Beta

Bądź na bieżąco - RSS

Archiwum tagu „wieś”

Etno — notatki z podmiejskiej chatki. Język podróży

28 czerwca 2011 | | 4 komentarze

Język podróży wyzna­cza jej  rytm, a jed­no­cze­śnie ener­gia podróży kształ­tuje mimo­wol­nie słowo towa­rzy­szące wędrówce. Opis podróży pod­miej­skiej to mie­szanka opisu ‘życia tram­wa­jo­wego War­szawy’ w Złym  i sie­lan­ko­wo­ści wspo­mnień waka­cyj­nych wypa­dów pro­du­ko­wa­nych przez wieki przez róż­nej maści lite­ra­tów. To osza­ła­mia­jąca woń kwia­tów aka­cji i bzu  vs draż­niąca noz­drza mie­szanka potu i mixu dez­odo­ran­tów, gdy ścisk prze­suwa ci żebra do torby sąsiada  i  gdy– nie wie­rząc wła­snemu szczę­ściu – opa­dasz na wolne miej­sce.  To rów­nież wspól­nota prze­żyć, wspól­nota lek­tur i słow­nych potrą­ceń (‘można tu?’, ‘zajęte, tak’, ‘ależ pro­szę się prze­su­nąć’!), for­ma­lizm wpra­wio­nego w służ­bowy ruch kon­tro­lera bile­tów i  toczące naszą podróż tajemne kody kier­po­cia (‘1246 lewa-gotów!’).

Czy­taj całość »

Kategorie: Antropologia kultury, badania terenowe, Etno-notatki z podmiejskiej chatki, EtnoWarszawa, Warszawa
Tagi: , ,

Etno — notatki z podmiejskiej chatki. Prolog

10 czerwca 2011 | | 1 komentarz

Pew­nego razu spa­ko­wa­łam swoje książki, meble, naczy­nia, książki,  arte­fakty obrzę­dowe w rodzaju koszyczka na świę­conkę i sto­jaka na cho­inkę, ubra­nia, książki, książki i – w czas olbrzy­miej śnie­życy prze­pro­wa­dzi­łam się za Mia­sto. Mia­sto w postaci rodziny i zna­jo­mych popu­kało się w głowę, nato­miast ja jako etno­graf posta­no­wi­łam dziel­nie wal­czyć z:  pocią­gami tkwią­cymi w polu, odśnie­ża­niem, kosze­niem, oka­zjo­nal­nym bra­kiem prądu/gazu (bo mróz, bo burze, bo drzewo spa­dło), bra­kiem metra  i raj­stop innych niż ‘no name’. Wal­czyć tak jak naukowo mie­rzy­łam się i mie­rzę z podob­nymi bra­kami w Tere­nie. Zna­la­złam się zatem w wyjąt­ko­wym sta­nie per­ma­nent­nych badań tere­no­wych, co do tej pory (po ponad roku od prze­pro­wadzki) wpra­wia mnie w stan pew­nej eks­cy­ta­cji: może to pod­świa­doma obrona przed Nie­zna­nym, ale mam nadzieję, że i pasja badawcza.

Czy­taj całość »

Kategorie: Antropologia kultury, badania terenowe, Etno-notatki z podmiejskiej chatki
Tagi: , , , , , ,

MUZEALNE ZAGADKI: Fikcyjność rzeczy — opowieść o pewnej (nie)kurpiowskiej skrzyni, czyli jak ważna jest w muzeum historia

W roku 2009 PME otrzy­mało w darze nie­zwy­kłą skrzy­nię,  któ­rej pocho­dze­nie jest zagad­kowe i  do tej pory nie udało się go roz­wi­kłać. Znamy jedy­nie opo­wieść, która towa­rzy­szyła prze­ka­za­niu skrzyni.

Przy­je­chała z Kur­piów w latach 60.XX w. Przy­wio­zły ją do wynaj­mo­wa­nego miesz­ka­nia stu­diu­jące w War­sza­wie dziew­czyny z kur­piow­skiej wsi, wypra­wione w drogę z dobyt­kiem, wypo­sa­żone w skrzy­nię, jako pamiątkę z domu rodzin­nego, która miała im towa­rzy­szyć w wiel­kim mie­ście,  na obcym tere­nie… Czy w zamie­rze­niu miała speł­niać jesz­cze funk­cję wianną? — nie wia­domo. Wia­domo jedy­nie, że w cza­sie powo­jen­nym w takiej roli skrzy­nie już nie występowały.

