Gotuj się na potrawy regionalne: Wigilia
Wieczerzę wigilijną rozpoczyna ukazanie się na niebie pierwszej gwiazdy. To pamiątka po gwieździe betlejemskiej, która w noc narodzenia Jezusa wskazywała drogę pasterzom i Wschodnim Mędrcom, w naszej tradycji zwanym Trzema Królami. Jeszcze przed zajęciem miejsc za stołem, należy połamać się opłatkiem — jest to wyłącznie polski obyczaj, charakterystyczny dla naszej tradycji, a wywodzący się z obrzędów starochrześcijańskich. Wieczerza wigilijna składa się z potraw postnych, których liczbę i rodzaj określa obyczaj regionalny i domowy. W niektórych domach podaje się 12 dań, bo tyle jest miesięcy w roku (lub wg innej interpretacji — bo tylu było apostołów), w innych — gotuje się nieparzystą liczbę potraw. Jednak rzadko liczy się skrupulatnie dania. Ważne jest jedno: im więcej potraw na stole, tym większy dostatek spłynie na dom w nadchodzącym roku. Niegdyś, zwłaszcza na wsi, wieczerzę przyrządzano wyłącznie z płodów ziemi: z wszystkiego co w polu, w lesie, w ogrodzie i w wodzie. Był to wyraz hołdu składanego Ziemi – Żywicielce. Taki zestaw dań wigilijnych, spożywanych z wielką powagą i namaszczeniem, miał także zapewniać obfitość zbóż, warzyw, owoców, a rybakom obfite połowy. Na stole, na honorowym miejscu kładziono cały bochenek chleba, a czasem także czosnek, który dawał siłę i odporność na choroby, zdrowe zęby, a oprócz tego chronił przed czarami, złymi duchami i wampirami. Stary zwyczaj nakazuje, aby skosztować każdej potrawy wigilijnej, bo w ten sposób okazuje się szacunek płodom ziemi i pokarmom z nich przygotowanym. Zachowanie takie zapewniało także pełne zapasów spiżarnie i strzegło przed głodem. Wierzono, że osobę, która nie spróbuje któregoś z wigilijnych dań, w nadchodzącym roku ominie jakaś korzyść, jakaś przyjemność. …
Czytaj całość »
Kategorie: Bez kategorii, potrawy regionalne, rok obrzędowy, TradycjaTagi: kluseczki z makiem, knysze z kapustą, kruchalce, kutia, potrawy świąteczne, siemieniotka, Tradycja, Wigilia, zupa migdałowa
Res musealiae: Maglownica w swej funkcji pierwotnej/ maglownica sensualna/maglownica racjonalna/maglownica – fotel/ maglownica jako idea
Co to jest maglownica ? Wg niepełnej definicji ze Słownika Języka Polskiego to „deszczułka z poprzecznymi karbami do ręcznego maglowania”[1] Taką deszczułką niewiele udałoby się zdziałać. Potrzebujemy jeszcze wałka. Maglownica, zwana inaczej wałkownicą, składa się z dwóch części: wałka oraz grubej deski z uchwytem, która ma z jednej strony formę karbowaną, z drugiej znajdujemy „pole do popisu” – powierzchnię, która bywała zdobiona dekoracją snycerską, rzeźbiarską, lub pozostawała saute nienaruszona, jedynie wygładzona. Narzędzie to występowało powszechnie u Słowian Północnych: na Wielkorusi, Rusi, w Polsce, Czechach, na Słowacji. Ręcznie tkana lniana bielizna (części odzieży, pościel, obrusy, ścierki), była sztywna i szorstka, ażeby nadać jej po upraniu i wysuszeniu miękkość i pozbyć się zagnieceń, bieliznę należało wymaglować. W tym celu nawijano ją na wałek, kładziono na czystym prześcieradle na stole, a następnie mocno przyciskając „jeżdżono” maglownicą (częścią karbowaną od spodu) do momentu, aż zaczynała się lustrzyć, czyli świecić. Po wojnie, ten kobiecy sprzęt został na wsi zarzucony, dzisiaj bez komentarza byłby nierozpoznawalny. Maglownice zachowały nieczytelną dla wielu formę, zbliżoną strukturę –wszędzie tam gdzie występowały; te pokryte reliefami mogą pełnić rolę dekoracyjną, można je podziwiać i analizować ornamentacyjne niuanse. Faktura karbów nie wydaje się kwestią fascynującą; bywały półokrągłe, trójkątne lub wycięte w „zęby.” A jednak to karby podziałały na wyobraźnię twórcy fotela-maglownicy. Dla tych, którzy znają narzędzie, fotel-maglownica budzi proste skojarzenie ze zwykłą maglownicą lub drewnianą tarą do prania. Inni być może nie będą mieć skojarzeń z wiejskim codziennym sprzętem. Zewnętrzne karby służące do wygładzania zagnieceń tu pełnią rolę masażera dla ciała. Czy mamy do czynienia z transpozycją zbyt dosłowną, czy doskonałą inspiracją, zarówno estetyczną jak i ze względu na ergonomikę? …
