Beta

Bądź na bieżąco - RSS

Patrz Kościuszko na nas z nieba…

13 stycznia 2015 | | 1 komentarz
Władysław Sikora, PME 45961,2 Fot. Edward Koprowski

Wła­dy­sław Sikora, PME 45961,2 Fot. Edward Koprowski

Powyż­szy tytuł to słowa tek­stu Polo­neza Kościuszki napi­sa­nego przez Raj­munda Sucho­dol­skiego. Postać Tade­usza Bona­wen­tury Kościuszki (1746–1817), naczel­nika naro­do­wej insu­rek­cji, gene­rała, inży­niera i uczest­nika walk o nie­pod­le­głość Sta­nów Zjed­no­czo­nych, sta­nowi cie­kawy przy­kład życia po życiu naszych naro­do­wych boha­te­rów. Nie dziwi fakt, że w obra­zie Jana N. Bizań­skiego Sypa­nie Kopca Kościuszki naczel­nik spo­gląda z nieba na lud kra­kow­ski, który w ten wła­śnie spo­sób posta­no­wił uczcić pamięć pol­skiego wodza.

Kościuszko był i pozo­staje boha­te­rem uni­wer­sal­nym, nie­za­leż­nie od sys­temu poli­tycz­nego, ide­olo­gii czy par­tyj­nych pre­fe­ren­cji. Jego imie­niem nazy­wano ulice, szkoły, jed­nostki woj­skowe (w tym słynny Dywi­zjon 303 i 1. Dywi­zję Woj­ska Pol­skiego), statki, samo­loty pasa­żer­skie, a nawet naj­wyż­szą górę Austra­lii. Kościuszko to rów­nież kon­struk­cja hydro­lo­giczna – próg wodny na Wiśle w oko­licy Kra­kowa. Nie­wielu pamięta, że por­tret naszego naro­do­wego boha­tera miał w swo­jej kaju­cie także Kapi­tan Nemo – główny boha­ter powie­ści Juliu­sza Verne’a 20 tysięcy mil pod­mor­skiej żeglugi.

Histo­ryczna rola dowódcy powsta­nia, ale także mit Kościuszki jako opie­kuna chłopów-powstańców nie pozo­stały bez wpływu na rodzimą twór­czość ludową. W kolek­cji PME znaj­duje się kil­ka­na­ście prac przed­sta­wia­ją­cych naczel­nika insurekcji.

Czy­taj całość »

Kategorie: PME Warszawa, Tradycja
Tagi:

Tapa – archaiczna forma papieru, cz. II

Siapo-tapa, Polinezja, zbiory PME  Fot. Erika Krzyczkowska Roman

Siapo-tapa, Poli­ne­zja, zbiory PME Fot. Erika Krzycz­kow­ska Roman

W nie­któ­rych czę­ściach świata, umie­jęt­ność wytwa­rza­nia tapy kul­ty­wo­wana jest nie­prze­rwa­nie od setek lat. Szcze­gól­nym zain­te­re­so­wa­niem cie­szy się ona w rejo­nie Południowo-Wschodniej Azji i archi­pe­lagu Wysp Pacy­fiku, przede wszyst­kim na Tonga, Samoa, Fidżi, Tahiti, ale rów­nież w Papui Nowej Gwi­nei, Nowej Zelan­dii, na Hawa­jach, Niue, Vanu­atu, Wyspach Cooka, Jawie oraz w nie­któ­rych kra­jach afry­kań­skich i ame­ry­kań­skich poło­żo­nych w oko­licy równika.

Słowo tapa weszło do obie­go­wego języka za pośred­nic­twem Jamesa Cooka (1728–17779), który jako pierw­szy Euro­pej­czyk kolek­cjo­no­wał i zapre­zen­to­wał szer­szej publicz­no­ści, pozy­ski­wany przez Poli­ne­zyj­czy­ków mate­riał. Pomimo róż­nic języ­ko­wych i odmien­nych nazw w roz­ma­itych czę­ściach Oce­anii ter­min tapa roz­po­wszech­nił się i utrwa­lił w języku mię­dzy­na­ro­do­wym. Nie zmie­nia to faktu, że na Wyspach Pacy­fiku nazew­nic­two czę­sto zwią­zane jest z kon­kret­nym zna­cze­niem i na okre­śle­nie tapy używa się rdzen­nych ter­mi­nów, uwa­run­ko­wa­nych historycznie.