Po skoń­cze­niu edu­ka­cji i wypro­wadzce Kur­pianki nie chciały już zabie­rać skrzyni, bo była „za duża i ciężka” jak brze­mię. Być może nie paso­wała do nowego życia. Została w miesz­ka­niu wynaj­mo­wa­nym przez mecha­nika samo­cho­do­wego, które póź­niej, wraz ze skrzy­nią, zaku­pił nasz przy­szły ofia­ro­dawca. I znowu -  sprze­da­jący nie chciał jej zabrać ze sobą. Została. Przez lata zdo­biła kolejne miesz­ka­nia naszego dar­czyńcy, ale wresz­cie, po któ­rejś z rzędu prze­pro­wadzce, tra­fiła do piw­nicy. Nie paso­wała do nowego lokum. Ale mając na uwa­dze jej walory este­tyczne i domnie­maną war­tość, posta­no­wiono prze­ka­zać skrzy­nię do muzeum.

Czy­taj całość »

Kategorie: eksponaty, muzeum, sztuka ludowa
Tagi: , , , , , , , ,

O WRZOSACH, AFRYCE I ZNACHORCE – zapiski terenowe

31 stycznia 2011 | | Brak komentarzy

fot. I. Kubiak

Dwa razy dzien­nie PKS-y odjeż­dżają w tamte strony.
Byłam tam nie tak dawno…
Mało kto do nich wsiada, bo wokół olbrzy­mie poła­cie lasów i pól. Tylko w czwartki auto­bus jest pełny. Ludzie tło­czą się aż na schod­kach, tuż obok kie­rowcy. Wszy­scy wra­cają z targu. Z miasta.

Raz w tygo­dniu kobie­ciny zakła­dają co ładniej­sze chustki na głowy, a starsi pano­wie śmier­dzące naf­ta­liną, fil­co­wane kape­lu­sze. I jadą. Wkła­dają jaja do koszy­ków, w które jesie­nią zbiera się ziem­niaki i grzyby. Cza­sem nic nie mają, ale wtedy też jadą – pooglą­dać towary, spo­tkać się ze znajomymi.

- Kie­rowca stać! Pasa­żer bie­gnie!- krzy­czy ktoś z ostat­nich sie­dzeń.
Zdy­szana kobieta pró­buje zna­leźć sobie miej­sce na schod­kach auto­busu. Pomarsz­czone i brudne ręce podają pie­nią­dze odli­czone na bilet. Ja swój wciąż trzy­mam w dło­niach i mu się przy­glą­dam. 8,40 zł – tyle kosz­tuje mnie podróż do Afryki.

Czy­taj całość »

Kategorie: Afryka, badania terenowe, Wycieczki
Tagi: , , ,

A jednak kwitnie — parę słów o teatrze ludowym

9 kwietnia 2010 | | 2 komentarze

"Ballada o Alwerni", TL Tradycja z Okleśnej, fot. K. Matuszewska

Bal­lada o Alwerni”, TL Tra­dy­cja z Okle­śnej, fot. K. Matuszewska

W tym tek­ście pra­gnę­ła­bym napi­sać co nieco o teatrze, który trak­to­wany jest przez media na tyle po maco­szemu, że można mieć poważne wąt­pli­wo­ści nie tylko co do jego kwit­nie­nia, ale nawet co do wege­ta­cji. Nie­słusz­nie. Teatr wiejski/ludowy/amatorski — jakby go nie nazy­wać — bo o nim będzie tu mowa, czuje się cał­kiem nieźle.

20 i 21 marca w Czar­nym Dunajcu odbyły się Prze­pa­trzo­winy Teatrów Regio­nal­nych Mało­pol­ski. Jest to pierw­szy etap eli­mi­na­cji do kon­kursu o wyż­szej ran­dze — Regio­nal­nych Sej­mi­ków Wiej­skich Zespo­łów Teatral­nych, któ­rych w Pol­sce jest pięć, a ich zwień­cze­niem jest ogól­no­pol­ski Mię­dzy­wo­je­wódzki Sej­mik, w któ­rym biorą udział zwy­cięzcy z poprzed­niego etapu.

