Beta

Bądź na bieżąco - RSS

Etno-notatki z podmiejskiej chatki: czasem chatkę trzeba porzucić, by z radością do niej powrócić.

2 lutego 2012 | | Brak komentarzy

Notatka z terenu: ‘Pilaw z gra­na­tem i morze herbaty…/ Nidż i lesz­czy­nowe sady/ święte źródła i święte drzewa/gromady indy­ków i samotne krowy/ Dla­czego  nie wzię­łam z PL swe­tra?!! /opuszczone kościoły i nowy meczet/ ’Randka w ciemno’ po azersku/ brak kawy, brak kawy‘. Teren to Azer­bej­dżan, wieś Nidż (http://en.wikipedia.org/wiki/Nij,_Azerbaijan), do któ­rej na stu­dyjny wyjazd poje­chała dwójka pra­cow­ni­ków PME, pro­wa­dzo­nych na miej­scu przez przed­sta­wi­ciela Amba­sady RP w Baku oraz miesz­kań­ców wsi — Udinów.

Udini, bez­po­średni spad­ko­biercy Alba­nii Kau­ka­skiej, zaj­mują szcze­gólne miej­sce wśród naro­dów zamiesz­ku­ją­cych współ­cze­sny Azer­bej­dżan. Jako jedyni spo­śród kau­ka­skich etno­sów powią­za­nych z Alba­nią Kau­ka­ską Udini zacho­wali swój język i kul­turę oraz, pomimo braku wła­snego kościoła, chrze­ści­jań­ską wiarę. Wzmianki o Udi­nach poja­wiały się w pra­cach sta­ro­żyt­nych auto­rów, gdzie okre­ślani są mia­nem Uti/Udy. Grecki pisarz Strabo (63/64 p.n.e. – ok. 20 n.e.) opi­suje Udi­nów w swo­jej Geo­gra­fii. Poja­wiają się oni rów­nież w Histo­rii Natu­ral­nej Pli­niu­sza Star­szego (I w. n.e.) oraz w Geo­gra­fii Pto­le­me­usza (ok. 83 – 161 n.e.). Albań­ski pisarz Moj­żesz Kałan­ka­tuj­ski podaje naj­peł­niej­szą infor­ma­cję na temat Udi­nów oraz histo­rii Alba­nii, pod­kre­śla­jąc, że sam pocho­dzi z Uti. Region Uti zamiesz­kały przez Udi­nów był nazy­wany przez sta­ro­żyt­nych auto­rów Otena i był jedną z histo­rycz­nych czę­ści Alba­nii, zaj­mu­jącą cen­tralną część kraju do gra­nicy z Ibe­rią (sta­ro­żyt­nym pań­stwem na wscho­dzie Gru­zji). Obec­nie na świe­cie żyje jedy­nie 10 tysięcy Udi­nów, z któ­rych więk­szość zamiesz­kuje miej­sco­wość Nidż.

Czy­taj całość »

Kategorie: badania terenowe, Etno-notatki z podmiejskiej chatki, Tradycja
Tagi: , , ,

1 lutego 2012 | | 2 komentarze

Wisława Szym­bor­ska „Muzeum”

 

Są tale­rze, ale nie ma ape­tytu.
Są obrączki, ale nie ma wza­jem­no­ści
od co naj­mniej trzy­stu lat. Jest wachlarz – gdzie rumieńce?
Są mie­cze – gdzie gniew?
I lut­nia ani brzęk­nie o sza­rej godzinie.

Z braku wiecz­no­ści zgro­ma­dzono
dzie­sięć tysięcy sta­rych rze­czy.
Omszały woźny drze­mie słodko
zwie­siw­szy wąsy nad gablotką.

Metale, glina, piórko pta­sie
cichutko try­um­fują w cza­sie.
Chi­cho­cze tylko szpilka po śmieszce z Egiptu.

Korona prze­cze­kała głowę.
Prze­grała dłoń do ręka­wicy.
Zwy­cię­żył prawy but nad nogą.