Czy­taj całość »

Kategorie: PME Warszawa, Rzemiosło, Tradycja
Tagi:

Wirtu@lny Tabor – internetowe Muzeum Romów

16 grudnia 2014 | | 3 komentarze
Hiszpańskie Romki, ok. 1917r.

Hisz­pań­skie Romki, ok. 1917r.

Wśród nowo powsta­ją­cych ini­cja­tyw nawią­zu­ją­cych nazwą, kształ­tem czy zakre­sem zadań do muzeów, poja­wił się Wirtu@lny Tabor (http://wt.romologica.net/Wirtualny-Tabor.html) – inter­ne­towe Muzeum Romów. Jego celem, według infor­ma­cji na stro­nie, jest doku­men­to­wa­nie mate­rial­nej kul­tury Cyganów/Romów. Po uważ­niej­szym przyj­rze­niu się stro­nie oka­zuje się, że jest ona nie tylko wir­tu­al­nym zbio­rem eks­po­na­tów, ale też małym kom­pen­dium wie­dzy o ich kul­tu­rze i histo­rii w Pol­sce i Euro­pie. I tak np. w zakład­kach „Malar­stwo”, „Muzyka” czy „Rze­mio­sło” można prze­czy­tać krót­kie wpro­wa­dze­nia do tych dzie­dzin, a nawet poznać syl­wetki naj­waż­niej­szych twór­ców. Na stro­nie znaj­dują się rów­nież tek­sty na temat oby­cza­jów i tra­dy­cji Romów, szcze­pów żyją­cych w Pol­sce i na świe­cie, histo­rii Cyga­nów od czasu ich przy­by­cia do Europy około 1500 lat temu, poprzez okres II wojny świa­to­wej (szcze­gólną uwagę zwraca zbiór foto­gra­fii z okresu Zagłady), po czasy współ­cze­sne, gdzie zapre­zen­to­wano naj­waż­niej­sze rom­skie orga­ni­za­cje i pro­gramy skie­ro­wane do tej społeczności.

Czy­taj całość »

Kategorie: muzeum
Tagi: ,

Res musealiae: Refleksje z magazynu ceramiki PME

Magazyn ceramiki (2) 2013, Fot. Mariusz Raniszewski

Maga­zyn cera­miki, Fot. Mariusz Raniszewski

Kolek­cja cera­miki Pań­stwo­wego Muzeum Etno­gra­ficz­nego w War­sza­wie liczy ponad 6000 muze­aliów. Są to okazy z terenu Pol­ski i – w mniej­szym zakre­sie – Europy. Jest to naj­więk­sza kolek­cja cera­miki ludo­wej w Polsce.