Czytaj całość »
Kategorie: eksponaty, Muzealia, muzeum, TradycjaTagi: eksponaty, maglownica, muzeum, Tradycja, zbiory
Grudzień
„Od zimy i grudy zimowej ma nazwę. Jednak więcej w tym miesiącu bywa dni pochmurnych niż mroźnych a jasnych, tak, że czasami ledwie kilka dni naliczyć można, w których słońce błyśnie. Pora też adwentowa za najposępniejszą w całym roku uważaną bywa.” Oskar Kolberg
Kategorie: rok obrzędowy, TradycjaTagi: Antropologia kultury, pamięć, święta, tożsamość, Tradycja
Res musealiae: Krzyże z żelaza
Najprostsze w formie – kute z dwóch pasów metalu łączonych ze sobą nitem (rzadziej zgrzewanych)[1]; małe „z surowca jaki się nadarzył, z wszelkiego rodzaju ścinków i odpadków”[2], duże, o imponujących wymiarach – ze specjalnych sztab, jakich używano do wyrobu osi u wozów, zatykane na szczycie domu, bramy cmentarnej, wbijane w wierzchołek drewnianego krzyża, wieńczące kapliczki – wykuwane ze sztab, sztabek, sztywnych prętów o przekroju okrągłym lub kwadratowym, formowane z drutu jako plecionki, i z taśmy; przybijane do desek w szczycie budynku mieszkalnego – z płatów rozklepanego płaskownika lub gotowej blachy; późniejsze z fabrycznych kwadratowych prętów i powojenne z rur i kątowników – krzyże z żelaza. Zależnie od przeznaczenia, wykonywane z zastosowaniem określonego materiału i określonej kowalskiej obróbki, co decydowało zasadniczo o ich formie plastycznej: zakończenia ramion z kutymi motywami liści, kwiatów lilii, krzyżyków, półksiężyców, trójkątów, trapezów, prostokątów, miejsce krzyżowania ramion podkreślone pełnymi, bądź ażurowymi wyobrażającymi słońce kółkami, z inskrypcją „IHS”; promieniami prostymi, falistymi lub fantazyjnie wygiętymi – pojedynczymi, podwójnymi, potrójnymi. Na głównym ramieniu pojawiały się: symboliczny półksiężyc, gwiazdy (jako zwycięstwo nad pogaństwem), chorągiewka z datą i kogut, pełniące niekiedy funkcje wiatrowskazów. Krzyże prawosławne wyróżniała ukośna belka. Występowały dwa typy krzyży: samoistne (do 5 m wysokości licząc wraz z kamienną podstawą i ok. 1,5 m szerokości) i figury uzupełniające, występujące jako zwieńczenia krzyży drewnianych, kapliczek, bram cmentarnych, szczytów budynków mieszkalnych (40–70 cm wysokości i 20–50 cm szerokości).
Okres najlepszej passy dla wyrobów kowalskich, nie tylko krzyży, to koniec wieku XIX, kiedy to pojawiła się na wsi w dużym wyborze – stal przemysłowa i zaczął się popyt na wyroby kowalskie. W wymiarze pracy – żelazo oznaczało trwalsze, bardziej funkcjonalne narzędzia i sprzęt gospodarski, w wymiarze estetycznym – stało się nową, nie występującą do tej pory na wsi materią, której walory zostały dostrzeżone i wykorzystane. Krzyże zaświadczają, jak różne było poczucie estetyki mieszkańców wsi, nie tylko w potocznym rozumieniu „kiczowate”, złaknione brakujących w codziennym, znojnym życiu świątecznych kolorów, ale także ceniące minimalizm, szlachetność materiału, walor prostej lub wyszukanej, ale cały czas doskonałej formy. Ta sztuka miała swoich twórców i odbiorców, a sądząc po popularności było ich całkiem wielu. Wizualna prezentacja krzyży była głęboko przemyślaną intencją. Na tle czystego nieba krzyż stanowił mocny, oddziałujący ekspresyjnie punkt. W terenie czekających na korozję i zapomnienie krzyży, pozostało niewiele. W muzeach nie da się w pełni podziwiać tego efektu, który miały tworzyć wraz ze sferą niebieską, ale możemy podziwiać ich wyszukane formy (wystawa stała w PME „Rękodzieło i rzemiosło ludowe”). Krzyże żelazne występowały w całej Polsce, ale najwięcej było ich we wschodnim pasie, na Podlasiu i z tych terenów oraz z rejonu Kurpiów pochodzą w większości krzyże z kolekcji PME (96 krzyży kowalskich).
