która uwa­żana jest jako pier­wo­wzór stylu zako­piań­skiego, stylu stwo­rzo­nego przez Sta­ni­sława Wit­kie­wi­cza, który stał się ewe­ne­men­tem w skali Pol­ski i Europy. Nie da się pomi­nąć kon­tek­stu jego powsta­nia i całej otoczki która mu towa­rzy­szyła. Zbie­giem oko­licz­no­ści zwią­za­nych z kli­ma­tycz­nymi wła­ści­wo­ściami Zako­pa­nego, pod koniec XIX wieku przy­była do Zako­pa­nego ple­jada arty­stów, inte­lek­tu­ali­stów, elity pol­skiej inte­li­gen­cji (m.in. Sta­ni­sław Wit­kie­wicz, Wła­dy­sław Matla­kow­ski, Sta­ni­sław Bara­basz, Rafał Mal­czew­ski, Karol Stry­jeń­ski oraz wielu innych), któ­rzy w gór­skim kli­ma­cie szu­kali ratunku dla nad­wą­tlo­nego zdro­wia.

Czy­taj całość »

Kategorie: Antropologia kultury, eksponaty, Muzealia, sztuka ludowa, Tradycja
Tagi: , , , , ,

Listopad

1 listopada 2011 | | 1 komentarz

Mie­siąc bar­dzo wła­ści­wie nazwany, bo w tym cza­sie ze wszyst­kich drzew liście już opa­dły albo opa­dają. Z tym mie­sią­cem roz­po­czy­nają się polo­wa­nia i łowy wszel­kiej zwie­rzyny, nie­gdyś bar­dzo wesoło i huczno odpra­wiane. Lubo listo­pad bywa w ogóle dżdży­sty, zimny a cza­sami i mroźny, to jed­nak zda­rzają się i chwile łagodne, a dnie pra­wie do jego połowy jesz­cze nazy­wają miej­scami Babiem latem albo Maru­si­ko­wem latem.” Oskar Kolberg

Kategorie: rok obrzędowy, Tradycja
Tagi: , , , ,

Papel Picado: szczęśliwa śmierć z meksykańskich wycinanek

26 października 2011 | | Brak komentarzy

Papel picado to w dosłow­nym tłu­ma­cze­niu papier per­fo­ro­wany.  W potocz­nym rozu­mie­niu to deko­ra­cyjna wyci­nanka, która towa­rzy­szy Mek­sy­ka­nom w cele­bro­wa­niu licz­nych świąt rodzin­nych i reli­gij­nych, w szcze­gól­no­ści Święta Zmar­łych – Dia de los Muer­tosPapel picado to wizu­alne znaki nad­cho­dzą­cej fie­sty, mek­sy­kań­skiej eks­pre­sji oraz współ­ist­nie­nia życia i śmierci. Papel picado zdo­bią ulice, progi domów, wnę­trza miesz­kań i domowe ołta­rzyki. Wyko­nane z deli­kat­nego papieru, nie­za­leż­nie od warun­ków atmos­fe­rycz­nych, powie­wają na wie­trze wyzna­cza­jąc czas świętowania.

Papel picado to efe­me­ryczna sztuka poja­wia­jąca się i zni­ka­jąca w naj­róż­niej­szych kolo­rach w zależ­no­ści od rodzaju cele­bro­wa­nych uro­czy­sto­ści. Poszcze­gólne kolory przy­pi­sane są do kon­kret­nych świąt. Odcie­nie fio­letu poja­wiają się pod­czas Wiel­ka­nocy,  kolory tęczy z oka­zji Bożego Naro­dze­nia. Czer­wony, biały i zie­lony, jako kolory flagi mek­sy­kań­skiej, domi­nują 16 wrze­śnia w Święto Nie­pod­le­gło­ści i  w dniu patronki Mek­syku, Matki Boskiej z Guada­lupe.

