﻿<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Ethnomuseum.pl Blog &#187; wolontariat</title>
	<atom:link href="http://ethnomuseum.pl/blog/tag/wolontariat/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://ethnomuseum.pl/blog</link>
	<description>Blog Działu Etnografii Polski i Europy Państwowego Muzeum Etnograficznego w Warszawie</description>
	<lastBuildDate>Tue, 22 May 2012 07:15:44 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Historia pewnej głowy</title>
		<link>http://ethnomuseum.pl/blog/2009/09/02/historia-pewnej-glowy/</link>
		<comments>http://ethnomuseum.pl/blog/2009/09/02/historia-pewnej-glowy/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 02 Sep 2009 13:13:37 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Katarzyna Lipińska</dc:creator>
				<category><![CDATA[muzeum]]></category>
		<category><![CDATA[wystawy]]></category>
		<category><![CDATA[Australia i Ocenia]]></category>
		<category><![CDATA[eksponaty]]></category>
		<category><![CDATA[magazyny]]></category>
		<category><![CDATA[maorysi]]></category>
		<category><![CDATA[tatuaże]]></category>
		<category><![CDATA[wolontariat]]></category>
		<category><![CDATA[zbiory]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ethnomuseum.pl/blog/?p=1242</guid>
		<description><![CDATA[Państwowe Muzeum Etnograficzne w Warszawie to nie tylko eleganckie ekspozycje, atrakcyjna kawiarnia, wykłady czy odczyty. Pod tą uporządkowaną   powierzchnią kryje się znacznie więcej. Jak już mogliście wyczytać na naszym blogu, w podziemiach tego  gmachu mieszczą się magazyny. Wchodząc tam zstępujemy w świat chaosu. Odrzuconych, nie pasujących do żadnej całości elementów, części składowych potencjalnych wystaw. W ogromnych szufladach, na rozłożystych półkach znajdziemy przedmioty z całego świata [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="attachment_1253" class="wp-caption alignleft" style="width: 310px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/09/fot-jacek-sielski-151.jpg" rel="wp-prettyPhoto[g1242]"><img class="size-medium wp-image-1253" style="border: 1px solid black; margin: 5px 2px;" title="Tędy dotrzemy do&nbsp;muzealnych podziemi, fot. Jacek Sielski" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/09/fot-jacek-sielski-15-300x200.jpg" alt="Tędy dotrzemy do&nbsp;muzealnych podziemi, fot. Jacek Sielski" width="300" height="200" /></a><p class="wp-caption-text">Tędy dotrzemy do muzealnych podziemi, fot. Jacek Sielski</p></div>
<p>Państwowe Muzeum Etnograficzne w Warszawie to nie tylko eleganckie ekspozycje, atrakcyjna kawiarnia, wykłady czy odczyty. Pod tą uporządkowaną   powierzchnią kryje się znacznie więcej. Jak już mogliście wyczytać na naszym blogu, w podziemiach tego  gmachu mieszczą się magazyny. Wchodząc tam zstępujemy w świat chaosu. Odrzuconych, nie pasujących do żadnej całości elementów, części składowych potencjalnych wystaw. W ogromnych szufladach, na rozłożystych półkach znajdziemy przedmioty z całego świata — naczynia, zabawki, fragmenty strojów, instrumenty muzyczne , broń. Gdy spacerowałam pomiędzy regałami, czułam się nieco zagubiona. Te artefakty nie tworzyły żadnej narracji, były dla mnie obce, odległe, zagadkowe.Kusiło mnie, żeby je choć trochę sobie przybliżyć. Największe emocje wzbudził we mnie bardzo niepokojący eksponat. Coś co nie mieściło się w żadnych, bliskich mi systemach klasyfikacji. Była to ludzka głowa. Głowa — trofeum, maoryskiego … no właśnie kogo? Wodza? Notabla? O tym świadczyłyby eleganckie tatuaże symetrycznie wyrysowane po jego twarzy. Ale gdy zainteresowałam się tą sprawą, okazało się, że odpowiedź na tę zagadkę nie jest wcale tak prosta do ustalenia.<br />
<span id="more-1242"></span></p>
<h3>Kraina tatuaży</h3>
<p>Zapewne każdy z odwiedzających tę stronę zetknął się, choć powierzchownie,  z maoryską kulturą. Niewątpliwie pierwszą rzeczą, która przykuwa uwagę,  są zjawiskowe tatuaże pokrywające twarze i ciała jej przedstawicieli.  Założyłam, że w przeciwieństwie do naszej współczesnej kultury, gdzie tatuaż pełni jedynie funkcję zdobniczą i nie jest znakiem odsyłającym do żadnych znaczeń, w kulturze tradycyjnej musiał sprawować ważną funkcje symboliczną.</p>
<div id="attachment_1258" class="wp-caption alignleft" style="width: 280px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/09/fot-jacek-sielski-24.jpg" rel="wp-prettyPhoto[g1242]"><img class="size-medium wp-image-1258" style="border: 1px solid black; margin: 5px 2px;" title="Podróżników zachwycały zjawiskowe tatuaże, fot. Jacek Sielski" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/09/fot-jacek-sielski-24-300x225.jpg" alt="Podróżników zachwycały zjawiskowe tatuaże, fot. Jacek Sielski" width="270" height="203" /></a><p class="wp-caption-text">Podróżników zachwycały zjawiskowe tatuaże Nowozelandczyków, fot. Jacek Sielski</p></div>
<p>Pierwszym podróżnikiem, który odkrył i postarał się opisać kulturę rdzennych mieszkańców Nowej Zelandii, był znany nam wszystkim James Cook. Oczywiście także on był oczarowany niezwykłością maoryskich tatuaży (przez samych mieszkańców wyspy nazywanych <em>moko</em>), poświęcił im więc znaczne miejsce w swoich relacjach. Zauważył, że ich wzornictwo nie jest przypadkowe, znacznie różni się od siebie w różnych rejonach wyspy, a także,  że wraz z wiekiem tubylca jego ciało gęstnieje od wzorów. Praktycznie nie ma wśród mieszkańców osób, których ciała byłyby puste (wyjątkiem są niewolnicy i dzieci). Pustka jest równoznaczna ze szpetotą. Nawet dłużej zamieszkujący wyspę misjonarze przyznawali, że przejęli od swoich sąsiadów te kategorie estetyczne i twarze nie umalowane wydają im się mniej atrakcyjne. Mężczyźni byli obficiej wytatuowani niż kobiety. Tatuaż był oznaką prestiżu i ówczesnym dokumentem tożsamości, a mężczyzna bardziej liczył się jako „obywatel”, członek społeczności.Kobiety również poddawały się temu bolesnemu zabiegowi. Nie pozwalano, by ich usta pozostały czerwone — uważano to za oszpecające, tatuowano im więc wargi i podbródki.</p>
<h3>Zapisane w ciele</h3>
<p>Obserwatorzy maoryskiej kultury próbując dociec znaczenia tego zjawiska, snuli różne przypuszczenia. Ich uwagę przykuł fakt, że mieszkańcy komunikowali się za pomocą symboli, hieroglifów. Gdy wódz jednego plemienia wypowiadał innemu plemieniu wojnę , przesyłał jego przywódcy wytatuowanego ziemniaka. Ważniejszym i szerzej opisanym spostrzeżeniem jest jednak nadanie tatuażom rangi europejskiego herbu, z tą jednak różnicą, że wyrażał on tożsamość indywidualną osoby, którą zdobił, a nie tożsamość zbiorową jako członka jakiegoś klanu. Gdy na wyspę przybyli Europejczycy, Maorysi w zawieranych z nimi pisemnych umowach posługiwali się nawet swoim wzorem tatuażu zamiast podpisem. Te oznaczenia były ważne ze względu na możliwość identyfikacji zwłok wojownika po jego śmierci na polu bitwy. Po tatuażu można było poznać, z jakiego klanu wywodzi się dana osoba i jaką ma pozycje społeczną.</p>
<h3>Bolesna droga do piękna</h3>
<p>Sam proces tatuowania można porównać do fazy liminalnej (przejściowej) obrzędu przejścia. Ten, który się jemu poddał ( u Maorysów był to</p>
<div id="attachment_1268" class="wp-caption alignleft" style="width: 310px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/09/fot-jacek-sielski-6.jpg" rel="wp-prettyPhoto[g1242]"><img class="size-medium wp-image-1268" style="border: 1px solid black; margin: 5px 2px;" title="Narzędzia ze zbiorów australijskich, fot.Jacek Sielski" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/09/fot-jacek-sielski-6-300x200.jpg" alt="Narzędzia ze zbiorów australijskich, fot.Jacek Sielski" width="300" height="200" /></a><p class="wp-caption-text">Narzędzia ze zbiorów australijskich, fot.Jacek Sielski</p></div>
<p>każdy wolny człowiek, wchodzący w okres adolescencji), uzyskiwał tożsamość i swoje miejsce w grupie. Pułkownik Rutherford, który w 1816 roku został porwany wraz ze swoją załogą, a następnie był przez kilka lat więziony przez jedno z maoryskich plemion, dostąpił zaszczytu udziału w tej ceremonii. Inicjacja, tak jak każda ceremonia, była  obciążona licznymi tabu, np. osoba poddawana zabiegowi nie mogła jeść ani pić dotykając naczynia, poruszać się (była więc karmiona i pojona przez kobiety lub niewolników), spożywać ryb lub potraw, które były wytatuowane. Ważny był też zwyczajowy zakaz okazywania bólu. O to musiało być niezwykle trudno, bo, jak opisywał Rutherford, zabiegi trwały wiele godzin, po ciele tatuowanego lała się krew, a rany nieraz były tak głębokie, że gdy poddany operacji człowiek zapalił fajkę, dym ulatniał się przez jego policzki. Rekonwalescencja trwała nieraz kilka miesięcy. Trudno się temu dziwić, biorąc pod uwagę,  jakich narzędzi używano. Przed pojawieniem się Europejczyków były to drewniane rylce lub ostre kości ptaków, rekinów, czy kość płetwowa wieloryba. Później zastąpiono je żelaznym rylcem, który płycej zanurzano w skórze. Niestety innowacje, które zostały wprowadzone w tej dziedzinie przez Europejczyków, niekoniecznie czyniły ten proces bezpieczniejszym. Podczas gdy do tej pory jako barwnika używano naturalnych produktów ( z rośliny rozkładającej się w gąsienicy — jako symbolu czegoś znajdującego się na granicy dwóch światów:  zwierzęcego i roślinnego), teraz używano m.in … prochu strzelniczego.</p>
<h3>Łowcy głów</h3>
<p>Niestety zachwyt podróżników nad oryginalnością maoryskich form wyrazu ustąpił miejsca chciwości kupców i europejskiej żądzy posiadania. Generał Horatio Robley, który spędził w Nowej Zelandii wiele lat, opisał straszliwe procedery, które były tego następstwem. Na XIX wiek przypada okres rozwoju muzealnictwa w Europie. To kolekcjonerskie zbiory, które tworzyły ówczesne komnaty osobliwości, stanowiły podwaliny rozwoju etnografii. Przebywający w odległych krainach podróżnicy wyczuli popyt na wszystko, co „egzotyczne”, „dziwaczne”, właśnie osobliwe.</p>