Co dzi­siaj komu­ni­kuje nam ten impo­nu­jący liczeb­nie zbiór? Naj­star­szy okaz pocho­dzi z początku XIX wieku, pozo­stałe poprzez wiek XIXXX się­gają współ­cze­sno­ści. Znaj­dziemy w nim repre­zen­ta­cje wszyst­kich reak­ty­wo­wa­nych po woj­nie przed­wo­jen­nych ośrod­ków ceramicznych[1]: całe „zagłę­bie” kie­lec­kie: Cha­łupki, Ostro­wiec Świę­to­krzy­ski, Rędo­cin, Kąty Den­kow­skie, pobli­ską słynną Iłżę[2], ale także Medy­nię Gło­gow­ska, Paw­łów i Urzę­dów z Lubelsz­czy­zny, pod­la­ską Czarną Wieś, Łukę, Klesz­czele, Sie­mia­ty­cze, Białą Pod­la­ską i wresz­cie archa­iczną cera­mikę ze Stu­dzia­nego Lasu (wyko­ny­waną tech­niką wal­cową), dla kon­tra­stu boli­mow­ską kolo­rową pół­ma­jo­likę rodziny Konop­czyń­skich z łowic­kiego Bolimowa[3] i słynne wyroby warsz­tatu Nec­lów z Chmielna na Kaszubach[4]. Nie wymie­ni­łam tu wszyst­kich zna­nych ośrod­ków, które w więk­szo­ści już w chwili obec­nej nie funk­cjo­nują. Z tych z tra­dy­cjami „trzyma się” zale­d­wie kilka, m.in. Rędo­cin, w któ­rym pra­cuje 4 garn­ca­rzy, Bro­dła k/Krakowa, gdzie został ostatni garn­carz, Rabka-Zdrój, Czarna Wieś Kościelna oraz wspo­mniany Boli­mów i Chmielno. Jako kon­ty­nu­acja kolek­cyj­nych zało­żeń – gro­ma­dze­nia przy­kła­dów cera­miki wg ośrod­ków cera­micz­nych – do muzeum tra­fiają także współ­cze­sne wyroby. Zesta­wie­nie przed­mio­tów tej samej kate­go­rii z róż­nych okre­sów daje moż­li­wość ana­lizy porów­naw­czej. Twór­czość garn­car­ska nie jest dzie­dziną, w któ­rej zmiany zacho­dzą dia­me­tral­nie, mate­riał wyj­ściowy pozo­staje ten sam, formy naczyń są te same, nie­kiedy poja­wiają się zmo­dy­fi­ko­wane lub nowe, zdob­nic­two wystę­puje jako kon­ty­nu­acja daw­nych wzo­rów lub wpro­wa­dzane są nowe orna­menty (np. jeden z garn­ca­rzy z Brodeł[5] sto­so­wał jako orna­ment wałecz­kowy koła od dzie­cię­cych zaba­wek), zmie­niły się szkliwa (z oło­wio­wych na che­miczne) i spo­sób wypału – z pieca opa­la­nego drew­nem na elek­tryczne (ale nie­któ­rzy garn­ca­rze pozo­stają cią­gle przy tych tra­dy­cyj­nych). Nie wszyst­kie prze­two­rze­nia widoczne są gołym okiem, ale zmiany for­malne są odpo­wie­dzią na zmiany kul­tu­rowe i cywi­li­za­cyjne. Te pro­cesy komu­ni­kuje kolekcja.

Czy­taj całość »

Kategorie: Res museliae, Rzemiosło
Tagi:

Portrety kanonika w zbiorach PME

26 listopada 2014 | | Brak komentarzy
Kopernik romantyczny, aut Ryszard Sęk, PME 36652,1 Fot. Edward Koprowski

Koper­nik roman­tyczny, aut Ryszard Sęk, PME 36652,1 Fot. Edward Koprowski

W latach sie­dem­dzie­sią­tych i osiem­dzie­sią­tych ter­mi­nem „por­tre­ty­ka­no­nika” ludzie z pół­światka nazy­wali bank­noty tysiąc­zło­towe, na któ­rych umiesz­czona była podo­bi­zna Miko­łaja Koper­nika (1473–1543). Podo­bi­zna astro­noma wid­nie­jąca na bile­tach Naro­do­wego Banku Pol­skiego inspi­ro­wana była toruń­skim por­tre­tem Koper­nika, a jej auto­rem był znany pol­ski gra­fik Andrzej Hein­rich. Nie­bie­ski por­tret kano­nika stał się nie­mal kano­nicz­nym przed­sta­wie­niem, które wywarło zna­czący wpływ na rodzimą twór­czość ludową.

W 1973 roku obcho­dzono w Pol­sce Ludo­wej okrą­głą 500. rocz­nicę uro­dzin pol­skiego astro­noma. Pod­kre­śle­nie pol­sko­ści, swoj­sko­ści i rodzi­mego pocho­dze­nia Koper­nika (ten na pewno czuł się pod­da­nym pol­skiego króla, ale czy naprawdę uwa­żał się za Polaka? – nad tym zagad­nie­niem łamią sobie dziś głowę uczeni) było jed­nym z głów­nych punk­tów pań­stwo­wego świę­to­wa­nia. Nic więc dziw­nego, że rok 1973 oka­zał się momen­tem ini­cju­ją­cym erup­cję twór­czo­ści ludo­wej, któ­rej tema­tem wio­dą­cym było uka­za­nie postaci astro­noma. Arty­ści prze­ści­gali się w spo­rzą­dza­niu podo­bizn kano­nika, czego wymier­nym efek­tem jest ponad dwa­dzie­ścia dzieł sztuki znaj­du­ją­cych się w zbio­rach PME.