Może przy okazji pierwszolistopadowych wyjazdów w różne strony Polski uda się jeszcze natrafić w terenie wykuty z żelaza krzyż, na rozstaju dróg, przy drodze, na cmentarzu… po to by móc w pełni podziwiać efekty formalne: kontrast metalicznej czerni krzyża z błękitem nieba, świetlistość stali odbijającej słońce, przejrzystość ażuru, lekkość sylwetki, dopasowanie materiału do formy, współgranie materii z duchem…
[1] Wojciech Kowalczuk, 1992, Krzyże kowalskie na Podlasiu, Białystok: Muzeum Okręgowe w Białymstoku
[2] Jacek Olędzki, 1961, Artystyczna twórczość kowalska na terenie kurpiowskiej Puszczy Zielonej od końca XIX w. do I wojny światowej [w:] Polska sztuka Ludowa, nr 4
Tagi: eksponaty, muzeum, święta, Tradycja, zbiory
Styl zakopiański — żywy i muzealny
Minęło ponad 100 lat od wybudowania willi Koliba dla Zygmunta Gnatowskiego w roku 1896, (obecnie siedziby Muzeum Stylu Zakopiańskiego, filii Muzeum Tatrzańskiego w Zakopanem), która uważana jest jako pierwowzór stylu zakopiańskiego, stylu stworzonego przez Stanisława Witkiewicza, który stał się ewenementem w skali Polski i Europy. Nie da się pominąć kontekstu jego powstania i całej otoczki która mu towarzyszyła. Zbiegiem okoliczności związanych z klimatycznymi właściwościami Zakopanego, pod koniec XIX wieku przybyła do Zakopanego plejada artystów, intelektualistów, elity polskiej inteligencji (m.in. Stanisław Witkiewicz, Władysław Matlakowski, Stanisław Barabasz, Rafał Malczewski, Karol Stryjeński oraz wielu innych), którzy w górskim klimacie szukali ratunku dla nadwątlonego zdrowia. …
Czytaj całość »
Kategorie: Antropologia kultury, eksponaty, Muzealia, sztuka ludowa, TradycjaTagi: Antropologia kultury, eksponaty, muzeum, Tradycja, wystawa, zbiory
Listopad
„Miesiąc bardzo właściwie nazwany, bo w tym czasie ze wszystkich drzew liście już opadły albo opadają. Z tym miesiącem rozpoczynają się polowania i łowy wszelkiej zwierzyny, niegdyś bardzo wesoło i huczno odprawiane. Lubo listopad bywa w ogóle dżdżysty, zimny a czasami i mroźny, to jednak zdarzają się i chwile łagodne, a dnie prawie do jego połowy jeszcze nazywają miejscami Babiem latem albo Marusikowem latem.” Oskar Kolberg
Kategorie: rok obrzędowy, TradycjaTagi: Antropologia kultury, pamięć, święta, tożsamość, Tradycja
Papel Picado: szczęśliwa śmierć z meksykańskich wycinanek
Papel picado to w dosłownym tłumaczeniu papier perforowany. W potocznym rozumieniu to dekoracyjna wycinanka, która towarzyszy Meksykanom w celebrowaniu licznych świąt rodzinnych i religijnych, w szczególności Święta Zmarłych – Dia de los Muertos. Papel picado to wizualne znaki nadchodzącej fiesty, meksykańskiej ekspresji oraz współistnienia życia i śmierci. Papel picado zdobią ulice, progi domów, wnętrza mieszkań i domowe ołtarzyki. Wykonane z delikatnego papieru, niezależnie od warunków atmosferycznych, powiewają na wietrze wyznaczając czas świętowania.