Czy­taj całość »

Kategorie: Ameryka Południowa, Antropologia kultury, rok obrzędowy, Tradycja, wycinanka
Tagi: ,

Res musealiae: Komora konsumpcyjna

25 października 2011 | | Brak komentarzy

Komora to wydzie­lone miej­sce we wnę­trzu tra­dy­cyj­nej wiej­skiej cha­łupy, przy­le­ga­jące do izby lub sieni, wąskie, zaciem­nione i nie­ogrze­wane. Jako rodzaj domo­wego maga­zynu, komora sta­no­wiła spe­cja­li­styczne pomiesz­cze­nie, w któ­rym pano­wały odpo­wied­nie warunki ter­miczne zapew­nia­jące pro­duk­tom żywno­ścio­wym wła­ściwą tem­pe­ra­turę, a z kolei mate­rial­nym uten­sy­liom bezpieczeństwo.

      Komora słu­żyła do skła­da­nia zgro­ma­dzo­nych zapa­sów ziarna i poży­wie­nia. Prze­cho­wy­wano w niej pro­dukty kon­su­mo­wane na bie­żąco oraz zapasy żywno­ści, trzy­mano nie­uży­wane na co dzień, ale cen­niej­sze sprzęty: paradną uprząż, narzę­dzia, oku­cia wozów. W cera­micz­nych garn­kach skry­wano zaosz­czę­dzone pie­nią­dze. Na drą­gach zawie­szano odzież, zapasy przę­dzy, samo­działy. Opie­rane na cegłach lub zawie­szane na dru­tach drew­niane półki, chro­niły prze­cho­wy­wane zapasy żywno­ści oraz bank­noty przed gry­zo­niami. Po jesien­nej zwózce plo­nów z pola stan komory był naj­za­sob­niej­szy. Zimą sys­te­ma­tycz­nie przy­by­wało też zia­ren z młó­co­nego w tym okre­sie zboża. Dostępu do komory chro­niła wsta­wiona w nie­duży otwór okienny kowal­ska krata.

Czy­taj całość »

Kategorie: Antropologia kultury, badania terenowe, eksponaty, Muzealia, muzeum, Tradycja, wystawy
Tagi: , , , , , ,

Fiesta extra large

22 października 2011 | | Brak komentarzy

W Ame­ryce nie tylko dania i roz­miary ubrań są extra large, roz­ma­chu nabie­rają też pozo­stałe aspekty życia, jak cho­ciażby uro­czy­sto­ści. Stąd też wspo­mniana w poprzed­nim wpi­sie quin­ce­añera jest w Sta­nach zja­wi­skiem nie­zwy­kle cie­ka­wym: sta­nowi mie­szankę tra­dy­cji z róż­nych kra­jów laty­no­skich połą­czoną z pół­noc­no­ame­ry­kań­skim umi­ło­wa­niem do prze­sady i popkultury.

 Quin­ce­añerę przy­wieźli ze sobą imi­granci z klasy śred­niej. Pierw­szą oznaką zmian był kolor: sukienka jubi­latki mogła być skromna lub przy­po­mi­nać strój księż­niczki z bajek, zgod­nie z tra­dy­cją powinna mieć jed­nak kolor różowy (dla­tego też uro­czy­stość nazy­wano „la fie­sta rosa”). O takie było jed­nak trudno, więc nasto­latki zna­la­zły pro­dukt naj­bliż­szy temu poszu­ki­wa­nemu: suk­nie ślubne. Krój był ide­alny, wystar­czyło odciąć tren, a tra­dy­cyjny kolor został powoli zastą­piony bielą sym­bo­li­zu­jącą nie­win­ność. Dla­tego też na pierw­szy rzut oka nie­kiedy trudno odróż­nić czy mamy do czy­nie­nia z pięt­na­sto­latką pro­wa­dzoną do ołta­rza w kościele przez swo­jego hono­ro­wego szam­be­lana, czy z panną młodą idącą do ślubu.

Czy­taj całość »

Kategorie: Ameryka Południowa, Antropologia kultury, Tradycja
Tagi: , , , ,

Malujemy lico skrzyni — Małgorzata Jaszczołt

21 października 2011 | | Brak komentarzy

Zdję­cia pocho­dzą z lek­cji „Pra­cow­nia Archa­izmów”, która odbyła się w ramach Festi­walu Nauki 22.09.2011 r.

Lek­cję „Malu­jemy lico skrzyni” przy­go­to­wali: Mar­cin Burzy­mow­ski i Mał­go­rzata Jaszczołt

Foto­gra­fo­wała Erika Krzyczkowska-Roman

Kategorie: fotoblog
Tagi: , , , , , ,