Wpływ przed­sta­wie­nia wid­nie­ją­cego na bank­no­cie NBP był tak silny, że wszy­scy ludowi arty­ści uznali za pierw­szą, nie­zby­walną i wyróż­nia­jącą cechę cha­rak­te­ry­styczną Koper­nika jego bujną fry­zurę skła­da­jącą się z opa­da­ją­cych na kark dłu­gich wło­sów. Koper­ni­kań­skie ucze­sa­nie stało się moty­wem wio­dą­cym i wręcz roz­po­znaw­czym w ludo­wej wizji artystycznej.

Czy­taj całość »

Kategorie: PME Warszawa, Rzemiosło, sztuka ludowa, Tradycja
Tagi: ,

Tapa: archaiczna forma papieru cz.I

13 października 2014 | | Brak komentarzy
Ceremonialny stroj krolewski Kongo zbiory PME Fot. Erika Krzyczkowska

Cere­mo­nialny stroj kro­lew­ski Kongo zbiory PME Fot. Erika Krzyczkowska

Pań­stwowe Muzeum Etno­gra­ficzne w War­sza­wie posiada bogaty zbiór ponad osiem­dzie­się­ciu tap pocho­dzą­cych z róż­nych regio­nów świata.  Więk­szość kolek­cji sta­no­wią obiekty z Wysp Pacy­fiku, repre­zen­tu­jące prze­krój tap od XIX do XXI wieku. Nie­zwy­kle inte­re­su­jące i barwne arte­fakty pocho­dzą rów­nież z Ame­ryki Połu­dnio­wej i Mek­syku.  Dopeł­nie­niem kolek­cji są uni­ka­towe obiekty z Afryki, w tym cere­mo­nialny strój kró­lew­ski ludu Bakuba.

Tapa, mate­riał pozy­ski­wany z wewnętrz­nej strony łyka kory drzew mor­wo­wa­tych, znana jest od co naj­mniej 6000 lat. Praw­do­po­dob­nie tech­nika jej wytwa­rza­nia została wyna­le­ziona na tere­nach dzi­siej­szych Chin, skąd przez Azję Południowo-Wschodnią roz­prze­strze­niła się wokół globu, kon­cen­tru­jąc się w obsza­rze okołorównikowym.

Czy­taj całość »

Kategorie: PME Warszawa, Rzemiosło, Tradycja
Tagi:

Latające zwierzęta domowe

23 września 2014 | | Brak komentarzy
Gołębie przed Meczetem Piątkowym w Starym Delhi, © Jorge Royan (www.royan.com.ar) źródło Wikipedia

Gołę­bie przed Mecze­tem Piąt­ko­wym w Sta­rym Delhi, © Jorge Royan (www.royan.com.ar) źró­dło Wikipedia

Pod­czas pobytu w Sta­rym Delhi uwagę podróż­nego mogą zwró­cić liczne stada gołębi krą­żące ponad zabu­do­wa­niami. Są one zbyt dobrze „zor­ga­ni­zo­wane”, by być tylko prze­lot­nymi gośćmi w tam­tej oko­licy. Hodo­wane w klat­kach na dachach domów, są wypusz­czane raz lub kilka razy dzien­nie, żeby przy­po­mnieć sobie na chwilę o wol­no­ści, jaką daje lata­nie, po czym wra­cają do swo­ich drew­nia­nych lub dru­cia­nych domostw. O ile gołę­biar­stwo ma swo­ich pasjo­na­tów także w Pol­sce, o tyle zasta­na­wia­jące jest skąd taka popu­lar­ność tego typu hodowli po dziś dzień w sto­licy Indii. I dla­czego wła­śnie w Sta­rym Delhi?

Gatunki gołębi, Meyers Konversationslexikon (1885–90), źródło Wikipedia

Gatunki gołębi, Mey­ers Konver­sa­tion­sle­xi­kon (1885–90), źró­dło Wikipedia

Zagadkę można roz­wią­zać się­ga­jąc kilka wie­ków wstecz, a kon­kret­nie do cza­sów pano­wa­nia dyna­stii Mogo­łów. Wraz z nimi przy­byli do Indii znawcy tej roz­rywki z Dale­kiego Wschodu, a hodowla skrzy­dla­tych przy­ja­ciół stała się spo­so­bem spę­dza­nia czasu przez wład­ców i moż­nych. Gołę­bie roz­go­ściły się więc w pała­cach, have­lach i w klat­kach nad brze­giem Jamuny. Posia­da­nie kabo­otar­khana, czyli spe­cjal­nego pomiesz­cze­nia dla gołębi i bycie kabo­otar­baz, czyli ich hodowcą, świad­czyło o sta­tu­sie danego miesz­kańca miasta.