Czy­taj całość »

Kategorie: badania terenowe, Tradycja, wydarzenia
Tagi: , , , ,

Shire, albo raj … leniuchów

5 października 2009 | | 4 komentarze

Mazowiecki krajobraz; fot. Paweł Matwiejczuk

Mazo­wiecki kra­jo­braz; fot. Paweł Matwiejczuk

Pach­nący cie­pły chleb z praw­dzi­wym wiej­skim masłem, ser Gouda, jaja od zie­lo­no­nóżki, sma­ko­wity szczu­pak w panierce z tłu­czo­nych wło­skich orze­chów i sum w gala­re­cie. Soczy­sty wołowy stek, buraczki na cie­pło i sznaps na tra­wie­nie. Na deser świeże owoce pro­sto z sadu: gruszki, jabłka, śliwki, do tego miseczka wybor­nej mar­mo­lady z cukro­wych bura­ków z dodat­kiem dyni. Ogromny kufel zim­nego, nie­pa­ste­ry­zo­wa­nego piwa i fajka nabita pach­ną­cym wiśnią tyto­niem. Poło­żyć się pod wierzbą i patrzeć w niebo, po któ­rym wiatr pędzi kłę­bia­ste baranki chmur.

Obfi­tość jedze­nia i napitku, leni­stwo — bo prze­cież nie odpo­czy­nek — to raj, o któ­rym mógł marzyć każdy mazur­ski (tu: mazo­wiecki) chłop, bez róż­nicy na etniczną czy kon­fe­syjną przynależność.

Czy­taj całość »

Kategorie: Bez kategorii
Tagi: , , , , , ,

Stara ława

14 września 2009 | | Brak komentarzy
Stara ława, fot. Paweł Matwiejczuk

Stara ława, fot. Paweł Matwiejczuk

Ławę zna­la­złem pośród sterty drew­nia­nych odpa­dów, które miały nam słu­żyć jako opał na zimę. Po oczysz­cze­niu oka­zało się, że na jed­nym końcu bra­kuje dwóch nóg. Mój teść powie­dział, że już od kilku dzie­się­cio­leci nikt nie uży­wał tego przed­wo­jen­nego, pro­stego wiej­skiego mebla. Wręby na gru­bej desce wyraź­nie wska­zują, że ten i ów gość w domu dziad­ków pró­bo­wał na drew­nie swo­jego kozika czy może nawet noża.
Sie­dzieli pospołu domow­nicy: Kowa­lew­scy z Wró­blew­skimi. Sia­dy­wali sąsie­dzi ze wsi: Rup­pel, Krüger, Bucholz, Wer­ner, Mar­chwart z Krom­nowa i inni nie­mieccy osad­nicy, żyjący od poko­leń w Pia­skach Duchow­nych. Polacy i Niemcy dzie­lili nie­ła­twą dolę koeg­zy­sten­cji we wsi poło­żo­nej mię­dzy kory­tem Wisły a Pusz­czą Kam­pi­no­ską.
Odna­le­ziony mebel posta­no­wi­łem odno­wić i nare­pe­ro­wać. Nie wiem, czy mi się to uda, bo cie­śla ze mnie marny, ale na pewno podejmę próbę.

Pamięć o Olędrach

Podob­nie jak w przy­padku ławy, spró­buję odre­stau­ro­wać coś jesz­cze. Chciał­bym przy­wró­cić pamięć o naszych daw­nych olę­der­skich sąsia­dach, o któ­rych we wsi mało kto już pamięta.O tym wła­śnie będą moje wpisy na blogu. To opo­wieść o ludziach, z któ­rymi łączą mnie: jedno miej­sce na ziemi, zapał do pracy i kon­fe­sja ewan­ge­licka; róż­nią: naro­do­wość, język, kul­tura i tra­dy­cja.
Z wyboru ja i żona jeste­śmy ze wsi, to dziwi naszych przy­ja­ciół i zna­jo­mych. Z wol­nego wyboru ja sam opo­wia­dam się jako Olę­der – dzie­dzic lute­rań­skiej tra­dy­cji, olę­der­skiego etosu pracy, osoba otwarta na radość życia i na dru­giego czło­wieka.
Posta­no­wi­łem napra­wić starą ławę. Jest duża, więc zmie­ścimy się na niej razem z żoną i naszymi kotami. Usta­wimy ją przed domem i będziemy wspól­nie drwić z histo­rii, która prze­pę­dziła Olę­drów z Mazow­sza, może po to, by razem z nami na drew­nia­nej ławie mogły usiąść cie­nie Oskara i Michała Küge­rów, Kata­rzyny Rup­pel czy Emmy Mar­chwart. Znaj­dzie się miej­sce i cie­pło dla sta­rych Olę­drów w domu Pola­ków i Olę­drów zarazem.

Kategorie: Bez kategorii
Tagi: , , , ,