Co do mnie, żyję, pro­szę wie­rzyć.
Mój wyścig z suk­nią nadal trwa.
A jaki ona upór ma!
A jak by ona chciała przeżyć!

 

 

 

 

 

Kategorie: Bez kategorii

ALASITAS

27 stycznia 2012 | | Brak komentarzy

Co roku, 24-go stycz­nia, boli­wij­skie La Paz zapeł­nia się sprze­daw­cami minia­tu­rek. W zmi­ni­ma­li­zo­wa­nej wer­sji można dostać wszystko: od dzban­ków i garn­ków, po dobry, mar­kowy samo­chód. Wszystko mak­sy­mal­nie kil­ku­na­sto­cen­ty­me­trowe. Tylko do czego może słu­żyć taki nabytek?

Tak naprawdę do niczego; przed­mioty mają bowiem zna­cze­nie sym­bo­liczne: kupu­jący mate­ria­li­zuje w ten spo­sób swoje marze­nia i plany na nad­cho­dzący rok, mając nadzieję, że dzięki wsta­wien­nic­twu bóstwa ajmara, Ekeko, staną się one rze­czy­wi­sto­ścią. Miał on jed­nak obfi­cie darzyć ludzi dobrami nie tylko mate­rial­nymi, ale także ducho­wymi i fizycz­nymi. Stąd też maleń­kie figurki dzieci dla pra­gną­cych potom­stwa, czy amu­lety dla spra­gnio­nych miło­ści (w tym jed­nak przy­padku, lepiej taki amu­let dostać, niż kupić samemu).

Święto to, nazwane Ala­si­tas, co w języku ajmara zna­czy “kup mi”, trwa ponad dwa tygo­dnie i przy­ciąga do mia­sta ponad cztery tysiące rze­mieśl­ni­ków i arty­stów, ale też roz­ma­itych firm, które mogą sprze­dać swoje pro­dukty w trak­cie nie­koń­czą­cego się targu.

Jed­nak to pierw­szy dzień jest naj­waż­niej­szy. Wtedy wła­śnie, w samo połu­dnie, odbywa się rytuał ch’alla, czyli skro­pie­nie minia­tu­rek alko­ho­lem i oka­dze­nie ich, połą­czone z modli­twą. W trak­cie tej cere­mo­nii mie­szają się wpływy przed­hisz­pań­skie i kato­lic­kie, nie­któ­rzy bowiem wzy­wają wsta­wien­nic­twa Ekeko, a inni Jezusa lub Matki Boskiej.

Maleń­kie przed­mioty tra­fiają potem do rąk dzieci, dla któ­rych do dziś sta­no­wią nie lada atrak­cję (nie­jedna mała dama urzą­dziła sobie tak miej­sce do zabawy w dom). Może to wła­śnie od nich i typowo dzie­cin­nego nawo­ły­wa­nia „Kup mi!” wzięła się nazwa święta?

Kategorie: Ameryka Południowa, Antropologia kultury, rok obrzędowy, Tradycja
Tagi: , ,

Res musealiae: Maglownica w swej funkcji pierwotnej/ maglownica sensualna/maglownica racjonalna/maglownica – fotel/ maglownica jako idea. Część II

Nie pod­nieca mnie Wenus z Milo” — roz­mowa z Macie­jem Pęca­kiem, prze­pro­wa­dzona w Kra­ko­wie, w maju 2009 r.

 

Mał­go­rzata Jasz­czołt: Powiedz dla­czego inspi­rują cię „ludowe” formy ?

Maciej Pęcak: Dla­tego, że są „ponad­cza­sowe”. Ich bryła jest cał­ko­wi­cie ponad­cza­sowa. Ten kto to zro­bił bar­dzo dbał o kształt, o formę tego przed­miotu. Dla mnie to już nie jest tylko przed­miot, to jest bar­dzo ładna bryła rzeźbiarska.

M.J. Jako forma. A może coś wię­cej o tej for­mie. Jak ty to odbie­rasz ? Jak te formy cię inspi­rują ? Co w nich widzisz ? I jak mógł­byś uza­sad­nić to, że są ponadczasowe ?

M.P. Są ponad­cza­sowe. Bo gene­ral­nie to taka forma abs­trak­cyjna. Ma funk­cję i formę. I jest jed­no­cze­śnie niezależna.

M.J. To zna­czy, że dany przed­miot ma swoją uty­li­tarną funk­cję, a jed­no­cze­śnie jest piękny cie­kawy jako forma, jako forma rzeźbiarska.

M.P. Zasłu­guje na sza­cu­nek, zde­cy­do­wa­nie ten kto to zro­bił. Daw­niej robili to hur­tem, ale jed­nak z dużą dba­ło­ścią kształtu. A drewno ma w sobie duszę. To jest mate­riał, który żyje i to jest istotne. Prze­cho­dzi sam sie­bie, daje sie­bie. Mnó­stwo jest prze­cież takich przed­mio­tów: zwy­kłe nosi­dła do nosze­nia wody, maglow­nice…

Czy­taj całość »

Kategorie: Muzealia, sztuka ludowa, Tradycja
Tagi:

Vegeta dla Świętego Bazylego

13 stycznia 2012 | | Brak komentarzy

Do mace­doń­skiej wsi Roga­czewo bie­gnie ser­pen­ty­nia­sta droga pnąca się mię­dzy osa­dami bez wyraź­nego końca i początku. Gra­nice poszcze­gól­nych wsi, jasne dla wędru­ją­cych pie­szo, stają się nie­uchwytne dla patrzą­cych z okna samo­chodu. Te miej­sca nie zapra­szają nowo­cze­sno­ści, ona wpra­sza się sama wypo­sa­żona w tempo zbyt szyb­kie by ujrzeć detale. Patrzy wzro­kiem krót­ko­wi­dza. I to takiego po kilku kie­lisz­kach. Wieś pra­wo­sławną od muzuł­mań­skiej dzieli odle­głość pię­ciu sekund.

Czy­taj całość »

Kategorie: badania terenowe, rok obrzędowy, Tradycja
Tagi: ,

Mędrcy Świata

6 stycznia 2012 | | Brak komentarzy

Pod­czas w gdy w Pol­sce dla wielu osób święto Trzech Króli ozna­cza tylko wolne od pracy, w Mek­syku jest to dzień nie­cier­pli­wie ocze­ki­wany, zwłasz­cza przez naj­młod­szych. Zgod­nie bowiem z tra­dy­cją, która dotarła tam z Hisz­pa­nii, pre­zen­tów nie roz­daje dzie­ciom brzu­chaty pan w czer­wo­nym kostiu­mie, zwany z angiel­ska Santa Claus, a wła­śnie Reyes Magos – Mago­wie, któ­rzy przy­byli ze Wschodu. Sta­nowi to jasne nawią­za­nie do darów, które zło­żyli przed nowo­na­ro­dzo­nym Jezu­sem: złoto sym­bo­li­zo­wało jego kró­lew­ską naturę, kadzi­dło – boską, a mirra miała przy­wo­dzić na myśl przy­szłą męczeń­ską śmierć. Tak więc Trzej Mędrcy, któ­rzy byli w sta­nie dostrzec praw­dziwe prze­zna­cze­nie Dzie­ciątka leżą­cego na sia­nie, dziś potra­fią odgad­nąć ukryte pra­gnie­nia malu­chów i doro­słych, by móc im przy­nieść tra­fione podarki.

Świę­to­wa­nie roz­po­czyna się wie­czo­rem 5-go stycz­nia, kiedy to Kawal­kada Kró­lów Magów prze­cho­dzi przez mia­sto. W Hisz­pa­nii w orszaku idą nie tylko Mędrcy jadący na swo­ich wiel­błą­dach, ale i postaci spoza biblij­nego kanonu, jak cho­ciażby… Shrek czy Pio­truś Pan. W Mek­syku kawal­kada pozo­staje jed­naj bar­dziej tra­dy­cyjna, ale nie mniej cie­kawa. Kró­lo­wie pozdra­wiają wszyst­kich zebra­nych i hoj­nym gestem rzu­cają im cukierki lub inne sło­dy­cze.

Czy­taj całość »

Kategorie: Ameryka Południowa, rok obrzędowy, Tradycja
Tagi: , , , ,

Gotuj się na potrawy regionalne: fafernuchy

4 stycznia 2012 | | 1 komentarz

Łako­ciami prze­zna­czo­nymi do zja­da­nia w okre­sie Szczo­drych Dni były fafer­nu­chy — cia­sto z dodat­kiem miodu, pie­przu i tar­tej mar­chwi (także buraka cukro­wego), o lekko pikant­nym smaku i poma­rań­czo­wej barwie.

FAFERNUCHY (NA TRZY KRÓLE).

Skład­niki:
1 kg mar­chwi, 1 szklanka cukru, 1 cukier wani­liowy, pół szklanki miodu, mąka żytnia (2 kg może tro­chę wię­cej), 1 pro­szek do pieczenia.

Wyko­na­nie:
Całą mar­chew myjemy i gotu­jemy do mięk­ko­ści. Odle­wamy z niej wodę i odsta­wiamy do wystu­dze­nia. Następ­nie mie­lemy ją w maszynce do mięsa lub trzemy na tarce z gru­bymi oczkami. Mąkę prze­sie­wamy przez sito do miski. Wrzu­camy do niej mar­chew i pozo­stałe skład­niki. Wszystko zagnia­tamy do chwili aż mąka się wgnie­cie i połą­czy ze wszyst­kimi skład­ni­kami. Dzie­limy cia­sto nożem (bo jest twarde i klei się) na małe por­cje i wał­ku­jemy jak na kopytka, pod­sy­pu­jąc mąką. Kro­imy rów­nież jak kopytka i ukła­damy na bla­chy posy­pane mąką. Pie­czemy w mocno nagrza­nym pie­kar­niku 30–40 min.

 

Smacz­nego! :)

Kategorie: potrawy regionalne, rok obrzędowy, Tradycja
Tagi: , , ,

Życzenia Noworoczne

31 grudnia 2011 | | Brak komentarzy

Życze­nia nowo­roczne napi­sał dla nas pan Jan Świder­ski, który w Pań­stwo­wym Muzeum Etno­gra­ficz­nym czuwa nad bez­pie­czeń­stwem eks­po­na­tów na wysta­wie Ręko­dzieło i rze­mio­sło ludowe.

 

Dro­dzy nasi Przyjaciele

Pra­cu­je­cie godzin wiele

Za co bar­dzo dziękujemy

Nowo­rocz­nie winszujemy:

Nie­chaj zima śnie­giem wieje

I przy­nie­sie nam nadzieję

Aby w tym następ­nym roku

Stał ktoś tuż przy Waszym boku

W Waszych ser­cach się rozgościł

Przy­niósł szczę­ście i radości.

 

 

 

 

Kategorie: muzeum, rok obrzędowy, Tradycja
Tagi: ,

Gotuj się na potrawy regionalne: byśki i nowe latka

30 grudnia 2011 | | Brak komentarzy

Byśki przy­bie­rały posta­cie zwie­rząt domo­wych i hodow­la­nych. Były to więc m.in.: koniki, krówki, owieczki, kury, gęsi, ale rów­nież  zwie­rzęta leśne: jelonki, zające niedź­wiadki. Nie­kiedy przy­bie­rały także kształt lale­czek lub pierścieni.

Nowe latka to zaś małe kręgi z posta­cią wyobra­ża­jącą gospo­da­rza, gospo­dy­nię lub paste­rza, oto­czo­nego figur­kami ptac­twa domo­wego. Przy­pi­sy­wano im magiczną moc i zawie­szano przy świę­tych obra­zach i domo­wych ołtarzykach.