Papel picado to efemeryczna sztuka pojawiająca się i znikająca w najróżniejszych kolorach w zależności od rodzaju celebrowanych uroczystości. Poszczególne kolory przypisane są do konkretnych świąt. Odcienie fioletu pojawiają się podczas Wielkanocy, kolory tęczy z okazji Bożego Narodzenia. Czerwony, biały i zielony, jako kolory flagi meksykańskiej, dominują 16 września w Święto Niepodległości i w dniu patronki Meksyku, Matki Boskiej z Guadalupe. …
Czytaj całość »
Kategorie: Ameryka Południowa, Antropologia kultury, rok obrzędowy, Tradycja, wycinankaTagi: Ameryka Południowa, Tradycja
Res musealiae: Komora konsumpcyjna
Komora to wydzielone miejsce we wnętrzu tradycyjnej wiejskiej chałupy, przylegające do izby lub sieni, wąskie, zaciemnione i nieogrzewane. Jako rodzaj domowego magazynu, komora stanowiła specjalistyczne pomieszczenie, w którym panowały odpowiednie warunki termiczne zapewniające produktom żywnościowym właściwą temperaturę, a z kolei materialnym utensyliom bezpieczeństwo.
Komora służyła do składania zgromadzonych zapasów ziarna i pożywienia. Przechowywano w niej produkty konsumowane na bieżąco oraz zapasy żywności, trzymano nieużywane na co dzień, ale cenniejsze sprzęty: paradną uprząż, narzędzia, okucia wozów. W ceramicznych garnkach skrywano zaoszczędzone pieniądze. Na drągach zawieszano odzież, zapasy przędzy, samodziały. Opierane na cegłach lub zawieszane na drutach drewniane półki, chroniły przechowywane zapasy żywności oraz banknoty przed gryzoniami. Po jesiennej zwózce plonów z pola stan komory był najzasobniejszy. Zimą systematycznie przybywało też ziaren z młóconego w tym okresie zboża. Dostępu do komory chroniła wstawiona w nieduży otwór okienny kowalska krata. …
Czytaj całość »
Kategorie: Antropologia kultury, badania terenowe, eksponaty, Muzealia, muzeum, Tradycja, wystawyTagi: Antropologia kultury, eksponaty, muzeum, pamięć, tożsamość, Tradycja, zbiory
Fiesta extra large
W Ameryce nie tylko dania i rozmiary ubrań są extra large, rozmachu nabierają też pozostałe aspekty życia, jak chociażby uroczystości. Stąd też wspomniana w poprzednim wpisie quinceañera jest w Stanach zjawiskiem niezwykle ciekawym: stanowi mieszankę tradycji z różnych krajów latynoskich połączoną z północnoamerykańskim umiłowaniem do przesady i popkultury.
Quinceañerę przywieźli ze sobą imigranci z klasy średniej. Pierwszą oznaką zmian był kolor: sukienka jubilatki mogła być skromna lub przypominać strój księżniczki z bajek, zgodnie z tradycją powinna mieć jednak kolor różowy (dlatego też uroczystość nazywano „la fiesta rosa”). O takie było jednak trudno, więc nastolatki znalazły produkt najbliższy temu poszukiwanemu: suknie ślubne. Krój był idealny, wystarczyło odciąć tren, a tradycyjny kolor został powoli zastąpiony bielą symbolizującą niewinność. Dlatego też na pierwszy rzut oka niekiedy trudno odróżnić czy mamy do czynienia z piętnastolatką prowadzoną do ołtarza w kościele przez swojego honorowego szambelana, czy z panną młodą idącą do ślubu. …
Czytaj całość »
Kategorie: Ameryka Południowa, Antropologia kultury, TradycjaTagi: Ameryka Południowa, Antropologia kultury, święta, tożsamość, Tradycja
Malujemy lico skrzyni — Małgorzata Jaszczołt
Zdjęcia pochodzą z lekcji „Pracownia Archaizmów”, która odbyła się w ramach Festiwalu Nauki 22.09.2011 r.
Lekcję „Malujemy lico skrzyni” przygotowali: Marcin Burzymowski i Małgorzata Jaszczołt
Fotografowała Erika Krzyczkowska-Roman
Tagi: edukacja, eksponaty, Festiwal Nauki, inspiracja, muzeum, Tradycja, wydarzenia






