Czy­taj całość »

Kategorie: Daleki Wschód
Tagi: , , ,

Historia Polski w sztuce ludowej — Książę Józef Poniatowski

23 września 2014 | | Brak komentarzy
Juliusz Kossak, Książę Józef Poniatowski, źródło Wikipedia

Juliusz Kos­sak, Książę Józef Ponia­tow­ski, źró­dło Wikipedia

Ojczy­ste poda­nia, legendy i histo­ryczne wyda­rze­nia sta­no­wią bar­dzo popu­larny motyw w pol­skiej sztuce ludo­wej. Cykl kolej­nych wpi­sów na bloga zde­cy­do­wa­łem się poświę­cić ludo­wej inter­pre­ta­cji histo­rycz­nych wyda­rzeń oraz wyobra­że­niom twór­ców o oso­bi­sto­ściach, które weszły do naro­do­wego panteonu.

19 paź­dzier­nika minie 200 lat od śmierci księ­cia Józefa Ponia­tow­skiego. To jedna z naj­barw­niej­szych postaci histo­rii pol­ski. Kró­lew­ski bra­ta­nek, uczest­nik wojny w obro­nie Kon­sty­tu­cji 3 Maja oraz insu­rek­cji kościusz­kow­skiej, naczelny wódz wojsk Księ­stwa War­szaw­skiego, mar­sza­łek Fran­cji i bon vivant – sło­wem postać, któ­rej doko­na­niami i tytu­łami można byłoby obdzie­lić kilka odręb­nych życiorysów.

Rzeźba Józefa Zga­nia­cza (1904–1996) została zaku­piona do zbio­rów PME w 1978 roku pod­czas Jar­marku w Płocku. Arty­sta przed­sta­wił księ­cia jadą­cego na bia­łym koniu, który przy­słu­guje jedy­nie zwy­cię­skim wodzom, kró­lom i naj­wyż­szym dowód­com. Mun­dur woj­skowy jest eklek­tyczny i fan­ta­zyjny. Zga­niacz połą­czył wspo­mnie­nie zie­lo­nego mun­duru przed­wrze­śnio­wych uła­nów z ele­men­tami, które sam uznał za nawią­zu­jące do epoki napo­le­oń­skiej. Stroj­no­ści i sta­ro­daw­no­ści dodają złote epo­lety oraz wycią­gnięta w górę i ozdo­biona bia­łym galo­nem roga­tywka, która imi­tuje kawa­le­ryj­skie czako epoki napo­le­oń­skiej. Pod­pis umiesz­czony na pod­sta­wie rzeźby wska­zuje na estymę, jaką twórca darzył postać i woj­skowe zasługi księ­cia Józefa. Józef Ponia­tow­ski nigdy het­ma­nem nie był, ale żył w cza­sach ostat­nich pol­skich het­ma­nów (Bra­nic­kiego i Rze­wu­skiego), któ­rzy pod­pi­sali akt kon­fe­de­ra­cji tar­go­wic­kiej. Z ich poli­tycz­nym dzie­łem i rosyj­ską inter­wen­cją roku 1792 wal­czył książę Józef. To dla niego i jego żoł­nie­rzy został usta­no­wiony przez Króla Sta­ni­sława order Vir­tuti Mili­tari.

Czy­taj całość »

Kategorie: Historia, sztuka ludowa
Tagi: , , ,

Res musealiae: Piotr Szacki i jego rzeczy pozostawione.

Wnętrze kajetu

Wnę­trze kajetu

Piotr Szacki – muze­olog, muze­al­nik, spę­dził w Pań­stwo­wym Muzeum Etno­gra­ficz­nym w War­sza­wie ponad 40 lat, całe swoje zawo­dowe życie. Dzi­siaj, w cza­sach kiedy atu­tem pra­cow­ni­ków jest ich mobil­ność, umie­jęt­ność doko­ny­wa­nia zmian w swo­jej zawo­do­wej karie­rze, roz­wój wyni­ka­jący także z róż­no­rod­nych doświad­czeń w róż­nych miej­scach pracy, takie przy­wią­za­nie do jed­nego miej­sca zatrud­nie­nia wydaje się nie­zro­zu­miałe, wsteczne, „prze­sta­rzałe”. W cza­sach nie tak odle­głych, w „cza­sach Pio­tra Szac­kiego”, sta­no­wiło war­tość pole­ga­jącą na dosko­na­le­niu się w jed­nej dzie­dzi­nie i opty­mal­nie w tym jed­nym, wybra­nym miejscu.