…Minęły święta i sczer­stwiał chleb pie­czony na Boże Naro­dze­nie. Wcale to jed­nak nie zna­czy, ze wysty­gły pie­kar­niki. Gospo­dy­nie na nowo roz­czy­niały cia­sto i pie­kły, ponie­waż pochody kolęd­ni­ków nie­mal codzien­nie koła­tały do drzwi.
Jak sama nazwa wska­zuje, pie­czono je na powi­ta­nie Nowego Roku, w porze mię­dzy Bożym Naro­dze­niem a Syl­we­strem.

Czy­taj całość »

Kategorie: potrawy regionalne, rok obrzędowy, Tradycja
Tagi: , , , , ,

Co robi etnolog na spektaklu, czyli do trzech razy sztuka.

27 grudnia 2011 | | 2 komentarze

Gdyby kto­kol­wiek miał  sko­men­to­wać sytu­ację, w jakiej ostat­nio zna­lazł się etno­log, to w zależ­no­ści od punktu widze­nia jedni powie­dzie­liby zazdro­śnie: — Ależ tra­fiła mu się gratka, inni zaś zarzu­ci­liby mu sno­bizm, a jesz­cze kolejni zapy­ta­liby: — Co? Na kim byłeś? A etno­log powie­działby — że pierwsi i dru­dzy mają rację, a i pozo­sta­łych też rozu­mie. Otóż był on na pre­mie­rze „Opo­wie­ści afry­kań­skich według Szekspira”.

Prawdę mówiąc nie powi­nie­nem tu strzę­pić języka nad „koń­cem” War­li­kow­skiego, nad wyczer­pa­niem się przez niego obra­nej kon­wen­cji. Wzmaga to tylko zain­te­re­so­wa­nie sztuką, która  nie jest tego warta. Ale zro­bię to, ponie­waż spek­takl jest nie tylko wyda­rze­niem kul­tu­ral­nym i pro­duk­tem z rynku usług kul­tu­ral­nych zaspo­ka­ja­ją­cym sno­bi­styczne zachcianki egzal­to­wa­nej publicz­no­ści. Spek­takl domaga się komen­ta­rza. Ma on prze­cież wyraz głęb­szy. Każdy by się obru­szył gdyby trak­to­wać przed­sta­wie­nie tylko jako event (a trwa na tyle długo, że zin­te­gro­wać można nie­jedną grupę)… A jaki głęb­szy wyraz miał dla etno­loga, to zaraz opowiem.

Nim jed­nak przejdę do clue nar­ra­cji, oddam War­li­kow­skiemu co war­li­kow­skie. Rze­czy­wi­ście w hie­rar­chii wyda­rzeń kul­tu­ral­nych pre­miera „Opo­wie­ści afry­kań­skich…”, rów­nać się może z Euro 2012 w skali wido­wi­ska spor­to­wego, oczy­wi­ście dla okre­ślo­nego odbiorcy: jest marka, jest pro­fe­sjo­na­lizm, jest jakość, jest warsz­tat, jest ban­kiet, jest świa­tek. Są tak ważne dla reży­sera emo­cje, tematy, świetna aktor­ska gra. Sło­wem jest wszystko czego po War­li­kow­skim mogli­by­śmy się spo­dzie­wać. Czego więc brakuje?

(A)pollonia, Koniec, Opo­wie­ści w War­sza­wie to …: trzy akty, trzy stu­dia, trzy zarwane noce, jedna sce­no­gra­fia, to samo oświe­tle­nie, te same spo­soby wyko­rzy­sta­nia mul­ti­me­diów, ten sam brak jakiej­kol­wiek logiki i sensu. Ale „(A)pollonię” i wiesz­czy „Koniec-Warlikowskiego”(choć pełen podziwu jestem, że można wła­sny koniec tak wypro­mo­wać, oczy­wi­ście poza kon­ku­ren­cją jest koniec świata) zostawmy na boku, przyj­rzyjmy się tylko „Opo­wie­ściom…”.

Czy­taj całość »

Kategorie: Antropologia kultury, EtnoWarszawa, Warszawa, życie miasta
Tagi: , , ,