<div id="attachment_1271" class="wp-caption alignleft" style="width: 310px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/09/fot-jacek-sielski-22.jpg" rel="wp-prettyPhoto[g1242]"><img class="size-medium wp-image-1271" style="border: 1px solid black; margin: 5px 2px;" title="W głowie zmarłego tkwi energia zwana tapu, fot.Jacek Sielski" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/09/fot-jacek-sielski-22-300x225.jpg" alt="W głowie zmarłego tkwi energia zwana tapu, fot.Jacek Sielski" width="300" height="225" /></a><p class="wp-caption-text">W głowie zmarłego tkwi energia zwana tapu, fot.Jacek Sielski</p></div>
<p>Maorysi mieli zwyczaj zachowywania głów swoich zmarłych, by nie zatarła się pamięć o nich, oraz by zachować ich magiczną energię zwaną tapu. Europejczycy dostrzegli w tym zwyczaju okazje do zarobienia dużych pieniędzy.  Zakupywali od plemion specjalnie zakonserwowane, osuszone głowy wrogów, poległych na polu bitwy i odsprzedawali je kolekcjonerom oraz muzealnikom. W zamian oferowali tubylcom broń, oraz metalowe narzędzia. Popyt na te osobliwe „pamiątki” stale rósł. Sami przywódcy plemion zauważyli, że świeżo spreparowane głowy wyglądają nie mniej efektownie niż starsze dawno zakonserwowane. W celu zwiększenia zysków wybierali najmniej wartościowych spośród swoich niewolników, tatuuowali ich twarze, by następnie pozbawić ich życia i wystawić ich głowy na sprzedaż. Jeden z miejscowych misjonarzy opisał taką transakcję. Gdy kupiec skrytykował wartość zdobienia jednej z głów, wódz wskazał mu swoich niewolników i zapytał „Która z tych twarzy podoba Ci się najbardziej? Tę, którą wybierzesz, każę odpowiednio przygotować”. Wśród niewolników zapanował popłoch. W takich sytuacjach zdarzały się przypadki ucieczek i wykradania głów mających iść na sprzedaż. Także na polach bitwy rozgrywały się dramatyczne sceny, kiedy trafieni wojownicy wzywali swoich braci, by chronili ich głowy przed tym poniżającym przeznaczeniem. Wielki niepokój wśród mieszkańców wyspy wzbudzał fakt, że głowy były wystawiane w miejscowych muzeach i na specjalnych targach. Dochodziło do krwawych aktów zemsty na kupcach, którzy odmawiali ludziom wydawania głów ich krewnych. Te incydenty doprowadziły do ustanowienia przez Gubernatora Nowej Zelandii aktu, który nakazywał całkowite zakończenie owych praktyk.</p>
<h3>Co pozostało?</h3>
<p>W XIX wieku tradycja <em>moko</em> zaczęła powoli zanikać. Maorysi łatwo się zasymilowali i przyzwyczaili do nowych reguł życia społecznego, większość obyczajów straciła rację bytu. Dopiero w XX wieku, epoce dekolonizacji, sprzeciwu wobec zachodniej dominacji, przekształcenia się tradycyjnych społeczeństw we wspólnoty symboliczne, tatuaż powrócił jako symbol maoryskiej tożsamości, ale nic poza tym.<br />
Handel głowami zakazany został prawie 200 lat temu, ale do dziś pozostają one w zbiorach światowych muzeów. Od kilkunastu lat działacze maoryskich organizacji  walczą o powrót tych eksponatów do rodzinnej ziemi i prawo do ich godnego pochówku. Wielka Brytania zadecydowała, że zgodnie z ustawą z 2004 roku o „szczątkach ludzkich”, te znajdujące się w zbiorach muzealnych, których wiek nie przekracza 1000 lat, mają być zwrócone ich społecznościom. Kontrowersje w tej sprawie miały miejsce we Francji, gdzie wystąpił konflikt decyzyjny pomiędzy władzami Rouen a Ministerstwem Kultury o to, czy przechowywane w miejscowym muzeum obiekty mają być odesłane do Nowej Zelandii. Minister Kultury nie wyraził na to zgody, argumentując, że są one dziełem sztuki i pozbycie się ich stworzyłoby straszliwy precedens. Inne instytucje kultury powołują się na to, że głowy nie są wystawiane na wystawach, tylko trzymane w ukryciu, w odpowiednich warunkach. Sprawa jest skomplikowana nie tylko prawnie — wielu muzealników zwraca uwagę na to, że przed pojawieniem się Europejczyków Maorysi także niegodnie obchodzili się z głowami swoich wrogów, później sami brali udział w procederze handlu nimi, oraz, że ofiarą tego zjawiska padli także mieszkańcy wyspy nie będący Maorysami. Niełatwo również dziś o ustalenie dokładnego pochodzenia poszczególnych obiektów.</p>
<h3>Tajemnicze zniknięcie</h3>
<div id="attachment_1273" class="wp-caption alignleft" style="width: 310px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/09/fot-jacek-sielski-2.jpg" rel="wp-prettyPhoto[g1242]"><img class="size-medium wp-image-1273" style="border: 1px solid black; margin: 5px 2px;" title="Co się stało z&nbsp;drugą &quot;głową&quot;?, fot. Jacek Sielski" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/09/fot-jacek-sielski-2-300x200.jpg" alt="Co sie stało z&nbsp;drugą &quot;głową&quot;?, fot. Jacek Sielski" width="300" height="200" /></a><p class="wp-caption-text">Co sie stało z drugą „głową”?, fot. Jacek Sielski</p></div>
<p>Prawdopodobnie, tak jak w przypadku głowy znajdującej się w naszym muzeum, brakuje dokumentów, które wyjaśniałyby, jak trafiły one do zbiorów. Próbując dowiedzieć się czegoś o tym obiekcie, porozmawiałam z pracownikami magazynów i działu inwentaryzacji. Jedyny zapis, jaki pozostał w księgach, to data wycenienia – 1970 rok. Wiadomo, że pochodzi ona ze zbiorów niemieckich, ale na jakiej zasadzie została przekazana  naszej placówce, nie wiadomo. Informacje, które uzyskałam, to plotki i anegdoty. Poza widzianą przeze mnie głową, w muzeum kiedyś znajdowała się także druga, która w dokumentacji nie pozostawiła po sobie żadnego śladu. Jedna z historii mówi, że była źle utrzymana i muzeum oddało ją zakonnikom w Pieniężnie, by tam dokonali jej pochówku.</p>
<h3>Czy będzie można zobaczyć „głowę” ?</h3>
<p>Czytelnika zapewne zastanawia, czy będzie on mógł zobaczyć opisany przeze mnie obiekt na własne oczy. Odwiedzający muzeum mieli szansę go ujrzeć na pierwszej wystawie stałej poświęconej Australii i Oceanii, był on wystawiany także całkiem niedawno na ekspozycji prezentującej różne techniki zdobienia ciała, gdzie, jak wspominają pracownicy Działu Etnografii Krajów Pozaeuropejskich, cieszył się  największym zainteresowaniem. Specyfika tego „eksponatu” sprawia, że nie jest on łatwy w utrzymaniu, powinien znajdować się w specjalnych warunkach. Istnieje jednak szansa, że znów ujrzy on światło dzienne.<br />
Pozostaje tylko bacznie obserwować, co dzieje się w muzeum, bo ma ono w swoich zasobach jeszcze wiele rzeczy, które zadziwiają  i budzą emocje.</p>
<p><em>Korzystałam z książki Horatio Robley’a „Moko or the Maori Tatooing”</em>.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ethnomuseum.pl/blog/2009/09/02/historia-pewnej-glowy/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Magazyny egzotyczne, czyli cały świat w jednym miejscu</title>
		<link>http://ethnomuseum.pl/blog/2009/06/26/magazyny-egzotyczne-czyli-caly-swiat-w-jednym-miejscu/</link>
		<comments>http://ethnomuseum.pl/blog/2009/06/26/magazyny-egzotyczne-czyli-caly-swiat-w-jednym-miejscu/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 26 Jun 2009 13:47:22 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Franciszek Plociennik</dc:creator>
				<category><![CDATA[muzeum]]></category>
		<category><![CDATA[eksponaty]]></category>
		<category><![CDATA[magazyny]]></category>
		<category><![CDATA[wolontariat]]></category>
		<category><![CDATA[zbiory]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ethnomuseum.pl/blog/?p=1121</guid>
		<description><![CDATA[Trudno zmieścić cały świat w jednym miejscu, choć jest to możliwe. W czeluściach podziemnych magazynów Państwowego Muzeum Etnograficznego, gdzie tylko nieliczni mają wstęp (jako wolontariusz mam szczęście do tych „nielicznych” się zaliczać), kryją się zbiory niezwykłych przedmiotów z całego świata, skromnie nazywane „egzotycznymi” lub „pozaeuropejskimi”. Ich różnorodność jest wprost oszałamiająca, a łączna liczba sięga prawie 22 tys. eksponatów, każdy z własną unikalną [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="attachment_1139" class="wp-caption alignleft" style="width: 310px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/06/gaowa-trofeum-wojenne.jpg" rel="wp-prettyPhoto[g1121]"><img class="size-medium wp-image-1139" title="Głowa -trofeum wojenne - eksponat wzbudzający duże emocje (ze zbiorów PME)" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/06/gaowa-trofeum-wojenne-300x225.jpg" alt="Głowa -trofeum wojenne - eksponam wzbudzający duże emocje." width="300" height="225" /></a><p class="wp-caption-text">Głowa –trofeum wojenne — eksponat wzbudzający duże emocje (ze zbiorów PME)</p></div>
<p>Trudno zmieścić cały świat w jednym miejscu, choć jest to możliwe. W czeluściach podziemnych magazynów Państwowego Muzeum Etnograficznego, gdzie tylko nieliczni mają wstęp (jako wolontariusz mam szczęście do tych „nielicznych” się zaliczać), kryją się zbiory niezwykłych przedmiotów z całego świata, skromnie nazywane „egzotycznymi” lub „pozaeuropejskimi”. Ich różnorodność jest wprost oszałamiająca, a łączna liczba sięga prawie 22 tys. eksponatów, każdy z własną unikalną historią zaklętą w drewnie, kości, metalu, skórze, tkaninie…</p>
<p><span id="more-1121"></span></p>
<h3>Burzliwa historia zbiorów</h3>
<p>Dawne zbiory muzeum istniejącego od końca XIX w. zostały całkowicie zniszczone i zagrabione w czasie II wojny światowej, tak więc praktycznie wszystkie przedmioty znajdujące się w nim obecnie mają rodowód powojenny, co nie oznacza, że wszystkie pochodzą z XX wieku. Wiele z nich zostało pozyskanych w czasie przejmowania ocalałych zbiorów na Ziemiach Odzyskanych, także Muzeum Narodowe w latach 50. przekazało PME część swoich zbiorów etnograficznych. Ogromny wkład w pielęgnację kultury materialnej z całego świata mieli etnografowie-badacze i etnografowie-pasjonaci obdarowujący muzeum pamiątkami ze swoich dalekich podróży, by wspomnieć tylko o dr Wacławie Korabiewiczu (bogata kolekcja przedmiotów afrykańskich), Aleksandrze i Cyprianie Kosińskich (ponad 180 afrykańskich dzieł sztuki), Józefie Siemiradzkim (różne rejony Ameryki Południowej) czy dr Marcelim Łukowiczu (110 przedmiotów z Nowej Gwinei i Australii). Obecnie magazyny mają się dobrze i prezentują się naprawdę okazale, choć pracownicy nieśmiało narzekają na brak miejsca na nowe zbiory i sugerują zwiększenie ich powierzchni.</p>
<h3>Ex Africa semper aliquid novi</h3>
<div id="attachment_1136" class="wp-caption alignleft" style="width: 310px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/06/fot-j-sielski-41.jpg" rel="wp-prettyPhoto[g1121]"><img class="size-medium wp-image-1136" style="margin: 5px 2px;" title="Włócznie w&nbsp;magazynie afrykańskim, fot. J. Sielski" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/06/fot-j-sielski-41-300x200.jpg" alt="Włócznie w&nbsp;magazynie afrykańskim, fot. J. Sielski" width="300" height="200" /></a><p class="wp-caption-text">Włócznie w magazynie afrykańskim, fot. J. Sielski</p></div>
<p>Wycieczkę po magazynach rozpoczynamy od magazynu afrykańskiego, największego i najlepiej wyposażonego. Już na wstępie w oczy rzuca się duża kolekcja broni, wśród której nader efektownie prezentuje się zbiór tarcz wojennych i ceremonialnych. Są wśród nich tarcze masajskie wykonane ze skóry bawolej i pokryte czerwono-czarnymi wzorami o ściśle określonej symbolice. Obok nich wiszą i inne, m.in. należące do wojowniczych Zulusów, drewniane, plecione, a także… skorupy żółwi, których znaczenie militarne było raczej znikome, nie były zresztą wykorzystywane do obrony ze względu na swoją kruchość i znaczną masę. W tym samym pomieszczeniu znajduje się także pokaźna liczba dzid, włóczni, łuków, strzał, pałek i wszelkiego rodzaju afrykańskich instrumentów przemocy bezpośredniej sąsiadujących z innymi instrumentami, tyle że muzycznymi, wśród których króluje ogromny balafon pochodzący prawdopodobnie z Wybrzeża Kości Słoniowej. Ciekawe połączenie — wojna i muzyka.</p>
<h3>Złoty stołek,  fetysze i sandały z opony</h3>
<p>Do najcenniejszych i subiektywnie najciekawszych przedmiotów zgromadzonych w magazynie afrykańskim zaliczają się przede wszystkim ceremonialny wodzowski „złoty stołek” Aszantów pochodzący z północnej Ghany, będący insygnium władzy i jednym z najważniejszych przedmiotów w tej kulturze. Oprócz tego unikatem w skali polskiego muzealnictwa są etiopskie manuskrypty i krzyże koptyjskie, pochodzące prawdopodobnie z XVIII wieku, a przywiezione przez wspomnianego wcześniej dr Korabiewicza. Niesamowite wrażenie robią drewniane rzeźby, wśród których znajdują się fetysze pochodzące z Konga, a także tzw. maski hełmowe Mapiko ludu Makonde z Mozambiku. Zaskakuje zbiór kilkunastu przedmiotów, głównie zabawek i prostych narzędzi codziennych wykonanych ręcznie z surowców wtórnych, takich jak sandały z kawałka opony, kubek ze starej puszki, dziecięcy samochodzik, szmaciana lalka. Ogromnej ilości innych przedmiotów — instrumentów, rzeźb, ozdób, narzędzi – nie sposób chociaż wymienić, pozostaje mieć nadzieję, że niektóre z nich ujrzą kiedyś światło dzienne jako eksponaty.</p>
<h3>Nie tylko bumerangi</h3>
<div id="attachment_1142" class="wp-caption alignleft" style="width: 250px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/06/obraz-kropkowy.jpg" rel="wp-prettyPhoto[g1121]"><img class="size-medium wp-image-1142" title="Autralijski obraz kropkowy (ze zbiorów PME)" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/06/obraz-kropkowy-300x233.jpg" alt="Autralijski obraz kropkowy (ze zbiorów PME)" width="240" height="186" /></a><p class="wp-caption-text">Autralijski obraz kropkowy (ze zbiorów PME)</p></div>
<p>Drugim co do liczby zbiorów pomieszczeniem jest magazyn australijski, który poza przedmiotami pochodzącymi z kontynentu posiada także okazy z Oceanii – Polinezji, Melanezji, Mikronezji. Ponad 2 tys. z nich pochodzi z przejętych po wojnie zbiorów niemieckiego Instytutu Antropologicznego z Wrocławia, który na kartach historii zapisał się niechlubną współpracą z hitlerowskim zbrodniarzem, dr Josephem Mengele. Pomijając ten epizod, Instytut posiadał duże zbiory etnograficzne właśnie z obszaru Australii i Oceanii, których najciekawsze okazy można aktualnie podziwiać jako eksponaty na wystawie stałej w warszawskim Muzeum Etnograficznym. Nas interesuje jednak to, co znajduje się w samym magazynie, niedostępne dla oczu zwykłych śmiertelników. Ze zbiorów poniemieckich najcenniejsze są malangany – pięknie zdobione figury wyobrażające przodków, pochodzące z Nowej Irlandii, które w liczbie czternastu stanowią unikat w skali kraju. Znaleźć można także rozmaite ozdoby ciała, począwszy od imponujących napierśników z Nowej Gwinei zdobionych muszelkami i szablami własnoręcznie upolowanej dzikiej świni (co stanowiło o męstwie i prestiżu wojownika), poprzez różnorodne bransoletki, ozdoby czoła, ozdobne grzebienie, na wdowich naszyjnikach żałobnych skończywszy.</p>
<h3>Paczka wysłana do „najwłaściwszego muzeum”</h3>
<p>Muzeum wiele zawdzięcza dr Marcelemu Łukowiczowi, który na przełomie XIX i XX wieku przez 30 lat pracował wśród Aborygenów jako lekarz i otrzymywał od nich wiele pięknych przedmiotów jako podziękowanie za swoją pracę. Swoją kolekcję 115 przedmiotów wysłał do Polski z niejasnym podpisem: ”do najwłaściwszego muzeum”, przez co trafiła ona najpierw do Muzeum Narodowego, a następnie została przekazana Muzeum Etnograficznemu. Wśród należących do niej przedmiotów wyróżniają się piękne, drewniane misy ceremonialne Ku ze wschodniej</p>
<div id="attachment_1147" class="wp-caption alignleft" style="width: 163px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/06/figurka-moai.jpg" rel="wp-prettyPhoto[g1121]"><img class="size-medium wp-image-1147" title="Figurka moai (ze zbiorów PME)" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/06/figurka-moai1-191x300.jpg" alt="Figurka moai (ze zbiorów PME)" width="153" height="240" /></a><p class="wp-caption-text">Figurka moai (ze zbiorów PME)</p></div>
<p>Nowej Gwinei oraz czuringi, czyli charakterystyczne drewniane instrumenty ofiarowywane młodym chłopcom aborygeńskim w czasie inicjacji, pokryte rycinami symbolizującymi drogi przodków. Przedmioty te stanowiły tabu dla kobiet i niewtajemniczonych, a przebywanie w pobliżu mężczyzny wydobywającego dźwięki za pomocą swojej czuringi (poprzez przymocowanie jej do sznurka i machanie dookoła „ósemki” czuringa wydaje specyficzny, świszczący dźwięk), zgodnie z wierzeniami, mogło skończyć się tragicznie. Zupełnie odrębna historia dotyczy bumerangów, pozyskanych zarówno ze zbiorów poniemieckich, jak i od Łukowicza. Są wśród nich ogromne bumerangi ceremonialne, pokryte rycinami i specjalną glinką w kolorze ochry, te służące do walki wręcz (tzw. łabędzie szyje, w kształcie litery L), te służące do polowania na ptaki i ryby (wilgotny i zalesiony rejon Queensland), a także zabawki, które służyły do treningu i jako jedyne spośród wszystkich innych wracały do rzucającego.</p>
<h3>Czy rentgen to sztuka?</h3>
<p>W ramach przekazu rządu australijskiego w 1978 roku pozyskano kolejne 110 przedmiotów, a były to głównie malowidła na korze eukaliptusa pochodzące z Ziemi Arnhem – tzw. obrazy rentgenowskie (przedstawiające zwierzęta łącznie z ich organami wewnętrznymi) a także niesamowite obrazy kropkowe, nazywane „obrazami-tekstami”. W istocie stanowią one formę zaszyfrowanej opowieści o przodkach lub mapy świętego dla Aborygenów miejsca, gdzie wszystkie informacje są przekazywane za pomocą różnokolorowych kropek. Jeden z najnowszych nabytków muzealnych to właśnie taki obraz, wykonany w latach 90. przez Kassidi Tjapaljarri, wyobrażający świętą Górę Allan.</p>
<h3>Kierunek Azja i Ameryka</h3>
<div id="attachment_1156" class="wp-caption alignleft" style="width: 280px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/06/fot-j-sielski-6.jpg" rel="wp-prettyPhoto[g1121]"><img class="size-medium wp-image-1156" style="margin: 5px 2px;" title="Budda - król magazynu azjatyckiego, fot. J. Sielski" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/06/fot-j-sielski-6-300x200.jpg" alt="Budda - król magazynu azjatyckiego, fot. J. Sielski" width="270" height="180" /></a><p class="wp-caption-text">Budda — król magazynu azjatyckiego, fot. J. Sielski</p></div>
<p>W kolejnych trzech pomieszczeniach przechowywane są zbiory pochodzące z Azji i Ameryki, a także broń z całego świata. Są one zdecydowanie skromniejsze niż te opisane wcześniej. Jako miłośnik Dalekiego Wschodu z pewnym zdziwieniem przyjąłem fakt, że z tak płodnego i bogatego kulturowo obszaru świata jest stosunkowo niewiele przedmiotów. A są wśród nich stroje ceremonialne, bogato zdobione, i codzienne z Chin, Korei, Indii, jest także kilka wspaniałych, starych kimon japońskich. Praktycznie nie ma zbiorów pochodzących z Syberii, bowiem spłonęły one w pożarze w czasie wojny i nie udało się ich już odtworzyć. Uwagę przykuwają mongolskie maski, lalki z jawajskiego teatru cieni oraz misternie zdobione, w całości ręcznie wykonane chińskie wycinanki, w co aż trudno uwierzyć, biorąc pod uwagę złożoność wzorów.</p>
<h3>Wycinanka z sierpem i młotem</h3>
<p>Tradycyjna sztuka nie oparła się indoktrynacji, co w zbiorach muzeum owocuje pięknymi czerwonymi wycinankami z sierpem i młotem pośród motywów roślinnych i zwierzęcych. Ciekawie prezentuje się też figurka uśmiechniętego Buddy umieszczona w kartonowym pudełku.</p>
<div id="attachment_1164" class="wp-caption alignleft" style="width: 210px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/06/fot-j-sielski-13.jpg" rel="wp-prettyPhoto[g1121]"><img class="size-medium wp-image-1164" style="margin: 5px 2px;" title="Autor artykułu fotografujący chińską wycinanke z&nbsp;sierpem i&nbsp;młotem, fot. J. Sielski" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/06/fot-j-sielski-131-200x300.jpg" alt="Autor artykułu fotografujący chińską wycinanke z&nbsp;sierpem i&nbsp;młotem, fot. J. Sielski" width="200" height="300" /></a><p class="wp-caption-text">Autor artykułu fotografujący chińską wycinanke z sierpem i młotem, fot. J. Sielski</p></div>
<p>Zbiory amerykańskie również nie należą do najbogatszych, ale jest tu sporo interesujących przedmiotów. Pochodzą one w większości od polskich podróżników (Józef Siemiradzki, Ameryka Południowa) i prywatnych kolekcjonerów, takich jak Michał Gieysztor (dorzecze Amazonki) i Konstanty Podhorski (przedmioty eskimoskie, Alaska), także rząd Meksyku i meksykańskie Muzeum Kultury ofiarowało muzeum część swoich zbiorów – stroje, maski, rzeźby i figurki ceremonialne.</p>
<h3>Eksponaty przyprawiające o gęsią skórkę</h3>
<p>Można tu znaleźć czarki i rurki służące do zaparzania yerba mate, tradycyjnego napoju indiańskiego z Amazonii, a także przyprawiające o gęsią skórkę wypreparowane główki plemienia łowców głów, czyli Indian Jivaro z Ekwadoru, pochodzące z lat 30. XX wieku. Wśród figurek można się doszukać wyobrażeń „Świętej Śmierci”, czyli pseudochrześcijańskiego obiektu kultu w Meksyku.<br />
W magazynie z bronią zdecydowanie dominuje biały oręż azjatycki, w tym kilka oryginalnych japońskich mieczy katana i wakizashi, niestety w złym stanie technicznym, a także sztylety kris pochodzące z Indonezji, pałki, maczugi, łuki, strzały i włócznie, w tym ceremonialne. Do najstarszych przedmiotów (XVII-XIX wiek) należą japońskie tsuby (okrągła część miecza pomiędzy rękojeścią a ostrzem osłaniająca dłoń), są także elementy zbroi samurajskiej, w tym hełm w stylu kabuto.<br />
Magazyny muzeum to niesamowite miejsce, gdzie można obcować z przedmiotami za całego świata i doświadczać ich historii. A zbiory pozaeuropejskie to tylko ułamek bogactwa Muzeum Etnograficznego.</p>
<p><em>Franciszek Płóciennik</em></p>
<p><strong>Autor jest wolontariuszem w Państwowym Muzeum Etnograficznym.</strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ethnomuseum.pl/blog/2009/06/26/magazyny-egzotyczne-czyli-caly-swiat-w-jednym-miejscu/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Inspirująca tradycja. Noc w Państwowym Muzeum Etnograficznym</title>
		<link>http://ethnomuseum.pl/blog/2009/06/19/inspirujaca-tradycja-noc-w-panstwowym-muzeum-etnograficznym/</link>
		<comments>http://ethnomuseum.pl/blog/2009/06/19/inspirujaca-tradycja-noc-w-panstwowym-muzeum-etnograficznym/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 19 Jun 2009 11:13:56 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Anna Skladanowska</dc:creator>
				<category><![CDATA[muzeum]]></category>
		<category><![CDATA[wydarzenia]]></category>
		<category><![CDATA[edukacja]]></category>
		<category><![CDATA[inspiracja]]></category>
		<category><![CDATA[moda]]></category>
		<category><![CDATA[muzyka]]></category>
		<category><![CDATA[Noc Muzeów]]></category>
		<category><![CDATA[Tradycja]]></category>
		<category><![CDATA[wolontariat]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ethnomuseum.pl/blog/?p=1008</guid>
		<description><![CDATA[16 maja 2009 roku miała miejsce Noc Muzeów.  Tematem przewodnim tegorocznej imprezy w Państwowym Muzeum Etnograficznym była tradycja w połączeniu z inspiracją. Odwiedziło nas około 7000 osób! Bardziej niż tradycję kocham… Specjalnie na tę okazję do naszego muzeum zaproszeni zostali liczni artyści i wykonawcy, którzy stanowili atrakcję wieczoru. Przez całą noc zwiedzającym towarzyszyła tematycznie związana z wystawami muzyka, filmy, pokazy mody oraz [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="attachment_1075" class="wp-caption alignleft" style="width: 196px"><img class="size-medium wp-image-1075" style="border: 1px solid black; margin: 5px 2px;" title="Feszyn na&nbsp;ludowo, fot. Krystyna Wodecka" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/06/fot-k-wodecka-7251-233x300.jpg" alt="Feszyn na&nbsp;ludowo, fot. Krystyna Wodecka" width="186" height="240" /><p class="wp-caption-text">Feszyn na ludowo, fot. Krystyna Wodecka</p></div>
<p>16 maja 2009 roku miała miejsce Noc Muzeów.  Tematem przewodnim tegorocznej imprezy w <a href="http://www.pme.waw.pl/about.php" target="_blank">Państwowym Muzeum Etnograficznym</a> była tradycja w połączeniu z inspiracją. Odwiedziło nas około 7000 osób!</p>
<h3>Bardziej niż tradycję kocham…</h3>
<p>Specjalnie na tę okazję do naszego muzeum zaproszeni zostali liczni artyści i wykonawcy, którzy stanowili atrakcję wieczoru. Przez całą noc zwiedzającym towarzyszyła tematycznie związana z wystawami muzyka, filmy, pokazy mody oraz wiele innych atrakcji, w których każdy osobiście mógł wziąć udział.  Przypomnijmy sobie zatem wydarzenia tej wyjątkowej i niepowtarzalnej nocy.</p>
<p>.</p>
<p>.</p>
<p>.</p>
<p><span id="more-1008"></span></p>
<h3>Solo na balafonie — <a href="http://strefarytmu.pl/about/gwidon.html" target="_blank">Gwidon Cybulski</a></h3>
<p><strong><em>Gra w zespole <a href="www.myspace.com/gadajacatykwa" target="_blank">„Gadająca Tykwa”</a>, w trio <a href="http://www.strefarytmu.pl/oferta/zespoly/wielblady.html" target="_blank">„Wielbłądy”</a>, współpracuje ze stowarzyszeniem <a href="http://www.studnia.org/" target="_blank">„Studnia O”</a>, a także z <a href="http://www.teatrroma.pl/" target="_blank">Teatrem Muzycznym „Roma”</a>.</em></strong></p>
<p>Balofon to instrument pochodzący z Afryki Zachodniej. Jego cechą charakterystyczną są wiszące owoce tykwy (służące jako pudełka rezonansowe) umieszczone pod deseczkami, w które się uderza. <a href="http://strefarytmu.pl/about/gwidon.html" target="_blank">Gwidon Cybulski</a> jest muzykiem multiinstrumentalistą grającym między innymi na ngoni, gitarze, didgeridoo, harmonijkach ustnych, djembe, kongach oraz  balofonie. Swoje umiejętności zaprezentował wszystkim w sali, w której mieści się wystawa stała poświęcona Afryce.</p>
<blockquote>
<p style="text-align: justify;">
<div id="attachment_1082" class="wp-caption alignleft" style="width: 280px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/06/img_4329.jpg" rel="wp-prettyPhoto[g1008]"><img class="size-medium wp-image-1082" style="border: 1px solid black; margin: 5px 2px;" title="Gwidon Cybulski, fot. Krystyna Wodecka" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/06/img_43042-300x200.jpg" alt="Gwidon Cybulski, fot. Krystyna Wodecka" width="270" height="180" /></a><p class="wp-caption-text">Gwidon Cybulski, fot. Krystyna Wodecka</p></div>
<p>Urzekło mnie cudowne brzmienie balofonu i naturalna energia z niego płynąca. Zacząłem grać. Moją inspiracją jest muzyka afrykańska, hinduskie melodie oraz polskie rytmy. Tworzę własne melodie, gram na balofonie muzykę świata. Zawsze fascynowała mnie naturalna Afryka, nie przetworzona, dlatego właśnie balofon jest moją ostatnią miłością. Jego czyste dźwięki zbliżają mnie do afrykańskiej kultury. Podczas koncertów staram się naśladować języki plemion afrykańskich, nie znam ich – chodzi o stworzenie niepowtarzalnego klimatu. Pierwszy raz grałem całkowicie sam podczas Nocy Muzeów. Jeżeli chodzi o dzisiejsze wydarzenia w muzeum, uważam, że jest to bardzo trafiony pomysł. Na każdym piętrze jest wystawa dotycząca innej kultury, dlatego muzyczne nawiązanie do każdej z nich jest ciekawą koncepcją. Zespoły, których koncerty odbywają się dzisiaj, świetnie dopełniają muzeum etnograficzne. Moim zdaniem bardzo udana impreza.  <em>Gwidon Cybulski</em></p></blockquote>
<p class="mceTemp">
<dl id="attachment_1051" class="wp-caption alignleft" style="width: 269px;">
<dt class="wp-caption-dt"><img class="size-medium wp-image-1051" style="border: 1px solid black; margin: 5px 2px;" title="John Enemuo, fot. Jacek Sielski" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/06/img_3707-300x200.jpg" alt="John Enemuo, fot. Jacek Sielski" width="259" height="173" /></dt>
<dd class="wp-caption-dd">John Enemuo, fot. Jacek Sielski</p>
</dd>
</dl>
<h3>Nigeryjska muzyka ludu Igbo — John Enemuo</h3>
<p><strong><em>W Polsce od 2007 roku  prowadzi <a href="http://www.akachukwu.art.pl/" target="_blank">Afrykańskie Przedsięwzięcie Artystyczno-Edukacyjne Aka-Chukwu</a> zajmujące się propagowaniem tradycyjnej kultury afrykańskiej poprzez warsztaty, pokazy i koncerty.</em></strong></p>
<p>Dźwięki bębnów Johna Enemuo – nigeryjskiego muzyka –  przeniosły wszystkich w rodzinne strony artysty.  John zaprezentował nam tradycyjną muzykę swojego ludu  Igbo, gdzie bębny są jednym z głównych instrumentów nadających puls pieśniom. Muzyka w kulturze Igbo jest bardzo ważna. Ludzie śpiewają, grają o każdej porze dnia i nocy, podczas wesel, pogrzebów, maskarad. John gra od dziecka. Tradycja w jego rodzinie była i jest obecna cały czas. Muzyka jest jednym z głównych elementów codzienności. Od najmłodszych lat  brał udział w muzycznych ceremoniach i obrzędach.  Swoim talentem i muzycznymi zdolnościami dzieli się z innymi ludźmi, aby także i oni mogli całkowicie oddać się muzyce, która w sercach każdego jest swoistą inspiracją do działania. Dlatego też prowadzi warsztaty, na które przychodzi coraz więcej osób. Podczas występu muzyka spotkałyśmy wiele osób zafascynowanych jego grą. Niektórzy pytali artystę o możliwość uczestniczenia w warsztatach. Bajeczne brzmienie bębnów z całą pewnością pozostało w sercu tych, którzy mieli okazję je usłyszeć. Żona Johna jest etnografem i pochodzi z Polski. Podzieliła się z nami swoimi spostrzeżeniami dotyczącymi muzeum.</p>
<blockquote><p>Pomysł połączenia koncertów z wystawami jest piękny. Bardzo mi się podoba. Brakuje mi jednak możliwości używania tego, co jest. Jeżeli są to instrumenty, chciałabym, żeby można było pograć. Jeżeli jakieś tradycyjne stroje, żeby można było przymierzyć. Zobaczyć, jak coś się robi, a także zrobić coś samemu. Mieć żywy kontakt z tym, co jest przedstawione na wystawach. Móc się niejako zidentyfikować w większy sposób z kulturą i tradycją. <em>Katarzyna Enemuo</em></p></blockquote>
<p><a href="http://www.flickr.com/photos/ethnomuseum/tags/nocmuzeow2009/" target="_blank"></a></p>
<p class="mceTemp">
<dl id="attachment_1049" class="wp-caption alignleft" style="width: 250px;">
<dt class="wp-caption-dt"><img class="size-medium wp-image-1049" style="border: 1px solid black; margin: 5px 2px;" title="Kapela de Latourów z&nbsp;Milanówka, fot. Krystyna Wodecka" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/06/fot-k-wodecka-288-300x225.jpg" alt="Kapela de Latourów z&nbsp;Milanówka, fot. Krystyna Wodecka" width="240" height="180" /> </dt>
<dd class="wp-caption-dd">Kapela de Latourów z Milanówka, fot. Krystyna Wodecka </dd>
</dl>
<h3><a href="http://kapelazmilanowka.prv.pl" target="_blank">Kapela de Latourów z Milanówka</a></h3>
<p><em><strong>Katarzyna, Daniel, Franek de Latour </strong></em></p>
<p><em><strong>Kapela gra od 1998 roku. W 1999 roku Katarzyna i Daniel de Latour zdobyli wyróżnienie na Festiwalu Nowa Tradycja i od tego czasu ciągle muzykują na potańcówkach, koncertach, warsztatach i imprezach szkolnych.</strong></em></p>
<blockquote><p>Gramy utwory bezpośrednio wzięte ze wsi (polki, mazurki, oberki, kujawiaki). Autentyczne melodie, nie przetwarzane, takie jakie są w oryginale. Dużo podróżowaliśmy po wsiach i miasteczkach, ucząc się tam od ludzi różnych ciekawych melodii. Zarówno ja jak i mąż od dziecka mieliśmy kontakt z muzyką. I tak już zostało. Muzyka nas połączyła i jest cały czas obecna w naszym życiu. Od samego początku muzykowaliśmy razem.  Szczęściem jest dla nas, że nasz syn Franek się do nas przyłączył i jest tym zainteresowany. Materiały i utwory zbieramy od ludzi mieszkających na wsi. Mąż jest plastykiem, ja natomiast muzykiem klasycznym.  Wykonywanie muzyki ludowej jest naszym hobby. Robimy to z zamiłowania i z prawdziwą przyjemnością. Tradycja towarzyszy nam w życiu codziennym. Wyrażamy ją między innymi przez muzykę, którą poznajemy przez ludzi i jesteśmy im za to bardzo wdzięczni. W muzeum bardzo nam się podoba. Ciekawe wydaje mi się połączenie wystaw z koncertami. <em>Katarzyna de Latour</em></p></blockquote>
<p><a href="http://www.flickr.com/photos/ethnomuseum/tags/nocmuzeow2009/" target="_blank"></a></p>
<p class="mceTemp">
<dl id="attachment_1046" class="wp-caption alignleft" style="width: 280px;">
<dt class="wp-caption-dt"><img class="size-medium wp-image-1046" style="border: 1px solid black; margin: 5px 2px;" title="Dikanda, fot. Krystyna Wodecka" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/06/fot-k-wodecka-235-300x225.jpg" alt="Dikanda, fot. Krystyna Wodecka" width="270" height="203" /> </dt>
<dd class="wp-caption-dd">Dikanda, fot. Krystyna Wodecka </dd>
</dl>
<h3><a href="http://lebowski.hosted.pl/dikanda/" target="_blank">Dikanda</a> — Energetyczna podróż po muzyce świata</h3>
<p><em><strong>Ania Witczak — śpiew, akordeon, Kasia Dziubak — skrzypce, śpiew, Daniel Kaczmarczyk – bębny, Piotr Rejdak – gitara, Grzegorz Kolbrecki – kontrabas.</strong></em></p>
<p>Grupa, której koncert odbył się podczas tegorocznej Nocy Muzeów w Państwowym Muzeum Etnograficznym, powstała w 1997 roku. Nazwa zespołu w jednym z afrykańskich dialektów oznacza rodzinę. Członkowie grupy żyją i koncertują jak rodzina, a miłość do tradycji inspirowana kulturą orientu oraz folklorem bałkańskim (macedońskim i cygańskim)  pozwoliły im stworzyć niezwykle oryginalne brzmienie i własny, niepowtarzalny styl. Zaraz po koncercie miałyśmy okazję porozmawiać z Anią Witczak – wokalistką zespołu. Był to pierwszy występ grupy podczas Nocy Muzeów. Ani podobał się pomysł połączenia wystaw muzealnych z muzyką i koncertami.</p>
<blockquote><p>Bardzo fajni ludzi, pozytywna energia. Cieszy nas, że ludzie odbierają naszą muzykę w piękny sposób, że wzrusza ich ona tak samo jak nas. Muzyka jest dla nas drogą, którą podążamy przez całe życie. Trudno jest oderwać koncertowanie od życia codziennego. Codzienność przeplata się z pracą. Mnie samej pieśń towarzyszy wszędzie, nawet w najgorszych chwilach śpiewam, słucham. Muzyka jest ze mną, odkąd pamiętam. Mam dużą wrażliwość na dźwięk. Cieszy mnie to i staram się dzielić z innymi darem, jakim jest śpiewanie, a który jest całym moim życiem. Myślę, że każdy z <a href="http://lebowski.hosted.pl/dikanda/" target="_blank">Dikandy</a> ma podobne odczucia. Muzyka jest dla nas bardzo ważna i staramy się przekazać ludziom jak najwięcej pozytywnej energii płynącej z naszych koncertów.  <em>Ania Witczak</em></p></blockquote>
<p><a href="http://www.flickr.com/photos/ethnomuseum/tags/nocmuzeow2009/" target="_blank"></a></p>
<div id="attachment_1063" class="wp-caption alignleft" style="width: 250px"><img class="size-medium wp-image-1063" style="border: 1px solid black; margin: 5px 2px;" title="Dacha-Bracha, fot. Krystyna Wodecka" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/06/fot-k-wodecka-13-1-300x266.jpg" alt="Dacha-Bracha, fot. Krystyna Wodecka" width="240" height="213" /><p class="wp-caption-text">Dacha-Bracha, fot. Krystyna Wodecka</p></div>
<h3><a href="http://www.flickr.com/photos/ethnomuseum/tags/nocmuzeow2009/" target="_blank">Dacha-Bracha</a> — Etno-chaos z Ukrainy</h3>
<p><em><strong>Nina Horenecka, Iryna Kowalenko, Ołersandra Harbuzowa, Ołena Cybulska (wszystkie należące do grupy folkowej Krałyci, kier. art. Iwan Synielnikow), a także Marko Hałanewycz. </strong></em></p>
<p>Świat powstał z Chaosu, muzyka zrodziła się z duszy ludu. Etno i chaos dały początek muzyce, którą wykonuje zespół z Ukrainy. Słowa tworzące nazwę zespołu pochodzą z języka staroukraińskiego i dosłownie oznaczają dawać i brać. Instrumenty, na jakich grają artyści to indyjskie tabla, gong buddyjski, wiolonczela, marakasy, rosyjskie treszczotki. Koncert zgromadził liczną publiczność, która doskonale bawiła się w rytm ukraińskiej muzyki folkowej.</p>
<h3>Kino nieme ma głos!</h3>
<p><em><strong>Pokaz filmów etnograficznych oraz Kino nocne „Tradycja-nowoczesność – niebezpieczne związki”</strong></em></p>
<p>Nie zabrakło także czegoś dla miłośników starego kina. W muzeum można było obejrzeć archiwalne filmy etnograficzne, które przeniosły nas w świat ludowych rzemiosł oraz obrzędów zarejestrowanych bez użycia dźwięku, zatrzymanych jedynie w formie obrazu filmowego. Archiwalnym</p>
<div id="attachment_1087" class="wp-caption alignleft" style="width: 210px"><img class="size-medium wp-image-1087" style="border: 1px solid black; margin: 5px 2px;" title="Zakochani na&nbsp;tle baobabu, fot. Jacek Sielski" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/06/img_4329-200x300.jpg" alt="Zakochani na&nbsp;tle baobabu, fot. Jacek Sielski" width="200" height="300" /><p class="wp-caption-text">Zakochani na tle baobabu, fot. Jacek Sielski</p></div>
<p>filmom towarzyszyła współczesna muzyka folkowa dopełniająca obrazy.  Natomiast po północy, kiedy koncerty dobiegły końca, w sali kinowej rozpoczął się nocny seans filmów o różnej tematyce nawiązującej do kultur z różnych stron świata.</p>
<h3>Legendy z trupomarketu</h3>
<p><em><strong><a href="http://www.wiadomosci24.pl/artykul/swiat_malowany_slowem_rzecz_o_muzeum_opowiadaczy_historii_21406.html" target="_blank">Michał Malinowski</a> (opowieść), <a href="http://www.pomianowska.art.pl/htmpl/frameset.htm" target="_blank">Maria Pomianowska</a> (muzyka)</strong></em></p>
<p>Odraza, wstręt, ohyda – te oraz inne odczucia towarzyszyły podczas spotkania z <a href="http://www.wiadomosci24.pl/artykul/swiat_malowany_slowem_rzecz_o_muzeum_opowiadaczy_historii_21406.html" target="_blank">Michałem Malinowskim</a> i <a href="http://www.pomianowska.art.pl/htmpl/frameset.htm" target="_blank">Marią Pomianowską</a>, którzy w fascynujący sposób przedstawili legendy grozy w sali znajdującej się nieopodal wystawy „Wampiry, strzygi i spółka”. Cała opowieść opierała się na tradycyjnych podaniach ludowych o zmorach, strzygach, wampirach i innych makabrycznych postaciach z całego świata. <a href="http://www.wiadomosci24.pl/artykul/swiat_malowany_slowem_rzecz_o_muzeum_opowiadaczy_historii_21406.html" target="_blank">Michał Malinowski</a> swoją opowieścią w unikalny sposób przeniósł słuchaczy na tereny dawnego cmentarzyska niedaleko miasta, gdzie miał pojawić się nowy Supermarket. Godzina strachu i przerażenia, a wszystko oprawione muzyką w wykonaniu <a href="http://www.pomianowska.art.pl/htmpl/frameset.htm" target="_blank">Marii Pomianowskiej</a>! Artyści w ciekawy sposób połączyli opowieść grozy z muzyką, która potęgowała atmosferę strachu.</p>
<div id="attachment_1048" class="wp-caption alignleft" style="width: 310px"><img class="size-medium wp-image-1048" title="Wizualizacje podczas koncertu Dacha-Brachy, fot. Jacek Sielski" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/06/img_4264-300x200.jpg" alt="Wizualizacje podczas koncerty Dacha-Brachy, fot. Jacek Sielski" width="300" height="200" /><p class="wp-caption-text">Wizualizacje podczas koncertu Dacha-Brachy, fot. Jacek Sielski</p></div>
<h3>Wizualizacje: <a href="http://www.cinemanual.pl/" target="_blank">CineMaNual</a></h3>
<p><em><strong>Specjalne projekcje aktywne autorstwa Krzysztofa Owczarka</strong></em></p>
<p>W muzeum można było między innymi zobaczyć powstające na żywo wizualizacje analogowe w postaci animacji slajdów autorstwa Krzysztofa  Owczarka. Obrazy widoczne na ekranie przeniosły widzów w inne, abstrakcyjne światy — światy liczb, magicznych symboli, liter, rysunków i wzorów. Wszystko to idealnie zsynchronizowane z muzyką tworzyło niepowtarzalny i magiczny klimat oraz skłaniało do refleksji nad samą muzyką i jej miejscem w życiu każdego człowieka.</p>
<div id="attachment_1090" class="wp-caption alignleft" style="width: 193px"><img class="size-medium wp-image-1090" style="border: 1px solid black; margin: 5px 2px;" title="Feszyn na&nbsp;ludowo, fot. Krystyna Wodecka" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/06/fot-k-wodecka-140-1-225x300.jpg" alt="Feszyn na&nbsp;ludowo, fot. Krystyna Wodecka" width="183" height="243" /><p class="wp-caption-text">Feszyn na ludowo, fot. Krystyna Wodecka</p></div>
<h3>Feszyn i Wizaż na ludowo</h3>
<p><em><strong>Pokaz mody inspirowany folklorem </strong></em></p>
<p>Jedną z głównych atrakcji wieczoru z całą pewnością był pokaz mody inspirowany motywami ludowymi. Niesamowitą kolekcję kolorowych strojów oraz charakteryzację specjalnie dla nas przygotowali studenci Wydziału Charakteryzacji <a href="http://www.charakteryzacja.pl/studium/" target="_blank">Aktywnego Studium Plastycznego Technik Teatralno-Filmowych</a> i <a href="http://www.wsa.art.pl/" target="_blank">Wyższej Szkoły Artystycznej</a>. Był to pierwszy udział młodych artystów w folklorystycznym pokazie mody. „Do wzięcia udziału w pokazie skłoniła mnie przede wszystkim ciekawość, możliwość tworzenia, a także chęć nowych wyzwań” – wyznała nam jedna z modelek – „Moja sukienka wykonana została z papieru i koronki. To zdumiewające, że z tak prostych rzeczy można stworzyć dzieło sztuki”. Dziewczyna miała racje, jej oryginalnego stroju pragnął dotknąć każdy, a stojący nieopodal pan podzielił się z nami swoją refleksją: „Przedstawiona tutaj moda, która nawiązuje do tradycji ludowej,  jest odpowiednia do potrzeb ludzi w czasie kryzysu, ponieważ można tworzyć fajne rzeczy z każdego rodzaju materiału niewielkim kosztem”. Zdumione trafnością jego słów postanowiłyśmy porozmawiać na ten temat z jedną z projektantek.</p>
<blockquote>
<div id="attachment_1101" class="wp-caption alignleft" style="width: 189px"><img class="size-medium wp-image-1101" style="border: 1px solid black; margin: 5px 2px;" title="Feszyn na&nbsp;ludowo, fot. Krystyna Wodecka" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/06/fot-k-wodecka-6451-226x300.jpg" alt="Feszyn na&nbsp;ludowo, fot. Krystyna Wodecka" width="179" height="238" /><p class="wp-caption-text">Feszyn na ludowo, fot. Krystyna Wodecka</p></div>
<p>Inspiracją dla mnie stały się koronki i koraliki oraz tradycyjne ludowe stroje noszone przez kobiety. Materiałami przeze mnie użytymi był papier, tkaniny oraz koronki. Podczas tworzenia kreacji miałam pełną dowolność we wszystkim. Jestem zadowolona z efektów mojej pracy.  Połączenie ludowych motywów ze współczesnymi krojami pozwoliło uzyskać prawdziwie artystyczne, pełne uroku kreacje prezentowane przez całą noc.</p></blockquote>
<p>Swoje wariacje na temat ludowości przedstawiły także młode adeptki sztuki charakteryzacji. Artystki jednogłośnie stwierdziły, że jest to dla nich nowe wyzwanie, a także świetna okazja, by nabrać niezbędnego w tej branży doświadczenia. Jedna zdradziła nam również, że profesjonalna charakteryzacja jednej osoby trwa ok. trzech godzin. Nie wystraszyło to chętnych do pomalowania twarzy dziewcząt, które chcąc poczuć się jak prawdziwe modelki, ustawiały się w kolejkę i cierpliwie czekały aż ich policzki pokryją kolorowe wzory.</p>
<div id="attachment_1050" class="wp-caption alignleft" style="width: 250px"><img class="size-medium wp-image-1050" title="Wycinankarka Wiesława Bogdańska, fot. Krystyna Wodecka" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/06/fot-k-wodecka-295-300x225.jpg" alt="Wycinankarka Wiesława Bogdańska, fot. Krystyna Wodecka" width="240" height="180" /><p class="wp-caption-text">Wycinankarka Wiesława Bogdańska, fot. Krystyna Wodecka</p></div>
<h3>Cięta tradycja</h3>
<p><em><strong>Sztuka wycinania w wykonaniu <a href="http://www.powiat.ostroleka.pl/stronki/artysci/bogdanskawi.html" target="_blank">Wiesławy Bogdańskiej</a></strong></em></p>
<p>Nie mniej pracochłonna okazała się sztuka wycinania w wykonaniu twórczyni ludowej <a href="http://www.powiat.ostroleka.pl/stronki/artysci/bogdanskawi.html" target="_blank">Wiesławy Bogdańskiej</a>. O swojej pasji powiedziała: „Pochodzę z rodziny o ludowych tradycjach. Wzory wycinanek wymyślam sama, pomysły na nie czerpię z głowy oraz z przyrody (np. igiełki drzew, kwiaty, ptaki)” . Historia tworzenia wycinanek sięga dawien dawna, kiedy to wycinanki pełniły rolę elementów zdobniczych i dekoracyjnych. Tradycyjnie wzory na papierze wycinano nożycami do strzyżenia owiec i za pomocą kleju połączonego z mąką przylepiano do ściany. Obecnie wycinanki są oprawiane i traktowane jako innego rodzaju dekoracja. Zrobienie małej wycinanki, „miniaturki” zabiera pani Wiesławie ok. 15 minut, natomiast dużej -  1,5 godziny.</p>
<h3>Etnomassmix – kolektywizm twórczy w wielowątkowej symbolice</h3>
<p><a href="http://massmix.bzzz.net/" target="_blank"><strong><em>Grupa massmix live</em></strong></a></p>
<div id="attachment_1066" class="wp-caption alignleft" style="width: 250px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/06/img_4328.jpg" rel="wp-prettyPhoto[g1008]"><img class="size-medium wp-image-1066" title="Etnomassmix, fot. Jacek Sielski" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/06/img_4328-300x200.jpg" alt="Etnomassmix, fot. Jacek Sielski" width="240" height="160" /></a><p class="wp-caption-text">Etnomassmix, fot. Jacek Sielski</p></div>
<p>Sporym zainteresowaniem cieszył się interaktywny projekt grupy <a href="http://massmix.bzzz.net/" target="_blank">Massmix</a>, powstały z okazji wernisażu wystawy „Etnogadżet. Pamiątka z muzeum”. Wycięte z taśmy samoprzylepnej etnoelementy pomysłodawcy przykleili do ścian, rozpoczynając w ten sposób podstawę dla swojego projektu. Podczas Nocy Muzeów zwiedzający mieli okazję wcielić się w rolę kontynuatorów dzieła i do naklejonych na ścianie geometrycznych wzorów dodawali własne fragmenty etno vlepek.</p>
<p><a href="http://massmix.bzzz.net/09-05-etnogadzet.html" target="_blank">Zapraszamy do obejrzenia galerii zdjęć  »&gt;</a></p>
<p>Grupa <a href="http://massmix.bzzz.net/" target="_blank">Massmix</a> liczy 9 osób, całkowicie nie związanych z żadną szkołą artystyczną. Wszystkiego co potrafią, nauczyli się sami. Nazwa ich grupy oznacza mix dla mas lub masowy mix. Jest to grupa streetart’owa, zajmująca się projektowaniem elementów, które następnie naklejane są przez ludzi w formie vlepek. Sztuką ulicy interesują się od 6 lat, w tworzenie swoich projektów chcą angażować przypadkowych ludzi do wspólnej pracy, która jest ich pasją i pewną formą oderwania się od codzienności. Ich głowy są pełne nowych pomysłów – najnowszym z nich jest idea stworzenia ruchomych rzeźb 3D stworzonych np. ze styropianu. Jak zapewniał nas jeden z twórców, lubią eksperymentować ze swoją twórczością i dawać początek nowym, oryginalnym projektom.</p>
<div id="attachment_1067" class="wp-caption alignleft" style="width: 250px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/06/img_3705.jpg" rel="wp-prettyPhoto[g1008]"><img class="size-medium wp-image-1067" title="Recykling tradycji, fot. Jacek Sielski" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/06/img_3705-300x200.jpg" alt="Recykling tradycji, fot. Jacek Sielski" width="240" height="160" /></a><p class="wp-caption-text">Recykling tradycji, fot. Jacek Sielski</p></div>
<h3>Recykling tradycji</h3>
<p><em><strong>Akcja z praniem w tle</strong></em></p>
<p>Ciekawym pomysłem i dobrą zabawą dla odwiedzających muzeum etnograficzne był happening z praniem w tle, który w oryginalny sposób pozwolił na odświeżenie tradycji, będącej dla każdego czymś zupełnie innym. Uczestnicy  musieli między innymi pisemnie odpowiedzieć na pytanie, czym dla nich jest tradycja. Kartki z odpowiedziami  zawieszali za pomocą klamerek na specjalnie w tym celu rozwieszonych sznurach.  Będąca dekoracją zabytkowa pralka „Frania” odzwierciedlała istotę tego projektu, ponieważ dzięki niej uczestnicy mogli poczuć się jak w pralni. Autorzy pomysłu w oryginalny sposób zachęcili ludzi do współtworzenia ekspozycji. To kolejny przykład interaktywnej zabawy podczas Nocy Muzeów, dzięki której każdy miał szansę pozostawić po sobie ślad w postaci wyrażenia swojej myśli, zapisując ją na kartce. Cała zabawa skłaniała ludzi do refleksji nad istotą tradycji w życiu codziennym każdego z nich. Jedną z wielu osób, z którymi miałyśmy okazję porozmawiać, była Pani Aleksandra z córkami Natalią i Agatą.</p>
<blockquote>
<div id="attachment_1097" class="wp-caption alignleft" style="width: 310px"><img class="size-medium wp-image-1097" style="border: 1px solid black; margin: 5px 2px;" title="Recykling tradycji, fot. Jacek Sielski" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/06/img_4281-300x200.jpg" alt="Recykling tradycji, fot. Jacek Sielski" width="300" height="200" /><p class="wp-caption-text">Recykling tradycji, fot. Jacek Sielski</p></div>
<p>Bardzo im się podobało. Świetny pomysł, ponieważ uwalnia myśli, a także umożliwia chwilowe zatrzymanie się i zastanowienie się nad istotą rodzimych tradycji, o których nie myślimy na co dzień. Jest to także ciekawy sposób pokazania naszym dzieciom elementów przeszłości, których nie widziały.</p></blockquote>
<p>„Akcja z praniem w tle” cieszyła się dużym zainteresowaniem gości muzeum, którym tradycja nie jest obojętna. „Chcę napełnić tradycję głosem mojego serca, sięgając do własnych korzeni. Uważam, że nasze własne zwyczaje mogą stać się tradycją. Dlatego bardzo podoba mi się pomysł świadomego łączenia tradycji ze współczesnością” — wyznała jedna z uczestniczek.</p>
<h3>Stoisko z płytami</h3>
<p>Zainteresowani mogli zapoznać się z<a href="http://www.folk.pl/" target="_blank"> ofertą sklepu muzycznego</a>, na którego stoisku prezentowana była folkowa muzyka z różnych stron świata. Największym zainteresowaniem cieszyły się oczywiście płyty zespołów występujących podczas Nocy Muzeów tj. <a href="http://lebowski.hosted.pl/dikanda/" target="_blank">Dikandy</a> i <a href="http://www.wschodnifolk.com/dachabracha.html" target="_blank">Dacha-Brachy</a>.</p>
<h3>Opinie</h3>
<div id="attachment_1103" class="wp-caption alignleft" style="width: 213px"><img class="size-medium wp-image-1103" style="border: 1px solid black; margin: 5px 2px;" title="Konserwatorka Joanna Krasuska ze św. Mikołajem, fot. Krystyna Wodecka" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/06/fot-k-wodecka-294-225x300.jpg" alt="Konserwatorka Joanna Krasuska ze św. Mikołajem, fot. Krystyna Wodecka" width="203" height="270" /><p class="wp-caption-text">Konserwatorka Joanna Krasuska ze św. Mikołajem, fot. Krystyna Wodecka</p></div>
<p>Miałyśmy okazję porozmawiać z wieloma osobami, które w tę noc zawitały do naszego muzeum. Wiele z nich zjawiło się tutaj po raz kolejny. Przyciągnęła ich tutaj ciekawość oraz liczne atrakcje. Noc Muzeów była również doskonałą okazją na spotkanie przyjaciół.  Większość osób dowiedziała się o programie muzeum etnograficznego z Internetu, z ulotek bądź od znajomych. Odwiedzającym spodobał się pomysł interaktywnej zabawy (<a href="http://massmix.bzzz.net/" target="_blank">Etnomassmix</a>, recykling tradycji), w której mogli wziąć udział i wyrazić siebie. Ludzie byli zadowoleni, że mogą pozostawić po sobie jakąś pamiątkę w muzeum. Zdecydowana większość osób chętnie angażowała się w przygotowane dla nich projekty.  Wszystkim podobała się różnorodność atrakcji przygotowanych na Noc Muzeów. Dla większości osób ciekawym wydał się pomysł łączenia wystaw z oprawą muzyczną w wykonaniu artystów (<a href="http://www.akachukwu.art.pl/" target="_blank">John Enemuo</a>, <a href="http://strefarytmu.pl/about/gwidon.html" target="_blank">Gwidon Cybulski</a>, <a href="http://kapelazmilanowka.prv.pl/" target="_blank">Kapela de Latourów z Milanówka</a>), dużo osób zainteresowanych było wycinankami pani Wiesławy Bogdańskiej. Największym zainteresowaniem cieszyła się wystawa „Wampiry, strzygi i spółka”, która dla większości odwiedzających pełniła rolę edukacyjną, dzięki której można było poznać rumuńskie legendy i wierzenia na temat śmierci oraz zapoznać się z tradycyjnym rumuńskim obrzędem pochówku.</p>
<div id="attachment_1105" class="wp-caption alignleft" style="width: 280px"><img class="size-medium wp-image-1105" style="border: 1px solid black; margin: 5px 2px;" title="Już po&nbsp;wszystkim! Pracownicy i&nbsp;wolontariusze około 3 nad&nbsp;ranem, fot. Krystyna Wodecka" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/06/fot-k-wodecka-864-300x200.jpg" alt="Już po&nbsp;wszystkim! Pracownicy i&nbsp;wolontariusze około 3 nad&nbsp;ranem, fot. Krystyna Wodecka" width="270" height="180" /><p class="wp-caption-text">Już po wszystkim! Pracownicy i wolontariusze około 3 nad ranem, fot. Krystyna Wodecka</p></div>
<p>Pracownicy i wolontariusze muzeum starali się by wszystko przebiegało sprawnie oraz bezproblemowo. Szczególnie pomocny okazał się udzielający ludziom niezbędnych informacji wolontariusz Franciszek. Wskazywał drogę, odpowiadał na pytania dotyczące programu.</p>
<blockquote><p>Najczęściej ludzie pytają mnie gdzie znajduje się dana wystawa, bądź koncert. Dużo osób pyta także o wampiry. Staram się wszystkim pomagać i udzielać informacji w jak najlepszy sposób.</p></blockquote>
<p>Tegoroczną Noc Muzeów uważamy za bardzo udaną i mamy nadzieję, że inni bawili się równie dobrze jak my. <a href="http://www.flickr.com/photos/ethnomuseum/tags/nocmuzeow2009/" target="_blank"></a></p>
<p><em>Anna Składanowska, Małgorzata Wróbel</em></p>
<p><em><br />
</em></p>
<p><em><strong>Autorki są wolontariuszkami w Państwowym Muzeum Etnograficznym w Warszawie.</strong></em> <em><strong>Podczas Nocy Muzeów 2009 pełniły rolę muzealnych dziennikarek. </strong></em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ethnomuseum.pl/blog/2009/06/19/inspirujaca-tradycja-noc-w-panstwowym-muzeum-etnograficznym/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Co się kryje w magazynach naszego muzeum?</title>
		<link>http://ethnomuseum.pl/blog/2009/05/11/co-sie-kryje-w-magazynach-naszego-muzeum/</link>
		<comments>http://ethnomuseum.pl/blog/2009/05/11/co-sie-kryje-w-magazynach-naszego-muzeum/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 11 May 2009 14:58:29 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Anna Skladanowska</dc:creator>
				<category><![CDATA[muzeum]]></category>
		<category><![CDATA[eksponaty]]></category>
		<category><![CDATA[magazyny]]></category>
		<category><![CDATA[wolontariat]]></category>
		<category><![CDATA[zbiory]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ethnomuseum.pl/blog/?p=732</guid>
		<description><![CDATA[Pod koniec kwietnia w Państwowym Muzeum Etnograficznym w Warszawie miała miejsce  trzygodzinna, niezwykła podróż dookoła świata, której uczestnikami byliśmy my — wolontariusze i stażyści zaangażowani w sprawy Muzeum. Udało się nam odbyć wycieczkę do miejsc na co dzień niedostępnych dla zwiedzających – magazynów muzealnych, które mieszczą tysiące eksponatów, dzieł sztuki, przedmiotów codziennego użytku i innych przywiezionych z różnych stron świata. Poznaliśmy historię każdego z nich, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="attachment_733" class="wp-caption alignleft" style="width: 170px"><img class="size-medium wp-image-733" style="margin: 5px 2px;" title="Magazyn tkanin Państwowego Muzeum Etnograficznego w&nbsp;Warszawie, fot. Jacek Sielski" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/05/fot-j-sielski-59-200x300.jpg" alt="Magazyn tkanin Państwowego Muzeum Etnograficznego w&nbsp;Warszawie, fot. Jacek Sielski" width="160" height="240" /><p class="wp-caption-text">Magazyn tkanin Państwowego Muzeum Etnograficznego w Warszawie, fot. Jacek Sielski</p></div>
<p>Pod koniec kwietnia w Państwowym Muzeum Etnograficznym w Warszawie miała miejsce  trzygodzinna, niezwykła podróż dookoła świata, której uczestnikami byliśmy my — wolontariusze i stażyści zaangażowani w sprawy Muzeum. Udało się nam odbyć wycieczkę do miejsc na co dzień niedostępnych dla zwiedzających – <a href="http://www.pme.waw.pl/collections.php" target="_blank">magazynów muzealnych</a>, które mieszczą tysiące eksponatów, dzieł sztuki, przedmiotów codziennego użytku i innych przywiezionych z różnych stron świata. Poznaliśmy historię każdego z nich, dzięki czemu przez chwilę mogliśmy poczuć atmosferę polskiej wsi, dotknąć oryginalnych, etnicznych instrumentów muzycznych, kwieciście zdobionych mebli, ręcznie wykonanej ceramiki, czy oswoić się z niebezpieczną bronią.</p>
<h3>Podróż po Polsce</h3>
<p>Nasza podróż zaczęła się od rodzimego polskiego podwórka. Pomieszczenia gromadzące eksponaty związane z polską kulturą ludową wzbudziły w nas uzasadnione zainteresowanie. Przedmioty tu zebrane poświęcone są najważniejszym świętom obchodzonym w naszym kraju. Dzięki nim można jednocześnie poczuć atmosferę rodzinnych świąt Bożego Narodzenia, oddać się zabawie podczas karnawału, jak również radosnej Wielkanocy. Wprost niesamowite, że cały rok zatrzymał się tutaj w jednej chwili!</p>
<p><span id="more-732"></span></p>
<h3>Co możemy znaleźć w magazynach…</h3>
<div id="attachment_738" class="wp-caption alignleft" style="width: 268px"><img class="size-medium wp-image-738" style="margin: 5px 2px;" title="Drewniane koniki w&nbsp;magazynach muzealnych, fot. Jacek Sielski" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/05/fot-j-sielski-20-300x200.jpg" alt="fot-j-sielski-20" width="258" height="172" /><p class="wp-caption-text">Drewniane koniki w magazynach muzealnych, fot. Jacek Sielski</p></div>
<p>Oprócz zbiorów związanych z czasem świątecznym, obejrzeliśmy także wiele przedmiotów niemalże zapomnianych, które kiedyś niezbędne na co dzień, już dawno wyszły z użycia. Narzędzia rolnicze, wyplatane kosze, strugane w drewnie i lepione z gliny naczynia, to tylko niektóre z licznych eksponatów zebranych w muzeum. Mieliśmy szansę zobaczyć i dotknąć różnokolorowych tkanin i strojów ludowych, które dzięki swym misternie wykonanym ozdobom, haftom i koronkom zainteresowały nie tylko nasze koleżanki, ale i kolegów.<br />
Pierwszym magazynem, jaki zobaczyliśmy, był magazyn tkanin.  Jest to ogromne pomieszczenie, mieszczące w sobie ogromne kolekcje z różnych regionów Polski i dawnych Kresów Wschodnich. Zdumiewające jest, że każdy z elementów odzieży oraz  tkaniny znajdującej się w tym pomieszczeniu, posiada swój oryginalny wzór, w którym zaklęta jest historia jego tworzenia.</p>
<h3>Następny przystanek:  Sztuka!</h3>
<p>Magazyny gromadzące sztukę tj. malarstwo, rzeźbę, pięknie zdobione meble oraz kolorową ceramikę były kolejnym przystankiem na naszej drodze. Zaskoczeniem dla wszystkich był „boży komputer”, na którego widok wszystkim nasunęła się refleksja — co też autor miał na myśli tworząc tak oryginalną rzeźbę?</p>
<div id="attachment_744" class="wp-caption alignleft" style="width: 171px"><img class="size-medium wp-image-744" style="border: 1px solid black; margin: 1px;" title="Boży komputer, fot. Jacek Sielski" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/05/komputer-186x300.jpg" alt="Boży komputer, fot. Jacek Sielski" width="161" height="259" /><p class="wp-caption-text">Boży komputer, fot. Jacek Sielski</p></div>
<p>.</p>
<h3>Spotkanie z egzotyką</h3>
<p>Z polskiej wsi przenieśliśmy się w świat egzotyki odległych kontynentów Azji, Australii, Afryki i Ameryki. W przeznaczonych tej tematyce magazynach znaleźliśmy m.in. figurki, rytualne maski, naszyjniki, przedmioty codziennego użytku, broń, zabawki, stroje i wiele innych przedmiotów pozaeuropejskiego pochodzenia. Poznaliśmy cząstkę teatralnego życia w Mozambiku, z którego przyjechały do nas kołatki, marionetki, lalki oraz instrumenty muzyczne. Męska cześć naszej grupy zainteresowała się w szczególności bronią i tarczami wykonanymi z grubych skór zwierzą i skorup żółwi, a zrobiony z monet miecz kremacyjny, miał w rękach każdy z nich. Duże emocje wzbudziły w nas specjalnie zabezpieczone trujące strzały, których jednak nikt z nas nie odważył się dotknąć w celu potwierdzenia niebezpieczeństwa.<br />
Kontynuując naszą międzykontynentalną podróż zawitaliśmy w samo serce Azji, gdzie odkryciem jednej z naszych koleżanek był ceremonialny bębenek wykonany z ludzkiej czaszki! Nikt nie mógł oprzeć się pokusie dotknięcia tak unikalnego eksponatu. Azja otworzyła przed nami jeszcze</p>
<div id="attachment_772" class="wp-caption alignleft" style="width: 250px"><img class="size-medium wp-image-772" style="margin: 5px 2px;" title="Magazyn ceramiki, fot. Jacek Sielski" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/05/fot-j-sielski-381-300x200.jpg" alt="fot-j-sielski-381" width="240" height="160" /><p class="wp-caption-text">Magazyn ceramiki, fot. Jacek Sielski</p></div>
<p>jedną ciekawostkę w postaci wycinanek, których głównym motywem były kwiaty, smoki i symbole narodowe.</p>
<p>Niewyjaśnioną zagadką jest dla nas umiejętność nadzwyczaj precyzyjnego wykonania tak drobnych elementów.<br />
W magazynie Ameryki na nowo mogliśmy odczuć atmosferę karnawałowej zabawy, dzięki kolorowej sukni przywiezionej prosto z roztańczonego Rio De Janeiro.</p>
<h3>„Nie wstydźmy się tradycji!”</h3>
<p>Nie sposób w jeden dzień dokładnie zapoznać się z historią wszystkich zbiorów zgromadzonych przez Państwowe Muzeum Etnograficzne. Jednak dzięki tej wycieczce mieliśmy niepowtarzalną okazję zobaczyć i dotknąć oryginalnych przedmiotów oraz poczuć radość, jaką dostarcza obcowanie z kulturą. Czas naszej podróży w prawdzie nieubłaganie dobiegł końca, ale na szczęście, dzięki muzealnym wystawom możemy nie raz powrócić na szlak naszej przygody i na nowo pobudzić wyobraźnię.</p>
<div id="attachment_775" class="wp-caption alignleft" style="width: 187px"><img class="size-medium wp-image-775" style="border: 1px solid black; margin: 5px 2px;" title="Chińska wycinanka, fot. Anna Składanowska" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/05/21-281x300.jpg" alt="Chińska wycinanka, fot. Anna Składanowska" width="177" height="189" /><p class="wp-caption-text">Chińska wycinanka, fot. Anna Składanowska</p></div>
<p>Potwierdziły się nasze przekonania o potrzebie ciągłości tradycji każdego kraju, gdyż to ona niezaprzeczalnie kształtuje naszą tożsamość. Dlatego podsumowaniem niech stanie się myśl wypowiedziana przez jednego z pracowników muzeum : „Nie wstydźmy się tradycji”, nie bójmy się wspólnie jej tworzyć dla następnych pokoleń.</p>
<p><em>Anna Składanowska<br />
Justyna  Nagiel</em></p>
<p>.</p>
<p>.</p>
<p>.</p>
<p style="text-align: center;">
<p><em>.</em></p>
<div id="attachment_788" class="wp-caption alignleft" style="width: 241px"><img class="size-medium wp-image-788" style="border: 3px solid black; margin: 5px 2px;" title="Autorki w&nbsp;magazynach, fot. Jacek Sielski" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/05/fot-j-sielski-1181-300x200.jpg" alt="fot-j-sielski-1181" width="231" height="154" /><p class="wp-caption-text">Autorki w magazynach, fot. Jacek Sielski</p></div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ethnomuseum.pl/blog/2009/05/11/co-sie-kryje-w-magazynach-naszego-muzeum/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>W muzeum już straszy</title>
		<link>http://ethnomuseum.pl/blog/2009/04/06/w-muzeum-juz-straszy/</link>
		<comments>http://ethnomuseum.pl/blog/2009/04/06/w-muzeum-juz-straszy/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 06 Apr 2009 15:53:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Katarzyna Lipińska</dc:creator>
				<category><![CDATA["z życia działu"]]></category>
		<category><![CDATA[muzeum]]></category>
		<category><![CDATA[wampiry]]></category>
		<category><![CDATA[wydarzenia]]></category>
		<category><![CDATA[wystawy]]></category>
		<category><![CDATA[Rumunia]]></category>
		<category><![CDATA[wernisaż]]></category>
		<category><![CDATA[wolontariat]]></category>
		<category><![CDATA[wystawa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ethnomuseum.pl/blog/?p=354</guid>
		<description><![CDATA[Zaczęło się. W piątek, 3 kwietnia o godz. 18.00 w gmachu Państwowego Muzeum Etnograficznego w Warszawie została otwarta wystawa o złowieszczo brzmiącym tytule „Wampiry, strzygi i spółka”, która przyjechała do Warszawy z rumuńskiego Muzeum Wsi Banackiej w Timiszoarze. Jako wolontariusze współpracujący z muzeum postanowiliśmy zdać relację z wernisażu. Ekspozycja mieści się w „Sali kieratowej”, jednak już po przekroczeniu progu muzeum dało się odczuć jej klimat — w holu budynku, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Zaczęło się. W piątek, 3 kwietnia o godz. 18.00 w gmachu Państwowego Muzeum Etnograficznego w Warszawie została otwarta wystawa o złowieszczo brzmiącym tytule „Wampiry, strzygi i spółka”, która przyjechała do Warszawy z rumuńskiego <a href="http://www.msbtm.ro/" target="_blank">Muzeum Wsi Banackiej w Timiszoarze</a>. Jako wolontariusze współpracujący z muzeum postanowiliśmy zdać relację z wernisażu.</p>
<div id="attachment_359" class="wp-caption aligncenter" style="width: 310px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/04/img_2578.jpg" rel="wp-prettyPhoto[g354]"><img class="size-medium wp-image-359" title="img_2578" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/04/img_2578-300x200.jpg" alt="Prof. Otilia Hedesan z&nbsp;Uniwersytetu Zachodniego w&nbsp;Timiszoarze; fot.Jacek Sielski" width="300" height="200" /></a><p class="wp-caption-text">Prof. Otilia Hedesan (w środku) opowiada zebranym o strzygach; fot.Jacek Sielski</p></div>
<p><span id="more-354"></span>Ekspozycja mieści się w „<a href="http://ethnomuseum.pl/blog/?p=113" target="_blank">Sali kieratowej</a>”, jednak już po przekroczeniu progu muzeum dało się odczuć jej klimat — w holu budynku, gdzie odbyła się część powitalna dla gości, stały świeczki, służące do odpędzania ewentualnych strzyg mających chęć obejrzeć wystawę, pojawiły się też lampki z winem ( a może krwią?…) oraz rumuńskie wiktuały do nabycia w muzealnej kafejce Bily Konicek. Gości powitał dyrektor Muzeum Etnograficznego, dr Adam Czyżewski, a zaraz później zostali oni uraczeni przez p. prof. Otilię Hedesan z Uniwersytetu Zachodniego w Timiszoarze ludową opowieścią o tym, jak rozpoznać strzygę. <em>Dobrze, że nie spotykamy się tu o północy, mogłoby być niebezpiecznie…</em> — zażartował p. Dorian Branea, dyrektor Rumuńskiego Instytutu Kultury. <em>W rumuńskich wierzeniach istnieją cztery niebezpieczne pory dnia i nocy </em>- uściśliła prof. Hedesan — <em>północ, południe, szósta rano i szósta wieczorem. Czyli teraz. Ale nie ma się czego obawiać. Chronią nas ustawione tu świeczki, a w razie czego wystarczy strzydze wbić kołek w serce i koniec</em>.</p>
<div id="attachment_360" class="wp-caption aligncenter" style="width: 310px"><a href="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/04/img_2595.jpg" rel="wp-prettyPhoto[g354]"><img class="size-medium wp-image-360" title="img_2595" src="http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2009/04/img_2595-300x200.jpg" alt="Nawet najzwyczajniesze przedmioty mają swoje znaczenie i&nbsp;funkcje w&nbsp;obrzędzie pogrzebowym; fot.Jacek Sielski" width="300" height="200" /></a><p class="wp-caption-text">Nawet najzwyczajniesze pokazane na wystawie przedmioty mają swoje znaczenie i funkcje w obrzędzie pogrzebowym; fot.Jacek Sielski</p></div>
<h3>Wystawa</h3>
<p>Sama ekspozycja, ukazująca wystrój tradycyjnej chałupy rumuńskiej wraz z większością codziennych sprzętów zajmuje połowę powierzchni niedużej „Kieratówki”. Jednak myliłby się ten, kto by uznał ją za „zwykły skansen”. Każdy przedmiot jest szczegółowo opisany pod kątem  ochrony przed duszami zmarłych powracającymi, aby niepokoić żywych, a bogactwo znaczeń i rytuałów związanych ze zwykłą szpilką, odwróconą miotłą, krzesłem z antropomorficznym wizerunkiem jest wprost zdumiewająca. Poza tym uwagę przykuwają niesamowite maski przedstawiające ludzi i demony. W drugiej części sali odbyło się spotkanie z prof. Otylią Hedesan, pomysłodawczynią wystawy i autorką książki „Siedem esejów o strzygach”, stanowiącej jej punkt wyjścia. Jej opowieści i komentarze do pokazu slajdów stanowiącego rodzaj przewodnika po rumuńskich obrzędach pogrzebowych i środkach ochrony przed strzygami cieszyły się ogromną popularnością wśród zwiedzających. Przedstawiono także dwa krótkie filmy dokumentalne: „Jodło, jodełko…” Vasile Cretu i Sandu Dragosa z 1967 roku oraz współczesny: „W Transylwanii i na tamtym świecie” Floriana Iepana, w ciekawy sposób zestawiający spojrzenie na rumuńskie wierzenia zarówno wewnątrz kultury, jak i z zewnątrz.</p>
<h3>Kogo przyciągnęła ta niesamowita wystawa?</h3>
<p>Zgadywaliśmy zwiedzających o wstępne wrażenia z wystawy skonfrontowane z oczekiwaniami i wyobrażeniami na jej temat. <em>Podoba mi się ta inicjatywa, na pewno przyjdę zobaczyć coś więcej</em> — twierdzi Wiesław Andryczyk, śpiewak operetkowy. Jak sam mówi o sobie, lubi awangardowe i niszowe przedsięwzięcia, szuka czegoś oryginalnego, niezwykłego, mrocznego. W podobnym tonie wypowiadało się wielu gości, zwłaszcza tych szczególnie zainteresowanych kulturą ludową Rumunii, znających język rumuński, podróżników. Wielu z nich już wcześniej miało kontakty z <a href="http://www.icr.ro/warszaw/" target="_blank">Rumuńskim Instytutem Kultury</a> i zostało specjalnie zaproszonych. Jednego z nich, studenta PR, „etnografa z zamiłowania”, zainteresowanego także wizerunkiem wampira w popkulturze, „Wampiry…” pobudziły do refleksji o podobieństwach między kulturami w tej kwestii, że „kultura jest odpowiedzią na lęk przed śmiercią”. Jednak wystawa nie na wszystkich pasjonatach zrobiła wrażenie. <em>To jest nic, nic tu nie ma. Do Rumunii trzeba pojechać, żeby tego doświadczyć</em> — skwitował ekspozycję jeden z przybyłych, od 10 lat podróżujący po Rumunii i zakochany w jej kulturze. <em>Pogaństwo odeszło już do lamusa, teraz jest tam normalnie, po chrześcijańsku</em> — dodał.</p>
<p>Wśród przybyłych, oprócz miłośników ludowej kultury rumuńskiej, pojawiła się także spora grupka długowłosych i ubranych na czarno młodzieńców i dziewcząt. Ci, z którymi udało się porozmawiać, praktycznie bez wyjątku interesowali się fantastyką, demonologią, ezoteryką i od dawna wyczekiwali tej wystawy, inni po prostu zobaczyli na ulicy plakat promujący wystawę z widocznym z daleka słowem-kluczem „Wampiry” oraz oprawą graficzną parafrazującą okładkę jednej z płyt heavymetalowej kapeli Napalm Death, co skłoniło ich do zajrzenia do muzeum. Niektórzy wychodzili wyraźnie zawiedzeni — małą liczbą eksponatów, brakiem „grozy, pali, okrucieństwa”, spodziewając się mocnych wrażeń w stylu wizerunków Draculi „legendarnego”, wysysającego krew z młodych dziewic, lub Draculi „historycznego”, wbijającego na pale swych wrogów. W tym kontekście dla wielu rozmówców szczególnie atrakcyjny okazał się sam pomysł na promocję wystawy oraz bogaty program imprez towarzyszących, na czele z sesjami gier RPG i pokazami filmów. Ekspozycja zebrała pozytywne opinie, jednak nie wywołała „dreszczyku emocji”. Muzeum Etnograficzne otrzymało wiele pochwał za tak niecodzienną inicjatywę, niektórzy zwiedzający nawet z pewnym zawstydzeniem przyznawali, że są tu pierwszy raz „z własnej woli” i wyrażali chęć obejrzenia innych wystaw, jeśli tylko zostaną one zaprezentowane w sposób ciekawszy i oryginalniejszy niż te zapamiętane z wycieczek szkolnych.</p>
<p><a href="http://www.flickr.com/photos/ethnomuseum/sets/72157616338495093/" target="_blank">Zdjęcia z wernisażu»&gt;</a></p>
<p><em>Katarzyna Lipińska</em></p>
<p><em>Franciszek Płóciennik</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ethnomuseum.pl/blog/2009/04/06/w-muzeum-juz-straszy/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