Jakie kon­se­kwen­cje nie­sie za sobą spę­dze­nie całego życia w jed­nej instytucji?

Wszy­scy zauwa­żamy, że przez lata naszego życia do każ­dego (lub pra­wie każ­dego, poza zade­kla­ro­wa­nymi mini­ma­li­stami) „przy­kle­jają” się jakieś rze­czy. Selek­cjo­nu­jemy je, ale zawsze pewna pula pozo­staje. Miej­sce pracy nie jest naszym miej­scem pry­wat­nym, w któ­rym gro­ma­dzimy przed­mioty zgod­nie ze swoim gustem i upodo­ba­niami. Wydaje się, że powin­ni­śmy tu mieć wyłącz­nie to, co nie­zbędne w naszej pracy, ale wła­śnie w muzeum – miej­scu, które jest „miej­scem rze­czy” i ze „swo­jej natury” rze­czy są tu naj­waż­niej­sze, a ludzie są „tylko” pew­nym oży­wio­nym „dodat­kiem”, który nie­oży­wioną mate­rię oży­wia – przed­mioty grają role pierw­szo­pla­nową. Rze­czy „przy­cho­dzą” do nas „chcąc nie chcąc”. Ofi­cjal­nie tra­fiają do muze­al­nych zbio­rów, ale zda­rzają się takie, któ­rym z róż­nych wzglę­dów trudno nadać sta­tus muze­alium. Cza­sami cze­kają na swoją kolej, cza­sami wra­cają do wła­ści­cieli, cza­sami zostają z nami.

Czy­taj całość »

Kategorie: Res museliae
Tagi:

Midobranie i pszczoły św. Ambrożego

15 września 2014 | | Brak komentarzy
Święty Ambroży, Musée Châlons

Święty Ambroży, Musée Châlons

Koniec lata jest cza­sem, w któ­rym odby­wają się liczne festyny zwią­zane z mio­do­bra­niem – słod­kim świę­tem psz­czół, bart­ni­ków i pasiecz­ni­ków. To dobry pre­tekst do przy­po­mnie­nia kilku histo­rycz­nych związ­ków łączą­cych pasia­ste, pra­co­wite owady z ludz­ko­ścią – bene­fi­cjen­tem psz­cze­lego trudu. Psz­czoły już od cza­sów sta­ro­żyt­nych były uwa­żane za stwo­rze­nia dziwne i nie­po­zba­wione cech boskich. Mit o małym Zeu­sie powiada, że wykar­miła go koza i psz­czoły, które przy­no­siły miód wprost do buzi ojca grec­kich bogów. Nic więc dziw­nego, że podo­bi­zna psz­czoły sta­nowi motyw licz­nie wystę­pu­jący na antycz­nych mone­tach grec­kich. Pocho­dze­nie i spo­sób roz­mna­ża­nia się psz­czół intry­go­wał sta­ro­żyt­nych. Owady te, jako stwo­rze­nia z pogra­ni­cza świata przy­rody i bogów nie mogły roz­mna­żać się w spo­sób natu­ralny. W cza­sach antyku wie­rzono powszech­nie, że przy­cho­dzą one na świat wydo­by­wa­jąc się z ciała mar­twych zwie­rząt, naj­czę­ściej wołów. Echem podob­nego poglądu prze­two­rzo­nego przez tra­dy­cję żydow­ską jest biblijna histo­ria o Sam­so­nie, który zna­lazł psz­czoły i słodki pla­ster miodu w padli­nie zabi­tego uprzed­nio przez sie­bie lwa. Tak powstała słynna zagadka Sam­sona „Z tego, który pożera wyszło to, co jest spo­ży­wane, a z moc­nego wyszła sło­dycz” (Sdz 14,14).

Czy­taj całość »

Kategorie: Tradycja
Tagi: